Trzecia żonaTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Trzecia żona
Trzecia żona
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 62,85  50,28 
Trzecia żona
Audio
Trzecia żona
Audiobook
Czyta Agnieszka Krzysztoń
29,95 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dziesięć

– Oczywiście – rzekł Michael po chwili milczenia. – Vin to w końcu twój ochroniarz, księżniczko. Może o tym nie wiesz, ale mam wrogów. Jeśli nie będą mogli dorwać mnie, skrzywdzą ciebie. A na to nigdy nie pozwolę.

Zamrugałam, zaskoczona teatralnym tonem, jakim wypowiedział te słowa. W takich chwilach mogłam niemal uwierzyć, że jednak mu na mnie zależy – może źle zinterpretowałam te kilka dni, kiedy nie wychodziłam z mieszkania. Chciał, żebym się uczyła i wypoczywała, a nie czuła się jak kanarek bijący znużonymi skrzydłami o pręty klatki. Wiedziałam o nim jednak zbyt wiele, by dać się nabrać na fałszywą czułość. Znałam opowieść o wiosce, która przykuwała dziewice do skały, by bronić się przed brutalnymi bóstwami otchłani, ale ja spętałam się łańcuchami i założyłam kajdany na nogi z własnej nieprzymuszonej woli, chociaż dobrze wiedziałam, co po mnie przyjdzie.

– Dziękuję, że się mną opiekujesz – powiedziałam, bo miałam wrażenie, że czegoś takiego oczekuje.

Michael w nagrodę uśmiechnął się szeroko.

– Tym razem będę w domu cały tydzień, więc może zabiorę cię na zakupy? Rano mam parę telekonferencji, ale po południu możemy wyjść, a przy okazji zjeść gdzieś dobry lunch.

– Chętnie.

Oznaczało to, że będę musiała skrócić lekcje, ale tak się cieszyłam na wyjście z mieszkania, że urobiłam się po pachy, ale przygotowałam szybko jak nigdy. Kiedy weszłam do salonu, Michael zmierzył mnie wzrokiem i gestem zasygnalizował, żebym wróciła do sypialni.

– Załóż coś ładniejszego, Marleno. Nie po to wydałem tyle pieniędzy na twoją garderobę, żebyś wyglądała, jakbyś kupowała ubrania w Walmarcie.

Wzdrygnęłam się, bo w dzieciństwie o tym, by kupić sobie tam nowe rzeczy, mogłam co najwyżej pomarzyć. Cała moja odzież była z drugiej i trzeciej ręki – od kuzynów, którzy choć byli od nas zamożniejsi, też kupowali ubrania w lumpeksie. Wszystko zatem, co na siebie wkładałam, nosiło wcześniej pięć czy sześć osób. Nierzadko łatałam i cerowałam koszule, tak długo aż całkiem się nie rozpadły.

W sypialni mieliśmy olbrzymią, wspólną szafę, gdzie znajdowały się nieprzebrane ilości moich ubrań. Od większości z nich wciąż nie oderwano metek. Chyba za długo się w nie wpatrywałam, bo wszedł za mną do środka i wyjął kilka rzeczy.

– W tym będziesz wyglądać idealnie.

Nienawidzę tego jebanego wyrazu – przemknęło mi przez głowę.

Zaskoczyło mnie, jak silne uczucie mną wstrząsnęło. Miałam ochotę zacząć krzyczeć. Zdusiłam to i wzięłam strój, który wybrał – znowu w kolorze beżu i kości słoniowej. Jakbym miała splugawić swoją niewinność, nosząc intensywne kolory. Włożyłam ubrania, biżuterię oraz buty, a parę minut później pokazałam mu się i otrzymałam aprobatę niczym komunię.

– Wyglądasz ślicznie.

Vin był z nami w windzie i szedł za nami przez foyer, gdzie portier skłonił nam się nisko. Podziwiałam ostentacyjny luksus, marmurowe posadzki, obrotowe drzwi oprawne w złoto, a na zewnątrz kolumny z ozdobnymi kanelurami oraz dwie okazałe donice z roślinami okalające wejście. Ulica była czysta i cicha – w końcu jednopokojowe mieszkanie kosztowało tu prawie trzy miliony dolarów. Sama o tym nie wiedziałam, ale Michael z rozmysłem mnie poinformował.

– Moglibyśmy się przejść? – zapytałam.

– Do Bergdorf’s? Czemu nie. – Michael chwycił mnie za rękę i oplótł ją wokół swojego ramienia, prezentując innym przechodniom swój stan posiadania.

Do Bergdorfa Goodmana nie przeszłabym się sama. Miałam wrażenie, że wszystkie ekspedientki się na mnie gapią – i to nie w miły sposób – chociaż Michaela przywitały uprzejmie. Należał pewnie do jakiegoś ich złotego klubu VIP-ów, czy jak to się mogło nazywać. Nie miałam ochoty na zakupy, lecz mój mąż miał ograniczone wyobrażenie o tym, co stanowi stosowną rozrywkę. Kupiłam torebkę oraz nowy naszyjnik, a on błysnął platynową kartą.

Później poszliśmy na niezmiernie elegancki lunch, ale trudno się było rozluźnić, kiedy Vin jadł przy sąsiednim stoliku. Możliwe, że Michael miał lekką paranoję, ale jeśli było inaczej, to oznaczało, że poślubiłam człowieka, któremu nieustannie groziło, że go zamordują.

Trudno było się nie wystraszyć. Miałam rzecz jasna własne plany, lecz nie uwzględniały one rzeszy osób, które chciały zabić Michaela Dursta. Musiałaby to być kolosalna lista i nie miałam szans, by ją odtworzyć. Gramoląc się na szczyt, na pewno zdeptał masę ludzi.

Kiedy wychodziliśmy, Michaela rozpoznała para starszych ludzi – pewnie pod sześćdziesiątkę. Ich ubrania zdradzały, że byli zamożni z dziada pradziada, całe życie na Park Avenue. Z miny Michaela wywnioskowałam, że byli to ludzie ważni, postanowiłam więc zabłysnąć. Jeżeli mąż będzie ze mnie zadowolony, powinnam zyskać więcej wolności, prawda? Poczekał na moment przerwy w rozmowie i w końcu przedstawił mnie Helen oraz Williamowi Stone’om.

– Och, słyszałam o ślubie – odezwała się kobieta. – Lecz nasi wspólni znajomi nie wspominali, jak urocza jest twoja żona. Ogromnie miło cię poznać, kochanie.

Ujęłam jej dłoń w obie ręce i obdarzyłam tak ciepłym uśmiechem, że i ona uśmiechnęła się promienniej. Nad jej twarzą popracował jakiś pierwszorzędny chirurg, a nakładki na zęby miała doskonałe. Gdy popatrzyło się uważniej, dało się zauważyć, że była bardzo starannie zadbaną siedemdziesięciolatką. Co dziwne, jej mąż nie stracił, gdy bliżej się mu przyjrzałam, i nie mógł mieć więcej niż pięćdziesiąt pięć lat. Domyśliłam się, że to pewnie nie jest jej pierwsze małżeństwo. Zebrałam wszystkie te dane, podając jej rękę.

– Cała przyjemność po mojej stronie. To dla mnie wielki zaszczyt państwa poznać, po tym wszystkim, co opowiadał mi Michael. – Na szybko przypominałam sobie jedynie, że upiła się w yacht klubie, ale to też się przecież liczy.

William roześmiał się i szturchnął mnie w ramię żartobliwie.

– Mam nadzieję, że same dobre rzeczy?

– Naturalnie.

Ku mojemu zaskoczeniu Michael przyciągnął mnie do siebie i mocno objął naprężonym ramieniem.

– Zadzwonię. Wybierzemy się wkrótce na drinka. Długo będziecie w mieście?

– Jakiś miesiąc – odparła Helen. Oczy rozbłysły jej nie całkiem dobrotliwie, kiedy spostrzegła zaborczy uścisk Michaela. Z trudem powściągnęłam impuls, by się od niego odsunąć. – Widzę, że nie możesz oderwać od niej rąk, więc nie będziemy was zatrzymywać.

Michael złapał mnie za nadgarstek w żelazny uścisk i pociągnął za sobą. Potknęłam się, ale się nie obejrzał i to Vin podał mi rękę, zrobiwszy wpierw trzy długie kroki, żebym nie grzmotnęła twarzą w chodnik. Wówczas mój mąż zmierzył ochroniarza lodowatym spojrzeniem i ostentacyjnie popatrzył na dłoń, którą Vin trzymał mnie za łokieć.

Vin puścił. Byłam tak spięta, że trudno mi było złapać oddech. Spodziewałam się nagany, ale Michael zaczął tylko znowu iść, milcząc z wściekłością. Ciągnął mnie za sobą tak szybko, że na przestrzeni tych paru przecznic, jakie mieliśmy do przejścia, buty zdarły mi skórę na piętach do krwi. Ochroniarz miał moje torby, ale nie mogłam ich wziąć – Michael nie dał mi okazji.

W windzie Vin odwrócił oczy i milczał. Potem w ciszy zajął swoje zwykłe stanowisko na korytarzu. Jak tylko zamknęły się za nami drzwi apartamentu, Michael odrzucił moją rękę tak mocno, że potknęłam się o pobliską otomanę i walnęłam w podłogę z ostrym hukiem. Gdyby Vin był moim prawdziwym ochroniarzem, a nie strażnikiem więziennym, wyważyłby drzwi, słysząc, jak krzyknęłam.

Nie zrobił tego.

– Coś ty sobie, u diabła, myślała?

Uniosłam łokcie, instynktownie zasłaniając twarz. Minęło trochę czasu, odkąd ktoś mnie sprał, a paru byłych mojej mamy było skorych do bicia. Zanim odeszłam z domu, nabrałam wprawy w unikaniu ciosów oraz ucieczkach, tutaj jednak nie miałam dokąd pójść ani gdzie się ukryć.

– No co? – krzyknął.

– P-próbowałam zrobić dobre wrażenie.

– Nie okłamuj mnie, Marleno. Przecież wiem, jak wygląda flirt. Sprawia ci to przyjemność, gdy inni mężczyźni na ciebie patrzą, chcąc cię posiąść?

Rozmawiałam z Helen Stone, kiedy odezwał się do mnie jej mąż, więc nie mogłam pojąć, skąd ta nagła zmiana nastroju. Spędziliśmy razem miły dzień, a ja starałam się, jak mogłam, by sprawić mu przyjemność, ale…

Wykrztusiłam tylko:

– Przykro mi, że się zdenerwowałeś, ale to wcale nie było tak.

– Twierdzisz, że jestem kłamcą? Sam wiem, co widziałem, i nie chodziło bynajmniej tylko o tego drania Willa Stone’a. Próbowałaś też na Vinie z tymi swoimi wielkimi oczami i bezradnym uśmiechem.

– Nie. To po prostu… nieporozumienie. Vin tylko mi pomógł, kiedy się potknęłam. Szedłeś bardzo szybko.

– Czyli to moja wina? – Ruchem tak opanowanym, że zawarta w nim przemoc przeraziła mnie tym mocniej, Michael podniósł ze stoliczka szklaną rzeźbę i cisnął nią najsilniej jak umiał. Delikatna figurka roztrzaskała się o podłogę niebezpiecznie blisko mojej ręki, a jej odłamki obsypały mi włosy szklanym pyłem. – Zrozum, Marleno, jeśli będziesz urabiać Vina, jeśli będziesz próbowała podważyć jego lojalność wobec mnie i przeciągnąć go na swoją stronę… Nie skończy się to dla niego dobrze. Pojmujesz to?

Dygotałam tak mocno, że przez parę sekund nie byłam nawet w stanie odpowiedzieć.

Wypadł na korytarz i nawet przez drzwi słyszałam, jak drze się na Vina:

– Podobno jesteś odporny. Moja żona wpadła ci w oko?

– Nie, proszę pana. – Tyle. Żadnych wymówek ani wyjaśnień.

Przez przynajmniej pięć minut siedziałam po prostu na podłodze wśród rozbitego szkła, aż rozległo się ciche pukanie do drzwi. Wpatrywałam się w nie, jakby to była pułapka, ale w końcu i tak wstałam i je otworzyłam. Budynek był dobrze chroniony, więc za drzwiami musiał być Vin albo ktoś, kogo Michael przysłał, aby mnie ukarał.

 

– Przepraszam – powiedział Vin, podając mi torebkę oraz naszyjnik, których już nie chciałam.

W ogóle ich nie chciałam.

– Za co?

– Że wpakowałem cię w kłopoty. Słyszałem, że twój mąż… – Urwał, bo zapewne zabrakło mu słów pasujących do tej sytuacji. – Tak czy inaczej, powinienem był zachować większą ostrożność. W przyszłości tak będzie.

Zatrzasnęłam przed nim drzwi, bo nie było sensu ciągnąć tematu, a jeśli Michael obejrzy nagranie z monitoringu, nie chciałam prowokować kolejnego ataku wściekłości. W jego oczach ta dziesięciosekundowa rozmowa mogła wyglądać jak starannie zaplanowane uwiedzenie. Resztkami sił wzięłam miotłę i uprzątnęłam bałagan. Nie mogłam zostawić tego sprzątaczce na rano, bo ludzie by gadali, co naruszyłoby reputację Michaela, a ja musiałam go zadowolić.

Muszę. Muszę go zadowolić – myślałam.

Choćbym miała przypłacić to życiem.

Jedenaście

Kiedy w końcu odczytałam wiadomości, które przyszły na zapewne nie do końca bezpieczny dla mnie telefon, znalazłam tam siedem mejli od Jenny. W ostatnim napisała po prostu:

Jeśli mi nie odpiszesz, to jadę Cię szukać.

Utrzymywałyśmy kontakt, choćby nie wiem co się działo, więc nie miałam wątpliwości, że tak właśnie zrobi.

Przepraszam, od czasu ślubu byłam strasznie zajęta. Co u Ciebie nowego?

W odpowiedzi Jenny przysłała długiego, pełnego werwy mejla o dupkach na jej kursach informatyki, których zdaniem dziewczyna nie powinna się uczyć kodowania. Te problemy odwróciły uwagę od moich własnych. Odpisałam jej, zdzwoniłyśmy się nawet na Skypie jak za dawnych czasów. Siedziałam, nasłuchując jednym uchem, czy drzwi się otworzą. Panowała nieprzerwana cisza.

Jadłam sama, spałam sama, założyłam nawet strój do treningu, żeby się przekonać, czy dotrzymał obietnicy i porozmawiał z Vinem. Ochroniarz nie oponował, więc poszliśmy pobiegać do parku. Biegł stale półtora metra za mną, niezależnie od tempa, jakie narzuciłam. Zanim wróciliśmy do mieszkania, dopadł mnie stres – czekałam na sygnał, że zostałam porzucona. Tego wieczoru przygotowywałam się psychicznie na to, że jakaś obca osoba dostarczy mi pozew rozwodowy.

Trzeciego dnia Michael wrócił wreszcie do domu. Miał z sobą kwiaty. Przyjęłam białe róże nieufnie, starając się nie wzdragać, kiedy położył mi dłoń na głowie. Zadygotałam, z dużym trudem panując nad drżeniem.

– Jesteś zdenerwowana – powiedział. – Możliwe, że nieco przesadziłem, ale na samą myśl, że mógłbym cię stracić… odchodzę od zmysłów. Zachowałem się w ten sposób tylko dlatego, że tak bardzo cię kocham.

Kiedy zwieńczył przeprosiny, wsuwając mi na palec śliczny pierścionek z różowym brylantem, pozwoliłam mu się objąć i położyłam głowę na jego piersi. Obiecałam sobie, że więcej nie będzie się przeze mnie czuł niepewnie. Nigdy nie uważałam się za nieodparcie atrakcyjną, ale Michael ewidentnie sądził, że to niemożliwe, by inni mężczyźni mnie nie pożądali.

Pogłaskał mnie po plecach i ciągnął:

– Mężczyźni to zwierzęta, Marleno. Jesteś zbyt niewinna, żeby to pojąć, tym bardziej więc muszę się starać, aby tak zostało.

Przełknęłam z trudem ślinę. Co by Michael powiedział, gdybym mu wyznała, że już o tym wiem? Jeden z chłopaków matki pokazał mi, kiedy miałam jedenaście lat, a później Bobby Ray Hudgens powtórzył lekcję. Nigdy wcześniej nie myślałam, że przez te gwałty jestem nieczysta, ale mój mąż na pewno tak by sądził. Uznałby mnie zapewne za jakąś małą Lolitę, która uwodzi mężczyzn, kręcąc bioderkami.

– Och. – Na inny komentarz się nie zdobyłam.

Brak odpowiedzi z mojej strony nie miał znaczenia, bo Michael był w nastroju do gadania:

– Nie mówiłem ci o tym wcześniej, bo nie jestem z tego dumny… ale byłem już żonaty. Ona… odeszła ode mnie. Długo trwało, nim się z tym pogodziłem.

Odeszła od ciebie? Tak to się twoim zdaniem nazywa? – pomyślałam, a serce w mojej piersi skamieniało, nieprzeniknione i niewrażliwe niczym tytan. Nie mogłam jednak dać po sobie poznać, jak dobrze znam jego przeszłość, nie mogłam tego roztrząsać, bo mógłby odczytać wiedzę z mojej twarzy. Za dobrze wszystko rozumiałam, by dać się zwieść pierścionkom z brylantem i uśmiechom pełnym skruchy.

Ale zachowałam pozory.

– Ja nie miałam nikogo innego – powiedziałam delikatnie.

– Wiem o tym. Między innymi dzięki temu jesteś idealna. Niekiedy jednak tracę to z oczu, i za to przepraszam.

Mimo wszystko miałam ochotę go sprawdzić i przekonać się, jak odpowie.

– Poszłam wczoraj do parku pobiegać. Vin mnie zabrał. Było to jednak zupełnie neutralne.

Michael skinął głową.

– Zdał mi pełen raport, zanim tu wszedłem. Z perspektywy czasu wiem, że nie próbowałaś go uwieść. A co do zajścia z Willem Stone’em… Cóż, to zbereźnik, ale to przecież nie twoja wina.

Trudno było wydusić z siebie słowa, ale nie mogłam kulić się ze strachu bez końca:

– Kiedy następnym razem się zdenerwujesz, czy mógłbyś… trochę bardziej nad tym zapanować? Bardzo się bałam.

Proszę bardzo, słowo się rzekło.

– Nigdy cię nie skrzywdzę – powiedział Michael. – Nie posiadam nic cenniejszego niż ty i największą radość na świecie sprawia mi to, że mogę cię chronić.

Nie to chciałam usłyszeć. Liczyłam na deklarację „przepraszam, będę się bardziej starać”, którą zawsze wymuszał na mnie. Poza tym w istocie zrobił mi krzywdę. Cały nadgarstek miałam posiniaczony przez to, jak ciągnął mnie za sobą, a po upadku miałam na biodrze duży, granatowy siniec, który obecnie przybrał zielonkawy kolor. Przygryzłam policzek od środka, żeby stłumić odruchowe słowa protestu. Nie posiadasz mnie. Wcale mnie nie posiadasz – pomyślałam.

– Okay – powiedziałam.

Miesiącami siedziałam jak na szpilkach, pobierałam lekcje, a Michael był w rozjazdach równie często jak w domu. Pilnowałam się, żeby w jego obecności nie robić nic, co mogłoby go rozgniewać. Doszło do tego, że wzdychałam cicho z ulgą, gdy brał walizkę i jechał na lotnisko. Nic się nie rozstrzygnęło. Ja wciąż trochę się go bałam, a on nadal mi nie ufał.

Przekonałam się, jak mało mi wierzy, kiedy w łazience spadł mi telefon i rozleciał się na kawałki. Zaklęłam i uklękłam, by zebrać odłamki, ale nie sądziłam, aby dało się naprawić urządzenie. Parę sekund później do łazienki wparował Vin. Stanął jak wryty, kiedy zobaczył mnie w szlafroku i z fragmentami zepsutego telefonu w rękach. Wbiłam w niego wzrok, bo nie było mowy, aby usłyszał taki cichy odgłos spoza apartamentu.

Milczał, więc rzuciłam:

– Wytłumacz się. Natychmiast.

– Pan Durst wysłał mi esemesa. Kazał sprawdzić, co u pani.

– Dlaczego? – W głębi duszy wiedziałam, musiałam wiedzieć, ale chciałam, żeby się przyznał.

– Bo pani sygnał się urwał.

– Co oznacza, że w moim telefonie jest lokalizator, a on cały czas wie, gdzie jestem.

Rozejrzałam się po łazience, zastanawiając się, jak daleko sięga ta obsesja. Zainstalowano tu kamery, żeby Michael mógł z Niemiec patrzeć, jak sikam? Czasami masturbowałam się w wannie, przeżywając niespieszne, zmysłowe orgazmy. Przeszył mnie zimny dreszcz. Zapewne nie pasowało to do jego wyobrażenia o mojej czystości.

Vin zdawał się czytać mi w myślach:

– Z tego, co wiem, w mieszkaniu nie ma monitoringu. Jest tylko we foyer.

Ulga była niemal przytłaczająca… ale jakie to żałosne, że byłam wdzięczna za odrobinę prywatności w pieprzonej łazience. Nie byłam pewna, czy mogę zaufać Vinowi, ale w zasadzie nie miał powodu, by mnie okłamywać. Po namyśle doszłam do wniosku, że jego słowa trzymają się kupy, bo gdyby Michael mógł sprawdzić, co się ze mną dzieje, za pomocą jakiegoś pokątnego streamingu, nie wysyłałby tu Vina, którego mogłabym wszak skusić swoimi nieodpartymi wdziękami.

– Dobrze wiedzieć – mruknęłam. – Możesz już iść, chyba że chcesz zostać i popatrzeć.

Zsunęłam szlafrok z ramienia, bardziej ze złości niż po to, by go uwieść. Ochroniarz nie odwrócił oczu od mojej twarzy.

– Nie, dziękuję, proszę pani. Muszę zdać sprawę panu Durstowi.

– Jak możesz pracować dla kogoś takiego jak on? On mnie w sumie więzi, a ty masz to gdzieś.

Vin przystanął na chwilę. Zdążył już wyjść z łazienki na korytarz.

– Ja tylko dla niego pracuję. To pani za niego wyszła. Jeżeli jest pani nieszczęśliwa, to chyba lepiej odejść.

– Pozwoliłbyś mi w ogóle?

Słysząc to, odwrócił się:

– Jeżeli szczerze pragnie pani uciec, nie będę pani zatrzymywał. Ale powinna pani odejść, zanim wróci, i dobrze się ukryć. Pan Durst źle znosi odmowę.

Przeczytałam niedawno artykuł o kobietach, które hajtnęły się z dobrą partią, a teraz są kantowane przez bogaczy, których próbują opuścić. Niektórzy z nich najmowali przebojowych prawników, którzy oskarżali przyszłe byłe żony o wszelkie grzechy, jakie popełnili oni sami: maltretowanie, zdrady i tym podobne.

Kiedy zmierzę się z Michaelem, będę musiała poczynić drobiazgowe plany. Jeszcze nie nadeszła odpowiednia pora…

Musiałam po prostu wziąć się w garść i żyć z tym, co odstawia mój mąż. Jeżeli Durst będzie postępował zgodnie ze swoją zwykłą strategią, to mogę się dobrze przygotować do stosownej odpowiedzi, wykorzystując kroki, które już podjęłam. Ważne jednak, by realizować plany stopniowo, w przeciwnym razie wszystko może się zawalić. Nie mogłam przepuścić Durstowi, choćby miało to oznaczać, że będę cierpiała tak jak teraz.

– Pewnie wyładowałby się na tobie – stwierdziłam. – Jeżeli byś mnie wypuścił. Nie zrobię zatem nic, co się na tobie zemści. Jeśli dojdzie do ostateczności, to powiem mu osobiście, że więcej tego nie zniosę. Muszę być dzielna, prawda?

Vin uniósł brwi, był wyraźnie zaskoczony.

– Nie bierz mnie pod uwagę w swoich planach. Potrafię o siebie zadbać.

Wyszedł, nie patrząc już na mnie, ale od tamtej pory coś się zmieniło. Czasami kiedy biegaliśmy w parku, odzywał się do mnie, a raz w tygodniu przynosił mi kawę z ulubionej kawiarni. Nie zwracał się też już do mnie „proszę pani” takim lodowatym tonem. Od czasu do czasu prowokowałam go do uśmiechu, co stanowiło rozkoszne odstępstwo od jego zwykłej powagi. Nie mogliśmy biec obok siebie, namówiłam go więc, żeby kupił sobie słuchawki z mikrofonem na bluetooth, dzięki czemu mogliśmy pogadać w sposób, którego Michael nie mógł wyśledzić. Vin się o to nie sprzeczał, co świadczyło o tym, że stałam się mu bliższa. Nigdy na niego nie naciskałam, nawet go nie dotykałam, ale pragnęłam jego przyjaźni. Wręcz jej potrzebowałam.

Pewnego dnia od przyjaźni z nim mogło zależeć moje życie.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?