Nie byłaś grzeczna w tym roku

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Nie byłaś grzeczna w tym roku
Nie byłaś grzeczna w tym roku
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 69,80  55,84 
Nie byłaś grzeczna w tym roku
Nie byłaś grzeczna w tym roku
Audiobook
Czyta Anna Wilk, Janusz German
39,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Playlista

Rockin’ Around the Christmas Tree – Brenda Lee

I Think It Must Be Christmas – Bruno Major

Still Falling for You – Ellie Goulding

How Long Will I Love You – Ellie Goulding

Somewhere Over the Rainbow – Judy Garland

Blue Christmas – Elvis Presley, Martina McBride

Somewhere Only We Know – Lily Allen

Home for the Holidays – The Carpenters

The A Team – Ed Sheeran

Santa Tell Me – Ariana Grande

Baby It’s Cold Outside – Idina Menzel & Michael Bublé

Winter Wonderland – Michael Bublé

We Need a Little Christmas – Glee

Firework – Katy Perry

Rozdział 1

Rozmasowuję obolałe nadgarstki i spoglądam w stronę drzwi. Mam nadzieję, że choć przez chwilę nie zjawi się żaden nowy klient. Burczy mi w brzuchu, nietknięte śniadanie czeka na mnie od rana – nie mam dziś czasu nic przekąsić. Może to będzie zbawienne dla mojej figury, ale zdecydowanie nie doda mi sił, których tak bardzo teraz potrzebuję.

Cafe Mocca – kawiarnia, w której pracuję – znajduje się niedaleko centrum handlowego, a ponieważ właśnie trwa przedświąteczna gorączka, mamy prawdziwy najazd. Szefowa zaciera ręce, a ja wręcz przeciwnie: nie wiem, w co je włożyć. Gdy przyjmowałam ofertę pracy w małej kawiarence, byłam pewna, że będę miała czas na odpoczynek albo chociaż na zjedzenie drugiego śniadania. Nic bardziej mylnego. Poza parzeniem kawy muszę podawać ciasta, sprzątać i robić jakiś milion innych rzeczy. Nie powinnam jednak kręcić nosem. Potrzebuję tej roboty. Wynajem mieszkania w centrum miasta kosztuje, rachunki same się nie zapłacą, a lodówka w magiczny sposób się nie zapełni. Poza tym kawiarnia jest bardzo blisko osiedla, na którym mieszkam – to kolejny plus.

Pocieram skronie i biorę się w garść. Układam na paterze pączki, modląc się jednocześnie, by dziś nie było takiego tłoku jak wczoraj. Przymykam oczy i cicho przeklinam, gdy dzwoneczek nad drzwiami radośnie oznajmia przybycie kolejnego klienta. Jego dźwięk przypomina mi raczej muzykę z horroru.

W progu pojawia się mały rudowłosy chłopiec. Wpuszcza za sobą wirujące płatki śniegu i hulający wiatr, a na posadzce zostawia brudne ślady. Nie mam mu tego za złe, w końcu to Krzyś – mój ulubieniec.

– Witam pana. – Uśmiecham się do niego uprzejmie. – Podać to samo co zawsze?

– Jasna sprawa – odpowiada, a gdy posyła mi swój prawie bezzębny uśmiech, dzień od razu staje się lepszy. – I nie żartuj sobie ze mnie, ciociu. Mam dopiero siedem lat, możesz mówić do mnie po imieniu.

Tłumię śmiech. Ta jego dziecięca szczerość zawsze mnie rozbraja. Kładę na talerz pączek, największy ze wszystkich, i nalewam do kubka herbaty. Gdy kieruję się do stolika, dostrzegam, że siedzi rozparty na krześle, w rozpiętej kurtce i niedbale zarzuconym na szyję szaliku.

– Nie jest ci zimno? – pytam z troską i przyglądam się jego zniszczonym adidasom.

– Nie jest najgorzej. – Wzrusza ramionami i spogląda w bok. Robi tak zawsze, gdy nie chce odpowiadać na jakieś niewygodne pytanie.

– Tydzień temu dałam twojej mamie pieniądze. Miała ci kupić buty zimowe.

– Musiała zapłacić rachunki. Mówi, że teraz wszystko podrożało.

– Taa… chyba wino w monopolowym – mamroczę do siebie i mój dobry nastrój spada na łeb na szyję. – W sobotę pójdziemy do sklepu, co ty na to?

Krzyś kiwa głową, a potem wgryza się z apetytem w pączek. Podejrzewam, że to dzisiaj jego pierwszy posiłek.

Kalkuluję sobie wszystko w myślach. Tydzień temu dałam jego mamie, a mojej siostrze, sto pięćdziesiąt złotych na ciepłe obuwie dla chłopca. Jeśli w weekend wydam drugie tyle, może zabraknąć mi na rachunki. Buty dla Krzysia są jednak priorytetem, więc będę musiała coś wymyślić. Może szefowa da mi zaliczkę?

– Dzięki za pączek, ciociu. Muszę spadać. Ustawiłem się z chłopakami na piłkę. – Mój siostrzeniec zeskakuje z krzesła i pozostawia po sobie jakąś tonę okruszków.

– W taką pogodę? Przeziębisz się – mówię, ale on już mnie nie słucha, tylko trzaska drzwiami.

Martwię się. Nie jestem jego matką, ale widzę, że jest pozostawiony sam sobie. Problem w tym, że nie potrafię przemówić swojej siostrze do rozsądku. Kamila przychodzi do mnie tylko wtedy, gdy potrzebuje pieniędzy, i zawsze obiecuje, że od teraz będzie się zajmować swoim synem wzorowo. I co? I nic. Krzyś chodzi w adidasach, chociaż na dworze jest ostry mróz.

Dopóki on i Kamila mieszkali w tym samym bloku co ja, miałam na niego oko. Ale moja siostra nie płaciła czynszu, więc eksmitowali ich do mieszkania socjalnego. Krzyś ma tutaj kolegów, więc często go widuję. No i przynajmniej raz w tygodniu wpada do kawiarni. Mam jednak wrażenie, że Kamila traci kontrolę nad własnym życiem, a to odbija się na jej dziecku. Postanawiam sobie, że pomogę Krzysiowi i dopilnuję, by spędził nadchodzące święta, jak należy. A przynajmniej by chodził w nowych, ciepłych butach.

Gdy chłopiec zamyka za sobą drzwi, w kawiarni zapada błoga cisza. Mam zamiar skorzystać z chwili spokoju i w końcu coś zjeść, ale nie jest mi to dane, bo drzwi ponownie się otwierają.

Jakaś roześmiana para wchodzi do środka i siada przy stoliku. Patrzę na nich z zazdrością. Kobieta, mniej więcej w moim wieku, jest atrakcyjna, zadbana i na kilometr czuć od niej luksusem. Z zazdrością podziwiam jej oprószony śniegiem bordowy płaszcz, który opina zgrabną sylwetkę. Na pewno jest markowy, z ciepłej wełny. Mnie stać najwyżej na poliester z sieciówki.

Nasza kawiarnia nie jest zbyt ekskluzywna, więc podejrzewam, że ona i jej towarzysz znaleźli się tutaj przypadkiem. Pewnie postanowili się ogrzać i napić kawy po skończonych przedświątecznych zakupach i weszli do pierwszego mijanego lokalu.

Rozglądam się po niewielkim wnętrzu. W tym roku zadbałam o odpowiedni klimat: świerkowe girlandy, czerwone świece na każdym stoliku, a w oknach nastrojowe światełka. Może i Cafe Mocca to nie miejsce dla bogaczy, ale z pewnością jest najprzytulniejszą knajpką w okolicy.

Mój wzrok z wiszących w oknach dekoracji przenosi się na papierowe torby stojące u stóp kobiety. Rozpoznaję logo drogich damskich butików. Mogę tylko pomarzyć, by mieć cokolwiek tych firm. Choć jeśli chodzi o bieliznę, jestem snobką – kupuję tylko tę najlepszą i najładniejszą, nawet jeśli to mocno nadszarpuje mój budżet. W końcu tego wymaga ode mnie moja praca. Ta druga praca.

– Dwa mocne espresso! Tylko szybko, nie mamy czasu! – Polecenia mężczyzny wyrywają mnie z odrętwienia.

Unoszę zdziwiona brwi. Czy ja się przesłyszałam? A gdzie: „Dzień dobry”? Gdzie: „Proszę”?

– Nie jesteśmy w wojsku, proszę pana. Nie musi mi pan wydawać rozkazów. To nie musztra – mówię, dumnie uniósłszy głowę.

Co za bezczelny typ. Może i ma na sobie świetnie skrojone, drogie ciuchy, ale to go nie uprawnia, by mną pomiatać.

Jego towarzyszka rozchyla swoje czerwone usta ze zdziwienia. On natomiast zastyga w bezruchu, nawet nie mruga oczami. Zaskoczyłam ich. Pewnie się spodziewali, że będę im nadskakiwać, bo wyglądają na nadzianych. Cóż, może tak właśnie robią w tych drogich, ekskluzywnych kawiarniach, ale tutaj jest inaczej.

Mam tylko nadzieję, że nie poskarżą się szefowej. Już parę razy potrąciła mi z pensji za mój niewyparzony język, a ja w tym miesiącu nie mogę sobie pozwolić na niższą wypłatę. W końcu zbliżają się święta.

– Norbert, czy ja się przesłyszałam, czy ta kelnerka pyskuje? – Kobieta przygładza swoje blond włosy, które wyglądają jak z reklamy szamponu.

– Nie kelnerka, tylko baristka. To różnica – pouczam ją i gryzę się w język. Może i mam zły humor, ale to się zaraz skończy awanturą, a tego naprawdę nie chcę. Powinnam zamilknąć i zacząć słodko się uśmiechać.

– Odpręż się, kochanie, a ja się tym zajmę. – Mężczyzna dotyka jej ramienia i obdarza ją ciepłym spojrzeniem, a potem wstaje i spogląda na mnie. Jego wzrok diametralnie się zmienia, teraz jest chłodny i wyniosły.

Przerażona przyciskam tacę do piersi i odruchowo robię dwa kroki w tył.

Nici z premii świątecznej. Nici z zaliczki.

Przyglądam się mu, gdy do mnie podchodzi. Jakbym wrosła w podłogę. Nie wiem, co bardziej mnie paraliżuje: strach czy może fakt, że jest tak cholernie idealny. To nie fair, że niektórzy mają wszystko – pieniądze, urodę, powodzenie.

Ma na sobie doskonale skrojony czarny płaszcz, który leży jak ulał na jego szerokich ramionach. Jest wysoki, i to tak bardzo, że nawet w swoich butach na obcasie sięgam mu ledwo do ramienia. Ma przenikliwy wzrok, ale nie jestem w stanie dostrzec koloru jego oczu – za bardzo mnie onieśmielają, by się im przyglądać. Kruczoczarne włosy w połączeniu z bladą cerą sprawiają, że wygląda jak Omen z horroru. Bardzo seksowny, zły Omen. To ktoś, kto jednym pstryknięciem palców mógłby zniszczyć całą świąteczną atmosferę. Ktoś, kogo się boją dzieci i kto jednocześnie urodą doprowadza ich matki do omdlenia. Chłód i magnetyzm wymieszane w idealnych proporcjach. Jest jak dobrze przyrządzona kawa: mocny, pobudzający, działa na zmysły.

– Posłuchaj no… – mówi niskim, złowrogim głosem i chwyta mnie za łokieć.

To ten typ człowieka, który uwielbia rządzić innymi. Taki, na którego widok ludzie sami składają wypowiedzenia w firmie. Taki, którego przepuszczają w kolejce tylko dlatego, że ma zły dzień i ściągnięte brwi.

 

Wyrywam się mu, bo przystojny czy nie, nie mam ochoty, by naruszał moją przestrzeń osobistą.

– Właśnie spędziłem trzy koszmarne godziny, chodząc po sklepach z moją dziewczyną. Z mojego konta ubyło jakieś pięć tysięcy i jestem, kurwa, wykończony. Bądź więc tak dobra, nie rób scen i podaj nam to pieprzone espresso.

Czuję ciepło jego oddechu na swoim policzku, gdy zniża głos do szeptu. Wygląda na to, że nie chce, by usłyszała nas jego kobieta, która aktualnie znudzona rozgląda się po lokalu.

– Zaraz podam, proszę pana. Przepraszam za zamieszanie, mam tutaj dziś urwanie głowy – bąkam i robię się czerwona.

Nadal mam ochotę powiedzieć mu kilka niemiłych słów. Nadal uważam go za zarozumiałego dupka bez manier, ale zgrywam potulną, bo nie chcę, by złożył na mnie skargę.

– Widzisz? Od razu lepiej, gdy jesteś taka uległa. – Uśmiecha się mrocznie, a mnie przechodzą ciarki. – Nie ma sensu drzeć kotów, skoro oboje mieliśmy ciężki dzień.

Taaa… Twój ciężki dzień polega na wydawaniu pieniędzy w drogich butikach. Mój na obsługiwaniu klientów i kombinowaniu, skąd wziąć dodatkową gotówkę. Chętnie bym się z tobą zamieniła.

Po kilku minutach podchodzę do stolika i drżącymi dłońmi podaję kawę. Czuję na sobie ich spojrzenia. Gdy podnoszę głowę, widzę, że ona przygląda mi się z jawną niechęcią, a on z zaciekawieniem. Oddalam się od nich jak najszybciej. Nawet nie liczę na napiwek.

– Już więcej tu nie przyjdziemy. – Słyszę za sobą głos dziewczyny. Mam ochotę się odwrócić i powiedzieć, że wcale nie jest tu mile widziana. Rozumiem, że jest niezadowolona z obsługi, ale przydałaby się jej odrobina taktu. Ostatecznie liczę w myślach do dziesięciu i wracam za ladę.

– Patrycjo, może lepiej się zajmij swoją kawą, co? Dość mam już twojego marudzenia. Na zakupach było dokładnie tak samo.

– Nadal uważam, że powinniśmy wrócić po tamtą czerwoną sukienkę. Byłaby idealna na imprezę sylwestrową.

– Na imprezę sylwestrową kupiłaś tę zieloną. Za półtora tysiąca. Już nie pamiętasz?

Nie mam siły słuchać dalej ich rozmowy.

Ech, bogacze i ich problemy…

Idę na zaplecze i przeklinam, gdy widzę stos piętrzących się brudnych naczyń. Biorę do ręki filiżankę i myślę o Krzysiu. Myślę o świętach, które pewnie znów będą do kitu. Myślę o niezapłaconych rachunkach i o swojej drugiej pracy. Gdy wrócę padnięta po ciężkim dniu, nie będę mogła pozwolić sobie na odpoczynek. Muszę wskoczyć w seksowną bieliznę, włączyć laptopa, ustawić odpowiednie światło i założyć maskę pewnej siebie, seksownej dziewczyny, która marzy tylko o tym, by ktoś ją ostro przeleciał.

Rozdział 2

W końcu wracam do domu, umierając ze zmęczenia. Po kilkugodzinnym staniu za ladą w niewygodnych butach prawie nie czuję nóg. Chętnie wkładałabym do pracy baleriny, ale szefowa się uparła, bym wyglądała profesjonalnie. Tak więc codziennie obsługuję klientów w niewygodnych butach na obcasie, które w dodatku są na mnie za małe. Powinnam w końcu zainwestować w porządne skórzane czółenka, ale w tym miesiącu jestem już pod kreską i nie mogę sobie pozwolić na dodatkowe wydatki.

Może gdybym zrobiła kilka wyzwań na czacie? Klienci to lubią…

Właśnie na tym polega ten biznes: jeśli chcesz zarabiać, nie wystarczy, że usiądziesz przed kamerą i pokażesz trochę ciała. Pomysłowość, interakcje z bywalcami czatu i znajomość języków obcych są w cenie. Mężczyźni lubią, gdy się starasz i wymyślasz nowe atrakcje. Jednego dnia striptiz, drugiego pokaz erotycznych gadżetów, innym razem dotykanie się przez bieliznę.

Ostatnio pewna popularna w tej branży dziewczyna rzuciła wyzwanie: powiedziała, że jeśli jej obserwatorzy uzbierają odpowiednią kwotę, zaoferuje seks dostawcy pizzy. I uzbierali. Co prawda mężczyzna nie przystał na jej propozycję, ale kobieta tego dnia sporo zarobiła. Niektórzy klienci są tak zdesperowani, że się zapożyczają, byleby tylko zobaczyć, jak ich ulubiona camgirl zrzuca bieliznę albo robi coś o wiele odważniejszego.

Ja nie pokazuję tak wiele. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Dopóki jakoś wiążę koniec z końcem, nie mam zamiaru się rozbierać do naga przed kamerą. Na szczęście moi klienci są cierpliwi. Wystarcza im, że za każdym razem ściągam powoli ubranie i zostaję w samej bieliźnie i wysokich, seksownych szpilkach.

Nie, te buty, choć są w odpowiednim rozmiarze, kompletnie nie nadają się do pracy w kawiarni.

Spoglądam tęsknym wzrokiem na kanapę w salonie. Mam ochotę zrobić sobie popcorn z masłem i obejrzeć jakąś komedię romantyczną w świątecznym klimacie, ale moja druga praca czeka.

Z ciężkim westchnieniem idę do łazienki i układam fryzurę. Choć klienci nie widzą mojej twarzy, lubią, gdy włosy opadają mi na ramiona długimi falami. Następnie wkładam bieliznę – dziś wybór pada na nowy błękitny komplet od Lise Charmel. Kosztował majątek. Starczyłoby na dwie pary butów. Jeśli jednak chcę zarabiać, wszystko musi być na najwyższym poziomie – począwszy od nagłośnienia i światła, a skończywszy na dobrej, markowej bieliźnie. Wielu obserwatorów zwraca uwagę na detale, a fakt, że za każdym razem zakładam inny komplet, budzi w nich ogromny entuzjazm.

Przyglądam się swojemu odbiciu w lustrze. Stanik został wykonany z koronki i nie pozostawia zbyt wiele dla wyobraźni, choć nadal jestem zakryta. Majtki są wystarczająco wycięte, by kusić, ale nadal daleko im do stringów.

To właśnie moja taktyka: odsłaniam karty powoli i tak coraz bardziej nakręcam odwiedzających czat. Jeśli kiedyś zdecyduję się rozebrać, będą już tak napaleni, że zapłacą za to fortunę.

Nadal zachodzę w głowę, jakim cudem, nie występując przed kamerą nago, wzbudzam jakiekolwiek zainteresowanie. Może to dzięki temu, że chętnie rozmawiam ze swoimi obserwatorami i odpisuję na ich wiadomości? Nawet na te bardzo wulgarne. Czasami prosto z mostu proszą, bym się z nimi umówiła. Czasami wyzywają mnie od szmat i dziwek. Niektórzy chcą wykupić prywatny pokaz masturbacji. Inni chcą po prostu pogadać. Tych ostatnich lubię najbardziej.

Nazywają nas camgirls, internetowymi dziwkami albo żetoniarami, bo na wielu serwisach z kamerkami to właśnie żetony są walutą, którą potem zamienia się na gotówkę. Staram się mieć do tego dystans i traktować występy na czacie jak normalną dodatkową pracę, choć słyszałam o dziewczynach, które karierę w tej branży przypłaciły zdrowiem psychicznym.

A kim są ci mężczyźni, którzy każdego wieczora pojawiają się na serwisie z sekskamerkami? Nazywam ich klientami lub obserwatorami. Nie znam ich, nie widzę ich twarzy, choć oni widzą mnie dokładnie. Traktuję tych facetów bezosobowo, jak maszynki do produkowania pieniędzy, jak przepustkę do lepszego życia. Owszem, udaję miłą i bardzo nimi zainteresowaną, ale to tylko gra. Dopóki klient wierzy, że twoje zaangażowanie jest prawdziwe, dopóty będzie płacił.

Camgirl musi być dobrą aktorką, musi się uśmiechać mimo zmęczenia i tłumić obrzydzenie, gdy czyta wulgarne komentarze. Dziewczyna, która chce zarabiać w ten sposób, powinna mieć do siebie szacunek i potrafić złapać dystans. Wbrew pozorom w tej branży to nie mężczyzna jest górą. Kobieta jest w centrum uwagi i to ona decyduje, ile pokaże i za jaką kwotę to zrobi. A klienci płacą, bo lubią mieć poczucie, że mogą kupić sobie czyjąś uwagę i czyjeś ciało. Ich ego rośnie, gdy widzą, jak kobieta się dla nich stara i przed nimi płaszczy. Mają wtedy złudzenie władzy, choć przecież ona się kończy wraz z wyłączeniem kamery. Do tego dochodzi samcza rywalizacja. Klient wie, że jeśli zapłaci więcej niż inni, to dziewczyna wybierze właśnie jego i zaprosi go na prywatny czat.

Wcieram w skórę balsam z błyszczącymi drobinkami. Nawet takie szczegóły mają znaczenie podczas nagrania. Zakładam karnawałową maskę – to moja bariera, dzięki której czuję się anonimowo. Poprawiam makijaż, bo przecież nadal widać moje oczy, usta i dolną część twarzy. Spryskuję się perfumami. Może moi obserwatorzy ich nie czują, ale mi ulubiony zapach dodaje pewności siebie i wprawia mnie w odpowiedni nastrój. To dzięki tym wszystkim detalom jestem w stanie uwierzyć, że naprawdę mogę być seksowną, pewną siebie dziewczyną. Chociaż przez moment jestem zmanierowaną Mademoiselle D. – kobietą, która śpi na pieniądzach, a przed kamerą występuje tylko z nudów, ewentualnie by podkarmić swoje ego. Nie musi się martwić czynszem i rachunkami, nie musi za dnia stać w niewygodnych butach za ladą kawiarni.

Choć moje sekretne życie nie jest idealne, bywa o wiele prostsze niż to prawdziwe. I czasami gdy wieczorem leżę samotnie w łóżku, marzę o tym, by się przemienić w Mademoiselle D. na stałe. By zostać dziewczyną bez trosk i życia od pierwszego do pierwszego. Być kimś, kto budzi w mężczyznach pożądanie. Nie kimś, na kogo ciągle pokrzykują zniecierpliwieni klienci kawiarni.

Gdy wyglądam już odpowiednio, ustawiam w niewielkim pokoju kamerę i światła. To już nie te czasy, kiedy wystarczyło nagrać amatorski filmik telefonem, by klienci chcieli płacić. Dziewczyny muszą się starać coraz bardziej, prześcigać się w pomysłowości i profesjonalizmie. Dobry sprzęt do nagrań kosztuje, tak samo jak markowa bielizna, ale warto. Jeśli zainwestujesz na początku i zyskasz wielu obserwatorów, potem pieniądze zwrócą ci się z nawiązką.

Postanawiam włożyć ołówkową spódnicę z długim zamkiem z tyłu i prostą koszulę zapinaną na guziki. Klienci lubią, gdy wyglądam jak grzeczna pani z biura, która ma bardzo niegrzeczne myśli. Poza tym szaleją na punkcie powolnego rozpinania ubrań. To podgrzewa ich emocje. A im dłużej śledzą moją relację, tym więcej zarabiam.

Dziś jednak będzie krótko. Jestem zbyt zmęczona, by przesiadywać przed kamerą. Planuję powyginać się trochę w uwodzicielskich pozach, ściągnąć powoli ubranie i pokazać rowek między piersiami, ewentualnie trochę pośladków.

Już mam włączać laptopa, gdy dociera do mnie głośna dudniąca muzyka. Przeklinam po cichu. Nie mogę pozwolić sobie na to, by w tle mojego występu leciało jakieś okropne techno. Poza tym będzie zagłuszać mój głos, a klienci lubią, gdy do nich mówię.

Dokładnie tak samo było tydzień temu – czwartkowe popołudnie i impreza w budynku naprzeciwko bloku, w którym mieszkam. Muzyka grała tak głośno, że miałam wrażenie, jakby wszystko odbywało się tuż za ścianą. Tamtego dnia właśnie z powodu hałasu nie byłam w stanie nagrywać, a tym samym nie zarobiłam ani grosza.

Ostatni raz poprawiam włosy, a potem zakładam wysokie szpilki – marne podróbki louboutinów, ale mam nadzieje, że klienci tego nie zauważą. Najważniejsze, że buty mają czerwoną podeszwę – dla wielu z nich to prawdziwy fetysz.

Siadam na krześle w miejscu, gdzie zwykle robię cały pokaz, i biorę głęboki oddech. Jestem zdeterminowana i postanawiam spróbować nagrywać mimo hałasu. Jeśli dziś nie zrobię show, nie zarobię, a przecież grudzień to miesiąc dużych wydatków.

Nagle docierają do mnie jakieś pijackie okrzyki. Mimo zamkniętych okien wyraźnie je słyszę.

Nie ma jeszcze nawet osiemnastej, do cholery! Kto imprezuje w czwartek o tej porze?!

Zdenerwowana przemierzam pokój i wychodzę na balkon, by zobaczyć, kto jest sprawcą całego zamieszania. Po drodze ściągam swoją maskę, biorę paczkę fajek i zapalniczkę. Nie paliłam od jakiegoś tygodnia, co było dla mnie małym osobistym sukcesem, ale dziś jestem wyprowadzona z równowagi i ulegam pokusie.

Spoglądam w czarne niebo, z którego sypie śnieg, a potem kieruję wzrok na wprost, dokładnie na czwarte piętro nowoczesnego apartamentowca. W życiu nie byłoby mnie stać na mieszkanie w takim miejscu. Deweloper postawił ten budynek dwa lata temu i choć znajduje się w otoczeniu zwykłych szarych bloków, okazał się nie lada gratką dla bogatych klientów. Mieszkania rozeszły się na pniu, w końcu to ścisłe centrum Poznania.

Trzęsę się z zimna i zapalam papierosa. W apartamencie, który obserwuję, rolety są podniesione, a światła włączone, więc dokładnie widzę bawiących się w środku gości. Spoglądam na balkon, gdzie stoją dwie roześmiane dziewczyny. Opierają się o przeszkloną balustradę, a światło padające z mieszkania doskonale podkreśla ich smukłe sylwetki. Nie widzę ich dokładnie, bo odległość jest zbyt duża, ale wyglądają na bardzo atrakcyjne, bardzo roznegliżowane i bardzo pijane. Każda z nich trzyma butelkę w dłoni i każda ma na sobie tylko bieliznę.

Właściciel tego mieszkania – bo przypuszczam, że to mężczyzna – musi być nadzianym bawidamkiem. Pewnie szasta pieniędzmi na prawo i lewo, a panienki same mu się pchają w ramiona. Nie musi być przystojny – nawet z piwnym brzuchem i wzrostem ogrodowego krasnala będzie łakomym kąskiem, bo przecież ma kasy jak lodu. Identyczny mechanizm jak na sekskamerkach: nie interesuje mnie, jak wyglądają klienci. To ja jestem od robienia dobrego wrażenia, oni mają tylko płacić.

 

I nagle go widzę. Tak, to musi być pan tego miejsca, bo wychodzi na taras pewnym krokiem władcy i obejmuje dziewczyny, jakby były jego cennymi trofeami. Nie jest krasnalem ogrodowym z piwnym brzuchem. Przeciwnie – choć nie widzę dokładnie jego twarzy, nie wątpię, że jest niczego sobie. Wysoki, dobrze zbudowany. Podobnie jak jego towarzyszki nie zadał sobie trudu, by wrzucić na siebie coś więcej niż bieliznę.

Czy im nie jest zimno?!

Mężczyzna ma na głowie czapkę Świętego Mikołaja i czerwone bokserki.

Zdecydowanie nie powinnam tego oglądać.

Głośny śmiech jednej z dziewczyn zagłusza dudniącą muzykę i niesie się echem po osiedlu. Zastanawiam się, co na to sąsiedzi. Skoro mnie przeszkadza hałas, to co mają powiedzieć ludzie mieszkający za ścianą tamtego apartamentu?

Druga dziewczyna przytula się do mężczyzny i chyba mówi mu coś na ucho. W tym samym momencie on podnosi głowę i spogląda prosto na mnie. Zamieram z papierosem w dłoni. Czuję, że moje policzki płoną, jakbym została przyłapana na gorącym uczynku. A przecież nie zrobiłam nic złego. To nie było podglądanie. Po prostu wyszłam na balkon sprawdzić, skąd dobiega hałas.

Powinnam szybko wrócić do środka, a jednak nie mogę. Obserwuję, jak mężczyzna wyjmuje dziewczynie z dłoni butelkę i unosi ją w moim kierunku w geście toastu, a potem łapczywie z niej pije.

Bezczelny typ. Musi zdawać sobie sprawę, jaki hałas robi i jak bardzo go teraz nienawidzę.

Podnoszę wysoko dłoń i pokazuję mu środkowy palec. Do moich uszu dociera głośny, bardzo męski i bardzo seksowny śmiech.

Co za tupet!

Mam ochotę na niego nawrzeszczeć i kazać mu ściszyć muzykę, ale nie mam zamiaru zdzierać sobie gardła i szargać nerwów. Wyrzucam niedopałek, odwracam się na pięcie i wracam do pokoju. Nie mam już ochoty na występ przed kamerą. Pewien napruty święty mikołaj z sześciopakiem na brzuchu (tak, to akurat dostrzegłam nawet z tak dużej odległości) skutecznie popsuł mi humor.

Koniec końców kładę się na kanapie i staram się zrelaksować. Odpoczynek – tego właśnie mi dzisiaj trzeba. To jednak na nic, bo ciągle słyszę dudniące techno i damskie chichoty. Przymykam oczy sfrustrowana i nagle spływa na mnie olśnienie.

Ludzie w tamtym apartamencie świetnie się bawią, bo nie mają żadnych trosk i nie muszą martwić się o pieniądze. A ja co robię? Leżę, zamiast się brać do roboty. Mogę mieć to, co oni. Pieniądze są na wyciągnięcie ręki, wystarczy włączyć laptopa i kamerę. Też mogę być dziewczyną, której jedyny problem to wybór koloru lakieru do paznokci.

Prawda jest taka, że zazdroszczę imprezowiczom z naprzeciwka. Są bogaci, piękni, wyzwoleni. Nie martwią się rachunkami, pracą i niemiłymi klientami. W święta pewnie jedzą jakieś wykwintne potrawy, a nie karpia kupionego w supermarkecie. Albo wcale nie obchodzą świąt, tylko lecą w ciepłe kraje. Sylwestra prawdopodobnie spędzają w najdroższym klubie w mieście i piją szampana wartego kilka moich pensji.

Zawsze mi się wydawało, że jestem ponad to. Byłam przekonana, że to nie pieniądze dają szczęście. Patrząc jednak na moje życie, na życie Krzysia… mam coraz więcej wątpliwości.

Zaczynam się powoli miotać pomiędzy mieć a być. Próbuję połączyć te dwie drogi w jakichś zrównoważonych proporcjach, ale nic z tego nie wychodzi. To w drogiej bieliźnie, udając przed kamerami bogatą, znudzoną panienkę, czuję się piękna i pewna siebie. Nie stojąc za ladą kawiarni i podając pączki. To pieniądze zapewnią Krzysiowi dostęp do dobrej szkoły i przyszłość. Nie matka pijaczka, która nie kupi mu nawet butów na zimę. Może gdzieś daleko jakiś tybetański mnich doświadcza szczęścia dzięki samemu być, ale tutaj, w świecie, w którym rządzi pieniądz, być jest uzależnione od mieć i nic na to nie poradzimy.

Podnoszę się z kanapy, poprawiam ubrania i fryzurę, a potem wyciągam z barku butelkę szampana. Postanawiam mieć ją przy sobie podczas nagrania. Klienci lubią pijane dziewczyny, które po alkoholu stają się odważniejsze.

Zakładam swoją maskę. Od tej pory jestem kimś zupełnie innym. Włączam kamerę i nagrywam mimo hałasu. Uśmiecham się, pociągam łyk z butelki i rzucam jakimś sprośnym tekstem. Dziś udaję bardzo pijaną i bardzo napaloną. Chciałabym naprawdę taka być i choć na kilka godzin przestać myśleć o wszystkich swoich problemach. Alkohol zaczyna szumieć mi w głowie i rozluźniam się jak nigdy dotąd.

Na czacie pod moją transmisją przybywa obserwatorów. Ktoś komplementuje moją dopasowaną spódnicę. Wstaję i powoli ją ściągam, kołysząc przy tym zachęcająco biodrami.

Kolejny łyk z butelki.

Hmm… Praca przed kamerą bywa całkiem przyjemna.

Jeden z obserwatorów pisze, że jestem piękna. Schlebia mi to, choć przecież to tylko napalony obcy typ. Może to jakiś obleśny podstarzały koleś, który traktuje kobiety jak szmaty?

Zdejmuję powoli koszulę, rozpiąwszy ją guzik po guziku. Na czacie robi się coraz tłoczniej. Niemal czuję zapach pieniędzy.

Pokaż cycki, suko – pisze ktoś. Normalnie zignorowałabym tak bezczelny komentarz, ale dziś mnie to nie rusza. Śmieję się i ściskam piersi, przybliżając je do kamery.

Spoglądam na licznik żetonów, który wyświetla się na dole strony. Nigdy jeszcze nie zarobiłam tyle w tak krótkim czasie. To tylko mobilizuje mnie do działania. Biorę kilka łyków z butelki, a potem ocieram się zachęcająco o krzesło. Mam na sobie tylko bieliznę.

Myślę o ludziach z mieszkania naprzeciwko. O ich pieniądzach. O wolności, jaką te pieniądze dają.

– Co powiecie na małą zabawę? – zwracam się do swoich obserwatorów głosem ociekającym słodyczą. – Jeśli w ciągu dwóch minut stan mojego konta wzrośnie o dwieście żetonów, zacznę się dotykać.

To szaleństwo. Miałam tego nie robić.

Ale to już się dzieje, liczba żetonów zaczyna rosnąć w kosmicznym tempie. Czuję, jak z podekscytowania płoną mi policzki. Szybko przeliczam w głowie, ile to będzie gotówki. Serwis z kamerkami wypłaca kasę w ciągu tygodnia, więc na święta będzie jak znalazł.

Gdy liczba żetonów wzrasta o dwieście, muszę zrobić to, co obiecałam: kładę dłoń między udami, rozsuwając je tak, by obserwatorzy mieli lepszy widok. A potem dotykam się przez cienki materiał majtek, wydając przy tym kilka erotycznych jęków. Choć wiem, że są udawane, i tak czuję się jak dziwka.

Licznik na moim koncie się nie zatrzymuje, mknie jak szalony. Przybywa mi obserwatorów, przybywa żetonów. Jeśli posiedzę jeszcze godzinę, naprawdę nieźle się obłowię. Nie mam jednak siły. Czuję się zmęczona psychicznie, a gdzieś z tyłu głowy pojawiają się wyrzuty sumienia.

Po kilku minutach kończę przedstawienie i wyłączam kamerę. Idę do łazienki, ściągam maskę, zmywam makijaż i patrzę na swoją zmęczoną, opuchniętą twarz. Czuję się jak oszustka – przecież jeszcze przed chwilą zgrywałam zadowoloną z siebie dziewczynę, która doskonale się bawi.

Jestem głodna, bo po powrocie z kawiarni nic nie jadłam, ale nie mam już sił, by coś sobie przygotować. Wskakuję w rozciągnięty T-shirt, który zastępuje mi piżamę. W przeciwieństwie do bielizny, w której występuję przed kamerą, jest brzydki i nie ma w sobie nic seksownego. To bez znaczenia. I tak śpię sama i nikt mnie w nocy nie widzi.

Kładę się do łóżka i próbuję zasnąć. Powinnam się cieszyć z zarobionych dziś pieniędzy, ale nie potrafię. Ekscytacja zniknęła wraz z ostatnią kroplą szampana.

Do moich uszu docierają stłumione okrzyki bawiących się z naprzeciwka. Przypominam sobie umięśnionego, pijanego i bardzo denerwującego świętego mikołaja. A potem zasypiam z wyrzutami sumienia, bo dziś przed kamerą przekroczyłam granicę, której planowałam nie przekraczać.