Jestem szczęśliwym singlem

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Jestem szczęśliwym singlem
Jestem szczęśliwym singlem
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 62,80  50,24 
Jestem szczęśliwym singlem
Jestem szczęśliwym singlem
E-book
27,90 
Szczegóły
Jestem szczęśliwym singlem
Audio
Jestem szczęśliwym singlem
Audiobook
Czyta Beata Pawlikowska
34,90  25,48 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ 9
Wycieczka za miasto

Odkryłam i zrozumiałam te dwa różne światy istniejące w moim umyśle. Dostrzegłam jakimi prawami się rządzą i jak przekładają się na moją rzeczywistość.

Zauważyłam też, że czasem jestem w stanie nawiązać kontakt z moją podświadomością i dostaję wtedy od niej zdumiewające komunikaty albo informacje.

Wzięłam ołówek i napisałam:

Miłość jest….

A potem bez namysłu uzupełniłam: głupia, bezsensowna, okrutna, krótka, kłamliwa, zawsze się kończy i nigdy nie można jej zaufać.

To były pierwsze określenia, jakie przyszły mi do głowy.

Przeczytałam je ze zdumieniem. Bo gdybyś wtedy przyszedł do mnie, usiadł przy stole i zapytał:

– Co myślisz o miłości?

Odpowiedziałabym:

– Miłość jest piękna. Miłość jest delikatna, czasem nieuchwytna, ale czasem oplata cię jak szczęśliwa tęcza i wtedy wiesz, że wszystko będzie dobrze.

Świadomie, racjonalnym umysłem tak właśnie określałam miłość. Jako coś dobrego, miłego, bezpiecznego, wiodącego do przyjemności i radości.

Tymczasem w głębi serca miałam o niej zupełnie inne zdanie! Tak naprawdę podświadomie uważałam miłość za coś groźnego i niebezpiecznego!

A ponieważ – jak już wcześniej napisałam – to właśnie podświadomość narzuca kształt wszystkiemu, na co patrzysz – to w każdym związku mimowolnie doszukiwałam się kłamstw, zagrożeń i niebezpieczeństwa, że zostanę porzucona.

Krótko mówiąc – kiedy tylko wchodziłam w nowy związek, natychmiast (podświadomie) wiedziałam, że on się niedługo skończy, a ja będę nieszczęśliwa.

Ponieważ moja podświadomość właśnie w to wierzyła!!!

To oznacza, że mimo pięknych deklaracji w rzeczywistości sabotowałam samą siebie i usiłowałam znaleźć potwierdzenie tego wszystkiego, w co naprawdę w głębi serca wierzyłam.

Moje podświadome przekonania o tym czym jest miłość miały największy wpływ na to jak traktowałam drugą osobę, jak czułam się w związku i jaką przyszłość byłam w stanie mu dać.

Kiedy podświadomie wierzysz w to,

że miłość jest głupia, nieuczciwa,

zawsze cię oszuka i zawsze cię skrzywdzi,

to (podświadomie) przez cały czas szukasz potwierdzenia, że tak właśnie jest.

W praktyce to oznacza, że zatruwasz swój związek podejrzeniami i oczekiwaniem katastrofy,

a na drugą osobę (podświadomie) patrzysz

jak na potencjalnego przestępcę.

I cokolwiek dzieje się w twoim życiu, ty WIESZ (podświadomie), że to się musi źle skończyć, że zostaniesz skrzywdzony, odrzucony, oszukany i że będziesz się czuł nieszczęśliwy i zrozpaczony.

Ty po prostu w to (podświadomie) wierzysz tak mocno, że nieumyślnie tego właśnie doszukujesz się we wszystkim, co cię otacza.

I na pewno domyślasz się jaki to ma wpływ na twoje życie, prawda?

Powiem ci, że to działa w niesamowicie zdumiewający sposób.

Jeżeli podświadomie wierzysz w to, że miłość jest zawsze czymś groźnym, bo przecież wszystkie związki zawsze się rozpadają i nikt nigdy nie umie być ze sobą szczęśliwy, to niechcący ty sam zaczynasz kreować takie sytuacje, żeby potwierdzić te przypuszczenia i obawy.

Wyobrażasz sobie?

Nawet kiedy jesteś w szczęśliwym związku, kiedy ktoś kocha cię szczerze i uczciwie, i macie dobre życie, to ty nosisz w duszy przekonanie o tym, że to nie może długo trwać, więc mimowolnie i podświadomie usiłujesz zniszczyć to wasze dobre życie po to, żeby potwierdzić to, w co nieświadomie wierzysz.

Rozumiesz?

Podam ci przykład.

Pewnego dnia jechaliśmy z moim chłopakiem samochodem za miasto. Był piękny, słoneczny poranek. Miedzy nami układało się dobrze. Ale ja byłam od rana w złym humorze. Bez konkretnego powodu. Po prostu nic mi nie pasowało.

Wsiadłam naburmuszona do samochodu, ruszyliśmy. Mój chłopak próbował zagadnąć, ale coś mu tylko odburknęłam, więc włączył radio.

A ja wtedy nagle wybuchłam:

– My już nawet nie mamy ze sobą nic wspólnego! – zawołałam.

– Słucham?? – zapytał.

– Coraz mniej nas ze sobą łączy! Nie mamy wspólnych zainteresowań! Nie ma czegoś takiego, co chcielibyśmy razem robić i co sprawiałoby nam przyjemność!

– O czym ty mówisz?? – zapytał, jeszcze bardziej zdumiony.

– O nas! – powiedziałam ze złością. – Mówię o nas! Czy ty tego nie widzisz?!

– Czego nie widzę?

– Że my mamy ze sobą coraz mniej wspólnego! Nawet nie potrafimy ze sobą rozmawiać! Ja mówię coś do ciebie, a ty w ogóle nie rozumiesz o co mi chodzi! Jak taki związek ma przetrwać jeżeli tak mało nas łączy?


Krótko mówiąc: szukałam dziury w całym.

Zamiast cieszyć się tym, że razem jedziemy na wycieczkę, zamiast cieszyć się pięknym letnim dniem i tym, że mam chłopaka, ja podświadomie usiłowałam to wszystko zepsuć.

Widzisz to?

Własnymi rękami chciałam zepsuć to, co było między nami, zepsuć dobry nastrój, zepsuć tę wycieczkę i cały ten dzień, dlatego że to bardziej mi pasowało do tego, w co naprawdę wierzyłam w kwestii miłości.

Podświadomie byłam przekonana o tym, że to i tak nie może się udać. Ten związek i tak nie przetrwa, i tak musi się rozpaść, a ja na pewno będę nieszczęśliwa kiedy się rozpadnie, więc po co dłużej na to czekać? Zakończmy to już teraz! Po co przedłużać agonię czegoś, co i tak od samego początku jest skazane na porażkę i koniec?

Znasz to może ze swojego życia?

Zdarzyło ci się patrzeć na twojego chłopaka i zastanawiać się co zrobisz kiedy on odejdzie, bo przecież jest oczywiste, że on znajdzie sobie kogoś lepszego?

Zdarzyło ci się ustawiać książki na półce i zastanawiać się jak je podzielicie w chwili rozstania?

Zdarzyło ci się zastanawiać z kim mogłabyś być kiedy ten związek się skończy, mimo że pewnie jeszcze nawet dobrze się nie rozpoczął?

Czy zdarzyło ci się myśleć, że może będzie lepiej jeżeli ty zdradzisz swojego chłopaka jako pierwsza, bo wtedy mniej będzie cię bolało kiedy on cię zdradzi?

Ja tak miałam przez pół życia.

W każdym szczęśliwym związku

od początku byłam częściowo nieszczęśliwa,

ponieważ część mnie wiedziała na pewno, że to nie może się udać.

Po prostu nie ma takiej możliwości, żeby to się udało.

To się po prostu nigdy nie udaje.

Nigdy.

Od początku więc w każdej znajomości czułam, że nadciąga koniec.

I chcąc nie chcąc przez cały czas

szukałam dowodów na to, że koniec się zbliża!

Kiedy chłopak wychodził albo wyjeżdżał i nie odzywał się do mnie przez jakiś czas, we mnie pojawiało się przekonanie, że pewnie spotkał kogoś interesującego i już zakochuje się w kimś innym.

Kiedy nie pisał mi wieczorem, że mnie kocha, to był dla mnie jasny znak, że już przestał mnie kochać.

Kiedy mówił, że chce wyjść z kolegami na mecz, dla mnie to brzmiało jak dowód na to, że nie chce już spędzać ze mną czasu, bo się mną znudził.

Szaleństwo.

Wszędzie widziałam dowody na to, że szczęście nie może trwać, a nasz związek – podobnie jak wszystkie związki na świecie – jest skazany na katastrofę i śmierć.

Kiedy dowodów nie było wystarczająco dużo, próbowałam je tworzyć – tak jak wtedy w samochodzie, kiedy upierałam się, że między nam jest coraz mniej wspólnego i że zmierzamy prosto do przepaści.

Tak bardzo potrzebowałam miłości.

I tak bardzo nie byłam w stanie jej przyjąć.

Z jednej strony jej pragnęłam, ale z drugiej strony byłam (podświadomie) przekonana o tym, że miłość zawsze boli, zawsze rani i zawsze się kończy, więc nawet kiedy spotykałam kogoś, kto chciał mi ją dać, ja robiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby ją zniszczyć.

Wiesz dlaczego?

Było tak dlatego, że moja podświadomość wierzyła w to, że szczęśliwa miłość nie istnieje.

Moja podświadomość wierzyła w to, że miłość jest głupia, okrutna, bez sensu i zawsze boli.

A ponieważ podświadomość rządzi wszystkim, co masz w życiu – emocjami, myślami, słowami, czynami – to właśnie podświadomość niszczyła wszystkie moje związki po to, żeby udowodnić, że ma rację.

Czy wiesz, że twoja podświadomość prawdopodobnie robi to samo?

ROZDZIAŁ 10
Na karuzeli zdarzeń

Poprosiłam cię, żebyś zrobił ćwiczenie w rozdziale szóstym, żebyś sam mógł zobaczyć w co wierzysz.

Wiem, że być może masz piękne wyobrażenie o miłości. Że może marzysz o ciepłym, dobrym domu, w którym mieszkają kochający się ludzie, pachnie świeżo upieczony chleb, a wesoła gromadka dzieci zgodnie bawi się przy stole.

To jest być może to, czego brakowało ci w dzieciństwie i pewnie obiecałeś sobie – albo wymarzyłeś sobie – że kiedy będziesz dorosły, stworzysz taki spokojny, ciepły, piękny dom.

Ale czy zauważyłeś, że to co mówisz wcale nie jest tym samym, co myślisz kiedy patrzysz na swoją narzeczoną albo żonę?

Ona miała być wcieleniem wszystkich twoich tęsknot, a tymczasem robi i mówi rzeczy, które cię wkurzają, irytują albo które uważasz po prostu za głupie.

Wiesz dlaczego tak jest?

Twoja podświadomość wybrała tę dziewczynę spomiędzy innych dziewczyn dlatego, że najlepiej pasowała do jej (czyli twojej podświadomości) wyobrażeń o miłości, domu i rodzinie.

Spójrz teraz co napisałeś o swoim rodzinnym domu. Jak zapamiętałeś swoich rodziców? Jak zapamiętałeś samego siebie z czasów kiedy byłeś dzieckiem? Czego ci wtedy najbardziej brakowało? Za czym najbardziej tęskniłeś? Czego potrzebowałeś?

 

Cofnij się do strony 53 i sprawdź.

Spróbuj spojrzeć na to co jest tam napisane tak, jakby napisał to ktoś, kogo spotykasz po raz pierwszy.

Co byś o nim pomyślał?

Jaki jest jego świat?

Czego ta osoba najbardziej potrzebuje? Czego się boi?

To właśnie jesteś prawdziwy ty.

Ten ukryty w twojej własnej duszy.

Ten, który naprawdę z ukrycia rządzi twoim życiem.

Ten, który nigdy nie był szczęśliwy w miłości.

I teraz wreszcie wiesz już dlaczego.

Powiem ci jeszcze coś.

Z mojego doświadczenia wynika, że to jest niekończąca się karuzela powtarzających się doświadczeń. Spotykasz kogoś, zakochujesz się, jesteś szczęśliwy, potem coś zaczyna się psuć, a ty zależnie od sytuacji trwasz w ułomnym i niezbyt szczęśliwym związku przez jakiś czas, aż wreszcie to się rozpada.

Następny związek, chwila nadziei, odrobina szczęścia, a potem nawarstwiające się konflikty, kłótnie, myśli o rozstaniu, i to samo szarpiące uczucie, że jest źle, że to nie działa i że to będzie musiało się rozpaść.

Czasem usiłujesz ze wszystkich sił podtrzymać ten związek. Myślisz, że może jeśli ustąpisz we wszystkim, będziesz się ubierać tak jak on chce i robić tylko to, co on akceptuje, to może wreszcie poczujesz się lepiej, bezpieczniej i uratujesz to, co jest między wami.

Ale im bardziej tracisz siebie, im mocniej oddalasz się od tego kim naprawdę jesteś, mętlik staje się jeszcze większy, a ty już nie masz pojęcia dlaczego tak jest,

Przecież jesteś gotowa zrobić dla niego wszystko.

Chętnie ustąpisz we wszystkim i dostosujesz się do jego potrzeb.

Mówisz, że ty tak naprawdę nie potrzebujesz niczego.

Chcesz tylko, żeby on był szczęśliwy.

Jak więc to możliwe, że to nie działa, a ty znów płaczesz, czujesz się samotna, odrzucona i skreślona przez życie?

Nie wiesz?…

To zacznijmy od początku.

Od tego czym jest miłość.

A właściwie od tego czym miłość wydaje się być, bo tak widzisz ją dookoła.

ROZDZIAŁ 11
Gdy ciebie zabraknie

To zabawne, że szkoła uczy nas wzorów chemicznych na określenie związków, z którymi nigdy później w życiu nie będziemy mieli nic wspólnego.

Czy po skończeniu szkoły zetknąłeś się kiedykolwiek z aldehydem 1-naftoesowym? A może z N-fenylotiohydantoiną glicyny? Nie?

Powiem ci, że ze związków chemicznych w dorosłym życiu miałam do czynienia jedynie z częścią butanolu, ha, ha, ha, a było to wtedy kiedy pojechałam do Królestwa Butanu. Butanol – Butan[1].

Ale serio.

Na lekcjach chemii uczymy się o wielu związkach. Tylko nie o tych, które są potrzebne.

No ale skądś musimy czerpać wiedzę, prawda?

Co to jest miłość?

Skąd bierze się szczęście?

Skąd wziąć wiarę we własne siły?

Co zrobić, żeby mieć szczęśliwe życie?

Jak zdobyć poczucie własnej wartości?

Myślisz, że na te pytania dostaniesz odpowiedź od rodziców?

Ale przecież oni nie wiedzą. Zobacz jak kręcą się w kółko swoich uprzedzeń, uzależnień, przyzwyczajeń, rozpaczy i chwilowych przebłysków nadziei. Jak biegną naprzód w gorączkowym pośpiechu, podejmują nielogiczne decyzje, rozbijają sobie głowy i płaczą, i wcale nie rozumieją gdzie popełnili błąd, więc następnym razem najprawdopodobniej popełnią go na nowo.

W czym są mądrzejsi od przedszkolaków?

W tym, że mają duże samochody, konto w banku albo pantofle na wysokich obcasach?

To tylko pozór dorosłości.

W gruncie rzeczy są tak samo zagubieni jak kilkuletnie dzieci, a ich sposób myślenia o świecie, miłości, związkach, sukcesie czy szczęściu jest nie tylko niedojrzały. Jest dziecinnie nierealny i nieprawdziwy.

Dlatego pewnie nie znasz żadnych szczęśliwych dorosłych.

Skąd więc bierzemy wiedzę na ten temat?

Wiedzę czerpiemy ze wszystkich źródeł, jakie są akurat dostępne dookoła: obserwacji najbliższego otoczenia, z filmów, z piosenek, z opowieści znajomych, z gazet i z internetu.

Jeśli zbierzesz i przeanalizujesz to, co pisze się, mówi i śpiewa o miłości, wniosek jest tylko jeden: związki są niebezpieczne.

Przejrzyj codzienne gazety i portale internetowe. W rodzinie można zostać posiekanym siekierą przez męża. Dzieci topią się w narkotykach i chorobach psychicznych. Ciągle ktoś kogoś zdradza. Co trzecie małżeństwo rozpada się i rozwodzi. Dookoła jest pełno samotnych, nieszczęśliwych singli, którzy pragną z kimś być, ale ciągle pakują się w pechowe związki z niewłaściwymi osobami.

A jednocześnie każdy musi kogoś mieć. Panuje powszechne przekonanie, że kiedy jestem sam, to jestem zagubiony i nieszczęśliwy. Koniecznie więc muszę połączyć się z kimś w parę, ale wiesz po co? Żeby być nieszczęśliwym i zagubionym razem z tą drugą osobą. Nie ma wyjścia z tego labiryntu.

Pamiętam z jakim przejęciem śpiewałam kiedyś na cały głos piosenkę „Zaopiekuj się mną” zespołu Rezerwat. To było dokładnie to, co czułam!

Zaopiekuj się mną nawet gdy powodów brak, zaopiekuj się mną, mocno tak. I prawie kochasz mnie i jesteś obok, już nienawidzę cię tak kolorowo.


Nie ma miłości bez nienawiści. Tak myślałam. Nie ma szczęścia bez rozpaczy. Nie ma związku bez rozstania. Nie ma śmiechu bez łez.

Dlatego kiedy tylko zaczynałam być szczęśliwa, instynktownie szukałam tego, co przecież zawsze musiało przyjść – cierpienia, bólu, żalu, rozczarowania. A jeśli szukasz, to zawsze znajdziesz.

Siedzieliśmy sobie szczęśliwie na kanapie i oglądaliśmy film. Wszystko było fantastycznie pozytywnie. Trzymaliśmy się za ręce, w kieliszkach lśniło wino, cudowny wieczór we dwoje. Zbyt cudowny. Zbyt miły. Moja podświadomość wysyła sygnał ostrzegawczy. Coś jest nie tak. Chwila szczęścia zawsze oznacza, że za moment coś musi się rozsypać.

Siedzę na tej kanapie z moim chłopakiem i zaczynam rozpamiętywać ostatnie dni i godziny. Wczoraj po południu nie odzywał się przez kilka godzin. Gdzie był? Co robił? Z kim? Może on się z kimś ukradkiem spotyka?

Rzucam mu spojrzenie. Odpowiada mi uśmiechem, ale ja już jestem spięta, usztywniona strachem i podświadomym oczekiwaniem przykrości.

To dlatego właśnie rozpadają się związki.

Bo ludzie, które je tworzą, sami nie są w stanie uwierzyć w miłość i dać sobie szansy na szczęście.

A poza tym wchodzą w związki z całym ładunkiem podświadomych oczekiwań wobec drugiej osoby. Do tego wrócę za chwilę.

Przyjrzyj się słowom twoich ulubionych piosenek.

Wiesz co znajdziesz?

I’m lost without you – Jestem zagubiony bez ciebie. Sting.

I have nothing if I don’t have you – Nie mam nic jeśli nie mam ciebie. Whitney Houston.

Tego chciałam – zalanych łzami nocy, właśnie to dostałam. Wciąż będę czekać na twój znak, choć nadaremnie, pomiędzy nami nie wydarzy się nic więcej. Tyle twoich słów w głowie ciągle mam, tyle pięknych słów, że uwierzyłam, że już zawsze będzie tak. Ania Dąbrowska

Gdy ciebie zabraknie i ziemia rozstąpi się, w nicości trwam. Gdy kiedyś odejdziesz, nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też. Edyta Bartosiewicz

Spać, przespać rok, siedem lat, krasnoludy, końce świata śnić, bo tu nic, tylko śmierć, usychanie tkanek, rozpacz, że nie kochasz mnie. Hey

Patrzę jak miesza się to czego nie ma i to co jest, a potem kiedy mówię wprost, milczysz i odwracasz wzrok. Tysiąc wypitych razem kaw, głupi myślałem, że cię znam. W rzucaniu kamieniami słów znowu przegrywam trzy do dwóch. Chociaż jak syreny budzą mnie o tobie sny, jedno wiem na pewno – nie chciałbym bez ciebie żyć. Artur Rojek.

Wszędzie gdzie spojrzysz – miłość zawsze miesza się z rozpaczą, a szczęście z łzami. Tak jakby nie mogły bez siebie żyć. Tak jakby nie mogły istnieć bez siebie.

Każdy początek ma w siebie wpisany koniec, a za każdym wyznaniem miłości czai się nieunikniona zdrada.

Czy ty w to wierzysz?

Ja wierzyłam w to przez pół życia, choć właściwie nigdy nie zadałam sobie świadomie takiego pytania.

Nie zapytałam siebie świadomie w co wierzę.

Taki obraz zapisał się w mojej podświadomości, a ja po prostu uniosłam go ze sobą w dorosłość.

I nie tylko to.

Jest jeszcze jedna rzecz dotycząca miłości, równie nieprawdziwa i ułomna, która przenika do podświadomości, rządzi naszym sposobem myślenia i niszczy nasze związki.

ROZDZIAŁ 12
Suknia ślubna

Sytuacja jest więc taka.

Wychowujesz się w społeczeństwie, gdzie wszyscy przekonują cię o tym, że miłość zawsze jest nieszczęśliwa i przemieszana z nienawiścią, a jednocześnie wszyscy twierdzą, że nie ma w życiu właściwie innej możliwości. Musisz być z kimś.

Dorastasz w chaosie przeciwstawnych sygnałów mówiących o tym, że miłość jest największą wartością na świecie oraz że miłość jest zawsze nieszczęśliwa.

Z jednej strony pragniesz miłości jako koniecznego dopełnienia swojego życia, ale z drugiej strony nosisz w sobie równie wielki strach przed cierpieniem, jakiego z całą pewnością doświadczysz.

Nie mówię teraz o tym co myślisz świadomie.

Mam na myśli to, co dzieje się w twojej duszy.

W tym jej zakątku, który nie jest dla ciebie łatwo dostępny, bo znajdują się tam najgłębsze przekonania tworzące twój światopogląd i kierujące twoim sposobem myślenia.

Nie wiesz przecież skąd pojawiają się w tobie takie myśli, prawda?

Takie, a nie inne?

Czy zastanawiałeś się kiedykolwiek dlaczego tak bardzo atrakcyjna wydała ci się akurat ta jedna dziewczyna, mimo że stała w otoczeniu kilku innych?

Albo dlaczego nie mogłaś oderwać wzroku od akurat tego chłopaka, chociaż twoje przyjaciółki wybrałyby kogoś innego?

Albo dlaczego niektóre sceny w filmach wydają ci się tak wzruszające, że płaczesz – mimo że u innych osób wcale nie wywołują tak silnych emocji?

Albo dlaczego czujesz tak wielką potrzebę, żeby osiągnąć coś, co wydaje ci się ważne?

Albo dlaczego tak bardzo starasz się wypaść najlepiej w oczach innych ludzi?

Tak po prostu jest, prawda?

Czujesz taką potrzebę albo taką chęć, coś albo ktoś wydaje ci się bardziej atrakcyjne od innych. Taki po prostu jesteś.

Powiem ci, że jesteś taki, jak to,

co jest zapisane w twojej podświadomości.

To nie przypadek, że zwracasz szczególną uwagę

na wybrane osoby albo rzeczy,

że zależy ci właśnie na tym, a nie na czymś innym,

i to nie jest przypadek, że potrzebujesz tego, czego potrzebujesz.

Wszystko ma swoje źródło w twojej podświadomości.

Twoje szczęście w miłości też.

W dodatku twoja podświadomość jest ukryta w tobie i przed tobą samym, więc na 99% nie wiesz co w niej siedzi.

Ale niezależnie od tego czy to wiesz, czy nie, to właśnie ona zarządza całym twoim istnieniem.

Twoja podświadomość jest jak koszyk, z którym szedłeś przez łąkę i przez las. Jest w niej to wszystko, co zbierałeś przez pierwsze lata twojego życia. Równiutko ułożone, uporządkowane, opisane, z odpowiednimi etykietkami. Jak pliki w komputerze. To one właśnie uruchamiają w tobie procesy myślowe w każdej życiowej sytuacji, czyli dostarczają ci podstawowych wyjściowych danych.

A jeśli przypomnę ci, że wyjściowe dane były zbierane i kompilowane na podstawie obserwacji otaczającego cię świata, to łatwo domyślisz się, że niektóre z nich mogą być błędne albo nawet wprost kompletnie bezsensowne i szkodliwe.

Tak właśnie jest z miłością.

Wszyscy mówią, że trzeba kogoś mieć. W filmach widać ludzi, którzy stają się szczęśliwi dopiero wtedy kiedy spotkają właściwą osobę i zakochają się z wzajemnością. Podczas spaceru przez miasto natykasz się na sklepy z obrączkami obiecującymi szczęście. Na okładce czasopism dla kobiet widzisz błyszczące z radości oczy aktorki, która dopiero w miłości znalazła prawdziwe szczęście. Portale plotkarskie na bieżąco donoszą o tym kto z kim jest, a kto się z kim rozstał, tak jakby to były informacje niezbędne ci do życia. W piosenkach ciągle ktoś śpiewa o tym, że nie może bez niej żyć albo marzy o tym, żeby znów być z nim.

 

Każdy musi być z kimś!

Nie ma miejsca ani czasu na to, żeby być singlem!

Czy ktoś kiedykolwiek powiedział ci, że dobrze jest czasem w życiu być samemu?

Czy w jakiejkolwiek szkolnej lekturze spotkałeś się z bohaterem, który był singlem i był szczęśliwy? Idę o zakład, że nie. Na pewno jednak łatwo przypomnisz sobie takich bohaterów książek z dzieciństwa, którzy zostali porzuceni, odtrąceni i ogromnie z tego powodu cierpieli.

Widzisz to?

Świat narzuca nam przekonanie o konieczności bycia z kimś!

Można powiedzieć, że zamyka nas w więzieniu myślenia,

że musimy być z kimś, mieć kogoś,

stworzyć z kimś związek, kochać kogoś

oraz być przez kogoś kochanym.

Mało tego.

Z góry określa też jak to ma wyglądać, jaką rolę będziesz pełnić w związku, co on ci przyniesie oraz w jaki sposób.

Czy pamiętasz jak przedziwnie tkliwą tęsknotę budziły w tobie opowieści o księżniczkach, które spotykały swojego księcia?

Też tak chciałaś, prawda?

Przypomnij sobie co czułaś na widok cudownie lekkiej, białej, puszystej sukni ślubnej. Być może widziałaś ją na fotografii, na wystawie sklepu, w kościele podczas czyjegoś ślubu albo w komedii romantycznej.

Czy ta suknia symbolicznie nie wyraża wszystkiego, o czym kiedykolwiek marzyłaś?

Jest lekka jak puch i nieskazitelnie biała. Tak lekkie miało być twoje życie u boku twojego mężczyzny, a ludzie dookoła ciebie mieli być nieskazitelnie uczciwi, mili i pomocni.

Jest najpiękniejsza ze wszystkich sukien, jakie będą miały na sobie inne kobiety. Jest wyjątkowa, lśniąca, przyciągająca uwagę. Prawda, że ta suknia jest wcieleniem twoich marzeń o tym jak chciałabyś, żeby ludzie postrzegali ciebie?

Tak naprawdę ty chciałabyś być tą suknią przez całe życie!

Być najpiękniejsza, wyjątkowa, podziwiana, totalnie akceptowana, w centrum uwagi i najważniejsza. Szczęśliwa, lśniąca, lekka, nieskazitelna i nieskalana. Jak prawdziwa królewna.

Nie dlatego, że się wywyższasz ponad innych, bardziej zwyczajnych ludzi, ależ skąd.

Po prostu chciałabyś być piękna, mieć dookoła tylko życzliwie uśmiechniętych przyjaciół, wśród których czułabyś się cudownie bezpieczna, akceptowana i szczęśliwa.

Przypomnij sobie.

Czy nie tego właśnie pragnęłaś w głębi duszy patrząc na czyjąś cudownie białą i lekką suknię ślubną?

Czy wiesz, że najprawdopodobniej obraz sukni ślubnej zapisał się w twoim umyśle jako obietnica takiego właśnie życia i być może dlatego tak bardzo wewnętrznie byłaś przekonana o tym, że musisz spotkać kogoś, kto poprosi cię o rękę i zostanie twoim mężem?

I jeszcze jedno.

Przypomnij sobie.

Wzorce kulturowe obowiązujące w naszej cywilizacji jasno określają kto wybiera kogo i na jakich zasadach.

Rolą dziewczyny jest czekać z nadzieją aż chłopak jej się oświadczy.

Prawda? Przypomnij sobie wszystkie filmy, jakie obejrzałaś. Kiedy chłopak się oświadcza, dziewczyna staje się szczęśliwa, oczy jej błyszczą i wszyscy jej gratulują. Tak jakby zdobyła coś najcenniejszego w życiu. Tak jakby weszła na ośmiotysięcznik, skończyła studia z wyróżnieniem, dotarła na biegun południowy, przeszła przez dżunglę nad Amazonką.

Tymczasem jej „osiągnięcie” polega na tym, że jakiś mężczyzna zaproponował, żeby wzięli ślub.

To ma być osiągnięcie? Sukces na miarę życiową? Zwycięstwo? Powód do chwały?

Nie mówię, że to nie jest przyjemne i wartościowe. Oczywiście, że jest. Chodzi mi raczej o to jakie znaczenie do tego zdarzenia domalowuje twoja fantazja i wychowanie.

Ja też wychowałam się w świecie, gdzie każda dziewczyna powinna być grzeczna, miła i ładna, bo dzięki temu być może pewnego dnia zostanie zauważona przez dobrego, przystojnego chłopaka, który nada sens reszcie jej życia.

Inaczej mówiąc: zostałam wychowana w przekonaniu,

że ja jako ja jestem niepełna i niepełnowartościowa,

a zmienić to się może tylko wtedy kiedy znajdę

swoją drugą połowę.

Bardzo długo w to wierzyłam. Bardzo długo na to czekałam. Czułam się zagubiona i z utęsknieniem wyglądałam kogoś, kto przywróci mojemu życiu sens i porządek.

I wiesz co się stało?

Ciągle spotykałam kogoś, zakochiwałam się w kimś i nigdy nie znalazłam pełni tego sensu i porządku, a wprost przeciwnie. Moje życie stawało się coraz bardziej zagmatwane i rozbite. Zamiast płynąć naprzód pod cudownie białymi, rozpiętymi żaglami na wspólnym statku życia, ja miałam raczej wrażenie, że siedzę na kłujących skałach.

Powiem ci tak.

Wchodzimy w dorosłość z zestawem dziecinnych oczekiwań. I to właśnie boli najbardziej.