Listy

Tekst
Z serii: Amerykańska
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Wszelkie powielanie lub wykorzystanie niniejszego pliku elektronicznego inne niż jednorazowe pobranie w zakresie własnego użytku stanowi naruszenie praw autorskich i podlega odpowiedzialności cywilnej oraz karnej.

Tytuł oryginału angielskiego THE LETTERS

Projekt okładki AGNIESZKA PASIERSKA / PRACOWNIA PAPIERÓWKA

Fotografia na okładce © by JOHN COHEN / HULTON ARCHIVE-EDITORIAL / FLASH PRESS MEDIA

Copyright © 2010, JOHN SAMPAS, LITERARY REPRESENTATIVE OF THE ESTATE OF JACK KEROUAC

Copyright © 2010, THE ALLEN GINSBERG TRUST

Introduction © 2010, BILL MORGAN and DAVID STANFORD.

All rights reserved

Copyright © for the Polish edition by WYDAWNICTWO CZARNE, 2012

Copyright © for the Polish translation by KRZYSZTOF MAJER, 2012

Fotokopia listu Allena Ginsberga do Jacka Kerouaca pochodzi z archiwum dokumentów Allena Ginsberga przechowywanych w Sekcji Zbiorów Specjalnych Biblioteki Uniwersytetu Columbia

Fotokopia listu Jacka Kerouaca do Allena Ginsberga pochodzi ze zbiorów biblioteki Harry Ransom Humanities Research Center, Uniwersytet w Teksasie (Austin)

Redakcja TOMASZ ZAJĄC

Korekta AGATA CZERWIŃSKA / D2D.PL i MAŁGORZATA POŹDZIK / D2D.PL Projekt typograficzny, redakcja techniczna Pro ROBERT OLEŚ / D2D.PL Skład wersji elektronicznej MICHAŁ NAKONECZNY / VIRTUALO SP. Z O.O.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego


ISBN 978-83-7536-488-0

Spis treści

  Epigraph

  WSTĘP REDAKTORÓW

  PODZIĘKOWANIA

  1944

  1945

  1948

  1949

  1950

  1952

  1953

  1954

  1955

  1956

  1957

  1958

  1959

  1960

  1961

  1963

  NOTA EDYTORSKA

  PODZIĘKOWANIA TŁUMACZA

  Przypisy

  Rękopisy

Całe dwa ostatnie dni sortowałem stare listy, wyjmowałem je z kopert, spinałem strony, odkładałem z powrotem… setki starych listów od Allena, Burroughsa, Cassady’ego, aż się chce płakać na myśl o tym, ile ci młodzi mieli entuzjazmu… człowiek robi się taki ponury. A sława niszczy wszystko. Pewnego dnia Listy Allena Ginsberga i Jacka Kerouaca doprowadzą Amerykę do łez.

(Jack Kerouac w liście do Lawrence’a Ferlinghettiego, 25 maja 1961)

WSTĘP REDAKTORÓW

„Nie ma miejsca we wspólnej dwojga serc przestrzeni dla barier, przeszkód – miłość to nie miłość, jeśli zmienny świat naśladując, sama się odmieni – O, nie: to żart, wzniesiony wiecznie”.

(Dwudziestodwuletni Jack Kerouac parafrazujący Szekspira w swoim pierwszym liście do siedemnastoletniego Allena Ginsberga)

Zdążyliśmy już przywyknąć do lamentów nad postępującym od kilku dekad zanikiem tradycji, jaką było pisanie listów odręcznie bądź na maszynie. Głównej przyczyny takiego stanu rzeczy upatruje się często, nie bez racji, w obniżeniu kosztów połączeń telefonicznych. Do połowy lat sześćdziesiątych rozmowy międzymiastowe stanowiły dla wielu ludzi luksus, na który pozwalano sobie wyłącznie w sytuacjach kryzysowych lub też po to, by podzielić się z innymi wiadomością o narodzinach albo śmierci. Jednak wraz z postępem techniki coraz więcej osób zyskało możliwość rozmawiania o swoim życiu z przyjaciółmi i z najbliższymi za pośrednictwem tele­fonu – nie trzeba więc już było czekać na dogodną chwilę, w której można by usiąść i napisać list. Pojawienie się poczty elektronicznej w czasach mniej odległych w jeszcze większym stopniu ograniczyło przepływ tradycyjnej korespondencji.

W tej sytuacji rodzi się wątpliwość, czy pisarze, których utwory przetrwają próbę czasu i którzy prowadzą obecnie obszerną korespondencję na temat swojego życia i rzemiosła za pośrednictwem e-maili, podejmą trud udokumentowania owej wymiany, tym samym czyniąc ją dostępną dla przyszłych badaczy i czytelników. Cokolwiek jednak przyniesie przyszłość, niewiele wskazuje na to, byśmy mieli często obcować z korespondencją, która pozwala tak głęboko wejrzeć w utwory i życie pisarzy wielkiego formatu, jak w wypadku niniejszego zbioru listów i pocztówek Jacka Kerouaca i Allena Ginsberga. Jest to korespondencja niezwykła nie tylko z racji swej imponującej objętości, czy też z uwagi na trwałość pisarskiej przyjaźni podtrzymywanej i rozwijanej dzięki tym listom; czytelnika uderzy również ich różnorodność, intymność oraz wysoka wartość literacka. Długotrwała korespondencja odznaczająca się takim bogactwem to prawdziwa rzadkość.

Z dzisiejszej perspektywy nie ulega wątpliwości, że Kerouac i Ginsberg należą do grona najwybitniejszych pisarzy drugiej połowy XX wieku. W drodze Kerouaca i Skowyt Ginsberga to utwory przełomowe, które natchnęły niezliczone rzesze czytelników – w tym wielu artystów działających w domenach innych niż literatura. Lektura tych książek stała się dla wielu z nich punktem zwrotnym i momentem wyzwolenia. Powieści Kerouaca w ogromnym stopniu wpłynęły na prozę amerykańską i pomogły ukształtować poglądy kilku pokoleń. Z kolei poezja Ginsberga, jego fascynujące występy publiczne, a także jego rola działacza i nauczyciela zapewniły mu status siły kulturotwórczej na kilka dekad. Dziedzictwo, które obaj pozostawili po sobie za sprawą swych książek i życiorysów, nadal pozostaje żywe, w związku z czym wciąż jeszcze trudno kategorycznie przesądzać o ich miejscu w historii.

Niniejszy wybór listów stanowi znaczący wkład w dorobek obu pisarzy oraz w dużym stopniu wzbogaca rozumienie owego dorobku. Do tej pory drukiem ukazała się zaledwie jedna trzecia prezentowanej tutaj korespondencji. Przyjaźń Ginsberga i Kerouaca była osią dla ruchu literackiego oraz konstruktu kulturowego, który zyskał sobie miano Pokolenia Beatu i który stanowił niezwykle istotny punkt odniesienia dla obu pisarzy w okresie ich dojrzałej twórczości. W tej wyjątkowej wymianie myśli prowadzonej przez ćwierć wieku można znaleźć sugestywne autoportrety obu pisarzy, barwny obraz formacji kulturowej, którą współtworzyli, ważkie spostrzeżenia na temat literackich odkryć, które stały się zaczątkiem tzw. Beatu, niezwykłą kronikę poszukiwań duchowych, do których się wzajemnie zachęcali, jak również poruszający, osobisty dokument głębokiej przyjaźni.

Przyjaźń ta rozpoczęła się w roku 1944, kiedy Ginsberg studiował na nowojorskim Uniwersytecie Columbia; w tym samym roku pisarze zaczęli korespondować. Listy te stanowią zapis długiej, ożywionej rozmowy, która trwała – z różną częstotliwością i intensywnością – niemal do śmierci Kerouaca dwadzieścia pięć lat później.

Obaj już we wczesnej fazie życia postanowili poświęcić się bez reszty literaturze; ich korespondencja pełniła więc między innymi istotną funkcję warsztatu, w obrębie którego można było dzielić się swymi ewoluującymi koncepcjami oraz bez końca nad nimi debatować. Bez względu na to, czy się ze sobą zgadzali, czy też podążali akurat zupełnie odrębnymi ścieżkami intelektualnymi, ich listy były zawsze wyrazem zaufania i wielkiej otwartości duchowej. Z korespondencji tej Ginsberg i Kerouac wyłaniają się przede wszystkim jako pisarze obdarzeni artystyczną pasją, oryginalnością i geniuszem. Obaj karierę pisarską okupili nieustanną walką, ciężką pracą i poświęceniem, których wymagało ucieleśnienie literackich wizji; byli dla siebie nawzajem stabilnym punktem odniesienia zarówno w chwilach sukcesu, jak i porażek. Ich korespondencja odzwierciedla zbieżność poglądów na literaturę, ale i konflikty na tym samym tle. Obaj obdarzeni byli przedziwną, niespotykaną wręcz wszechstronnością w „szkicowaniu” za pomocą słów; obaj niezłomnie obstawali za pisarstwem jako ujętą w pewne ramy „myślą spontaniczną”. Niesłabnące wsparcie i doping Ginsberga miały dla Kerouaca ogromne znaczenie, a talent towarzyski autora Skowytu i niestrudzone wysiłki, by poznawać ze sobą ciekawych ludzi, w znacznym stopniu przyczyniły się do rozpowszechnienia idei Pokolenia Beatu. Z kolei innowacyjny charakter pisarstwa Kerouaca miał kluczowy wpływ na utwory Ginsberga, który sam kiedyś przyznał: „Moja poezja od początku opierała się na technice ­Kerouaca, według której myśli i dźwięki rodzące się w głowie należy odwzorowywać bezpośrednio na papierze”.

 

Lord Byron napisał, że „przyjaźń to miłość bez skrzydeł”. Najwyraźniej jednak nie miał racji, ponieważ niniejsza książka stanowi niezbity dowód przyjaźni, która była miłością jak najbardziej uskrzydloną. Owa dwójka przyjaciół szybowała na skrzydłach kursujących między nimi listów; czasem korespondowali tak ochoczo, że listy mijały się w locie. Stanowiły one istotną część pisarstwa; nierzadko też pisarstwo to ewoluowało za ich sprawą. Wspólnie rozmyślali nad interesującymi frazami, polecali sobie książki, przeprowadzali psychoanalizę pisarzy i przyjaciół, wymieniali się wierszami i testowali pomysły literackie, często uzależniając od listownej odpowiedzi przyjaciela swój następny krok. Jest tu dużo szaleństwa i szalonej radości, zabawy, cierpienia i erudycji, są też pomysły na codzienne przetrwanie, kryzysy finansowe oraz złożone zabiegi logistyczne mające na celu koordynację spotkań i wydarzeń artystycznych. Obaj pisarze interesowali się też życiem swoich przyjaciół i przesyłali sobie ich listy, tym cenniejsze w czasach sprzed nastania fotokopiarek, kiedy oryginał był często jedynym istniejącym egzemplarzem.

Niektóre z przedstawionych tu listów to niezwykle obszerne eposy, pisane linijka pod linijką, nierzadko dłuższe od publikowanych opowiadań czy artykułów. Są tu zarówno aerogramy z dalekich stron, wypełnione słowami po same brzegi, jak i listy pisane odręcznie na papierze w linię, na maleńkich kartkach wyrwanych z notatników, czy też na starej papeterii firmowej. Na kopertach często pojawiają się nabazgrane dopiski, czasem nawet znajduje się tam pokaźne postscriptum. Pisarze poświęcają dużo uwagi strategiom wydawniczym, rok w rok podejmując wysiłek, by doprowadzić do publikacji własnych tekstów, jak również utworów swoich przyjaciół. Dyskutują o agentach, redaktorach i wydawcach, dzielą się złością i rozgoryczeniem, omawiają nowe kierunki rozwoju, podejmowane po raz kolejny postanowienia, napady rozpaczy. Są też kłótnie i pojednania, u źródeł tak wielu lat korespondencji leżą zaś wzajemny szacunek i czułość, którym obaj często dają wyraz. „Cher Breton”, „Jackusiu”, „Mon cher ami Jean”, „Miłościwy Mistrzu Myśli”, „Zjawo” – pisze Allen. „Cher Alain”, „Cher jeune singe”, „Allusiu”, „Irwinie”, „Stary Druhu” – odpisuje Jack.

Kiedy Kerouac poświęcił się studiom nad myślą buddyjską, usilnie starał się zaciekawić nią również Ginsberga, dzieląc się obszernymi notatkami ze swoich lektur, nauczając i zachęcając, a wszystko to z niesłabnącym entuzjazmem. Chociaż ­Kerouac ostatecznie porzucił swoje praktyki religijne, Ginsberg przeszedł na buddyzm tybetański i przez kilka dziesięcioleci był jego żarliwym wyznawcą (nabożeństwo żałobne poety odprawiono w świątyni buddyjskiej na Manhattanie). Początków zainteresowania obu pisarzy buddyzmem szukać należy właśnie w ich korespondencji.

Kerouac źle znosił uwagę medialną, jaka stała się jego udziałem w wyniku sukcesu wydawniczego. Znaczna część kontrkultury lat sześćdziesiątych napawała go obrzydzeniem; pod koniec życia zupełnie zamknął się w sobie. Ginsberg za to doskonale odnalazł się w nowych czasach, w których odgrywał niezwykłą rolę, łącząc w swych działaniach sztukę z polityką. W latach sześćdziesiątych pisarze nadal ze sobą korespondowali, ale już tylko sporadycznie. Głównym łącznikiem emocjonalnym na tym etapie były okazjonalne rozmowy telefoniczne. W 1969 roku, kiedy umarł Kerouac, Ginsberg przeżywał drugą młodość, a w ciągu kolejnych trzydziestu lat nadal rozwijał wszystkie aspekty swojej twórczości.

Kilka lat po śmierci Kerouaca Allen Ginsberg i poetka Anne Waldman założyli wspólnie placówkę edukacyjną pod nazwą Jack Kerouac School of Disembodied Poetics (Szkoła Poetyki Odcieleśnionej im. Jacka Kerouaca) w ramach Uniwersytetu Naropa w miejscowości Boulder, w stanie Kolorado. Któregoś lata, prowadząc tam wykłady, Ginsberg poprosił swojego uczelnianego asystenta Jasona Shindera o pomoc w kompletowaniu korespondencji między nim a Kerouakiem. Na szczęście zarówno Kerouac, jak i Ginsberg, mając na uwadze potomnych, zachowali i uporządkowali niemal wszystkie listy. Podówczas większość ich korespondencji znajdowała się już w zbiorach dwóch wielkich bibliotek: właścicielem listów Kerouaca była biblioteka Uniwersytetu Columbia, analogiczną kolekcję dokumentów Ginsberga posiadał zaś Uniwersytet w Teksasie. Ginsberg żywił nadzieję, że pewnego dnia uda się wydać książkę zawierającą całą ich korespondencję, ale kiedy już zebrano wszystkie listy, stało się jasne, że przepisywanie takiej góry materiałów stanowi ogromne wyzwanie. Przez następne trzydzieści lat niewiele w tej sprawie zrobiono.

Przymierzając się do opracowania niniejszej książki, wzięliśmy na warsztat trzysta listów. Ponieważ każdy z nich przedstawia jakąś wartość, mieliśmy ochotę zamieścić wszystkie, jednak takie rozwiązanie byłoby niepraktyczne. Ostatecznie do druku trafiły dwie trzecie materiałów, a więc listy, które uznaliśmy za najciekawsze. Chcieliśmy opublikować ich jak najwięcej i dlatego też postanowiliśmy nie uwzględniać sporadycznej korespondencji z ostatnich kilku lat, odgrywającej jedynie rolę suplementu do rzeczywistych rozmów. Dzięki temu mogliśmy zakończyć książkę optymistycznym akcentem: ostatnie opublikowane listy to entuzjastyczna rozmowa starych przyjaciół na kilka lat przed tym, jak Kerouac zamilkł na dobre.

Prawie wszystkie listy publikowane są w całości, jednak w kilku wypadkach uznaliśmy, że najrozsądniej będzie opuścić niektóre fragmenty, pominięcia oznaczając wielokropkiem w nawiasie kwadratowym […]. Ginsberg i Kerouac stosowali czasem w listach wielokropek jako odstęp i przeważnie taki zapis został utrzymany, ale nawiasy kwadratowe zawsze oznaczają, że w danym miejscu usunięto fragment oryginalnego tekstu. Niekiedy pomijaliśmy postscriptum, jeśli naruszało naturalny rytm listu i nie wnosiło wiele do jego treści – często były to pytania o losy przyjaciół, prośby o instrukcje dojazdu albo pozdrowienia dla któregoś ze wspólnych znajomych. Obaj pisarze czasem dołączali do swoich listów wiersze oraz teksty innego rodzaju – tylko niektóre z nich znalazły się w naszym tomie.

Nie zawsze udało się ustalić dokładne daty. Proponowaliśmy wówczas datę hipotetyczną, oznaczaną nawiasami kwadratowymi, które stosowaliśmy również w razie korekty daty podanej przez autora listu (jak na przykład wówczas, gdy w początkowych miesiącach nowego roku autor z przyzwyczajenia wpisuje rok wcześniejszy). Poprawialiśmy również zwykłe błędy ortograficzne, chyba że wydawało nam się oczywiste lub przynajmniej prawdopodobne, iż niewłaściwa pisownia została użyta celowo – jak np. „chałwałki” (kawałki) i „o(ko)braz”. Niektóre błędy autorzy popełniali systematycznie (np. Ginsberg nazywał Carolyn „Caroline”, a Elise „Elyse”) – tego rodzaju potknięcia zaznaczaliśmy za pierwszym razem, poprawiając wszystkie kolejne wystąpienia. Zdarzały się też nieścisłości mniej regularne, jak na przykład różnorodny zapis nazw geograficznych: ulubione marokańskie miasto pisarzy Jack Kerouac nazywa „Tanger”, „Tangier”, a nawet „Tangiers”, zupełnie nie troszcząc się o konsekwencję.

Odcyfrowanie charakteru pisma Ginsberga może nastręczać szczególnych trudności, w listach Kerouaca zaś, pisanych po obu stronach kartki, tekst czasem przebija przez papier, co sprawia, że niektóre wyrazy stają się nieczytelne nawet przy użyciu szkła powiększającego. Dlatego też słowa, co do których redaktorzy nie mają stuprocentowej pewności, zostały oznaczone nawiasem kwadratowym – [następująco]. W analogiczny sposób słowa lub ustępy zupełnie niezrozumiałe oznaczyliśmy znakiem zapytania [?].

W celu zidentyfikowania mniej znanych osób oraz wydarzeń stosowaliśmy przypisy; niemniej jednak postanowiliśmy korzystać z nich możliwie rzadko, czytelnikom zaś sugerujemy uzupełnianie wiedzy we własnym zakresie, na podstawie dostępnych źródeł. Życiorysy Kerouaca i Ginsberga zrelacjonowano już fachowo w biografiach. Pojawiające się w niniejszym tomie „przypisy redaktorów” są jak głazy w strumieniu – mają służyć pomocą tam, gdzie pojawiają się luki w chronologii, lub też uzupełniać brakujący kontekst danego listu. Opowieść tkwi jednak w listach; chcieliśmy pozwolić, by czytelnicy odkryli ją sami.

PODZIĘKOWANIA

Redaktorzy, Bill Morgan (w imieniu Ginsberg Estate) i David Stanford (w imieniu Kerouac Estate), pragną podziękować następującym instytucjom oraz osobom:

Allen Ginsberg Trust: serdeczne podziękowania raczą przyjąć członkowie zarządu – Bob Rosenthal i Andrew Wylie. Szczególnie pragniemy podziękować Peterowi Hale’owi, który naprawdę pracuje ciężej niż ktokolwiek inny w kręgu osób związanych z Ginsbergiem. Steven Taylor przeczytał uważnie ostateczną wersję tekstu i poczynił wiele cennych uwag. Judy Matz wykonała ogromną pracę redaktorską; jej ciche bohaterstwo zasługuje na pieśń pochwalną.

Andrew Wylie Agency: dziękujemy zwłaszcza agentowi Allena Ginsberga, Jeffowi Posternakowi.

Estate of Jack Kerouac: pragniemy serdecznie podziękować Johnowi Sampasowi, wykonawcy testamentu pisarza, wyrażając szczególne uznanie dla nadzoru, jaki John od wielu lat sprawuje nad postępującą publikacją niewydanych wcześniej utworów Kerouaca, jak również dla znawstwa, z jakim pomagał nam odcyfrowywać zdradliwą typografię wielu niełatwych ustępów.

Sterling Lord Literistic: w szczególności wieloletniemu agentowi Kerouaca, Sterlingowi Lordowi, z którym współpraca zawsze układa się gładko i przyjemnie.

Penguin USA, dokładnie Viking–Penguin, a jeszcze dokładniej naszemu redaktorowi Paulowi Slovakowi, z ogromnym uznaniem dla jego wieloletnich wysiłków w kierunku promowania utworów Kerouaca w wydawnictwie znanym wcześniej jako The Viking Press, gdzie przez całe lata Paul i David Stanford nieraz siedzieli długo w noc, pracując ciężko w wesołej, koleżeńskiej atmosferze.

Następującym bibliotekom: Harry Ransom Humanities Research Center, Uniwersytet w Teksasie (Austin); Butler Library, Sekcja Zbiorów Specjalnych, Uniwersytet Columbia; Green Library, Sekcja Zbiorów Specjalnych, Uniwersytet Stanforda.

Chcemy uczcić pamięć redaktora, pisarza i poety Jasona Shindera, który pracował nad tym projektem w jego najwcześniejszej fazie. Kiedy odżyło zainteresowanie niniejszym przedsięwzięciem, Jason zgodził się współredagować tom listów w imieniu Ginsberg Estate. Przedwczesna śmierć uniemożliwiła mu zrealizowanie tych planów. Korzystając z notatek do konspektu książki, którego był współautorem, niewątpliwie zawarliśmy część jego myśli w naszym wstępie. Uznajemy jego wkład w powstanie tej książki i jako współredaktorzy oddajemy mu hołd.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

1944

Nota redaktorów: Pierwszy list Ginsberg wysłał do Kerouaca sześć lub siedem miesięcy po tym, jak się poznali. W ciągu kilku tygodni zostali dobrymi przyjaciółmi i widywali się niemal codziennie na terenie lub w pobliżu kampusu Columbia College, położonego w dzielnicy Upper West Side na Manhattanie. 14 sierpnia 1944 r. doszło do tragicznego morderstwa, w które obaj byli zamieszani: ich wspólny przyjaciel Lucien Carr zabił Davida Kammerera, starszego mężczyznę, który od lat był nim zauroczony. Kerouac pomógł Carrowi pozbyć się dowodów, a nazajutrz, kiedy Carr oddał się w ręce policji, Kerouaca aresztowano i zatrzymano jako świadka istotnego. Ponieważ nie był w stanie wpłacić kaucji, został tymczasowo aresztowany i trafił do więzienia okręgowego w dzielnicy Bronx.

 

Allen Ginsberg [Nowy Jork, Nowy Jork]

do Jacka Kerouaca [Więzienie okręgowe, Bronx, Nowy Jork]

połowa sierpnia 1944

Cher Jacques1: w metrze:

Cały ranek eskortowałem la belle dame sans merci2 [Edie Parker3] – najpierw do Louise4, a teraz do więzienia. Mnie nie dali przepustki, więc Cię nie odwiedzę.

Widziałem, że zaniosła Ci wczoraj Martwe dusze – nie miałem pojęcia, że to czytasz (mówiła, że dopiero zacząłeś). My (tzn. Celine [Young5] et moi6) wypożyczyliśmy to samo z biblioteki uczelnianej dla Luciena [Carra]. Tak czy inaczej, do rzeczy: To świetnie! Ta powieść to moja rodzinna Biblia (obok Baśni z tysiąca i jednej nocy) – jest tam cały melancholijny majestat Mateczki Rasiji, ten barszcz i kawior, od którego kipią żyły Słowianina, cała eteryczna pustka tego bezcennego skarbu, jakim jest rosyjska dusza. Mam w domu dobre opracowanie krytyczne – wyślę Ci (może nawet uda mi się wręczyć Ci je osobiście), jak już skończysz czytać powieść. Diabłem u Gogola jest Demon Miernoty, co na pewno Ci się spodoba. No nic, rozwinę ten wątek innym razem.

Udało nam się z Edie zajrzeć do pokoju D. Klaviera [Davida Kammerera] – wszystko, co nabazgraliśmy ołówkiem na ścianach, zniknęło za sprawą jakiegoś malarza-filistra. Przepadł również ten maleńki grafitowy znak tuż nad poduszką, ongi emblemat (tam, gdzie się wykruszył gips) „Lu – Dave!”. Niegdysiejsze śniegi pokryła najwyraźniej równie biała farba.

By dać już spokój temu niezdrowemu recherché tempest fortunatement perdu7: czytam właśnie Jane Austen i kończę Wielkie nadzieje Dickensa. Muszę też jeszcze raz przerobić na zajęcia z literatury angielskiej Wichrowe wzgórza Brontë, właśnie zacząłem; oprócz tego oczywiście brnę przez 4 książki o historii (kiedy tylko Edie przestaje nadawać), głównie o rewolucji w XIX-wiecznej Europie. Jak skończę, to rozpętam rewolucję tutaj.

Przekaż ode mnie wyrazy najszczerszej miłości Grumetowi [Jacobowi Grumetowi, młodszemu prokuratorowi okręgowemu] – A pet de eu fease8.

Allen

Nota redaktorów: 25 sierpnia 1944 r. Jack Kerouac i Edie Parker wzięli ślub, choć Jack nadal przebywał w areszcie policyjnym. Edie wpłaciła następnie kaucję za Jacka z pieniędzy, które udało jej się pożyczyć z funduszu powierniczego. Poniższy list został prawdopodobnie napisany tuż przed wyjazdem nowożeńców z Nowego Jorku do Grosse Pointe, w stanie Michigan, gdzie mieli zamieszkać z mamą Edie.

Jack Kerouac [Nowy Jork, Nowy Jork]

do Allena Ginsberga [Nowy Jork, Nowy Jork]

ok. września 1944

Drogi Allenie:

Nie ma miejsca we wspólnej dwojga serc przestrzeni dla barier, przeszkód – miłość to nie miłość, jeśli zmienny świat naśladując, sama się odmieni – O, nie: to żart, wzniesiony wiecznie9

Rocznica naszego ślubu wypadła w dzień wyzwolenia Paryża. Podejrzewam, że na te wieści Lucien spoziera posępnie – on, który chciał być w Paryżu jako jeden z pierwszych. Na ten moment trzeba teraz będzie poczekać… choć na pewno kiedyś nadejdzie10. Marzy mi się zwiedzanie powojennego Paryża z Edie, Lucienem i Celine – i z małą sumką na przyzwoity kąt gdzieś na Montparnasse. Jeśli będę teraz ciężko pracować i prędko zbiję fortunę, to może uda mi się spełnić to transcendentne marzenie. A i Ty mógłbyś może odłożyć na jakiś czas swoje prace prawnicze11 i dołączyć do nas. Nowa wizja12 mogłaby wtedy rozkwitać…

Ale to wszystko tylko spekulacja, mediacja, by nie rzec: kastracja… Dzięki za list – miejscami naprawdę poruszający. Widzę, że też pochłaniają Cię takie kwestie, jak tożsamość, znaczenie dramatyczne, klasyczna jedność i nieśmiertelność: przemierzasz scenę, ale jednocześnie siedzisz w loży i wszystko stamtąd obserwujesz. Poszukujesz tożsamości pośród nieprzeniknionego chaosu, w rozwlekłej, bezimiennej rzeczywistości. Podobnie jak ja zasługujesz na werdykt Adlera, choć tak naprawdę obaj mamy to gdzieś: Adler13 potrafi nam wytknąć nasze egocentryczne skłonności, ale tylko dlatego, że sam jest egocentrykiem… (sukinsyn jeden).

Ta obsesja bierze początek u wielkich Niemców: Goethego i Beethovena. Ten, kto chce posiąść wszystek wiedzy, a w następstwie wszystek życia i potęgi – i kto utożsamia się z piorunem. Ten właśnie jest egocentrykiem. Jakaż to jednak marna definicja.

Lucien jest inny, a przynajmniej jego egocentryzm jest inny – on pała głęboką nienawiścią do siebie samego, a z nami tak nie jest. On, nienawidząc siebie, nienawidząc tej swojej „ludzkiej życzliwości”, poszukuje nowej wizji, jakiejś post-ludzkiej post-inteligencji. Marzy mu się jeszcze więcej niż to, co przykazał Nietzsche. On pragnie czegoś więcej niż tylko kolejnej mutacji – on chce post-duszy. Zresztą Bóg jeden wie, czego on tak naprawdę chce!

Ja osobiście wolę myśleć o nowej wizji w kontekście sztuki – wierzę bowiem, z pełnym samozadowoleniem obstaję przy poglądzie, że sztuka to ostateczny potencjał i że z ludzkich materiałów sztuki, powtarzam sobie, rodzi się nowa wizja. Spójrz tylko na Finneganów tren, Ulissesa i Czarodziejską górę. Bóg jeden zna prawdę! Bóg jeden wie!

No to do zobaczenia… napisz: opowiedz mi coś więcej o cieniu i kole.

Ton ami14,

Jean