Szklana góra

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Szklana góra
Szklana góra
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 9,98  7,98 
Szklana góra
Szklana góra
Audiobook
Czyta Masza Bogucka
4,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Bracia Grimm

Szklana góra

Saga

Szklana góraTranslacja Cecylia Niewiadomska Tytuł oryginału Zdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 1812, 2020 Bracia Grimm i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726464627

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

SZKLANA GÓRA

Pewna królowa miała śliczną córeczkę, która nie umiała jeszcze ani mówić, ani chodzić, lecz śmiała się tak dźwięcznie, jakby dzwonił srebrny dzwonek, a na czole miała cudną złotą gwiazdkę, świecącą wśród ciemności księżycowym blaskiem. Matka kochała bardzo to jedyne dziecię, stroiła je w drogie klejnoty, najpiękniejsze sukienki, lecz nie była cierpliwa, gdy maleństwo płakało i zdawało jej się wtedy, że jest najnieszczęśliwsza.

Razu jednego piastunka oddała królowej śliczne, uśmiechnięte dzieciątko, a sama poszła do zamku po jakąś zabawkę. Królowa była w ogrodzie, siedziała na złotej ławce pod zielonym jaworem i pieściła się z córeczką życząc jej, aby była najszczęśliwsza i najpiękniejsza na świecie.

I nie daremnie królowa wyrażała te życzenia, wiedziała ona, że skoro na wiosnę jawor okryje się liściem zielonym, dopóki słowik śpiewać nie przestanie, cudowne drzewo ma własność ziszczenia wszelkich pragnień i nadziei wyszeptanych w jego cieniu.

Nie każdy wiedział o tej własności jaworu, lecz król powiedział o niej młodej żonie, która dziś właśnie usiadła pod cieniem drzewa, aby jej życzyć wszystkiego, co szczęście dać może.

Wtem dziecina zaczęła płakać i grymasić; matka uspokajała ją, ale na próżno; w końcu, jak zwykle, straciła cierpliwość, a że niańka nie powracała, chcąc postraszyć maleńką podniosła ją w górę i zawołała głośno do kruków przelatujących:

— Kawki, kruki i wrony, weźcie sobie to niegrzeczne dziecko, nie chcę go widzieć więcej!

Nieszczęśliwa królowa zapomniała, że stoi pod cudownym jaworem. W tej samej chwili, kruki, wrony, kawki otoczyły ją w nieprzebranym mnóstwie, porwały śliczną królewnę i uleciały daleko.

Biedna matka w rozpaczy głośnym wybuchnęła płaczem, potem — zapominając o przestrogach męża — chciała skorzystać z własności jaworu i odzyskać dziecinę; lecz zaledwie wyraziła życzenie przeciwne temu, które wypowiedziała przed chwilą — zagrzmiało, piorun błysnął, drzewo stanęło w ogniu, a królowa upadła na ziemię zemdlona.

Tak przez jedną lekkomyślność nieszczęśliwa kobieta straciła dziecię i cudowne drzewo, naraziła się na gniew męża i w smutku i żalu pędziła odtąd życie.

Kruki tymczasem uniosły prześliczną królewnę do ciemnego lasu, zamieniły w kruka z białą gwiazdką na głowie i puściły na wolność, żeby sam, pod opieką starej czarownicy, szukał sobie żywności, żył na drzewach jak ptaki i nigdy nie odzyskał już ludzkiej postaci.

Wiele lat upłynęło od tej smutnej chwili; królewna dnia każdego na jedną godzinę zrzucała ptasie pióra, lecz zła czarownica czuwała nad nią, aby w ciągu tego czasu nie znalazła sobie wybawcy.

Pewien ubogi rycerz przejeżdżał raz przez bór ciemny szukając służby u jakiego króla, gdzieby mógł swoją odwagę okazać i zdobyć sławę i mienie. Wtem na gałęzi dębu usłyszał głos kruka, wzywający go po imieniu.

Zatrzymał się zdziwiony i zbliżył do drzewa.

— Dzielny młodzieńcze — przemówił ptak smutnie — znam twoje myśli i wiem, czego szukasz na świecie, lecz ulituj się nade mną i uwolnij mię od zaklęcia, gdyż jestem najnieszczęśliwszą księżniczką.

— Cóż mam czynić? — spytał rycerz. Z całego serca pragnę dopomóc ci, księżniczko.

— Wszystko zależy od ciebie. Idź śmiało w głąb tego lasu, a trafisz na chatkę czarownicy, która czuwa, by mnie nikt wybawić nie mógł. Zrób wszystko, co ci każe i pozostań tam przez trzy dni, ale nie przyjmuj od niej żadnego pokarmu ani napoju, bo uśniesz twardo i zbudzić cię wczas nie zdołam. Każdego dnia w południe przyjadę do chaty i będę cię szukała w ogrodzie pod dębem. Czy mi przyrzekasz nie przyjąć nic od czarownicy, choćbyś umierał z głodu?

— Przyrzekam ci, księżniczko, nie lękaj się o mnie, wyzwolę cię spod opieki niegodziwej jędzy, choćbym miał umrzeć z głodu.

— Dziękuję ci, mój rycerzu — przemówiła królewna — ale chociaż ci wierzę, obawiam się bardzo, że przebiegła wiedźma namówi cię do skosztowania jadła albo napoju.

— Bądź spokojna księżniczko, nie godzien byłbym dłużej być rycerzem, gdybym nie dotrzymał słowa i nie wykonał twej woli. Przysięgam ci, że nie spocznę aż do chwili, w której odzyskasz swe prawa.

Ucieszyła się biedna zaklęta królewna, a rycerz pospieszył naprzód. Szedł długo, bardzo długo, do późnego wieczoru, nim odnalazł w lesie starą chatkę. Czarownica oczekiwała go na progu, a widząc, że jest znużony i głodny, wyniosła mu kubek wina i kawałek chleba.

— Posil się, piękny rycerzu — przemówiła z dobrocią — język ci usechł z pragnienia i oczy wpadły z głodu; mam litościwe serce i nie mogę patrzeć na cierpiącego człowieka.

Przemawiała tak słodko, iż trudno było uwierzyć, że coś złego ma na myśli, rycerz jednak, pamiętny na swą obietnicę, nic przyjąć nie chciał. Staruszka dziwiła się bardzo, sama posłała mu łóżko, nakarmiła konika, umieściła go w sieni i znowu powróciła do rycerza zachęcając, by się choć napił, nim uda się na spoczynek.

Rycerz pamiętał, co przyrzekł księżniczce, ale był tak spragniony, że język jak kawał kości sterczał mu w ustach sztywny i suchy; mówić prawie nie mógł; zdawało mu się, że zbawienie wieczne oddałby za szklankę wody; więc gdy stara podała mu pachnące wino, nie miał siły oprzeć się strasznej pokusie i umaczał w nim usta.

Rozkoszne uczucie ogarnęło go natychmiast: nie czuł pragnienia i głodu, kropla wina nasyciła go i napoiła, a prócz tego pogrążyła w śnie tak słodkim i błogim, jakiego nie kosztował jeszcze nigdy w życiu. Sen ten jednakże był zarazem tak twardy i tak głęboki, iż żadna moc ludzka spłoszyć go nie była w stanie.

W południowej godzinie zatętniało w lesie, zajechała kareta w cztery białe konie, wysiadła z niej królewna ciemnowłosa, ze złotą gwiazdą na czole, z perłowymi ząbkami i smutnymi oczyma. Wysiadła i pobiegła prosto do ogrodu; ale pod dębem nikogo nie było, więc zapłakała łzami, a gdzie łezka padła, rozwijał się kwiat biały, podobny do dzwonka, z kroplą rosy w kielichu, a tak cudnie pachnący, że cały las napełnił się tą śliczną wonią, piękniejszą niż zapach róży i fiołka.

Nic to jednak nie pomogło, nie obudził się rycerz, więc królewna zbliżyła się do czarownicy i zapytała ze smutnym wyrzutem:

— Gdzie mój wybawca?

— Zobacz, jak smacznie zasypia! Do roboty go nawet obudzić nie mogę.

Weszła do izby królewna, popatrzała na rycerza, potrząsnęła go za rękę, wołała po imieniu, wszystko nic nie pomogło: leżał bezwładny jak kamień.

Uderzyła godzina, zarżały konie przed chatą, z płaczem wybiegła królewna, wsiadła do karety i zniknęła w ciemnym borze.

Teraz i rycerz obudził się nagle, zerwał się przestraszony, spojrzał, że słońce zaszło już z południa, ze wstydem i rozpaczą wybiegł do ogrodu, ale pod starym dębem ujrzał tylko cudne białe dzwoneczki, z kroplą rosy w kielichu, pachnące piękniej niż fiołki i róże.

— Cóż uczyniłem? — szepnął nieszczęśliwy młodzieniec — nie godzien jestem imienia rycerza!

A wtem kropelki rosy upadły na ziemię, a kwiaty zamieniły się w białe motylki ze złotymi gwiazdkami na skrzydełkach i otoczyły rojem smutnego rycerza.

— Przysięga! przysięga! przysięga! — szemrały jedne cichutko. — Biedna zaklęta królewna! — skarżyły się drugie. — Tak daleko do Szklanej Góry, daleko do Szklanej Góry! — zawołały wszystkie razem i uleciały w górę, i zniknęły między drzewami.

A rycerz usiadł pod dębem i rozmyślał z goryczą o swej słabości i biednej księżniczce. Postanowił nie ruszyć się już z tego miejsca do drugiego południa i błąd popełniony naprawić.

Tymczasem nadeszła stara i spojrzawszy na niego, rzekła łagodnym głosem:

— Proszę cię, mój synu, narąb mi trochę drzewa, bo sama sił nie mam, a chciałabym rozpalić ogień i zgotować sobie posiłek. Wiem, żeś dobry i nie zechcesz odmówić mi tej przysługi za okazaną gościnność. Jeśli jesteś głodny, może zjesz kawałek chleba i popijesz winem.

Rycerz za wszystko grzecznie podziękował, lecz uczuł, że za gościnność winien odsłużyć starej, więc poszedł na podwórze i tępą siekierą zaczął rąbać kłodę drzewa, twardą jak żelazo.

Rąbie godzinę, drugą, pot spływa mu z czoła, język w ustach kołkiem stanął, a zaledwie kilka szczapek odłupać zdołał. Zmęczył się tak strasznie, że padł wreszcie na ziemię bezsilny i wyczerpany, a gdy litościwa babula podała mu wino, gdy wspomniał rozkosz, jakiej doznał wczoraj umoczywszy usta w tym dziwnym napoju, nie miał siły oprzeć się słodkiej pokusie i wypił łyk jeden.

Natychmiast ogarnęło go błogie uczucie, miłe, rozkoszne ciepło przeniknęło członki, w uszach zabrzmiała cudowna muzyka, przed oczyma zajaśniały tęczowe blaski i gwiazdy, i zapadł w sen głęboki, pełen najsłodszych marzeń, ale twardy jak sen śmierci.

Nazajutrz o południu zatętniało w lesie, przed chatę czarownicy prześliczną karetą, w cztery siwe konie zaprzężoną zajechała królewna z jasną gwiazdą na czole, z perłowymi ząbkami i smutnymi oczyma. Wysiadła i pobiegła prosto do ogrodu, ale pod dębem nikogo nie było, więc zapłakała łzami, a gdzie łezka padła, rozwijał się prześliczny dzwonek purpurowy z kroplą rosy w kielichu, pełen cudnej woni, piękniejszej od zapachu róży i konwalii.

 

Potem poszła przed chatę i zapytała starej:

— Gdzie mój wybawca?

— Śpi na podwórzu, podźwigał się wczoraj siekierą.

Zbliżyła się królewna, potrząsnęła młodzieńca, zawołała go po imieniu, ale nic nie pomogło: nie zbudził się ze snu twardego.

A wtem uderzyła godzina, zarżały koniki, biedna królewna wsiadła do karety i poniosły ją siwki w głąb czarnego boru.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?