Przed nami przyszłośćTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Annie West

Przed nami przyszłość

Tłumaczenie: Katarzyna Panfil

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2020

Tytuł oryginału: Her Forgotten Lover’s Heir

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2018

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2018 by Annie West

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2020

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-5513-4

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Obudziła się z poczuciem dezorientacji.

Mrugając, przypatrywała się słabo oświetlonemu pokojowi. Krzesło dla odwiedzających, szafka nocna i małe okno… Teraz wiedziała, gdzie jest. W Rzymie. W szpitalu, do którego została przywieziona po tym, jak przewrócono ją na ulicy.

A jednak nie czuła się spokojniej. Poczucie dezorientacji nie zmalało. Jak mogłoby być inaczej, skoro wszystko było dla niej białą plamą?

Jej imię.

Jej narodowość.

To, co robiła w Rzymie.

Nie przypominała sobie niczego.

Impulsywnie sięgnęła do szafki nocnej, przesunęła palcami po małej szczotce do włosów i waniliowej pomadce – jedynych rzeczach, które posiadała. Jej ubrania były tak podarte i zakrwawione, że nie dało się ich nosić, brakowało torebki i portfela.

Wiedziała o sobie jedynie parę rzeczy.

Nie była Włoszką. Mówiła po angielsku.

Miała około dwudziestu lat. Twarz o jasnej cerze i regularnych rysach. Szaroniebieskie oczy i płowe włosy.

I była w ciąży.

Na myśl o tym, że jest w ciąży, bezimienna i sama, znów ogarnął ją lęk.

Zamknęła oczy, próbując wyrównać oddech. Amnezja minie. Tak mówili lekarze, a ona kurczowo uchwyciła się tych zapewnień. Alternatywa była zbyt okropna, by się nad nią zastanawiać. Poczuje się lepiej w dzień, gdy po oddziale będzie się kręcić personel medyczny. Nawet nieustanny korowód badań będzie miłą odmianą od leżenia tutaj w zupełnej samotności i…

Uświadomiła sobie, że ktoś ją obserwuje.

Powoli zwróciła głowę w stronę drzwi.

Zamrugała raz, potem znów. Czy utrata pamięci to za mało? Czy zaczęła mieć też halucynacje?

W progu stał mężczyzna, który z pewnością tu nie pasował. Wysoki, z szerokimi ramionami i na tyle smukły, by nosić ciemny garnitur z elegancką doskonałością – wyglądał jak z reklamy markowej odzieży. Jego kwadratowa szczęka, cień zarostu i wysokie kości policzkowe były bardzo męskie i oszałamiająco atrakcyjne.

Stanowił uosobienie stereotypu przystojnego wysokiego bruneta, południowca o oliwkowej skórze.

A gdy wszedł do pokoju, odkryła, że nie był po prostu „śliczną buźką”. Emanująca od niego pierwotna twardość przyprawiła ją o gęsią skórkę. Należał do tego gatunku mężczyzn, u których designerski zarost jest seksowny, a nie oklepany. Jego nos sugerował raczej siłę niż łagodność, a oczy świadczyły o przenikliwości i inteligencji.

Serce waliło jej mocno, gdy stanął przy jej łóżku. Bez uśmiechu, bez banałów na temat czasu będącego najlepszym lekarstwem. I bez stetoskopu.

– Kim pan jest? – Starała się brzmieć spokojnie.

Zagłębił w niej spojrzenie swoich niezwykłych oczu. Były brązowe, nakrapiane złotem i rozświetlane wewnętrznym ogniem. Spoglądał na nią w milczeniu, wprawiając ją w dyskomfort.

– Pytałam…

– Nie pamiętasz mnie? – Jego głos, aksamitny i stalowy zarazem, kojarzył się z miodem i whisky.

Spróbowała usiąść, a potem się skrzywiła, bo ten ruch wywołał potężny ból głowy.

– W porządku? Mam kogoś zawołać?

A więc nie był lekarzem.

– Czy my się znamy? – Pochyliła się w jego stronę, milcząco błagając, by to potwierdził.

Ktoś gdzieś miał klucz do jej tożsamości.

– Ja…

W drzwiach nastąpiło jakieś poruszenie i wszedł jeden z lekarzy. W podekscytowaniu zalał mężczyznę stojącego obok łóżka potokiem słów po włosku. Nieznajomy odpowiedział, a niepokój malujący się na jego twarzy zdawał się uwydatniać jego kości policzkowe. Rozmawiali i rozmawiali, doktor potoczyście, nieznajomy zwięźle.

Jakby jej tu nie było!

– Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć, kim jest ten mężczyzna i co tu robi?

Doktor odwrócił się do niej momentalnie. A wtedy zarejestrowała, że ten wysoki nieznajomy ani na moment nie spuścił jej z oczu. Nawet w czasie rozmowy z lekarzem.

– Przepraszam – zreflektował się doktor. – Powinniśmy byli rozmawiać po angielsku. – A potem uśmiechnął się z entuzjazmem. – Ale mamy dla pani cudowne wieści.

Przeniosła wzrok na mężczyznę stojącego w ciszy przy jej boku.

– Pan mnie zna?

– Tak. Nazywasz się Molly. Jesteś Australijką.

Molly. Australijka. To wyjaśnia, dlaczego mówiła po angielsku, a nie po włosku.

Molly? Zmarszczyła brwi. Nie czuła się jak Molly.

A może?

Zdrętwiała, uświadamiając sobie, że nawet własne imię jest jej obce. Zakładała, że uzyskanie jakichkolwiek informacji na swój temat wywoła lawinę wspomnień, ale poznanie własnego imienia nie sprawiło cudu. Wciąż pogrążona była w porażającej mglistej nicości.

– Może to brzmi dziwnie, gdy słyszysz je znów po raz pierwszy, ale przyzwyczaisz się.

Wpatrywała się w wysokiego nieznajomego, wdzięczna za jego uspokajający ton. Skąd wiedział, że ogarnia ją panika?

– Czy pan też jest doktorem?

Potrząsnął głową, a lekarz wymamrotał coś pod nosem.

– Ale się znamy?

Skinął poważnie głową. Dlaczego nie wydawał się szczęśliwy, że pomaga jej odkryć własną tożsamość?

– I? – Zgrzytnęła zębami. Czy musiała błagać o każde ździebełko informacji?

– Przyjechałaś do Włoch jako au pair, by pracować u włosko-australijskiej pary.

Au pair? – Wypróbowała tę myśl, powtarzając ją na głos. Ale znów nie brzmiała ani trochę znajomo.

– Niania. Opiekunka do dzieci.

Skinęła niecierpliwie głową. Wiedziała, kim jest au pair. Ale właściwie: skąd to wiedziała, skoro jej własne imię brzmiało dla niej tak nieznajomo?

– Jest pan tego pewien? Nie myli mnie pan z kimś innym?

Czy w jego oczach dostrzegała współczucie?

– Zupełnie pewien. Jesteś nauczycielką, ale trafiła ci się okazja przyjazdu do Włoch.

– Nauczycielką…

– Kochasz dzieci. – Coś w jego głosie, coś ostrego i twardego przykuło jej uwagę.

A jednak po raz pierwszy przyjęła jego słowa bez zastrzeżeń. To prawda, kochała dzieci. Mogła wyobrazić sobie siebie jako nauczycielkę. Po raz pierwszy podczas tej dziwnej rozmowy jego słowa wywołały w niej jakiś oddźwięk.

Kiedy w tych niezwykłych okolicznościach dowiedziała się, że jest w ciąży, oniemiała. Przerażała ją myśl o wydaniu na świat dziecka bez wiedzy o tym, kim jest ona sama i kto jest ojcem. Jednak nawet ten strach nie mógł zupełnie przekreślić jej zadziwienia tajemnicą nowego życia, które nosiła w sobie. Może gdy wróci jej pamięć, będzie tym podekscytowana.

– Jak mam na nazwisko? – Gdy tylko je pozna, odnajdzie swoją przeszłość, zlokalizuje rodzinę i przyjaciół i na nowo poskłada swoje życie.

Wysoki mężczyzna spojrzał na doktora, który skinął głową.

– Agosti. Nazywasz się Molly Agosti.

Zmarszczyła brwi.

– Agosti? – Znów czekała, by jej podświadomość rozpoznała nieznajomo brzmiące nazwisko. Nic. Nawet najsłabszego poruszenia. – Naprawdę? To włoskie nazwisko. A ja jestem Australijką… – Jej karnacja też nie była typowa dla kogoś włoskiego pochodzenia.

– Naprawdę.

Póki co będzie musiała uwierzyć mu na słowo.

– A pan jest…?

Nieznajomy stężał, a przynajmniej coś się w nim zmieniło. Przepływ fluidów między nimi nie był tak wyczuwalny. Zamrugała. Przepływ fluidów? Czy należała do tych osób, które wierzą w aury i niewidoczne moce? A może tylko ten mężczyzna tak ją nastrajał?

– Nazywam się Pietro Agosti.

Spojrzała na niepokojąco silne dłonie spoczywające na ramie jej łóżka i na to wysokie, eleganckie ciało.

– Agosti. Ale to to samo nazwisko…

Kiwnął głową.

– Tak. – A potem kąciki jego ust uniosły się w uśmiechu, który odebrał jej dech, choć uśmiechał się wyłącznie ustami, a nie oczami. To brązowe spojrzenie pozostawało uważne, badawcze.

 

Głęboko w jej podświadomości zadźwięczał alarm.

– To dlatego, że jestem twoim mężem.

ROZDZIAŁ DRUGI

Wpatrywała się w stojącego nad nią mężczyznę, podczas gdy jedna część jej umysłu zdrętwiała w szoku, a druga pędziła na zwiększonych obrotach, próbując zrozumieć znaczenie jego słów.

Jej mężem? On, ten onieśmielający mężczyzna?

To niemożliwe.

Choćby pominąć emanującą od niego pewność siebie i przystojne rysy, wszystko w nim świadczyło o pieniądzach i władzy. Jego garnitur na pewno uszyto na miarę, tak doskonale leżał. Koszula nie była po prostu biała, lecz śnieżnobiała, a jego lekko połyskujący jedwabny krawat z pewnością kupiono u modnego projektanta. U jego nadgarstków pobłyskiwały dyskretne, choć misternie wykonane spinki do mankietów.

Jego dłonie… były szerokie i silne, ale kształtne. Uwodzicielskie dłonie, obznajomione z kobiecym ciałem. Dłonie zdolne przynieść rozkosz.

Czy miała słabość do seksownych dłoni?

Ze wszystkich rzeczy, które potrzebowała o sobie wiedzieć, ta powinna najmniej ją interesować. Ale gdy patrzyła na dłonie Pietra Agostiego, wydało jej się, że ta wiedza ma najdonioślejsze znaczenie.

Żar zalał jej policzki i bała się unieść wzrok znad jego rąk, by nie wyczytał czegoś w jej oczach. Wydawało jej się niestosowne czuć tę głęboką reakcję w rdzeniu kobiecości od samego patrzenia na tego mężczyznę. Mimo tego co powiedział, był dla niej zupełnym nieznajomym.

Bazując na otaczającej go aurze, zgadła, że ma dużo pieniędzy i że od urodzenia przywykł do bogactwa. W przeciwieństwie do niej. Nie wiedziała, skąd to wie, ale była co do tego przekonana.

Jej twarz, gdy przyglądała się sobie w lustrze w łazience, była zwyczajna. Ani piękna, ani intrygująca. Miała długie włosy w odcieniu karmelowego blondu, który z pewnością był zbyt przeciętny, by wyjść spod fryzjerskiego pędzla. Nie miała manicure’u, a jedyną jej biżuterię stanowiła para malutkich złotych kolczyków-sztyftów.

Nie pasowała do Pietra Agostiego. Jak mogli być małżeństwem?

– Signora Agosti.

Uniosła głowę na głos doktora. Chciała zaprotestować przeciwko temu, jak się do niej zwrócił. Nie nazywała się tak, prawda? A co do bycia mężatką… Spojrzała z ukosa na wysokiego mężczyznę stojącego obok jej łóżka. Jego bezruch ją niepokoił. Chyba na coś czekał.

Żeby go zaaprobowała?

Ucisk w jej głowie zmienił się w uderzenia bólu następujące w rytm jej przyspieszonego pulsu.

– Czy na pewno jestem żoną tego mężczyzny?

– Signora Agosti. – Głos doktora brzmiał uspokajająco. – Nie ma mowy o pomyłce w identyfikacji. Przed przybyciem tu pani mąż szczegółowo panią opisał, aż po bliznę po wycięciu wyrostka.

Co znaczyło tylko tyle, że był intymnie obeznany z jej ciałem. Poczuła mrowienie na skórze. Czy to odzywała się jej pamięć, przynosząc wspomnienie bliskości z tym mężczyzną? A może raczej jej ciało reagowało na to, co nastąpi w przyszłości, na jego duże dłonie przesuwające się po jej nagim ciele?

– Zapewniam, że pani mąż jest bardzo szanowanym i cenionym…

– Myślę, że na razie wystarczy. – Głęboki, seksownie ochrypły głos przerwał pochwały doktora. – Molly jest wyraźnie zbyt zmęczona. Może powinniśmy zostawić ją, by odpoczęła.

Zamierzał wyjść? A co, jeśli odejdzie i nie wróci? Co, jeśli rano to wszystko okaże się snem? Jeśli nie będzie nikogo, kto wiedziałby, kim ona naprawdę jest? Rozsądek podpowiadał jej, że tak się nie stanie. Zidentyfikował ją i pracownicy szpitala będą wiedzieć, jak dotrzeć do tego jakże szanowanego mężczyzny…

A jednak nie mogła zmierzyć się z myślą, że pozostawi ją tu samą.

– Nie! Proszę, nie idź!

W tych niezwykłych oczach błysnęło coś na kształt współczucia.

– Doktorze, mógłby nas pan zostawić na chwilę? Wiem, że trzeba wypełnić papiery. Zajdę do pana po rozmowie z Molly.

– Oczywiście. Świetny pomysł. – Doktor najwyraźniej nie miał nic przeciwko temu, by go odprawiono. Co oznaczało, że Pietro Agosti jest wpływowym VIP-em. Lekarz skinął głową Molly i wyszedł.

Teraz, gdy zostali sami, mężczyzna przysunął sobie krzesło dla gości i usiadł przy łóżku.

– Tak lepiej. Teraz nie musisz już wyciągać szyi, żeby na mnie patrzeć.

Jego usta uniosły się w leciuteńkim uśmiechu, a ona poczuła, że może się trochę odprężyć.

Wyglądała tak cholernie blado i krucho. Nie spodziewał się tego, nawet gdy usłyszał o jej obrażeniach. Przybył natychmiast, przeżywając wstrząs i ulgę na wieść, że została znaleziona. Gdy wyczytał ból wyryty w oczach Molly, serce ściskało mu się w piersi.

Jedną z rzeczy, które go w niej pociągały, było jej ciepłe, słoneczne usposobienie. Jej nieustanna gotowość do uśmiechu i iskierki w oczach. Gdy zobaczył, jak bardzo jest wystraszona, miał ochotę coś rozbić. Najchętniej motocyklistę, który ją przewrócił. Który najprawdopodobniej namierzył ją ze względu na jej torbę.

Pracownicy Pietra pozostawali w kontakcie z policją. Jeśli uda się zlokalizować sprawcę, drogo zapłaci za swoje czyny.

Pietro zacisnął szczękę na myśl o Molly leżącej nieprzytomnie na ulicy. O jej przebudzeniu i przerażeniu, gdy sobie uświadomiła, że nawet nie zna własnego imienia. Doktor powiedział, że utratę pamięci mógł częściowo spowodować wstrząs. Od upadku? Albo z powodu tego, co się stało, zanim przybyła do Rzymu?

Zmroziło go poczucie winy.

Pietro przełknął ciężko. To nie on ponosił odpowiedzialność za ten wypadek czy też napaść. Co do tego, co stało się wcześniej…

– Cieszę się, że mnie znalazłeś. – Spojrzała mu poważnie w oczy. – To… niepokojące, nie wiedzieć, kim się jest.

Tak bardzo starała się być dzielna, ukrywać swój strach, że Pietro poczuł napływ opiekuńczości. Wyciągnął dłoń, by wziąć Molly za rękę i ją uspokoić, ale zatrzymał się w pół gestu. Lepiej trzymać dystans. Wydawała się taka delikatna, patrzyła na niego czujnie. Zauważyła ten ruch, ale go nie skomentowała, choć zdawała się nad nim namyślać. To było przypomnienie, że musi zachowywać się ostrożnie. Nie mógł sobie pozwolić na popełnienie kolejnego błędu.

– Nie mogę sobie wyobrazić, jak można się czuć, niczego nie pamiętając – przytaknął. Częściowo oczekiwał, że Molly zaprzeczy i wyjawi, że coś pamięta, może pamięta nawet powód, dla którego w pośpiechu wyjechała do Rzymu. – Ale nie musisz się martwić. Dobrze się tobą zajmę.

– Tak?

Nie mógł stwierdzić, czy wydaje się z tego powodu zadowolona, czy przerażona.

– Oczywiście. Możesz na mnie liczyć. Wszystko będzie dobrze, Molly. Potrzeba tylko czasu. Nie musisz się niczym martwić. Próbuję się skontaktować z twoją siostrą, żeby ją do ciebie ściągnąć.

Napięcie wokół kącików jej pełnych ust zelżało i nieco koloru napłynęło do jej bladej twarzy, sprawiając, że teraz bardziej przypominała kobietę, którą znał.

– Mam siostrę? – Brzmiała na bardzo podekscytowaną. – A moi rodzice?

Pietro potrząsnął głową, żałując, że nie może jej przekazać lepszych wieści.

– Przykro mi, Molly. Jesteście tylko wy dwie.

Mina jej zrzedła i Pietro poczuł ucisk w piersi.

– Ale mam wiele szczęścia, mając męża i siostrę. – Spuściła z niego wzrok i wpatrywała się w swoją dłoń leżącą na pościeli. – Zastanawiałam się, czy ktokolwiek się tu zjawi i mnie rozpozna.

Za tymi słowami krył się powściągany lęk i Pietro poczuł ulgę, że kazał jej szukać. Gdyby tego nie zrobił, gdyby zignorował ten spóźniony głos rozsądku mówiący mu, że popełnił zatrważający błąd, jak długo tkwiłaby sama w przerażającej niepamięci? Ta świadomość umocniła jego postanowienie. Zachował się dziś impulsywnie, ale tego nie żałował – ani komplikacji, jakie mogą z tego wyniknąć. Molly go potrzebowała.

– Poczujesz się lepiej, kiedy stąd wyjdziesz.

– Wyjdę ze szpitala? Naprawdę? – Jej nieśmiały uśmiech objął także jej oczy, sprawiając, że błyszczały bardziej niebiesko niż szaro. – Pozwolą mi wyjść?

– Nie jesteś więźniem, Molly.

– Wiem. Wiem, że robili dla mnie, co mogli. – Spojrzała w te brązowo-złote oczy i powiedziała sobie, że teraz nie musi się bać. Był tu jej mąż. Ktoś, komu zapewne ufała najbardziej.

Jednak wciąż te elektryzujące ciarki przebiegały jej od karku do czubków palców i w dół kręgosłupa, gdy ich spojrzenia się stykały. Za każdym razem odczuwała wyładowanie, atak na zmysły.

Z pewnością jego dumne rysy i smukła, silna sylwetka skłaniały ją do czujności. Jednak, czy patrząc na niego, nie powinna odczuwać czegoś więcej? Ulgi i ukojenia?

Nie czuła ulgi, a przynajmniej nie wyłącznie. Jej podświadomość próbowała jej coś powiedzieć, tyle że teraz nie najlepiej szło jej odczytywanie sygnałów podświadomości, a wszelka próba sięgnięcia w przeszłość odbijała się od szarego muru.

Pokonana, zamknęła oczy w bólu.

– Molly? Co się dzieje? – Nawet bez otwierania oczu wyraźnie dostrzegła jego niepokój.

Naturalny w przypadku mężczyzny oglądającego żonę w takich okolicznościach. Absurdem było myśleć, że coś tu jest nie w porządku.

Tylko z tobą coś jest nie w porządku, powiedziała sobie. Twój mózg nie pracuje, jak należy. Nawet nie rozpoznajesz własnego imienia! Naprawdę myślałaś, że jedno spojrzenie na mężczyznę, którego kochasz, spowoduje powrót pamięci?

Logika mówiła jej, że zbyt wiele oczekuje. A jednak nie mogła się pozbyć uczucia, że coś jest nie tak.

Krzesło zaszurało po podłodzie i gdy otworzyła oczy, zobaczyła Pietra zmierzającego do drzwi.

– Nie idź! – Czy ten desperacki głos wydobył się z jej ust? Usiadła gwałtownie, ignorując rwący ból w czaszce.

I tyle, jeśli chodzi o ukrywanie lęku. Wystarczyła perspektywa, że znów zostanie sama, a cała jej siła wyparowała.

– Zostań, proszę.

– Szedłem zawołać doktora. Widzę, że cierpisz. – A jednak zatrzymał się w progu.

– Proszę, nie idź.

Jak wytłumaczyć temu seksownemu, posępnemu nieznajomemu, że oddałaby wszystko za zwykłą ludzką otuchę zamiast kolejnych leków?

Wzrok Pietra zsunął się z jej twarzy. Podążyła za jego spojrzeniem i zobaczyła, że wyciąga w jego stronę uniesioną rękę. Jej palce drżały. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że próbowała go przytrzymać. Opuściła dłoń i przygryzła wargę. Desperackie pragnienie jego obecności, jego dotyku, dowodziły, że wreszcie osiągnęła kres wytrzymałości. Nie mogła już dłużej mierzyć się sama ze swoim strachem.

Krzesło znów lekko zaszurało. A potem mocne palce zamknęły się na jej dłoni. Jego dotyk był łagodny i uspokajający, otaczał jej rękę ciepłem i otuchą. Nic więcej nie powiedział, a ona nie patrzyła mu w twarz, bojąc się tej okropnej obcości, którą czuła, gdy spoglądała na mężczyznę będącego jej mężem. Zamiast tego skupiła się na jego dłoni trzymającej jej dłoń, na rytmicznych ruchach jego kciuka głaskającego jej ciało. Ta malutka pieszczota przeciwdziałała okropnemu ćmieniu niepokoju w jej brzuchu.

Ciepło i lekkie fale cudownych doznań rozchodziły się po jej ciele, aż podryfowała, wiotka i zrelaksowana, przez ocean dobrostanu. Jej palce zacisnęły się wokół jego palców, a on lekko oddał jej uścisk. Westchnienie wzbierało w jej gardle, a ciężkie powieki zamigotały sennie.

Myliła się.

Coś ich jednak łączyło. Czuła to teraz. Nie tylko ciepło i cudowne doznanie spokoju, ale coś jeszcze. Coś żywotnego w samym jej sercu. Jak brakujący kawałek puzzle, który włożyła na miejsce i wszystko znów było w porządku.

Bo miała przy sobie Pietra Agostiego.

Jej usta wygięły się w leciutkim uśmiechu, a ciężkie powieki się zamknęły.

Wszystko będzie dobrze.

Pietro przyglądał się śpiącej kobiecie, która wciąż ściskała jego dłoń. Skatalogował w niej wszystko, od cienkich palców i delikatnego nadgarstka po nagie ramię, które włoskie słońce zabarwiło na jasnozłoty kolor. Jej okrągłe piersi unosiły się i opadały pod kocem w równych oddechach. Jej obojczyk wydawał się kruchy, jakby w ciągu ostatniego tygodnia straciła na wadze. Na tę myśl uczuł żal. Jego dłoń zacisnęła się na jej dłoni, dopóki się nie zorientował, co robi, i nie wypuścił jej. Potrzebowała snu.

Przeniósł wzrok na jej twarz. Wciąż była zbyt blada, leciutko muśnięta piegami. Jej brwi miały ładny kształt i były ciemniejsze niż włosy. Również rzęsy były brązowe, a nie w kolorze blond. Miała prosty i właściwie przeciętny nos i równy podbródek. Jej jedyną cechą wyróżniającą były usta. Szerokie i wyśmienicie wyrzeźbione, stanowiły ziszczenie męskich fantazji. Samo myślenie o ich pieszczocie sprawiało, że krew Pietra spłynęła nisko, budząc twarde napięcie w kroczu. Uniósł rękę z łóżka i wsunął dłonie w kieszenie.

 

Odczuł ulgę, że zdołał uspokoić Molly. Najwyraźniej była przerażona i bardzo się starała tego nie pokazać, ale jego dotyk jej pomógł. Powiedział sobie, że postępuje właściwie. Oczywiście, że tak. Musiał działać szybko i nie było innego wyboru. Gdyby przemyślał to z wyprzedzeniem, przewidziałby komplikację, która go do tego zmusiła. Ale nie myślał jasno od wielu dni.