Zwrotnice dziejówTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Wstęp

Rozdział I. Bolesław Krzywousty nie dzieli państwa między synów. Piastowie podbijają Prusy, Konrad Mazowiecki nie sprowadza Krzyżaków

Rozdział II. Ziemowit I królem Polski. Nie ma unii z Litwą

Rozdział III. Zygmunt Stary niszczy zakon krzyżacki i włącza Prusy Zakonne do Korony. Nie powstaje państwo pruskie

Rozdział IV. Zygmunt August realizuje uchwały sejmu z 1555 roku. Powstaje polski kościół narodowy

Rozdział V. Kanclerz nie ścina Samuela Zborowskiego. Jan Zamoyski królem Rzeczypospolitej

Rozdział VI. Cesarz Maksymilian II lub arcyksiążę Maksymilian III obejmują władzę w Rzeczypospolitej. Polska i Litwa stają się częścią „Habsburskiej Unii Europejskiej”

Rozdział VII. Nie ma Konstytucji 3 maja. Nie ma rozbiorów

Źródła ilustracji

Opieka redakcyjna: JOLANTA KORKUĆ

Redakcja: ADAM JARZĘBSKI

Wybór ilustracji: MARCIN STASIAK

Korekta: EWA KOCHANOWICZ, LIDIA TKACZYK, URSZULA SROKOSZ-MARTIUK

Opracowanie graficzne wersji papierowej: ROBERT KLEEMANN

Redakcja techniczna: ROBERT GĘBUŚ

Skład i łamanie: Infomarket

© Copyright by Andrzej Chwalba i Wojciech Harpula

© Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2019

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-06732-1

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Wstęp

Ile razy zastanawialiście się Państwo, jak potoczyłoby się Wasze życie, jakimi ludźmi bylibyście dziś, jeśli w przeszłości podjęlibyście inne decyzje niż te, które faktycznie podjęliście? Co by było, gdybyście dokonali innych wyborów, postawili na inne osoby, wytyczyli sobie inne cele? Psychologowie odradzają jałowe rozpamiętywanie przeszłości, ale nie mają wątpliwości, że w każdym z nas odkłada się ona bardzo mocno. Nasze „tu i teraz” jest – w pewnym zakresie – sumą wyborów i zdarzeń sprzed lat, a konsekwencje niektórych decyzji mają wpływ na całe nasze życie. Szczere, krytyczne i rzeczowe spojrzenie na siebie samych z przeszłości może nas ustrzec przed popełnianiem błędów i wpadaniem w koleiny zgubnych zachowań w przyszłości. Refleksji nad tym, co już było, nie potrzebują tylko ci nieliczni szczęśliwcy, których życie jest pasmem nieustannych sukcesów w każdej dziedzinie życia.

Zależność „dziś” od „wczoraj” jest oczywista zarówno w wypadku jednostek, jak i zbiorowości – ze wspólnotami narodowymi na czele. Naród nie może istnieć bez pamięci o czasie minionym. Może się ona sprowadzać do podręcznego zestawu skojarzeń i symboli, w które każdego obywatela wyposaża system edukacji. Ale może też przybrać formę dojrzalszą – budzącą pokorę wobec historii świadomość, że wszystko, co zdarzyło się nam, Polakom, podczas wspólnej drogi przez stulecia, jest aktualne także dziś i przejawia się na setki sposobów. Wzorce życia publicznego, jakość funkcjonowania instytucji państwa, dominujące typy relacji społecznych, postawy wobec określonych systemów wartości, formy odbioru i przetwarzania trendów kulturowych, metody organizowania przestrzeni, stopień rozwoju gospodarczego czy gęstość sieci drogowej i kolejowej – to wszystko (i wiele więcej), co składa się na naszą codzienność, jest w dużej mierze takie, a nie inne, ponieważ dawno temu wydarzenia potoczyły się tak, a nie inaczej.

A skoro znamy nasze polskie „dziś”, to czyż nie jest fascynujące pytanie, jak mogłoby ono wyglądać, gdyby wydarzenia z przeszłości przybrały inny bieg?

Kiedyś historycy pewnie skrzywiliby się z niesmakiem na te słowa. Rozważania nad tym, „co by było, gdyby...”, budziły uśmiech politowania wśród uczonych. Na szczęście ta postawa uległa zmianie. Historia kontrfaktyczna przestała być traktowana jak herezja, kierująca poważnych akademików w mętne rejony fantazji i blagi. Coraz więcej historyków podziela przekonanie, że można ją uprawiać zgodnie z warsztatem naukowym, opierając się na źródłach i rezultatach prac badawczych specjalistów. To dobroczynna zmiana. Wszak każdy historyk zgodzi się, że jeżeli nie zrozumiemy dobrze naszej przeszłości, nie mamy szans na to, by zrozumieć siebie ani dzisiaj, ani w przyszłości. A nie ulega wątpliwości, że w lepszym rozumieniu przeszłości niezwykle może pomóc rzetelna, trzymająca się historycznych realiów próba odpowiedzi na pytanie: co by było z Polską i Polakami, gdyby historia naszego państwa i narodu potoczyła się w kilku kluczowych momentach nieco inaczej?

Dzięki rozpatrywaniu zdarzeń możliwych, ale niedokonanych, powszechnie znany obraz historii staje się bogatszy i bardziej kompletny. Wysuwanie alternatywnych hipotez dotyczących wydarzeń historycznych uzupełnia naszą wiedzę na temat tego, co się faktycznie stało. W wyniku takiego zabiegu możemy lepiej poznać tło historyczne towarzyszące danym zajściom, głębiej wniknąć w motywacje jednostek podejmujących działania w przeszłości i – co najważniejsze – dokonać oceny skutków tych działań i ich wpływu na proces dziejowy. „Gdybanie” pozwala stwierdzić, czy istniały inne drogi, którymi można było podążyć, a także określić, jakie konsekwencje przyniósłby ich wybór.

Dlatego zdumiewa, że alternatywne scenariusze historii Polski nadal kreślą niemal wyłącznie autorzy beletrystyki i do tej pory nikt „na poważnie” nie podjął próby odpowiedzi na pytanie „Co by było, gdyby...?” w odniesieniu do dziejów naszego państwa i narodu. Dotychczas ukazały się zaledwie dwie publikacje tego rodzaju, do których rękę przyłożyli historycy. Mają one charakter historycznej gawędy lub historycznego science fiction, zupełnie lekceważącego ograniczenia, jakie powinny towarzyszyć rozważaniom o historii kontrfaktycznej.

Ograniczenia? Ależ oczywiście. Bez nich opowieść o zdarzeniach niedokonanych może stać się czystą fantazją. Zestaw reguł porządkujących teoretyczną spekulację na temat tego, czy dzieje mogły potoczyć się w inny sposób niż ten znany ze źródeł, zaproponował w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku niemiecki profesor historii starożytnej Alexander Demandt, który wygłosił szereg wykładów zebranych później w książkę pod tytułem Ungeschehene Geschichte, wydaną w Polsce w 1999 roku jako Historia niebyła. Według niego pytanie „Co by się mogło zdarzyć?” należy zadawać, opierając się na racjonalnych podstawach, a uzyskane odpowiedzi powinny być symulacją zdarzeń możliwych, najbardziej prawdopodobnymi wariantami tego, co mogłoby się stać. Nie należy powoływać do życia fikcji, lecz operować postaciami, zdarzeniami i procesami historycznymi wedle ustalonych i akceptowalnych naukowo reguł, tyle tylko, że w sposób nieco inny niż ten, którego się używa w stosunku do tego, co wydarzyło się faktycznie.

Profesor Andrzej Chwalba to niestrudzony popularyzator historii i uczony o budzącym respekt dorobku. Gdy przyszedłem do niego z pomysłem Zwrotnic dziejów, zgodził się poprowadzić mnie i Państwa przez możliwą, ale niedokonaną historię naszego kraju, pod warunkiem że podczas tej wędrówki będziemy trzymać się powyższych drogowskazów. Jestem pewny, że nie zapomnieliśmy o nich ani na chwilę.

Dyskutując o możliwych scenariuszach historii naszego kraju, wybraliśmy te zdarzenia, które – w naszej opinii – były decydujące dla losów Polski i Polaków. Momenty, w których na skrzyżowaniach naszej historii paliło się zielone światło, a wybór drogi miał fundamentalne znaczenie, przesądzające o losach pokoleń. W tych przełomowych chwilach często bardzo wiele zależało od jednej osobistej decyzji, czasem także od przypadku. Nieco inne nastawienie „zwrotnic dziejów” mogłoby przynieść skutki o skali wręcz trudnej do wyobrażenia. Takie, które odczuwalibyśmy do dzisiaj. Niektóre byłyby istotne tylko dla losów Polski, inne prawdopodobnie miałyby także wpływ na dzieje Europy i świata. Czy w istocie tak by było? Tego nie możemy być pewni. W rozważaniach na temat innego niż w rzeczywistości biegu wydarzeń historycznych w pełni ujawnia się bowiem zjawisko podobne do „efektu motyla”. Zdarzenia i procesy kształtujące rytm dziejów są – tak samo jak pogoda – układem dynamicznym, w którym znikome zaburzenie parametrów na jakimś etapie może w dłuższym okresie urosnąć do dowolnie dużych rozmiarów. Naruszając znane z podręczników historii warunki początkowe, musieliśmy zmierzyć się z następstwami tego zabiegu. Zgodnie z anegdotą, która opisuje chaos deterministyczny, trzepot skrzydeł motyla na przykład w Singapurze może po kilku dniach spowodować burzę nad Karoliną Północną. W historii alternatywnej zachowanie jedności politycznej państwa polskiego po śmierci Bolesława Krzywoustego w 1138 roku może dać efekt w postaci braku okoliczności powodujących wybuch II wojny światowej.

 

Dlatego, by nie bujać w historycznych obłokach i nie proponować efekciarskich, ale pozbawionych prawdopodobieństwa wizji, staraliśmy się postępować ostrożnie. W każdym z rozdziałów omawiamy i analizujemy dany moment dziejowy, opisujemy jego głównych aktorów i wyjaśniamy uwarunkowania towarzyszące faktom. Następnie rozpatrujemy możliwości innych rozstrzygnięć i zastanawiamy się, jakie byłyby ich konsekwencje – w przeszłości i dziś.

Konstruując alternatywne scenariusze, nie mnożymy ponad konieczną potrzebę piętrowych hipotez, nieuniknionych w momencie oddalania się na osi czasu od „zwrotnicy dziejów”. Nie ma w tej książce fantastycznych domysłów, nie ma fikcyjnych postaci, nieistniejących uwarunkowań i okoliczności. Nikomu nie przedłużamy życia, nikogo nie kładziemy wcześniej do grobu, nie każemy królowym rodzić synów zamiast córek, nie wygrywamy przegranych bitew i odwrotnie.

Co ważne, zarówno podczas wyboru „zwrotnic”, jak i konstruowania alternatyw, nie interesowały nas zdarzenia wysoce nieprawdopodobne, nieuwzględniające realnego kontekstu historycznego lub epizodyczne, pozbawione bardzo wyraźnego, kluczowego znaczenia z punktu widzenia dziejów Polski. Naszym zdaniem nie ma sensu stawiać pytań o to, co by się stało, gdyby Mieszko I nie przyjął chrztu. Mocno prawdopodobne bowiem jest, że uczyniłby to kolejny Piast lub przedstawiciel innej formującej się wspólnoty ponadplemiennej, którego nie znamy. Podobnie jałowe byłyby na przykład pytania o to, co by się stało, gdyby Jan III Sobieski nie poszedł pod Wiedeń lub gdyby Polacy zwyciężyli w powstaniu listopadowym. Wiktoria wiedeńska nie zapobiegła wszak agonii Rzeczypospolitej Obojga Narodów, powstania zaś nie mogliśmy wygrać, gdyż za duża była dysproporcja sił obu walczących stron. A Polska przyjmująca w 1939 roku niemieckie warunki i atakująca później u boku Adolfa Hitlera Związek Radziecki? To właśnie przykład bajkopisarstwa historycznego – w 1939 roku w Warszawie o sojuszu z Niemcami nikt nie myślał, elity polskie nawet hipotetycznie nie rozpatrywały takiego manewru w polityce międzynarodowej.

Pracując nad książką, odrzuciliśmy natomiast trzy możliwości, o których warto wspomnieć – koronację królewicza Władysława Wazy na cara Rosji po zajęciu Moskwy przez Polaków w 1611 roku, inne niż w rzeczywistości rozstrzygnięcie przez Rzeczpospolitą problemu kozackiego w 1648 roku oraz brak powstania listopadowego w 1831 roku – przy jednoczesnym założeniu, że Polacy chwyciliby za broń przeciwko Rosji w 1853 roku, podczas wojny krymskiej.

Dlaczego zrezygnowaliśmy z ich rozpatrzenia, choć z pewnością byłyby ciekawe? Powodowały nami szacunek dla realiów historycznych i wierność założeniu, że interesujemy się tylko kluczowymi momentami dziejów Polski. Wysoce prawdopodobne jest bowiem, że objęcie przez Władysława Wazę władzy w Rosji nie odbiłoby się znacząco na stosunkach Rzeczypospolitej ze wschodnim sąsiadem. Spodziewane ożywienie kontaktów kulturalnych i gospodarczych nie zmieniłoby w sposób zasadniczy kierunków polityki Moskwy oraz nie unieważniłoby jej programu „zbierania ziem ruskich”. Po jednym, najwyżej dwóch pokoleniach Wazowie rosyjscy staliby się wyrazicielami imperialnych dążeń Rosji. Z punktu widzenia Rzeczypospolitej bez znaczenia byłoby, czy w Moskwie rządzi Waza, czy Romanow.

Z kolei w 1648 roku (a także wcześniej) nikt w Rzeczypospolitej nie chciał ugody z Kozakami, polegającej na nadaniu im praw politycznych i dowartościowaniu ruskich ziem Korony w ramach państwa polsko-litewskiego. Nie możemy zatem uznać, że Rzeczpospolita była wtedy zdolna do działań, które uniemożliwiłyby wybuch i eskalację wojny domowej.

Natomiast powstanie w 1831 roku mogło nie wybuchnąć. Nie mamy jednak wystarczających przesłanek, by sądzić, że Królestwo Polskie doczekałoby do 1853 roku w kształcie sprzed nocy listopadowej – z własną konstytucją i organami państwa, silną armią i pełnym skarbcem. A tylko taka sytuacja pozwoliłaby na zakończone odzyskaniem niepodległości wystąpienie przeciwko Rosji u boku Turcji, Anglii i Francji podczas wojny krymskiej.

We wszystkich innych omawianych przez nas momentach dzieje Polski i Polaków mogły potoczyć się inaczej. Czasami aż narzuca się myśl, że wręcz powinny. Zdajemy sobie sprawę, iż zaproponowane przez nas scenariusze są subiektywne i każdy z pasjonatów historii może kreślić i rozwijać odmienne wizje rozwoju wypadków po innym niż w rzeczywistości nastawieniu „zwrotnic dziejów”. Zachęcamy do tego. Mamy nadzieję, że ta książka przyniesie Państwu intelektualną frajdę, stanie się inspiracją do refleksji nad ścieżkami naszej historii oraz pozwoli lepiej zrozumieć nie tylko przeszłość, ale i dzisiejszą kondycję Polski, jej sąsiadów i całej Europy.

Mnie rozmowy z prof. Chwalbą pozostawiły z myślą, że nie zdajemy sobie sprawy, jak wielkie znaczenie dla przyszłości może mieć nasze „dziś”. Zamknięci w kokonie teraźniejszości, nie zastanawiamy się, czy na naszych oczach motyl nie zatrzepotał właśnie skrzydłami. Nie myślimy o tym, jakie konsekwencje decyzje podjęte „tu i teraz” będą miały za kilka, kilkadziesiąt lub kilkaset lat. A mogą mieć olbrzymie. Takie, których nawet nie przeczuwamy.

Tego właśnie uczy historia, która się nie wydarzyła.

Serdecznie dziękujemy za wszystkie uwagi i sugestie naukowcom z Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego – mediewiście prof. dr. hab. Stanisławowi Sroce oraz specjaliście od historii nowożytnej dr. hab. Markowi Ferencowi. Były dla nas bardzo cenne.

Wojciech Harpula


Jan Matejko, Pierwszy Sejm w Łęczycy, z cyklu Dzieje cywilizacji w Polsce (fragment). Na obrazie z 1888 roku przedstawiony został zjazd w Łęczycy w 1180 roku, na którym Kazimierz Sprawiedliwy zrzekł się części swoich praw na rzecz duchowieństwa. Na zjeździe zarzucono zasadę senioratu na rzecz dziedziczności w linii Kazimierza.

Zaślubiny z Bałtykiem na plaży w Kołobrzegu, tuż po zdobyciu miasta przez Wojsko Polskie, marzec 1945 roku.

.

Zgodzi się pan, że w 1138 roku, gdy zmarł Bolesław Krzywousty i zaczęły funkcjonować ustalone przez jego testament zasady sprawowania władzy, uruchomiony został bieg zdarzeń, który zdeterminował historię Polski aż do XX wieku?

Odważnie. Rzadko patrzymy tak daleko wstecz, starając się zrozumieć współczesność.

Zbyt rzadko. Trudno zaprzeczyć, że Polska odzyskała terytoria utracone w wyniku rozbicia dzielnicowego dopiero w 1945 roku, na konferencji w Poczdamie ustalającej ład po II wojnie światowej.

To prawda. Śmierć Bolesława Krzywoustego rozpoczyna okres rozbicia państwa polskiego, jego degradacji na arenie międzynarodowej. Brak władzy centralnej spowodował, że przestaliśmy zajmować nowe ziemie, wiązać z Krakowem obszary będące w naszym zasięgu politycznym i militarnym. A co najgorsze, straciliśmy terytoria, które były częścią Polski w okresie formowania naszej państwowości.

Pod obce rządy dostały się Śląsk, Pomorze i ziemia lubuska. Pomorze Gdańskie odzyskał Kazimierz Jagiellończyk półtora wieku później. Śląsk i większość ziemi lubuskiej wróciły do Polski dopiero w 1945 roku.

Wtedy Polska „przesunęła się na zachód”, bo Józef Stalin chciał naszych ziem wschodnich, a Winston Churchill i Franklin Roosevelt w Jałcie zgodzili się na to. Rekompensatą były terytoria niemieckie.

A wcześniej przez Europę przetoczyła się najstraszniejsza z wojen. Niemcy rozpoczęli ją w Polsce, żądając Gdańska i „korytarza” przez polskie Pomorze. Minister spraw zagranicznych Józef Beck w słynnym przemówieniu w sejmie w maju 1939 roku mówił, że Niemcy chcą odepchnąć Polskę od Bałtyku, od którego Polska odepchnąć się nie da. Gdyby nie to, że w XIII wieku nie mieliśmy władzy centralnej, w 1939 roku nie miałby nas kto od Bałtyku odpychać. Niemców nad Bałtykiem po prostu by nie było.

Większość Polaków kojarzy pewnie postać jednego z wnuków Krzywoustego, Konrada Mazowieckiego, bo sprowadził na mazowieckie pogranicze Krzyżaków, którzy podbili Prusy i stworzyli tam swoje państwo, opierające się północnymi granicami o wybrzeże Bałtyku. A zaprosił ich, by doraźnie i cudzymi rękami załatwić problem nękających Mazowsze najazdów pogańskich Prusów. Chciał mieć spokój, ponieważ był zajęty walką o Kraków i zmaganiami z innymi książętami piastowskimi.

„I nie ma między królami i książętami polskimi innego, który by ściągnął na Królestwo Polskie większą klęskę i większe nieszczęście i uwikłał Polaków w cięższe wojny niż wymieniony Konrad przez darowanie ziem nieszawskiej i chełmińskiej i wezwanie Krzyżaków”. Tak już w XV wieku lamentował Jan Długosz.

Jak widać, krytyka decyzji Konrada Mazowieckiego ma długą tradycję. Na pewno będziemy jeszcze szczegółowo mówić o tym, dlaczego książę zaprosił Krzyżaków. Ale wracając do rozbicia dzielnicowego, musimy powiedzieć, że fakty są niezaprzeczalne – dezintegracja polityczna Polski i jej rozpad na dziesiątki niezależnych, rywalizujących ze sobą księstw spowodowały, że nie mieliśmy wystarczająco dużo siły, by podbić bałtyjskie plemiona Prusów i mocno stanąć nad Bałtykiem już w XII i XIII wieku. Zrobił więc to za nas ktoś inny. W Prusach, czyli na ziemiach między dolnym Niemnem i dolną Wisłą, powstał niemiecki organizm państwowy. Co z tego wynikło, wie każdy Polak. A przynajmniej powinien wiedzieć. Nawet ten, który nie uważał na lekcjach historii.

Pamięć o zmaganiach z zakonem krzyżackim to część naszej tożsamości. Grunwald, Bogurodzica, dwa nagie miecze – każdy, nawet obudzony w środku nocy, gdy usłyszy te słowa, zobaczy rycerza z czarnym krzyżem na białym płaszczu.

Bo pewnie każdy widział Krzyżaków... Bezsprzecznie, zmagania z zakonem – niezwykle ciężkie, dyplomatyczne i militarne, wymagające olbrzymich nakładów – to bardzo ważny fragment naszej historii. Krzyżacy odcięli Polskę od portów Bałtyku i przez długi czas walka z nimi to najważniejsze wyzwanie dla ostatnich Piastów i pierwszych Jagiellonów.

Z zakonem Polska walczyła do 1521 roku. Wtedy Zygmunt Stary i jego doradcy nie dobili leżącego. Zgodzili się na zawarcie rozejmu z Krzyżakami i pozwolili przetrwać niemieckiemu państwu nad Bałtykiem. W 1525 roku powstało Księstwo Pruskie, które niespełna sto lat później dostało się pod władzę innych Niemców. Tych z Berlina, spadkobierców Marchii Brandenburskiej. Rozwój Brandenburgii to też efekt naszej słabości w czasie rozbicia dzielnicowego?

Marchie tworzył już cesarz Karol Wielki w IX wieku, a później władcy Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. To były struktury militarne, funkcjonujące na terenach granicznych cesarstwa, które służyły do jego obrony i zajmowania nowych ziem. Marchia Brandenburska powstała w połowie XII wieku na obszarach zamieszkałych niegdyś przez Słowian połabskich. Brandenburczycy jednak dość szybko przekroczyli Odrę i zaczęli rozwijać się kosztem rozdrobnionych księstw piastowskich. Zajęli ziemię lubuską, północno-zachodnie połacie Polski, zagrażali Wielkopolsce, parli ku Pomorzu Gdańskiemu. Rozciągnęli swoje wpływy na Pomorze Zachodnie, które wcześniej, w wyniku kilku wypraw Bolesława Krzywoustego, było zależne od Polski.

I tak rozpoczęła się dziejowa kariera Brandenburgii. W XVII wieku jej władcy – za przyzwoleniem polskich królów – zaczną rządzić także w Księstwie Pruskim. Dzięki temu będą mogli stać się panami Królestwa Pruskiego.

Pewnie zmierza pan do tego, że kilkadziesiąt lat po koronacji swojego pierwszego króla Prusy staną się jednym z grabarzy Polski, walnie przyczyniając się do rozbiorów?

Tak. Prusy na rozbiorach Polski zyskały najwięcej, a powstały w wyniku połączenia niemieckich państw, które rozwinęły się, ponieważ po śmierci Bolesława Krzywoustego przez blisko dwieście lat Polska nie miała władzy centralnej.

Brandenburgia i tak by istniała. Najwyżej wolniejszy byłby jej rozwój. Natomiast w wypadku Krzyżaków sprawa jest oczywista. Nie byłoby ich nad Bałtykiem, gdyby nie słabość księstw piastowskich.

Rozbicie dzielnicowe pozwoliło narodzić się sile, z którą jako państwo i naród będziemy się zmagać przez osiemset lat, aż do XX wieku?

 

Państwo pruskie powstało tam, gdzie dotarli niemieccy rycerze zakonni. Stało się europejską potęgą. W XIX wieku Prusom udało się zjednoczyć niemieckie księstwa i przekształcić je na swoją modłę. A z Niemcami – najpierw cesarskimi, potem hitlerowskimi – zmagało się pół świata podczas dwóch wojen światowych. Państwo pruskie formalnie zostało zlikwidowane przez aliantów dopiero w 1947 roku.

A wcześniej, w 1945 roku, na konferencji w Poczdamie dawne terytorium Krzyżaków zostało podzielone między Polskę i Rosję. Historia Prus i przesiąkniętych agresywnym „duchem pruskim” Niemiec ma początek w 1138 roku, gdy umarł Bolesław Krzywousty?

Nie sposób przewidzieć wszystkich możliwych kombinacji zdarzeń w tak długim horyzoncie czasowym. Bezpieczniej będzie powiedzieć, że śmierć piastowskiego księcia uruchamia proces rozpadu Polski, którego efektem będzie powstanie niemieckiego państwa między dolną Wisłą i Niemnem.

Co uruchamia proces rozpadu Polski – śmierć Krzywoustego czy postanowienia jego testamentu?

Być może testamentu Krzywoustego w ogóle nie było.

Nie było? Dzieci uczą się o nim już w szkole podstawowej.

Ja też się uczyłem. Jeszcze na studiach. Dzisiaj historycy nie mówią już o testamencie, bo testamentu – w formie pisemnie wyrażonej woli, ogłoszonej po śmierci władcy – prawdopodobnie nie było. W nauce używa się raczej określeń „akt”, „statut”, „ustawa sukcesyjna” Krzywoustego. Ale nie ma dokumentu, który bezpośrednio określałby treść tego aktu. Mało tego, w źródłach krajowych i zagranicznych z tego czasu nie ma wzmianek na jego temat. Możemy o nim wnioskować jedynie z biegu wydarzeń po śmierci Krzywoustego oraz z opinii autorów znacznie późniejszych źródeł, jak choćby z bulli papieża Innocentego III z 1210 roku.

Ale zasady sukcesji zostały przez Krzywoustego określone. W jakiej formie to się odbyło?

Historycy pewnie jeszcze przez długie lata będą debatować na ten temat. Niektórzy twierdzą, że książę Bolesław ogłosił swoją wolę na wiecu możnych i rycerstwa. Inni, że doszło do tego w obecności tylko najważniejszych dostojników świeckich i duchownych. Książę przedyskutował ze swoją radą to, co ma się wydarzyć po jego śmierci, i wyznaczył ludzi, którzy powinni pilnować, by jego wola była realizowana. Ale to tylko hipotezy.

Wiadomo chociaż, kiedy Krzywousty podjął decyzję o tym, kto i jak ma rządzić po jego śmierci?

Na pewno nie na łożu śmierci. To zostało uregulowane wcześniej. Nie wiadomo jednak kiedy. Niektórzy historycy wskazują, że już w 1115 lub 1117 roku, ale pewności nie ma.

Więc co jest pewne? Lub – raczej pewne?

Nie ma sporu co do wprowadzenia przez Krzywoustego zasady pryncypatu. Według niej główna władza należała do księcia zwierzchniego, princepsa, który miał władzę nad pozostałymi książętami. Reprezentował ich, prowadził politykę zagraniczną, mianował arcybiskupa i biskupów, miał prawo bicia monety, utrzymywał też w dzielnicach innych książąt załogi. Wiadomo również, że każdorazowo princepsem miał zostawać najstarszy przedstawiciel rodu, czyli senior. Nie jest już jednak jasne, czy dzielnice przydzielone książętom miały być dziedziczne w ich rodzie, czy też po ich śmierci włączane do domeny seniora. Nie wiadomo, czy zasada senioratu miała dotyczyć tylko synów Bolesława, czy także ich potomków, choć wspomniana bulla Innocentego III, wzywająca duchowieństwo do obrony zasady senioratu, sugeruje, że odnosiła się do najstarszych w rodzie Piastów. Nie mamy przy tym pewności, jaki był zasięg terytorialny tak zwanej dzielnicy senioralnej, czyli ziem, którymi każdorazowo władał princeps. Pewne jest, że była to Małopolska ze stołecznym Krakowem. I dlatego później każdy książę będzie chciał zdobyć Kraków, a miasto zamykało lub otwierało bramy przed kolejnymi pretendentami. Małopolska była prowincją stołeczną i nigdy podczas rozbicia dzielnicowego nie została podzielona, nigdy też nie była traktowana przez książąt jako dziedzictwo, którym można dowolnie dysponować. Prawa seniora do ziemi łęczyckiej, sieradzkiej, Kujaw i Pomorza są za to ciągle przedmiotem dyskusji historyków.

Zaskakująco mało wiemy o tak ważnym wydarzeniu w historii Polski. Wiadomo jednak, co wydarzyło się po śmierci Bolesława.

Zanim dojdziemy do śmierci Krzywoustego, trzeba powiedzieć kilka słów o jego życiu. To pozwoli lepiej zrozumieć jego decyzje. Był synem księcia Władysława Hermana i Judyty, córki króla Czech. Miał przyrodniego brata, Zbigniewa, syna Władysława z nieuznawanego przez Kościół pierwszego małżeństwa.

Kim była matka Zbigniewa?

Dokładnie nie wiadomo, ale nie ma to większego znaczenia. Ważne jest to, że po śmierci ojca Bolesław i Zbigniew zaczęli ze sobą walczyć.

Dlaczego?

Władysław Herman zmarł w 1102 roku. Przed śmiercią nie wyznaczył księcia zwierzchniego. Zbigniew dostał Wielkopolskę, Mazowsze i Kujawy, a Bolesław został władcą Małopolski i Śląska. Miał wtedy szesnaście lat. Zawarł przymierze z Rusią, ożenił się z córką księcia Kijowa Zbysławą i rozpoczął serię wypraw wojennych, głównie na Pomorze. Ponowne przyłączenie tego kraju, który uniezależnił się od Polski, było głównym celem jego działań.

Zbigniew nie popierał ekspansywnej polityki brata, ponieważ odwetowe wyprawy Pomorzan spadały na jego dzielnicę. Związał się więc z Czechami, by wywrzeć presję na Bolesławie i nakłonić go do zaniechania walk o Pomorze. Napięcie narastało. W 1106 roku Bolesław, korzystając z pomocy węgierskiej i ruskiej, ruszył na ziemie brata i pokonał go. Rok później, ponownie pobity przez Krzywoustego, Zbigniew musiał uciekać z kraju.

Jedność państwa została ocalona.

Ale trzeba ją jeszcze było utrzymać. W 1109 roku, pod pretekstem walki o prawa Zbigniewa, ruszyła na Polskę wyprawa cesarza Henryka V. Cesarz domagał się podziału kraju między braci, płacenia trybutu i uznania swojego zwierzchnictwa. Krzywousty tę kampanię z ówczesnym supermocarstwem wygrał. Nieustępliwa obrona Głogowa i skuteczna „wojna szarpana” spowodowały, że cesarz musiał wrócić za Odrę z niczym. Spory ze Zbigniewem zakończyły się definitywnie w 1113 roku.

Rozwiązanie tej sprawy chluby Krzywoustemu nie przynosi. Ale dowodzi jego skuteczności.

Krzywousty wezwał Zbigniewa do powrotu, obiecując mu przebaczenie win oraz nadanie grodów. Brat wrócił, ale zachował się wyzywająco. Polecił nieść przed sobą goły miecz, a był to zaszczyt przewidziany tylko dla panujących. Porywczy Bolesław kazał uwięzić brata i wyłupić mu oczy. Była to typowa dla średniowiecza kara stosowana wobec buntujących się możnowładców, niemniej Bolesław przesadził. Okaleczył własnego brata. Nawet kronikarz Gall Anonim, który Krzywoustego sławił, jak tylko mógł, napisał, że „był to wielki grzech”. Fala oburzenia rozlała się po kraju, skazanie Zbigniewa rozjątrzyło jego zwolenników, zwłaszcza duchownych. Krzywousty musiał się ukorzyć. Publicznie odprawił surową pokutę kościelną. Udał się w odosobnienie, założył włosienicę, pościł przez czterdzieści dni, rozdawał jałmużnę ubogim oraz dary możnym, pielgrzymował do klasztoru świętego Idziego na Węgrzech, boso poszedł do Gniezna, do grobu świętego Wojciecha. Przetrzymał kryzys, zachował władzę.

Zbigniew wtedy zmarł?

Nie wiemy dokładnie, czy tuż po okrutnym okaleczeniu, czy dwa lata później, i czy wybaczył wcześniej bratu. Krzywousty stał się jedynym władcą księstwa. I sprawdził się. Przyłączył do Polski Pomorze Gdańskie, podporządkował sobie władców Pomorza Zachodniego i zabiegał o chrystianizację tego kraju, obronił niezależność polskiej hierarchii kościelnej. Kraj okrzepł, władza księcia została wzmocniona, unormowaliśmy stosunki z sąsiadami, a dzięki temu, że Bolesław pożenił swych synów z córkami władców Rusi i Węgier, mieliśmy sojuszników na wschodzie i południu. Trzeba jeszcze tylko było zabezpieczyć sukcesję.

Starzejący się Bolesław pamiętał tragicznie zakończony konflikt ze Zbigniewem. Wiedział, że z braćmi musiał walczyć także Bolesław Chrobry, a jego synowie też rzucili się sobie do gardeł – walki Mieszka II, Ottona i Bezpryma, połączone z obcymi interwencjami, doprowadziły do utraty przez Polskę statusu królestwa i do potężnego kryzysu państwa. Dziad Krzywoustego, Kazimierz Odnowiciel, naprawdę musiał podnosić je z gruzów. Bolesław nie chciał, by rywalizacja jego synów o władzę zaszkodziła państwu.

Ilu ich miał?

Z małżeństwa z ruską Zbysławą tylko jednego, Władysława, później zwanego Wygnańcem. Druga żona, Salomea z Bergu, pochodząca z wpływowej niemieckiej rodziny książęcej, urodziła czterech synów, którzy dożyli dorosłego wieku. W 1138 roku, gdy umierał Krzywousty, znaczenie polityczne miało dwóch z nich – Bolesław Kędzierzawy i Mieszko, nazwany później Starym. Henryk był wówczas ośmiolatkiem, a Kazimierz – obdarzony później przydomkiem Sprawiedliwy – najprawdopodobniej urodził się tuż przed śmiercią ojca.