Zmysłowy poker

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Andrea Laurence
Zmysłowy poker

Tłumaczenie:

Agnieszka Nowakowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Panie dyrektorze, zjawiła się Barakuda, jest w trzecim sektorze niedaleko automatów. Program komputerowy rozpoznał jej twarz.

Nate Reed uśmiechnął się z satysfakcją. Czyli Annie dała się zwabić. Wiedział, że tej okazji nie przepuści, przyjedzie na turniej, mimo że dla niej oznacza to powrót na miejsce zbrodni.

Jako właściciel hotelu i kasyna Desert Sapphire mógł polegać na swych ludziach. Wiedział, że gdy Annie pojawi się na jego terenie, natychmiast ją namierzą.

– Teraz idzie przez hol, widzimy ją wyraźnie – ciągnął Gabe Hansen, szef ochrony, poprawiając słuchawkę w uchu. – Dochodzi do stołów pokerowych i przysiada się do panów Nakimoriego i Kline’a. Zaczynają grać.

– Świetnie – powiedział Nate, wstając zza biurka.

Nie było chwili do stracenia. Japoński biznesmen i rekin naftowy z Teksasu mieli u niego linie kredytowe na miliony, a Annie nie bez powodu nosi przezwisko Barakuda.

– Potrzebuje pan asysty, dyrektorze? – Gabe w pracy tytułował go oficjalnie, mimo że prywatnie się przyjaźnili. I pomoc oferował mu bardziej jako przyjaciel niż jako szef ochrony.

Nate z westchnieniem poprawił granatowy krawat. Gabe bardzo chciałby założyć Annie kajdanki na oczach bywalców kasyna. On też by to chętnie zobaczył, tyle że wtedy Annie na pewno nie przystałaby na jego propozycję.

– Dzięki, ale sam to załatwię – odparł, ruszając do prywatnej windy, by z dwudziestego piątego piętra, które było wyłącznie do jego dyspozycji, zjechać na parter.

Gdy przez część biurową kompleksu szedł do kasyna, miał wrażenie, że nogi lada chwila odmówią mu posłuszeństwa. Wreszcie ją zobaczy, po trzech długich latach. Powinien się cieszyć, bo koniec końców weźmie na niej odwet i naprawdę da jej popalić. Mało tego, jej przyjazd był mu na rękę, bo zamierzał ją wykorzystać do realizacji swych planów biznesowych. Skoro więc wszystko idzie po jego myśli, to skąd te nerwy? Dlaczego ma sucho w ustach i przyspieszone tętno?

I pomyśleć, że Nathan Reed, milioner i jeszcze przed trzema laty najbardziej pożądany kawaler w Las Vegas, denerwuje się z powodu kobiety. Annie jednak nie od dzisiaj doprowadzała go do szaleństwa.

Zajrzał do sali pokerowej. Od razu ją wypatrzył. Siedziała tyłem do wejścia, pochylona nad stołem. Kruczoczarne włosy opadały jej na oliwkowe ramiona. Siedzący obok niej pan Nakimori z grymasem niezadowolenia właśnie spasował.

Nate zaszedł ją od tyłu i położył jej rękę na ramieniu. Nawet nie drgnęła. Najwyraźniej tego się spodziewała.

– Ogromnie się cieszę, panowie – powiedział, ściskając im dłonie – że znów zawitaliście do Sapphire. I mam nadzieję, że dopisuje wam szczęście.

– Dopisywało do czasu, gdy ta młoda piękność zagościła przy naszym stole – z szerokim uśmiechem odparł Jackson Kline. – Ona dziś oskubała mnie bardziej niż moja była żona.

– Wobec tego, jak rozumiem, rozstaną się z nią panowie bez żalu?

– Jeszcze nie skończyliśmy rozdania.

W ten sposób przywitała go po trzech latach. Potraktowała go jak powietrze, protestując tylko, że przerywa grę.

Gdy się nad nią pochylił, poczuł znajomy zapach jaśminu i stanął mu przed oczami obraz zmiętej pościeli, którą zostawiła, odchodząc.

– Pożegnaj się, idziemy porozmawiać – szepnął jej do ucha tonem nieznoszącym sprzeciwu.

– No cóż, panowie – westchnęła – do następnego razu. – Odłożyła karty, strącając z ramienia jego dłoń, więc musiał się cofnąć, by mogła się podnieść.

– Do zobaczenia – odpowiedzieli jej uprzejmie, jeden z japońskim, drugi z teksańskim akcentem

Annie sięgnęła po swą czerwoną torebkę i wraz z Nate’em, który mocno chwycił ją pod ramię, ruszyła do wyjścia.

– Trzymaj ręce przy sobie – syknęła, próbując się uwolnić.

– Nie mam takiego zamiaru. – Nie mógł powstrzymać się od uśmiechu satysfakcji. – Wiemy oboje, czym to się kończy. Chyba że wolisz, żeby na górę odstawiła cię ochrona?

– Nigdy byś się nie ośmielił. – Zmierzyła go wzrokiem, przystając. Jej błękitne oczy pałały furią, miał wrażenie, że strzelały błyskawicami.

Boże, jaka ona jest piękna, pomyślał, czując znajomy dreszcz pożądania. Tego im nigdy nie brakowało, seksualne zauroczenie było siłą ich związku. Tyle że zbyt słabą, by go utrzymać. Zezłościło go, że po tym wszystkim, co zrobiła, wciąż tak na niego działa.

– Tak myślisz? – rzucił rozwścieczony. – Chcesz się przekonać? – dodał, prowadząc ją do windy.

Z tego żelaznego uścisku uwolniła się dopiero na dwudziestym piątym piętrze. Podeszła energicznie do skórzanej kanapy w jego gabinecie i usiadła. Była zła.

– No więc? – zapytała wreszcie. – Przez ciebie straciłam przed chwilą pięć tysięcy dolarów. O co chodzi?

Nate oparł się o duże, odziedziczone po dziadku biurko z mahoniu.

– Mam dla ciebie, moja droga, propozycję – rzekł po chwili, krzyżując ręce na piersi.

– Hm, nie sądzę, żebyś mógł mi zaproponować coś ciekawego.

– Otóż mylisz się, bo mogę ci zaoferować właśnie to, o co walczysz od trzech lat. Rozwód.

– Nie nabiorę się na to. Niby dlaczego mam ci teraz uwierzyć, skoro z twoim prawnikiem robicie wszystko, żeby mi to uniemożliwić i na spór z wami wydałam już fortunę. Dlaczego mam uwierzyć, że nagle chcesz mi zrobić ten prezent?

– To nie do końca prezent. – Uśmiechnął się, po czym podszedł do barku, by nalać sobie whisky. Pomęczy ją jeszcze chwilę, bo ona bardzo długo kazała mu czekać na siebie. – Drinka? – spytał oschle.

– Wiesz, że nie piję.

Rzeczywiście, zapomniał, że Annie nie lubi tracić nad sobą kontroli i dlatego unika alkoholu. To zadziwiające, że takie rzeczy umykają człowiekowi z pamięci. Czego jeszcze o niej nie pamięta?

– To może wody?

– Obejdzie się, dzięki.

Wrzucił do szklanki lód i zalał go złotym płynem. Po pierwszym łyku poczuł miłe ciepło w przełyku i rozluźnił się odrobinę. Bardzo mu zależało, by choć trochę stłumić rosnące pożądanie.

Bo ta kobieta wciąż silnie na niego działała. Tak jak kiedyś uderzała go jej wspaniała egzotyczna uroda, żywa inteligencja, zmysłowy tembr głosu. I patrząc na nią, czuł jedwabisty dotyk włosów muskających jego tors i wciąż pamiętał jej dźwięczny śmiech. Nadal doprowadzała go do szaleństwa.

Tymczasem jednak musi pamiętać, że Annie domaga się rozwodu. I nie wolno mu zapominać, że po niespełna dwóch upojnych tygodniach małżeństwa odeszła od niego nagle i odezwała się dopiero, przysyłając pozew.

Jej przynajmniej zależało na tym, by sformalizować rozstanie, i właściwie powinien być jej za to wdzięczny. Jego matka nie przejmowała się takimi drobiazgami. Po prostu porzuciła jego ojca, on zaś pogrążył się po tym w depresji, wskutek czego niemal doprowadził do upadku odziedziczony po dziadku Nate’a kompleks kasynowo-hotelowy. Ale Nate postawił Sapphire na nogi. Rozbudował hotel, zrobił porządek w kasynie. I nie pozwoli się nikomu złamać.

Nawet tak olśniewającej kobiecie jak Annie.

– Wiem, że coś się za tym kryje – powiedziała, obserwując go podejrzliwie. – Nie wierzę, że nagle zmieniłeś zdanie. Więc o co ci chodzi?

Oczywiście, że zdania nie zmienił, ale chociaż to bolesne, postanowił dać jej ten rozwód ze względów biznesowych. Sapphire jest gospodarzem najbardziej prestiżowego turnieju pokera w Las Vegas, który dawniej odbywał się w innym kasynie. Walczył o ten turniej trzy lata i dopiął swego, przyrzekając organizatorom, że spełni pewne warunki. Ale do tego potrzebował pomocy Annie i dlatego chciał pójść z nią na kompromis.

– Posłuchaj, będziesz musiała coś dla mnie zrobić. Jeśli się zgodzisz, dostaniesz rozwód.

– Nie rozumiem.

– Zaraz ci wyjaśnię. Wiesz z pewnością, że w pokerze są oszuści. Sprawa stała się głośna i to może się odbić na opinii sponsorów turnieju. Wszyscy się ich spodziewają na tych rozgrywkach.

– Takie pogłoski nieustannie się powtarzają, ale nic z tego nigdy nie wynika. Przyłapani oszuści to zawsze płotki i margines wśród graczy. Czym więc się tu przejmować?

– Posłuchaj, dla mnie i dla Sapphire ten turniej to ogromna gratka. Jak wiesz, przez dwadzieścia lat odbywał się u konkurencji. Sponsorzy zgodzili się go do nas przenieść, ale domagają się ode mnie gwarancji, że wszyscy oszuści na tym turnieju zostaną wyłapani i odpowiedzą przed prawem.

– A dlaczego uważają, że poradzisz sobie z tym lepiej niż poprzedni gospodarz?

– Bo my mamy najlepsze zabezpieczenia i najlepszą ochronę w tym biznesie.

– Być może, ale i tak nie sądzę, że uda ci się do końca wyeliminować ten proceder.

– Odniosłem w tym sukcesy. Kiedy przejmowałem po ojcu biznes, groziło nam bankructwo. Ojciec był w marnej formie i ludzie to wykorzystywali. Największym problemem byli nieuczciwi pracownicy kasyna. Nie zamierzałem tego tolerować i dlatego zainwestowałem w systemy bezpieczeństwa. I to odniosło skutek, bo według naszych szacunków straty z powodu oszustwa w ciągu pięciu lat spadły o osiemdziesiąt procent.

– Skoro tak, to do czego ja miałabym ci się przydać? – Annie położyła dłoń na dużym dekolcie czerwonej jedwabnej bluzki bez rękawów.

– Potrzebuję twojej pomocy, bo przypuszczam, że tym razem oni przystąpią do frontalnego, dobrze zorganizowanego ataku. Pokażą się nowi ludzie o jeszcze nieskompromitowanych twarzach. Ale my z tym wygramy. Jeśli rozbijemy szajkę, dostanę dziesięcioletni kontrakt na ten turniej. O czymś takim nie marzył nawet mój dziadek.

 

– Ale co? – drążyła. – Myślisz, że ja wiem, kto w tym bierze udział?

– Uważam, że masz swoje typy. W końcu grasz w pokera od lat i sporo ci się obiło o uszy. Uważam też, że zdołasz ich namierzyć, bo z wiadomych powodów będzie ci na tym zależało. Odpowiednia motywacja może zdziałać cuda.

– Nie jestem donosicielką.

Zdenerwowana wstała z kanapy. Nie będzie narażać na szwank swojej opinii, nawet gdy stawką jest rozwód. W tym zawodzie liczy się jej honor. I nic poza tym.

– Zrobimy to umiejętnie i nikt się nie dowie, że nam pomogłaś.

– Niby jak? Przecież wszędzie są kamery, a oni mogą mieć swoich ludzi wśród twoich pracowników. Nawet wśród tych z ochrony i wśród krupierów. Przecież zauważą, że się kontaktujemy.

– Zaręczam ci, że nikt się nie dowie. – Nie powiedział jej wszystkiego. – Na moim piętrze nie ma kamer.

Rozejrzała się po gabinecie i zerknęła w stronę holu na jego apartament. Mam nadzieję, pomyślała. Bo w czasie ich nocy poślubnej było na co popatrzeć.

– Przecież to, że bywam u ciebie, musi wzbudzić podejrzenia. Dlaczego miałabym spędzać czas z szefem kasyna?

– A niby czemu masz nie spędzać czasu z własnym mężem?

Poczuła dreszcz na plecach. Na tym, żeby nikt nie dowiedział się o tamtej pomyłce, bardzo jej zależało. Małżeństwo zawarła w tajemnicy, której nie znał nikt oprócz jej matki i jej siostry, Tessy. Z czasem mieli z Nate’em powiedzieć o tym znajomym, ale wtedy byli jeszcze zbyt pochłonięci sobą, a potem ich związek się rozpadł.

– Nie sądzisz, że to się wyda dziwne? Najpierw pobraliśmy się w sekrecie, a teraz schodzimy się po latach?

– Po prostu nie będziemy kłamać. Powiemy, że wtedy się nam nie ułożyło i zdecydowaliśmy się na separację. A teraz przyjechałaś na turniej i się pogodziliśmy.

– Ale to nieprawda.

– Może jednak jest w tym ziarno prawdy. I nie damy nikomu powodów do wątpliwości. – Jego szeroki uśmiech tak ją rozbroił, że dopiero po chwili dotarł do niej sens tych słów.

Nie damy powodów do wątpliwości, że jesteśmy małżeństwem?

– Ty chyba nie oczekujesz, że…? – Dostała nagle gęsiej skórki i zaczęła sobie rozcierać ramiona.

– Oczywiście, że nie – odparł ze śmiechem. – To będzie tylko na pokaz. Po prostu zamieszkasz u mnie, będziemy razem pokazywać się publicznie i afiszować czułością. Może będziesz musiała znieść parę pocałunków, ale tutaj na pewno znajdziesz od tego wytchnienie.

Annie zrobiło się gorąco. Poczuła, że oblewa się rumieńcem. Kiedy to zaczerwieniła się po raz ostatni? Chyba na pierwszej randce w szóstej klasie. Później szybko nauczyła się nie okazywać emocji. I dlatego odnosiła takie sukcesy w pokerze. Ale z tego samego powodu była marną partnerką dla facetów.

Właściwie Nate był jedynym, któremu udało się przebić przez ten pancerz. Nie można powiedzieć, by jego pocałunki sprawiały jej wtedy przykrość. Przeciwnie, to one przyczyniły się do tego, że po paru dniach romansu dała się namówić na małżeństwo. Więc teraz będzie musiała bardzo przy całowaniu uważać. Bo z nim…

To niedobry pomysł. Szpiegowanie kolegów? Udawanie z Nate’em szczęśliwej pary? Nie, to igranie z ogniem. Nie ma mowy. Nie da się wkręcić w jego gierki.

– A co będzie, jeśli się nie zgodzę?

Nie spuszczała z niego oczu. Pociągnął spory łyk whisky i strzepnął pyłek z klapy eleganckiej szarej marynarki. W odróżnieniu od niej w nim ani myśl o pocałunkach, ani cała ta rozmowa chyba nie wywoływała emocji. Jemu jedynie zależało na tym, by ją wykorzystać, by dzięki niej jego cudowny biznes rozkręcił się jeszcze bardziej.

Kiedyś straciła dla niego głowę, bo myślała, że ma wszystko, czego szukała u mężczyzny. Był wysoki, zabójczo przystojny, silny, inteligentny, czuły i bajecznie bogaty. Tyle że nie mogła przy nim oddychać. Czuła, że się dusi, że nie zniesie, by ktoś wtrącał się do tego, co jej wolno i wyznaczał granice. Jego oczekiwania wobec niej stanowczo ją przerosły.

Kobiety w jej rodzinie nie słynęły z tego, że przystosowywały się do mężczyzn. Jej małżeństwo, choć krótkie, było u nich pierwsze od paru pokoleń. Magdala Baracas wcześnie nauczyła córki, że faceci bywają zabawni, ale koniec końców nie są warci zachodu.

I patrząc teraz na swojego „męża”, utwierdziła się w przekonaniu, że matka ma rację. Nate naprawdę dał jej popalić. Odmawiał rozwodu tylko po to, żeby ją ukarać.

A dzisiaj zrobił z tego marchewkę, ale dla niej to za wysoka cena.

– Prosta sprawa: nie przyjmiesz moich warunków, to nie dostaniesz rozwodu – oznajmił, mierząc ją wzrokiem.

– Daj spokój, Nathan, tobie nie chodzi o szwindle w pokerze. – Annie traciła zimną krew. – Tobie zależy tylko na tym, żeby się na mnie odegrać za to, że odeszłam. Przykro mi, że pożądanie pomyliliśmy z miłością, ale trudno, to się nie odstanie. Zrozum, ja chcę zamknąć ten rozdział, nie chcę więcej żadnych gierek ani układów.

Nate cofnął się o krok i uśmiechnął szeroko. Był to jednak niepokojący, groźny uśmiech.

– Naprawdę myślałaś, że pójdzie ci tak łatwo? Myślałaś, że jak na mnie spojrzysz tymi swoimi błękitnymi oczami, to zmienię zdanie?

Annie zesztywniała. Za wszelką cenę pragnęła zakończyć tę relację. Dla niej cena byłaby za wysoka i ryzyko zbyt duże.

– Ile płacisz swojemu prawnikowi za godzinę, Annie? Nie boisz się, że pójdziesz z torbami?

To prawda. Przez ostatnie lata znakomicie zarabiała, ale przecież w pokerze szczęście prędzej czy później się odwraca. Oparła się ciężko na kanapie, czując, że ten argument odebrał jej siły do walki.

– Nate, bardzo cię proszę, spróbuj mnie zrozumieć – powiedziała z opuszczoną głową. – Nie odwrócę przeszłości, tego, co między nami zaszło, nie zmienię. Ale nie podejmę ryzyka. Gdyby ktoś się zorientował, że szpiegują dla ciebie, jako pokerzystka byłabym skończona.

Nie podnosiła wzroku, ale kątem oka, zobaczyła, że Nate siada w fotelu. Nie miała już nic do dodania. Rzuciła karty na stół, ale wiedziała, że na próżno. On chce tylko zemsty i gotów jest ją zrujnować, zarówno w sądzie, jak i zawodowo. A do tego ma ją na widelcu.

– Znasz moje warunki – powtórzył beznamiętnie. – Zależy ci na rozwodzie?

Oczywiście, że tak. Ale nie za wszelką cenę.

– Nate, to jest szantaż.

– Szantaż to, moja droga, nieładne słowo. Dlatego wolę w tym widzieć umowę korzystną dla obu stron. Ja wyłapię oszustów i zdobędę kontrakt na dziesięć lat, ty bez bankructwa dostaniesz rozwód. To chyba proste.

Niestety, takie proste to nie było. Sprawa wydawała się bardziej złożona.

– Dlaczego ja? – zapytała po chwili.

– Mam wrażenie, że już ci to wyjaśniłem. Ale powtórzę: potrzebuję gracza, a ty jesteś świetną pokerzystką, doskonale znasz to środowisko i masz wyjątkowo silny dodatkowy bodziec, żeby mi pomóc. To idealny układ.

Nie do końca. Wzięła głęboki oddech i na chwilę zamknęła oczy. Z jednej strony chciała raz na zawsze zamknąć sprawę z Nathanem Reedem i po tym turnieju więcej go nie widzieć. Jednak musiałaby wejść na bardzo grząski grunt. Z maską szczęśliwej żony, udając, że wrócili do siebie, musiałaby szpiegować. Ale turniej trwa tylko tydzień i jeśli wszystko potoczy się zgodnie z planem, to poda mu parę tropów, dzięki którym on namierzy szwindle, a ona wyjdzie stąd jako wolna kobieta.

– Czy mogę ci ufać, że dotrzymasz słowa? – zapytała cicho.

– Annie, wiesz świetnie, że ja zawsze wywiązuję się z obietnic. I przyrzekam, że jeśli przyjmiesz moje warunki, zwrócę się do prawnika, żeby wycofał nasz sprzeciw w sprawie rozwodowej.

– Zgoda, Nate. Umowa stoi.

ROZDZIAŁ DRUGI

Tych słów pożałowała niemal od razu, ale nie mogła ich cofnąć.

Nate spoglądał na nią nieufnie. Najwyraźniej nie spodziewał się, że pójdzie mu tak łatwo. Myślał, że będzie musiał z nią stoczyć cięższą batalię. I wydawał się odrobinę zawiedziony.

Nie uszło to jej uwadze. Znała go na wylot, potrafiła czytać jego mimikę. I pamiętała też świetnie każdy centymetr jego ciała kryjącego się pod tym eleganckim garniturem. O tym łatwo się nie zapomina, i ten fakt mocno ją zirytował.

– Doskonale – powiedział wreszcie, odstawiając szklankę. – Cieszę się, że umiesz być rozsądna. Wynajęłaś już pokój w hotelu?

– Jeszcze nie, chciałam najpierw trochę pograć.

– Doskonale – powtórzył. – Wobec tego zadzwonię po twój bagaż. Pewnie zostawiłaś go w przechowalni?

Otworzyła usta, by zaprotestować, ale on już wydawał polecenia przez komórkę. Mówił wprawdzie, że zamieszka u niego, ale widać tego warunku umowy nie zdążyła przemyśleć.

W popłochu zerknęła w stronę holu prowadzącego do apartamentu. Nate miał też dom pod miastem, ale rzadko z niego korzystał, bo gdy pracował, wolał mieszkać tutaj. A pracował niemal bez przerwy. O ile pamiętała, w tym apartamencie było wszystko, kuchnia, jadalnia, ogromny salon, ale tylko jedna sypialnia. Z jednym łóżkiem.

Dlaczego, do cholery, nie omówiła z nim tej sprawy? Teraz, gdy słowo się rzekło, nie była już w stanie wynegocjować zbyt wiele.

– Gdzie będę spała?

– W sypialni – odparł, jakby to była najoczywistsza rzecz pod słońcem.

– No dobrze, a co będzie z tobą? – drążyła, bo to trzeba postawić jasno.

– Zapomniałaś, że ja właściwie nie sypiam? – Uśmiechnął się zdawkowo.

To prawda, wystarczały mu na dobę trzy godziny snu, ale przecież…

– Tym się nie martw. – Odsłonił w szerokim uśmiechu białe zęby. – Jakoś to rozwiążemy.

Ten uśmiech jednak jej nie zwiódł, Nate celowo unika tematu. Zerknęła na zegarek, dochodziła siódma. Miała wprawdzie naturę sowy, ale prędzej czy później… To trzeba natychmiast ustalić.

– Posłuchaj, Nathan, nie życzę sobie niedomówień. Zgodziłam się na twój dyktat, bo nie miałam wyboru, ale sypiać z tobą nie będę. Wybij to sobie z głowy.

– Ależ ja wcale nie mam zamiaru cię uwodzić. – Uniósł brwi w udawanym zdziwieniu, po czym wstał, obszedł stolik i pochylił się nad nią.

Annie próbowała się od niego odsunąć. Na próżno. Jego twarz znalazła się tuż przy jej twarzy. Znów poczuła zapach wody kolońskiej, którą pachniały poduszki w jego sypialni. Nate umiał kiedyś odnaleźć w niej instrument muzyczny, na którym po mistrzowsku grał. Żaden inny mężczyzna nie miał tej zdolności, tylko on potrafił dać jej tak niesamowitą rozkosz.

Ciekawe, czy wciąż jeszcze by to potrafił?

– Gdybym jednak próbował… czy byłoby w tym coś złego? – zapytał półgłosem. – Sypianie z mężem nie jest zbrodnią, Annie.

Przeszedł ją dreszcz. Nate wypowiedział jej imię czule i prawie szeptem. Tak jak kiedyś, dobrze to pamiętała. Jak wtedy, gdy się z nią kochał.

To, co zaszło wówczas między nimi, nie było zamkniętym rozdziałem. Przynajmniej dla niej.

– Zresztą – ciągnął – jakoś nie przypominam sobie, żeby to sprawiało ci przykrość.

Poczuła nagle suchość w ustach i szybko oblizała wargi. Wciąż go pragnęła, wciąż go pożądała.

– To było dawno, dużo wody upłynęło od tego czasu – powiedziała, ale jej nerwowy ton zabrzmiał fałszywie nawet dla niej.

– Zobaczymy. – Wyprostował się, odwrócił od niej i wziął ze stolika szklankę.

Gdy cicho zagrzechotał w niej lód, Annie miała wrażenie, że brakuje jej tchu. Nate był taki chłodny, jakby to było jedynie spotkanie biznesowe.

I wtedy utwierdziła się w tym, że się nie myli. Miała rację – jemu nie chodzi tylko o nakrycie oszustów. Mógłby ich złapać bez zmuszania jej do udawania, że są szczęśliwym małżeństwem.

Nie, jemu przede wszystkim zależy na zemście. Chce się na niej odegrać, bo uważa, że go skrzywdziła. I w tym celu posłuży się całym arsenałem zagrywek. Żeby jej wymierzyć sprawiedliwość, będzie ją na przemian uwodził i okazywał chłód, by dostała za swoje.

Da jej w końcu rozwód, ale czeka ją ciężki tydzień. I zamiast skupić się na turnieju, będzie zaabsorbowana użeraniem się z „mężem”, co praktycznie zniweczy jej szanse na zwycięstwo. Tym razem nie ma więc co marzyć o sukcesie zawodowym.

Z zamyślenia wyrwał ją cichy dzwonek windy. W holu pojawił się Gabe z jej bagażem. Wstała, by się z nim przywitać, ale jego twarz kompletnie ją zmroziła. Zawsze uśmiechnięty, lubił z nią żartować, tym razem jednak zaciskał usta i po prostu piorunował ją wzrokiem.

Nawet Nate nie miał w sobie tyle złości. Albo może po prostu umiał lepiej się maskować.

Gabe postawił walizki przy wejściu do apartamentu

– Jeśli będę potrzebny, proszę mnie wezwać – zwrócił się do Nate’a, po czym w drzwiach windy jeszcze raz na nią spojrzał z nieukrywaną wrogością.

 

Nic dziwnego, że po jego odejściu poczuła ulgę. Gabe, gdyby tylko miał sposobność, z przyjemnością potraktowałby ją paralizatorem.

Ale w gruncie rzeczy trudno mu się dziwić. Stał murem za swym szefem i był jego bliskim przyjacielem, a przez ostatnie trzy lata na pewno próbował go wspierać. Pewnie razem pili, może chodzili do klubów. Jako przyjaciel Nate’a i szef ochrony w kasynie z pewnością nie był entuzjastą operacji z jej udziałem.

To, że ona będzie tu mieszkać, musiało bez wątpienia szczególnie go niepokoić. Bo Gabe potrafił dostrzec problemy, jakie mogą z tego wyniknąć.

Miała ochotę zjechać za nim na dół, by mu wyjaśnić, że nie zamierza wiązać się z Nate’em. Wiedziała jednak, że nie zdołałaby go przekonać, więc to nie miałoby sensu. Zerknęła na „męża” i oniemiała, widząc na jego twarzy tym razem szczery wesoły uśmiech.

– On nie jest twoim wielkim fanem.

– Widzę, że to ci sprawia satysfakcję. Czy poza nim ktoś jeszcze wie o nas? Czy mam się spodziewać, że sprzątaczka będzie chciała zdzielić mnie ścierką?

– Nie, nikomu poza nim nie mówiłem o naszym małżeństwie. Zresztą jego też nie zamierzałem wtajemniczać, ale Gabe znalazł twoją obrączkę.

Platynową obrączkę ślubną zostawiła na stoliku nocnym, bo uważała, że nie powinna jej zabierać. Odchodząc od męża, postąpiła słusznie, ale zabranie obrączki byłoby niewłaściwe. Przypominałoby kradzież.

Zdumiona zauważyła, że Nate nosi ją na małym palcu. Albo raczej nosił, bo właśnie ją zdejmował.

– Proszę, załóż to, Annie – powiedział. – Przecież musimy dbać o pozory.

– Ale czemu ty nosiłeś moją…?

– Dzięki niej pamiętałem.

Jego ton nie pozostawiał cienia wątpliwości: jemu nie chodzi o sentymenty. Przeciwnie, ta obrączka miała mu na co dzień przypominać, że gdy tylko nadarzy się sposobność, jeszcze się zemści.

– A gdzie jest twoja? – zapytała po chwili.

– Tutaj – odparł, otwierając górną szufladę biurka, z której wyjął małe pudełko obciągnięte czarnym aksamitem. – Dla mnie też przyszła pora, żeby ją założyć – powiedział, wsuwając obrączkę na palec. – Włóż swoją – powtórzył łagodnie, ale stanowczo, widząc, że Annie trzyma ją w zaciśniętej dłoni.

Gdy je w ogromnym pośpiechu kupowali, nie marzyła o niczym innym, tylko o tym, by zostać panią Reed. Jaka była wtedy naiwna. Ale nawet wówczas, przecież to świetnie pamięta, dostała ataku paniki. Gdy po ślubie obudziła się rano z obrączką na palcu, poczuła, że się dusi i musiała wziąć środki uspokajające.

Poskutkowały, a ona wmówiła sobie, że to tylko głupie nerwy i wszystko będzie dobrze. Ale nie było. Szybko przekonała się, że popełniła błąd.

I teraz gorączkowo szukała jakiegoś pretekstu, by tej obrączki nie zakładać.

– Wiesz, wydaje mi się, że platyna zmatowiała i chciałabym ją najpierw wypolerować – wykrztusiła.

Dlaczego ta obrączka ma dla niej takie znaczenie? Przecież to tylko kawałek metalu. Ale widać jakoś nie umiała przekonać do tego samej siebie i poczuła, że jak wtedy, po ślubie, robi jej się duszno.

Nate ze ściągniętymi brwiami stał tuż przy niej, czy właściwie nad nią. I po krótkiej chwili w milczeniu ujął jej rękę, odgiął zaciśnięte palce i wyjął jej obrączkę z dłoni.

– Mogę, pani Reed?

Te słowa sprawiły, że zamarła. Poczuła dławienie w gardle i suchość w ustach. Nate delikatnie włożył jej obrączkę na palec. Zupełnie jak podczas ceremonii ślubnej. Zrobiło jej się słabo, miała wrażenie, że jego dotyk parzy, a platyna jest zimna jak lód.

Nagle zabrakło jej powietrza i pojawił się irracjonalny strach, że za moment zawali się na nią sufit. Chciała mu jeszcze powiedzieć, że musi usiąść, ale nie zdążyła.

Obserwował z przyjemnością, jakim przeżyciem jest dla Annie zakładanie obrączki. Dopiero gdy zbladła, zorientował się, że mdleje i w ostatniej chwili zdążył ją chwycić w ramiona. Potem przeniósł ją do sypialni, ułożył na łóżku, a sam przysiadł na jego brzegu.

Przez te trzy lata nie było dnia, w którym o niej nie myślał. Aby się od tego uwolnić, chciał, zanim da jej rozwód, rzucić ją na kolana. Uznał, że to jedyny sposób, by się od niej wyzwolić. A że przy okazji wykorzysta ją do zdobycia prestiżowego kontraktu, tym lepiej.

Uważał, że to doskonały pomysł i do tej pory szło mu jak z płatka. Zdołał ją przekonać, wiedział, jak skutecznie wywrzeć na nią presję.

Do tej pory.

Pochylił się nad nią. Na szczęście oddychała już normalnie. Rozchylała lekko usta, jej policzki zaróżowiły się, a z twarzy znikł wyraz napięcia czy wręcz popłochu.

Delikatnie dotknął palcem jej podbródka, nie mógł się przed tym powstrzymać. Miała skórę gładką jak aksamit, jej oddech muskał mu wnętrze dłoni.

Annie, którą oglądali ludzie, zawsze była chłodna i opanowana. Widywał ją przez te lata w telewizyjnych transmisjach z turniejów. Gdy udzielała wywiadów, nigdy nie okazywała emocji. Taka Annie nie miała nic wspólnego z namiętną kochanką, z którą kiedyś dzielił łóżko. Ani z kobietą, w której perspektywa założenia obrączki wywołuje przerażenie i doprowadza do zemdlenia.

Spotkanie z nią obudziło w nim na nowo złość, zazdrość, pożądanie, poczucie krzywdy, niepokój – wszystkie te emocje, które starał się trzymać na wodzy. Jak przystało na biznesmena, na co dzień był człowiekiem trzeźwo myślącym, twardo stąpającym po ziemi. To, że Annie burzy mu spokój i wciąż tak silnie na niego działa, budziło w nim irytację, ale miał nadzieję nad tym zapanować.

Po jej nagłym odejściu początkowo nie umiał się odnaleźć i był pełen furii. Odżyły jego najgłębsze lęki. To było tak trudne jak porzucenie przez matkę.

Jego ojciec po tamtym ciosie pogrążył się w rozpaczy, dla Nate’a to była nauka, dzięki której powiedział sobie, że nie da się nikomu zniszczyć. Nawet Annie.

Gorycz i wściekłość potrafił przekuć w pozytywne działania i zbudował największe kasyno w Las Vegas. A teraz znalazł doskonałą okazję, by wziąć na niej odwet.

To prawda, może z pójściem do ołtarza zbyt się pospieszyli. Łączył ich przede wszystkim fantastyczny seks i może nie znali się dostatecznie dobrze. Ale to małżeństwo skończy się na jego warunkach, ona musi się z tym pogodzić. W końcu to ona, odchodząc, złamała przysięgę. Teraz więc zmusi ją do podporządkowania się jego woli. Dzięki temu sam się wyzwoli i będzie mógł zwrócić jej wolność.

Miał nadzieję, że jego plan się powiedzie. Ale teraz, gdy patrzył na tę piękną fascynującą kobietę i… żonę, zaczęły go ogarniać wątpliwości. Czy cały ten zamysł nie jest pomyłką? Czuł, że potrzeba odwetu w nim słabnie, ustępując miejsca pragnieniu, by znów ją zdobyć.

Wtedy chciał ją zawłaszczyć wyłącznie dla siebie. To przesłoniło mu wszystko i zaciążyło nad ich związkiem. Najchętniej nie wypuszczałby jej w tamtym czasie z łóżka.

Ślub wydawał mu się gwarancją, że Annie pozostanie z nim na zawsze. Tymczasem jednak, jak na ironię, ona uciekła właśnie przed małżeństwem. Przed ślubem miała poczucie niezależności i wszystko między nimi układało się idealnie.

Teraz westchnęła głośno i po krótkiej chwili otworzyła oczy.

– Co się stało?

– Zemdlałaś, bo najwyraźniej nie byłaś w stanie znieść tego, że ludzie zobaczą twoją obrączkę – odparł z wyraźną irytacją.

– Czy ja…? – Rozejrzała się niepewnie. – Co ja robię w twojej sypialni?

– W naszej sypialni, moja droga. Po prostu zachowałem się jak dżentelmen i ułożyłem cię tutaj. Ale dziwi mnie, że poznajesz to miejsce. Myślałem, że wyparłaś je z pamięci, tak jak wyparłaś się naszego małżeństwa.

– Nate – powiedziała cicho, unosząc się na łokciu – rozpad naszego związku z tym miejscem nie ma nic wspólnego. Przeciwnie, tylko w sypialni nam się układało.

Usiadła, po czym powoli opuściła nogi na podłogę, obciągnęła starannie czarną spódnicę i wygładziła czerwoną górę, by w mgnieniu oka zamienić się w Barakudę. Jego ta przemiana ucieszyła, bo znacznie łatwiej było mu oprzeć się chłodnej pokerzystce.

Powoli wyszła z sypialni i po chwili wróciła z bagażem.

– Chciałabym się rozpakować. Gdzie mam to zrobić?

Duża czerwona walizka na kółkach od Louisa Vuittona i niewielka torba do kompletu pasowały do kobiety będącej w nieustannych rozjazdach.