Następna będziesz ty

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Kiedy przyszło im wreszcie spędzić razem pierwszy urlop, Agata nie posiadała się ze szczęścia. Odruchowo zaproponowała Marcinowi wyjazd w swoje rodzinne strony. Chłopak jednak podszedł do tego pomysłu z rezerwą. Uznał, że jest wciąż zbyt wcześnie na poznawanie jej rodziców, powinni najpierw pobyć ze sobą, nacieszyć się swoją obecnością, a dopiero później oznajmiać światu o swojej miłości.

– O miłości? – Agata spłonęła rumieńcem, co Marcin natychmiast wykorzystał. Przyciągnął ją do siebie i uniósł palcem jej brodę.

– Mówiłem ci, że jesteś moim nieoszlifowanym kryształem. Uwielbiam cię, uwielbiam każde twoje zarysowanie. Może to nawet coś więcej niż miłość? – zastanowił się, a ona słuchała go jak zahipnotyzowana. – Ja wpadłem na pomysł, że rozerwiemy się już dziś. Pójdziemy do klubu, żeby odreagować pracę. Jutro spędzimy dzień na nicnierobieniu, a w niedzielę wyjedziemy.

Pochylił głowę jeszcze niżej, tak że jej usta dosięgły jego warg, i pozwolił jej na zasmakowanie pocałunku. Kontrolowanie Agaty przychodziło mu z ogromną łatwością i powoli zaczynało go to nudzić. Musiał szukać dodatkowych atrakcji, potrzebował do życia emocji. Nie potrafił żyć w harmonii, o której ona mogła rozmawiać bez przerwy.

– A dokąd wyjedziemy? – zapytała szeptem, powstrzymując ekscytację.

– To niespodzianka. Nie nalegaj, bo nie będę w stanie ci odmówić, a nie chciałbym zdradzić całego misternego planu.

Jej oczy rozbłysły, co z kolei rozbroiło Marcina. Nie miał żadnego planu. Samo patrzenie na uległość zakochanej po uszy dziewczyny przyprawiało go o mdłości. Nie znosił takiej nudy. Umierał każdego dnia, kiedy amplituda jego wrażeń bliska była zeru. Dlatego najchętniej spędzałby w warszawskich klubach całe noce, obserwując reakcje śmiertelnie nudzącej się Agaty, podczas gdy on świetnie się bawił.

Tego wieczora zaplanował wyjątkową niespodziankę. Poprosił, by Agata włożyła coś szczególnie seksownego, i zabrał ją do największej warszawskiej speluny, gdzie znajomy organizował imprezę. W tym klubie wszystkie chwyty były dozwolone. Ustawieni bramkarze, opłacona ochrona i świadome rodzaju rozrywek towarzystwo były właśnie tym, czego potrzebował Marcin. Balansowanie na granicy podniecało go do tego stopnia, że nie miał hamulców przed podjęciem wyzwania. Bez względu na konsekwencje, jakie przyjdzie mu później ponieść. Tego był pewien.

Wsiedli do zamówionej taksówki, gdzie czując rosnące emocje, położył władczo dłoń na udzie przejętej dziewczyny. Doskonale wiedział, że Agata nie lubi wieczorów spędzanych w klubach. Tego jednak nie mogła się spodziewać. Już pod samym lokalem stała się nieco oporna.

– Co się dzieje, kotku? – rzucił Marcin tuż przed wejściem, na co znajomy bramkarz otaksował ich zainteresowany jej zachowaniem.

– Czy nie możemy pozostać przy Nowym Świecie? – zapytała błagalnym tonem.

– Byłaś tu kiedyś?

– Nie, ale słyszałam co nieco o tym klubie.

– Myszko, obiecuję, że nie zabawimy tu dłużej niż do północy. Mój kumpel organizuje tutaj swoje urodziny. Sama rozumiesz, że nie mogę mu odmówić. Rozumiesz, prawda? – Pochylił się i pocałował ją namiętnie, co tym razem nie sprawiło mu większego kłopotu. Był już tak podkręcony, że na dobrą sprawę mógłby się z nią kochać nawet tu, na tej trawie. Agata zwiotczała w jego ramionach. A kiedy położył jej dłoń na pośladku i ścisnął go drapieżnie, zakwiliła zawstydzona i bez słowa ruszyła przed siebie, uciekając od Marcina wzrokiem. Czuła wypukłość jego spodni, kiedy ją obejmował, dlatego postanowiła znieść tych kilka godzin w towarzystwie nieprzytomnych od używek kolegów swojego chłopaka. To moja obecność tak na niego wpływa, pomyślała z dumą. Czyż nie powinna się poświęcić, skoro nagrodą za parę godzin z jego kolegami była kolejna upojna noc? Na samą myśl o powrocie do domu Agata poczuła dreszcze.

W klubie panował zaduch. Tłum przeciskający się przez wąskie gardło okratowanego wejścia pozbawiał Agatę dopływu świeżego powietrza. Gdyby tylko mogła, zawróciłaby na pięcie i uciekła z tej nory. Za nią jednak podążał on, ukochany, który nadał jej nudnemu życiu kolorów i pokazał, czym jest miłość. Nie przyznałaby się nawet przed nim, ale gotowa była zrobić wszystko, by spełnić oczekiwania, jakie wobec niej miał Marcin. Wszystko, byle został z nią i nie pozwolił na powrót do monotonnego życia, które wiodła kiedyś. Wypięła piersi ściśnięte czarnym push-upem, który dostała od Marcina z okazji pierwszego przeciwstawienia się konieczności pozostania po godzinach, i z uniesioną głową podążała w kierunku pochłaniającego ich mroku. Dotarli do sali, gdzie tłum przelewał się w świetle stroboskopów. Marcin ujął ją za rękę i pociągnął za sobą. Zapachy alkoholu, marihuany i papierosów mieszały się, tworząc konglomerat, od którego Agacie kręciło się w głowie. Jej pewność siebie skryła się na dnie rozdygotanej dudniącą muzyką duszy. Dziewczyna zdała się całkowicie na Marcina. Ściskając ślizgającą się od gorąca dłoń, szła posłusznie, aż dotarli do mniejszej sali. Tu w czterech rogach ustawiono stoliki. Wszystkie były zajęte, a towarzystwo siedzące przy nich przejawiało już pierwsze oznaki upojenia. Pojawienie się Marcina wywołało poruszenie w jednym z rogów. Kilku mężczyzn podniosło się i wyszło mu naprzeciw. Agata została w tyle sama. Tłumiąc zniechęcenie i lęk przed nieznanym towarzystwem, przywołała na twarz uśmiech, w głębi duszy nienawidząc się za taką słabość. Na szczęście w tej sali nie panowała całkowita ciemność, dlatego zdołała dostrzec siedzące przy stoliku kobiety! Poczuła nagły przypływ nadziei. Może nie będzie to aż tak przygnębiający wieczór, jak sądziła.

– Poznasz nas ze swoją panią? – Dopiero na te słowa Marcin przypomniał sobie o jej istnieniu. Odwrócił się i przyciągnął Agatę do swojego torsu.

– To moja królowa. Agata, poznaj moich kumpli.

Usiedli przy stoliku. Po kilku kolejkach Marcin zaczął zachowywać się jak zwykle, kiedy alkohol grał w jego żyłach. Ospałe ruchy, mętne spojrzenie i nieuważne zachowanie budziły w niej lęk. Próbowała nawiązać jakiś kontakt z siedzącymi obok dziewczynami, ale one wcale nie wyglądały lepiej. I wtedy Agata pomyślała o czekającej ją niespodziance. Zrobiło się odrobinę milej. Sięgnęła po postawioną przed nią szklaneczkę z drinkiem i upiła niewielki łyk. Potem kolejny i następny. Przeszło jej przez myśl, że skoro nie może opuścić tego miejsca, to może powinna choć spróbować dobrze się bawić. W głowie jej zaszumiało, a muzyka dobiegająca z sąsiedniej sali przestała wydawać się zbyt głośna. Agata zaczęła nawet kołysać się w jej rytm, rozglądając się odważniej po sali.

– A może i ty zrobiłabyś to dla mnie, kochanie?

Nie zrozumiała. Zerknęła na Marcina. Jego twarz wykrzywiał rubaszny uśmiech, a lśniąca od potu skóra wyglądała dość odpychająco. Chłopak ruchem głowy wskazał na stół przed sobą i poklepał się po udzie. Agata w dalszym ciągu nie wiedziała, o co mu chodzi. Przeniosła wzrok na innych i wtedy dopiero dostrzegła, że przy ich stoliku zapanowała dość wymowna cisza. Jedna z dziewczyn oddalała się ze swoim partnerem w kierunku ciężkiej kotary przy ścianie, a druga właśnie znikała pod stołem. Wyraz twarzy mężczyzny siedzącego najbliżej niej zmienił się po chwili, jednoznacznie dowodząc natury wykonywanych pod stołem czynności.

– Czy ty oczekujesz ode mnie, że wejdę pod stół? – Postanowiła się upewnić, czując, że wypity alkohol nagle przestaje stanowić środek znieczulający na niechcianą obecność w tym miejscu i rozgrywające się tu sceny.

– Nie musisz wchodzić pod stół. Możesz się tylko pochylić. Ja się dopasuję.

Agata nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Poderwała się od stołu, wywracając kilka butelek i wywołując tym zachowaniem niezadowolenie na twarzach mężczyzn, w tym Marcina.

– Co ty, kurwa, robisz? – Zalany alkoholem chłopak siedzący przed nią warknął złowrogo, ale wtedy Marcin podniósł się i wyciągnął w jego stronę rękę.

– Spokojnie. Ja się tym zajmę, stary. Chodź, wyjdźmy potańczyć, myszko.

– Ja chyba wolałabym już wrócić do domu.

– Daj spokój. Nic się przecież nie stało, tak?

– Ale Marcin...

– Nie stało się, tak? Chodź, zatańczymy.

Agata spojrzała jeszcze jeden ostatni raz w stronę stolika i dostrzegła poruszającą się pod nim głowę jednej z dziewczyn. Poczuła odrazę i pozwoliła się wyprowadzić z sali. Znowu otoczyła ją dudniąca muzyka, a delikatne dłonie Marcina przycisnęły ją do siebie. Opierała się, ale nie zdołała go powstrzymać. Zaczęli tańczyć. Alkoholowy oddech chłopaka zderzał się ze skórą jej szyi i twarzy, a pozostawiający wilgotne ślady język natarczywie próbował wedrzeć się pomiędzy zaciśnięte wargi.

– Chodźmy stąd... – prosiła, ale Marcin pozostawał obojętny na jej błagania. Uniósł jej dłonie wyżej i obrócił dziewczynę tyłem do siebie. Wtulił twarz w zgięcie jej szyi i zamknął piersi w dłoniach. Dotykał jej, masował cierpliwie, aż uległa. Wiedział, że ulegnie. Przycisnął się do niej mocniej, pozwolił jej poczuć stan, do jakiego potrafiła go doprowadzić. Położył dłoń na jej brzuchu i zaczął zataczać biodrami okrężne ruchy. Agata poddała się narzuconemu rytmowi. Jej opór stawał się coraz słabszy. Wreszcie dopasowała się do niego i kołysała leniwie, nie bacząc na zmieniającą się muzykę. Jej uścisk przestał odgradzać mu drogę do miejsc, w których pragnął się w tym momencie znaleźć. Poczuł napięte pod materiałem stanika sutki i przygryzł skórę dziewczyny.

– Pójdziesz ze mną?

– Dokąd? – spytała natychmiast ciężkim od podniecenia głosem. Wziął ją za rękę i poprowadził ciasnym korytarzem, pośród wijących się w tańcu albo w ekstatycznym uniesieniu spowodowanym przyjętymi środkami. Zahipnotyzowani, upojeni ludzie schodzili im z drogi. A ta nie wiodła, ku rozpaczy Agaty, do wyjścia. Wkrótce stali w jeszcze ciaśniejszym korytarzu, na którego końcu znajdowały się toalety. Było już za późno na opór. Agata posłusznie przylgnęła do ściany. Nie potrafiła określić, czy przeważa w niej odraza do miejsca, w którym przyszło im uprawiać miłość, czy też ciekawość i podniecenie wynikające z faktu, że w każdej chwili ktoś może wejść do zajmowanej przez nich kabiny i odkryć, co robią. Posłusznie wypięła się i nasłuchując panującego za plecami poruszenia, wychwytywała stłumione przekleństwa swojego chłopaka. A potem go poczuła. Mocno i gwałtownie napierającego na wrażliwą na dotyk i rozpaloną kobiecość. Nie miała już wątpliwości, że chce tego samego, co Marcin. Przestała tłumić wyrywające się z piersi uniesienie, bo z każdym kolejnym pchnięciem przestawało jej zależeć na dyskrecji. A im głośniej się zachowywała, tym bardziej zdecydowane stawały się ruchy Marcina, tym gwałtowniej napierał na nią, ściskał boleśnie jej biodra i przybliżał upragniony moment spełnienia.

 

***

Maciek mieszkał na drugim końcu miasta. Tamara wiedziała, że musi wyjechać wcześniej, co najmniej dwadzieścia minut, żeby uniknąć korków i dotrzeć na umówioną godzinę. Była starsza stażem, dlatego to ona otrzymała kluczyki do służbowego samochodu. Czyżby Magda nie ufała młodemu?

Wsiadła do auta i po raz ostatni spojrzała w okna mieszkania. Błażej wciąż spał, chłopcy również. Nie chciała ich niepotrzebnie budzić, a jednak poczuła coś w rodzaju pustki na samą myśl, że opuszcza swój dom. Zupełnie jakby ten wyjazd miał coś zmienić w jej życiu. Po cichu na to liczyła, to prawda. Potrzebowała odpocząć, zmienić otoczenie, by na chwilę zapomnieć o dręczącym ją przekonaniu o błahości roli, jaką odgrywa w domu. Musiała oderwać się od chłopców, ich infantylnych pytań o drobiazgi, które po dniu spędzonym w pracy wpędzały ją w czarną rozpacz. Wobec naiwności swoich synów Tamara myślała z przejęciem o ich dojrzałym życiu. A naprawdę czuła lęk, gdy zastanawiała się, czy zdoła wpoić im wystarczającą wiarę w ich własny potencjał i nauczy ich niezależności, która niejednokrotnie uratować mogła ich tyłki zarówno w sytuacjach zawodowych, jak i w życiu uczuciowym. Nie mogła dopuścić, by wyszli z jej domu zdani na swoje przyszłe partnerki, tak jak miało to miejsce w przypadku ich ojca.

Zapuściła silnik reprezentacyjnego firmowego bmw i wsłuchana w odgłos jego równej i cichej pracy przypomniała sobie ostatnią rozmowę z mamą. Zaproszenie jej na niedzielny obiad tuż przed wyjazdem służbowym nie było najlepszym pomysłem, ale Błażej nalegał. W jego pojęciu spotkania weekendowe z rodziną umacniały rwącą się w niemal każdym możliwym miejscu nić porozumienia. Oponowała, jednak jej mąż pozostawał nieugięty. Zjawiły się w tym samym co zwykle składzie. Jadzia, przyjaźnie uśmiechnięta, przyniosła przepyszny sernik, Katarzyna butelkę ulubionego wina Tamary, a Bogusia wkroczyła do salonu, dzierżąc w wyciągniętej dłoni talerz z przystawkami. Jednego nie można jej było odmówić – w kuchni była mistrzynią. Może dlatego niedzielne obiady tyle kosztowały Tamarę. Za wszelką cenę starała się wypadać jak najlepiej przed gośćmi. I nie chodziło tu o zrobienie wrażenia na Bogusi, na to Tamara przestała liczyć jeszcze w liceum. Zależało jej na uniknięciu bolesnych komentarzy. Poprosiła Błażeja, by nie poruszał tematu wyjazdu. Przestrzegła chłopców przed zdradzeniem jej nieobecności, ale Bogusia jakby coś czuła. Swoim szóstym zmysłem odbierała zmienioną atmosferę panującą w domu córki i dość szybko rozgryzła zmowę milczenia.

– Wyszedł ci ten obiad – pochwaliła ni stąd, ni zowąd gospodynię, kosztując barszczu ukraińskiego. – Ulubiona zupa twojego ojca. Czyżbyście zamierzali wyjechać na południe?

– Skąd ta myśl?

– Nawet jeśli, to idealny moment. Jest piękny maj, do wakacji wciąż daleko. – Jadzia bez zastanowienia przyszła synowej z pomocą.

– Tamara?

Nieznoszący sprzeciwu ton głosu matki spotęgował narastające powoli rozdrażnienie gospodyni.

– Tak. Wyjeżdżam służbowo na kilka dni. Ale zupa nie miała zakomunikować wam mojego wyjazdu. Nic z tych rzeczy. To zbieg okoliczności. Wyjeżdżam na Podkarpacie.

Matka opuściła głowę i zaczęła jeść w ciszy, co reszta zebranych przyjęła z ulgą. Wszyscy poza Tamarą i Kasią łudzili się, że tym razem nie wydarzy się nic, co mogłoby zburzyć panujący przy stole nastrój. Błażej uśmiechnął się ciepło do Tamary i właśnie wtedy Bogusia rzuciła:

– Nie rozumiem, dlaczego po tylu latach pracy nie możesz odmówić wyjazdu. Przecież ty masz rodzinę. Czy nie ma tam nikogo, kto mógłby wyjechać?

– Mamo... – Zanim Tamara zdążyła zareagować, to jej mąż przejął pałeczkę. Zrezygnowana, obawiała się, że jego zaangażowanie, skądinąd zaskakujące, nie przyniesie niczego dobrego. – My już to omówiliśmy. Jest to tylko informacja, z którą mama nie musi absolutnie nic robić.

Jego subtelność rozbawiła Tamarę. To był chyba jeden z nielicznych przypadków, kiedy Błażej zajął tak stanowcze stanowisko wobec teściowej.

– Ja wiem. Ale chłopcy wciąż potrzebują pomocy, ty też masz przecież na głowie tyle spraw. Ja nie chcę się wtrącać, ale uważam, że miejsce żony jest przy mężu.

Ton głosu Bogusi zupełnie pozbawił Tamarę złudzeń.

– Mamo – zaczęła spokojnie. Odłożyła łyżkę, bo nawet widok zupy powodował, że w jej gardle rosła gula. Poczuła na udzie ciepłą dłoń Błażeja, co nieznacznie dodało jej otuchy, jednak nie powstrzymało kipiącej w niej złości. – Ile to już lat nie ma taty?

– Przecież wiesz ile. A co ty o nim zaczynasz?

– Właśnie. Nie ma go już ze trzydzieści lat. Mój ojciec wytrzymał z tobą zaledwie dziesięć lat i uciekł. Powiedz mi, jakim prawem ty, kobieta, która nie miała okazji tak naprawdę zakosztować życia małżeńskiego, wypowiadasz się w kwestii mojego małżeństwa? Kim jesteś, żeby mnie oceniać? Co?

– Znowu zaczynasz być bezczelna, Tamaro. Co się z tobą dzieje? Przecież nie mówię tego wszystkiego, by wytknąć ci błędy, tylko chcę zwrócić twoją uwagę na to, co w życiu najważniejsze. Jestem twoją matką, mam większe doświadczenie i dobrze ci radzę. – Bogusia zaglądała w oczy pozostałych zebranych, szukając poparcia. Jednak siedzący przy stole zwiesili głowy, nie patrząc na nią.

– Masz doświadczenie w radzeniu sobie z sytuacją, kiedy twoje i twojego męża inwestycje okazały się nietrafione i w rezultacie nie macie czego włożyć do garnka? Nie masz! A może masz doświadczenie w sytuacji, kiedy twój mąż nagle traci pracę i cały wasz świat runął ci na głowę? Też nie! Jak zatem ty możesz mówić mnie, co mam robić? Jak zatem ty możesz cokolwiek wiedzieć na temat mojego życia, skoro nie jesteś mną i nie doświadczyłaś tego, co dotknęło mnie? Nie masz prawa mówić mi, co mam robić! Nie masz prawa wypowiadać się w kwestii mojego życia czy małżeństwa, bo nie przeżyłaś tego, co ja! Przeżyj najpierw kilkanaście lat jako żona, stań naprzeciw problemów, z którymi borykam się ja, by móc cokolwiek na ten temat powiedzieć. Chyba że robisz to dla samej przyjemności krytykowania? Cóż, to też mnie nie dziwi, bo tacy potrafią być ludzie. Sam nie ma się czym pochwalić, dlaczego więc nie miałby skrytykować innych? Albo nie wypowiedzieć się na temat ich pracy, zajęcia czy nawet życia. Taka właśnie jesteś ty! Krytykujesz, bo twoje życie jest mierne, marne i pozbawione emocji. Jesteś sfrustrowana i cały ten żal przelewasz na innych, bo łatwiej jest ci patrzeć, jak cierpią. Wiesz, dlaczego nie ma z tobą ojca, mamo? Bo nie mógł z tobą żyć! My już nie możemy z tobą żyć!

– Jak to „my”? – Głos Bogusi zaczął się łamać.

– Ja nie mogę z tobą żyć!

– Ja też. – Zdecydowany głos Kasi poderwał głowy zebranych.

– A jeśli mama zamierza w dalszym ciągu krytykować w taki sposób moją żonę i podważać wszystko, co ona robi, to ja nie zamierzam się temu dłużej przyglądać bezczynnie – dorzucił na zakończenie Błażej.

Niepotrzebnie wróciłam do tamtej rozmowy. Tamara wrzuciła bieg i wycofała bmw. Koła buksowały przez chwilę, zanim auto wyrwało do przodu. Pół godziny później wsiadł do samochodu Maciek. Woń jego perfum natychmiast zdominowała wnętrze. Dwa piankowe kubki ze świeżą kawą stanęły w przegródkach pod radiem, a Tamara poczuła przyjemne odprężenie. Dawno nikt nie zaskoczył jej w tak miły sposób, nie pomyślał o kubku kawy w podróży. Choć zabrała ze sobą termos wody z cytryną i imbirem, to kawa zawsze stawiała ją na nogi.

– Ku przygodzie, Tamara! – Mocny męski głos poderwał brzmieniem włoski na jej przedramionach. Zwróciła twarz w stronę Maćka i uśmiechnęła się z wdzięcznością. Spraw, chłopaku, żebym zapomniała o całym bałaganie choć na tych kilka dni, wypowiedziała w myślach słowa, za które natychmiast się skarciła. „Uważaj, czego sobie życzysz” – mawiała zawsze Kaśka, kiedy rozpaczała w jej rękaw przy stoliku w jej restauracji – „bo jeszcze może się to spełnić”.

– Ku przygodzie, Maciek.

– Nie jesteś zmęczona? Niewyspana? Mogę poprowadzić.

– Właściwie, dlaczego nie?

Nie miała nic przeciwko temu. Podczas rodzinnych wyjazdów to zawsze ona prowadziła. Nie z powodu braku zaufania do męża, bo Błażej był świetnym kierowcą, jednak potrzeba kontroli była zbyt silna, by oddać mu kierownicę. Tamara, prowadząc, wyraźniej odczuwała ciążącą na niej odpowiedzialność i to ją uspokajało. Zabawne. Kiedy usiadła po stronie pasażera, a Maciek ruszył spokojnie do przodu, ogarnęło ją przyjemne przekonanie, że jemu nie musi niczego udowadniać. Nie zależało jej na tym, kiedy dojadą do celu i czy zdążą na czas do umówionej po drodze restauracji. Tamara poczuła się wolna. Wyciągnęła się wygodnie w fotelu i patrzyła na zmieniający się za szybą widok, słuchając opowiadającego o sobie chłopaka. Jedno musiała mu przyznać. Jak na kogoś, kto przeżył tak trudne dzieciństwo, Maciek był bardzo pozytywnym człowiekiem. Reszta jej nie interesowała. Każdy dźwiga swoje krzyże. On też musiał sobie ze swoimi poradzić. Tylko wtedy odniesie sukces. Zanim się spostrzegła, zasnęła. Śniła, że znalazła się na jakiejś bezludnej wyspie, gdzie nie była jednak zupełnie sama. Świadomość grożącego jej niebezpieczeństwa powodowała nieznośne przekonanie o bezradności. W bajecznym otoczeniu czuła czający się za każdym drzewem strach. Tamara nie miała pojęcia, co zrobić, by ratować życie. Wtem ujrzała właśnie Maćka. Zadowolony chłopak pochylał się nad nią. Przygryziona warga zdradzała fascynację, z jaką lustrował ciało leżącej przed nim kobiety. Bardzo go pociągała, do tego stopnia, że gotów był dla niej posunąć się do czegoś złego. Tamara czuła jego chuć, czoło wilgotne od potu i zarumienione, drżące policzki nie pozostawały złudzeń co do jego zamiarów. Obudziła się i gwałtownie poderwała na siedzeniu. Rozejrzała się dookoła. Ich samochód stał na leśnym parkingu, lekko przechylony na jej stronę. W środku było gorąco. Tamara otworzyła drzwi i ostrożnie wysiadła.

– Maciek? – krzyknęła, wciąż mając przed oczami dziwny sen.

– Jestem tutaj.

Jego głos dobiegał z drugiej strony auta. Zanim podeszła do niego, zdjęła z siebie lniany żakiet i odwiesiła go na drzwiach pasażera.

– Co robisz? – Stała z przodu maski, kiedy chłopak poderwał się, zdyszany, ze zroszonym potem czołem. Widok klucza do opon w jego dłoni wywołał w niej nieprzyjemne uczucie lęku, dlatego się cofnęła. – Co robisz? – powtórzyła pytanie.

– Wygląda na to, że złapaliśmy gumę.

– Dlaczego mnie nie obudziłeś?

– Po co? Zasnęłaś naprawdę twardo. Coś ci się śniło? – Pochylił się znowu nad kołem, nie przerywając rozmowy.

– Nie, dlaczego?

– Mówiłaś przez sen.

– Może wezwiemy pomoc? Daleko odjechaliśmy? – Szybko zmieniła temat.

– Wystarczająco. Poza tym daj mi szansę się wykazać, dobrze?

– Oczywiście. Działaj zatem. – Uniosła ręce i wróciła do samochodu. Zabrała stamtąd termos z wodą i usiadła przy drewnianym stoliku osłoniętym zadaszeniem przed słońcem. Miała z tego miejsca widok na piękny las i walczącego z odkręcanym kołem Maćka. Sięgnęła po telefon i wybrała numer Anety.

***

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?