Pamiętnik nastolatki 7Tekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes


1 września

Tej nocy nie zmrużyłam oka. W głowie wciąż dźwięczały mi wypowiedziane przez Maksyma słowa:

– Natalia, nie odchodź. Jeśli stąd wyjdziesz, to już nigdy nie wrócisz! Czy tak szybko zapomniałaś o tym, co mówiłaś zaraz po wypadku? Czy to, że popełniłem błąd, oznacza, że twoje słowa już nic nie są warte? Proszę, nie odchodź! Nie zostawiaj mnie! Wybacz mi! Jesteś całym moim życiem!

Wtedy właśnie poprosiłam o zwrot łańcuszka.

– Nigdy ci go nie oddam – powiedział i obiema rękami przycisnął go mocno do siebie.

Widziałam własną dłoń na klamce drzwi pokoju Maksyma i to, jak naciskam ją ku dołowi. Jeden ruch, znalezienie się po drugiej stronie tych drzwi i zamknięcie ich mogło być równoznaczne z zamknięciem najpiękniejszego rozdziału mojego dotychczasowego życia. Najpiękniejszego, ale też takiego, w którym zostałam tak bardzo zraniona.

Płakaliśmy oboje. Nigdy nie zapomnę jego dużych, niebieskich oczu, z których spływały łzy bólu. Widziałam w nich rozpacz i cierpienie. Jego ciało drżało. Wiedziałam, że mówi prawdę. Miałam świadomość, że rozpaczliwie mnie kocha, ale czy jego uczucie usprawiedliwiało to, co zrobił? Czy można za kogoś podejmować tak ważne decyzje? Podobno w miłości jest się ze sobą na dobre i na złe. A on co chciał zrobić? Być ze mną tylko na dobre? Dał się wmanewrować w całą tę intrygę. Nie chciał, żebym z nim była, jeśli on nie odzyska pełnosprawności! W najważniejszej sprawie, jaką jest miłość, on nie pozostawił mi wyboru. Do tej pory nie mogłam w to uwierzyć.

Gdy wczoraj wróciłam do domu, byłam w okropnym stanie. Tata, widząc to, już chwilę później siedział w moim pokoju.

− Powiedz, proszę, co się stało?

Powiedziałam, bo chyba nie miałam siły dusić tego w sobie. Milczał przez cały czas.

− Tato, chyba mi nie powiesz, że miał prawo to zrobić?! – łkałam.

− Nie, tego ci nie powiem.

− To dlaczego tak postąpił?

− Chciał cię chronić. To było dla niego tak ważne. Popełnił błąd. Próba ochrony ciebie przed związkiem z niepełnosprawnym zaślepiła go. Nie chciał, byś kiedykolwiek z tego powodu była nieszczęśliwa.

− Ale to ja powinnam dokonać wyboru, prawda?

− Tak – odparł bez wahania.

− Tato, ja mu przestałam ufać. Nie wiem, jak mam z tym teraz żyć?

− Na to pytanie, kochanie, sama będziesz musiała znaleźć odpowiedź... w swojej głowie, duszy, a przede wszystkim w sercu. A ono już wie.

− Ono wie, czego pragnie, tato, ale nie wie, jak z tym żyć.

− Nikt nie jest idealny, Natalio, ale prawdziwa miłość jest w stanie przezwyciężyć wiele trudności – powiedział poważnie. – A to jest z twojej strony prawdziwa miłość, prawda? – dodał ostrożnie, bojąc się mojej reakcji.

− Tak, tato. Jestem tego pewna. Nigdy nikogo tak bardzo nie kochałam.

− I dlatego też nikt do tej pory tak bardzo cię nie zranił, córeczko. – Przytulił mnie mocno. – Myślę, że twoje serce dobrze ci doradzi.

− Wiesz – chwilę się zastanawiałam – Maksym twierdzi, że okłamując mnie, też kierował się sercem, miłością do mnie. I zobacz, do jakiej tragedii to doprowadziło?

− Nie wiem, jak to powiedzieć, żeby cię nie zranić – zaczął tata, ale przerwał i przyglądał mi się uważnie.

− Zwyczajnie. Powiedz mi, co myślisz.

− Jesteś tego pewna?

− Tak.

− W tej chwili bardzo cierpisz. Czujesz się oszukana, jest to dla ciebie dramat. Ale patrząc na to z boku, wygląda to trochę inaczej. Mam mówić dalej? – Spojrzał mi głęboko w oczy.

− Mów.

− Maksym cię zranił. Zrobił to w jego odczuciu z miłości, a ty z powodu tego samego uczucia dałaś mu jeszcze jedną szansę. Jeżeli dacie sobie z tym radę, to i w przyszłości będziecie w stanie rozwiązywać swoje problemy, bo bycie ze sobą nie składa się z samych przyjemności i jeszcze niejeden raz będziecie musieli stawić czoło problemom.

− Tak, tato – przyznałam po dłuższej chwili namysłu. – Tylko chciałabym, abyśmy robili to wspólnie, a nie żeby Maksym decydował w najistotniejszych sprawach sam.

− Myślę, że więcej tak nie postąpi. Teraz już wie, że tego nigdy nie zaakceptujesz. O mało co cię nie stracił.

To, że przed tatą zwyczajnie mogłam się wygadać, otworzyć i być wysłuchaną, pomogło mi, ale nie sprawiło, że myśli odpłynęły i nadszedł sen. Wciąż wracałam do tamtych wydarzeń. Gdy moja dłoń przycisnęła klamkę i pchnęłam drzwi, Maksym zerwał się z łóżka i skacząc na jednej nodze wykrzyknął:

− Nie odchodź, Natalia!

Kierował się w moją stronę. Stanęłam jak wryta. Wystraszyłam się, że zaraz upadnie, że coś złego się zdarzy, że kontuzja mu się odnowi.

− Co ty wyprawiasz?! – zawołałam, ale on już był przy mnie. Objął mnie mocno.

– Powiedz, że już mnie nie kochasz po tym, co zrobiłem, a pozwolę ci odejść. – Wtulił twarz w moją szyję. Zrobiła się mokra od jego łez.

− Maksym, usiądź, proszę. Pomogę ci wrócić do łóżka albo podam chociaż kulę.

− Odpowiedz na moje pytanie. Ale powiedz prawdę – nalegał. – Nie rób tego błędu, który ja popełniłem, a przez który chcesz odejść. Nie okłamuj mnie.

− Maksym, ja przestałam ci ufać. Jak mamy budować dalej ten związek, skoro ci nie ufam?

− Kochasz mnie? – nie rezygnował.

− Czy to ma znaczenie, skoro straciłam do ciebie zaufanie?

− Kochasz mnie? Powiedz, proszę – powtarzał uparcie.

− Tak – szepnęłam i poczułam, że przytula mnie jeszcze mocniej.

− Bardzo?

− Tak – wydusiłam z siebie i rozpłakałam się jak mała dziewczynka.

Uchwycił moją głowę w swoje silne dłonie i zmusił mnie, bym na niego spojrzała.

− Daj mi jeszcze jedną szansę, a zrobię wszystko, by odzyskać twoje zaufanie. Zrobię wszystko, byś znów nie była w stanie wyobrazić sobie życia beze mnie, ani teraz, ani za dwadzieścia lat. Będę czekał cierpliwie. Wiem, jestem idiotą. Mogłem je usłyszeć tam, w szpitalu, i nie pozwoliłem ci na to. Drugi raz tak fatalnego błędu nie popełnię.

− I nigdy więcej podejmowania decyzji w tak ważnych sprawach beze mnie?

− W tak ważnych nigdy! Obiecuję!

Spojrzałam na niego zdziwiona.

− Natalia – po jego twarzy przebiegł cień wesołości – w mało ważnych kwestiach ja czasem lubię zrobić coś po swojemu, ale przecież to też we mnie kochasz. – Zajrzał mi głęboko w oczy.

− Jesteś nieznośny! – uśmiechnęłam się. – A teraz usiądź, bo zmienię zdanie. Nie wolno ci tej nogi nadwyrężać.

− Przecież i tak ją nadwyrężam, codziennie na rehabilitacji.

− To co innego. Oprzyj się na moim ramieniu i idziemy.

− Nie mogę się doczekać chwili, gdy ty będziesz się opierać na moim ramieniu. – Był do bólu szczery. – Zostań ze mną jeszcze trochę.

− Zostanę.

Pomogłam mu dojść do łóżka. Usiadłam, a on swoim zwyczajem położył mi głowę na kolanach.

− Twój tata pewnie mnie nie znosi teraz jeszcze bardziej – powiedziałam nieoczekiwanie.

− Dlaczego? – zdziwił się Maksym.

− Myśli, że cię chciałam zostawić, bo nie byłam pewna, czy będziesz chodził. Przecież nie zna prawdy.

− Już zna – odparł. – Powiedziałem mu.

− Powiedziałeś mu? – byłam zaskoczona jego odpowiedzią. – I co on na to wszystko? – zaciekawiłam się.

− Powiedział, że jestem kompletnym idiotą. Właściwie to najdelikatniejsze określenie, jakiego użył. Aleksandrze też nagadał. Z boku na pewne rzeczy patrzy się inaczej, Natalia. On w całej tej sytuacji widział ewidentnie mój błąd, ale gdy chodziło o jego uczucia do mnie, to też próbował manipulować lekarzami, by nie mówili mi całej prawdy.

− No, fakt – przyznałam.

Leżeliśmy tak sobie na łóżku Maksyma. Bawiłam się jego włosami. Potem on wziął moją dłoń, przyłożył sobie do ust i całował delikatnie każdy opuszek mojego palca. Powoli się uspokajałam. Ale gdy znalazłam się w swoim pokoju, wszystko wróciło. Byłam zbyt zraniona, by o tym nie myśleć, a Maksyma nie było teraz przy mnie, by koić mój ból. Całe szczęście, że rok szkolny rozpoczyna się dopiero jutro, bo dziś, po nieprzespanej i przepłakanej nocy, chyba nie dałabym rady iść. Spojrzałam na zegarek. Było bardzo wcześnie, ale dziś niedziela, więc i tak wszyscy pośpią dłużej. Przytuliłam głowę do poduszki i w tym momencie zadzwoniła komórka. Spojrzałam na wyświetlacz. Maksym. A więc on też już nie spał?

− Tak? – spytałam.

− Nie śpisz, prawda?

− Nie.

− A spałaś?

− Tak, trochę spałam. Teraz się obudziłam – dukałam.

− Nie kłam, Natalia – powiedział ciepło. – Nie spałaś. Ja też nie. Płakałaś?

− Trochę.

− Ja też. Ale ja jestem w lepszej sytuacji, bo z jednej strony jest mi bardzo smutno, że przeze mnie tak się czujesz, a z drugiej tak bardzo się cieszę, że dałaś mi szansę. Wiesz, chyba gdy jesteśmy razem, to łatwiej nam znosić to wszystko.

− Tak, Maksym, ale nie wymagaj, bym do ciebie przyjechała o piątej rano.

− Nie wymagam. Jestem pod twoimi drzwiami. Po prostu otwórz mi. Nie chcę całego domu postawić na nogi.

 

− Zwariowałeś?!

− Tak, z miłości do ciebie!

Wstałam cicho z łóżka, podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Stał, opierając się o kulę. Drugą ręką objął mnie, a potem cichutko wszedł do pokoju i rozłożył się na moim łóżku.

− Chodź – szepnął. Położyłam się obok, a on mnie objął i powiedział: – Prześpij się – i przytulił mnie mocno, a ja zasnęłam bezpiecznie jak niemowlak w ramionach matki.


2 września

Otworzyłam oczy i nie mogłam uwierzyć, że Maksym jest obok. Nie spał, tylko przyglądał mi się z tym swoim szelmowskim, ale jednak pomieszanym ze smutkiem uśmiechem.

− Która godzina?

− Po jedenastej. Spałaś jak suseł.

− Aż dziwne, że mama mnie na równie nogi nie postawiła. Nie wierzę, że nie zajrzała do pokoju.

− Spokojnie. Rozmawiałem z twoimi rodzicami. Przeprosiłem za niezapowiedzianą wizytę. Powiedziałem, że miałaś ciężką noc i chciałem być przy tobie najszybciej jak to możliwe. Zrozumieli. Twoja mama więcej rozumie, niż ci się wydaje.

− Ty masz na nią taki wpływ.

− Ufa mi – powiedział poważnie. – Twoje zaufanie pragnę odzyskać, a jej zaufania nie chcę zawieść. Myślę, że ona to czuje.

− Poszli do kościoła?

− Tak, razem z Zuzką. Potem mają wpaść na kawę do babci i dziadka. Ma tam też przyjść Bazyl z Martyną. Ty masz dziś wolne, choć chciałbym cię wyciągnąć na wieczorną Mszę.

− Dobrze – zgodziłam się.

− To teraz co? Śniadanie? – spytał weselej.

− Zaraz zrobię – przeciągnęłam się.

− Razem przyrządzimy.

Poszliśmy do kuchni. Maksym robił, co mu kazałam, marszcząc przy tym zabawnie nos.

− Nie wiedziałem, że robienie kanapek jest takie skomplikowane. W mojej lodówce, gdy mieszkałem sam, zawsze wszystko było pokrojone. Chleb w chlebaku też. Dopiero gdy Aleksandra przyleciała, to kanapki zaczęły wyglądać trochę inaczej. Nie miałem pojęcia, że przy tym jest tyle zachodu.

− Ale potrafisz robić surówki – przypomniałam. – Zrobiłeś kiedyś dwa półmiski. Do tego były jeszcze samodzielnie zrobione przez ciebie nuggetsy. Sernik kupiłeś w sklepie. – Uśmiechnęłam się.

− Fakt, to potrafię. Nuggetsy uwielbiam i kupować serniki także.

− Wariat!

− Ale kanapka zawsze wydawała mi się prostą sprawą, a ty ją bardzo komplikujesz. Za to smakuje wyśmienicie!

− Co twój tata na to, że forsujesz nogę i składasz mi wizyty o piątej rano?

− Zostawiłem mu kartkę. Obiecałem, że będę się poruszał taksówkami, a do kościoła dam radę chyba dojść. To dość blisko.

− Kiedy twój tata wylatuje? – spytałam.

− 8 września. To sobota, a w piątek chciałby z nami zjeść kolację.

− Aleksandra też będzie?

− Raczej tak. Wylatują razem.

− Nie wiem, czy mam ochotę się z nią widzieć – burknęłam.

− Rozumiem, ale dla niej to również nie będzie łatwe spotkanie.

− Nie broń jej. Nie sądzę, by czuła się specjalnie winna. Nie wierzę także w jej dobre intencje – wyrzuciłam z siebie to, co od dłuższego czasu nie dawało mi spokoju.

− Nie rozumiem, Natalia. Przecież ona chciała dobrze. Właściwie ja jej ten pomysł zasugerowałem, mówiąc że nie chcę cię skazywać na bycie ze mną, jeśli operacja pójdzie nie tak – powiedział spokojnie, uważnie mi się przyglądając.

− Nie, Maksym. Chyba czasem zbyt ufasz ludziom. Ona ten twój strach wykorzystała. Nie lubi mnie od samego początku, a za to bardzo lubi Kamilę. Chciała nas skłócić, wymyślając tę historię, i dać szansę Kamili. Wszystko sobie przemyślała. Ona dobrze wiedziała, że nawet jeśli prawda wyjdzie na jaw, to mogę ci tego nie wybaczyć. Oznajmiła mi, że Kamila od dawna się w tobie kochała, i myślę, że to jedyna prawdziwa rzecz, którą mi powiedziała. – Zajrzałam Maksymowi prosto w oczy.

− Ufam Aleksandrze. To moja rodzina – odparł z wahaniem, ale byłam pewna, że uważnie analizuje moje słowa. – Nie sądzę, by miała aż tak złe intencje – dodał.

− Czy Kamila jest w tobie zakochana?

− Słucham? – udał zaskoczonego.

Wpatrywał się we mnie dłuższą chwilę w milczeniu.

− Tak – przyznał.

− Od dawna o tym wiesz?

− Tak.

− Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?

− Nie chciałem cię ranić, tym bardziej, że byłaś przeciwniczką motocykli, a Kamilka jeździła i kochała to. Wiedziałem, że jeżeli ci powiem, to twoja nienawiść do tych maszyn i do Kamili tylko wzrośnie – odpowiedział cicho. – Z mojej strony sprawa była jasno postawiona, Natalia. Gdy tylko się zorientowałem, powiedziałem, że jedyne, co jej mogę zaoferować, to swoją przyjaźń.

− Ale ona wciąż miała nadzieję. Dlatego zgodziła się wziąć udział w intrydze Aleksandry – skwitowałam.

− Wygląda na to, że masz rację – westchnął głęboko. – Nie pomyślałem o tym.

− W niektórych życiowych sprawach wcale nie jesteś taki mądry. – Uśmiechnęłam się, ale sprawa Kamili nie dawała mi spokoju. – Rozmawiałeś z nią o mojej niechęci do motocykli?

− Tak, ale nie pobiegłem, by się jej zwierzać. Aleksandra jej powiedziała i to Kamila poruszyła ten temat.

− I nic ci to nie dało do myślenia?

− Natalia, kochałem tylko ciebie. Reszta nie miała dla mnie znaczenia. – Ujął moją dłoń i uścisnął ją mocno.

− Nie zniosę, jeśli będziesz się z nią spotykał – powiedziałam załamana tą sytuacją.

− Postaram się ograniczyć je do minimum. Ale bardzo chcę jeździć, a po niektórych akcjach spotykać się w kilka osób z nimi.

− A te zloty? – Zazdrość ukłuła mnie w serce.

− Natalia, ja na ogół jeździłem na kilka godzin, by się zobaczyć z przyjaciółmi, i to wtedy, gdy były w pobliżu Wrocławia. Czy kiedykolwiek zniknąłem na kilka dni, nie mówiąc, dokąd jadę? – spytał przytomnie.

− No nie – przyznałam.

− A co do tych kilku godzin, to... – przerwał – to zawsze możesz jechać ze mną – dodał i wziął głęboki oddech, oczekując na moją reakcję.

− Tak. Chyba traktorem tam dojadę, bo na pewno nie motocyklem.

Roześmialiśmy się oboje.

Postanowiłam odsunąć od siebie ponure myśli. Póki co Maksym był w trakcie rehabilitacji. Zbliżały się jesienne i zimowe dni. Pomyślałam, że nie będę się martwić na zapas. Cieszyła mnie także wiadomość, że od jutra będzie rehabilitowany blisko domu, w nowoczesnej przychodni z dobrze wyposażoną salą rehabilitacyjną. Jego tata wszystko załatwił.

− Maksym, musisz mi obiecać, że nie będziesz jeździł do mnie na drugi koniec Wrocławia. Ja będę przyjeżdżała do ciebie. Powinieneś się oszczędzać.

− Zaczyna się szkoła, Natalia. Ja rok akademicki rozpoczynam dopiero za miesiąc. Boję się, że jeśli ja nie przyjadę, to będziemy się rzadziej widywać, a pragnę z tobą spędzać jak najwięcej czasu. Oczywiście, zrobię też wszystko, by cię przygotować do matury z matmy. – Puścił do mnie oko.

− Ja będę przyjeżdżała – upierałam się. – W końcu udzielasz mi darmowych korków, to mogę się poświęcić.

− A więc chcesz to robić, bo masz w tym interes? – spytał, mrużąc oczy, a cień wesołości przemknął po jego twarzy.

− Jasne. A co sobie niby wyobrażałeś? – droczyłam się z nim.

− Mhm. Myślałem, że mój urok osobisty tak na ciebie działa. No i nie tylko osobisty. Po tej rehabilitacji będę miał dwa razy takie mięśnie i szeroką, twardą klatę. – Poklepał się otwartą dłonią po piersiach.

− Wystarczy tych mięśni. Nie lubię napakowanych chłopaków – roześmiałam się.

− Ale moje ci się podobają? – spytał z szelmowskim uśmiechem na twarzy.

− Ani trochę. Zdążyłam się już do nich przyzwyczaić. Nie robią na mnie żadnego wrażenia. Teraz potrzebny mi jest wyłącznie twój intelekt, a w zasadzie ścisły umysł i cierpliwość, by mi wszystko wytłumaczyć. Od tego zależy moja przyszłość – przekomarzałam się z nim.

− Czyli chcesz mnie wykorzystać?

− Jasne, że tak.

− A potem?

− Zobaczymy, może się jeszcze do czegoś przydasz – śmiałam się.

Atmosfera wyraźnie się rozładowała. Cieszyłam się, że Maksym dziś przyszedł i że rodzice to zrozumieli, choć pora była nietypowa.

Czas szybko mijał. Moja rodzinka w komplecie wróciła do domu. Nawet Bazyl z Martyną przyszli. Pomogłyśmy z Zuzą przygotować mamie obiad i wszyscy wspólnie zasiedliśmy do stołu. W oczach taty zobaczyłam radosne iskierki. On już wiedział, że jest lepiej. Wystarczyło mu jedno spojrzenie. Po obiedzie Bazyl z Martyną poszli, Zuzka pobiegła na spotkanie z Witoszem, a my, wyciągnięci wygodnie na łóżku, oglądaliśmy film o przyjaźni człowieka z psem, o lojalności, wierności, oddaniu i tęsknocie. Przepłakałam połowę filmu. Gdy po jego zakończeniu Maksym przypomniał, że czas na wieczorną Mszę, a ja zobaczyłam swoje odbicie w lustrze, przeraziłam się: spuchnięte powieki, zaczerwienione oczy i blada cera.

− Wyglądasz pięknie – powiedział. – Zbieraj się.

− Mamy jeszcze czas. Daj mi się doprowadzić do porządku – jęknęłam.

− Mnie droga zajmuje trochę więcej czasu niż kiedyś – przypomniał, zabawnie marszcząc nos.

− No dobra – westchnęłam. – Najwyżej będę straszyć ludzi.

Byliśmy jednak przed czasem. O tej godzinie nie było tłumów, więc zajęliśmy miejsce. Nieoczekiwanie na swoim ramieniu poczułam ucisk dłoni. Zadarłam głowę.

− Pani Irenka! – Nie miałam pojęcia, jakim cudem zapamiętałam jej imię. – Dzień dobry. – Ucieszyłam się na jej widok.

− Dzień dobry, moje dziecko. Jestem pewna, że Pan Bóg dał ci siłę i miłość.

− Tak, pani Irenko. Otworzyłam swoje serce, tak jak pani radziła.

− Dobrze mu z oczu patrzy – uśmiechnęła się, lustrując wzrokiem Maksyma. Odwzajemnił jej uśmiech, choć na jego twarzy malowało się zaskoczenie.

− Chodź, Irenko – poprosił stojący obok mąż i tak jak wtedy, podtrzymując ją pod rękę, poprowadził do pierwszego rzędu ławek. Odwróciła jeszcze na moment głowę i spojrzała na mnie tymi swoimi błękitnymi oczami, a mnie zrobiło się ciepło na sercu. Nie miała teraz chusty narzuconej na ramiona, tylko zawiązaną na szyi apaszkę, ale mnie się przypomniało, z jaką czułością jej Janek, bo tak miał na imię mąż, wówczas tę ześlizgującą się chustę poprawiał. Musiałam się uśmiechać na samo wspomnienie, bo Maksym nie odrywał ode mnie wzroku. Gdy się zorientowałam, spytał:

− Opowiesz mi o tym?

− Tak – szepnęłam.

Po Mszy, gdy powoli wracaliśmy do domu, opowiedziałam mu wszystko ze szczegółami.

− To było w dzień mojej operacji?

− Tak, Maksym. To było 25 lipca. Wtedy myślałam, że darzysz Kamilę uczuciem. Przyszłam ci to wybaczyć i prosić Boga, by operacja się udała.

− Wiem, kochanie, że to zrobiłaś, bo napisałaś o tym w liście. Znam każde jego słowo. Ale nie miałem pojęcia, że tę parę spotkałaś właśnie wtedy. – Sprawiał wrażenie poruszonego. – Niezwykła historia.

− Zgadzam się. Wówczas leżałeś na stole operacyjnym; ona podeszła i ścisnęła moją rękę. Dziś jesteśmy po raz pierwszy od tamtego dnia razem w kościele, a ona znów się zjawiła i ścisnęła moje ramię.

− I mimo że całą noc nie spałaś, a potem płakałaś przez cały film, ona była pewna, że odnalazłaś to, czego szukałaś. Zobaczyła to w twoich zaczerwienionych oczach. – Maksym kiwał głową z niedowierzaniem.

Pomyślałam, że ta historia jest jakaś nadprzyrodzona. Nie chodziło tylko o spotkanie, ale o to, co poczułam, o ciepło i spokój, który wypełnił mnie całą.

Gdy dotarliśmy do mieszkania, zauważyłam, że w pokoju mój tata rozmawia z ojcem Maksyma. Przestraszyłam się, że Piotr Górski może mieć do mnie pretensje, że Maksym się nie oszczędza i pędzi do mnie przez całe miasto o piątej nad ranem, ale chyba był w dobrym humorze.

− Witaj, Natalio – powiedział na mój widok.

− Dobry wieczór – odparłam lekko onieśmielona.

− Przyjechałem po tego łobuza, żeby wszystkich pieniędzy nie roztrwonił na taksówki – rzekł tonem, przez który przebijała wesołość. Odetchnęłam z ulgą.

− Zabroniłam mu tutaj więcej przyjeżdżać – odezwałam się odważniej. – Powiedziałam, że od jutra ja będę go odwiedzała.

− Podoba mi się ten pomysł, ale nie sądzę, by chciał cię posłuchać. – Puścił do mnie oko. Nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam. Piotr Górski żartował sobie. Nie traktował mnie z takim dystansem jak zawsze.

− No, to jutro o której będziesz? – Maksym uśmiechnął się łobuzersko.

− Rozpoczęcie roku szkolnego mam o jedenastej, ale chcemy jeszcze gdzieś pójść z Blanką, Moniką, Olkiem, Krzyśkiem, Piotrkiem i całą resztą – wyjaśniłam lekko skrępowana, że nie uprzedziłam Maksyma wcześniej. – Nie wiem, o której wrócę, ale zadzwonię do ciebie.

 

− Widzisz? – ojciec popatrzył wesoło na Maksyma. – Człowiek nie w pełni sprawny, a twoja dziewczyna już kombinuje, jakby tu się rzucić bez ciebie w wir życia towarzyskiego.

− Natka, ty lepiej myśl o przygotowaniach do matury, a nie o spotkaniach. – Mama nie wytrzymała i weszła w swoją rolę.

− Mamo – jęknęłam – jeszcze się rok szkolny nie zaczął.

− Też mi argument – wzruszyła ramionami. – Jutro się przecież zaczyna. Dużo czasu nie zostało.

− Pani Anno, jestem po pani stronie. Zamiast spędzać czas ze znajomymi, ma przyjeżdżać do mnie i przyswajać wiedzę matematyczną – zażartował Maksym, spoglądając na mnie spod czupryny ciemnych włosów, które opadały mu na twarz. Rzuciłam mu złowieszcze spojrzenie, a mama uśmiechnęła się. Gdy pocałował mnie na pożegnanie, szepnęłam mu do ucha:

− Oberwiesz za urabianie mojej mamy. Zemszczę się.

− Zrobię wszystko, byś spędzała ze mną jak najwięcej czasu – mruknął. – No i przy okazji będę miał pewność, że żaden chłopak nie próbuje mi cię zabrać.

− Wariat!

Gdy Maksym wypuścił mnie z objęć, podszedł do mnie jego tata i wyciągnął dłoń. Podałam mu swoją, a on, tak jak to czasem robił Maksym, objął ją swoimi dłońmi i ciepło spojrzał mi w oczy.

− Dobranoc, Natalio – powiedział. – Jesteś niezwykłą młodą osobą – dodał, po czym wziął syna pod rękę i wyszli, a ja stałam w przedpokoju jak słup soli, z rozdziawioną buzią chyba dłuższą chwilę, bo aż mama się uśmiechnęła i powiedziała:

− Zamknij usta, bo ci mucha wpadnie.