Narkotyki, anoreksja i inne sekretyTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Okładka


Strona tytułowa


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

ROZDZIAŁ 1
Huragan


Jak mam opisać to uczucie? Nie ma słów, które potrafią to wyrazić.

Nienawiść to za mało. Pogarda to za mało. Wściekłość, niechęć, obrzydzenie, wstręt, odrzucenie. Razem z rozpaczą, samotnością i potwornym bólem duszy, który pochodził nie wiadomo skąd.

Połącz to wszystko. Nienawiść, pogardę, obrzydzenie, złość, które dają ci siłę, żeby walczyć z samotnością, rozpaczą, strachem, brakiem nadziei. Zmagają się w tobie. Wciągają cię w niekończącą się wojnę z sobą samym.

A ty jesteś w środku.

Nie możesz odsunąć się, żeby spojrzeć na to z rozsądnej perspektywy i wyciągnąć wnioski.

To jest tak samo jak wtedy, kiedy nadciąga huragan. Przez kilka dni wcześniej widzisz, że wiatr wieje coraz mocniej. Ptaki odlatują, zwierzęta usiłują znaleźć kryjówkę. Czujesz, że coś jest nie tak, ale ignorujesz tę myśl. Zajmujesz się tym, co wydaje ci się ważne, nawet jeżeli to jest marnowanie czasu na wędrówkach po galerii handlowej w poszukiwaniu wyprzedaży. Z twojego punktu widzenia ważne jest to, żeby trafić na fajną wyprzedaż i tanio coś kupić. To jest ważniejsze niż poczucie, że twoje życie staje się coraz bardziej śliskie i rośnie ryzyko, że się przewrócisz.

Codzienność cię popycha. Nie masz czasu, żeby pójść na spacer, spojrzeć w niebo i zapytać samą siebie co mogłabyś zrobić, żeby żyć lepiej. Ciągle się gdzieś śpieszysz, ciągle masz wrażenie, że coś ci umyka, że nie nadążasz. Wszyscy cię poganiają. W telewizji straszą, że za chwilę wybuchnie wojna, w radiu ciągle każą ci biec do apteki po nowe suplementy diety albo samochody z wyprzedaży, z poczty mailowej wysypuje się spam, który też chce ci coś okazyjnie i natychmiast sprzedać.

Masz wrażenie, że to właściwie nie jest już twoje życie. Jesteś tylko jak żywa kulka miotana między żądaniami, rozkazami, oczekiwaniami, obowiązkami, chęciami a ofertami. Nie wiesz już sama co jest dobre a co złe. Czego chcesz. Nie wiesz co wybrać, bo nie masz żadnych wiarygodnych wskazówek do podjęcia decyzji.

A tu jeszcze ten wiatr. Zgina drzewa. Zrywa z nich liście.


Patrzysz na ulicę i myślisz, że nigdy wcześniej na trawnikach nie leżało o tej porze tyle zielonych liści. Zastanawiasz się kto to posprząta. Gmina? Administracja? Przypominasz sobie twarz jednego z lokalnych polityków. Atakował propozycje wysunięte przez opozycyjną partię. Mówił z jakąś dziwną mechaniczną agresją, tak jakby sam do końca nie zdawał sobie sprawy z tego jakie słowa wypowiada, bo wyrzuca je z siebie jak dobrze zaprogramowany robot, któremu kazano nauczyć się na pamięć tylko tego, że za wszelką cenę należy zdyskredytować przeciwników.

Wszystko inne jest nieważne – uczciwa praca, misja, słuszność racji. Ważna jest tylko walka ideologiczna i takie wyszukiwanie słów, które zrobią wrażenie na wyborcach.

Widzisz to w prawie niedostrzegalnych nerwowych drgnięciach mięśni jego twarzy, w nieruchomych oczach, w dziwnie kurczowo poruszających się dłoniach. On sam nie wie co robi, gdzie jest i dokąd zmierza. Ale dopóki stoi przed kamerami, będzie wyrzucał z siebie wykute na pamięć słowa.

Czujesz, że on jest tak samo zagubiony jak ty. I tak samo nie do końca zdaje sobie z tego sprawę. Po prostu tak się złożyło, że on robi coś w polityce, a ty w ogrodzie albo w szkole.

I znów zapominasz o liściach.

A wiatr wieje coraz mocniej.

Popycha kosz na śmieci. Zrzuca plastikowe krzesło z tarasu. Szarpie cię za włosy.

Ale kto by miał czas zatrzymać się, odsunąć wszystkie nawarstwiające się sprawy i pomyśleć o tym co jest. I o tym co będzie. O tym co jest ważne, a co można bez żalu usunąć. O tym jak mi jest z samym sobą i co mógłbym zrobić, żeby czuć się dobrze, na właściwym miejscu, spełniony, zadowolony.

– E, tam! – podpowie od razu niechęć. – To tylko takie gadanie. Nie można być spełnionym i zadowolonym, bo zawsze w życiu jest coś, co trzeba zrobić chociaż człowiek nie ma na to ochoty. Więc daj spokój. Nie może być dobrze. Wystarczy żeby tylko nie było bardzo źle.

Wstajesz. Patrzysz z niechęcią na budzik. Za wcześnie. Za mało. Za krótko. Niedobrze. Zawsze jest coś niedobrze. Zawsze jest za mało, źle, nie tak jak powinno być.

– No dobra – wzdychasz. – Następny dzień.

Dasz radę.

Przetoczysz się jak żywa kula między tym co trzeba, tym co musisz, tym, czego nie chcesz a tym co robisz, bo tak się złożyło.

Wracasz do domu jak co dzień. Zmęczony, a raczej wyczerpany robieniem tego, czego nie czujesz i co jest poza twoim wyborem. Ale robisz to dlatego, że myślisz, że musisz. Dużo tego. Coraz więcej. Nie mieścisz się w drzwiach. Myślisz, że drzwi są za małe i że ciągle coś musi ci się przytrafiać.

Stawiasz wodę. Czajnik gaśnie zanim zdąży się rozgrzać. Jesteś wściekły, że nawet w takich drobnych sprawach musisz ciągle z czymś walczyć, bo życie gra z tobą w ciuciubabkę. Niecierpliwie naciskasz guzik jeszcze raz. Czajnik zaczyna szumieć, ale znów wyłącza się, jakby celowo chciał z ciebie zakpić.

Uderzasz w guzik po raz trzeci.

Słyszysz szum.

I nagle uświadamiasz sobie, że to wcale nie szum gotującej się wody, tylko czegoś znacznie większego niż czajnik. Niż twoja kuchnia. Niż twoja złość i niechęć.

Nadchodzi huragan!

Okręca się wokół twojego domu, wyrywa drzewa, ucina maszty, plącze kable, miażdży samochody rzucając je na siebie. W dodatku przyciąga chmury i każe im wisieć coraz niżej i niżej nad ziemią, aż wreszcie nie wytrzymują tego ciężaru i zaczynają się rozsypywać na miliony ciężkich, lodowatych kropel.

– Aaaaaaaa!!!!! – krzyczysz, ale nikt cię nie słyszy. – Pomocy!!!!

– Połóż się na podłodze! – wołają ratownicy. – Zamknij wszystkie drzwi, połóż się na podłodze pod stołem, zakryj głowę rękami!!!!

Ale ty nic nie słyszysz. Tylko wiatr, którzy wyje dookoła i ciska kamieniami o ziemię z takim hukiem, że kulisz się ze strachu. I szalony, rozpędzony deszcz, który spada na dach twojego domu z taką wściekłością, jakby chciał go rozbić w pył.

– Pomocy, pomocy, pomocy!!! – krzyczysz przerażona.

Ale nikt cię nie słyszy.

A ty nie słyszysz nikogo, kto usiłuje ciebie uratować.

Bo jesteś w samym środku huraganu.

Ten huragan unosi cię ze sobą poza wszystko, co znasz. I odtąd będzie rządził całym twoim życiem.

Tak właśnie zaczyna się anoreksja.

ROZDZIAŁ 2
Złoty megafon


Jeśli jesteś rodzicem albo krewnym osoby chorej na anoreksję, uświadom sobie pierwszą ważną rzecz:

Kiedy krzyczysz do kogoś znajdującego się w oku huraganu, na pewno nie zostaniesz usłyszany.

Choćbyś stanął na głowie albo miał w ręce złoty megafon, twój głos zginie we wściekłym huku wichury i dudnieniu deszczu. Twoja córka czy syn będzie patrzył na twoje usta i widział, że się poruszają, ale nie usłyszy ani jednego słowa z tych, które z takim przejęciem wypowiadasz.

Nie dlatego, że nie chce.

Dlatego, że w jej – lub jego – duszy szaleje ogromna nawałnica z huraganowym wiatrem, który wszystko zagłusza.

Jeśli uprzesz się, znajdziesz fabrykę megafonów i zamówisz tak wielki, że będziesz w stanie przekrzyczeć huragan, to też niczego nie zmieni. Ponieważ osoba, do której będziesz kierował swoje słowa, jest nie tylko pogrążona w niemożliwym do ogarnięcia, ogłuszającym huraganie duszy. Jest też głęboko i rozpaczliwie przerażona. Przerażona do takiego stopnia, który paraliżuje wszystkie inne emocje. Tak jak szczeniak, który znalazł się w płonącym budynku. Czuje dookoła pożar, ale jego strach jest tak wielki, że jest w stanie tylko wcisnąć się w najdalszy kąt pod łóżkiem, płakać i cicho czekać na śmierć.

Z anoreksją jest tak samo.

Możesz krzyczeć do przerażonego szczeniaka, że jeszcze jest czas, żeby wyjść i uratować życie. On będzie tylko patrzył na ciebie, słyszał twoje słowa, ale nie będzie w stanie ich zrozumieć. Przepłyną przez niego jak chmura.

Jeśli będziesz się upierał, straszył karami, szantażował, to szczeniak dla świętego spokoju wyjdzie spod łóżka, ale będzie szukał pierwszej sposobności, żeby tam wrócić.

Uwierz mi. Wiem to, bo byłam po tamtej stronie.

Anoreksja to taki stan, kiedy nie słyszysz i nie rozumiesz. Coś w środku blokuje cię i nie pozwala słyszeć ani rozumieć.

Jeżeli zostaniesz zmuszony do usłyszenia pewnych słów, możesz je zarejestrować w pamięci. Możesz nawet być w stanie je powtórzyć, ale nie jesteś w stanie dopuścić ich do swojej świadomości.

Bo tam szaleje huragan, z którego nikt nie zdaje sobie sprawy.

 

Ani ten, kto go w sobie ma.

Ani lekarz, który dowiedział się o anoreksji z książek.

Ani rodzice, którzy nagle odkrywają, że ich dziecko jest chore.

Wyobraź sobie.

Gigantyczny, rozszalały huragan, którego nie jesteś w stanie w żaden sposób opisać, okiełznać ani uspokoić. On po prostu istnieje w tobie, wyje, huczy, kłębi się w twojej duszy. Zagłusza wszystkie inne emocje. Wyłącza umiejętność racjonalnego myślenia. Zrywa wszystkie kable i połączenia, które kiedyś tworzyły jakąś rozsądną sieć, po której można było się porozumiewać.

Rozumiesz?

Nie ma nic.

Jest tylko huczący, atakujący, rozrywający cię od środka huragan.

Pochłania całą twoją duszę. Jest jak czarne niebo w najbardziej ponury burzowy dzień.

Czy możesz powiedzieć człowiekowi, żeby dał spokój i wyszedł spod czarnego nieba?

Nie możesz. Bo on nie ma władzy nad tym, co wisi nad jego głową.

I tak właśnie jest z anoreksją.

Myślisz, że jeżeli znajdziesz odpowiednie argumenty, to twoje dziecko zacznie jeść?

Jeżeli naprawdę będziesz uparty i będziesz ciągle powtarzał na różne sposoby, że trzeba jeść, że prosisz, że błagasz, że to jest konieczne, że dla babci, dla Boga, dla życia, dla czego tam jeszcze sobie wymyślisz, to tak, twoje dziecko dla świętego spokoju zgodzi się coś zjeść. Ale tylko po to, żebyś przestał gadać. Nie dlatego, że przestało być chore.

Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego ile istnieje sposobów, żeby udawać, że coś się zjadło. I sposobów, żeby pozbyć się tego, co zostało zjedzone. I kłamstw, które można wymyślić, żebyś przestał się czepiać.

Wiesz dlaczego?

Bo anoreksja to ryczący huragan duszy, który tak wgryzł się w twoje myśli, że nie jesteś w stanie wyobrazić sobie bez niego życia.

Teraz rozumiesz?

Twoje dziecko panicznie boi się stracić jedyną rzecz, którą wie na pewno. Na pewno w tej chwili wie to, że unosi się w oku huraganu szalejącego w duszy i w myślach. I nie jest w stanie wiedzieć niczego więcej.

Ten huragan zagłusza wszystkie twoje słowa. Wszystkie inne emocje. Zdolność racjonalnego myślenia. Instynkt samozachowawczy.

Po prostu wszystko.

Czy jesteś w stanie przyjąć to do wiadomości?

Twoje dziecko zostało porwane przez niewidzialny dla ciebie huragan, którego nie rozumie i nie ma nad nim władzy, i który kieruje jego myśleniem i zachowaniem. Jest to jednocześnie najbardziej czarny, smutny i przerażający huragan, jaki można sobie wyobrazić.

ROZDZIAŁ 3
Pół ziemniaka


Jeżeli jesteś rodzicem dziecka cierpiącego na anoreksję, pewnie teraz pomyślisz:

– No dobrze, może to rzeczywiście jest prawda. Ale to dotyczy innych przypadków, innych dzieci. Bo moja córka przecież zawsze była bardzo grzeczna. Huragany, bunty, złe zachowanie? Skąd! Ona zawsze najlepsza, przygotowana, lekcje odrobione, dostawała nawet nagrody w konkursie recytatorskim! Więc rozumiem, że niektóre przypadki anoreksji wiążą się z tym wewnętrznym huraganem, ale mój przypadek jest inny.

Tak myślisz?

I bardzo się mylisz.

Twój przypadek jest dokładnie taki sam. Dokładnie identycznie taki sam.

Ale czekaj. Może wpadłeś na pomysł, żeby to skonfrontować z twoim dzieckiem? Bo pomyślałeś, że po przeczytaniu dwóch rozdziałów książki już wiesz dużo na temat anoreksji i musisz koniecznie od razu u źródła wyjaśnić jak to jest z tym huraganem.

Przyszedłeś do swojej córki i mówisz:

– Marcynko, a może ty potrzebujesz pomocy? Przecież wiesz, że bardzo cię kochamy. Jeżeli jest cokolwiek, co moglibyśmy zrobić, powiedz. Chcemy ci pomóc.

Pamiętasz jakim wzrokiem patrzyła wtedy na ciebie twoja córka?

Podpowiem ci. Twardym, mocnym, zdystansowanym. Czułeś, że mówisz do niej, ale słowa zawisają gdzieś w powietrzu i spadają na podłogę zanim do niej dotrą. Ona była taka pewna siebie, silna, zdecydowana. Może nawet zmrużyła oczy, przekrzywiła głowę, może nawet prawie niedostrzegalnie uśmiechnęła się kącikami ust, żeby dać ci do zrozumienia, że jesteś tu kompletnie nie na miejscu. Jesteś jak stary, śmieszny kapeć sprzed pięciu sezonów. Nikt już nie tylko nie chce go nosić, ale obciachem jest nawet przyznanie się do tego, że się go ma.

A może nie uśmiechnęła się, bo nie dotarła jeszcze do poziomu pełnej nonszalancji wyższości nad wszystkimi, którzy nie zdają sobie sprawy z tego czym jest ana i jak dobrze jest w niej być. Więc może tylko spojrzała na ciebie zimno, odpychająco i powiedziała:

– Nie potrzebuję żadnej pomocy.

A ty co zrobiłeś?

Zmieszany, pewnie wycofałeś się za drzwi i pomyślałeś, że to jej przejdzie. Albo że wyciągnąłeś rękę do zgody, zostałeś odtrącony, więc nic więcej nie możesz zrobić.

Tak było?

A teraz przypomnę ci, że rozmawiałeś z kimś, kto jest głuchy i ślepy na cały zewnętrzny świat, łącznie z własnymi rodzicami.

Rozmawiałeś z kimś, kto został duchowo porwany w objęcia gigantycznego, niemożliwego do opanowania huraganu, który szaleje w duszy, oblepia myśli i emocje, blokuje rozsądek.

To jest ktoś, kto stracił umiejętność racjonalnego myślenia.

Wiem, że z twojego zdrowego punktu widzenia to się wydaje prawie niemożliwe. No jak? Dlaczego? Właściwie z jakiego powodu? Przecież macie normalny, porządny dom. Nikt nie urządza awantur, nikt nie zaniedbuje dzieci, nie ma mowy o żadnej patologii czy pomocy społecznej.

Jesteście normalną, w pełni funkcjonującą rodziną. Zarywacie czasem noce, żeby zrobić coś specjalnie dla dzieci. Pracujecie z myślą o tym, żeby dzieciom niczego nie zabrakło, żeby chodziły do dobrej szkoły, żeby miały lepsze ubranie, żeby nie musiały się wstydzić przed rówieśnikami. No i jeszcze te zajęcia dodatkowe. Kto wozi dzieci na angielski i karate? No jasne, że wy! Bo przecież chcecie zapewnić swoim dzieciom najlepszy start.

Więc w ogóle o co tu chodzi? Jaki huragan? Jaka choroba? Dziewczyna nie chce jeść, bo napatrzyła się na zdjęcia chudych modelek, to wszystko. Trzeba jej wybić z głowy odchudzanie i wszystko wróci do normy. Nastolatki co chwilę zmieniają zdanie. Wpadają na idiotyczne pomysły.


To ma być choroba? Dajcie spokój!

Poprzewracało jej się w głowie, to wszystko! Byliśmy zbyt pobłażliwi! Pozwalaliśmy na zbyt wiele. I wyrosło takie nie wiadomo co. Nie ma szacunku dla rodziców ani do szkoły. I jeszcze to wieczne odchudzanie!

To wszystko z braku dyscypliny! Za dobrze jej było! Wszystko jej było wolno! Byliśmy zbyt łagodni i wyrozumiali. Ale teraz przebrała się miarka. Przykręcimy śrubę. Wybijemy jej z głowy te nonsensy. Zacznie normalnie jeść i będzie po sprawie.

Tak myślisz?

Wykrzyczałeś już swoje zranione emocje?

Czy teraz jesteś gotowy usłyszeć prawdę?

Byłam dokładnie w tym samym miejscu, w którym jest teraz twoja córka. Albo twój syn. A może twoja żona. Albo siostra.

Miałam anoreksję przez kilkanaście lat. Prawie doprowadziła mnie do śmierci. Miałam tak wyniszczony organizm, że narządy wewnętrzne zaczęły zanikać.

Nie spotkałam nikogo, kto byłby w stanie zrozumieć człowieka ogarniętego anoreksją. To były czasy przed internetem, kiedy dostęp do informacji był bardzo ograniczony.

Miało to swoje dobre strony.

Byłam zdana na siebie. Mogłam albo umrzeć z niejedzenia, albo spróbować wyjść o własnych siłach z czegoś, co było jak gigantyczny ocean, który dławił mnie i zalewał mi oczy słoną wodą. Mogłam się albo utopić, albo zebrać w sobie całą siłę i jakimś cudem dotrzeć do brzegu.

Nie miałam nic do stracenia.

Byłam już wtedy dorosła, miałam chłopaka, przyjaciół, znajomych, ale nikogo, komu mogłabym szczerze zawierzyć. Nie miałam więc nikogo, na kim mogłabym się oprzeć.

Czułam, że jestem sama, na środku szalejącego oceanu. I walczę o życie.

I pewnie dlatego mi się to udało.

Wyszłam z tej choroby tylko dlatego, że zrozumiałam jaki jest jej prawdziwy mechanizm. Gdzie się naprawdę zaczyna i gdzie trzeba szukać jej prawdziwego źródła. Dopiero jeśli do niego dotrzesz, będziesz mógł trwale zmienić coś na lepsze.

Bo przecież to właśnie o to chodzi, prawda?

Nie o to, żeby stworzyć jakiś pozór, w który wszystkim będzie wygodnie wierzyć. Twoja córka usiądzie z wami przy stole, ty będziesz udawał, że nie widzisz jej boleśnie chudych, sterczących spod skóry obojczyków. Ona będzie udawała, że je. Pokroi jedzenie na małe kawałeczki, włoży pierwszy do ust i bardzo, bardzo powoli będzie go gryzła.

Ty będziesz udawał, że to ciebie nie irytuje. Pomyślisz, że lepiej niech ona je jak chce, byle tylko jadła.

A ona stosuje po prostu jedną z anorektycznych technik. Ustaliła wcześniej ile razy należy przeżuć każdy kęs, żeby oszukać głód. Siedzi więc z wami przy stole, ale jest aż po uszy zanurzona w swojej anorektycznej rzeczywistości.

Ty udajesz, że tego nie widzisz. Ona udaje, że je.

Omijacie się wzrokiem.

Ty wiesz, że jeśli zrobisz jakąkolwiek uwagę na temat jej jedzenia, ona zerwie się od stołu i ucieknie. A jeśli nie wytrzymasz i powiesz, siląc się na żartobliwy ton:

– Wolniej się już nie da?

Twoja córka zmrozi cię wzrokiem, w którym znajdziesz dziwną, niezrozumiałą dla ciebie wrogość i obcość, i może dorzuci do tego zimnym, nieprzyjaznym tonem:

– Kazaliście mi jeść zdrowo. W każdym podręczniku zdrowego odżywiania jest napisane, że trzeba jeść powoli i bez pośpiechu.

– Więc czemu się mnie znowu czepiacie???? – zabrzmi milcząco nad stołem.

Wycofujesz się. Kładziesz uszy po sobie. Modlisz się w myślach tylko o to, żeby córka znowu nie zemdlała z głodu i żeby nie zabrało ją pogotowie.

Tak naprawdę modlisz się o zachowanie pozoru, że jest zdrowa, że nic jej nie dolega.

Wiesz dlaczego?

Dlatego że przyznanie się do tego, że twoja córka jest chora na anoreksję pociąga za sobą ogromne konsekwencje. Choćby takie, że musiałbyś przyznać się przed samym sobą, że udawanie przy stole nie wystarczy.

Na razie więc siedzisz posłusznie, dziękując Bogu, że twoja córka zechciała z miną urażonej księżniczki zjeść pół ziemniaka. Jak najdalej odsuwasz od siebie myśl, że masz problem, którym należało by się zająć.

ROZDZIAŁ 4
Rodzinna narada


A może wpadłeś na pomysł, żeby od razu krótko przejść do sedna i skonfrontować twoją córkę – lub syna, żonę, siostrę, przyjaciółkę – z jej (lub jego) chorobą?

Poczułeś się zdeterminowany, żeby raz na zawsze rozwiązać problem, postawić sprawę jasno i podjąć jakąś wspólną, konstruktywną decyzję. Tak? Wezwałeś córkę do kuchni w obecności reszty rodziny, wskazałeś jej miejsce i postanowiłeś, że będziesz życzliwy, ale stanowczy. Uczciwy, ale konsekwentny. Zachowasz się jak głowa rodziny. Ty jesteś przecież tutaj od rozwiązywania problemów. Inni mogą na tobie polegać, bo kiedy naprawdę potrzeba, ty jesteś gotów stanąć na wysokości zadania i zrobić to, czego inni nie potrafią.

Córka ma anoreksję? Kto ci o tym powiedział? Lekarz? Nauczyciel w szkole? A może sam masz jakieś podejrzenia, bo znalazłeś w jej telefonie albo laptopie ślady po dziwnych stronach pro-ana?

Myślisz więc, że trzeba chwycić byka za rogi, postawić sprawę jasno, zażądać wyjaśnień, ustalić sposób działania, a potem konsekwentnie wyegzekwować to, co zostanie uzgodnione.

Wzywasz więc córkę na poważną rozmowę.

– Chcę być z tobą szczery – mówisz do niej. – Martwię się o ciebie i dlatego postanowiłem porozmawiać z tobą otwarcie i uczciwie.

Patrzysz na nią. Córka posłusznie kiwa głową.

– No tak! – myślisz sobie uspokojony. – To był dobry pomysł! Najlepiej jest wyłożyć kawę na ławę, osiągnąć porozumienie i iść dalej.

– Chciałbym, żebyś była ze mną równie szczera – proponujesz.

– Oczywiście – odpowiada córka.

 

Aż sam jesteś zaskoczony, że tak szybko się zgadza i że jest taka grzeczna. Ale myślisz sobie, że ona pewnie też wyczuwa wagę sytuacji i że to jest jeden z takich momentów w życiu, kiedy ludzie czują się wewnętrznie zobowiązani do tego, żeby traktować się wzajemnie z szacunkiem i szczerością.

Nawet nie masz pojęcia jak bardzo się mylisz.

Twoja chora na anoreksję córka owszem, wyczuwa powagę sytuacji. I zachowuje się w niej jak uwięzione zwierzątko, które udaje, że wcale nie szuka podkopu, którym mogłoby uciec na wolność.

Pewnie zdziwisz się jeśli powiem, że dla twojej córki wolnością jest właśnie jej anoreksja, a nie to, co to mógłbyś jej zaproponować.

Rozumiesz?

Ona nie panuje nad tym, co powstało w jej umyśle. Znajduje się wewnątrz duchowego więzienia. Jedyne, czego pragnie, to w nim pozostać, ponieważ pewnym akrobatycznym zrządzeniem podświadomości to więzienie jest dla niej utożsamieniem wolności.

Wiem, że to może brzmieć dziwnie, ale jestem absolutnie i bez cienia wątpliwości przekonana o tym, że taka jest prawda. Zawsze. W przypadku twojej córki (żony, siostry, brata, syna, męża, kuzyna, przyjaciela) też.

Ten huragan, o którym pisałam wcześniej, sprawił, że twoja córka zatrzasnęła się podświadomie w pewnym schronie, który z jej punktu widzenia jest jedynym bezpiecznym miejscem na kuli ziemskiej. Zrobi wszystko, żeby go obronić. Obronić przed wszystkim – także przed prawdą, uzdrowieniem, zmianą sposobu myślenia.

Ona sama – zatrzaśnięta w tym swoim wewnętrznym schronie – jest największym wrogiem swojego uzdrowienia.

Będzie się przed nim broniła rękami i nogami, do upad­łego. Będzie szła w zaparte, będzie cię okłamywać, będzie udawać, będzie posłusznie recytować to, co chciałbyś usłyszeć, ale kiedy tylko się odwrócisz, natychmiast wróci do swojej choroby.

Tak po prostu jest.

Dlatego to jest choroba, a nie zwykła dieta.

Wracam do waszej kuchni.

Ty – mocny i przekonany o tym, że problemy należy rozwiązywać szybko i skutecznie. I twoja córka, która podobno ma anoreksję.

Jasne, że się o nią martwisz. No przecież to oczywiste, że postanowiłeś zająć się tą sprawą tylko dlatego, że troszczysz się o swoje dziecko. Przychyliłbyś jej nieba i przykro ci czasami, że ona wcale nie chce tego nieba od ciebie przyjąć.

– No, ale trudno – myślisz sobie. – Nie da się zmusić kogoś do przyjęcia prezentu. Widać nie rozumie jaki to dar i jak dużo byłbyś w stanie dać i zrobić, żeby było jej w życiu jak najłatwiej.

Ona tego nie rozumie. Trudno. Myślisz, że może jak sama będzie dorosła, to zrozumie. A na razie chcesz być twardy, ale kochający.

Mówisz więc wprost:

– Dziecko. Czy to prawda, że masz anoreksję?

Spodziewasz się, że jeżeli skonfrontujesz swoją córkę z problemem, który zostanie jasno i wyraźnie nazwany po imieniu, to zburzysz jej spokój, zerwiesz z niej pierzynę bezpieczeństwa i zaskoczysz ją tak bardzo, że ona nie będzie miała siły się bronić. Bo nawet nie zdąży się do tej obrony przygotować.

I znów, jesteś w wielkim, ogromnym, gigantycznym błędzie.

Twoja córka spojrzy na ciebie, otworzy szeroko oczy i powie:

– Ja??

Usłyszysz w jej głosie niewinne zdziwienie. Ona? Anoreksja? A co to w ogóle jest? Dlaczego mnie pytasz? Ja?? Ależ skąd!!!

Aż sam się zdziwisz tym, że ona jest taka zdziwiona.

Wydawało ci się, że ona będzie się bronić. Że się zaczerwieni, zmiesza, zdenerwuje, że okaże jakieś emocje – jak ktoś, kto niczego się nie spodziewał i został złapany na gorącym uczynku.

– Tak twierdzi twoja nauczycielka – powiesz sam trochę obronnym tonem.

Twoja córka kręci głową, unosi ramiona w geście „nie mam pojęcia o czym mówisz”, patrzy ci prosto w oczy.

– Słuchaj – próbujesz jeszcze raz. – To jest poważna sprawa. Nie można tego ignorować. Jeżeli masz jakiś problem, powiedz nam o tym. Po to tutaj jesteśmy. Mamy większe doświadczenie, byliśmy w takim samym wieku jak ty, przeżyliśmy kiedyś to samo co ty. Po to jesteśmy twoimi rodzicami, żeby ci pomóc. Ale żebyśmy mogli ci pomóc, musisz być z nami szczera.

– Wiem, tatusiu – odpowiada twoja córka.

– Rozumiesz to, prawda? – upewniasz się.

– Tak.

– Zawsze kiedy masz jakiś problem, możesz do nas przyjść. Wiesz o tym?

– Tak, wiem.

– Obiecujesz, że tak zrobisz?

– Tak.

– Na pewno?

– Tak.

– Spójrz mi w oczy.

Twoja córka podnosi posłusznie wzrok.

Patrzysz w oczy swojej kochanej córeczki. Myślisz sobie, jak ten czas szybko zleciał! Jeszcze niedawno była taka malutka i niewinna, a teraz to panna. Prawie dorosła. Ale wciąż ma w oczach to samo światełko, które widziałeś w nich kiedy zobaczyłeś ją po raz pierwszy. Jeszcze w szpitalu albo tuż potem, krótko po tym jak przyszła na świat.

Wzruszyłeś się. Jej życie to także twoje życie. Jakoś tak mig­nęło ci przed oczami to wszystko, co sam do tej pory przeżyłeś. Młodość, marzenia, ślub, pierwsza praca, pieniądze, dzieci, dom. No tak, ty musisz być silny. Musisz być jak skała, na której stoi cała ta rodzinna konstrukcja.

Chrząkasz, bo coś cię odrobinę ścisnęło w gardle.

– No dobrze – stwierdzasz. Chyba nie ma problemu.

Zadałeś jasne, uczciwe, wyraźnie postawione pytanie. Otrzymałeś równie jasną, czystą, wyczerpującą odpowiedź. Może niepotrzebnie się martwiłeś. No, ale kto ma się martwić jeśli nie ty? Musisz czuwać nad tym, żeby twoja rodzina była bezpieczna i zdrowa. Jeśli więc pojawia się podejrzenie, że ktoś zbacza z właś­ciwej drogi i grozi mu ryzyko zabłądzenia, ty w porę ratujesz sytuację. Zwołujesz naradę rodzinną, określasz problem i wspólnie zastanawiacie się jak go rozwiązać.

No, ale tym razem nie ma problemu. Co za ulga.

– Czy mamy jasność w tej sprawie? – pytasz jeszcze raz.

– Tak, tato.

– Gdybyś miała kiedykolwiek z tym problem, wiesz do kogo możesz zawsze przyjść?

– Wiem, tato.

– No dobrze – odpuszczasz.

Fałszywy alarm. Twoja córka na pewno nie jest chora na anoreksję. Przecież sam ją o to zapytałeś, a ona sama, uczciwie i patrząc ci w oczy odpowiedziała, że jej to nie dotyczy.

A ty jej uwierzyłeś.

Bo jakże mogło być inaczej.

Skąd miałeś wiedzieć, że anoreksja to choroba, która każe za wszelką cenę ukrywać to, że ją masz. Przed wszystkimi. Jedynym wyjątkiem są te osoby, które zostały dopuszczone do cudownej tajemnicy i też są ana.

Ana, czyli zatopione w anoreksji. Zatopione tak bardzo, że wszystko inne staje się nieważne.