W ukryciuTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Barbara Cartland

W ukryciu

Saga

W ukryciu

Tytuł oryginału: HidingPrzełożyła: Anna Abramowska Cover font: Copyright (c) 2010-2012 by Claus Eggers Sørensen (es@forthehearts.net), with Reserved Font Name ‘Playfair’ Copyright © 1992, 2019 Barbara Cartland i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788711770719

1. Wydanie w formie e-booka, 2021

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Rozdział 1

ROK 1823

Hrabia Kelvindale ocknął się, czując poruszenie gładkiego ciała przytulonego do swojego boku. Pogrążony był we śnie, w czym nie było nic dziwnego zważywszy, że spędził namiętną i niezmiernie wyczerpującą noc z lady Imogen Basset.

Przyjechał do niej z Londynu, a podróż powozem była długa i męcząca. Miał nadzieję pójść do łóżka wcześnie, jednak już od progu stwierdził z wyraźną niechęcią, że lady Imogen gości u siebie liczne, dość hałaśliwe towarzystwo. Wśród obecnych zauważył dwóch braci pani domu, cieszących się jak najgorszą opinią. Obaj uprawiali z zapamiętaniem hazard, grając o stawki, które przekraczały ich możliwości, więc nieustannie tonęli w długach. Pili też za dużo i ciągle zamieszani byli w jakieś skandale towarzyskie.

Pod koniec kolacji hrabia doszedł do wniosku, że pomysł przyjazdu był stanowczo chybiony. Nie powinien przyjmować zaproszenia lady Imogen. Jako człowiek niezmiernie bogaty, pochodzący z jednej z najstarszych rodzin angielskich, był liczącą się postacią, chętnie podejmowaną we wszystkich domach, jak rownież na dworze królewskim.

Poznawszy lady Imogen, hrabia przekona się wkrótce, że znajduje się raczej w roli zwierzyny łownej niż myśliwego. Imogen była bezsprzecznie nąjpiękniejszą kobietą w wytwornym towarzystwie, obleganą przez wszystkich elegantów i dandysów skupiających się wokół Jerzego IV. Pod względem miłostek mogła iść w zawody z samym królem, co zresztą dodawało jej tylko uroku. Mogła też przebierać i wybierać kochanków spośród licznie ubiegających się o jej łaski wielbicieli i robiła to z upodobaniem. Jednak od pewnego czasu Imogen postanowiła usidlić hrabiego. Zaczęła go podchodzić jak zwierzynę. Chwilami czuł się jak osaczony jeleń lub uciekający lis.

Niemniej lady Imogen fascynowała go. Nie brakowało jej tupetu ani dowcipu, a przy tym zawsze gotowa była śmiać się z siebie samej, co go zdecydowanie bawiło. Hrabia zachowywał się niesłychanie dyskretnie, gdy chodziło o własne romanse. Nie chciał stać się obiektem kpin karykaturzystów, którzy nie oszczędzali nawet króla i to od czasu, gdy był jeszcze księciem Walii. Starał się także za wszelką cenę unikać dostarczania tematów plotkarzom z kręgów towarzyskich, co na ogół w jego przypadku okazywało się niemożliwe. Był mężczyzną tak przystojnym i stanowił tak świetną partię, że każda dobrze urodzona dama starała się zdobyć go albo dla siebie, albo w charakterze zięcia.

Hrabia przyjechał do wiejskiej rezydencji lady Imogen swoim najnowszym powozem zaprzężonym w czwórkę wspaniałych koni, których zazdrościli mu wszyscy właściciele stajni i wszyscy hodowcy w kraju. Imogen niejednokrotnie namawiała go do tych odwiedzin, obiecując urządzenie wyścigów terenowych z przeszkodami, które hrabia lubił nade wszystko i w których nieodmiennie zwyciężał. Teraz posłał więc przodem dwa spośród najlepszych i najszybszych wierzchowców, żeby zachowały pełnię formy na czas wyścigów.

Hrabia nigdy przedtem nie gościł w Towers, gdzie Imogen mieszkała z mężem jeszcze za jego życia. W związek małżeński weszła w wieku siedemnastu lat. Już wówczas zapowiadała się na kobietę niezwykle piękną, a osiągnąwszy szczyt urody zdobyła niezrównaną popularność we wszystkich klubach przy St. James. Jej wybór dość niefortunnie padł na Richarda Basseta, który, choć z dobrej rodziny, był niestety dopiero trzecim z kolei synem, więc miał niewiele pieniędzy.

Zakochał się w Imogen od pierwszego wejrzenia, a ponieważ prezentował się wspaniale w mundurze oficera, Imogen padła mu w ramiona i przysięgła, że ucieknie ze swoim wybranym, jeśli nie dostanie pozwolenia na ślub. Ostatecznie jej ojciec, książę Bredon, z niechęcią przystał na małżeństwo córki.

Związek dobiegł miłosiernego końca po pięciu latach, kiedy Richard Basset zginął w pojedynku, broniąc swego honoru. Obstawał uparcie, że nie wierzy, by żona go zdradzała, wyzwał więc człowieka, który chełpił się, że ma z nią romans. Mąż Imogen został śmiertelnie ranny strzałem prosto w serce, co było raczej nietypowym zakończeniem tego rodzaju pojedynków. Zwycięzca musiał w pośpiechu opuścić kraj co najmniej na trzy lata.

Osiągnąwszy pełnię urody, Imogen odzyskała wolność. Ojciec dawał jej dość pieniędzy, by mogła utrzymywać dom w Londynie, natomiast za stroje i biżuterię płacili kochankowie. Wreszcie w wieku dwudziestu siedmiu lat zaczęła myśleć o zabezpieczeniu sobie przyszłości. Była dostatecznie inteligentna, by zdawać sobie sprawę, że nawet najwspanialsza uroda musi kiedyś przeminąć. Jeśli nie będzie dość rozważna, na tronie, na którym panowała dotychczas niepodzielnie zastąpi ją wkrótce jedna z nowych piękności.

Od chwili poznania hrabiego Kelvindale Imogen wiedziała, że jest on takim człowiekiem, jakiego jej potrzeba. Oczywiście słyszała o nim wcześniej. Każdy, kto należał do eleganckiego towarzystwa, musiał wiedzieć o jego sukcesach jeździeckich, jak również o przygodach miłosnych. Co prawda piękne kobiety, z którymi był związany, skrzętnie ukrywały te związki, co utrudniało ewentualnym szpiegom dowiedzenie, że ich podejrzenia są prawdziwe.

Jednakże Imogen nie zamierzała się kryć z czymkolwiek. Kiedy tylko hrabia odpowiedział na jej awanse, ogłosiła to wszystkim bez żenady. Hrabia zorientował się w tym dopiero po jakimś czasie i wówczas wpadł w furię. Oskarżył lady Imogen o wulgarne zachowanie, lecz ona w odpowiedzi roześmiała się beztrosko.

— Czyżbyś wstydził się naszego związku? — spytała. — Ja jestem z niego dumna, Darolu, a zresztą razem tworzymy najpiękniejszą parę na świecie, o czym wiesz równie dobrze jak ja!

Jej szczerość rozbroiła hrabiego i zareagował na nią śmiechem. Jednocześnie pomyślał, że sprawy zaszły trochę za daleko i im szybciej się z tego wycofa, tym lepiej. Ale uwolnienie się z tych więzów okazało się niełatwe. Już dawniej obiecał Imogen niezobowiązująco, że odwiedzi ją w Towers i weźmie udział w wyścigach z przeszkodami, ponieważ zapewniała go, że trasa jest jedną z najtrudniejszych w kraju.

— W czasie ostatnich wyścigów — oznajmiła — połowa jeźdźców nie zdołała dotrzeć do mety, ale ty, najmilszy, zdobędziesz srebrny puchar, który przygotowałam dla zwycięzcy i pokażesz reszcie uczestników, jak marne są ich umiejętności.

Hrabia uznał to za dość ogólnikową i niezupełnie sprawiedliwą opinię, gdyż na przykład dwaj jego przyjaciele, którzy mieli wziąć udział w wyścigach, byli znakomitymi jeźdźcami. On sam wyjechał z Londynu wczesnym rankiem, wysyłając dwa dni przed tym trzy zmiany koni. Będąc mistrzem w powożeniu, spodziewał się dotrzeć do Towers w porze kolacji. Udało mu się osiągnąć cel kwadrans przed przewidywanym terminem, ale — choć nie przyznałby się do tego głośno — czuł się mocno zmęczony, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Powożenie głównym traktem, a poza nim także wąskimi, krętymi drogami wiejskimi wymagało wielkiej koncentracji, co towarzyszący mu stajenni skwitowali szczerym podziwem.

— Nikt inny nie dokonałby tego, milordzie! — wykrzyknął jego stangret, kiedy dojechali do Towers.

Biorąc ciepłą kąpiel przed kolacją, hrabia miał nadzieję, że wieczór nie będzie długi. Stało się inaczej. Znalazłszy się wreszcie w łóżku, zmęczony, wyciągnął się pośród miękkich poduszek. Postanowił natychmiast zasnąć, jeśli miał być w formie na jutrzejsze wyścigi. Zamykając oczy uświadomił sobie, jak niewiele dowiedział się o nich w czasie wieczoru. Nie znał nawet godziny, o której miały się rozpocząć. Odniósł wrażenie, że reszta gości rozmyślnie unika rozmów na ten temat.

Przyszło mu do głowy, że swoim zwyczajem Imogen przygotowuje pewnie jakąś niespodziankę i wyścigi mogą odbyć się na zupełnie innych zasadach niż zazwyczaj. Byłoby w jej stylu, gdyby nagle zarządziła, że uczestnicy mają jechać z zawiązanymi oczami albo używać tylko jednej ręki.

Jeśli zamierza zrobić coś podobnego — pomyślał hrabia — to ani mi się śni brać w tym udział!

W tejże chwili usłyszał, jak drzwi się otwierają i ze zdziwieniem zobaczył w nich Imogen.

Od dłuższego czasu tropiła go bez wytchnienia. Zadbała o to, by zamieszkali w tym samym domu, co zapewniało im wspólne spędzanie nocy. Jednak nigdy jeszcze nie przyszła do jego pokoju. Niepisanym prawem we wszystkich affaires de coeur mężczyźni odwiedzali kobiety w ich sypialniach a nie odwrotnie. A teraz Imogen stała w drzwiach ze świecą w ręce. Wyglądała bardzo ponętnie w przejrzystej koszuli nocnej, która raczej uwydatniała niz ukrywała doskonałość jej figury. Długie ciemne włosy opadały na ramiona, sięgając niemal pasa, a zielone oczy lśniły niczym u tygrysicy.

— Imogen! — wykrzyknął hrabia. — Co cię tu sprowadza?

Odpowiedział mu dźwięczny śmiech, porównywany przez wielbicieli Imogen do srebrzystych dzwoneczków.

— Chyba nietrudno się tego domyślić, Darolu! — odpowiedziała. Postawiła świecę na stoliku nocnym i stała obok łóżka patrząc na niego.

— Mam za sobą długą jazdę — powiedział hrabia — a ponieważ zamierzam wygrać twoje jutrzejsze wyścigi, muszę chwilę pospać!

 

— Będzie na to dość czasu — obiecała Imogen cicho.

Podniosła ramiona i jej koszula nocna zsunęła się wolno na podłogę z szelestem podobnym westchnieniu... Potem słowa nie były już potrzebne.

Hrabia pomyślał teraz, że nigdy nie była taka namiętna i nienasycona. Otworzył oczy i stwierdził, że nadal jest ciemno. Świeca spaliła się niemal do końca, jej płomień ledwie migotał. Imogen uniosła głowę z jego ramienia.

— Muszę cię teraz opuścić, Darolu — powiedziała — ale nie ma potrzeby, żebyś wstawał wcześnie rano, nasz ślub jest dopiero w południe!

Hrabia wciągnął gwałtownie powietrze. W pierwszej chwili myślał, że się przesłyszał.

— Co powiedziałaś...?

— Wyścigi mogą poczekać — odparła Imogen. — Ułożyłam wszystko tak, mój cudowny, przeuroczy kochanku, żebyśmy wzięli ślub w mojej prywatnej kaplicy. Wszyscy nasi przyjaciele są ogromnie tym przejęci!

Dopiero teraz hrabia zrozumiał, dlaczego inni goście patrzyli na niego dziwnym wzrokiem. Z tego samego powodu trudno było nakłonić ich do rozmowy o wyścigach.

— Chyba nadal cię nie rozumiem, Imogen. Zawsze stawiałem sprawę jasno, mówiąc, że nie zamierzam się żenić jeszcze przez długie lata!

— A jednak ożenisz się ze mną! — oznajmiła Imogen. — I jestem pewna, że będziemy bardzo szczęśliwi.

— Kiedy będę chciał się żenić — powiedział hrabia stanowczo — ja zaproponuję małżeństwo i ja poczynię wszelkie przygotowania.

— Byłabym bardzo zadowolona, gdybyś wziął to na siebie — odparła Imogen — ale trochę się ociągałeś, najmilszy, z wypowiedzeniem słów, które pragnęłam usłyszeć, więc postanowiłam przyspieszyć sprawę.

— Przykro mi, lecz muszę cię rozczarować — stwierdził hrabia. — Skoro jednak ty uczyniłaś tę propozycję, jestem zmuszony odpowiedzieć nie!

Imogen zaśmiała się krótko.

— Naprawdę sądzisz, że zadowolę się tym nie? — zapytała. — A jeśli ci powiem, że spodziewam się dziecka?

— Nie uwierzę i odpowiem, że to kłamstwo.

Hrabia przypomniał sobie jak przez mgłę, choć nie był tym wówczas specjalnie zainteresowany, dlaczego Imogen nie urodziła Bassetowi dziecka. Mówiono, że jest bezpłodna w efekcie jakiegoś wypadku, który przydarzył się jej podczas jazdy konnej w młodości. Tak czy inaczej, odkąd się z nią związał, nie myślał o tym wcale.

— Nawet jeśli nie spodziewam się dziecka teraz — oświadczyła Imogen beztrosko — postaram się o nie zaraz po ślubie, ponieważ na pewno chcesz mieć dziedzica.

Powiedziała to zbyt gładko, co hrabiego utwierdziła w przekonaniu, że Imogen nie może mieć dzieci.

— Dziecko nie ma tu nic do rzeczy — powiedział. — Nie ożenię się z tobą, Imogen!

— Zapewniam cię, że się mylisz — odparła. — Wszystko jest załatwione, a jeśli trzeba będzie użyć perswazji, żebyś poszedł do ołtarza, moi bracia zajmą się tym z największą przyjemnością.

W jej głosie brzmiała groźba i hrabia dokładnie zrozumiał o co chodzi. Bracia Imogen byliby zachwyceni, gdyby znalazł się w sytuacji, w której zmuszony byłby zapłacić ich długi, żeby uniknąć skandalu. Trudno było wyobrazić sobie coś bardziej upokarzającego niż przymusową drogę do ołtarza w asyście braci panny młodej, po jednym z każdej strony.

Imogen pochyliła się niespodziewanie i pocałowała go lekko w usta.

— Nie próbuj uciec od czegoś nieuchronnego — powiedziała. — Mówiłam ci już, będziemy bardzo szczęśliwi. Pozycja hrabiny Kelvindale sprawi mi więcej satysfakcji niż wszystko, czego doświadczyłam dotychczas w życiu!

Wstała z łóżka i włożyła podniesioną z podłogi koszulę nocną. Przez chwilę stała bez ruchu, przyglądając się hrabiemu, który patrzył na nią, jakby nie mógł uwierzyć, że ma do czynienia z żywą istotą. Imogen podeszła do drzwi.

— Śpij dobrze, kochany! — powiedziała. — Rozumiesz chyba, że muszę cię zamknąć, żeby uniemożliwić ucieczkę. Przyrzekam, że będę bardzo piękną panną młodą!

Wyszła z pokoju i hrabia usłyszał zgrzyt przekręcanego w zamku klucza. Przez chwilę nie był w stanie się poruszyć. Potem zaczął się zastanawiać nad sposobem ucieczki z zastawionej na niego pułapki, choć na razie nie wiedział jeszcze, jak to zrobi. Pułapka była bardzo przemyślna. Wśród zaproszonych przez Imogen gości zauważył dwóch znanych plotkarzy, którzy nie omieszkają nadać rozgłosu całej historii. Rozpoznał także człowieka, który — jak sobie uświadomił — był wybitnym, bardzo wziętym prawnikiem i zapewne dopilnuje, żeby hrabia podpisał umowę przedślubną. Taki dokument zapewni Imogen spokojną przyszłość, niezależnie od tego, czy będą żyli razem, czy też w separacji.

— Pomyślała o wszystkim! — wykrzyknął w furii.

Wstał z łóżka i podszedł do drzwi. Zgodnie z przewidywaniami były one masywne, zrobione z ciężkiego dębu. Niemożliwością byłoby otworzyć je bez narzędzi. Następnie podszedł do okna i natychmiast zrozumiał, dlaczego został umieszczony w tym właśnie pokoju, znajdującym się po zachodniej stronie domu, bez balkonu, z gładką ścianą od okna aż od ziemi. Próba ucieczki tą drogą musiałaby się zakończyć złamaniem nogi, jeśli nie czymś gorszym.

W pokoju nie było też drzwi do sąsiedniej garderoby, a przewód kominowy okazał się zbyt wąski, by mógł się nim wydostać. Hrabia przysiągł jednak, że nie da się pokonać. Ubrał się szybko w strój do konnej jazdy. Dopełnił toalety z biegłością, która zawsze irytowała jego osobistego lokaja, ponieważ nie lubił owej niezależności pana.

Rozejrzawszy się po pokoju, hrabia ściągnął z łóżka prześcieradła, ale były tylko dwa, następnie zmierzył okiem zasłony, na szczęście nie aksamitne lecz jedwabne, czyli miększe i przydatniejsze. Zdjął je i połączył z prześcieradłami za pomocą płaskich węzłów, których wiązania nauczył go w dzieciństwie ojciec. Ten prowizoryczny sznur nie był jednak dostatecznie długi i hrabia musiał przywiązać do niego jeszcze cztery koce.

Obecnie sznur powinien okazać się dość długi, by mógł spuścić się po nim bezpiecznie na ziemię. Prześcieradło, tworzące jeden koniec sznura, przywiązał do masywnej drewnianej nogi łoża z baldachimem, wiedząc, że przesunięcie ogromnego mebla choć o kilka cali wymagałoby ciężaru znacznie większego niż jego ciało. Otworzył okno na całą szerokość i zobaczył blednące gwiazdy.

Niebawem cała przyroda zastygnie w bezruchu, czekając brzasku, a potem pierwsze promienie światła ukażą się spoza horyzontu. Hrabia przerzucił swój na prędce sporządzony sznur przez parapet, nabierając pewności, że okaże się całkowicie wystarczający do jego celów. Zawiązał wysoki krawat, włożył wcięty żakiet dopełniający stroju do konnej jazdy i schował do kieszeni wszystkie pieniądze, jakie z sobą przywiózł. Modlił się przy tym w duchu, żeby wymyślona przez niego metoda ucieczki nie okazała się zawodna, ponieważ w takim wypadku runąłby wprost na ziemię. Wydawało mu się, że pod jego oknem jest grządka kwiatowa, ale pewności nie miał, bo w mroku trudno było coś dostrzec. Miał tylko nadzieję, że się nie myli.

Odwrócił się, rzucając ostatnie spojrzenie na pokój i w tejże chwili dopalająca się przy łóżku świeca błysnęła bladą iskierką i zgasła. Usta hrabiego wykrzywił grymas; pocieszał się, że nie jest to zły omen i że nie czeka go równie rychły koniec. Na wszelki wypadek sprawdził starannie zamocowanie prześcieradła do nogi łóżka, upewniając się, czy mocno zaciągnięty węzeł nie puści.

Wreszcie wyszedł przez okno i zaczął powoli spuszczać się po sznurze. Szczęściem ojciec nauczył go także chodzenia po górach. Jako chłopiec uprawiał wspinaczkę w Walii, gdzie gościli niekiedy u rodziny Ku swojej wielkiej radości osiągnął w tej dziedzinie mistrzowski poziom i obiecywał sobie, że znajdzie kiedyś czas, by pojechać do Szwajcarii i pochodzić po Alpach. Nie zrealizował jeszcze swoich zamierzeń, niemniej pamiętał doskonale jak posługiwać się liną i stąpał pewnie po ceglanej ścianie domu. Kiedy lina się skończyła, ostatnie sześć stóp musiał skoczyć. Pod oknem rzeczywiście znajdowała się grządka z kwiatami, która znacznie złagodziła wstrząs spowodowany skokiem. Hrabia jak najszybciej i możliwie jak najciszej pobiegł w stronę stajni. W głównym pomieszczeniu, gdzie stały jego konie, nocną służbę pełnił tylko jeden chłopak stajenny, młody i bardzo senny. Miał zdziwioną minę, gdy hrabia zwrócił się do niego:

— Wiem, że jest bardzo wcześnie, ale nie mogę spać, więc chcę się przejechać na jednym z moich koni.

Chłopak wygrzebał się z siana, na którym spał, a tymczasem hrabia przeszedł do stajni, gdzie przy świetle latarni odnalazł swojego wierzchowca. To na nim miał nadzieję zwyciężyć w wyścigach z przeszkodami; teraz pomyślał, że trudno byłoby o lepszego konia do ucieczki. Ponieważ chłopak nadal wydawał się na pół śpiący, hrabia pomógł mu osiodłać Jowisza, a zapinając popręg powiedział:

— Jestem hrabia Kelvindale. Przekaż mojemu stangretowi, kiedy zjawi się w stajni, że ma zabrać powóz oraz pozostałe konie i natychmiast wracać do domu!

Powtórzył polecenie dwukrotnie, chcąc się upewnić, że chłopak je zrozumiał. Na koniec dał mu suwrena, którego młody stajenny przyjął z zachwytem. Potem wyprowadził Jowisza na dziedziniec i dosiadł go szybko, starając się odjechać zanim Imogen zdoła w jakiś sposób uniemożliwić mu ucieczkę. Niewykluczone, że wyśle w pogoń swoich braci lub służbę.

Hrabia odjechał w takim kierunku, żeby nie można go było wypatrzeć z okien domu. Powtarzał sobie, że udało mu się umknąć Imogen, choć miał jeszcze do przejechania wiele mil, zanim będzie mógł poczuć się naprawdę bezpieczny. Znał Imogen dostatecznie, by wiedzieć, że pod tą wyjątkową urodą kryją się zimne wyrachowanie i determinacja. Postanowiła wyjść za niego i gotowa była zniżyć się do każdej sztuczki, każdego podstępu i podłości, byle tylko zostać jego żoną.

Muszę postępować mądrze — pomyślał hrabia dojeżdżając do płaskich terenów i zachęcając Jowisza do galopu.

Zamierzał wrócić do własnego domu, Kelvin Priory, co oznaczało długą i żmudną podróż przez hrabstwo. Kelvin Priory było jedną z najświetniejszych i najpiękniejszych rezydencji rodowych na terenie Anglii. Posiadłość pozostawała w rękach rodziny od dwunastego wieku, a dom zbudowano w tym samym czasie, kiedy został mianowany pierwszy hrabia Kelyindale. Obecny hrabia był niesłychanie dumny ze swego wspaniałego domu i pochodzenia; do głowy mu nie przyszło, żeby Imogen uczynić hrabiną Kehdndale, w miejsce swojej matki.

Hrabia ubóstwiał matkę, która umarła, kiedy był w Oksfordzie. Nadal odczuwał ból na myśl o jej stracie. Zajmowała specjalne miejsce w jego sercu, choć nie zwykł mówić o tym głośno. Przypuszczał, że pewnego dnia miejsce to zajmie jego żona. Jednak nie do pomyślenia było, żeby Imogen, kobieta nieobyczajna i zachowująca się pod wieloma względami skandalicznie, miała być dla niego czymś więcej niż kochanką.

— Jak mogłem być takim głupcem — wyrzucał sobie hrabia — by nie domyślić się, że skoro jest wdową, to będzie chciała się za mnie wydać?

Inne piękności, z którymi wdawał się w płomienne romanse, miały spokojnych, zadowolonych z życia mężów, udających, że nie wiedzą, co się dzieje. Panowie ci byli świadomi znakomitych umiejętności strzelckich hrabiego i przeważnie woleli przebywać na wsi niż w Londynie. Hrabiemu przychodziły do głowy różne sytuacje, w których takie czy inne słowa wypowiedziane przez Imogen powinny mu uzmysłowić jej zakusy. Wydawało mu się wręcz niewiarygodne, że niczym jakiś żółtodziób, wpadł w sidła, które na niego zastawiła.

— To się nigdy więcej nie powtórzy! — obiecał sobie solennie.

Teraz jednak musiał skupić się raczej na tym, by nie dać się ponownie złapać. Jowisz był bez wątpienia szybszy od każdego konia Imogen, ale wśród gości znajdowało się dwóch mężczyzn, którzy, w opinii hrabiego, byliby w stanie go dogonić. Zagrożenie istniało również ze strony stajennych i jeźdźców towarzyszących, zatrudnionych do ochrony, którzy mogli pożyczyć od gości znakomite wierzchowce przywiezione na wyścigi.

— Nie przeszło mi nawet przez myśl — mruknął hrabia z humorem — że będę brał udział nie w wyścigach z przeszkodami, ale w polowaniu! I to w roli zwierzyny!

Spiął Jowisza ostrogami i jechał bez wytchnienia aż do południa. Zastanawiał się przez chwilę, czy zajechać do jakiejś gospody. Niebezpieczeństwo polegało na tym, że w przypadku późniejszego wypytywania, właściciele potrafią opisać go szczegółowo. Postanowił jednak podjąć takie ryzyko i zatrzymał się w najbliższym miasteczku. Było ono bardzo małe prócz nielicznych domów krytych strzechą znajdował się w nim kościół w stylu normańskim oraz gospoda o białych ścianach z czarnym belkowaniem, która mieściła się przy skwerze publicznym, na którym stały również dyby Wyglądało na to, że wokół nie ma żywego ducha. Hrabia wjechał na niewielki dziedziniec, na którym stała prymitywna, kryta strzechą pusta stajnia. Wprowadzając do niej Jowisza, zauważył w żłobie świeże siano. Napełnił też stojące obok wiadro wodą z pobliskiej studni.

 

Wreszcie wszedł do gospody, której właściciel okazał się człowiekiem starym, a sądząc po spojrzeniu obróconych ku sobie z niemym pytaniem oczu, prawie zupełnie ślepym. Poprosił o coś do zjedzenia, na co gospodarz odpowiedział, że ma tylko szynkę i ser. Hrabia odparł pospiesznie, że to mu w zupełności wystarczy, zamawiając przy okazji kufel jabłecznika domowej roboty.

Posiłek nie zabrał mu wiele czasu. Po zapłaceniu, spytał właściciela gospody, gdzie się żnąjduje. Jakiś czas trwało, nim zorientował się dokąd dojechał, niemniej wydawało mu się, że podąża we właściwym kierunku, który doprowadzi go ostatecznie do domu. Opuścił gospodę i dosiadając wypoczętego Jowisza, wyruszył w dalszą drogę.

Trzy godziny później przyznał w skrytości ducha, że zabłądził i będzie musiał spytać o drogę pierwszą napotkaną osobę. Ponieważ trzymał się pól a nie głównych dróg, przez które przejeżdżał tylko z konieczności, do tej pory widział niewiele osób. Jeśli miał się znaleźć w domu przed zmrokiem, należało się pospieszyć.

Jechał wlaśnię przez porośniętą trawą płaską łąkę, na której krańcu pasły się owce. Dotarłszy do połowy zorientował się, że łąka kończy się wysokim żywopłotem, który trzeba przeskoczyć albo zawrócić do furtki będącej widocznie jedynym wyjściem z tego terenu. Żywopłot nie powinien być żadnym problemem dla Jowisza. Hrabia naprowadził konia na przeszkodę i poderwał do skoku ze zwykłą pewnością siebie, ale dopiero, gdy byli dobrych kilka cali nad żywopłotem, zauważył po drugiej stronie głęboki dół i porozrzucane wokół niego spore kamienie. Jowisz poczuł niebezpieczeństwo razem ze swoim panem. Wyciągnął się w locie, ile mógł, lecz potknął się o przeciwległy brzeg wyrwy i wyrzucony z siodła hrabia przeleciał nad jego głową. Wierzchowiec zatoczył się stając na nogi, a jego pan leżał bez ruchu.