Przegrane zwycięstwoTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Andrzej Chwalba
Przegrane zwycięstwo
Wojna polsko-bolszewicka 1918–1920


Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.


Projekt okładki Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka

Projekt typograficzny i redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Fotografia na okładce © by Muzeum Niepodległości / EastNews

Copyright © by Andrzej Chwalba, 2020

Opieka redakcyjna Jakub Bożek

Redakcja Anastazja Oleśkiewicz

Korekta i indeks Katarzyna Juszyńska i Sylwia Paszyna

Skład Małgorzata Poździk / d2d.pl

Mapy Piotr Urbański

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8191-080-4

Spis treści

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Od autora

1. Wojsko Polskie

2. Sojusznicy

3. Armia Czerwona

4. Na Wilno i Mińsk

5. Kwestia wschodnia. Spory polityków

6. Na Kijów

7. Odwrót

8. Na Wilno i Warszawę

9. Bitwa o wszystko

10. Bitwa lwowska

11. Za Niemen

12. Od Mińska do Rygi

13. Charakter wojny

14. Jeńcy

15. Wojna psychologiczna

16. Cywile a wojna

17. Ochotnicy

18. Polska sowiecka

Wykaz skrótów

Bibliografia (wybór)

Kolofon



Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Od autora

W lutym 2012 roku minister obrony awansował Józefa Kowalskiego, ostatniego żołnierza Bitwy Warszawskiej, do stopnia kapitana Wojska Polskiego. Kapitan otrzymał buzdygan i uzyskał godność honorowego obywatela Warszawy, Radzymina i Wołomina. Zmarł w grudniu kolejnego roku w wieku stu trzynastu lat. Jednak wraz z jego – a wcześniej innych uczestników i świadków wojny – odejściem nie zgasła debata na temat konsekwencji wojny polsko-bolszewickiej. Dalej trwa i należy do najczęściej dyskutowanych tematów z zakresu historii XX wieku w Polsce. Boje o ocenę wojny toczą się od stu lat i nic nie wskazuje, aby mogły się szybko zakończyć. Na jej temat opublikowano w Polsce i w świecie setki, a nawet tysiące tekstów naukowych, monografii, rozpraw, artykułów, recenzji, biogramów, tekstów popularnych. Wydano dziesiątki tomów źródeł, często opasłych, liczących po pięćset i więcej stron każdy, a kolejne, w tym dotyczące dyplomacji, są przygotowywane. Tylko przekartkowanie całej bibliografii przekraczałoby możliwości jednego badacza.

W takiej sytuacji trudno nie odnieść wrażenia, że na temat tytułowy już prawie wszystko zostało powiedziane. Dlatego kiedy otrzymałem od Wydawcy propozycję opracowania książki o roku 1920, zacząłem się zastanawiać, czy pisanie kolejnego tomu o tym samym ma sens. Przygotowując się do udzielenia odpowiedzi, sięgnąłem do najnowszych lektur dotyczących tego zbrojnego konfliktu. Opinie w nich zawarte często były krańcowo odmienne. Jedne lektury powielały zdania obecne w literaturze historycznej już od dziesięcioleci, nie zawsze jednak można się z nimi zgodzić. Inne zawierały świeże sądy, ale często nie były to opinie przekonująco uzasadnione. W tej sytuacji uznałem, że nie tylko warto, ale należy zaproponować Czytelnikowi jeszcze inne odczytanie historii i sensu polsko-bolszewickiej wojny, co jest tym bardziej zasadne, iż jest ona – i zapewne dalej będzie – jednym z najważniejszych problemów badawczych w historiografii XXI wieku. Do podjęcia tematyki wojny dodatkowo zachęcał jubileusz jej stulecia, w tym okrągła rocznica Bitwy Warszawskiej.

„Żadne korzyści z wojny nie są tak wielkie, aby mogły jej szkodom dorównać” – pisał Andrzej Frycz Modrzewski w dziele O poprawie Rzeczypospolitej. Czy ta opinia wybitnego myśliciela sprzed kilku stuleci może być uznaną za zasadną także w wypadku wojny polsko-bolszewickiej? Czy jej wynik był przegranym czy zwycięskim zwycięstwem? Na te kluczowe pytania szukamy odpowiedzi w książce. Ma nam w tym pomóc odwołanie się do nowych kolekcji źródłowych oraz do instrumentów poznania subdyscyplin nauk historycznych, takich jak historia społeczna, kulturowa, historia środowiskowa i antropologia historyczna.

Czytelnikowi należy się wyjaśnienie tytułu i zaproponowanych cezur granicznych. Wojna, jaką prowadziła Polska na wschodzie po zakończeniu Wielkiej Wojny, najczęściej jest nazywana polsko-bolszewicką. Nazywa się ją również wojną polsko-sowiecką, rzadziej polsko-rosyjską, wojną Polski z Rosją bolszewicką, wojną Lenina z Piłsudskim. Najwłaściwszą wydaje się nazwa wojska polsko-sowiecka, gdyż państwo polskie walczyło z państwem sowieckim, a bolszewicy byli jedynie klasą przywódczą. Przeciwniczka Wojska Polskiego, Armia Czerwona, podlegała państwu sowieckiemu. Lecz już podczas trwania konfliktu najczęściej pisano i mówiono o wojnie z bolszewikami, a w tej deklaracji została zawarta sugestia, że nie była to wojna jedynie między zwaśnionymi państwami, ale miała charakter konfliktu kulturowego i ideologicznego, odmiennych wizji społecznych i politycznych. I to był istotny argument za określeniem konfliktu, także przez nas, jako wojny polsko-bolszewickiej.

Dyskusyjna jest kwestia cezury wyjściowej, czyli początku wojny, a to z tej racji, że wojna nigdy nie została przez żadną ze stron wypowiedziana. W poprzednich latach badacze najczęściej byli zdania, że do pierwszych starć wojsk polskich i bolszewickich doszło w lutym 1919 roku na Białorusi, między Prużaną a Berezą Kartuską. Obecnie badacze częściej opowiadają się za tezą, że wojna rozpoczęła się wcześniej, w Wilnie, w pierwszych dniach stycznia 1919 roku, kiedy to oddziały Wojska Polskiego starły się z nacierającą na miasto Armią Czerwoną. Lecz w istocie wojna polsko-bolszewicka zaczęła się jeszcze wcześniej, a mianowicie już późną jesienią 1918 roku, kiedy to w głębi Rosji doszło do walk między Armią Czerwoną a 4 Dywizją Strzelców Polskich (DSP), która podlegała Armii Polskiej we Francji i generałowi Józefowi Hallerowi, a politycznie Komitetowi Narodowemu Polskiemu (KNP), który został uznany przez aliantów za polski rząd tymczasowy. W styczniu 1919 roku, na mocy decyzji Józefa Piłsudskiego, 4 Dywizja weszła w skład Wojska Polskiego. Istotne jest również to, że żołnierze 4 Dywizji, podobnie jak 5 Dywizji Strzelców Polskich, także sformowanej w Rosji, wzięli udział w dalszych działaniach wojennych już na terenie Polski.

Tym się kierując, w tytule książki umieściliśmy rok 1918, a nie 1919, jako moment jej rozpoczęcia. Podobnie w tytule nie pojawił się rok 1921 jako data końcowa, lecz 1920, gdyż działania wojenne zakończyły się rozejmem w październiku tego roku. Od tej chwili na froncie panował spokój, a Wojsko Polskie rozpoczęło proces demobilizacji. Dzieje kilkumiesięcznych rokowań pokojowych polsko-bolszewickich aż do podpisania traktatu ryskiego potraktowano w książce skrótowo. Traktat ryski rozstrzygał liczne kwestie sporne, które istniały między Polską a Rosją sowiecką i Ukrainą sowiecką, a nie wszystkie zostały wywołane przez wojnę. Niektóre sięgały dziesięcioleci poprzedzających jej wybuch.

Naszą opowieść rozpoczniemy od prezentacji stron konfliktu: Wojska Polskiego i jego sojuszników oraz Armii Czerwonej. Dopiero kiedy poznamy potencjały obu zwaśnionych stron, przystąpimy do opowieści o wojennych i politycznych zmaganiach oraz o kulturowych i cywilizacyjnych skutkach. Pierwsze dwanaście rozdziałów książki zredagowano zgodnie z upływającym czasem. Sześć końcowych ma charakter problemowy.

 

Miałem to szczęście, że mogłem otrzymać merytoryczną pomoc ze strony grona badaczy historii XX wieku. Wszystkim im serdecznie dziękuję. Niniejszym pragnę wyrazić wdzięczność Profesorowi Grzegorzowi Nowikowi, specjaliście wojny polsko-bolszewickiej, za wiele godzin rozmów i dyskusji, które pozwoliły na wyjaśnienie licznych kwestii i uniknięcie błędnych sformułowań. Serdeczne podziękowania składam Profesorom z Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego Janowi Jackowi Bruskiemu i Tadeuszowi Czekalskiemu – za wnikliwą lekturę oraz zaproponowane zmiany. Wdzięczność winienem Profesorowi Włodzimierzowi Sulei, który życzliwym okiem przyjrzał się roboczej wersji książki, sugerując wprowadzenie zmian i poprawienie niedoskonałości narracji.

1. Wojsko Polskie

12 października 1918 roku regenci sprawujący zwierzchnią władzę cywilną w Królestwie Polskim powołali Wojsko Polskie (WP). Oznaczało to, że Polska Siła Zbrojna (PSZ) podlegająca dotychczas niemieckiemu generałowi gubernatorowi Hansowi Hartwigowi von Beselerowi przeszła pod polską komendę. 11 listopada 1918 roku regenci przekazali władzę nad wojskiem Józefowi Piłsudskiemu. W listopadzie tego samego roku jego zwierzchnictwo uznały regionalne polskie ośrodki władzy państwowej, a tym samym poddały mu się lokalne formacje wojskowe. Zwierzchnictwa Piłsudskiego, czyli Tymczasowego Naczelnika Państwa, nie uznały Armia Wielkopolska (AW), podlegająca Naczelnej Radzie Ludowej (NRL), ani Armia Polska we Francji zwana Armią Hallera. Obie zgodziły się na polityczne zwierzchnictwo Komitetu Narodowego Polskiego (KNP) w Paryżu na czele z Romanem Dmowskim.

Piłsudski jako Tymczasowy Naczelnik Państwa wydawał dekrety z mocą ustawy, mianował rząd przed nim odpowiedzialny, decydował o polityce wojskowej i zagranicznej. Miał prawo ogłaszania wyborów do Sejmu, które odbyły się 26 stycznia 1919 roku. Na mocy Małej Konstytucji, przyjętej przez Sejm Ustawodawczy 20 lutego 1919 roku, został Naczelnikiem Państwa, „najwyższym wykonawcą uchwał Sejmu w sprawach wojskowych”, co było jednak formułą ogólnikową i nieprecyzyjną. Odpowiadał przed Sejmem podobnie jak Rada Ministrów, a akty prawne przez niego wydawane wymagały kontrasygnaty właściwego ministra.

Odradzające się państwo musiało stawić czoła rozlicznym problemom wewnętrznym, które w większości wynikały z niszczycielskiej Wielkiej Wojny. Liczne wsie zniknęły z powierzchni ziemi, a pola – niegdyś uprawne – przeorane transzejami i okopami nie były zdatne do użytku. Wiele miasteczek zostało spalonych i zrujnowanych. Jednak odbudowa kraju, ze względu na sytuację zewnętrzną Polski i zagrożenie jej niepodległości, nie mogła stać się priorytetem polskich władz.

Przekleństwem czasu powojennego była katastrofalna sytuacja w zakresie aprowizacji. Kolejki ustawiały się dosłownie za wszystkim. Niedożywienie setek tysięcy musiało rzutować na wartość – jak powiadano – „materiału żołnierskiego”, na sprawność i wytrzymałość poborowych oraz ochotników. Mieszkańców kraju niepokoiło podziemie przestępcze, które urosło w siłę po wojnie, stale zasilane przez młodych ludzi. Przestępcy atakowali urzędy państwowe, posterunki żandarmerii i policji, organizowali wyprawy na dwory ziemiańskie, plebanie, sklepy i warsztaty żydowskie. Dezorganizowali funkcjonowanie aparatu państwowego i samorządowego.

W takich okolicznościach przyszło budować fundamenty państwa polskiego oraz rozbudowywać armię, która od początku istnienia odrodzonej państwowości została uznana za przedmiot najwyższej troski. Przyznał to Piłsudski po powrocie z Magdeburga, powiadając, że „najważniejszą rzeczą jest wojsko”. Najlepiej wyszkoleni i uzbrojeni byli żołnierze Polskiej Siły Zbrojnej. Ze względu na krój mundurów, broń i hełmy przypominali wojsko niemieckie, stąd nawet byli nazywani „beselerczykami”, ale duch w nich był polski i niepodległościowy, gdyż większość spośród nich stanowili legioniści. Piłsudskiemu podporządkowały się wojska tworzone przez Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej, składające się głównie z peowiaków, to jest członków Polskiej Organizacji Wojskowej (POW) i legionistów. Podobnie oddziały formowane w Galicji pod nadzorem Polskiej Komisji Likwidacyjnej (PKL) uznały jego zwierzchność. Dowodził nimi pułkownik Bolesław Roja, wkrótce generał, były legionista. W ciągu pierwszych tygodni listopada skupił kilka, a następnie kilkanaście tysięcy żołnierzy. Najlepiej wyposażeni pojechali na odsiecz Lwowa. Piłsudskiemu poddały się też organizowane przez lwowski Tymczasowy Komitet Rządzący wojska, które od 1 listopada 1918 roku walczyły z Ukraińcami.

Do Wojska Polskiego prawie w ogóle nie zgłaszali się byli żołnierze armii zaborczych, gdyż chcieli jak najszybciej znaleźć się w domu, a perspektywa ponownego przebrania się w wojskowe szynele, tym razem z biało-czerwoną kokardką, bynajmniej ich nie radowała. Chętnie z kolei zgłaszali się oficerowie zawodowi. Niejednokrotnie chronili oni zasoby magazynów wojskowych przed tłumem cywilów-szabrowników spragnionych wojennych łupów.

Wojsko Polskie formujące się w Królestwie Polskim i w Galicji nazywano „krajowym”. Kontrolę nad nim przejęło Ministerstwo Spraw Wojskowych (MSWojsk.). Od 1 marca 1919 roku do 9 sierpnia kolejnego roku funkcję ministra sprawował generał Józef Leśniewski, a następnie generał Kazimierz Sosnkowski. Wodzem naczelnym był Piłsudski, aczkolwiek Sejm w sposób formalny tego nie określił. Piłsudskiemu podlegał Sztab Generalny, który mieścił się w Pałacu Saskim. 23 listopada 1918 roku szefem sztabu został generał Stanisław Szeptycki, były komendant Legionów Polskich, który na tym stanowisku zastąpił generała Tadeusza Rozwadowskiego.

13 lutego 1919 roku upubliczniono wiadomość o powstaniu Naczelnego Dowództwa Wojsk Polskich (NDWP). Formalnie w jego skład wszedł Sztab Generalny, co nastąpiło w marcu w związku z przygotowywaniami do operacji wojennych na wschodzie. Wówczas terytorium państwa podzielono na obszar wojenny i obszar wojskowy. Prowadzenie działań wojennych leżało w kompetencjach NDWP, a czynności wojskowe wewnątrz kraju – ministerstwa. Budując NDWP, odwoływano się do sprawdzonych wzorów c. i k. armii, armii niemieckiej i francuskiej, dzięki czemu działało sprawnie. Jednak w planowaniu operacji wojennych największą rolę odegrała Kwatera Główna Naczelnego Wodza (NW), nazywana Sztabem Ścisłym NW lub Sztabem NW. Sztab NW został stworzony przed wyprawą wileńską 1919 roku. Okazał się bardzo przydatnym instrumentem w rękach Piłsudskiego. Skupiał oficerów lojalnych, głównie legionistów. Ścisłe powiązanie Sztabu NW z Piłsudskim pozwalało na szybkie reagowanie oraz ułatwiało lepszy obieg informacji. Istotną rolę w jego pracy odegrali oficerowie tacy jak Julian Stachiewicz czy Tadeusz Piskor. Ten drugi do kwietnia 1920 roku był adiutantem generalnym NW. Rozkazy wychodzące ze Sztabu NW często tylko sankcjonowały ustne rozkazy Piłsudskiego, dlatego w materiałach źródłowych znajdujemy adnotacje w rodzaju: „w ślad za ustnym rozkazem”.

Jednym z pierwszych zadań NDWP było przeprowadzenie akcji scaleniowej wojsk, w których służyli dowódcy i żołnierze pochodzący z armii zaborczych, z Legionów Polskich, Korpusów Polskich w Rosji, Armii Hallera oraz Armii Wielkopolskiej. Dzieliła ich mentalność, przywiązanie do własnej tradycji wojskowej i regulaminów. Akcji scaleniowej, zwanej też jednoczycielską, nie ułatwiały skomplikowane relacje między Piłsudskim a generałem Józefem Hallerem oraz generałem Józefem Dowborem-Muśnickim, dowódcą Armii Wielkopolskiej. Nie uszło to uwadze alianckich oficerów. „Piłsudski – pisał jednak z pewną przesadą kapitan Charles de Gaulle – nie chce oglądać Hallera nawet na obrazie”.

Lecz generałów i oficerów z różnych armii także wiele łączyło, jak choćby szacunek do orderów, krzyży i medali otrzymanych za wierną i odważną służbę w armiach zaborczych. NDWP podkreślało tego niestosowność i wezwało ich, aby nie paradowali w mundurach obwieszonych obcymi wyrazami uznania. Podobnie uczynił to Dowbor-Muśnicki w rozkazie z 16 lutego 1919 roku skierowanym do oficerów i żołnierzy Armii Wielkopolskiej. Reakcje NDWP czy Dowbora-Muśnickiego są zrozumiałe, gdyż manifestacyjne noszenie obcych orderów i medali nie ułatwiało i tak skomplikowanej akcji scaleniowej.

„Ogół armii rekrutował się z rozbieżnych, a nierzadko nawet wrogich sobie wzajemnie elementów, które w okresie Wielkiej Wojny nie walczyły wspólnie, lecz przeciwko sobie […]. Czyż możliwym było utworzenie w ciągu kilku zaledwie miesięcy jednolitej i karnej siły zbrojnej” – pytał lord Edgar Vincent, wicehrabia D’Abernon. Świadom tego Piłsudski już w pierwszym rozkazie wydanym 12 listopada 1918 roku wezwał „do usunięcia różnic, tarć, klik i zaścianków w wojsku”, co jak się okazało, nie było wykonalne, gdyż kadra oficerska stale dzieliła się na równych i równiejszych, jak mówił premier Leopold Skulski: na „bardziej i mniej uprzywilejowanych”. Do uprzywilejowanych należeli dawni legioniści i peowiacy. Skulski w swoim exposé z grudnia 1919 roku krytykował między innymi kolesiostwo i politykę awansową:

Legioniści i tzw. Peowiacy, którzy niestety jeszcze w dalszym ciągu konspirują, szczególnie ci ostatni, są specjalnie w wojsku faworyzowani. Znamy młodzieńców z wykształceniem oficerskim, którzy obecnie mają wysokie rangi wojskowe, bynajmniej niezasłużone, i z drugiej strony mamy fachowych oficerów doświadczonych, którzy są ignorowani i do awansów niedopuszczani.

Jako dowód słuszności słów premiera opozycyjni wobec Naczelnika Państwa politycy i oficerowie wskazywali na szybką ścieżkę awansów młodych wiekiem legionistów na stopnie generalskie, takich jak trzydziestoletniego Mariana Januszajtisa-Żegoty, trzydziestoczteroletniego Kazimierza Sosnkowskiego, trzydziestotrzyletniego Edwarda Rydza-Śmigłego. W jednym z raportów adresowanych do szefa Sztabu Generalnego WP z 28 lipca 1920 roku czytamy:

Wszyscy oficerowie proszą, aby już raz zakończyć z protekcją, z partyjnością, jako też z wyszczególnianiem poszczególnych grup. Wszyscy czują się Polakami jednej i tej samej klasy i obecnie […] chcą być równie traktowani wraz z innymi […]. To, że niekiedy młodzi ludzie awansują, a starsi wiekiem i latami służby nagle [stają się] ich podwładnymi, wywołuje rozgoryczenie, niechęć do pracy i apatię.

Jednak do zakończenia wojny Piłsudski obdarzał względami – o czym się przekonamy w dalszych partiach książki – sprawdzonych i zaufanych, jako swoją gwardię, „czerwoną gwardię Komendanta”, jak powiadali oponenci. Dla niego legioniści i tak zwane peowiackie dzieci byli awangardą polskiej armii. Zwycięska wojna z ich decydującym udziałem miała i im, i jemu dać legitymację do skutecznej walki o władzę polityczną.

Trudności w akcji scaleniowej pogłębiło wchłonięcie przez wojsko polskie Armii Wielkopolskiej oraz Armii Polskiej z Francji, których żołnierze reprezentowali odmienne tradycje wojskowe niż żołnierze armii „krajowej”. Oficerów „krajowych” drażniły między innymi wysokie pobory hallerczyków, które zostały ustalone podczas ich pobytu we Francji. Jesienią 1919 roku sierżant z Armii Hallera otrzymywał pobory w takiej samej wysokości jak major armii „krajowej”. Z kolei hallerczycy nie byli radzi ze stosunków panujących w Wojsku Polskim i z poziomu życia żołnierzy. Niejeden spośród nich wychował się w Stanach Zjednoczonych. Był przyzwyczajony do lepszego menażu, czyli do wartościowszych prowiantów i wygód w koszarach. Musiały go denerwować jednostajne posiłki oparte na kaszy, chlebie i ziemniakach. Oczekiwał też więcej zaufania ze strony zwierzchników.

Nie mniejsze różnice zaznaczyły się między żołnierzami armii „krajowej” a Armii Wielkopolskiej. Z tego między innymi powodu Dowbor-Muśnicki był przeciwny unifikacji. „Piłsudski rozumiał unifikację w ten sposób, że mieszał żołnierzy lub oddziały pochodzące z różnych dzielnic […] stawiał nad nimi […] mało znanych dowódców i przypuszczał, że armię zorganizował” – pisał. Jego zdaniem było to jednym z powodów polskich niepowodzeń w 1920 roku. Preferowanie legionistów, których uważał za niedouczonych amatorów, obróciło się przeciwko Polsce. Z pewnością krytyczne opinie Dowbora były następstwem jego zadufania. Istotnym źródłem napięć między wojskowymi Armii Wielkopolskiej a pozostałymi było przekonanie tych pierwszych o własnej wyższości kulturowej, lepszym wykształceniu i dyscyplinie. Wielkopolanie nie mieli dobrego zdania o oficerach z zaboru rosyjskiego, otoczonych usługującą im służbą. Odmawiali im oddawania honorów, lekceważyli ich, wytykali braki w zakresie kultury osobistej. Kością niezgody stała się polityka w zakresie nagradzania. Wielkopolanie i Pomorzanie zarzucali dowódcom wojsk „krajowych” pomijanie ich w nagrodach, medalach i odznaczeniach, aczkolwiek obiektywnie – jedni i drudzy nie powinni czuć się dyskryminowani. Na ich postawy wpływało subiektywne poczucie krzywdy.

 

Odmiennie ułożyły się relacje między żołnierzami a kadrą w poszczególnych formacjach. W byłej c. i k. armii i w armii rosyjskiej żołnierze z jednej strony, a z drugiej oficerowie stanowili odseparowane od siebie światy. W jednostkach dowodzonych przez oficerów, zwłaszcza zaś podoficerów z armii carskiej, zdarzały się przypadki bicia żołnierzy. W jednym z raportów czytamy, że stosunek podoficerów do żołnierzy „przybiera formy niepożądane […]. Konieczne jest wpojenie w podoficerów przekonania, że żołnierz jest obywatelem, że należy mu rozkazywać, ale nie pomiatać nim”. Żołnierze widzieli, że niejednokrotnie podoficerowie oszukiwali przy wydawaniu prowiantów, a „zaoszczędzone” produkty sprzedawali kupcom spekulantom. Obserwowali, jak do magazynów wojskowych podjeżdżały fury żydowskie i zabierały produkty takie jak pasy, mundury, płaszcze, żywność, które później zasilały „czarny rynek”. Lecz były to praktyki znane ze wszystkich armii tego czasu. Z pewnością demoralizacja jakiejś części kadr podoficerskiej i oficerskiej wywołana wieloletnią wojną, a także głodowe gaże wojskowe zachęcały do poszukiwania dodatkowych źródeł zarobkowania. Podobne praktyki zdarzały się także w dywizjach legionowych, aczkolwiek stosunki między wojskowymi były tam najczęściej bliskie, oparte na wzajemnym zaufaniu i solidarności. Świadczyły o tym między innymi przykłady spożywania posiłków ze wspólnego kotła. Żołnierze legionowi doceniali też starania dowództwa, aby godnie pożegnać zmarłych kolegów. „Byliśmy w pułku jak bracia, dzieliliśmy się każdym kawałkiem chleba, przysięgaliśmy sobie nawzajem, że nigdy nie zostawimy żadnego rannego, aby nie wpadł w ręce nieprzyjaciela” – pisał jeden z legionowych żołnierzy.

Poważną kwestią dla dowództwa stały się skomplikowane relacje między starymi żołnierzami a rekrutami, co oczywiście nie było cechą charakterystyczną tylko Wojska Polskiego i tego czasu. Naczelny Wódz w jednym z apeli wzywał do „zacierania podziałów między kadrą zawodową i szeregowymi pochodzącymi z poboru”, lecz skończyło się na słowach. Starzy wiarusi byli pewni swego, znali drogi i dróżki prowadzące do podoficerów i oficerów. Denerwowały ich niezdarność, niedbałość i nieśmiałość młodych, lecz rekruci często wywodzili się z wiosek oddalonych od centrów cywilizacji i po raz pierwszy w życiu przekroczyli granice powiatu, a niektórzy gminy. To, z czym się zetknęli w wojsku, było dla nich nowym doświadczeniem. Pisał o tym Marceli Handelsman, wówczas żołnierz, a w przyszłości znamienity historyk:

Chłopiec młody […] oderwany od rodziny, pozbawiony normalnego życia domowego, z coraz to inną obcujący przedstawicielką płci pięknej […], wtrącony w rozgwar życia obozowego szuka instynktownie w otoczeniu kogoś, z którym mógłby podzielić się dorobkiem swego własnego świata wewnętrznego. On się teraz dopiero rozwija, w jego duszy, w jego głowie rodzą się po raz pierwszy własne myśli, powstaje pogląd na ojczyznę, na życie, na szczęście, na siebie.

Odrębnym problemem były nie najlepsze stosunki między społeczeństwem a wojskiem. Konieczne okazały się nadzwyczajne wysiłki, aby żołnierze zrozumieli, że spełniają funkcje służebne wobec narodu, a mieszkańcy kraju, iż powinni darzyć sympatią żołnierzy. Trafnie zdiagnozował to Wincenty Witos w przemówieniu w Sejmie 27 lutego 1919 roku: „Armia musi być źrenicą narodu, armia musi być z narodem związana i pomiędzy nią a społeczeństwem nie może panować jakikolwiek separatyzm […], do armii wdarło się bardzo wielu ludzi na kierownicze stanowiska, z bardzo ciemną przeszłością”. Miał na myśli oficerów, którzy dali się poznać z serwilizmu wobec c. i k. monarchii, o których mówiono „polskojęzyczni Austriacy”. I dalej prawił, iż wojsko „nie może być zamkniętą kastą, lamusem, do którego składa się rozmaite graty, już niepotrzebne. Żołnierz musi wiedzieć, za co walczy, za co ginie”.

Jednym z pierwszych zadań władz wojskowych było pozyskiwanie do służby doświadczonych wyższych oficerów, w tym generałów. 11 listopada 1918 roku w Wojsku Polskim służyło ośmiu, ale latem 1919 już osiemdziesięciu, a rok później dziewięćdziesięciu trzech. Wszyscy kolejni szefowie sztabu, Rozwadowski, Szeptycki, Stanisław Haller, służyli w c. i k. armii. Sztab zdominowali wyżsi oficerowie z c. i k., a MSWojsk. – ci z armii rosyjskiej. O polskich oficerach z Rosji pisano: „jego niższość od oficera austriackiego w zakresie organizacyjnym i służby w sztabach i stąd jego wyższość w służbie liniowej i w sprawach bojowych”. Między listopadem 1918 a listopadem 1920 roku spośród siedemnastu dowódców armii i frontów ośmiu wywodziło się z c. i k. armii, czterech z rosyjskiej, czterech z Legionów, a jeden – Kazimierz Raszewski, który generałem został w kwietniu 1919 roku – z armii niemieckiej. Z kolei wśród dowódców dywizji coraz liczniejsi mieli za sobą służbę w Legionach. W przeddzień Bitwy Warszawskiej na dwudziestu sześciu dowódców dywizji i samodzielnych brygad dziesięciu służyło w Legionach, dziewięciu w armii rosyjskiej, a siedmiu w austro-węgierskiej.

Tabela 1. Generałowie i oficerowie Wojska Polskiego w 1921 roku


GenerałowieOficerowie
liczbaw proc.liczbaw proc.
Ogółem145100%30 105100%
Z armii rosyjskiej6645,5%795126,4%
Z armii austriackiej6041,3%947631,5%
Z Legionów Polskich128,2%781326,0%
Z Armii Hallera42,7%17525,8%
Z armii niemieckiej32,0%311310,3%

Źródło: Mieczysław Cieplewicz, Wojsko polskie w latach 1914–1926. Organizacja, wyposażenie, wyszkolenie, Wrocław 1998, s. 20.

Tylko nieliczni generałowie i wyżsi dowódcy mieli doświadczenie w pracy sztabowej. Najczęściej nabyli je w c. i k. armii, aczkolwiek polscy oficerowie stanowili tylko około trzech procent ogółu jej oficerów. Jednak w momencie wybuchu Wielkiej Wojny żaden z nich nie dowodził dywizją, nie mówiąc o korpusie. W trakcie wojny już takie przypadki miały miejsce.

Ustawą sejmową z 2 sierpnia 1919 roku nakazano weryfikację stopni wojskowych, aby ustalić starszeństwo i nadać stopnie wojskowe obowiązujące w Wojsku Polskim. 12 września tego roku powołano komisje weryfikacyjne. Przystąpiono do ujednolicania nazewnictwa wojskowego i kultury żołnierskiej. Pisał o tym Piłsudski: „Szliśmy na wojnę bez regulaminów w tornistrze, ze wspomnieniami mglistymi, bo z dawką siły przyzwyczajeń. Wiosną roku 1920 byliśmy zupełnie bez regulaminu służby polowej”. Dodajmy, że w trakcie wojny dopiero zaczął się kształtować polski język wojskowy, nad czym czuwała Centralna Komisja Słownictwa Wojskowego. Było to konieczne, gdyż nie tylko żołnierze, lecz także oficerowie mieli trudności z prawidłowym odczytaniem rozkazów. Polski żołnierz z Ameryki czy z zaboru pruskiego nie zawsze dobrze rozumiał rozkaz wydany przez oficerów z armii carskiej, z kolei oficerowie z c. i k. armii nie byli rozumiani przez podwładnych pochodzących z ziem zaboru rosyjskiego. Przykładowo żołnierz z byłej armii austro-węgierskiej nie rozumiał komendy „wstrzymać ogień”, a reagował dopiero na „Feuer einstellen”. „Prawie nigdy nie mogliśmy się zrozumieć” – pisał generał Lucjan Żeligowski. Trudności wynikały także z charakteru pracy dowódców. „Austriaccy generałowie po przejściu do naszej armii przynieśli z sobą cały system papierowości nadmiernej […] system ten okazał się zupełnie nieżyciowy i zamiast upraszczać, plątał, komplikował życie naszego wojska” – zanotował jeden z oficerów z armii rosyjskiej. Podobne uwagi formułował Żeligowski, niezawodny w krytykowaniu c. i k. żołnierzy: „Rozkwitła niezwykle papierowość. Pisano z jednego pokoju do drugiego. Zamiast rzecz załatwić telefonicznie, ale chodziło, aby w papierach były jasne ślady pracy […] nie tyle chodzi o to, aby coś zrobić, ile o to, żeby na wszystko mieć usprawiedliwienie w aktach i odpisach na wypadek odpowiedzialności”.

Scalanie armii oraz jej rozbudowa wymagały solidnych sum pieniężnych. Wydatki na nią rosły z miesiąca na miesiąc. Szacuje się, że gdyby nie wojna, emisja pieniędzy papierowych byłaby mniejsza o dwadzieścia pięć miliardów marek polskich. Adam Krzyżanowski obliczył, że z ogólnej sumy wydatków państwowych za lata 1918–1920, wynoszących 72,6 miliardów marek polskich, strumień skierowany do MSWojsk. sięgnął 42,3 miliarda. W istocie wydatki były jeszcze wyższe, gdyż takie resorty jak koleje żelazne, poczta i telegraf pokrywały koszty obsługi łączności wojskowej oraz poczty polowej. Na wojsko szły pożyczki i kredyty zagraniczne. W sumie w latach 1919–1920 obciążyło ono państwo wydatkami przekraczającymi sześćdziesiąt pięć procent budżetu. Rosło zadłużenie. W 1919 roku wyniosło ono 162,1 miliona dolarów, a rok później wzrosło o kolejne osiemdziesiąt cztery miliony dolarów.

Z budżetu MSWojsk. wypłacano gaże żołnierzom i pensje oficerom. Powszechnie utyskiwano na ich wysokość, ale w obliczu wszechobecnej biedy sytuacja materialna wojskowych nie mogła być inna. „Oficer polski mający rodzinę na utrzymaniu nie może dzisiaj wyżyć z poborów służbowych, jest przeważnie w nędzy” – pisał w „Polsce Zbrojnej” Marian Kukiel. W lutym 1920 roku, w przeddzień nowej fazy konfliktu, podniesiono gaże oficerów o sto procent. Zwiększono dodatki na ich dzieci i żony, ale i tak panowało przekonanie, że państwo nie dba o rodziny oficerskie. W ciągu kolejnych kilku tygodni inflacja spowodowała, że znów wkradła się bieda. Przykładowo podstawowa gaża porucznika rezerwy ułanów wynosiła w sierpniu 1920 roku 1200 marek polskich, czyli była niewiele większa od płacy majstra w zakładzie przemysłowym. We wrześniu 1921 roku z powodu inflacji wzrosła do 15 014 marek polskich, ale po odjęciu środków na prowiant pozostało 12 556. Ale realnie – w ciągu trzynastu miesięcy gaża porucznika zmalała o mniej więcej dziesięć procent.

Wojsko powstawało dosłownie w biegu. Trudno było uniknąć chaosu, zwłaszcza w pierwszych tygodniach. „W kraju – jak pisał o Galicji major Włodzimierz Tyszkiewicz – panowało zamieszanie i chaos zupełny […] wojska dawne ostatecznie rozbiegły się, po części rabując magazyny, któr[ych] dotąd same strzegły. Liczne posterunki były pozbawione żandarmerii, która je opuściła i odjechała do domów”. W powiatach samozwańczy komendanci wzywali ochotników pod sztandary wojska „jeszcze bez systemu, samorzutnie” – dodawał Tyszkiewicz. Nie inaczej wyglądało to w Królestwie. Stopniowo mniejsze jednostki łączyły się w większe. Kiedy już osiągnęły pewien poziom organizacji wewnętrznej, były kierowane na front.