Po ciemkuTekst

Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Później wydało jej się, że ciemna figura zbliżyła się do okna kuchennego, stała chwilę nieruchomo, po czym postawiła nogę na gzymsie … znikła w ciemnościach okna.

…Złodziej!… – przeszło jej przez myśl i trupia bladość okryła jej twarz.

I w jednej chwili wyobraźnia narysowała jej obraz, którego tak obawiają się letnicy: złodziej włazi do kuchni, z kuchni – do stołowego… srebro w szafie… potem sypialnia… topór… zbójeckie twarze… kosztowności… Kolana jej się ugięły i po plecach przeszło mrowie.

– Wasia! – zaczęła tarmosić męża, – Wasilij Prokoficz! Boże drogi, zupełnie, jak trup! Basile! obudź się, błagam cię!

– N-no… – zaryczał pomocnik prokuratora, wciągnąwszy w piersi powietrze.

– Obudź się, na litość boską! Do kuchni zakradł się złodziej! Stoję przy oknie, patrzę, a wtem ktoś wlazł przez okno. Z kuchni dostanie się do stołowego… łyżki w szafie. Basile! Do Mawry Jegorowny w zeszłym roku w ten sam sposób się zakradli!

– Czego… czego chcesz?

– Boże drogi, on nie słyszy! Zrozumże, kłodo jedna, właśnie w tej chwili dostrzegłam, że do naszej kuchni wtargnął jakiś człowiek… Pelagia się przestraszy… srebro w szafie…

– Głupstwo!

– Basile, to nie do wytrzymania! Mówię ci o niebezpieczeństwie, a ty śpisz. Czego chcesz? Chcesz, żeby nas okradli i zarżnęli?

Pomocnik prokuratora wstał, nie śpiesząc się usiadł na łóżku i zaczął głośno ziewać.

– Diabli wiedzą, co robić z wami – mruknął. – Czyż i w nocy nie można mieć spokoju? Budzą o byle co!

– Ależ przysięgam ci, Basile, widziałam, jak człowiek właził przez okno.