Dziewczyna ze snuTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Dziewczyna ze snu
Dziewczyna ze snu
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 24,98  19,98 
Dziewczyna ze snu
Audio
Dziewczyna ze snu
Audiobook
Czyta Kinga Suchan
14,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Barbara Cartland

Dziewczyna ze snu

Lindhardt og Ringhof

Dziewczyna ze snu

z prsełożyła

Bernadeta Minakowska-Koca

tytył oryginału: A Dream From the Night

Cover font: Copyright (c) 2010-2012 by Claus Eggers Sørensen (es forthehearts.net), with Reserved Font Name ‘Playfair’

Copyright © 1976, 2017 Barbara Cartland i Lindhardt og Ringhof Forlag A/S

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788711726433

1. Wydanie w formie e-booka, 2017

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Lindhardt i Ringhof oraz autora.

lindhardtogringhof.dk

Lindhardt og Ringhof Forlag A/S, spółka wydawnictwa Egmont

Rozdział 1

Rok 1875

Mamo, przyszedł list!

— Jaki list, Olindo?

Lady Selwyn starała się usiąść podbiegły prosto. Córka podbiegla szybko do lózka. Zręcznie i delikatnie podniosla matkę i poprawiła poduszki. Na dobrodusznej twarzy lady Selwyn widoczne były oznaki cierpienia.

— Czy to jest odpowiedź na twój list? — zapytała z obawą.

— Tak, mamo. To jest odpowiedź na ogłoszenie, które kiedyś razem czytałyśmy szukając dla mnie pracy.

— Czy przysyłają robotę do domu?

— Nie, mamo, i dlatego też chciałabym z tobą porozmawiać na ten temat.

Lady Selwyn załamała ręce, jakby spodziewała się usłyszeć jakąś szokującą wiadomość. Jej córka uśmiechnęła się ciepło. Usiadła przy łóżku i odezwała się spokojnie:

— Proszę cię, mamo, nie denerwuj się, dopóki nie dowiesz się wszystkiego. Wiesz przecież, równie dobrze jak ja, że muszę w jakiś sposób zarabiać na życie. Inaczej umrzemy z głodu. — Uśmiechnęła się, aby złagodzić wrażenie bolesnych słów, jednak lady Selwyn i tak się wzdrygnęła, a Olinda pospiesznie mówiła dalej: — Możesz się nie zgodzić, jednak uważam, że jest to doskonała okazja, poza tym nie będę długo poza domem.

— Poza domem — powtórzyła lady Selwyn bliska omdlenia.

Olinda sięgnęła po list i przeczytała:

Posiadłość Kelvedon, Derbyshire

Szanowna Pani!

W odpowiedzi na list Szanownej Pani z dnia 15 bm., upoważniony przez hrabinę wdowę pragnę Panią poinformować, że została zaakceptowana Pani oferta.

Pani umiejętności, zaprezentowane na próbce haftu przysłanej do nas, zostały wysoko ocenione, i dlatego hrabina chciałaby, aby Pani rozpoczęła pracę natychmiast.

Derby jest stacją kolejową położoną najbliżej od posiadłości Kelvedon. Gdy tylko otrzymamy wiadomość o Pani przyjeździe, wyślemy po Panią powóz.

Z wyrazami szacunku

James Lanceworth

sekretarz

Olinda skończyła czytanie listu swym łagodnym, aksamitnym głosem i badawczo spojrzała na matkę.

— Rozumiesz, mamo, mam szansę pracować w arystokratycznym domu hrabiny Kelvedon.

— Będziesz tam tylko pracownicą— powiedziała lady Selwyn. — Jedziesz tam jako zwykła szwaczka.

— To nawet lepiej, mamusiu, będę traktowana na równi z guwernantką, a to oznacza, że nie będę mieć do czynienia z podrywaczami, niebezpiecznymi dżentelmenami, którzy, według ciebie, czyhają na mnie za każdym rogiem. — Westchnęła cicho i dodała: — Wiesz, mamo, gdybym przejmowała się twoimi obawami co do mojej osoby, stałabym się bardzo zarozumiała.

Olinda była śliczną dziewczyną o dużych szarych oczach, drobnej, wyrazistej twarzy i złocistych włosach. Miała wiele wdzięku i gracji. Smukłe palce oraz głębokie spojrzenie zdradzały wrażliwą naturę. Przejawiała się ona w łagodności i współczuciu, jakie miała dla wszystkich ze swego otoczenia. Jednak kontakty z ludźmi, zarówno z kobietami, jak i z mężczyznami, miewała bardzo rzadko. Od dwóch lat, gdy stała się dorosła, bez reszty poświęciła się swej chorej matce i bardzo rzadko opuszczała rodzinną posiadłość.

Mieszkały samotnie w odległej części hrabstwa Huntingdonshire i niewiele osób przychodziło do nich z wizytą, zwłaszcza gdy lady Selwyn zachorowała i gości mogła przyjmować jedynie w sypialni. Czasami mijały tygodnie i nikt ich nie odwiedził.

Olinda nie narzekała. Bardzo kochała matkę i martwiła się widząc, że jej stan wciąż się pogarsza. Nic jej nie smakowało. Miała apetyt na bardzo drogie potrawy, a na niektóre nie mogły sobie pozwolić.

— Musimy coś zdecydować! — powiedziała Olinda dwa tygodnie temu bardzo zdecydowanym głosem.

Kiedy lady Selwyn krzyknęła z przerażenia na wiadomość, że jej córka chce pracować, Olinda zauważyła praktycznie:

— Nie mamy innego wyjścia, mamo. Mogłybyśmy sprzedać dom, jednak wątpię, aby ktoś zechciał go kupić, zresztą obecnie jest zastój w handlu nieruchomościami. A gdybyśmy nawet sprzedały naszą posiadłość, dokąd byśmy poszły? Poza tym, to nie utrzymanie tego domu pożera pieniądze, najwięcej kosztuje nas jedzenie.

— Jedzenie dla mnie — odezwała się lady Selwyn stłumionym głosem. — Czy ja naprawdę muszę jeść tak dużo kurczaków, Olindo, tak dużo jajek i pić tyle mleka?

— Tak polecił doktor, mamo, zresztą nie mogłabyś żyć powietrzem czy tą odrobiną warzyw, które mamy w ogrodzie. — Przerwała na chwilę, po czym dodała: — Oczywiście, mogłybyśmy odprawić starego Hodgesa, jednak wiesz równie dobrze jak ja, że nie dostałby innej pracy, a Nanny i tak bardzo rzadko otrzymuje od nas pieniądze.

— Nie poradziłybyśmy sobie bez Nanny — szybko powiedziała lady Selwyn.

— Więc zgadzasz się ze mną, że muszę zacząć zarabiać, a nie będzie to łatwe, bo ja przecież nic nie umiem robić.

Na szczęście, Nanny przypomniała Olindzie, że wyjątkowo pięknie wyszywa i haftuje.

— Gdybym haftowała jedwabną bieliznę lub muślinowe chustki do nosa, takie jakie robilam mamie — zastanawiała się głośno Olinda — może udałoby się to wstawić do sklepu?

— Czy to oznacza, że miałabyś pójść do sklepu i zachwalać rzeczy, które sama zrobiłaś? Nie mogę znieść nawet takich myśli, kochanie! — krzyknęła lady Selwyn ze zgrozą.

— Pomyślałam sobie — odezwała się Nanny — że w wielu zamożnych domach znalazłyby się haftowane narzuty na łóżka czy też tkane obrazy, które wymagają naprawy. Pamiętam, że panienka Olinda naprawiła kiedyś bardzo zręcznie stary obraz należący do babci.

Olinda spojrzała na ścianę. Był to wspaniały obraz francuski z XVII wieku tkany jedwabną i srebrną nicią. Znalazła go na strychu między wieloma rupieciami, które przysłano do ich domu po śmierci babci.

— Jaki on byłby piękny — zwróciła się wtedy do lady Selwyn — gdyby nie był tak zniszczony!

Obraz ukazywał postać symbolizującą lato, z wiązką kukurydzy, otoczoną wieńcem z róż, bławatków, maków i przewiercieni. W głębi widać było owoce — symbol lata.

Lady Selwyn sztuki haftu nauczyła się od matki, która była pół-Francuzkąi wychowywała się we Francji. Olinda dowiedziała się od matki, że sztuka ta rozwinęła się we Francji po wyprawach krzyżowych.

— Ludwik XI i Karol VII wezwali do Francji włoskich hafciarzy — opowiadała lady Selwyn — i większość wytwornych haftów kościelnych została wykonana przez nobliwe panie pod nadzorem osób duchownych. W XVIII wieku modę na haft rozpowszechniła madame de Pompadour i wkrótce francuskie hafty zasłynęły w całej Europie.

Za panowania Ludwika XV wzory były wesołe, frywolne, ale pełne gracji. Po śmierci króla madame de Maintenon założyła szkołę haftu w Saint-Cyr, w której dziewczęta zgłębiały tajniki tej sztuki.

— Czy przetrwało coś z ich prac?

— Niestety — odpowiedziała lady Selwyn — wiele haftów zniszczono podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Nakazano wtedy hafciarzom powyciągać wszystkie złote i srebrne nici.

— Co za bezmyślność!

Olindę bardzo zainteresowała sztuka haftu. Pod okiem matki szybko robiła postępy. Siadywała przy jej łożu i wymyślała najprzeróżniejsze wzory na chustki do nosa, poduszki czy nowe obicia na krzesła. Matka była jej surowym krytykiem Wkrótce w domu znalazło się wiele prac Olindy. Kiedy jednak trzeba było wysłać którąś z nich jako próbkę do Kelvedonu, nie mogły się zdecydować.

Również za namową Nanny przejrzały kiedyś ogłoszenia w „Timesie”.

— Ludzie mogą mieć najprzeróżniejsze potrzeby: hafty na torebki czy obrusy.

— Albo przykrycia na poduszki — dodała Olinda — łatwo je zrobić, a ja lubię naśladować stare wzory.

Pewnego dnia przeczytała ogłoszenie:

Poszukuje się uzdolnionej i doświadczonej fciarki do naprawy zaslon i narzut na zabytkowych lozach. Proszę zgłaszać się do sekretarza posiadłości Kelvedon w Derbyshire.

— To oznacza, że będziesz musiała wyjechać do Derbyshire! — krzyknęła lady Selwyn.

— Tak, mamo, jednak za taką pracę na pewno dostanę dużo pieniędzy. Przypuszczam, że zasłony mogąpochodzić z XVI lub XVII wieku. Na pewno dam sobie radę.

— Dlaczego nie mogą ich tu przysłać?

— Dlatego że są duże i cenne — odrzekła Olinda — a poza tym bardzo bym chciała zobaczyć Kelvedon.

— Wiesz coś o tej posiadłości? — zapytała lady Selwyn.

— Jest piękna i imponująca. Wydaje mi się, że widziałam gdzieś ilustrację przedstawiającą dom. Spróbuję odnaleźć coś na ten temat w starych gazetach papy.

— Zrób to, kochanie — powiedziała lady Selwyn — jednak i tak nie zdecydowałam jeszcze, czy pozwolę ci tam pojechać.

Olinda uścisnęła rękę matki.

— Chyba nie przypuszczasz, mamo, że opuściłabym cię, gdyby nie było to absolutnie konieczne? — spytała czule.

 

— Czy naprawdę jesteśmy w tak trudnej sytuacji finansowej? — lady Selwyn zapytała córkę drżącym głosem.

— Mamy już bardzo niewiele pieniędzy — odparła Olinda — a długi Geralda będziemy spłacać jeszcze dwa lata. Dopiero wtedy odzyskasz całą rentę.

Obie zamilkły na wspomnienie tragicznej śmierci starszego o sześć lat brata Olindy Geralda, który pojechał do Indii i został tam zabity w potyczce z tubylcami. Kiedy okazało się, że nie żyje, a jego śmierć niewarta była nawet wzmianki w gazetach, lady Selwyn załamała się, stała się obojętna i apatyczna. Bardzo kochała swojego syna, bo po śmierci męża to on wnosił radość do jej serca.

Lady Selwyn miała rentę, która wystarczała na dostatnie życie dla niej i córki. Niestety, po śmierci Geralda okazało się, że miał on dużo długów, bo podobnie jak inni powołani do armii w Indiach był bardzo rozrzutny, a oprócz tego poręczył za zadłużonego kolegę, który wkrótce po śmierci Geralda umarł na cholerę w Kalkucie, gdzie wysłano go ze specjalną misją.

Rachunek, który żyrował Gerald, choć pewnie nie spodziewał się, że będzie musiał kiedykolwiek go spłacać, został przedłożony jego matce przez wierzycieli.

Lady Selwyn, chcąc ratować honor syna, zastawiła swą rentę na następne pięć lat. W ten sposób pieniędzy zostało akurat tyle, aby utrzymać dom i wypłacić pensje dla starego ogrodnika Hodgesa i dla Nanny.

— Musimy żyć bardzo oszczędnie — powiedziała Olinda — ale poradzimy sobie..

Oznaczało to, niestety, że nie będzie żadnych nowych sukni ani żadnych wyjazdów do krewch, którzy mieszkali w Londynie. Kiedyś matka planowała wysłać do stolicy Olindę po ukończeniu przez nią osiemnastu lat.

Także zdrowie lady Selwyn wciąż się pogarszało i zapewnienie odpowiedniej diety oraz kupno leków przepisanych przez doktora zrujnowało je doszczętnie, tak że nie mogły związać końca z końcem. Niepewność jutra dodała Olindzie odwagi.

— Pojadę do Kelvedonu, mamusiu, i proszę cię, nie martw się o mnie. Przyrzekam, że wrócę do ciebie z górą pieniędzy możliwie najszybciej.

Poświęciła wiele godzin, aby przekonać matkę, że jest to jedyne rozwiązanie.

W końcu Olinda zawiadomiła pana Jamesa Lancewortha, że przyjedzie do Derby o piątej w środę 30 maja.

Tego dnia, ubrana do drogi, wyglądała ślicznie. Miała na sobie szafirową suknię, którą sama uszyła, oraz pelerynę tego samego koloru. Patrząc na nią lady Selwyn wyciągnęła ręce i powiedziała:

— Nie powinnaś jechać sama, kochanie. Mężczyźni są czasami bardzo natarczywi; możesz mieć nieprzyjemności.

— Będę podróżować w przedziale „Dla pań” — uspokoiła matkę Olinda — a jeśli chodzi o mężczyzn z Kelvedonu, jestem pewna, że nie zechcą nawet spojrzeć na prostą szwaczkę.

— Słyszałam kiedyś — zniżonym głosem powiedziała lady Selwyn — że bywały przypadki, kiedy obrażano guwernantki w domach, w których pracowały. Proszę, obiecaj mi, że drzwi do swojej sypialni zawsze będziesz starannie zamykała na klucz.

— Oczywiście, mamusiu. Mogę ci nawet przyrzec, że jeśli ujrzę choćby cień nadchodzącego mężczyzny, krzykiem zacznę wzywać policję.

— Olindo, ja nie żartuję!

— Wiem, kochana mamusiu, ty po prostu martwisz się, że wyjeżdżam w daleki świat zupełnie sama. Nie zapominaj jednak, że mam już dziewiętnaście lat i jestem dorosła. — Uśmiechnęła się. — Będę się zachowywać bardzo poprawnie i obiecuję, że jeśli spotkają mnie jakieś nieprzyjemności, natychmiast wrócę do domu.

— Przysięgasz, że zrobisz właśnie tak? — nalegała lady Selwyn. — Pieniądze całego świata nie są warte narażania się na zniewagi lub na traktowanie w nieodpowiedni sposób. Twój ojciec na pewno by się nie zgodził na tę szaloną eskapadę.

— Ty wciąż myślisz, że to dla mnie tylko przygoda — zaśmiała się Olinda. — Zapewniam cię jednak, że czeka mnie ciężka praća i, co najważniejsze, dobrze płatna.

Wydęła lekko podbródek. Bardzo przypominała Geralda, gdy oznajmiał, że chce iść własną drogą. Jak zwykle, na myśl o synu lady Selwyn zachmurzyła się i już tylko słuchała Olindy nie robiąc żadnych uwag.

— Nanny będzie się tobą opiekować, mamo. Poprosiłam także naszych przyjaciół z wioski, żeby cię Odwiedzali. Pani Parsons będzie ci czytać, a panna Twitlets zrobi zakupy i dopilnuje, żebyś zawsze miała świeże kwiaty w sypialni. — Westchnęła. — Kiedy tu wrócę, okaże się, że wcale za mną nie tęskniłaś.

— Będę tęsknić za tobą w każdej chwili, kochanie — powiedziała lady Selwyn — i nie zaznam spokoju, dopóki nie wrócisz cała i zdrowa.

— I bogata — dodała Olinda całując matkę.

Jednakże nie czuła się zbyt pewnie na zatłoczonej stacji wśród ludzi czekających na pociąg do Londynu. Zdecydowała się na ekspres z Londynu do Derby, chociaż oznaczało to wyjazd z domu o bardzo wczesnej porze.

Lady Selwyn tak wiele mówiła o nieprzyjemnościach i kłopotach, które ją mogą spotkać, że Olinda poczuła się bezpiecznie dopiero w swoim przedziale, kiedy pociąg ruszył. Zaczynała odczuwać przyjemną ekscytację i uczucie to przesłoniło trochę obawy o to, co pozostawiła za sobą. Perspektywa zamieszkania w Kelvedonie wywoływała przyjemny dreszczyk emocji, bo jak sobie wyobrażała, był to jeden z najznamienitszych domów w Anglii.

Czytała o nim cały artykuł w starym numerze „Illustrated London News”. Dowiedziała się, że kiedyś na jego miejscu stał klasztor, który został zlikwidowany za panowania Henryka VIII w 1536 roku. Później, za czasów Elżbiety I, wzniesiono tu zamek. Po kilku latach pierwszy hrabia Kelvedo-nu, szambelan królowej Elżbiety I, znacznie go powiększył i uświetnił. W końcu XVI wieku dom ostatecznie wykończono.

— Zapowiada się nieźle — pomyślała Olinda patrząc na ilustrację przedstawiającą Kelvedon.

Z następnej części artykułu dowiedziała się, że jego obecny właściciel ma sześćdziesiąt pięć lat i wciąż sprawuje wiele odpowiedzialnych funkcji na dworze królowej Wiktorii. Dalej następowała długa lista jego zasług w hrabstwie, a na końcu znalazła się informacja o tym, że poślubił lady RozelinęAlward, córkę księcia Hull, i z małżeństwa tego narodził się syn.

Kiedy zajrzała na tytułową stronę, stwierdziła, że egzemplarz „Illustrated London News” pochodził sprzed pięciu lat.

„To znaczy — myślała Olinda — że hrabia już nie żyje, ponieważ w liście, który do mnie przyszedł, sekretarz pisał o hrabinie wdowie.”

Nie wspominała nic o synu hrabiny Kelvedonu, czując, że mogłaby tym jeszcze bardziej zmartwić i tak już zaniepokojoną matkę. Zresztą wydawało się prawdopodobne, że obecny hrabia ma około czterdziestu lat i nie powinien stanowić niebezpieczeństwa w rodzaju tych, których obawiała się jej matka.

„Biedna mama — myślała Olinda — wciąż uważa, że obracamy się w eleganckim towarzystwie. Nie może zrozumieć, ze przede wszystkim pieniądze decydują o pozycji w społeczeństwie.”

Kiedy pakowała rzeczy do podróży, nie zastanawiała się, co ze sobą wziąć, lecz jak zabrać wszystko, co posiada. Zapakowala suknie, które samauszyla, wszystkie bardzo proste i skromne. Dobrze, że w Kelvedonie będzie przebywać w części domu wydzielonej dla służby. Nie będzie tam narażona na upokarzające spotkania z modnie wystrojonymi damami lub zbyt pewnymi siebie dżentelmenami.

Pocieszyła się, że może będzie miała okazję obejrzeć sypialnię królowej Elżbiety I i jej wspaniałe łoże, a także komnatę księżnej, w której spała ukochana Karola II, Hortensja Manćini, księżna de Mazarin.

Księżna de Mazarin na pamiątkę swej wizyty w Kelvedonie podarowała jego gospodarzom wspaniałe francuskie zasłony i narzutę na łoże, które doskonale się zachowały.

Chociaż Olinda zabrała ze sobą walizkę pełną jedwabnych nici, spodziewała się, że będzie ich potrzebować dużo więcej. Miała tylko nadzieję, że hrabina zapłaci jej za te, które wzięła ze sobą, bo były bardzo drogie. Miała przy sobie mało pieniędzy, a także w domu zostało ich niewiele. Umówiła się z Nanny, że wyśle trochę, zaraz gdy otrzyma zapłatę.

„To jest przygoda — pomyślała Olinda patrząc za okno, gdy pociąg nabierał prędkości. — Cieszę się, że jadę tam latem. Dom i ogrody na pewno pięknie teraz wyglądają. Po powrocie opowiem o wszystkim mamie.”

Od ojca dowiedziała się dużo o obrazach i o meblach. Niestety, on sam nigdy nie miał dość pieniędzy, aby pozwolić sobie na kolekcjonowanie dzieł sztuki. Za to dobrze się na nich znał i chętnie dzielił się swoją wiedzą z Olindą. Po podróży do Włoch opowiedział jej dokładnie, co widział w Watykanie oraz w olśniewających pałacach i rzymskich muzeach. Cieszył się, że Olinda chętnie słucha, więc kupował jej książki, w których czytała o różnych narodowych skarbach. Kiedyś, gdy jeszcze była bardzo mała, zabrał jąna wycieczkę do Londynu. Zwiedzili tam wtedy niektóre muzea.

„Chciałabym, żeby papa był tu teraz ze mną” — myślała Olinda jadąc do Kelvedonu.

Umarł, gdy miała piętnaście lat, wciąż bardzo jej go brakowało. Wniósł wiele do jej życia oprócz żądzy poznawania świata. Kiedy matka zachorowała, Olinda miała mało możliwości poszerzania swojej wiedzy. Przy okazji w Huntington kupowała książkę od wędrownego handlarza, którą natychmiast czytała. Rezygnowała wtedy z nowej sukni czy kapelusza, bo już nie starczało pieniędzy. Całe szczęście, że pastor miał dość obszerną bibliotekę, i chociaż znajdowały się tam głównie bardzo stare książki, Olinda zawsze znalazła dla siebie coś interesującego.

„Jestem ignorantką, wielką ignorantką — myślała — zasmuciłoby to papę.”

Teraz Olinda po raz pierwszy miała szansę zobaczyć stary zabytkowy dom i poznać jego osobliwości. „Wspaniale” — powtarzała sobie podczas długiej podróży dla dodania otuchy, a gdy wysiadła z pociągu na stacji w Derby, wydawało się jej, że wkroczyla nowy świat. Tam na nią lokaj w libeni. Miał na sobie białe bryczesy i wysokie wypolerowane buty. Zdjął kapelusz, gdy podchodził, aby ją przywitać.

— Panna Selwyn? — zapytał.

— Tak — odparła.

— Przed stacją czeka na panią powóz, ja zajmę się bagażem.

Wziął jej torbę i wyniośle wydał polecenie bagażowym, którzy szybko przenieśli jej rzeczy.

Powóz był imponujący, modny, zaprzężony w dwa konie. Z szacunkiem podano jej rękę, aby mogła wejść do środka, ktoś otulił jej nogi lekkim pledem. Gdy bagaż przywiązano z tyłu i pojazd wreszcie ruszył, bagażowy uniósł rękę do czoła. Olinda wychyliła się, aby obejrzeć Derby, jednak jechali bardzo szybko i wkrótce znaleźli się poza miastem.

Było późne popołudnie. Cienie stawały się coraz dłuższe, ale widziała bogate dwory skryte za alejami lip i wiązów, żyzne pola i olbrzymie drzewa. Szlachta w tym majętnym hrabstwie na pewno jest bardzo bogata i poważana. „Bale i przyjęcia są tu codziennością” — myślała żałując, że nie jedzie do Kelvedonu jako gość, lecz jako pracownica.

— Nie używaj swojego tytułu — powiedziała lady Selwyn, gdy Olinda odpowiadała na ogłoszenie z „Timesa”.

— Uważasz, że byłoby więcej zamieszania, gdybym go używała? — zapytała wtedy.

— Nie chciałabym, aby ktoś, kto znał twojego ojca, dowiedział się, co robisz — odrzekła lady Selwyn. — Nasze nazwisko jest dość powszechne i jeśli tylko nie napomkniesz nic o swym pochodzeniu, nie ma obaw, że ktoś się domyśli, kim był twój ojciec.

— Dobrze, mamusiu — zgodziła się Olinda. — Zapewniam cię, że szwaczka Selwyn nie wzbudzi niczyjej ciekawości.

Jednak hrabina wdowa okazała gest przysyłając po Olindę wygodny powóz, a nie otwartą bryczkę, jaką zwykle podróżowała służba.

Olinda była ciekawa wyglądu swej pracodawczyni. Gdyby hrabia jeszcze żył, miałby teraz siedemdziesiąt lat. Było więc bardzo prawdopodobne, że hrabina ma około sześćdziesięciu lat, mogła więc być tak samo niedomagająca jak matka Olindy, która w wieku pięćdziesięciu lat wyglądała na dużo starszą. Utrata męża i syna odebrała jej młodzieńczą radość życia, którą wcześniej promieniała.

Myśli o matce uleciały, gdy konie minęły ogromną bramę z kutego żelaza i mknęły dalej aleją wysadzaną dębami, które, sądząc z rozmiarów, rosły tu od wieków. Wkrótce Olinda dostrzegła ogromne jezioro i dalej — sam Kelvedon.

Wyglądał imponująco, jeszcze wspanialej i piękniej niż na ilustracji, którą kiedyś oglądała.

Na tle błękitnego nieba wyraźnie rysowały się kopuły, wysokie kominy z okresu panowania dynastii Tudorów i wieża. Wydawało się, że ogromne, długie okna mienią się wszystkimi barwami tęczy, jakby radośnie mówiły: „Witamy cię, Olindo”.

Zawsze myślala, że domy mają twarze. Twaez Kelvedonu wydała jej się nieco wyniosła i dumna, ale także ciepła i ujmująca.

 

Spostrzegła olbrzymie ozdobne wejście w środku budynku i niżej kamienne schody. Nie zdziwiła się jednak, kiedy powóz skręcił w lewo i zatrzymał się przy innym, już nie tak okazałym, bocznym wejściu.

„Na pewno będę jeszcze będę miała okazję obejrzeć westybul” — pocieszała się.

Kiedy powóz się zatrzymał, lokaj otworzył jej drzwi, drugi zaprowadził ją schodami na górę, gdzie kobieta w średnim wieku, w czarnej, szeleszczącej sukni, z pewnością ochmistrzyni, przywitała Olindę.

— Nazywam się Kingston, panno Selwyn — przedstawiła się. — Jaśnie pani prosiła, bym panią przywitała i zaprowadziła do jej pokoju.

Uścisnęły sobie ręce. Olinda miała wrażenie, że ochmistrzyni patrzy na nią trochę zdziwiona, jakby spodziewała się zobaczyć kogoś dużo starszego.

— Czy podróż nie była męcząca, panno Selwyn?

— Nie, dziękuję bardzo — odparła Olinda — ale jestem w drodze już od szóstej rano i bardzo byłabym wdzięczna, gdybym mogła się teraz umyć i zmienić ubranie.

— Służąca rozpakuje pani rzeczy — powiedziała pani Kingston. — Gdy tylko pani się przebierze, podamy herbatę.

— Dziękuję bardzo. — Olinda kiwnęła głową z wdzięcznością.

— Kiedy będzie pani gotowa, zawiadomię jaśnie panią o pani przyjeździe. Na pewno zechce panią poznać. Jutro dopiero pokażę zasłony wymagające naprawy. Dziś nie zdążymy już tego zrobić.

— Chciałabym wiedzieć — powiedziała Olinda — czy będę naprawiać zasłony także w sypialni królowej Elżbiety i księżnej de Mazarin?

Ochmistrzyni spojrzała bardzo zdziwiona.

— Wie pani coś o tych sławnych łożach? — zapytała.

— Czytałam o nich w „Illustrated London News” — odpowiedziała Olinda.

— Wydaje mi się, ze jaśnie pani będzie chciała osobiście powiedzić, co należy zrobić — rzekła pani Kingston — jednak nie zdradzę tajemnicy, jeśli powiem, że zasłony w komnacie księżnej potrzebują pilnej naprawy.

— Wspaniale! — wyrwało się Olindzie, a gdy spojrzała na ochmistrzynię, wydawało się, że spostrzegła błysk aprobaty w jej oczach. Chyba podobał się jej entuzjazm Olindy.

Pokój Olindy był na drugim piętrze. Niezbyt duży, ale za to przytulny. Niedługo po jej przybyciu przyniesiono kufry. Wkrótce zjawiły się dwie czysto i schludnie ubrane służące, aby je rozpakować.

— Pokój, w którym będzie pani pracować, mieści się na pierwszym piętrze — powiedziała pani Kingston. — Nie jest duży, przedtem używałam go jako magazynu na rzeczy chwilowo niepotrzebne. Został specjalnie przystosowany do pracy. — Po czym dodała: — Znajduje się dość blisko pokoi gościnnych, aby w razie potrzeby nie musiała pani tracić pół dnia na przyniesienie czegoś stamtąd. — Uśmiechnęła się lekko. — Ten dom jest tak ogromny, że czasami marzy mi się powóz, który woziłby nas z jednej jego części w drugą — przerwała na chwilę — lub może jeden z tych dziwacznych, nowoczesnych samochodów, na które z pewnością, wcześniej czy później moda minie; prawdziwi dżentelmeni nigdy nie przestaną jeździć konno.

— Czy jest tu samochód? — zapytała Olinda.

— Jaśnie pani kupiła jeden dla pana Hansona — odpowiedziała pani Kingston — paskudne, śmierdzące pudło, i psuje się co pół mili. Nie można wybrać się nim w dalszą drogę. — W jej głosie można było wyczuć złośliwe zadowolenie.

Wszystkiego ciekawa Olinda nie mogła powstrzymać się od pytania:

— Ale hrabia bardziej interesuje się końmi?

— Jaśnie pana tu nie ma. — Pani Kingston zachmurzyła się. — Jest za granicą i rzadko go widujemy — oznajmiła, po czym odwróciła się i wyszła z pokoju.

Olindzie zrobiło się nieprzyjemnie. Pytanie było niedyskretne, a może nawet niegrzeczne. Zdziwiła się jednak, że właściciel tak wspaniałego, zabytkowego domu nie mieszka w nim. Nie śmiała zapytać, kim jest pan Hanson.

Olinda umyła się i włożyła jasną sukienkę z szarego muślinu. Miała nadzieję, że będzie w niej wyglądać trochę poważniej.

Herbatę podano w jej pracowni na dole. Kiedy służąca doprowadziła ją tam, pani Kingston już czekała. Olinda rozejrzała się dokoła. Był to całkiem przytulny pokój z widokiem na ogród. Na środku stał stół i sofa z fotelem przy kominku. Zasłony z perkalu przypominały jej salon w rodzinnym domu. Na podłodze leżał gruby dywan.

— Mam nadzieję, że się pani tu podoba, panno Selwyn — powiedziała pani Kingston takim tonem, jakby nie spodziewała się usłyszeć sprzeciwu.

— Jest bardzo ładny, dziękuję. Żałuję tylko, że trzeba go było opróżnić, co z pewnością sprawiło kłopot.

Pani Kingston była wyraźnie zadowolona, widząc, że ma do czynienia z uprzejmą osobą.

— Nie było żadnych kłopotów, panno Selwyn — odpowiedziała. — Od czasu do czasu dobrze jest opróżnić pokój, aby go porządnie wysprzątać. Czasami sobie myślę, że połowa pokoi w tym domu od wieków wypełniona jest rupieciami. — Olinda zaśmiała się, a pani Kingston rzekła: — Zostawiam panią teraz samą, aby pani spokojnie wypiła herbatę, panno Selwyn. A potem przyjdzie lokaj i zaprowadzi panią do jaśnie pani.

Olinda bardzo zgłodniała po podróży. Kanapki z ogórkiem, które ze sobą przywiozła, były znakomite, a także biszkoptowe ciasteczka i słodkie bułeczki z rodzynkami, których nie jadła od dziecka. Nanny nie była zawołaną kucharka, choć potrafiła perfekcyjnie przyrządzić pieczonego kurczaka, którego podawała z nadzieniem jabłkowym.

Ciast jednak nie umiała już robić tak dobrze, a ponieważ matka Olindy nie przepadała za słodyczami, Olinda nie przejmowała się ich brakiem w domu. Zmęczenie odpływało, w miarę jak sączyła pyszną, aromatyczną, chińską herbatę. Powróciło zainteresowanie i ekscytacja domem, który krył tyle skarbów, a ona, już jutro, będzie mogła je oglądać. Była pewna, że obraz tego domu na zawsze zachowa w pamięci.

Usłyszała pukanie do drzwi. Stanął w nich lokaj i rzekł:

— Jaśnie pani czeka, panno Selwyn.

Olinda wstała, przygładziła suknię i podążyła za nim szerokim korytarzem. Na jego końcu zobaczyła zielonym rypsem obite drzwi i gdy przeszła przez nie, wiedziała już, że znalazła się w głównej części domu. Stąd już tylko kilka kroków dzieliło ich od głównej klatki schodowej, z ozdobnie rzeźbionymi filarami w kształcie posążków heraldycznych. Na ścianach zobaczyła wiele znakomitych obrazów.

— Gdyby papa mógł je zobaczyć — westchnęła.

Miała nadzieję, że znajdzie się tu jakiś kustosz, lub ktoś, kto będzie mógł opowiedzieć jej o nich i o ich twórcach.

Hall był dokładnie taki, jak go sobie wyobrażała. Stało tu wiele marmurowych figurek i ozdobnie rzeźbionych stołów. Zdążyła także zauważyć na suficie malowidła bożków i bogiń. Bardzo chciała zatrzymać się na chwilę i wszystko dokładnie obejrzeć, jednak lokaj szedł szybkim krokiem. Gdyby prowadził kogoś ważnego, na pewno by się tak nie spieszył.

Dotarli do wysokich mahoniowych drzwi.

— Panna Selwyn, jaśnie pani — zaanonsował lokaj Olindę i dziewczyna weszła do środka.

Pokój był tak ogromny, że przez moment poczuła się speszona. Po chwili w jego głębi zobaczyła kobietę siedzącą na sofie przy kominku. Olinda domyśliła się, że ma przed sobą hrabinę wdowę.

Wysokie francuskie okna wzdłuż jednej ze ścian wychodziły na taras, za którym rozciągał się ogród z fontanną błyszczącą w popołudniowym słońcu. Wielkie wrażenie zrobiły na niej lustra tak rozmieszczone, że odbijały się w sobie, i ogromny, kryształowy kandelabr iskrzący się nad głową. Rozglądała się zauroczona idąc w kierunku hrabiny. Kiedy spojrzała na nią w końcu, z trudem opanowała zdziwienie.

Dama siedząca na sofie była o wiele młodsza, niż się spodziewała, i w żaden sposób nie przypominała wizerunku kruchej starszej kobiety, takiej jak jej matka. Piękne rude włosy kunsztownie upięte na głowie były uderzająco żywe i błyszczące.

Olinda zauważyła ze zdziwieniem, że hrabina niewątpliwie użyła kosmetyków do malowania rzęs, a także do pogłębienia koloru warg.

Była bardzo piękna. W młodeści na pewno słynęła ze swej urody. Olinda nie mogła oderwać od niej oczu. Dopiero po chwili dygnęła i opuściła głowę.

— Dzień dobry, panno Selwyn — odezwała się hrabina. — Nie przypuszczałam, że jest pani taka młoda.

Stwierdzenie to zabrzmiało jak zarzut. Olinda powiedziała pokornie:

— Jestem pewna, że mimo młodego wieku zdołam dobrze wykonać moją pracę.

— Czy na pewno sama zrobiłaś pokrycie na poduszkę, które do nas przysłałaś jako próbkę?

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?