Zaczęło się na KrecieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Andie Brock

Zaczęło się na Krecie

Tłumaczenie: Agnieszka Wąsowska

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

Tytuł oryginału: Reunited by the Greek’s Vows

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2019

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2019 by Andie Brock

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa

ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-5591-2

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Kate znieruchomiała z otwartą butelką szampana w ręku. Proszę, tylko nie on! Zamknęła oczy w nadziei, że gdy je otworzy ponownie, on zniknie. Na próżno. Wciąż tu był. Pochylał się właśnie do kelnerki, coś do niej mówiąc.

Ciemnowłosy, potężnie zbudowany, porażająco przystojny. Nikos Nikoladis we własnej osobie. Jej pierwsza prawdziwa miłość. Były narzeczony. Mężczyzna, który złamał jej serce.

– Skarbie, uważaj z tym szampanem. – Jeden z gości chwycił ją za rękę, żeby nie wylała zawartości na stół. – Gdybyś wiedziała, ile kosztuje butelka, może bardziej byś uważała.

Kate uśmiechnęła się przepraszająco i napełniła kieliszki siedzących przy stole mężczyzn. Nie miała pojęcia, ile kosztował szampan, ale była pewna, że znacznie więcej, niż w rzeczywistości był wart. Rozdmuchane ego zgromadzonych tu biznesmenów przyprawiało ją o mdłości.

Jednak to z ich powodu zgodziła się na tę pracę. Z ich powodu miała na sobie króciutką czarną spódnicę i okropny skórzany top, który ciasno opinał jej talię i biust. Jeśli miało to sprawić, że któryś z nich zgodziłby się zainwestować pieniądze w ich upadający rodzinny biznes, była gotowa nawet na takie poświęcenie.

Była zdesperowana. Pojawienie się jej byłego narzeczonego jedynie pogorszyło sprawę.

Pochyliła głowę, żeby nie dostrzegł, że na niego patrzy. Nic nie mogła poradzić na to, że na jego widok serce zabiło jej szybciej. Pogrążony w rozmowie z jednym z biznesmenów Nikos najwyraźniej jeszcze jej nie zauważył. Ku jej uldze nie siedział przy stoliku wyznaczonym dla najważniejszych osobistości.

Przy odrobinie szczęścia uda jej się tak lawirować, żeby jej nie zobaczył. Miała nadzieję, że nowa fryzura będzie w tym względzie pomocna. Teraz była długowłosą blondynką, podczas gdy on zapamiętał ją jako ostrzyżoną na krótko szatynkę.

Miała ochotę stąd uciec, ale powstrzymywała ją przed tym nadzieja na sute napiwki, których tak bardzo potrzebowała. Pomysł, że zdoła namówić któregoś z tych pyszałkowatych mężczyzn na zainwestowanie w Kandy Kate, wydał jej się śmieszny.

Na sali było zgromadzonych ponad trzystu gości, których obsługiwało trzydzieści kelnerek. Na pewno uda jej się ukryć w tym tłumie, żeby nie zostać dostrzeżoną przez Nikosa. Nie chciała, żeby zobaczył ją w tym stroju. To było zbyt upokarzające i za wszelką cenę chciała tego uniknąć.

Co on tu w ogóle robił? Nigdy nie sądziła, że należy do mężczyzn, którzy chodzą na takie dobroczynne przyjęcia. Ale też nigdy by nie przypuszczała, że jest człowiekiem, który może tak dokumentnie zniszczyć jej życie. Nie miała pojęcia, kim tak naprawdę jest ten człowiek.

To, co wiedziała na pewno, to że swego czasu całkiem straciła dla niego głowę. Grecki Adonis, który przed trzema laty w upalny letni wieczór na Krecie zabrał ją na spacer po plaży, który trzymał ją za rękę i całował pod rozgwieżdżonym niebem. Który ją w sobie rozkochał miłością, o której sądziła, że istnieje jedynie w filmach.

To lato było najwspanialsze w jej życiu. A to, co nastąpiło później, było najtragiczniejszym doświadczeniem, jakie stało się jej udziałem.

W zasadzie nie powinno jej dziwić, że go tu widzi. Był teraz nieprzyzwoicie bogaty, choć gdy go poznała, nie miał grosza przy duszy.

Jej natomiast wiodło się fatalnie. Po śmierci ojca rodzinny interes zaczął podupadać. Kate postanowiła, że zrobi wszystko, by postawić ich firmę zajmującą się sprzedażą słodyczy na nogi. Kandy Kate była tak nazwana na jej cześć. Nie wyobrażała sobie, że mogłaby zawieść zaufanie, jakie pokładał w niej ojciec. To było całe jego życie i dlatego tak wiele dla niej znaczyło.

– Hej, skarbie, chcesz, żebym umarł z pragnienia?

Wyrwana z zamyślenia Kate wróciła do swoich obowiązków.

– Rusz swój śliczny tyłeczek i dolej mi tego szampana.

– Naturalnie, sir. – Kate podeszła do mężczyzny, starając się nie pokazywać twarzy Nikosowi.

– Co jest, skarbie? Boisz się mnie? – Mężczyzna wyciągnął rękę, żeby ją do siebie przyciągnąć. – Bo widzisz, nie musisz się mnie bać. Całkiem miły ze mnie gość. Możesz spytać kogokolwiek. Może usiądziesz mi na kolanach i pokażę ci, jak bardzo potrafię być miły?

Kate odstąpiła krok do tyłu, zaciskając palce na butelce szampana.

– Nie płacą mi za to, żeby siadać na kolanach – rzuciła przez zaciśnięte zęby.

– Nie? No cóż, jestem pewien, że nie straciłabyś na tym. Co wy na to? – zwrócił się do kolegów.

Chwycił niczego niespodziewającą się Kate i siłą posadził ją sobie na kolanach. Starała się uwolnić z jego objęć, ale trzymał ją mocno. Jego cuchnący alkoholem oddech owiewał jej twarz. Kate zrobiło się niedobrze.

Żadne pieniądze nie były tego warte. Nic nie zrekompensuje jej tego, że traktuje się ją, jakby była kawałkiem mięsa.

Nie chciała jednak robić sceny, żeby nie przyciągnąć uwagi Nikosa. Odstawiła butelkę na stół i spróbowała się uwolnić z objęć mężczyzny.

– Och, nie, nic z tego. Nie wyrwiesz mi się. Zaczyna mi się ta zabawa podobać. Mogłabyś powiedzieć, że…

Nikos odwrócił się na krześle i zmrużył oczy, żeby zobaczyć, co się dzieje w przeciwległym końcu sali. Coś w tej młodej kobiecie wydało mu się dziwnie znajome. Im dłużej się jej przyglądał, tym bardziej nabierał przekonania, że gdzieś ją już spotkał. Nie, to przecież nie może być…

Patrzył, jak napełnia kieliszki gościom, którzy i tak zbyt wiele już wypili. Była odwrócona do niego tyłem i jej jasne włosy niczego mu nie przypominały. Jednak jej ruchy, gest, jakim bezwiednie dotykała płatka ucha, wydały mu się dziwnie znajome.

I nagle ją poznał.

To była Kate O’Connor.

Wyprostował się na krześle, starając się uspokoić przyspieszone bicie serca. Zupełnie jakby sprowokował jej obecność myślami. Ostatnio często je nawiedzała. To z jej powodu przebył pięć tysięcy mil. Rano miał ją odwiedzić w jej biurze i ta myśl sprawiała mu przewrotną przyjemność.

Nigdy by się nie spodziewał, że spotka ją w takim miejscu i to ubraną w taki sposób. On sam nigdy by się tu nie zjawił, gdyby nie kolega, który namówił go na ten obiad. Potem mieli iść na zakupy.

Nagle zobaczył, jak jeden z gości sadza ją sobie na kolana. Jego dłonie mimowolnie zacisnęły się w pięści. Spokojnie. To nie twoja sprawa. Może to było częścią usług?

Miał nadzieję poczuć coś w rodzaju satysfakcji, widząc jej upadek, ale jakoś wcale go to nie ucieszyło.

Bardzo chciał móc się cieszyć każdą sekundą tego, co widział, ale jedyne, co teraz czuł, to była wściekłość.

Kate O’Connor należała do niego. A przynajmniej wkrótce tak będzie.

Dopił swoją whisky, starając się uspokoić. Miał ochotę podejść do tego mężczyzny, wyrwać mu Kate z objęć, zarzucić ją sobie na ramię i wyjść.

Z trudem się przed tym powstrzymywał. Wiedział jednak, że nie może tego zrobić. Przyjechał tu, żeby wyrównać z nią rachunki, tylko że ona jeszcze o tym nie wiedziała.

Kiedy wróciła do swojego małego mieszkanka, rzuciła się na łóżko i ukryła twarz w poduszce. To była najbardziej upokarzająca noc w jej życiu.

Podciągnęła się na łóżku i oparła łokcie o nocną szafkę. Jej sypialnia była tak mała, że kiedy się tu sprowadziła, miewała klaustrofobiczne ataki paniki.

Teraz już się do tego przyzwyczaiła. Przestronne mieszkanie, które należało niegdyś do jej rodziny, pozostało tylko wspomnieniem.

Popatrzyła na swoje odbicie w lustrze. Niemal się nie poznała. Mocny makijaż i długie jasne włosy sprawiły, że z lustra patrzyła na nią obca kobieta.

Niecierpliwym gestem zdjęła z głowy blond perukę i przejechała palcami przez krótkie ciemne włosy. Tak było znacznie lepiej. Ścięła włosy już ponad rok temu, mając nadzieję, że dzięki temu będzie wyglądała bardziej profesjonalnie.

Jej firma wciąż nosiła jej imię, ale ona sama nie była już tą szczęśliwą, uśmiechniętą dziewczynką, której podobizna zdobiła orzechowe batoniki, które sprzedawały się w milionach sztuk.

 

Teraz była już dorosła. Była szefową Kandy Kate i poczuwała się do tego, by ocalić firmę przed upadkiem. Za wszelką cenę chciała utrzymać produkcję i sprzedaż, ale to wymagało nakładów finansowych.

Czuła się odpowiedzialna za ludzi, z których niektórzy pracowali dla nich od samego początku i byli dla niej jak rodzina. Kochali jej ojca i ufali Kate. Wierzyli, że znajdzie sposób, żeby wyciągnąć firmę z tarapatów, w jakich się znalazła.

A ona postanowiła, że zrobi wszystko, by nie zawieść pokładanego w niej zaufania. Nie miała pojęcia, jak tego dokona, ale wierzyła, że jej się uda.

Odkleiła sztuczne rzęsy i westchnęła z ulgą. Zmyła makijaż i poszła wciąć prysznic. Miała nadzieję, że gorąca woda zmyje z niej zapach tego wieczoru, którym cała przesiąkła. Choć nie było łatwo, udało jej się wytrwać do samego końca.

A co najważniejsze, udało jej się uniknąć konfrontacji z Nikosem. Choćby dlatego warto było przebrać się tak idiotycznie.

Była przerażona, że mógłby ją rozpoznać. Takiego upokorzenia by nie zniosła. Jednak ku jej niepomiernej uldze Nikos wyszedł. Kiedy po kwadransie jego krzesło wciąż stało puste, odetchnęła z ulgą. Gdyby Nikos ją rozpoznał, na pewno nie przepuściłby okazji, żeby ją upokorzyć.

Kate spadła z wysokiego konia. Po śmierci ojca obie z matką próbowały zarządzać Kandy Kate, jednak nieprzemyślane decyzje Fiony O’Connor w połączeniu z naiwnością Kate doprowadziły firmę niemal do upadku.

Kate zbyt późno zdała sobie sprawę, że jej matka nie jest wystarczająco silna, by wziąć na siebie taką odpowiedzialność. Kandy Kate, które do tej pory kojarzyło się z solidnością i doskonałą jakością, z dnia na dzień straciło swoją pozycję.

Z właściwą sobie arogancją Fiona wkroczyła pierwszego dnia na zebranie zarządu, stawiając śmieszne żądania i próbując przeforsować jakieś zwariowane pomysły. Członkowie zarządu usiłowali ją przekonać o błędności tych poczynań, ale ona uważała, że sprzeciwiają jej się, ponieważ jej nie lubią. Nikt nie śmiał się jej przeciwstawić, ponieważ groziło to natychmiastowym zwolnieniem z pracy.

Kate próbowała namówić matkę, żeby pozostawiła jej zarządzanie firmą. Po jakimś czasie Fiona w końcu się poddała, ale okazało się, że pozostawienie rodzinnego interesu w rękach Kate było jeszcze gorszym rozwiązaniem. Kate podpisywała dokumenty, nie mając pojęcia, co podpisuje, co oczywiście skrzętnie wykorzystał nowy dyrektor finansowy firmy. Jej łatwowierność i brak doświadczenia szybko stały się powodem klęski.

Dyrektor finansowy potrzebował zaledwie kilku miesięcy, żeby wyprowadzić z firmy znaczne sumy, doprowadzając ją na skraj bankructwa.

Od tamtej pory minęły trzy lata. Kate wiele się przez ten czas nauczyła, ale pomimo ciężkiej pracy i nieustannych wysiłków, by zdobyć gdzieś środki na uzdrowienie firmy, wciąż była w dołku.

W tej sytuacji mógł ją uratować jedynie cud.

Oczywiście prasa nie dawała im spokoju. Kate nigdy nie była pewna, czy nie dorwie jej gdzieś jakiś nadgorliwy paparazzi, gotowy zrobić wszystko, by zarobić kilka dolarów. Nawet będąc na zwykłych zakupach, nie mogła być pewna, czy nikt nie zrobi jej zdjęcia.

Dlatego właśnie tak starannie przebrała się na kolację w Executive’s Club. Wystąpiła też pod przybranym nazwiskiem, żeby nikt nie skojarzył jej osoby z Kandy Kate.

Może powinna się poddać. Dziś rano dowiedziała się, że ceny akcji jej firmy wzrosły, co mogło oznaczać tylko jedno: ktoś próbuje ją wykupić. Tylko tego jej brakowało.

Miała nadzieję, że podczas kolacji w klubie uda jej się dowiedzieć, kto za tym stoi. Niestety, biznesmani, którym szampan rozluźniał języki, byli bardziej zainteresowani zaglądaniem jej w dekolt i poklepywaniem po pupie niż dzieleniem się najnowszymi plotkami z rynku.

Zamknęła oczy, mając nadzieję, że wkrótce zaśnie. Jednak, choć była nieludzko zmęczona, sen nie nadchodził. Zamiast tego pod powiekami wciąż miała obraz Nikosa, który nie dawał jej spokoju.

Wciąż nie mogła dojść do siebie po tym, jak go zobaczyła. Trzy lata, które minęły od ostatniego spotkania, jakby w ogóle nie miały miejsca. Wystarczyło jedno spojrzenie na jego przystojną twarz, żeby wspomnienia zalały ją jak fala. Wszystkie te okropne, pełnie nienawiści słowa, jakie sobie powiedzieli, ponownie odżyły w jej głowie. Znów poczuła stary zapiekły ból, o którym niemal już zapomniała.

Kiedy Nikos ją zostawił, całe jej dotychczasowe życie rozsypało się w pył. Jej marzenia, nadzieje, plany – wszystko legło w gruzach. Zapadła się tak głęboko, że miała wrażenie, że nigdy się już z tego dołka nie wydobędzie.

Jakoś jednak udało jej się podnieść. Jakoś przetrwała.

Jej znajomość z Nikosem od początku była skazana na porażkę. Zawsze istniały między nimi zgrzyty, choć początkowo, kiedy połączyła ich silna namiętność, ignorowała te znaki, wierząc, że wszystko się jakoś ułoży.

Problem polegał na tym, że nie przedstawiła Nikosa rodzicom. Nie poinformowała ich, że się z nim zaręczyła i że zamierza poślubić go najszybciej, jak się da.

Doskonale wiedziała, że matka stanie na głowie, żeby doprowadzić do zerwania tych zaręczyn. W żaden sposób nie zgodzi się, by jej córka poślubiła jakiegoś greckiego przybłędę. Ojciec, jak zwykle rozdarty między obiema kobietami, które kochał najbardziej na świecie, nie zajmie żadnego konkretnego stanowiska.

Kiedy w końcu sekret się wydał, ojciec był już poważnie chory. Sprawy wymknęły jej się spod kontroli.

Postanowiła wrócić do Nowego Jorku i początkowo chciała, żeby Nikos z nią pojechał. Potem jednak, kiedy stan ojca znacznie się pogorszył, doszła do wniosku, że nie jest to najlepszy pomysł. Taka widomość mogłaby mu tylko zaszkodzić.

Zaproponowała, żeby został na Krecie. Jeszcze teraz pamiętała jego wzrok, gdy mu to oznajmiła. Ściągnął brwi, a jego twarz przybrała zacięty wyraz.

Choć serce pękało jej z bólu, odwróciła się i odeszła.

Czy gdyby wszystko mu wówczas wyznała, sprawy potoczyłyby się inaczej?

Tysiące razy wracała myślami do tej rozmowy, żałując, że nie zdobyła się wówczas na odwagę i nie powiedziała mu wszystkiego. Uraza Nikosa przekształciła się w złość i ich rozstanie nie należało do najmilszych. Pocałował ją jedynie w policzek, podkreślając tym przepaść, jaka między nimi powstała.

Ojciec zmarł dwa tygodnie później. Po jego śmierci bardzo cierpiała, a dodatkowo musiała zająć się matką, która nigdy nie była osobą o mocnej psychice. I wtedy zupełnie niespodziewanie przyjechał Nikos. I choć bardzo pragnęła go widzieć i bardzo go w tej chwili potrzebowała, spanikowała.

Czyż nie powiedziała mu, żeby nie przyjeżdżał? Jego wizyta mogła spowodować jedynie problemy.

W jednej chwili jej sekret się wydał. Nikos odstawił torbę na podłogę i rozejrzał się po luksusowym mieszkaniu. Nie potrafił ukryć zaskoczenia.

Fiona weszła akurat w momencie, kiedy objął Kate, żeby się z nią przywitać. Spytała, kim jest. Nikos przedstawił się jako narzeczony Kate. Fiona oniemiała.

W pełnym przerażenia geście zatkała usta ręką.

Kate ze wszystkich sił starała się ją uspokoić, nawet jeśli miałoby to oznaczać konieczność wyproszenia Nikosa z domu.

W dzień pogrzebu ojca cały jej dotychczasowy świat legł w gruzach.

Kiedy była w najgorszej formie, Nikos przypuścił atak. Sprawił jej tym tak wielki ból, że miała wrażenie, że tego nie przeżyje.

Obróciła się na bok, myśląc sobie, jak Nikos dziś wyglądał. Nie przypominał już greckiego chłopaka ubranego w spłowiałe dżinsy i bawełnianą koszulkę. Nie miał już na głowie burzy czarnych loków. Teraz był stylowo ostrzyżony i elegancko ubrany. Nosił drogie garnitury, roztaczając wokół siebie aurę bogactwa i pewności siebie. Odniósł sukces i było to po nim widać.

Zanurzyła głowę w poduszce. Nie po raz pierwszy pomyślała, że Nikos mógłby uratować jej firmę od upadku. Nie zamierzała jednak o to błagać. Była na to zbyt dumna. Nigdy, ale to nigdy nie zniży się do tego, by go o cokolwiek prosić.

ROZDZIAŁ DRUGI

Nikos podniósł wzrok na imponujący gmach KK Towers na Manhattanie. Zdziwił się, widząc, że biuro Kandy Kate wciąż się tu znajduje.

Centrala firmy zajmowała kilka pięter, a na samej górze znajdował się ogromny apartament, zajmowany przez jej rodzinę.

Firmę doprowadził do rozkwitu Bernie O’Connor, którego Nikos nie miał przyjemności poznać. Ale podziwiał to, czego dokonał. Nikos doskonale wiedział, jak trudno jest osiągnąć sukces w jakiejkolwiek branży i jakiej potrzeba do tego inteligencji i przebojowości.

Szkoda, że Bernie nie wykazał się takim zmysłem w swoim prywatnym życiu. Z tego, co wiedział, wybrał sobie na żonę absolutnie nieodpowiednią kobietę.

Fiona O’Connor była arogancką snobką. Mógł jej wybaczyć całkowity brak dobrych manier i gościnności. W pewnym sensie można to było zrozumieć, zważywszy na fakt, w jakich okolicznościach się poznali. Nigdy jednak nie zapomni spojrzenia, jakim go wówczas obrzuciła. Popatrzyła na niego tak, jakby był nikim. To zabolało go bardziej niż cokolwiek innego.

A potem Kate…

Zacisnął zęby i wszedł do przestronnego holu. Jakie miał prawo krytykować Berniego O’Connora, skoro sam popełnił dokładnie ten sam błąd? On również zakochał się w zupełnie nieodpowiedniej kobiecie.

Kiedy poznał Kate, wszelkie zasady, którym do tej pory pozostawał wierny, przestały istnieć. Wkroczyła w jego życie jak tornado. Jego instynkt samozachowawczy przestał działać, a on sam zaczął słuchać jedynie głosu własnego serca.

Kate była piękna, zabawna, inteligentna. Nie przypominała żadnej innej kobiety, jaką znał do tej pory. Lato, które spędzili razem w Agia Loukia, było wyjątkowe. Miał nadzieję, że tak już będzie zawsze. A kiedy Kate przyjęła jego oświadczyny, uznał, że nic już nie może zagrozić ich szczęściu.

Zbyty późno zrozumiał, że lądowanie bywa czasem bardzo bolesne.

Pierwszym sygnałem, który powinien mu dać do myślenia, był fakt, że Kate nigdy nie wspomniała rodzicom o jego istnieniu. Nic dziwnego, że nie chciała, by pojechał z nią do Nowego Jorku. I że nie chciała widzieć go na pogrzebie ojca.

Zaczął podejrzewać, że najzwyczajniej w świecie się go wstydzi. Zaczęła trzymać go na dystans i odnosić się do niego bardzo chłodno. Po ciepłej, kochającej kobiecie, z którą spędził lato, nie pozostał ślad. Teraz prawie jej nie poznawał.

Odkrycie tego, co Kate naprawdę o nim myśli, było dla niego jak pchnięcie nożem w samo serce. Wciąż odczuwał ból, kiedy o tym myślał.

Teraz jednak wszystko uległo zmianie. Nadszedł czas rewanżu i Nikos żył tylko myślą o tym.

Recepcjonistka wskazała mu windę, która miała go zawieźć do siedziby Kandy Kate.

Była to stara winda, której drzwi należało zamknąć samemu. Nikos zawahał się przez chwilę, po czym nacisnął przycisk i winda zaczęła wolno zjeżdżać w dół.

Nikogo nie informował o swoim przybyciu. Nie chciał, żeby Kate miała czas wymyślić jakieś kłamstwa na swoje usprawiedliwienie. Element zaskoczenia działał na jego korzyść.

Biuro Kandy Kate znajdowało się na końcu długiego korytarza. Zapukał raz, po czym zdecydowanie wszedł do środka.

W niewielkim pomieszczeniu nie było nikogo. Zimne światło fluorescencyjnej żarówki oświetlało zawalone papierami biurko. Z sąsiedniego pomieszczenia dobiegł go jakiś hałas. Jakaś osoba w nieokreślonym wieku siedziała w kucki przed otwartą szufladą z aktami.

– Dzień dobry – odezwał się Nikos. – Szukam Kate O’Connor.

Osoba wolno podniosła się z kucek i Nikos dopiero teraz dostrzegł, że ma słuchawki w uszach. Choć wciąż stała do niego tyłem rozpoznał znajomy kształt głowy, pleców, szyi…

Wszedł do pokoju i stanął tuż za nią.

– Widzę, że już ją znalazłem.

– Nikos!

Zabrzmiało to jak oskarżenie. Kiedy w końcu się do niego odwróciła, dostrzegł w jej oczach przerażenie. Pobladła i wzięła gwałtowny wdech.

Patrzył na nią w milczeniu, ignorując wszelkie formy towarzyskie.

Była ubrana na czarno, a jej twarz nie nosiła śladu makijażu. Miała ciemne, krótko ostrzyżone włosy, spod których wystawały płatki uszu. Wyglądała bardzo delikatnie i pięknie. W niczym nie przypominała kobiety, którą widział wczoraj wieczorem.

Odwróciła wzrok, starając się jakoś pozbierać. Widział, jak stara się przybrać wyraz obojętności. Nie zamierzał jej niczego ułatwiać.

– Czego ode mnie chcesz? Po co tu przyszedłeś? – spytała słabym głosem.

 

– Niezbyt miłe powitanie, Kate. Po tylu latach spodziewałbym się większej serdeczności.

– Ode mnie się jej nie doczekasz – powiedziała, unosząc głowę.

– Naturalnie. Jak mogłem być tak głupi, żeby sądzić, że będzie inaczej?

Wrócił do biura i zgarnął z krzesła plik papierów.

– Pozwolisz, że usiądę?

Nie czekając na odpowiedź, usiadł i wyciągnął przed siebie długie nogi.

– Co u ciebie słychać, Kate?

Popatrzyła na niego ostro.

– Jestem pewna, że nie przyszedłeś tu po to, by pytać o moje samopoczucie. Powiedz mi, Nikos, o co ci chodzi? Czego ode mnie chcesz?

– Nie odmówiłbym filiżanki kawy.

– Po co przyjechałeś tu bez zaproszenia?

– Taki już mam zwyczaj. Pojawiam się tam, gdzie mnie nie proszą. – Uśmiechnął się. – Powinnaś to już wiedzieć. Więc co z tą kawą? Poproszę z mleczkiem i łyżeczką cukru. Chyba jeszcze nie zapomniałaś?

Kate zawahała się. Widać było, że nie bardzo ma ochotę czymkolwiek go częstować, ale zmieniła zdanie. Odłożyła papiery na biurko i ruszyła w stronę ekspresu. Kiedy myła dzbanek, dostrzegł, jak drżą jej ręce.

Dobrze. Był zadowolony z efektu, jaki jego osoba na niej wywarła. Dzięki temu czuł, że ma nad nią przewagę.

Kiedy brał od Kate kubek, ich dłonie na chwilę się zetknęły. Szybko cofnęła swoją.

Tak, zdecydowanie bardzo mu się to podobało.

– A więc to są te lokale Kandy Kate – powiedział, rozglądając się dookoła.

– Tak.

Usiadła za biurkiem i skrzyżowała ręce na piersi. Miała na sobie czarną obcisłą koszulkę i wyraźnie było widać, że schudła. Mimo to wyglądała bardzo seksownie.

– To biuro w zupełności mi wystarcza.

– Jestem pewien, że tak. – Skinął lekko głową. – Sądząc po tym, w jakim stanie jest twoja firma, mogłabyś spokojnie zarządzać nią przez telefon. W końcu, jak wiele miejsca potrzeba, żeby zostać bankrutem?

– Kandy Kate nie zbankrutuje! – Kate w jednej chwili zerwała się na równe nogi.

– Nie? A ja słyszałem coś zupełnie innego.

– W takim razie źle słyszałeś!

Odwróciła się do niego bokiem, tak że mógł podziwiać jej profil. Jak to się stało, że nigdy wcześniej nie zwrócił uwagi na jej profil? A myślał, że zna na pamięć każdy fragment jej ciała.

Kiedy byli razem, poznał ją bardzo dokładnie. Kochanie się z nią było najbardziej ekscytującym doświadczeniem w całym jego życiu. Nigdy nie mieli się dosyć, jakby trawiło ich jakieś niemożliwe do zaspokojenia pragnienie.

Od tamtej pory żadna inna kobieta nie była w stanie go usatysfakcjonować.

I właśnie to miał jej za złe.

Kiedy tak na nią patrzył, zdał sobie sprawę, że wciąż jej pragnie. Wystarczyło jedno spojrzenie zielonych oczu, by pożądanie na nowo w nim rozgorzało.

Napił się kawy, starając się nie myśleć o tym, co zupełnie teraz nie powinno go zajmować. Musiał skupić się na tym, po co tu przyszedł.

– A więc, jak rozumiem, nie masz żądnych kłopotów w firmie? A ja słyszałem, że pracownicy nie dostali pensji, dostawcy nie otrzymali pieniędzy za towar i twoja sprzedaż gwałtownie spada. Chcesz powiedzieć, że to nieprawda?

Kate uporządkowała dokumenty i przycisnęła je do piersi.

– Cóż, to jest mocno przesadzone – odparła, unikając jego spojrzenia.

– A więc fakt, że akcje twojej firmy gwałtownie spadły, także nie ma żadnego znaczenia?

– Akurat ostatnio ich wartość nieco wzrosła. – Kate uniosła brodę. – Odzyskujemy wiarygodność.

– Naprawdę? A może ktoś po prostu zamierza przejąć twoją firmę?

Kate przygryzła wargę.

– Tak czy tak, to nie twoja sprawa. Chciałabym, żebyś sobie już poszedł.

Ruszyła do drzwi, żeby je otworzyć, ale Nikos był szybszy. Zagrodził jej drogę swoją potężną osobą.

– I tu się mylisz. To jest moja sprawa. A przynajmniej będzie nią za chwilę.

– Co chcesz przez to powiedzieć?

– Jestem pewien, że sama na to wpadniesz, Kate. – Uśmiechnął się. – Jesteś bystrą dziewczynką.

– Chcesz powiedzieć, że to ty…? To ty wykupujesz akcje mojej firmy?

Oparł się o framugę drzwi. Nie zamierzał jej na to odpowiadać.

– Ale po co miałbyś to robić?

– Ponieważ uważam, że Kandy Kate to bardzo interesująca propozycja. – Wsunął ręce do kieszeni spodni. – Jeśli będzie prawidłowo zarządzana, na pewno przyniesie zyski. To doskonała inwestycja.

– Doskonała inwestycja? Jakoś ci nie wierzę. Dlaczego miałbyś tak sądzić?

Nikos się zaśmiał.

Nic dziwnego, że twój interes kuleje, skoro masz tak mało wiary.

– Mylisz się. Ja mam bardzo dużo wiary w Kandy Kate. To tobie nie ufam.

– A tak, rozumiem. Prawie już o tym zapomniałem.

– A ja nie.

Kate zaczynała odzyskiwać rezon. Nie zamierzał jej na to pozwolić.

– A ja sądziłem, że będziesz wdzięczna za to, że znalazłem inwestora. Nawet gdybym miał być nim ja sam.

– Nie jesteś żadnym inwestorem. Wykupujesz za moimi plecami akcje, żeby przejąć firmę. To nie jest uczciwe postępowanie.

– A mogłoby takie być. – Nikos zniżył głos, ujmując ją za brodę, kiedy próbowała odwrócić twarz. – Mam wrażenie, że gdybyśmy oboje się do tego przyłożyli, moglibyśmy załatwić to w całkiem przyjacielskiej atmosferze.

– W twoich snach, Nikos. Jeśli myślisz, że mogłabym kiedykolwiek jeszcze być dla ciebie miła, grubo się mylisz.

Nikos poczekał, aż trochę ochłonie, i potem się odezwał.

– Cóż, to się dopiero okaże. A skoro już mowa o snach, to muszę powiedzieć, że ty pojawiałaś się w moich nader często. Wszystkie te samotne noce w pustym łóżku, kiedy pozostały mi tylko wspomnienia… Cóż innego można wtedy robić?

Trudno było nie zauważyć rumieńca, który pokrył twarz Kate.

– Czy z tobą nie było podobnie?

Kate zerwała się na równe nogi i wskazała mu drzwi.

– Wynoś się!

– Nie mam zamiaru nigdzie stąd iść, Kate. A w każdym razie nie wcześniej, niż usłyszysz, co mam do powiedzenia.

– Co, twoim zdaniem, daje ci prawo mówienia mi, co mam robić?

Przychodziło mu do głowy mnóstwo powodów, dla których powinna robić dokładnie to, co jej każe. Kate O’Connor była mu coś winna i zamierzał jej to uzmysłowić. Ale na to jeszcze przyjdzie czas.

– Powiedzmy, że na pewno wyszłoby ci to na korzyść.

– Bardzo w to wątpię. – Kate skrzyżowała ręce na piersi i popatrzyła na niego wyzywająco. – Powiedz po prostu to, co masz mi do powiedzenia, i idź sobie.

Nikos poprawił się na krześle, podkreślając, że wcale mu się nie spieszy. Podniósł wzrok, żeby spojrzeć jej w oczy.

– Być może o tym nie wiesz, ale od czasu naszego ostatniego spotkania wiele się w moim życiu zmieniło. Jestem teraz bardzo zamożnym człowiekiem.

– No i co z tego wynika? Możesz darować sobie opowieści o swoim bogactwie, Nikos. Wcale mnie to nie interesuje.

Nikos zignorował jej pogardliwą uwagę.

– Szczęśliwie dla ciebie jestem gotowy zainwestować pewną sumę, żeby uratować Kandy Kate.

– A nieszczęśliwie dla ciebie ja nie zamierzam z tej oferty skorzystać.

– Czyżby? Jesteś tego absolutnie pewna?

– Chyba jasno się wyraziłam?

– Zastanawiam się w takim razie, od jakiego człowieka byłabyś skłonna wziąć pieniądze. Może od takiego, który zaoferowałby ci je w zamian za inne, znacznie bardziej osobiste ekwiwalenty?

– Co ty insynuujesz? – Kate ponownie zerwała się na nogi. – Jak śmiesz mówić coś takiego?

Podniosła rękę, żeby wymierzyć mu policzek, ale Nikos był szybszy. Chwycił ją, sprawiając, że musiała przechylić się przez biurko.

– Przemoc nie jest rozwiązaniem, Kate. Powinnaś to wiedzieć.

– W takim razie cofnij to, co powiedziałeś.

Oddychała szybko, a jej piersi wznosiły się i opadały, przyciągając wzrok Nikosa.

– Jak śmiesz insynuować coś podobnego?

– Ponieważ widziałem cię wczoraj w nocy, Kate.

Zaskoczona, wyrwała rękę z jego uścisku i cofnęła się.

– Widziałeś mnie?

– Tak.

– Cóż, to była tylko praca. Byłam na tym przyjęciu kelnerką.

– Ciekawe, nie wiedziałem, że siadanie na kolanach biesiadników należy do obowiązków kelnerki. Chyba że robiłaś to z innych, bardziej praktycznych powodów. A tak przy okazji, ta blond peruka była całkiem niezła.

– Nie muszę się przed tobą tłumaczyć. – Kate bardzo się starała zachować resztki godności. – Jeśli sprawia ci jakąś perwersyjną przyjemność wyobrażanie sobie, że uprawiam seks z nieznajomymi mężczyznami dla pieniędzy, to bardzo proszę, myśl tak sobie. Mówiąc szczerze, twoja opinia na mój temat zupełnie mnie nie interesuje. Możesz sobie myśleć, co tylko zechcesz.