Niespodziewany ślub

Tekst
Z serii: Medical
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Bo przyjdzie coś większego?

– Otóż to. Tak to tutaj działa. W Ameryce Łacińskiej są jeszcze inne gangi, znacznie gorsze, ale ci… – gestem głowy wskazał grupkę zbirów – to pikuś.

Obserwował jej reakcję. Wielu turystów nie pojmowało, że przemoc może być ponad prawem. Zwłaszcza na małej wyspie liczącej mniej niż pół miliona mieszkańców.

Jednak strach, siła oraz wyraźne poczucie tożsamości to idealna mieszanka, żeby zdobyć władzę. To w ten sposób oczarowali jego braciszka, zagubionego chłopaka, który ciągle szukał swojego miejsca w świecie. Więc je dla niego znaleźli. A potem wystawili na linię ognia.

Nie miał pojęcia, do kogo miał największy żal. Do szpitala, że go nie uratował, do Noche Blanca, że się nim osłonili, czy do siebie, że w porę nie zauważył, co się dzieje i zmusił brata do pracy w rodzinnym biznesie.

Przekuł gorycz w działanie. Na ochotnika zaproponował, że zajmie się każdą ofiarą przemocy niezależnie gdzie się znajdą i w jakich okolicznościach.

– Twój ojciec zaszedł im mocno za skórę. – Nie mrugnęła powieką. Kurczę, jak oczy mogą być aż tak niebieskie? – Nie wyglądasz na zaskoczoną, więc chyba jesteś jego nieodrodną córką.

– Z genetycznego punktu widzenia, owszem.

Cholera, Isla nie powinna przechodzić przez to samo co on, doświadczając straty sprowokowanej przemocą.

Kiwnął na El Loco głową, po czym po hiszpańsku poprosił, żeby się dowiedział, czy El Jefe przywiezie ojca Isli do przychodni. Tej ukrytej przed oczami wścibskich.

– Oszalałeś?! – rzucił zdumiony olbrzym, niemal od dziecka na usługach gangu.

Diego wzruszył ramionami. Jasne, że to niemożliwe.

Tak, to szaleństwo, ale jeżeli uratuje Cruzita, Noche Blanca będzie u niego miała już drugi dług. Tego wieczoru zażąda od Axla spłacenia obu.

– Zadzwoń do niego. – Reszcie zbirów wydał polecenie, by przenieśli chłopaka do motorówki.

– Jesteś gotowa na przejażdżkę życia? – zapytał Islę, spoglądając jej prosto w oczy.

Odetchnęła głębiej.

– Jak tylko ty będziesz gotowy.

ROZDZIAŁ TRZECI

W zawrotnym tempie dowiadywała się o sobie nowych rzeczy, mknąc motorówką, modląc się, by śmiertelnie ranny przestępca przeżył. Jeżeli mu się nie uda… lepiej o tym nie myśleć. Oto efekt siedmiu lat studiów medycznych. Zrozumiała kilka rzeczy.

Po pierwsze, że zrobi wszystko, by ratować ojca. Łącznie z tym, by ramię w ramię z Diegiem pomóc podczas operacji chłopaka, mimo że zarzuciła chirurgię, osiadłszy w Loch Craggen.

I dlatego znalazła się w dobrze wyposażonej salce operacyjnej na tyłach niepozornego budyneczku. Poproszono ją o pomoc, chociaż zabrzmiało to jak „radzę, bądź przy tym, jeśli chcesz wyciągnąć ojca z tej kabały”. Ucieszyło ją, jak szybko sobie przypomina wszystkie procedury.

To jak z jazdą na rowerze, powiedziałby ojciec.

Z drugiej jednak strony, nie była pewna, czy stojąc tak blisko Diega, powinna czuć się bezpieczna, czy nie wciąga jej to w sieć kolejnego czarującego mężczyzny. Coś jak syndrom sztokholmski. To najgorsze antidotum na jej złamane serce i utratę wiary w siebie.

Zerknęła na niego. Ponad niebieską maską tylko jego oczy koloru espresso okolone czarnymi rzęsami. Czy tym oczom można ufać? Czy rzeczywiście są bramą do duszy tego człowieka?

Najbardziej przerażała ją wyostrzona na niego reakcja jej ciała. Dużo za duży męski uniform operacyjny łaskotał ją w piersi i brzuch. Nieprzyjemnie, bo kto chciałby nosić rzeczy mordercy swojego ojca.

Przyczyną takich doznań na pewną nie było to, że Diego wyglądał, jakby dopiero co zszedł z wybiegu. Nie. Chodził raczej o to, jak swobodnie czuje się w jej obecności. Jak w ogóle nie przejmuje się całą tą sytuacją.

Sprawia wrażenie wręcz… opiekuńczego. To zdecydowanie jakiś podstęp, by uśpić jej czujność. Narzeczony wychwalał pod niebiosa jej solidność i poczucie odpowiedzialności, ale jak tylko wyczuł coś bardziej interesującego, puścił ją kantem.

Cóż, brak zaufania to jej problem.

Wszystko to działo się w jej głowie, jednocześnie towarzysząc świadomości, że jeżeli operacja się nie uda, jej nazwisko znajdzie się na pierwszych stronach gazet.

„Bojownik o prawa zwierząt oraz jego nudna córka ze złamanym sercem zginęli w tajemniczej strzelaninie”.

Przeszył ją dreszcz. Jeżeli nie pomoże uratować tego człowieka, ona sama oraz ojciec stracą życie.

Poczuła, że drżą jej palce.

– Wszystko w porządku? – Diego spojrzał na nią sponad maski z dłońmi znieruchomiałymi nad otwartą raną.

Si. Muchas gracias.

Co jej strzeliło do głowy odezwać się łamaną hiszpańszczyzną?! I kogo chce wywieść w pole?

Siłą woli zapanowała nad drżeniem, mimo że nic nie było w porządku. Wynurzyła się z pęt strachu, by uciec do pięknego, spokojnego i bezpiecznego miejsca, jakim jest medycyna. Tutaj czuła, że panuje nad wszystkim.

– Uważam, że będzie najlepiej, jak zostawimy kulę – powiedział, nie podnosząc na nią wzroku.

– Dlaczego?

Głupie pytanie. To jego sala operacyjna i jego zasady. Jego zasady. Jego gang uzbrojonych osiłków, teraz gdzieś ukrytych. Może nawet teraz torturują jej ojca.

A jeżeli Diego to w rzeczywistości Axl Cruz?! I to jest jego syn?

Porażona tą myślą, jak przez mgłę usłyszała jego słowa.

– Już to robiłaś?

– Nie. W Loch Craggen rany postrzałowe trafiają się bardzo rzadko. Broń jest nielegalna, a wypadki podczas polowań dzięki Bogu nieliczne.

Chrząknął wymownie.

Masz szczęście.

Pomyślała z nadzieją, że być może Diego jest po właściwej stronie prawa. Może to swoisty Robin Hood, który wykrada leki, żeby ratować… kogo? Ludzi, którzy uprowadzili jej ojca.

Ratowanie życia ludzkiego! Skup się na tym.

– Nie dojdzie do zatrucia ołowiem?

– Nie. – Pokręcił głową, po czym wyciągnął rękę, by podała mu żegadło do koagulacji naczyń krwionośnych. – Zatrucie krwi to już przeszłość. Dzisiaj do zakażenia krwi może dojść tylko, gdy pocisk wcześniej został zanurzony w środkach broni biologicznej. – Pochyliwszy głowę, skupił się na otwartych naczyniach. – Dzięki Bogu, tutaj to nie dotarło. Bardziej ryzykowne byłoby usunięci kuli, bo straciłby jeszcze więcej krwi.

Przeniósł wzrok na opakowanie wiszące na stojaku.

– Miał szczęście, że poza płucem żaden inny ważny narząd nie został uszkodzony. Bo gdyby do tego doszło, nie stalibyśmy tutaj. Nic więcej nie możemy zrobić, więc lepiej będzie, jak pozwolimy, żeby rana nad tą kulą się zabliźniła. Pomijając problemy z ochroną na lotnisku, tkanka włóknista wokół kuli uchroni organizm przed większością powikłań. A jak nie… – Wzruszył ramionami. – Wiedzą, gdzie mieszkam.

Nagle owiał ją chłód. A może to podwójny blef?

– Jesteś… jednym z nich? – wyrwało się jej.

Zauważyła drobniutkie zmarszczki w kącikach jego oczu. Jednocześnie maseczka lekko się wydęła, jakby bezgłośnie prychnął śmiechem.

Nie? Zdecydowanie nie chciała, by potwierdził, więc uwierzyła, że równało się to zaprzeczeniu. Sprawa komplikowała się coraz bardziej.

Nie dał jasnej odpowiedzi, zajęty systematycznym przyżeganiem naczyń krwionośnych i oczyszczaniem rany.

Obserwowała go. Długie czarne rzęsy podkreślały czerń tęczówek. Dopiero teraz zauważyła na nich złociste niteczki. Jak w ciemnym rumie oglądanym pod słońce. Mocny, a zarazem łagodny.

Podczas podróży motorówką zauważyła, że w chwilach skupienia ze ściągniętymi brwiami zwilża wargi językiem, a następnie przygryza dolną wargę, przegarniając włosy palcami. Z przerażeniem poczuła, że zalewa ją fala pożądania. Najłatwiej było dać jej odpór, przypominając sobie, że prawdopodobnie życie jej i ojca znajduje się w jego rękach.

Godzinę później podał jej ostatnie zaciski.

– Musisz być zmęczony – powiedziała. – Może byś mi wyjaśnił… jak on się nazywa?

– Cruzito. Czyli mały Cruz – przetłumaczył. – A jego imię od chrztu to Paz.

– Dziwne. Coś znaczy?

– Pokój.

Prychnęła śmiechem.

– Serio?

– A jego papa nazywa się Ojciec Pokoju.

– Axl Cruz? Naprawdę? W dziwny sposób to pokazuje.

Popatrzył na nią z przechyloną głową.

– Zaszyjesz go?

Okej, więcej się nie dowie. Sytuacja okazywała się bardziej skomplikowana niż tylko to, że bandzie złoczyńców zależy na pieniądzach i władzy.

Odstąpił od stołu, ściągnął maskę i spokojnie wziął się za porządkowanie swojej strony stołu. Ten gest wydał się jej… niesamowity, zwłaszcza że Diego wyraźnie nie należał do tych, którzy ot tak oddają władzę przy stole operacyjnym. I na pewno uważał, że na jego zaufanie i szacunek trzeba zapracować.

Nie miała nic przeciwko temu.

Opuściła wzrok na jego szyję i skórzany rzemyk. To, co na nim wisiało, zasłaniała bluza.

Korciło ją, by tego dotknąć. Fatalnie. Jeszcze nigdy nie zareagowała na mężczyznę, ulegając tak prymitywnym instynktom. A to jest człowiek, który ją porwał.

– Gdzie jest mój ojciec?

– Nie tak szybko, cariña. – Rzucił jej nieprzeniknione spojrzenie.

Cariña? Poważnie? W tych okolicznościach to czułe słówko było rażąco nie na miejscu. To on panował nad sytuacją. Tylko jemu i Axlowi Cruz są posłuszni pandilleros. Przewyższa ich o głowę, jest szczupły, ale umięśniony, porusza się z lwią pewnością siebie oraz przeświadczeniem, że poradzi sobie ze wszystkim. Taka pewność siebie charakteryzuje wielu chirurgów. Bo od nich zależy życie i śmierć.

Gdy założyła wszystkie szwy, zjawili się dwaj ludzie, by wywieźć Cruzita do salki pooperacyjnej.

Chwilę później do sali operacyjnej wkroczył mężczyzna z dwoma uzbrojonymi bandziorami. Nie wyglądał groźnie, ale otaczała go aura władzy. To musiał być Axl Cruz.

 

Popatrzył na pusty stół operacyjni, po czym zasypał Diega gradem słów po hiszpańsku.

– Co on mówi?

Zrobiłaby wszystko, żeby mówić płynnie w tym języku, tym bardziej że ewidentnie rozmawiali o niej, szacując ją wzrokiem niczym konia wyścigowego.

Goryle stali z kamiennymi twarzami, jakby codziennie byli świadkami takich scen.

W pewnej Diego i Cruz podnieśli głos. Doszło do ostrej wymiany zdań, aż Diego huknął pięścią w stół. To język ciała człowieka, który stawia ultimatum.

Negocjuje jej uwolnienie? Na El Valderon nie było ani ambasady brytyjskiej, ani komisarza. Nie znała nawet numeru telefonu, pod którym mogłaby poprosić o pomoc. Zdawała sobie jednak sprawę, że nawet gdyby go znała, każda taka interwencja dolałaby tylko oliwy do ognia.

Skupiła wzrok na Axlu.

Wzruszył ramionami, jakby mówił: „Co twoim zdaniem mam z tym zrobić?”. Najwyraźniej i on postawił ultimatum. Na pewno nie na jej korzyść.

Gdy wyszedł, miała wrażenie, że zabrał z sali całe powietrze.

Dotykając rzemyka na szyi, Diego zwrócił się z pytaniem do jednego z goryli. Wyczuła w nim nutę szyderstwa. Mężczyzna tylko wzruszył ramionami, po czym ruszył za szefem.

Jak sparaliżowana patrzyła, jak Diego chwyta za skórzany rzemyk i zdejmuje go z szyi.

– Zdejmij rękawiczki.

– Słucham?

Mimo to go posłuchała, a gdy wziął ją za rękę, poczuła, że płonie. Wsunął jej na palec coś chłodnego.

Obrączka. Piękna plecionka ze złota, srebra i platyny zwieńczona ogromnym brylantem.

– Co jest…? – wykrztusiła.

– Wyjdź za mnie.

Był wstrząśnięty tak samo jak Isla tymi oświadczynami.

– Zostań moją żoną – powtórzył nietypowym dla siebie tonem. Zabrakło w nim chłodu, jakim się otoczył, gdy niemal wyrwano mu serce.

Pokręciła głową, jakby to mogło zmienić słowa, które usłyszała.

– Zaraz, zaraz… Czy to znaczy to samo co w Szkocji? Bo tam, skąd pochodzę, to znaczy zostać mężem i żoną?

– Mam absolutną pewność, że wyraziłem się jasno. – Powiedział to z miną zupełnie nieprzystającą zakochanemu panu młodemu.

– Nie rozumiem.

Bo żyła w bardziej przyjaznym świecie, gdzie nie było walki o przetrwanie.

– Wyjdź za mnie, żeby uratować ojca. I siebie.

Axl postawił sprawę jasno. Zostawi rezerwat w spokoju, jeżeli MacLeay zniknie. Na zawsze.

To jedyne wyjście, żeby uratować Douga i Islę.

Gdy zginął jego brat, Axl mu obiecał, że wszyscy jego bliscy będą bezpieczni, więc był tylko jeden sposób, żeby Doug i Isla stali się członkami jego rodziny. Powiedział Axlowi, że ją kocha. Że spadło to na nich jak grom z jasnego nieba.

– Powiadasz, że kochasz tę kobietę? – odparował natychmiast Axl. – Okej. Poślub ją. Zaraz.

Bo inaczej…?

Znikną oboje. I na pewno nie dlatego, że wylecą do Szkocji.

Po prostu.

Stał teraz przed kobietą, której w ogóle nie znał, i z bijącym sercem czekając na jej zgodę.

Gdzieś w tle trzasnęły drzwi, po czym dobiegły ich męskie głosy.

– To bez sensu. Cruzito dochodzi do siebie, więc teraz chyba nas puszczą?

– Nie, to nie tak. Oboje za dużo widzieliście. Namieszaliście…

– Namieszaliśmy? Chyba żartujesz!

Gdy położył jej palec na wargach, zalała go fala gorąca. Ją też? Rozlewająca się od dłoni aż po obojczyk. Co ta kobieta z nim wyprawia?!

Opuścił ramię, tłumiąc fizjologiczną reakcję.

– Zabiją twojego ojca. Co do tego nie ma wątpliwości. A ciebie? – Uniósł obie dłonie. – Pomogłaś ocalić życie jego syna. Być może wezmą to pod uwagę.

Wydawało mu się, że przez ułamek sekundy widział w jej oczach strach, ale tylko przez ułamek, bo natychmiast ukryła się za maską, jaką sam często nakładał, gdy trzeba było poinformować pacjenta, że ma raka. Rodziców, że ich dziecko jest nieuleczalnie chore. Przywdziewał ją, od kiedy jego brat zginął, ratując życie synowi przestępcy, który trzyma wyspę El Valderon jako zakładnika.

Pokiwała głową ze zrozumieniem.

– Włóż nowe rękawiczki.

Może szalony, ale ten plan mógł się powieść. Nie warto pytać, dlaczego się na to zdecydował. Axl bez trudu zwęszy w tym słabość i kłamstwo.

– Musimy go przekonać, że to jest to, czego chcemy. Że poznaliśmy się, jak tylko tu przyleciałaś i jesteśmy zaręczeni.

– Ale ja tu jestem dopiero od kilku dni!

– Nie słyszałaś o miłości od pierwszego wejrzenia?

Zaczerwieniła się, odwracając wzrok.

Też poczuła tę iskrę?

Nie bądź naiwny. To nie miłość, tylko pożądanie.

Wierzył w pożądanie, nawet w namiętność, ale… w miłość? Nie, w to już nie wierzy. Nie potrafi. Bo wie, jak ten świat się kręci.

– Jak wrócą, zdejmij rękawiczki. Nie zauważą, że to nowa para. I postaraj się, żeby brylant zaiskrzył, żeby go zobaczyli.

Przytaknęła, pochylając głowę tak, że rude loki zasłoniły jej twarz. Diego zacisnął dłonie w pięści, żeby nie ulec pokusie ich odgarnięcia. To nie pora bawić się w Romea i Julię.

Odrzuciła włosy, po czym rozejrzała się z niezadowoloną miną, jakby nie spodobał się jej wybrany przez niego kolor ścian. Nie wyglądała ani na zmieszaną, ani zdenerwowaną, chociaż większość ludzi by to czuła, gdyby ich życie zależało od poślubienia całkiem obcego partnera.

– Zawsze nosisz obrączkę na szyi? Na wszelki wypadek? – Bezczelnie popatrzyła mu w oczy, chociaż wyczytał w nich także wdzięczność.

Zsunęła obrączkę z palca.

– Mam pewien pomysł. Weź sobie tę obrączkę, a w zamian podaj mi numer na policję. Wolę takie okowy.

Z trudem pohamował śmiech. Nie tylko włosy miała ogniste.

Być zmuszonym do małżeństwa wbrew swojej woli to nie najlepszy pomysł. Mimo to nie widział innego wyjścia.

Wziął od niej obrączkę, po czym ponownie wsunął jej go na palec.

Amorcita, te ściany mają uszy. Nie mów tak głośno.

– Dlaczego nie możemy wezwać policji?

– Bo nie zareagują. Sprawy tego rodzaju pozostawią, żeby same się rozwiązały. – I dlatego odmówili eskortowania ambulansu, który mógł uratować życie jego bratu.

– Jak mam to rozumieć?!

– Nielegalne dochody trafiają do zbyt wielu kieszeni.

– Chyba żartujesz?!

Zerknął w kierunku drzwi.

– Ta obrączka należała do mojej babki. Nie wsunąłem jej na palec żadnej innej kobiecie. Bo nie chciałem.

Nagle dotarło do niego, jak szczere przemówiło przez niego uczucie. Kocha ją? Jasne, że nie. Złoży kościelną przysięgę, że będzie się nią opiekował i ją chronił? Bez wątpienia.

Dlaczego ona? Dlaczego teraz?

Odsunął odpowiedzi na później.

– Żeby ci uwierzyć, muszę usłyszeć chociaż jeden powód.

– Twoje życie jest zagrożone. Twojego ojca też. – Nie dopuści, by inną rodzinę spotkało to, co jego brata.

Gdy naciągała rękawiczki, oboje wpatrywali się, jak obrączka znika pod warstwą jasnoniebieskiego neoprenu.

Do sali wszedł jakiś mężczyzna. Sprawiał wrażenie zmęczonego, był potargany, jakby działał pod przymusem.

Ku swojemu zaskoczeniu Isla zauważyła na jego szyi koloratkę.

Dla Noche Blanca nie ma nic trudnego, pomyślał Diego. Znajdą księdza nawet w środku nocy.

Naszła go ponura myśl, że już wcześniej ksiądz mógł być wezwany, by udzielić namaszczenia Isli i jej ojcu. Przyszło mu też do głowy, że już udzielił ich również Cruzito.

Po jego minie zorientował się, że nie jest zachwycony udzielaniem ślubu.

Uśmiechnął się lekko. Axl poddaje go próbie. „Doktorek powiada, że kocha tę kobietę? Jest tylko jeden sposób, żeby to udowodnił”. Sam tak postąpił, poślubiając swoją kobietę po jednej upojnej nocy. Diego zrobi to samo.

– Dlaczego zmusza nas, żebyśmy zrobili to teraz? W środku nocy?

– To jest próba. Dawno temu obiecał, że nie skrzywdzi moich bliskich. Jeżeli chcesz wyjść z tego cało, musimy wziąć ślub. Powiedziałem mu, że jesteśmy zaręczeni. Że poznaliśmy się, jak tylko przyjechałaś i zapałaliśmy miłością od pierwszego wejrzenia. I że nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.

Przytrzymała się blatu stołu, a on w jej oczach chyba dostrzegł jakiś błysk. Chciałaby, żeby jego słowa się spełniły? Nigdy w życiu!

To zdecydowanie nie to. Gdyby poszedł tą drogą, oboje by zginęli.

Opieka, miłość, żałoba… ta triada silnych emocji doprowadził do tego, że znalazł się pułapce przysięgi Hipokratesowej. Niezależnie od okoliczności.

To nie przywróci bratu życia, ale jedna z tych rzeczy może złagodzić ból.

Spojrzał Isli w oczy, przekonując się w duchu, że robi to, by ratować profesora i jego córkę. Tylko tyle. Bez względu na przyspieszone bicie swojego serca.

Ujął jej twarz w dłonie jak prawdziwy kochanek.

– Jeśli chcesz uratować ojca, musisz robić to co ja.

Potrząsnęła głową.

Przygarnął ją do siebie, nie żeby ją unieruchomić, ale żeby ukryć strach w jej oczach, bo do sali wpadli ludzie Axla.

Ten dom, połączenie gabinetu i kryjówki, na pewno nie był wymarzonym miejscem zaślubin.

Isla na pewno by wolała, żeby odbyło się to na plaży, w skromnej sukience i boso. Może jeszcze kwiaty we włosach, spojrzenie pełne miłości…

Naszła go szalona myśl, by obiecać jej coś lepszego, jeśli przeżyją to przedstawienie.

Jeden ze zbrojnych oraz ksiądz wyraźnie czekali, aż Isla się zdecyduje. Miała na to kilka sekund.

Opuściła powieki, gdy jedną rękę położył jej na karku, a drugą na obojczyku. Odgrywał swoją rolę, szaloną rolę, która miała pomóc w realizacji tego równie szalonego planu. Miała inne wyjście?

Gdy wyszeptał jej imię, otworzyła oczy.

– Isla, zrób to. Wyjdź za mnie.

Te gesty, ta propozycja nie do odrzucenia, naciski… mogły wydawać się przerażające. Ale to był Diego… Mimo wszystko czuła, że to ma ją ochronić.

Gdyby obserwował ich ktoś nieznajomy, mógłby odnieść wrażenie, że znają się od lat. Nie domyślałby się, że kieruje nią strach o uwięzionego ojca, że to strach kazał jej zaufać temu mężczyźnie, uwierzyć, że jest wyjście z ich dramatycznej sytuacji.

Potrafisz wyjść za człowieka, którego w ogóle nie znasz?

W drzwiach stanął Axl, który półgłosem odezwał się do Diega.

Momentito, por favor. – Diego uniósł dłoń.

Opuszczając pokój, Axl chłodno się do niej uśmiechnął.

– Masz szczęście – zwrócił się do niej, gestem głowy wskazując na Diega. – To jedyny człowiek na tej wyspie, któremu ufam jak swojemu.

Już miała powiedzieć, że jej ojciec zasługuje na takie samo zaufanie, ale Diego dotknął jej ramienia.

Axl zniknął.

– Wyjdź za mnie – ponaglał ją Diego. – To jedyny sposób, żeby uratować twojego ojca.

Po raz pierwszy od kiedy pandilleros pojawili się w rezerwacie, zdrętwiała ze strachu. To, co wcześniej mogło wydawać się surrealistycznym snem, nagle stało się mrożącą krew w żyłach rzeczywistością.

Musi to zrobić.

– Praca twojego ojca jest bardzo ważna, ale ci ludzie… Trzeba umieć z nimi negocjować.

Bez żartów. Odsunęła się.

– To ma być…? To ma być prawdziwe małżeństwo? – wykrztusiła.

Zacisnął wargi. Jego mina mówiła wszystko. Nie należy do tych, którzy wykorzystują kobiety.

– To jest środek do celu. Potrzebujesz ochrony, więc jak za mnie wyjdziesz, staniesz się członkiem mojej rodziny.

– Chyba śnisz! – prychnęła.

Ku jej zdziwieniu przytaknął.

– Owszem. Być może będziesz musiała tu zostać dłużej, ale jeśli to zrobimy, będziemy mogli negocjować uwolnienie twojego ojca. Dla jego bezpieczeństwa wsadzimy go na samolot do Szkocji.

Zrobiło się jej nieco lżej na sercu.

– Co masz na myśli, mówiąc „dłużej”?

Wzruszył ramionami, jakby czas się nie liczył. Być może w tych okolicznościach to rzeczywiście nieistotne.

– Tutaj do małżeństwa podchodzi się bardzo poważnie. Musisz być ze mną przez co najmniej miesiąc, żeby…

– Miesiąc?! Dlaczego?

– Bo za miesiąc kończy się sezon godowy. Dla żółwi morskich – uściślił.

Chyba niepotrzebnie.

– Ja… – Kaszlnęła. Dla ojca mogłaby tu zostać do końca świata, jeśli miałoby to oznaczać, że będzie bezpieczny. – Okej, jeden miesiąc.

– W miejscach publicznych musimy zachowywać się jak prawdziwe stadło. W moim domu… w naszym domu – poprawił się – wypracujemy, jak to ma wyglądać.

 

– To małżeństwo?

Sì, mi amor. Tak, małżeństwo.

Znała hiszpański na tyle, by znać te czułe słówka. Diego próbuje wywrzeć na nią nacisk czy ją pocieszyć?

W jego spojrzeniu wyczytała szczerość. Nie skrzywdzi jej. Czuła pulsowanie w skroniach, przyspieszone bicie serca, ale gdy ich spojrzenia się spotkały, ponownie poczuła się bezpiecznie.

Co go w życiu spotkało? Dlaczego w ten sposób naraża swoją przyszłość? Jeżeli ci bezwzględni ludzie mają u niego jeden dług wdzięczności, to dlaczego oczekuje odpłaty w jej imieniu?

Nie chodzi mu o nią. Ona jest środkiem do celu, którym jest jej ojciec obiecujący spokój na wyspie i ekonomiczną stabilność. Dla kogoś, kto kocha swój dom i swoją pracę, takie dostatnie, spokojne życie mogłoby być odpowiedzią na jego modlitwy.

Gdy ksiądz kaszlnął, Diego skinął głową, po czym spojrzał na Islę.

– Zdaję sobie sprawę, że nic tu nie wygląda na normalne, no i że się boisz. Zaufaj mi. Później zastanowimy się, co z tym zrobić. Jak wyplątać się z tej sieci. Ale jeżeli chcesz ratować ojca, to musimy wziąć ślub. Teraz.

– Teraz…?

W odpowiedzi ksiądz podszedł do nich.

Ha! Długie narzeczeństwo z Kyle’em skończyło się tym, że rzucił ją krótko przed ślubem.

To los rzucił ją w ramiona Diega? Czy jej życie w Loch Craggen się posypało, bo jej przeznaczeniem było znaleźć się na El Valderon?

Jeden miesiąc…

Czuła, że ten jeden miesiąc na zawsze odmieni jej życie.

Do sali wszedł jeden z członków Noche Blanca.

Z Diegiem połączyła ją przemoc, która się nie skończy, jeżeli nie przystanie na ten idiotyczny plan. Plan ratujący życie.

Ojciec jest dobrym i delikatnym człowiekiem. Po śmierci matki jego empatia zamiast osłabnąć, przybrała na sile. Niewielu mężczyzn po śmierci żony, która straciła życie przez nonsensowną przemoc, miałoby serce realizować jej marzenia.

Można by pomyśleć, że zadowoli go spokojne życie u boku córki i obserwowanie wydr w najdalszych zakątkach Szkocji. Nic z tego, uparł się kontynuować wysiłki żony na rzecz zagrożonych gatunków.

Nikt nie wiedział lepiej niż Isla, że był ostatni, by się ratować, gdyby łączyło się to z zagrożeniem dla chronionych gatunków. Głośniej przemawiały do niego nauka i natura niż zdrowy rozsądek. Głośniej niż miłość do własnego dziecka.

Ona jednak musi się na to zgodzić.

Na szczęście nie musi się w Diegu zakochiwać.

Powiedz „tak”. Ratuj siebie i ojca. Jak się z tego wyplątać, zastanowisz się później.

A jeżeli nie chcę?

– Jaką mam pewność, że pozwolą mu wylecieć do Szkocji?

Zauważyła, jak Diego zaciska palce w pięści.

– Mam jego słowo honoru.

Mimo woli parsknęła śmiechem.

– Chcesz powiedzieć, że jak zgodzę się wziąć ślub z tobą… wziąwszy pod uwagę, że od wielu godzin ojciec i ja jesteśmy trzymani na celowniku… pozwolą mu wrócić do Szkocji?

Przytaknął bez uśmiechu rozbawienia. W jego spojrzeniu było coś innego.

Smutek? Ból po stracie?

– A jak ojciec nie zgodzi się wyjechać?

– Na jakiś czas? Musi. Do końca sezonu składania jaj. To jedyne rozwiązanie, inaczej go zabiją.

Konkretna odpowiedź.

– Skąd mam mieć pewność, że po jego wyjeździe nie zabiją mnie?

– Nie zrobią tego – odparł bez mrugnięcia powieką.

– Dlaczego mam wierzyć we wszystko, co powiedzą?

Nie odrywając od niej wzroku, przechylił głowę. Wymowny gest.

Możesz mi zaufać.

– Jak Noche Blanca na coś się umówią, dotrzymują słowa. – Przeniósł spojrzenie w kierunku korytarza, gdzie dwaj mężczyźni w czarnych ubraniach pchali wózek z Cruzitem do pokoju, w którym czekał jego ojciec. – Mają u mnie dług.

To ją przekonało.

– Dobrze, zgadzam się.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?