Miliony za miłośćTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ TRZECI

Ava z Flynnem obserwowali zachód słońca z nastrojowego tarasu restauracji na wzgórzu, gawędzili, żartowali i sączyli miejscowe wino. Cóż, że chłonęła wzrokiem raczej piękne rysy Flynna niż ogrody, zabytki i lśniącą rzekę? Flynn skupiał na niej całą uwagę. Pierwszy raz w życiu czuła się ważna, ceniona. Zacieśnili więź nawiązaną w Paryżu. Wkrótce jedno potrafiło dokończyć zdanie za drugie. Avę cieszyło, że tak doskonale się rozumieją. Nie chciała, żeby czar prysł po powrocie do maleńkiego hoteliku.

‒ Przyjdziesz do mnie do pokoju? – spytała, gdy wkroczyli do holu.

Wypowiedziała to pytanie niemal bez tchu, dlatego szybko uniosła głowę, by ukryć skrępowanie. Nie zdobyła doświadczenia nie ze strachu, lecz z wyboru. Wolała nie wspominać, dlaczego pozostała nietknięta.

Pragnęła Flynna jak nikogo innego. Do tej pory w ogóle nie wierzyła, że kogoś zapragnie, lecz do niego miała słabość już jako nastolatka.

Flynn zmarszczył ciemne brwi, jakby na zimno rozważał propozycję, ale chyba lata nieufności uczyniły ją nadmiernie podejrzliwą. Odpędziwszy niedorzeczne podejrzenie, ujęła jego ciepłą, silną dłoń. Gdy zamknął ją w swojej, oblała ją fala gorąca.

‒ Prowadź – zaproponował.

Serce Avy przyspieszyło do galopu. Weszli w milczeniu na górę, na sam strych. Nic nie zakłócało ciszy prócz skrzypienia schodów i jej nierównego oddechu. Ava z każdym krokiem mocniej odczuwała bliskość Flynna. Jego unikalny zapach budził rozkoszne tęsknoty. Mimo że spędzili razem cały wieczór, nie próbował jej uwieść. Dobrze, że interesowały go jej myśli i uczucia, nie tylko ciało. Mimo jego imponującej postawy ich dłonie pasowały do siebie. Czy ciała też będą? Zaczęła jeszcze szybciej oddychać. Flynn nie naciskał, ale sama doskonale wiedziała, czego chce. Staroświecki klucz ciążył jej w dłoni. Dwukrotnie próbowała go przekręcić, zanim zamek ustąpił.

‒ Uważaj na głowę – ostrzegła. – Mieszkam pod samym dachem, więc strop jest ukośny.

Zanim dokończyła zdanie, zdążył zamknąć za sobą drzwi. W przyćmionym świetle postawna sylwetka niemal wypełniała futrynę. Na ten widok ręce jej zwilgotniały, sutki stwardniały, a serce szybciej zabiło. Ze strachu, zdenerwowania czy radości? Gdy spuścił wzrok na jej biust, zaparło jej dech. Sprawiło jej wielką przyjemność, że widzi w niej kobietę. W Paryżu nie potrafiła określić, co do niej czuje, lecz w Pradze zobaczyła ogień w jego oczach.

Rzuciła klucz na biurko. Flynn zdjął jej torbę z ramienia i postawił obok. Choć ledwie musnął palcami jej ramię, zadrżała w radosnym oczekiwaniu.

Nigdy wcześniej nie zaprosiła mężczyzny do łóżka. Zanim nerwy zdążyły jej odmówić posłuszeństwa, podeszła bliżej i położyła ręce na muskularnym torsie. Ciepło rozpalonej skóry, wyraźnie wyczuwalne przez cienki materiał koszuli, rozproszyło wszelkie wątpliwości. Czuła pod palcami mocne bicie serca. Ledwie spostrzegła, że bije wolniej, równiej niż jej własne, ujął jej biodra i z uśmiechem przyciągnął ją do siebie. Gdy pogładził jej boki okrężnymi ruchami kciuka, tuż nad paskiem dżinsów, ubranie zaczęło jej przeszkadzać.

‒ Wyglądasz jak kot, któremu podano śmietankę – wyszeptała.

‒ I tak się czuję.

‒ Czy to znaczy, że dla mnie zamruczysz? – zażartowała, obejmując go za szyję.

Gdy wypowiedziała te słowa, dostrzegła w ciemnych oczach jakiś dziwny błysk, który przypomniał jej, że Flynn nie jest łagodnym domowym zwierzaczkiem. Niewątpliwie miał duże doświadczenie erotyczne. Widziała zachwycone damskie spojrzenia, gdy przechodził. Robił wrażenie pewnego swych atutów.

‒ Wypróbuj mnie, to się przekonasz – wymamrotał niskim głosem, który rozpalił jej zmysły.

Nie potrzebowała lepszej zachęty. Przylgnęła do niego i dotknęła jego ust. Zaskoczył ją ich chłód. I bierność Flynna, niemal całkowita. Ledwie naśladował ruchy jej warg. Kiedy wsunęła pomiędzy nie język, pogłębił pocałunek, a gdy wplotła palce w jego włosy, przejął inicjatywę. Zmiękła w jego ramionach i chłonęła cudowne doznania całą sobą, w zapamiętaniu, w uniesieniu, tak zachłannie, że w pewnym momencie przygryzła mu wargę.

‒ Spokojnie – upomniał ją prawie szeptem.

Niełatwo zachować spokój, gdy pod spuszczonymi powiekami rozbłyskują fajerwerki, gdy świeży zapach odurza jak narkotyk, a ubranie coraz bardziej przeszkadza. Gdy wsunął jej rękę w dekolt, jęknęła z rozkoszy.

Flynn z przyjemnością słuchał westchnień i pomruków Avy. A jak pachniała! Słońcem, latem, dojrzałymi owocami i pożądaniem. Kto by pomyślał, że ta delikatna angielska piękność skrywa pod dżinsami i kolorową koszulą temperament tygrysicy? Cieszyła go jej zmysłowość. Nigdy nikogo tak bardzo nie pożądał. Ale zapragnął jej już przed laty.

Niepotrzebnie przez cały tydzień uważał, żeby nie przekroczyć granic przyzwoitości. Oplotła go jak bluszcz i ciągnęła do siebie, spragniona jeszcze większej bliskości.

Zerknął w stronę dwóch łóżek. Niewątpliwie zarezerwowała dwuosobowy pokój, zanim koleżanka, z którą planowała zwiedzić Pragę, zachorowała i zrezygnowała z wyjazdu. Trzymając ją mocno w ramionach, ruszył w ich kierunku, ale zaraz uderzył głową o niski strop.

Pragnął jej tak bardzo, że najchętniej natychmiast przewróciłby ją na podłogę. Namiętne, lecz nieco niezręczne pocałunki Avy świadczyły o braku doświadczenia. Rozczulała go jej świeżość. Stanowiła ożywczą odmianę po całych szeregach doświadczonych, wyrafinowanych kochanek. Czyż od razu nie doszedł do wniosku, że będzie dla niego idealną partnerką?

Zaczął rozsuwać jej zamek błyskawiczny, ale przeszkodziły mu głosy sąsiadów zza cienkiej ściany, muzyka, a potem trzaśnięcie drzwi.

Niepewne, niemal zalęknione spojrzenie Avy potwierdziło jego przypuszczenia. Już w Paryżu nie umknęła jego uwadze jej nieznaczna rezerwa. Choć nie ulegało wątpliwości, że podziela jego pragnienia, dałby głowę, że pozostała nietknięta. Do dwudziestego czwartego roku życia! Jak to możliwe?

Głośny śmiech zza ściany wyrwał go z zadumy. Nie obchodziło go, że sąsiedzi usłyszą skrzypienie łóżka i krzyki rozkoszy. Nie wątpił też, że potrafiłby sprawić, by Ava zapomniała o całym świecie, ale nie mógł pozwolić, by przeżyła swój pierwszy raz w tak nędznych warunkach. Zasługiwała na coś lepszego. Wielkim wysiłkiem woli chwycił ją za łokcie i odstąpił do tyłu. Spróbowała zmniejszyć dystans, ale ją powstrzymał.

‒ To zły pomysł ‒ wyjaśnił.

‒ Dlaczego?

‒ Nie tutaj. Nie teraz, nie w tych okolicznościach.

‒ Mnie nie przeszkadzają – zaprotestowała.

‒ Ale mnie bardzo.

Dopiero w tym momencie uświadomił sobie, jak bardzo zmieniło się jej życie od ich ostatniego spotkania. Dawniej nie zamieszkałaby nigdzie indziej jak tylko w pięciogwiazdkowym hotelu. Ale nie narzekała. Wręcz przeciwnie. Ogromnie ją cieszyła możliwość zwiedzenia Pragi podczas dwutygodniowego urlopu.

Flynn nie zdołał utrzymać rąk przy sobie. Wyglądała uroczo, nawet nadąsana. Powiódł palcem wzdłuż szyi do uniesionego podbródka. Ledwie powstrzymał uśmiech satysfakcji, gdy zadrżała pod jego dotykiem. Już do niego należała. Mimo to odstąpił do tyłu, żeby nie ulec pokusie i nie porwać jej w ramiona, by znów zobaczyć to tęskne, zamglone spojrzenie.

‒ Lepiej już pójdę – oświadczył.

Zdziwiona, zawiedziona mina Avy powiedziała mu, że powinien udzielić obszerniejszych wyjaśnień, ale żadne słowa nie przyszły mu do głowy. Jedyne, co mógł zrobić, to odejść.

‒ Do zobaczenia jutro – rzucił na odchodnym.

ROZDZIAŁ CZWARTY

Następnego ranka Ava unikała patrzenia w lustro. Wiedziała, co by zobaczyła: zaczerwienioną z gniewu, rozczarowaną i zmęczoną twarz. Przez całą noc prześladowały ją niespokojne sny, z których raz po raz budziła się, obolała z tęsknoty.

Wciąż na nowo odtwarzała koszmarną scenę z poprzedniego wieczoru, kiedy Flynn niemal siłą odsunął ją od siebie. Nadal widziała zacięte usta, gdy mówił: „nie tutaj, nie teraz”. Czym go uraziła? Chyba nie odczytała błędnie jego intencji? Nie wierzyła, że zraziło go nędzne otoczenie. Nosił wprawdzie szyte na miarę buty i doskonale skrojone ubrania, ale pochodził z klasy robotniczej. Widziała ich skromną chatę w majątku. Marshallowie nie byli snobami! Nie, nie uciekł z pokoju, lecz od niej. Ale dlaczego? Duma nie pozwalała jej uznać, że uznał ją za nieatrakcyjną. Kiedy ją całował, wyglądał na zadowolonego. Tyle że to nie on zainicjował ten pocałunek. To ona zaprosiła go do siebie. Czy popełniła błąd?

Pukanie do drzwi przerwało gonitwę myśli. Czyżby Flynn? Serce Avy przyspieszyło rytm. Kusiło ją, żeby udać, że nie słyszała. Zła na siebie, wyprostowała jednak plecy i pomaszerowała ku drzwiom. Ujrzała w nich mężczyznę o głowę niższego od Flynna i dwa razy grubszego. Trzymał w rękach przepiękną kompozycję z peonii i kamelii.

‒ Panna Cavendish? – zapytał.

Gdy zdumiona skinęła głową, wręczył jej bukiet, ukłonił się i zszedł po schodach, zanim zdążyła ochłonąć.

Ava wniosła kwiaty do pokoju. Natychmiast przydały ubogiemu wnętrzu elegancji. Wyglądały tak doskonale, że nie dowierzała, że są żywe. Dopiero dotyk jedwabistych płatków przekonał ją, że nie wyszły spod ludzkiej ręki. Drżącymi rękami umieściła je na stole. Do dwudziestego czwartego roku życia nikt nie dał jej kwiatów. Żałosne! Mężczyźni, z którymi się umawiała, chcieli jej fundować napoje i jedzenie, ale nic tak romantycznego i niepraktycznego.

Zadrżała na wspomnienie purpurowych róż o długich łodygach w drogim pudełku z kwiaciarni. Nie otrzymała ich w prezencie. Stanowiły potwierdzenie prawa własności. Odpędziła bolesne wspomnienie, wyjęła dołączoną kartkę i przeczytała:

Przypominają mi Ciebie.

Bez podpisu, ale musiał je przysłać Flynn.

 

Ava popatrzyła na bujne peonie o delikatnej, bardzo kobiecej, jasnoróżowej barwie i czyste, eleganckie, lecz skromne kamelie. Kobiecość i dziewictwo. Czyżby tak ją postrzegał? Trudno nazwać jej kształty bujnymi, a nie mógł odgadnąć, że pozostała nietknięta. Cały kłopot w tym, że nie wiedziała, na czym stoi.

Porzuciła nawyk trzymania płci przeciwnej na dystans w momencie, gdy Flynn po raz pierwszy uśmiechnął się do niej w Paryżu. Jego urok osobisty i wspólna przeszłość skruszyły bariery ochronne, które budowała przez lata w obronie przed gładkimi, zachłannymi mężczyznami. Tempo rozwoju ich związku uśmierzyło lęk. Ostatniej nocy jednak niepotrzebnie je przyspieszyła, zbyt oczarowana i zachwycona, by zachować umiar. Myślała, że go zna, póki nagle jej nie opuścił. Jak z nim postępować? I co zrobić z uczuciami, które przewróciły jej uporządkowany świat do góry nogami i zachwiały jej wiedzą o sobie?

Po opuszczeniu hotelu włożyła okulary słoneczne i wyszła na spokojną, brukowaną uliczkę. Zdążyła zrobić zaledwie trzy kroki, gdy z budynku naprzeciwko, pomalowanego na pastelowe kolory, wyszła wysoka postać. Flynn. Serce podeszło jej do gardła.

‒ Wybaczysz mi, że cię wczoraj opuściłem? – zagadnął na powitanie.

Mimo błysku w oczach Ava spostrzegła wyraźne bruzdy wokół ust. Jej zdaniem świadczyły o napięciu lub skrusze albo też za dużo sobie wyobrażała. Przybrała uprzejmy wyraz twarzy, wyćwiczony od dzieciństwa, ale nie zwiodła Flynna.

‒ To oczywiste, że się na mnie gniewasz – stwierdził z niezachwianą pewnością.

Ava uniosła brwi ze zdziwienia. Nikt prócz Ruperta nie potrafił odczytać jej myśli za nieprzeniknioną maską, ale brat dorastał w tej samej rodzinie i cierpiał razem z nią. Wiedział, że uprzejmość i powierzchowny czar nie mówią całej prawdy o człowieku.

‒ Przepraszam. Jeżeli stanowi to jakiekolwiek pocieszenie, muszę przyznać, że była to najtrudniejsza decyzja w całym moim życiu – dodał po chwili.

Rozbroił ją natychmiast. Zła na własną słabość, zacisnęła zęby. Jak mogła pozwolić, by mężczyzna zyskał nad nią tak absolutną władzę? Najgorsze, że bardzo chciała mu uwierzyć.

‒ Więc dlaczego to zrobiłeś? – zapytała.

‒ Zasługujesz na coś lepszego – odrzekł z nieznacznym uśmieszkiem.

‒ Niż ty? – spytała, choć nie potrafiła sobie wyobrazić wspanialszego człowieka.

Flynn powoli pokręcił głową, zaglądając jej głęboko w oczy.

‒ O nie, przenigdy. Nie zniósłbym, gdybyś wybrała innego. Miałem na myśli wąskie łóżko, skrzypiące sprężyny i sąsiadów, słuchających każdego jęku i krzyku.

Mimo że sugestywny opis rozpalił jej wyobraźnię, Ava zaprotestowała:

‒ Mimo wszystko ocena sytuacji należała do mnie. Nie powinieneś był mnie opuszczać w taki sposób.

‒ Wiem, ale gdybym został chociaż chwilę, porwałbym cię w ramiona i nie puścił, póki nie wykrzyczałabyś mojego imienia w ekstazie.

‒ Czy to źle?

‒ Wspaniale, lecz kiedy wyrównalibyśmy oddechy, żałowałabyś, że wszyscy na piętrze wiedzą, co robiliśmy.

Miał rację, ale gdy pożerał wzrokiem jej piersi, nie potrafiła sobie wyobrazić, że mogłaby pożałować seksu z nim.

‒ Chcę, żebyś zapamiętała swój pierwszy raz na całe życie. Pragnę cię rozpieszczać, żebyś się czuła kimś wyjątkowym, a nie przygodną kochanką z wakacji.

Ułagodził ją w mgnieniu oka. Naprawdę jej pożądał i w dodatku szanował. Nikt wcześniej nie dbał o jej odczucia. Ogarnęła ją wielka radość. Kiedy jednak dotarł do niej sens jego wypowiedzi, natychmiast spochmurniała.

‒ Skąd wiesz, czy to mój pierwszy raz? – wycedziła przez zaciśnięte zęby, przerażona, że po tylu latach samokontroli tak łatwo dała się rozszyfrować.

‒ Dziewictwo to nie wstyd, ale zachwycający atut – odpowiedział.

‒ Czyżbyś gustował w dziewicach? – spytała szorstkim tonem. Czy to gorące spojrzenie przypominało tamto sprzed lat, z tamtej feralnej nocy we Frayne Hall, kiedy próbowano ją kupić jak niewolnicę, jak rzecz?

‒ Avo? Co z tobą? – zapytał z troską. – Co cię uraziło? Powiedz, proszę.

Lecz Ava nie potrafiła się zdobyć na wyjawienie wstydliwego sekretu. Czułaby się zbrukana.

‒ Nic – mruknęła. – Drażni mnie tylko, że nie interesuję cię ja, tylko moje dziewictwo.

Flynn ujął jej dłoń i przesunął językiem po wnętrzu w stronę nadgarstka, wywołując przyjemny dreszczyk pod skórą.

‒ Nie uwodzę dziewic, daję słowo. Pragnę ciebie, i to nie tylko w łóżku – przekonywał tak żarliwie, że w końcu uwierzyła w jego czyste intencje.

Flynn wyprostował plecy i zerknął przez jej ramię, przypominając, że stoją przy murze na niemal opustoszałej ulicy. Potem wziął ją za rękę i zaproponował:

‒ Chodź ze mną. Zorganizowałem niespodziankę. Mam nadzieję, że ci się spodoba. Tam podyskutujemy.

Ava nawet nie drgnęła. Potrzebowała konkretnych odpowiedzi. Oscylowała pomiędzy pewnością, że są dla siebie stworzeni, a nieokreślonym przeczuciem, że przeoczyła coś ważnego, że ich związek w rzeczywistości nie jest romantyczną idyllą, na jaką wygląda. Minionej nocy czuła, że stoi na progu nowego doświadczenia z człowiekiem, który ją rozumie, który zmieni jej szare życie w fascynującą przygodę. Gdyby lubiła fantazjować, porównałaby go do szlachetnego, aczkolwiek nieokiełznanego rycerza o duszy buntownika. Teraz ogarnęły ją wątpliwości, czy nie za bardzo go idealizowała. Musiała wiedzieć, na czym stoi.

‒ Powiedz mi teraz, czego ode mnie oczekujesz – zażądała.

Ciemne oczy patrzyły na nią badawczo. Gorące spojrzenie rozpalało jej zmysły. Powietrze między nimi niemal iskrzyło, naładowane energią.

‒ Proszę – ponagliła. – Muszę poznać twoje motywy.

Flynn ze smutnym uśmiechem pokręcił głową.

‒ Inaczej to zaplanowałem.

‒ Co?

Ku jej zaskoczeniu z tajemniczym uśmieszkiem ukląkł na bruku, ale zaraz spoważniał, gdy kolejny raz uniósł jej dłoń do ust.

‒ Czy wyjdziesz za mnie, Avo? – zapytał.

Ava nie wierzyła własnym uszom. Jednak mu na niej zależało bardziej, niż przypuszczała. Nawet w najśmielszych marzeniach nie wyobrażała sobie, że Flynn zapragnie spędzić z nią resztę życia. Ale żeby od razu proponować małżeństwo? Przeżyła szok. Nigdy nie marzyła o ślubie, prawdopodobnie dlatego, że postrzegała związek rodziców jak wyrok pozbawienia wolności, a nie jako szczęście aż po grób. Nawet teraz, choć najchętniej zatrzymałaby go przy sobie, nie pociągała jej perspektywa wyjścia za mąż.

‒ Przecież… znamy się dopiero tydzień – wykrztusiła, gdy odzyskała mowę.

‒ Nieprawda. Znasz mnie od lat.

Ale jak dobrze? Siedem lat starszy od niej, zwykle pomagał ojcu w polu albo matce w kuchni. Odkąd wyjechał do Londynu, widywała go tylko podczas krótkich wizyt w domu. Mimo to znała jego charakter, jego uczciwość. Obchodził go jej los jak nikogo w rodzinie. A noc wypadku odmieniła jej życie przede wszystkim dlatego, że dał jej czas na uporządkowanie myśli. Nie zdawał sobie sprawy, ile jego pomoc dla niej znaczyła. Dzięki niemu doszła do wniosku, że musi wrócić do domu i stawić czoło swoim demonom. Już wtedy niemal go pokochała. Nic dziwnego, że teraz zakochała się bez pamięci. Uosabiał wszystko, czego oczekiwała od mężczyzny: honor, szacunek, wiarygodność i namiętność.

‒ Małżeństwo to poważna decyzja – zaprotestowała jednak wbrew swoim odczuciom. ‒ Muszę ją przemyśleć.

‒ Pomyśl tylko – kusił Flynn, nadal na klęczkach. – Ty i ja, na zawsze razem.

Mimo że słowom towarzyszyło gorące spojrzenie, które przemawiało do wyobraźni, Ava nadal się wahała. Wciąż nie mogła uwierzyć, że ją pokochał. Jeszcze nie ochłonęła po wstrząsie.

‒ Potrzebuję czasu – wyrzuciła z siebie jednym tchem, podświadomie czekając na karcące spojrzenie.

Ojciec zawsze patrzył na nią spode łba, gdy natychmiast nie spełniała jego żądań, lecz Flynn tylko skinął głową i wstał.

‒ Oczywiście. – Objął ją i przyciągnął do siebie, jakby już do niego należała. ‒ Chodźmy stąd. Chcę cię gdzieś zabrać. Tam porozmawiamy.

Zaprowadził ją na taras luksusowej restauracji z widokiem na rzekę i ozdobiony posągami Most Karola na krańcu starego miasta. Po lśniącej Wełtawie pływały łabędzie i małe stateczki. Najdziwniejsze, że mimo pory lunchu mieli cały lokal dla siebie. Raczej nie cudem, bo naczelny kelner zawracał od drzwi przychodzących.

‒ Wykupiłeś wszystkie miejsca? – spytała z mieszaniną niedowierzania i rozbawienia. Sądząc po strojach Flynna i na podstawie dość enigmatycznych opowieści, wyobrażała sobie rozmiary jego bogactwa, ale nadal ją dziwiło, że poniósł dla niej tak wielki wydatek.

‒ Chciałem być tylko z tobą, sam na sam – wyjaśnił, ujmując jej dłoń i zaglądając głęboko w oczy.

‒ Ale…

‒ Spokojna głowa. Stać mnie na to. Ale wolę rozmawiać o nas. ‒ Uniósł kieliszek i wzniósł toast: ‒ Za naszą wspólną przyszłość.

‒ Za przyszłość.

‒ Nadal nie jesteś pewna, czy chcesz za mnie wyjść – stwierdził z uśmiechem. ‒ Uważasz, że nie stanowimy dobranej pary? Nie było ci ze mną miło?

‒ Cudownie, ale spędziliśmy razem zaledwie tydzień.

Po co w ogóle dyskutowała? Przecież kochała go tak bardzo, że powinna być w siódmym niebie. Nie można jednak zwalczyć w jednej sekundzie długoletnich przyzwyczajeń.

‒ Ile czasu potrzebujesz? Miesiąca? Roku? ‒ naciskał Flynn. ‒ Ja wiedziałem, że jesteś dla mnie stworzona, od chwili, kiedy zobaczyłem cię w Paryżu. Nigdy nie chciałem pojąć za żonę żadnej innej. Bez ciebie jestem niekompletny – zapewnił z całą mocą. Zanim zdążyła zareagować, wyjął jej kieliszek z ręki, podniósł ją i posadził sobie na kolanach. ‒ Czy dlatego się wahasz, że ci na mnie nie zależy?

‒ Zależy i to bardzo. Wiesz o tym, Flynn – wyznała szczerze.

Po latach ukrywania emocji nie musiała wreszcie niczego udawać. Ich znajomość była oparta na szczerości. Uczciwa. Triumfalny uśmiech Flynna tak ją rozbawił, że się roześmiała. Radosne uniesienie rozproszyło wątpliwości.

‒ Więc powiedz tak, a zorganizuję najokazalszy ślub w całym Londynie, w kościele, z tłumem druhen i wspaniałym weselem – kusił. ‒ Wyobrażam sobie ciebie w białej sukni z długim trenem i…

Ava zesztywniała. Zimny dreszcz przebiegł jej po plecach. Doskonale pamiętała długą białą kreację, który włożyła na ostatni zimowy bal we Frayne Hall. Gdy otworzyła eleganckie pudełko, uznała ją za dzieło sztuki krawieckiej. Ale zachwyt minął, gdy ją założyła. Przylegała jak druga skóra, wystawiając ją na lubieżne spojrzenia.

‒ Nie! Tylko nie biel! – zaprotestowała gwałtownie. ‒ I żadnego przepychu!

‒ Ależ dlaczego? Wyglądałabyś przepięknie – przekonywał żarliwie.

Robił wrażenie zaskoczonego, ale nie miała zamiaru go oświecać. Wolała pogrzebać przeszłość i patrzeć tylko w przyszłość.

‒ Wykluczone – oświadczyła z całą mocą. – Jeżeli wezmę ślub, to cichy, kameralny. I na pewno nie w bieli.

‒ Pewnie chciałabyś zaprosić przyjaciół i rodzinę, żeby świętowali razem z tobą.

Ava pokręciła głową. Nie miała wielu przyjaciół. Dawno nauczyła się odróżniać tych prawdziwych od tych, których przyciągały do niej koneksje i pieniądze jej rodziny. Gdy majątek stopniał, odeszli. Obecnie pozostał jej tylko Rupert, ale mieszkał w Ameryce. Rodzice nie żyli.

‒ A ja uważałem cię za romantyczkę! Myślałem, że lubisz koronki i róże.

‒ Uwielbiam, ale nie odpowiada mi pomysł robienia z prywatnej ceremonii publicznego widowiska.

‒ Więc wyjdziesz za mnie? – spytał ponownie, ujmując jej twarz w dłonie.

Ava westchnęła głęboko. Spojrzenie czarnych aksamitnych oczu działało jak pieszczota. Kusiło ją, by iść za głosem serca, ulec namiętności i całkowicie mu zaufać. Ale żeby od razu wychodzić za mąż…?

‒ Muszę przemyśleć twoją propozycję – powtórzyła.

Już gdy wypowiadała te słowa, wewnętrzny głos niemal krzyczał, żeby przestała być tchórzem. Kochała i pragnęła Flynna. Powinna wreszcie spróbować ufać ludziom.

‒ W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak wykorzystać moje zdolności przekonywania – oświadczył ze zniewalającym uśmiechem, czule gładząc ją po policzku.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?