KawaTekst

Z serii: Esej
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.


Tytuł oryginału słoweńskiego Kava. Zgodovina številnih zanimivih osebnosti in ovir, s katerimi se je srečevala grenka črna pijača, imenovana kava, na svojem zmagovitem pohodu iz Arabije Feliks okrog sveta, ki ga ni uspel zaustaviti niti muhtasib svetega mesta Meka

Projekt okładki Aleksandra Nałęcz-Jawecka, to/studio

Projekt typograficzny i redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Ilustracja na okładce oraz ilustracje w środku tomu pochodzą z prywatnego archiwum Autora.

Na okładce wykorzystano również grafiki Wikimedia Commons i Polony.

Copyright © by Božidar Jezernik, 1999

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarne, 2011

Copyright © for the Polish translation by Joanna Pomorska, 2011

Redakcja Magdalena Petryńska

Konsultacja arabistyczna Damian Jasiński

Konsultacja turkologiczna Barbara Podolak

Korekta Magdalena Kędzierska i Małgorzata Poździk / d2d.pl

Skład Robert Oleś / d2d.pl

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8191-216-7

Spis treści

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Arabskie wino

Tańczące kozy i senny mnich

Przygotowanie prawdziwej kawy to prawdziwa sztuka

Uniwersalny lek czy powoli działająca trucizna

Czarodziejski napój świętego pustelnika

Rewolucja w świętym mieście

Diabeł tkwi w szczegółach

Przy kawie (i tytoniu) przestaje obowiązywać nawet maksyma Locke’a

Tureckiego sułtana bezlitosna wojna przeciw czarnej nieprzyjaciółce snu i miłości

Jak kawa zdobyła łańcuchy górskie i szczyty Bałkanów, a mimo to nie zawędrowała do Europy

Czarna jak diabeł, gorąca jak piekło

Rekord świata angielskiego króla

Niesmaczna jak poezja Racine’a

Królowie, węszyciele i kupcy w rywalizacji o złote monety

Jak odważny Polak uratował Wiedeń przed tureckim niebezpieczeństwem

Kawa na stosach, kawa w Coffeyville

Wraz z ropą naftową na stołach dyplomatów

Słoweńska kawa pachnie jak róża w ogrodzie

Źródła i literatura

Przypisy

Kolofon

Arabskie wino

Arabskie słowo kahwa o nieznanym rodowodzie, przez turecką formę kahve przeszło do języków europejskich i stało się kahvą w bośniackim, kávą lub kawą w czeskim i polskim, kafą po serbsku, café po francusku, caffe po włosku, coffee w angielskim, koffie holenderskim i Kaffee w niemieckim. Nim znana stała się sama kawa, wyraz kahwa był w powszechnym użyciu jako jedna z nazw wina, natomiast na oznaczenie kawy – „wina islamu” – zaczęto go stosować dużo później. Według pewnego średniowiecznego leksykografa arabskiego kahwa jako nazwa wina wywodzi się stąd, że pijącemu odbiera łaknienie. Użycie nazwy kahve na oznaczenie kawy było prostym krokiem: wino eliminuje potrzebę jedzenia, a kawa oddala sen. Trzeba jednak zaznaczyć, że żaden ze znanych współczesnych autorów arabskich nie zapisał wyraźnie, iż wyraz pierwotnie oznaczający wino został świadomie przeniesiony na kawę, którą jedni uważali za jego zdrowy substytut, a inni za napój o szkodliwych, wręcz zgubnych właściwościach. Fakt, że arabskie słowo nazywające kawę brzmi tak samo jak słowo na określenie wina, był niejednokrotnie argumentem używanym przez tych, którzy twierdzili, że zakaz zawarty w Koranie dotyczy obu tych napojów. Później skrupulanci dali kawie nazwę kihwa – żeby ją odróżnić od kahwa.

Picie kawy w Jemenie najprawdopodobniej rozszerzyło się z kręgów sufich na inne środowiska, a ponieważ w poetyckim języku mistyków słowo „wino” ma szczególne znaczenie, nadanie jego poetyckiej nazwy nowemu napojowi wydaje się całkiem możliwe. Zdaniem niektórych stało się tak właśnie dlatego, że zakazane wino zastąpiła w czasie obrzędów religijnych kawa. Entuzjazm dla wielce pomocnego napoju, który sufim pozwalał czuwać w czasie nocnych modlitw, sprawił, że jego zwolennicy w dowód uznania nadali mu tę poetycką, pieszczotliwą nazwę, jakiej używali, śpiewając hymny na cześć wina.

Część etymologów łączy to słowo z nazwą prowincji Kaffa w południowej Etiopii, która jakoby była jej ojczyzną.

Trzecie wyjaśnienie etymologii wyrazu, według którego nazwa kawy pochodzi od jej krzepiącej mocy (quwwa – moc, siła), znawcy przedmiotu uważają za mniej wiarygodne.

Już zakonnik maronicki Faustus Banesius Naironus (1635–1707?) w rozprawie na temat kawy zapisał, że nazwa ta odnosi się do napoju, a nie do owocu, z którego jest przyrządzony: „Kiedy ziarna, starte na proch, wrą w wodzie, otrzymują nazwę cahué albo kawa, podobnie jak zboże, gdy zostanie zmielone, nie nazywa się już zbożem, lecz kaszą lub mąką, a napój z winogron nazywa się winem, nie zaś winogronami, choć nie jest niczym innym niż wyciśniętymi owocami winorośli. Tak też wyraz kawa nie oznacza ziaren, a jedynie napój z nich przyrządzony”[1].

Słowo kahwa może czasem zostać rozszerzone, by wyraźniej określać, o jaki rodzaj napoju chodzi, ponieważ można go przygotować albo z samych łupin (al-kahwa al-kiszrijja), albo z jąder (al-kahwa al-bunnijja). Sławny duński podróżnik Carsten Niebuhr, który wiele podróżował po Turcji, Egipcie i Arabii, opisał różnicę między dwoma rodzajami napoju: „Rzeczą dosyć niezwykłą jest to, że w Jemenie, prawdziwej ojczyźnie kawowca, pije się tak mało kawy. Nazywają ją bunn i twierdzą, że wpływa ożywczo na krążenie krwi. Najbardziej ulubiony napój tamtejszych Arabów sporządza się z łupin ziaren kawowca, delikatnie prażonych, a później mielonych. Mówią na to kahwe albo zwyczajniej – kiszer. Ma smak podobny do herbaty i uchodzi za napój orzeźwiający. Dostojnicy piją go w porcelanowych czarkach, a prości ludzie w grubych ceramicznych filiżankach”.

Kawowiec jest rośliną wiecznie zieloną, niewielką, rzadko osiąga wysokość ponad czterech metrów, bardziej przypomina krzew niż drzewo; Linneusz zaliczył go do Pentandria monogynia. Kora jest brązowa i niemal gładka, liście ciemnozielone, też gładkie i błyszczące, o krótkich ogonkach. Małe kwiaty kawowca są białe, zapachem i kształtem przypominają kwiaty jaśminu. W ciągu jednej nocy rozkwitają bardzo obficie. Widok kawowca przywodzi na myśl krzew obsypany śniegiem. Kwiaty więdną jednak szybko, ustępując miejsca czerwonym owocom, nieco podobnym do czereśni. Mają blady, niesmaczny, trochę lepki miąższ, który kryje dwa twarde owalne nasiona. Nasiona są najpierw jasne, a dojrzewając, ciemnieją. Charakterystyczne dla tej rośliny jest to, że jednocześnie ma kwiaty i dojrzałe owoce. W ciągu roku owoce zbiera się trzykrotnie. Jeśli pozostaną na gałęziach zbyt długo, nie ma z nich pożytku; muszą dojrzeć na drzewie, zerwane wcześniej, nie osiągają właściwego stopnia dojrzałości. Dlatego robotnicy zatrudnieni przy zbiorach wiele razy powracają do tych samych roślin, by zebrać tylko owoce dojrzałe i dobrej jakości. Zanim uzyska się kilogram czystych zielonych ziaren – tyle wynosi przeciętny roczny zbiór z jednego drzewa – mija wiele czasu. W środku słodkiego, lepkiego miąższu tkwią dwa ziarna osłonięte twardą łupinką, którą należy usunąć. Robi się to dwiema metodami: na mokro i na sucho. Kawy otrzymywane pierwszą metodą uchodzą za lepsze, dlatego stosuje się ją do wyłuskiwania wysokogatunkowych ziaren kawowca zebranych ręcznie. W basenach do fermentacji ziarna moczą się przez trzydzieści godzin, nabierając charakterystycznego kuszącego smaku. Metoda na sucho jest bardziej ekonomiczna, przydatna tam, gdzie brakuje wody. Ziarna oczyszczane tą metodą suszy się na słońcu około trzech tygodni. Nie jest to tak wydajne jak metoda na mokro, ale ma tę przewagę, że kawa lepiej dojrzewa. Kolejnym etapem produkcji jest ręczne sortowanie i usuwanie nieprzydatnych ziaren. Także ten proces wymaga dużego wkładu ręcznej pracy. W Brazylii stosuje się głównie metodę na sucho, natomiast obróbka na mokro jest popularna w Kolumbii i w innych krajach Ameryki Łacińskiej oraz tam, gdzie nie występują braki wody.

 

Zbiory kawy w Brazylii

Ziarna kawy zawierają kofeinę, tłuszcze i cukry. Tajemnicą działania kawy jest kofeina, alkaloid o charakterystycznym gorzkim smaku. Kofeina podrażnia korę mózgową, spożywana w niewielkich ilościach zwiększa wrażliwość niektórych zmysłów, przyspiesza pracę serca i układu krążenia, zwiększa też ciśnienie krwi, przez co mózg otrzymuje więcej tlenu. Dzięki temu po kawie człowiek staje się bardziej pobudzony i nie chce mu się spać. Picie kawy zmniejsza depresję i wprawia w lepszy humor. W Skandynawii pije się ją tuż przed pójściem do łóżka – by lepiej spać. W większych ilościach kofeina jest trucizną, niektórzy mogą jednak wypić kilkadziesiąt filiżanek kawy dziennie bez niekorzystnych skutków. Niejaka Elizabeth Durieux wypijała każdego dnia czterdzieści filiżanek kawy do sto czternastego roku życia.

Gatunki kawy znacznie różnią się smakiem, wpływają na to warunki klimatyczne i gleba, na której rosną kawowce. Bardzo ważny jest również sposób zbierania ziaren, ich obróbki, magazynowania i transportu. Smakiem mogą się więc różnić także partie pochodzące z tej samej plantacji, ponieważ nawet dwa ziarna nie są jednakowe, choćby zebrano je z tej samej gałęzi. W handlu kawą najbardziej cenione są smaki „kwaśny”, „gorzki” i „słodki”, oprócz nich znane są też „miękki”, „aksamitny” i „winny” oraz „neutralny” i „dziki”. Mniej wartościowe smaki nie pojawiają się w wyspecjalizowanych sklepach jako odrębne gatunki, lecz anonimowo w mieszankach kawy. „Dziki”, „trawiasty” czy „błotny” zyskały nazwy od ziemi, na jakiej rosły drzewka. Z regionu Rio de Janeiro pochodzi brazylijska kawa o mało przyjemnym smaku, nazywana Rioy. A takie kawy są najbardziej atrakcyjne z powodu ceny – interesują się nimi przede wszystkim producenci kawy rozpuszczalnej.

Kawowiec jest rośliną tropikalną, najlepiej czuje się między piątym a piętnastym stopniem szerokości geograficznej na północ i południe od równika. Chociaż lubi tereny górskie, dobre plony daje również w „pasie kawowym” rozciągającym się w bardzo różnych klimatach, na różnej glebie i różnych wysokościach, z opadami o różnej intensywności. Z powodzeniem rośnie w gorących, wilgotnych dolinach i deszczowych lasach Afryki, na chłodnych, wietrznych i mglistych stokach gór Ameryki Środkowej, w zmiennym klimacie Karaibów, z przeplatającymi się okresami suszy, ulewnych deszczów i porywistych wiatrów. Spośród około sześćdziesięciu znanych gatunków kawowca hodowanych na całym świecie najbardziej znane są trzy, a każdy z nich występuje w wielu podgatunkach. Najważniejsza, Coffea arabica, rośnie w Etiopii i daje ponad dziewięć dziesiątych światowych zbiorów kawy surowej (zielonej) i najwyborniejsze ziarna. Arabika z Kenii i Tanzanii należy obecnie do najlepszych kaw na świecie. Chociaż pierwotne ojczyzny kawy to Abisynia i Arabia, przywędrowała ona na tereny wschodniej Afryki dopiero pod koniec dziewiętnastego wieku − pierwsze sadzonki arabiki przywieźli około 1893 roku katoliccy misjonarze z wyspy Reunion położonej w pobliżu Mauritiusa. Coffea liberica wywodzi się z Liberii, a Coffea robusta – z Konga. Jak mówi nazwa (po łacinie rōbustus znaczy „silny”, „mocny”), ten ostatni gatunek jest odporniejszy na różnice klimatyczne i mniej wrażliwy na choroby, wymaga mniej zabiegów pielęgnacyjnych, okopywania, pielenia i przycinania.

Najstarsze informacje o uprawie kawowca pochodzą z Jemenu. Dwaj podróżnicy Jean de la Roque (1661–1745) i Carsten Niebuhr (1733–1815) opisali dokładnie hodowlę młodych roślin w szkółkach. Plantacje kawy zakładano na tarasach w kształcie amfiteatru, w wilgotnych, cienistych miejscach położonych na niewielkich pagórkach albo u podnóża gór. Większość roślin podlewał jedynie deszcz, ale część nawadniano wodą z dużych zbiorników, którą gromadzono w tym właśnie celu. Na plantacje kawy doprowadzano potoczki z górskich źródeł i niewielkich żlebów, ponieważ niedobory wody i brak wilgoci niekorzystnie wpływały na uprawę. Kiedy spora część owoców już dojrzała, przerywano dopływ wody, by zmniejszyć ich soczystość. Na nasłonecznionych stanowiskach sadzono kawowce w regularnych liniach, osłaniając je pewnym gatunkiem topoli o długich gałęziach, które dawały bardzo gęsty cień. Bez tego cienia gorące słońce spaliłoby i wysuszyło kwiaty, czego efektem byłby brak owoców. W miejscach mniej narażonych na działanie słońca nie sadzono dużych cienistych drzew. W okresie dojrzewania owoców pod kawowcami rozpościerano maty z rogożyny, strząsano owoce z drzewek i zostawiano je na matach, żeby wyschły na słońcu. Potem kruszono owoce drewnianymi lub kamiennymi walcami. Ziarna pozbawione łupinek ponownie suszono na słońcu i oczyszczano w dużej wialni.

W sprawozdaniu z francuskiej wyprawy na Półwysep Arabski w 1711 roku – była to druga z dwóch francuskich ekspedycji za czasów króla Ludwika XIV, który dążył do osiągnięcia porozumienia handlowego ze Wschodem – Jean de la Roque pisze, że król Jemenu zaprosił jej uczestników do złożenia wizyty i zaprezentował kawowce rosnące w ogrodzie. Kiedy francuscy posłowie dziwili się zwyczajowi tak bardzo odmiennemu od gustu europejskich władców (ci mianowicie starali się obsadzać swoje ogrody jak najrzadszymi i najbardziej niezwykłymi roślinami), odpowiedział, że chciałby mieć tak dobry gust jak monarchowie w Europie i że kawowiec jest rzeczywiście popularny w jego kraju, ale to nie powód, żeby lubić go mniej niż inne rośliny. Co więcej, sprawiało mu radość, że roślina, o której sądził, iż nie można jej spotkać nigdzie indziej na świecie, jest wiecznie zielona i ma wyjątkowe owoce. Krótko mówiąc, dla jemeńskiego króla nie istniał żaden inny okaz wśród roślin i owoców, który byłby mu milszy niż kawa.


Zbiory kawy na Hawajach

W obszernej i dokładnej relacji na temat produkcji kawy w Arabii Felix kawaler Jean de la Roque pisał także o błędnym przekonaniu rozpowszechnionym wówczas w Europie. Uważano mianowicie, że Arabowie, zapewne powodowani zazdrością o to, co uważali za błogosławieństwo, chcieli uprawę kawy zachować dla siebie i nie pozwalali, by z ich kraju wywędrowało choćby jedno ziarno. Zgadzali się na to tylko wówczas, gdy wcześniej „przeszło przez ogień lub wrzącą wodę”. W ten sposób chcieli zapobiec hodowli drzewek w innym kraju, do czego mogłoby dojść, gdyby zasiane tam ziarna czy przeniesione sadzonki zapuściły korzenie. O takich sprawach można było przeczytać w dzienniku Carstena Niebuhra z wyprawy do Arabii i innych krajów Wschodu i w dziele Anglika Johna Raya (1628–1705), jednego z najsławniejszych przyrodników swoich czasów. Podobne twierdzenia można też znaleźć w książce Williama Ukersa All about Coffee (1935): „Arabowie byli zazdrośni o nową produkcję, która przynosiła im duże dochody, przez pewien czas skutecznie nie pozwalali żadnemu drogocennemu ziarnu opuścić kraju, z wyjątkiem przypadków, gdy uprzednio zostało namoczone we wrzącej wodzie albo przepalone, by zniszczyć zdolność kiełkowania”.


Płukanie zielonej kawy

Ale, jak zapisał Jean de la Roque, francuskim statkom udało się jednak dostarczyć do kraju kilka worków całych owoców kawy, które nie były ani uprażone, ani sparzone we wrzątku. Co więcej, Holendrzy w 1671 roku przywieźli kawowce z Arabii na Jawę, gdzie je posadzono i z dobrym skutkiem uprawiano w okolicach Batawii. Faktem jest jednak, że Turcy byli mocno niezadowoleni, gdy Europejczycy zaczęli sami, bez ich pośrednictwa, kupować kawę w Jemenie. W czasie pobytu francuskich posłów w tym kraju przybył ambasador tureckiego sułtana, aby zniechęcić jemeńskiego władcę do wydania pozwolenia na sprzedaż kawy Europejczykom, ponieważ, jak twierdził, odkąd Europejczycy zawitali nad Morze Czerwone, kawa zaczęła pojawiać się rzadziej i podrożała zarówno w Egipcie, jak i w Turcji, co przyniosło sułtanowi duże straty z powodu znacznego zmniejszenia się wpływów z opłat celnych.

Wcześniej bowiem w handlu kawą pośredniczyli muzułmańscy kupcy, którzy z Jemenu przewozili ją na wielbłądach. Każde zwierzę niosło na grzbiecie dwa juki o wadze dwustu siedemdziesięciu funtów do portu nad Morzem Czerwonym, skąd na statkach płynęła do Suezu. Tam kawę ponownie ładowano na wielbłądy, które zabierały ją do Egiptu i innych prowincji tureckiego imperium. Przed powrotem do kraju wyprawy Jeana de la Roque stamtąd pochodziła też każda kawa, którą pito we Francji. Zgodnie z oceną francuskiego kupca podróżującego po Lewancie i autora książki o kawie Philippe’a Sylvestre’a Dufoura (1622–1687) w połowie siedemnastego wieku z Jemenu eksportowano do innych krajów całego świata około szesnastu tysięcy worków o wadze mniej więcej półtora cetnara każdy. A według danych, które opublikował profesor botaniki na uniwersytecie w Cambridge Richard Bradley w The Virtue and Use of Coffee… (1721), jej eksport na początku osiemnastego stulecia osiągnął już około miliona korców[2] rocznie. Kawa była jedynym jemeńskim artykułem eksportowym, zapewniającym temu krajowi środki na zakup większości towarów sprowadzanych z zagranicy.


Suszenie ziaren kawy, Brazylia

Po Turkach dominującą pozycję w handlu kawą zajęli Holendrzy, nie na długo jednak, ponieważ wysokie zyski wkrótce przyciągnęły nowych konkurentów. We Francji w 1670 roku próbowano uprawiać kawę w Dijon, ale bez powodzenia. Niewielkim sukcesem zakończyły się też próby hodowli kawowca podjęte przez biskupa Henry’ego Comptona w 1696 roku w Anglii. Potem Francuzi zaczęli uprawiać kawę w swoich koloniach i już pod koniec osiemnastego wieku odgrywali największą rolę w handlu. Wielka Brytania ostatnia rozpoczęła hodowlę kawy w swych zamorskich posiadłościach. W 1730 roku pojawiły się pierwsze plantacje na Jamajce, a dopiero w 1840 w Indiach. W roku 1740 hiszpańscy misjonarze zapoczątkowali uprawę drzewek kawowca na Filipinach.

Kapryśność kawy nie kończy się na jej smaku. Kawowiec rodzi owoce po czterech suchych latach. W tym czasie, gdy nie można spodziewać się jakichkolwiek zysków, nie ma żadnego widocznego znaku, który by gwarantował plantatorom, że powiększanie upraw da „efekt bumerangu”, nadal więc przekształcają ziemię w powierzchnie uprawne. Dopiero po czterech latach nadprodukcja staje się faktem. W piątym, szóstym, siódmym i ósmym roku na rynku pojawia się coraz więcej kawy, co powoduje spadek ceny. W siódmym roku wśród plantatorów wybucha panika: zaniedbują nowe plantacje i zwalniają robotników. Produkcja kawy przestaje być popularna, bo „się nie opłaca”. Właściciele ziemscy zaczynają się interesować kukurydzą, bawełną lub hodowlą bydła. Podaż nie może już zaspokoić popytu, cena kawy znów rośnie. Plantatorzy ze zdziwieniem stwierdzają, że na „nic niewartej kawie” mogą zarobić całkiem niezłe pieniądze. To ich zachęca do zakładania nowych plantacji i znowu robi się ruch w interesie.

Taki cykl trwa około siedmiu lat. Siedem lat to długi czas, a pamięć ludzka jest krótka. Człowiek zapomina o dawnych błędach i popełnia je na nowo. W ciągu całego dziewiętnastego wieku występowały na zmianę cykle zbyt dużej i zbyt małej podaży kawy. Entuzjazm w roku, gdy ceny były wysokie, przekładał się na nadmierny wzrost plantacji, co cztery lata później doprowadzało do spadku cen i paniki. W siódmym roku wahadło ponownie wskazywało potrzebę zwiększenia powierzchni uprawnych.

 

W 1790 roku rewolucja na pewien czas przerwała uprawę kawy na Santo Domingo, na świecie dał się wówczas odczuć powszechny jej brak. Ów fakt spowodował tak wysoki wzrost cen, że około roku 1799 można było oczekiwać ekstremalnej hiperprodukcji. Nie doszło do tego z powodu wojen napoleońskich. Choć ceny były wysokie, plantatorzy nie ryzykowali produkcji towaru nieustannie zagrożonego grabieżą na otwartym morzu. Taka sytuacja trwała aż do 1813 roku. Później, gdy znów można było spokojnie żeglować po morzach i oceanach, zbyt małe zbiory kawy spowodowały wzrost cen, czego nieuchronną konsekwencją stała się nadprodukcja w Indiach Zachodnich. Z wyjątkiem czasów chaosu w związku z wojnami, przede wszystkim z wojną secesyjną w Ameryce, przez kilkadziesiąt lat charakterystycznym zjawiskiem były występujące na przemian hiperprodukcja i zbyt niskie zbiory, przedzielane krótkimi okresami równowagi.

W klasycznej ekonomii istnieje prawo grawitacji cen, zgodnie z którym cena rynkowa danego towaru zawsze zbliża się ku cenie naturalnej. Co to znaczy? Naturalną cenę wyznaczają koszty produkcji, podczas gdy cena rynkowa zależy od podaży i popytu. Kiedy podaż jest niewielka, cena rynkowa wzrasta. Wysokie ceny działają jak magnes przyciągający kapitał i pracę. Plantatorzy musieliby być nadludźmi, aby się temu oprzeć. A ponieważ się nie opierają, wynik jest bezwzględny. Zwiększenie kapitału i wkładu pracy powoduje wzrost zbiorów, a tym samym wzrost podaży, czyli jest więcej sprzedających niż kupujących i ceny spadają. Spadają tak bardzo, że zyski nie wystarczają już na spłatę procentów od kapitału i wypłatę należności za pracę, dlatego kapitał i praca wycofują się z produkcji kawy.

W dziewiętnastym stuleciu handel kawą nabrał na całym świecie takiego znaczenia, że ziarna kawy stały się środkiem wymiany. Londyn, wielki światowy clearing house, finansował handel kawą tak samo jak handel innymi towarami. Statki przywoziły do krajów produkujących kawę artykuły, którymi za nią płacono. Eksporterzy wystawiali weksle na nazwiska londyńskich bankierów. Tak więc kawa była faktycznie czymś w rodzaju pieniędzy, ale takich, których wartość rosła i malała. W październiku 1813 roku Prusy, Austria, Rosja i Szwecja zwyciężyły w bitwie narodów pod Lipskiem, nie walczyły jednak o wsparcie brytyjskiego eksportu. A właśnie to nastąpiło. W styczniu 1813 roku cena kawy w Londynie spadła do czterdziestu szylingów za cetnar. Na giełdzie w Hamburgu kosztowała wówczas pięćset szylingów. Była to cena z księżyca, ponieważ z całego terytorium Europy nie dałoby się zebrać nawet jednego cetnara. Przemytnikom z dużym ryzykiem udało się przetransportować przez kanał La Manche i Morze Północne niewiele więcej niż kilka garści ziaren kawy. Kiedy król Ludwik XVIII zniósł blokadę kontynentalną, ceny się wyrównały – szybko wzrosły w Londynie, a spadły w Hamburgu. Sytuacja na rynku okazała się sprzyjająca, można więc było oczekiwać natychmiastowego wzrostu spożycia kawy w całej Europie.

Tak się jednak nie stało, gdyż mieszkańcy Hamburga nie zadowolili się mocno obniżonymi cenami, a londyńscy kupcy nie byli usatysfakcjonowani ich rozsądną zwyżką. I jedni, i drudzy chcieli bowiem uzyskać ceny, dzięki którym mogliby zrekompensować wieloletnie straty. Ostatecznym efektem prób porozumienia się pośredników z kontynentu i Brytyjczyków, a także niemożności osiągnięcia tego porozumienia w chwili, gdy przed brytyjskimi hurtownikami kontynent jeszcze raz stanął otworem, była koniunktura na rynku herbaty.