NiepokorneTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Piotr wyjechał na Zachód. Przed podróżą odbył rozmowę z siostrą, ostrzegał ją przed spiskowaniem pod jego nieobecność. Musiał uwzględniać w swoich rachubach jej buntowniczy charakter, wiedział, że nie spocznie, gdyż zraniona ambicja będzie szukać ujścia. Nie pomylił się, nie prosiła Piotra o łaskę, ale znalazła sposób dotarcia zza klasztornych murów do strzelców. Słała do nich słowa zachęty do nowego buntu. Nieobecność brata w kraju stanowiła okazję, której nie można było zmarnować. Przez usłużnych mnichów i mniszki uzyskiwała dokładne wiadomości o zagranicznej podróży Piotra i o wydarzeniach w kraju. W czerwcu 1697 r. dotarły do niej wieści o nowych niepokojach wśród strzelców, którzy zbierali się nad brzegami Dźwiny i krzyczeli, że trzeba przywrócić tron Zofii. To od nich oczekiwała ocalenia. Wiedząc o korzystnym dla siebie rozwoju wydarzeń, wysłała list do buntowników, w którym zachęcała do marszu na Moskwę. Strzelcy wyruszyli, aby uwolnić Zofię i bić „Niemców”, jak nazywali cudzoziemców na służbie Piotra, a jego samego zabić za układanie się z „Niemcami”. Nie dawali wiary pogłoskom, że Zofię otruto albo że umarła ze zgryzoty. Wdarli się do klasztoru, złożyli pokłon i zapewnili o swoim oddaniu dla gosudaryni. Po stolicy krążyła wieść, że wierni strzelcy wyprowadzili ją tajnym podziemnym przejściem, ale nie była to prawda, bo oddziały wierne Piotrowi zapobiegły uwolnieniu Zofii. Bojarzy uczestniczący w tej akcji, aby przypodobać się Piotrowi, przechwalali się publicznie, że „przeklętą żmiję (Zofię) bili po tłustych policzkach”.

Na wieść o buncie Piotr przerwał pobyt w Wiedniu i pospiesznie wrócił do kraju (1698). Zbuntowanych strzelców aresztowano i zamknięto w podmoskiewskich klasztorach. W śledztwie wymuszono na nich zeznania obciążające Zofię. Torturami przyznawali się do wszystkiego, czego od nich oczekiwano, bo Piotr chciał dowodów na sprawstwo główne siostry. Dla niego najważniejsze było trwałe wyeliminowanie jej z praw do tronu. Odbył z nią rozmowę, oskarżył ją o ciężką zbrodnię i zagroził szafotem. Zofia wszystkiemu zaprzeczyła, wyparła się jakichkolwiek związków z buntownikami, a rzekomy list do strzelców uznała za prowokację.

W wyniku tych wydarzeń wzmocniono straże wokół klasztoru, zabroniono wpuszczać śpiewaków, których Zofia bardzo lubiła. Piotr osobiście sporządził listę zaufanych osób, które mogły ją odwiedzać w wypadku choroby. Ograniczono jej niegdyś tak obfite racje żywnościowe, użalała się nawet, że „morzą ją głodem”. Piotr wspaniałomyślnie przydzielił jej 5144 ruble na opłacenie pobytu w klasztorze i utrzymanie nadzorców. Ale najgorsze miało dopiero nadejść.

Buntowników przykładnie ukarano. Piotr rozdał topory swoim faworytom, aby odrąbywali głowy zdrajców. Sam dał przykład – ściął pięć głów. W strasznej kaźni na placu Czerwonym stracono 271 strzelców. Motłoch entuzjastycznie witał każdą egzekucję, opadające z szafotu głowy kopano i opluwano. Rozeszły się pogłoski, że Piotr chciał ściąć również Zofię, ale od tego zamiaru odwiedli go jakoby zagraniczni doradcy. Prosty lud wiedział jednak swoje: upadła regentka została uratowana przez „siły niebieskie”. Stronnicy Piotra dziwili się, że darował siostrze życie. Nie był to akt miłosierdzia, to uczucie było obce Piotrowi, który nawet syna skazał na śmierć (1718). Zofia nienawidziła brata, ale jego śmierci nie pragnęła, Piotr także nie zdecydował się zabić siostry, bo nie chciał, aby lud ujrzał w niej męczennicę. Doceniając jej talenty, inteligencję i naturę humanistki, zastosował wobec niej wyrafinowaną zemstę. Aby ją pogrążyć do reszty, przed klasztorem ustawiono szubienice ze 195 powieszonymi. Trzech strzelców powieszono na kratach celi regentki, do rąk włożono im pisma, które były jakoby kierowanymi do nich suplikami. W rzeczywistości były to ich zeznania o listach wzywających do buntu, które rzekomo słała do nich Zofia, choć z prowokacją przywódcy buntu nie miała nic wspólnego. Zofia z okna klasztornego przez pięć miesięcy patrzyła na las szubienic. Nocą oświetlano je pochodniami, by lepiej widziała rozkładające się ciała, które zatruwały powietrze trupim odorem.

Do tortury psychicznej dołożono Zofii wyrok sądowy. Powołana przez Piotra komisja uznała ją winną rozruchów i aktywnego w nich uczestnictwa. Wyrok był z góry przemyślanym planem, żeby carówny już nigdy nikt nie pragnął na tronie. Skazano ją na postrzyżyny i pobyt w klasztorze do końca życia. Tej strasznej kary bały się kobiety młode, zdrowe, pożądające miłości. Do klasztorów wstępowały te, które, nie znalazłszy równowagi duchowej, miłości, nie potrafiły żyć w harmonii z własnym ciałem, szukały oparcia w Bogu. Z Zofią było inaczej; całe jej życie było zaprzeczeniem takich dążeń. Monastyr był gwałtem na jej naturze.

Do celi Zofii przybyła matka przełożona klasztoru z mniszkami. Siłą zaprowadzono ją do cerkwi, postawiono pośrodku świątyni i przy śpiewie chóru i odmawianych modlitwach ścięto jej włosy oraz powiedziano, że od tej chwili nie ma już Zofii Aleksiejewny, jest „Boża niewolnica” Zuzanna (21 X 1698). Po tej wymuszonej ceremonii odprowadzono ją do celi, z której nie wyszła już do końca życia.

Reżim klasztorny był dla Zuzanny odizolowanej od świata zewnętrznego niezwykle uciążliwy. Siostry mogły ją odwiedzać tylko dwa razy w roku. Mniszka ratowała się przed samotnością, pisząc dramaty sceniczne i malując obrazy o tematyce religijnej. Odtrącona, sponiewierana, załamała się. Zamykała się coraz bardziej w świecie własnych przeżyć, potęgował się w niej nastrój religijny.

Dobrze opłacani paszkwilanci, a także ci, co chcieli przypodobać się nowemu carowi, nie szczędzili Zofii-Zuzannie obelg i pomówień. Opowiadano, że przeklina brata, że jest zupełnie roztrzęsiona, a kara doczesna, jaka ją spotkała, jest słuszna i winna więcej pokutować, aby uniknąć kary wiecznej. Upokorzona i cierpiąca, zapewne pamięcią powracała do przeszłości, bo nadziei na przyszłość nie było. Starała się ocalić jedyną rzecz, jaka jej pozostała, tj. imiona, które otrzymała jako córka cara Aleksego. Obmyśliła swoisty odwet na Piotrze: przyjmując zakonną godność „wielkiej pokutnicy Bożej”, zachowała własne imiona nadane jej na chrzcie (na to zezwalała reguła zakonna) i prawo do umieszczenia ich na tablicy nagrobnej.

Zofia gasła fizycznie, kryła się w kącie celi, lękając się trucizny. Z trudem powstrzymywała łzy. Nieukończone dzieło zbudowania nowoczesnej, oświeconej Rosji, utracona władza – oto los, jaki spotkał kobietę, o której entuzjastycznie mówiono: „Swoim wspaniałym umysłem większym od męskiego, osądami nieustępującymi dobroci serca, tworzyła dobro dla narodu rosyjskiego”. Gdyby jej losy potoczyły się inaczej, być może to ona, a nie jej brat, otrzymałaby przydomek Wielka. Może nie byłoby rządów za pomocą topora, nieszczęść i wojen, które przez 25 lat sprawował Piotr, a które pochłonęły 5 milionów ofiar.

Wraz z odsunięciem Zofii skończył się miękki kurs wewnątrzpolityczny, zastąpiono go twardym. Jej wróg, książę Borys Kurakin, nie bez racji pisał: „Nigdy takiego mądrego panowania w państwie rosyjskim nie było. Zofia była wielkiego rozumu i subtelnej przenikliwości, a przede wszystkim spełnioną dzielną niewiastą”.

Na wiosnę 1704 r. ciężko zachorowała. Już nie podniosła się z łoża boleści. Była tylko wyniszczoną, „starą” (miała 46 lat), umierającą kobietą w mniszym habicie. Zmarła 3/12 lipca 1704 r. Pochowano ją bez berła i korony w klasztornej cerkwi Smoleńskaj Bogorodicy (Smoleńskiej Ikony Matki Bożej). Na nagrobnym epitafium napisano, że pod kamienną płytą leży wielka gosudarynia o imieniu Zofia Aleksiejewna. W pokutnym klasztorze przeżyła piętnaście lat, w tym pięć jako mniszka.


Caryca Katarzyna I, litografia z XIX w.

Katarzyna

W przedziwnym kraju – Rosji – legendy i fakty, mity i rzeczywistość były zawsze nierozdzielnie ze sobą połączone. Dziejopisarze utrwalili legendę pierwszej koronowanej imperatorowej – analfabetki, która niczym chłopska dziewka przechodziła z rąk do rąk żołnierzy, zanim stała się trofeum Piotra Wielkiego. Awanturnica, rozpustna intrygantka i alkoholiczka, znajda bez imienia i daty urodzin, adoptowana przez protestanckiego duchownego. Rzekomo nie znano jej narodowości: Polka, Litwinka, Łotyszka, Szwedka, a może Niemka? Było wiele wersji, która była prawdziwa? Jej przyszłych losów nikt nie przewidział. I ta tajemnicza kobieta została żoną cara i matką jego dzieci.

W 1698 r. Piotr I przerwał zagraniczną podróż i powrócił do kraju, aby stłumić bunt strzelców. Przy okazji rozprawił się ze swoją pierwszą żoną Jewdokiją Łopuchiną. Małżeństwo już od dłuższego czasu przeżywało kryzys. Bogobojna i skromna Jewdokija nie spełniała erotycznych oczekiwań męża, który przeszedł szkołę rozpusty w Słobodzie Niemieckiej w ramionach niemieckich nałożnic. Siostra Piotra, Natalia Aleksiejewna, podburzała brata do zerwania z „czarownicą” jakoby spiskującą. Jewdokiję zamknięto w klasztorze i ostrzyżono jak mniszkę oraz nadano jej imię Helena. Carową pozbawiono wszelkich praw i tytułów.

Zgodnie z prawem cerkiewnym Piotr stał się wdowcem i mógł zawrzeć nowy związek małżeński, do którego się jednak nie spieszył, ponieważ w tym czasie przeżywał upojne chwile w alkowie niemieckiej piękności Anny Mons. Sprytna kochanka wyjednała u niego nadania ziemskie i inne intratne koncesje, stając się jedną z najbogatszych kobiet w Rosji. Na dworze carskim szeptano, że zostanie żoną Piotra i carową imperium. Ale do tego nie doszło, gdyż zgubił ją temperament: wdała się bowiem w romans z posłem pruskim George’em Keyserlingiem i, co gorsza, w knowania przeciwników Piotra. Agenci przejęli listy miłosne Anny do pruskiego dyplomaty. To był dla Piotra największy cios. Do afery wmieszał się carski faworyt Aleksander Mienszykow, który wyzwał Keyserlinga na pojedynek. Zanosiło się na skandal dyplomatyczny między Prusami i Rosją. Lecz Piotr wyraził zgodę na zawarcie przez Annę związku małżeńskiego z Keyserlingiem i tym samym załagodził romansowo-polityczny spór.

 

Odejście ukochanej Annuszki, chociaż przykre, nie pogrążyło Piotra w rozpaczy, miał nowe miłostki. Myślał jednak o znalezieniu właściwej kobiety na trwały związek, czego też wymagał interes państwa.

Piotr po krwawej rozprawie ze strzelcami obok aktywności politycznej i militarnej znajdował czas na sprawy osobiste. W 1705 r. postanowił po raz drugi się ożenić. Jego wybranką była dziewiętnastoletnia Marta, kobieta – jak mówiono – bez nazwiska, co jedynie przydawało jej nimbu tajemniczości. Romans trwał już trzy lata i nie była to przelotna miłostka. Spośród wszystkich jego przygód miłosnych ta okazała się najtrwalsza.

Do rekonstrukcji życia i pochodzenia tajemniczej Marty jest wystarczająco dużo wiarygodnych materiałów źródłowych. Latem 1702 r. feldmarszałek Borys Szeriemietiew zajął szwedzką twierdzę Marienburg (Aluksne), za co Piotr wyróżnił go Orderem św. Andrzeja, który przywiózł mu Mienszykow. Inflancki sukces był imponujący, w rosyjskie ręce wpadło tysiące żołnierzy szwedzkich, kilkuset oficerów, 51 armat i 26 sztandarów pułkowych. Wśród zdobytych trofeów jedno było szczególne: młoda kobieta – niezbyt urodziwa, pulchna, z zadartym nosem i dużym biustem, ale kokieteryjna i swobodna, a takie kobiety lubił Piotr, gdyż spełniały wymagania jego rubasznego gustu. Gdy córka Fryderyka I zobaczyła tę wojenną zdobycz już jako carową Rosji, nie kryła złośliwości: „Wystarczy na nią popatrzeć, żeby domyślić się, że jest nisko urodzona”.

Od początku o jej pochodzeniu krążyły różne plotki. Według jednej wersji (czy prawdziwej?) urodziła się w Jekabpils na Łotwie. Matka była prostą chłopką i wcześnie zmarła, osierocając dziewczynkę, gdy miała trzy lata. Córka miała prawdopodobnie na imię Maria, które otrzymała na chrzcie w obrządku katolickim. Inna wersja podaje, że matka była ubogą mieszczanką i nie mając warunków materialnych do wychowywania córki, oddała ją pod opiekę pastora w miasteczku Roop, niedaleko Rygi. Ale nie przebywała tam długo, bo matka znalazła jej nowego opiekuna, pastora Ernsta Glücka w Marienburgu, u którego dziewczynka pracowała jako służąca. Tam otrzymała imię Marta i zmieniła wyznanie, przechodząc na luteranizm. Czy rzeczywiście zmieniła wyznanie? Być może od urodzenia była protestantką i jako wyznawczyni tej religii znalazła wsparcie u protestanckich duchownych. Do szesnastego roku życia przebywała u swoich dobroczyńców. Czy ta wersja jest prawdziwa, trudno dociec, tak jak nie sposób jednoznacznie przyjąć, że po zdobyciu Marienburga Marta została nałożnicą feldmarszałka Szeriemietiewa, a potem Mienszykowa. Taką wersję prezentowali przeciwnicy Piotra i jego romansu z rzekomą markietanką.

Nie wszystko jest tajemnicą, data urodzin Marty jest znana:

5/15 kwietnia 1686 r. (niektórzy historycy błędnie podają rok 1684). Najwięcej informacji pozostawił francuski oficer na służbie rosyjskiej, kapitan pierwszej rangi François Villebois. Należał on do najbardziej zaufanych ludzi Piotra, pracował z nim 30 lat i znał wiele tajemnic oraz kulis spraw. Przy Piotrze zrobił błyskawiczną karierę: od prostej służby w carskiej flocie do stanowiska wiceadmirała. Pozostawił interesujące Memoires, pełne szczegółowych informacji o dzieciństwie i wczesnej młodości Marty. Według tych pamiętników Marta w domu pastora Glücka mieszkała wraz z trzema jego córkami i była traktowana na równi z nimi. Villebois, który z polecenia Piotra ożenił się z jedną z córek pastora, twierdził, że Marta miała „dobre pochodzenie”, bo jej biologicznym ojcem był niemiecki hrabia Alfendelf, u którego służyła jej matka.

Dorastająca Marta cieszyła się dużym powodzeniem u mężczyzn. Glück nakazał swojej wychowanicy znaleźć sobie kandydata na męża. W 1702 r. został nim szwedzki trębacz z garnizonu w Marienburgu Johann Kruse (Rabe?), lecz małżeństwo trwało zaledwie kilka dni. Szwedzi bowiem wycofali się z miasta, a wraz z nimi Kruse, pozostawiając małżonkę. Do Marienburga weszli Rosjanie.

Mienszykow przywiózł Martę do Petersburga. Młoda kobieta nazywała siebie Wiesielewska – nazwisko ciotki lub wybrane przypadkowo, gdyż w Kurlandii było ono bardzo popularne. Piotr poznał Martę w domu Mienszykowa i nie było to dziełem przypadku. Mienszykow wiele uczynił, aby doprowadzić do zerwania Piotra z Anną Mons i zastąpienia jej inną kobietą. On też chyba najlepiej poznał charakter Marty i dlatego zaaranżował romans z Piotrem, bo orientował się w jego upodobaniach do żołnierskich tradycji. Przedstawiona mu żołnierska krasawica przemówiła do jego fantazji. Dla niego była piękną kobietą, w pełni rozkwitu młodości: średniego wzrostu, brunetka o czarnych, lekko skośnych oczach, bystra, wesoła, pełna energii i pewności siebie, przyciągała wzrok i szybko zjednała sobie sympatię otoczenia. Wyróżniała się spośród dworskich piękności indywidualnością. Nikt się nie spodziewał, że już przy pierwszym spotkaniu zawładnie Piotrem. Pocałowała go w czoło jak matka, ta samowola bardzo mu się spodobała. Czy już wówczas pożądanie opanowało zmysły Piotra? Musiała wywrzeć na nim silne wrażenie, skoro umieścił ją w rezydencji w Prieobrażenskoje u swojej ulubionej siostry Natalii. Tym razem Marta posługiwała się nazwiskiem Skawrońska (od nazwiska biologicznego ojca?).

W Moskwie Marta po raz trzeci (?) zmieniła wyznanie – przeszła na prawosławie, przyjmując imię Katarzyna Aleksiejewna (1705). W nowej wierze ochrzcił ją mnich Wasyl Antipjew, który wkrótce awansował na archimandrytę pod imieniem Warłaam. Ojcem chrzestnym był piętnastoletni syn Piotra, Aleksy, którego imię włączono do jej otczestwa. Matką chrzestną zaś siostra cara Katarzyna Aleksiejewna. Piotr już wówczas myślał o zawarciu związku małżeńskiego z nową wybranką i o uczynieniu jej rosyjską carową. Kandydatka na żonę opanowała język rosyjski na tyle, że sama podpisywała listy do Piotra, a nawet potrafiła napisać kilka zdań. Jednak większość korespondencji pisały pod jej dyktando siostry Piotra, ona zaś mówiła i pisała poprawnie po niemiecku.

Chrzest, nowe imię i nieskrywany romans cara spowodowały, że dworskie otoczenie odnosiło się do niej, jakby była już carową. Mimo że była tylko chrześniaczką carewicza Aleksego, wokół niej gromadził się dwór. Ubiegano się o zaszczyt, ażeby być jej przedstawionym.

Była „niewolnica” stopniowo stawała się prawdziwą Rosjanką, i teraz to ona wzięła do niewoli serce cara. Zwycięzca z pól bitewnych został zwyciężony przez kobietę. Weszła na pierwszy stopień drabiny, na której końcu czekała na nią korona rosyjska. Marta-Katarzyna, wprowadzona do kręgu przyjaciół cara, szybko zyskiwała wpływy i znaczenie, co zdawało się rokować wspaniałą przyszłość. W osobie cara znalazła człowieka, który miał podobne jak ona upodobania względem ludzi.

Lubiła silnych i energicznych mężczyzn, on – jurne, krzepkie, młode kobiety, które go wzruszały i podniecały zmysłowo.

Romansowa Katarzyna rozpoczęła osobliwą grę godną wyrafinowanej kokietki. Dawała wyraźnie do zrozumienia, że wszystko poświęci dla człowieka, który ją wybrał. Chociaż przedwcześnie mu uległa, nie lękała się, że z tego powodu go straci, czego doświadczyły inne jego kobiety. Taktyka była nie najgorsza, Piotr szczerze jej zapragnął, słowem: zakochał się.

Na przekór czarnej legendzie Katarzyna nie była odrażającą prostaczką. Przyswajała sobie dworskie obyczaje, poznawała zawiłości polityki. Dla domowników była wyrozumiała, ale bez słabości, pełna prostoty i spontaniczności. Na niektórych dokumentach czy listach do Piotra podpisywała się „sama trzecia”, co oznaczało, że miała z nim dwoje dzieci: Piotra (1704–1707) i Pawła (1705–1707), które zmarły w niemowlęctwie. Plotkowano, że ich biologicznym ojcem był Mienszykow. W 1707 r. Katarzyna urodziła córkę, która otrzymała takie samo imię jak matka. Stało się nieszczęście, córka po roku zmarła. Różnie komentowano przedwczesną śmierć dzieci. Ich słabość była następstwem jakiejś dziedzicznej choroby, a to stawiało pytanie: czyja „zła krew”, Katarzyny czy Piotra, odzywała się w niemowlętach?

Mimo braku formalnego związku małżeńskiego z Piotrem Katarzyna nieustannie była w ciąży; rodziła co roku. Promieniowała szczęściem, gdyż ojcem nowo narodzonych był sam car Wszechrusi. W latach 1713–1718 urodziła sześcioro dzieci: trzy dziewczynki i trzech chłopców. Początkowo wydawało się, że los udaremnił marzenia o męskim potomku. W 1708 r. urodziła córkę o imieniu Anna Piotrowna, a 18/29 grudnia 1709 r. Elżbietę Piotrowną (późniejszą carową). Piotr otrzymał wiadomość o narodzinach córki, będąc w drodze do Moskwy, gdzie zamierzał świętować połtawskie zwycięstwo. Radośnie wykrzyknął: „Bóg dał mi podwójną radość i posłał mi córkę”. Zmienił plany i pospieszył do Kołomienskoje, gdzie przebywała Katarzyna z niemowlęciem. Na cześć nowo narodzonej i jej matki wydał wielkie przyjęcie. Pałac w Kołomienskoje (250 pokoi, 3 tysiące okien) z trudem pomieścił tłum zaproszonych gości, w tym przywiezionych przez cara szwedzkich jeńców. Narodziny dziecka, przybycie Piotra i wspaniała uczta wzbudziły w Kołomienskoje ogromną radość. Zbiegli się ludzie z całej okolicy. Przed pałacem wystawiono beczki z winem i stoły z jedzeniem. Uradowany ojciec kazał na cześć nowo narodzonej córki strzelać z armat. Usłużni astrologowie na podstawie korzystnego układu planet przewidywali wspaniałą przyszłość dziecka.

Elżbieta, mimo że nieślubna, natychmiast została uznana za godną korony, uważano ją za tak piękną i dzielną, że wywyższano ją ponad wszystkie dzieci rodziny carskiej. Nigdy jeszcze żaden car nie uwielbiał córki tak jak Piotr. Kazał namalować portret ukochanej Lizenki w postaci Amora lub Wenery. Rosja nie miała nigdy zapomnieć, czyją jest córką. Gdy w 1718 r. Piotr zerwał z carewiczem Aleksym (synem z pierwszego małżeństwa), nadzieje co do dziedziczenia tronu ulokował w ukochanej Jelizawietce. Dziewczynka była bardzo inteligentna i z charakterem i to połączenie miało jej przynieść koronę. Miała zastąpić męskiego potomka i nabrała przez to męskich manier, do czego przyczyniło się chłopięce wychowanie, jakie otrzymała od szalonego ojca, który zabierał ją ze sobą na ćwiczenia wojskowe i radował się, że nastolatka nie boi się strzałów i lubi wojsko i mundury. Dziewczynkę tak dalece utożsamiano z chłopcem, że jej matka, aby sprawić przyjemność ojcu, mówiła: „synek twój”. Car przygotowywał ją do wielkich zadań. U schyłku życia błogosławił Elżbietę jako następczynię tronu cudowną ikoną Matki Bożej „Znamienije” z Carskiego Sioła.

Katarzyna korzystała ze wszystkich przywilejów carskiej faworyty. Oczywiście dzieci karmiła mamka, matka bowiem dbała o swoje piersi, bała się, że mogą zbrzydnąć. Pielęgnowała swoje ciało i była nim zachwycona. Utwierdzali ją w tym pochlebcy, którzy mówili, że jest piękna i ma kształty Wenus. Czczona i podziwiana, szczerze i obłudnie, szybko pojęła, że ten osobliwy świat carskiego dworu może w każdej chwili obrócić się przeciwko niej, że car może pod byle pretekstem ją odtrącić, mimo że ich nieformalny związek z pewnością opierał się już na uczuciu. Zdawała sobie sprawę, że bez własnego dworskiego zaplecza niewiele będzie znaczyć. Po raz pierwszy ta zaledwie dwudziestoletnia kobieta wykazała się zdolnościami politycznymi. Udało jej się przeciągnąć na swoją stronę wielu wpływowych ludzi z tzw. Powszechnego Soboru Błazeńskiego, grupującego ówczesną elitę skupioną wokół cara. Oprócz męskiej części soboru istniała jego część żeńska, w której spotkaniach Katarzyna chętnie uczestniczyła, gdyż tam wesoło się bawiono. W soborze wywierała ogromny wpływ na jego rozrywki, za których zasłoną nieraz rozstrzygały się doniosłe kwestie polityczne czy religijne. Kobiety w soborze, podobnie jak mężczyźni, miały swoje cziny (służbową rangę) jak w hierarchii świeckiej i klasztornej (bracia, siostry). Nikt z członków soboru nie odważył się nadać Katarzynie błazeńskiego tytułu czy okazać braku szacunku wobec niej, nawet podczas pijackich libacji. Faworyta dobrodusznie i protekcjonalnie obserwowała soborowe błazeństwa ludzi o najgłośniejszych nazwiskach, ale nigdy nie pozwoliła im na najlżejszą poufałość, bez względu na ich wiek i pochodzenie.

Piotr prowadził wojny, a Katarzyna pozostawała sama w Moskwie lub Petersburgu. Mimo że była sama, jej wpływów nikt nie lekceważył. Miłość Piotra i Katarzyny była już utrwalona. Katarzyna strzegła swego honoru i zachowywała wierność Piotrowi, którego całym sercem kochała. Wyruszając na jedną z wypraw wojennych, Piotr pozostawił pisemną dyrektywę: „Jeżeli z woli Bożej coś mi się stanie, wtedy trzy tysiące rubli, które są w pałacu księcia Mienszykowa, oddać Katarzynie Wiesielewskiej”. Następne pismo adresowane do owej Wiesielewskiej było potwierdzeniem uczucia monarchy: „Katierinuszka, mój przyjacielu, mój serdeczny przyjacielu”. Adresatka odpowiadała: „Na Boga, wracajcie szybko. Pragnę was z radością widzieć, co daj Boże. Bardzo za wami tęsknię”. Innym razem pisała: „Miłościwy nasz gosudar”, panie pułkowniku, pozdrawiam i życzę wiele lat. Obdarz nas swoimi listami, bo chcemy wiedzieć o twoim zdrowiu”. Katarzyna doskonale znała usposobienie Piotra, jego hardość i pychę. W listach wychwalała więc jego szczodrość, roztropność i nazywała największym wojownikiem świata. Prosiła o rady, nawet w sprawach banalnych. Pytała, czy w dniu swoich urodzin może wypić kieliszek wódki. „Nie smuć się, ukochana, daj Boże na zdrowie wam wódeczkę tę wypić”. Nie trzeba było jej zachęcać, bo wypić lubiła.

 

Na frontach wojennych rozgrywały się wielkie wydarzenia, ale tęsknota za ulubioną metresą nie dawała Piotrowi spokoju. Zasypywał ją listami nie tylko miłosnymi, ale także udzielał porad, prosił ją, by spełniała swoją powinność jak jego żona – carowa, chociaż formalnie nie była ani jedną, ani drugą. Był więc szczęśliwy, że znalazł kobietę, która mogła go wesprzeć w każdej sytuacji, ona zaś nazywała kochanka dobrotliwie i poufale „ojczulkiem”. „Ojczulek” zwracał się do niej ze wszystkimi sprawami, nawet takimi, o jakich miała niewielkie pojęcie.

Epistolografia Katarzyny i Piotra pełna była niemieckich zwrotów i wzajemnych czułości: „Kochana Katarzynka”, „mutter” (matka), „miłościwy ojczulek”, a listy wysyłane po zwycięskich bitwach brzmiały tonacją triumfalną. Telegramy po zwycięskiej bitwie pod Połtawą (27 VI/8 VII 1709) zaczynały się od pozdrowień: „Z dniem rosyjskiego zmartwychwstania”, „Z dniem naszego uratowania”, „Z dniem naszego szczęścia”. Poeci sławili nie tylko Piotra, lecz także Katarzynę. Po wygranych bitwach czy korzystnych dla Rosji traktatach pokojowych sławiono „cnotliwą Rosjankę Katarzynę Aleksiejewną”. Wraz z listami Katierinuszka otrzymywała od Piotra prezenty.

W sercu Piotra rosło uczucie, w czterdziestym roku życia zaniechał szumnych zabaw, zaczął obawiać się osamotnienia, pragnął ciepła rodzinnego i miłości, a to Katarzyna zapewniała mu jak nikt inny. Była jedyną osobą, której batiuszka ulegał. Tylko ona potrafiła ułagodzić go, gdy wpadał w gniew. Często udawało się jej uratować od pobicia ofiary carskiej złości, w gniewie bowiem bił laską albo publicznie okładał pięściami ludzi, którzy zawiedli jego oczekiwania. Podczas przeciągających się alkoholowych libacji Katia odważnie zwracała się do Piotra: „Batiuszka, pora do domu”, i batiuszka pokornie za nią szedł. Gdy go bolała głowa, przytulała go do piersi i jak dziecko utulała do snu.

Mimo że Katarzyna żyła w tym samym klimacie obyczajowym co Piotr, to właśnie ona prezentowała się dworowi jako kobieta miłosierna i dobrotliwa, łagodziła tortury, jakim mieli być poddawani wrogowie cara, za jej przyczyną niektórych nawet wypuszczono na wolność. Piotr, skory do okrucieństw i surowego karania, pod jej wpływem łagodniał. Ona zaś dbała o to, by poddani bali się jej ukochanego, lecz nie zaczęli go nienawidzić, a więc żeby karać na tyle, aby utrzymać autorytet. Dostrzegli to zachodni rezydenci w Petersburgu. Poseł Prus pisał w tajnym raporcie dla swojego króla, że „Katarzyna ma taką władzę nad zmysłami Piotra, że czyni ona cuda”.

Katarzyna nauczyła się słyszeć i słuchać, odczytywać myśli Piotra. W odróżnieniu od carskich ulubieńców zwanych „ptaszętami Piotra”, w bezwstydny sposób napełniających swoje sakiewki, Katarzyna niczego nie potrzebowała dla siebie, za to potrafiła ujarzmić nieujarzmionego monarchę. Udało się jej to, co nikomu się dotychczas nie udało, wszak car nie należał do ludzi łatwo ulegających czyjejś sugestii. Jego poddani mieli wierzyć jak on, bawić się jak on, poniewierać to, co on poniewierał – nawet uczucia religijne. Tylko Katarzyna wyłamała się z tego schematu, uważając, że wszystko to, o co Piotr walczy, można osiągnąć bez użycia topora.

Pod nazwiskiem Katarzyna Michajłowna jeździła z Piotrem na front i tylko ludzie najbliżsi carowi wiedzieli, kim jest towarzysząca mu kobieta. W grudniu 1710 r. do Petersburga dotarły wieści, że Turcja wypowiedziała wojnę Rosji. Nikt nie mógł przewidzieć jej następstw. Piotr musiał się liczyć z najgorszym, w tej niepewnej sytuacji uporządkowanie spraw dynastycznych było równie ważne jak wojna. Na początku stycznia 1711 r. Piotr i Katarzyna wyjechali do Moskwy i tam tajnie zawarli związek małżeński (23 II/6 III), o czym wiedzieli tylko najbliżsi pary carskiej. Oficjalną uroczystość ślubną odłożono na później. Jeszcze przed walną bitwą z armią sułtana na Katarzynę spadł obowiązek zapewnienia carstwu dynastycznej przyszłości.


Portret carycy Katarzyny I, Jean-Marc Nattier, 1717 r.

Młoda para udała się w podróż poślubną na front turecki. Katarzyna wyjechała jako żona Piotra, a nie, jak dotychczas, jako jedna z jego lubownic (faworytek). Kampania wojenna przybrała dla Piotra niepomyślny obrót. Otoczone pułki rosyjskie, nieustannie atakowane przez wojska tureckie, okopały się nad Prutem. Sytuacja Rosjan była rozpaczliwa.

38 tysięcy żołnierzy zostało otoczonych przez 140 tysięcy wojska nieprzyjaciela. Żołnierze chorowali, głodowali, zabrakło wody pitnej, wybuchła epidemia. Nie było nadziei na wyrwanie się z okrążenia. Car nosił się z zamiarem zrzeczenia się tronu, biorąc na siebie odpowiedzialność za klęski na polach Mołdawii. I tutaj osobą niezastąpioną okazała się Katarzyna. Sprawie uratowania armii od hańby klęski poświęciła swój talent dyplomatyczny, przebiegłość negocjatorki i cierpliwość. Trzeba było szukać wyjścia z sytuacji, i Katarzyna je znalazła. Przekonała męża do rokowań z Turkami, zaproponowania im zawieszenia broni, w przeciwnym razie grożąc kontratakiem.

Wezyr odmówił. Mimo słabości Rosjanie przystąpili więc do ataku, nie licząc się ze stratami. W sztabie tureckim odniesiono wrażenie, że armia carska odzyskała zdolność bojową. Chytry manewr się powiódł. Wezyr podjął rozmowy z dowództwem rosyjskim. Nie wszyscy oficerowie byli zadowoleni z rozmów z „nieczystymi”. Grożono buntem, co mogłoby sprowadzić jeszcze większe nieszczęście niż przegrana bitwa. W tym stanie rzeczy trzeba było działać zdecydowanie i chytrze, bo załamywało się morale armii Piotra, żołnierzy ogarniało coraz silniejsze uczucie beznadziejności. Pozostał ostatni oręż – prastara metoda pozamilitarna. Nie było armat, ale było złoto i pieniądze. Katarzyna wzięła sprawy w swoje ręce. Odwiedziła oficerów niechętnych rokowaniom pokojowym i przedstawiła im plan ocalenia cara i wojska. Obawiała się, że jej ukochany mógłby się dostać do niewoli. Niedoszłych buntowników potraktowała jak swoich przyjaciół, przedstawiła w czarnych barwach konsekwencje katastrofy wojennej i zaproponowała zbiórkę na przekupienie tureckich rozmówców. Oddała część swoich kosztowności i pieniędzy. Oficerowie zachęceni takim gestem odpowiedzieli złożeniem precjozów i pieniędzy, tych samych, które zdobyli na Szwedach pod Połtawą. Wezyrowi przekazano złoto, brylanty i 150 tysięcy rubli. Świadek pertraktacji, francuski oficer na służbie rosyjskiej, napisał: „Bóg chciał, żeby wezyr został oślepiony blaskiem złota, aby uratować wielu zacnych ludzi”. Katarzyna wiedziała, jak trudno się oprzeć łapówce – wszystko zależało od jej wysokości. Tym razem korupcyjną poprzeczkę postawiono bardzo wysoko.