Oczami psa

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1  Okładka

2  Strona tytułowa

3  Strona redakcyjna

4  Wstęp

5  Kilka wstęp­nych uwag o psie, tre­su­rze i wła­ści­cie­lach

6  Umwelt: z punktu widze­nia psiego nosa

7  Przy­na­leż­ność do domu

8  Obwą­chi­wa­nie

9  Nie­mowa

10  Psie oczy

11  Okiem psa

12  Psi antro­po­lo­dzy

13  Szla­chetny umysł

14  Wewnątrz psa

15  Masz mnie na dzień dobry

16  Zna­cze­nie poran­ków

17  Posło­wie: ja i mój pies

18  Podzię­ko­wa­nia

19  Przy­pisy i źró­dła

20  O autorce

21  Przy­pisy koń­cowe

Tytuł ory­gi­nału: Inside of a Dog. What Dogs See, Smell, and Know

Redak­cja: Paweł Luboń­ski

Pro­jekt okładki: Mag­da­lena Zawadzka

Zdję­cia na okładce: @ Monika Vasah­lowa/Shut­ter­stock, @S.Serm­ram/Shut­ter­stock, @ Taigi/Shut­ter­stock

Korekta: Wero­nika Girys-Cza­go­wiec

Copy­ri­ght 2009 by Ale­xan­dra Horo­witz

All rights rese­rved, inc­lu­ding the right to repro­duce this book or por­tions the­reof in any form what­so­ever.

Copy­ri­ght for the Polish edi­tion Wydaw­nic­two Czarna Owca Sp. z o.o., War­szawa 2021

Wszel­kie prawa zastrze­żone. Niniej­szy plik jest objęty ochroną prawa autor­skiego i zabez­pie­czony zna­kiem wod­nym (water­mark).

Uzy­skany dostęp upo­waż­nia wyłącz­nie do pry­wat­nego użytku.

Roz­po­wszech­nia­nie cało­ści lub frag­mentu niniej­szej publi­ka­cji w jakiej­kol­wiek postaci bez zgody wła­ści­ciela praw jest zabro­nione.

Wyda­nie III

ISBN 978-83-8143-772-1


Kon­wer­sję do wer­sji elek­tro­nicz­nej wyko­nano w sys­te­mie Zecer.

Dedy­kują tę książkę psom

Poza psem książka jest naj­lep­szym przy­ja­cie­lem czło­wieka. Wewnątrz psa jest za ciemno na czy­ta­nie.

przy­pi­sy­wane Gro­ucho Mark­sowi

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Wstęp

Naj­pierw poja­wia się łeb. Zza kra­wę­dzi wzgó­rza wyła­nia się zaśli­niony pysk. Nie widać jesz­cze, do czego jest przy­mo­co­wany. Następ­nie bez pośpie­chu poja­wia się jedna łapa, potem druga, trze­cia i czwarta – dźwi­gają ponad sześć­dzie­się­cio­ki­lowe ciało. Wil­czarz irlandzki, metr wyso­ko­ści i pół­tora metra dłu­go­ści, obser­wuje dłu­go­włosą chi­hu­ahua, wysoką na pół psa, ukrytą w tra­wie mię­dzy nogami swo­jej wła­ści­cielki. Chi­hu­ahua waży trzy kilo­gramy i każdy z tych kilo­gra­mów trzę­sie się ze stra­chu. Wystar­czy jeden ocię­żały skok i wil­czarz ląduje przed chi­hu­ahua z posta­wio­nymi uszami. Onie­śmie­lona chi­hu­ahua patrzy w drugą stronę. Wil­czarz schyla się do poziomu chi­hu­ahua i szczy­pie ją w bok. Mały pie­sek spo­gląda na wil­czarza, który unosi zad, pro­stuje ogon i szy­kuje się do ataku. Zamiast ucie­kać przed oczy­wi­stym nie­bez­pie­czeń­stwem, chi­hu­ahua przyj­muje iden­tyczną pozę i rzuca się na pysk wil­czarza, obej­mu­jąc jego nos swo­imi małymi łap­kami. Zaczy­nają zabawę.

Przez pięć minut psy tur­lają się, chwy­tają, gryzą i rzu­cają na sie­bie. Wil­czarz prze­wraca się na bok, a jego mała towa­rzyszka odpo­wiada ata­kiem na jego pysk, brzuch i łapy. Jedno mach­nię­cie łapą olbrzyma i chi­hu­ahua leci do tyłu. Grzecz­nie usuwa się z zasięgu wil­cza­rza. Wielki pies szczeka, zrywa się i z łomo­tem ląduje na czte­rech łapach. Widząc to, chi­hu­ahua rzuca się na jedną z tych łap i gry­zie mocno. Złą­czeni są w uści­sku: myśliw­ski pies obej­muje pyskiem małą suczkę, ta z kolei kopie wil­cza­rza po pysku. Ale wtedy wła­ści­ciel przy­cze­pia do obroży olbrzyma smycz i odciąga go na bok. Chi­hu­ahua pod­nosi się, patrzy za nimi, szczeka raz i truch­tem rusza w stronę swo­jej pani.

Te dwa psy są tak odmienne, że mogłyby nale­żeć do róż­nych gatun­ków. Zawsze zaska­kuje mnie łatwość, z jaką potra­fią się ze sobą bawić. Wil­czarz łapał swoją małą kole­żankę zębami, brał ją do pyska i rzu­cał się na nią, ona zaś nie reago­wała stra­chem, lecz weso­ło­ścią. Jak wyja­śnić ich umie­jęt­ność wspól­nej zabawy? Dla­czego wil­cza­rzowi chi­hu­ahua nie jawi się jako ofiara? Dla­czego chi­hu­ahua nie widzi w wil­cza­rzu dra­pieżcy? Nie cho­dzi by­naj­mniej o to, że chi­hu­ahua żywi złu­dze­nie wła­snej potęgi, ani o to, że wil­czarz jest pozba­wiony agre­syw­no­ści. Nie wcho­dzą też w grę żadne głę­boko zako­rze­nione instynkty.

Są dwa spo­soby dowie­dze­nia się, na czym polega psia zabawa i co bawiące się psy myślą, postrze­gają i prze­ka­zują: trzeba uro­dzić się psem albo spę­dzić wiele czasu, uważ­nie się psom przy­glą­da­jąc. To pierw­sze było dla mnie nie­osią­galne. Oto więc czego dowie­dzia­łam się dzięki wni­kli­wym obser­wa­cjom.

Jestem wiel­bi­cielką psów. W moim domu zawsze był jakiś pies. Zaczęło się od naszego rodzin­nego pupila. Astra. Miał nie­bie­skie oczy, obcięty ogon i czę­sto wypusz­czał się na wie­czorne prze­chadzki po sąsiedz­twie, przez które nie­raz, już w piża­mie, zamar­twia­łam się do późna w nocy, ocze­ku­jąc jego powrotu. Długo opła­ki­wa­łam też śmierć Heidi, suczki Sprin­ger spa­niela, która pod­eks­cy­to­wana wbie­gła – oczami dzie­cię­cej wyobraźni widzia­łam ją z wywie­szo­nym ozo­rem i dłu­gimi uszami cią­gną­cymi się za nią w rado­snym galo­pie – pro­sto pod koła samo­chodu na sta­no­wej auto­stra­dzie nie­da­leko naszego domu. Będąc stu­dentką col­lege’u, z miło­ścią i podzi­wem patrzy­łam na przy­gar­nię­tego mie­szańca chow-chow, suczkę Bec­kett, która ze sto­ic­kim spo­ko­jem przy­glą­dała mi się, gdy wycho­dzi­łam każ­dego dnia na zaję­cia.

Teraz u mych stóp leży cie­płe, zwi­nięte w kłę­bek, dyszące ciało Pum­per­nic­kel – potocz­nie Pump – kun­delki, która mieszka ze mną przez całe swoje szes­na­ście lat i całe moje doro­słe życie. Każdy mój dzień, w pię­ciu kolej­nych sta­nach, przez pięć lat stu­diów i cztery miej­sca pracy, zaczyna się od jej mer­da­nia ogo­nem, gdy sły­szy, jak zaczy­nam się prze­wra­cać w łóżku. Każdy wiel­bi­ciel psów zro­zu­mie, że nie wyobra­żam sobie bez niej życia.

Jestem wiel­bi­cielką psów. Jestem też naukow­cem. Badam zacho­wa­nia zwie­rząt. Ze wzglę­dów zawo­do­wych nie lubię antro­po­mor­fi­za­cji, przy­pi­sy­wa­nia im uczuć, myśli i pra­gnień wła­ści­wych czło­wie­kowi. Pod­czas stu­diów wpo­jono mi naukowy kodeks: bądź obiek­tywny; nie tłu­macz zacho­wań żywych istot, odwo­łu­jąc się do pro­ce­sów umy­sło­wych, jeśli są prost­sze wyja­śnie­nia; zja­wi­sko, któ­rego nie da się jaw­nie zaob­ser­wo­wać i potwier­dzić, nie należy do sfery nauki. Dziś, jako wykła­dowca eto­lo­gii i psy­cho­lo­gii porów­naw­czej, posłu­guję się auto­ry­ta­tyw­nymi publi­ka­cjami, które zaj­mują się zja­wi­skami mie­rzal­nymi. Opi­sano w nich wszystko, od hor­mo­nal­nych i gene­tycz­nych źró­deł spo­łecz­nych zacho­wań zwie­rząt po odru­chy warun­kowe, stałe wzorce zacho­wań i opty­malne pro­por­cje karmy, zawsze w tym samym solid­nym, obiek­tywnym tonie.

A jed­nak.

Więk­szość pytań, jakie zadają mi stu­denci, książki te pozo­sta­wiają bez odpo­wie­dzi. Pod­czas kon­fe­ren­cji, na któ­rych pre­zen­tuję wyniki swo­ich badań, inni uczeni nie­uchron­nie kie­rują roz­mowy w kulu­arach na doświad­cze­nia z wła­snymi czwo­ro­noż­nymi pupi­lami. A ja wciąż mam te same wąt­pli­wo­ści doty­czące mojego psa i nie wygląda na to, by zostały szybko wyja­śnione. Wyniki naukowe pre­zen­to­wane w publi­ka­cjach rzadko odno­szą się do doświad­czeń życia ze zwie­rzę­tami i prób zro­zu­mie­nia ich umy­słów.

 

Pod­czas pierw­szych lat stu­diów, gdy zain­te­re­so­wa­łam się bada­niami nad umy­słem, zwłasz­cza zwie­rząt innych niż czło­wiek, ni­gdy nie przy­cho­dziło mi do głowy, by zająć się psami. Psy wyda­wały się takie zna­jome i zro­zu­miałe. Kole­dzy twier­dzili, że na psach nie ma się czego uczyć: to nie­skom­pli­ko­wane, zado­wo­lone z życia istoty, które trzeba tre­so­wać, kar­mić, kochać i to wszystko. Nie ma w nich żad­nych danych. Tak oto brzmiały kon­wen­cjo­nalne mądro­ści uczo­nych. Mój pro­mo­tor jest auto­rem świet­nych prac o pawia­nach: ssaki naczelne są fawo­ry­zo­wane w dzie­dzi­nie badań nad umy­sło­wo­ścią zwie­rząt. Zakłada się, że cechy i umie­jęt­no­ści naj­bliż­sze ludz­kim z naj­więk­szym praw­do­po­do­bień­stwem znaj­dziemy u naj­bliż­szych krew­nia­ków. Taka była i jest prze­wa­ża­jąca opi­nia eto­lo­gów. Co gor­sza, wyda­wało się, że wła­ści­ciele psów już dawno wypeł­nili obszar teo­rii psiego umy­słu wnio­skami wysnu­wa­nymi z aneg­dot i błęd­nych antro­po­mor­fi­za­cji. Samo poję­cie psiego umy­słu było skom­pro­mi­to­wane.

A jed­nak.

W trak­cie stu­diów w Kali­for­nii spę­dzi­łam z Pum­per­nic­kel wiele przy­jem­nych godzin w par­kach i na plaży. W tam­tym cza­sie szko­li­łam się na eto­loga, czyli naukowca zaj­mu­ją­cego się zacho­wa­niem zwie­rząt. Wcho­dzi­łam w skład dwóch grup badaw­czych, obser­wu­ją­cych bar­dzo towa­rzy­skie stwo­rze­nia: noso­rożce białe w Parku Dzi­kich Zwie­rząt w Escon­dido i kar­ło­wate szym­pansy bonobo w tymże parku oraz w zoo w San Diego. Nauczy­łam się wni­kli­wej obser­wa­cji, zbie­ra­nia danych i ana­lizy sta­ty­stycz­nej. Z cza­sem taki spo­sób postrze­ga­nia świata wkradł się w moje wycieczki do parku. Nagle psy, płyn­nie prze­miesz­cza­jące się pomię­dzy ludz­kim i wła­snym świa­tem, stały się dla mnie zupeł­nie nie­zro­zu­miałe: prze­sta­łam odczy­ty­wać ich zacho­wa­nie jako jasne i pro­ste.

Kie­dyś patrzy­łam z uśmie­chem na zabawę Pum­per­nic­kel ze zna­jo­mym bul­l­te­rie­rem, teraz widzia­łam skom­pli­ko­wany taniec wyma­ga­jący współ­pracy, szyb­kiej komu­ni­ka­cji i oceny wza­jem­nych umie­jęt­no­ści i pra­gnień. Naj­mniej­szy ruch głową albo nosem wyda­wał mi się teraz zamie­rzony i pełen zna­czeń. Widzia­łam wła­ści­cieli, któ­rzy nie rozu­mieli nawet naj­drob­niej­szej rze­czy, którą robiły ich psy; dostrze­ga­łam psy za sprytne dla swo­ich towa­rzy­szy zabawy; ludzi, któ­rzy odczy­ty­wali psie prośby jako zmie­sza­nie, a zachwyt jako agre­sję. Zaczę­łam brać ze sobą kamerę, aby nagry­wać nasze wycieczki do parku. W domu oglą­da­łam taśmy poka­zu­jące psy bawiące się z psami, ludzi rzu­ca­ją­cych psom piłki i fris­bee, filmy z pości­gów, walk, piesz­czot i szcze­ka­nia. Dzięki nowo zdo­by­tej wraż­li­wo­ści na bogac­two spo­łecz­nych inte­rak­cji w świe­cie poza­ję­zy­ko­wym wszyst­kie te nie­gdyś zwy­czajne czyn­no­ści wyda­wały mi się nie­zba­daną skarb­nicą infor­ma­cji. Gdy zaczę­łam oglą­dać wideo w zwol­nio­nym tem­pie, dostrze­głam zacho­wa­nia, jakich nie zauwa­ży­łam przez lata miesz­ka­nia z psami. Bliż­sza obser­wa­cja spra­wiała, że nie­win­nie wyglą­da­jąca zabawa mię­dzy dwoma psami sta­wała się przy­pra­wia­jącą o zawrót głowy serią syn­chro­nicz­nych zacho­wań, dyna­micz­nej zmia­ny­ról, róż­no­rod­nej komu­ni­ka­cji, ela­stycz­nego dopa­so­wy­wa­nia się do reak­cji dru­giego osob­nika i gwał­tow­nego prze­cho­dze­nia od jed­nej zabawy do innej.

Patrzy­łam na prze­jawy aktyw­no­ści psiego umy­słu ujaw­nia­jące się w spo­so­bach, jakimi psy komu­ni­ko­wały się mię­dzy sobą i pró­bo­wały komu­ni­ko­wać się z ludźmi, a także inter­pre­to­wały zacho­wa­nie innych psów i ludzi.

Ni­gdy już nie patrzy­łam na Pum­per­nic­kel – ani żad­nego innego psa – tak jak daw­niej. Nie psu­jąc mi by­naj­mniej rado­ści, jaką daje obco­wa­nie ze zwie­rzę­ciem, naukowe podej­ście pozwo­liło mi w nowy spo­sób spoj­rzeć na jej zacho­wa­nia, w nowy spo­sób zro­zu­mieć życie psa.

Od czasu tych pierw­szych prób obser­wo­wa­łam psy pod­czas zabawy – mię­dzy sobą i z ludźmi. Nie zda­jąc sobie z tego sprawy, przy­czy­ni­łam się do rady­kal­nej prze­miany w podej­ściu nauki do badań nad psami. Pro­ces ten nie dobiegł jesz­cze końca, ale ogólny obraz tych badań jest dziś zupeł­nie inny niż dwa­dzie­ścia lat temu. Wtedy nie pro­wa­dzono nie­mal żad­nych prac doty­czą­cych psiego zacho­wa­nia i świa­do­mo­ści, obec­nie odby­wają się kon­fe­ren­cje w cało­ści poświę­cone tym czwo­ro­no­gom, ist­nieją grupy badaw­cze, w Sta­nach Zjed­no­czo­nych i za gra­nicą pro­wa­dzi się nad psami prace eks­pe­ry­men­talne, a ich wyniki można zna­leźć w facho­wych cza­so­pi­smach. Uczeni zaan­ga­żo­wani w te bada­nia zauwa­żyli to samo co ja: pies jest ide­al­nym obiek­tem badań nad zwie­rzę­tami. Psy współ­żyją z ludźmi od tysięcy, a może nawet setek tysięcy lat. Dzięki sztucz­nej selek­cji uwraż­li­wiły się na te same czyn­niki, które skła­dają się na nasze ludz­kie zdol­no­ści poznaw­cze, w szcze­gól­no­ści nauczyły się poświę­cać uwagę innym.

W tej książce wpro­wa­dzę czy­tel­nika w naukę o psach. Uczeni pra­cu­jący w labo­ra­to­riach i w tere­nie, zaj­mu­jący się psami użyt­ko­wymi i psami do towa­rzy­stwa, zgro­ma­dzili impo­nu­jącą wie­dzę bio­lo­gii psów – zdol­no­ściach sen­so­rycz­nych i zacho­wa­niach – i o ich psy­cho­lo­gii, czyli umie­jęt­no­ściach poznaw­czych. Dzięki danym uzy­ska­nym w toku setek prac badaw­czych możemy zacząć two­rzyć obraz psa widzia­nego „od środka” – co potrafi wywę­szyć, co sły­szy, jak na nas patrzy, jaki mózg za tym wszyst­kim stoi. Prze­gląd psy­cho­lo­gii psów zawarty w tej książce opiera się na moich wła­snych pra­cach, ale wykra­cza także daleko poza ich zakres, by objąć całość wyni­ków naj­now­szych badań. W nie­któ­rych dzie­dzi­nach brak jest jesz­cze wia­ry­god­nych danych doty­czą­cych psów, dla­tego wyko­rzy­stuję także bada­nia nad innymi zwie­rzę­tami, które mogą oka­zać się pomocne. (Jeśli lek­tura zachęci kogoś do zapo­zna­nia się z ory­gi­na­łami przy­wo­ły­wa­nych prac, ich wykaz znaj­duje się na końcu książki).

Nie zaszko­dzi psom, jeśli porzu­cimy smycz i zaczniemy przy­glą­dać się im z nauko­wego punktu widze­nia. Ich umie­jęt­no­ści i świa­do­mość zasłu­gują na szcze­gólną uwagę. Rezul­taty są wspa­niałe: nauka nie oddala nas od psów, lecz do nich zbliża i pozwala podzi­wiać praw­dziwą psią naturę. Wyko­rzy­stane z umia­rem, ale kre­atyw­nie, wyniki prac nauko­wych mogą rzu­cić nowe świa­tło na nasze codzienne dys­ku­sje o psach, o tym, co psy wie­dzą, co rozu­mieją, w co wie­rzą. Dzięki dro­dze, którą sama prze­by­łam, ucząc się patrzeć sys­te­ma­tycz­nie i naukowo na zacho­wa­nie mojego psa, zaczę­łam go lepiej rozu­mieć i bar­dziej doce­niać, a nasze rela­cje wzmoc­niły się.

Dosta­łam się do środka psa i udało mi się rzu­cić okiem na świat z jego punktu widze­nia. Ty też możesz to zro­bić. Jeśli masz przy sobie psa – to, co widzisz w tej uro­czej, kudła­tej isto­cie, wkrótce się zmieni.

Kilka wstęp­nych uwag o psie, tre­su­rze i wła­ści­cie­lach
Czy pies jest „psem”?

W dzie­dzi­nie badań nad zwie­rzę­tami innymi niż czło­wiek przy­jęło się, że kilka osob­ni­ków, które dokład­nie opu­kano, obej­rzano, wytre­so­wano i roz­ło­żono na czyn­niki pierw­sze, repre­zen­tuje cały gatu­nek. Nato­miast w przy­padku ludzi nie godzimy się na to, by zacho­wa­nie jed­nej osoby mówiło coś o nas wszyst­kich. Jeśli ktoś nie ułoży kostki Rubika w godzinę, to nie zakła­damy, że nie uda­łoby się to nikomu (chyba że ten ktoś aku­rat jest mistrzem w tej grze). Nasze poczu­cie indy­wi­du­al­no­ści prze­waża nad świa­do­mo­ścią wspól­nej bio­lo­gii. Opi­su­jąc nasze zdol­no­ści fizyczne i umy­słowe, widzimy sie­bie przede wszyst­kim jako jed­nostkę, a dopiero potem jako przed­sta­wi­ciela gatunku.

W przy­padku zwie­rząt kolej­ność jest odwrotna. Nauka postrzega zwie­rzę przede wszyst­kim jako przed­sta­wi­ciela okre­ślo­nego gatunku, a dopiero na dru­gim miej­scu sta­wia jego cechy indy­wi­du­alne. Przy­wy­kli­śmy oglą­dać w ogro­dzie zoo­lo­gicz­nym jed­nego czy dwa osob­niki, które decy­zją kie­row­nic­twa zoo są nie­świa­do­mymi „amba­sa­do­rami” swo­jego gatunku. Nasze wyobra­że­nia o jed­no­li­to­ści gatun­ko­wej zwie­rząt ujaw­niają się, gdy pró­bu­jemy porów­ny­wać ich inte­li­gen­cję. Dla spraw­dze­nia sta­rej i nie­gdyś popu­lar­nej hipo­tezy, że więk­szy mózg ozna­cza więk­szą inte­li­gen­cję, ludzki mózg porów­ny­wano z mózgami szym­pan­sów, małp zwie­rzo­kształt­nych i szczu­rów. Oczy­wi­ście mózg szym­pansa jest mniej­szy niż czło­wieka, małpy zwie­rzo­kształt­nej mniej­szy niż szym­pansa, a mózg szczura jest zale­d­wie wiel­ko­ści móżdżka ssa­ków naczel­nych. O tym wszy­scy wie­dzą. Zaska­ku­jący jest nato­miast fakt, że do tych porów­nań wyko­rzy­stano mózgi zale­d­wie dwóch czy trzech szym­pan­sów i innych małp. Te kilka zwie­rza­ków, które pechowo dla sie­bie stra­ciły głowy dla dobra nauki, uznano więc za opty­mal­nych przed­sta­wi­cieli swo­ich gatun­ków. A może to były przy­pad­kiem szym­pansy o wyjąt­kowo dużych mózgach lub małpy o wyjąt­kowo małych?1

Podob­nie, jeśli jeden osob­nik lub mała ich grupa nie podoła psy­cho­lo­gicz­nemu eks­pe­ry­men­towi, to na cały gatu­nek spada odium tej porażki. Cho­ciaż gru­po­wa­nie zwie­rząt według bio­lo­gicz­nych podo­bieństw jest bar­dzo uży­tecz­nym uprosz­cze­niem, wywo­łuje to dziwny efekt: mówimy o gatunku tak, jakby wszy­scy jego przed­sta­wi­ciele byli iden­tyczni. Ni­gdy nie zda­rza się to w przy­padku ludzi. Jeśli pies, który ma do wyboru kupkę dwu­dzie­stu cia­ste­czek i drugą, zawie­ra­jącą dzie­sięć cia­ste­czek, wybie­rze tę ostat­nią, wyciąga się wnio­ski doty­czące całego gatunku. Mówimy, że „pies” nie potrafi roz­róż­nić małego i dużego stosu, a nie – że „ten pies” nie potrafi ich roz­róż­nić.

Kiedy więc piszę o psie, w domy­śle cho­dzi mi o te psy, które do tej pory zostały prze­ba­dane. Być może kie­dyś, po prze­pro­wa­dze­niu wielu dobrze pomy­śla­nych eks­pe­ry­men­tów, będziemy w pra­wie mówić o wszyst­kich psach. Nawet jed­nak jeśli to nastąpi, róż­nice mię­dzy poszcze­gól­nymi osob­ni­kami na­dal będą ogromne: wasz pies może mieć wyjąt­kowo dobry węch, może uni­kać ludz­kiego wzroku, uwiel­biać swoje lego­wi­sko i nie zno­sić, by go doty­kano. Nie każde zacho­wa­nie psa należy inter­pre­to­wać jako zna­czące, jako coś wro­dzo­nego bądź nie­zwy­kłego; cza­sem psy po pro­stu takie są, tak jak i my. Pod­kre­ślam więc, że tre­ścią tej książki są roz­po­znane dotąd zdol­no­ści tych psów; wasze doświad­cze­nia mogą być inne.

Tre­so­wa­nie psów

Ta książka nie jest pod­ręcz­ni­kiem tre­sury. Nie­które jej tre­ści mogą ci jed­nak pomóc w naucze­niu swo­jego psa kilku rze­czy. Dorów­nasz w ten spo­sób psom, które już dawno, bez pomocy ksią­żek o ludziach, nauczyły się nas tre­so­wać bez naszej wie­dzy.

Publi­ka­cje na temat wycho­wa­nia psów oraz te, które zaj­mują się ich zacho­wa­niem i świa­do­mo­ścią, nie mają ze sobą wiele wspól­nego. Tre­se­rzy wyko­rzy­stują tylko kilka pod­sta­wo­wych zasad psy­cho­lo­gii i eto­lo­gii – cza­sem z powo­dze­niem, cza­sem dopro­wa­dza­jąc do kata­strofy. Tre­sura opiera się prze­waż­nie na nauce przez sko­ja­rze­nia. Łatwo je wpoić wszyst­kim zwie­rzę­tom, a także ludziom. Nauka przez sko­ja­rze­nia to pod­łoże prak­tycz­nych zasad warun­ko­wa­nia, które każą nagra­dzać zwie­rzę (sma­ko­ły­kiem, oka­za­niem uwagi, zabawką, piesz­czotą), jeśli wyka­zało się pożą­da­nym zacho­wa­niem (pies siadł). Poprzez sys­te­ma­tyczne powtó­rze­nia można u psa wytwo­rzyć nowe zacho­wa­nia, takie jak leże­nie, prze­wra­ca­nie się na grzbiet, a dla bar­dziej ambit­nych jazda na nar­tach wod­nych za moto­rówką.

Czę­sto jed­nak zasady tre­sury są sprzeczne z wyni­kami badań nauko­wych. Wielu tre­se­rów zakłada na przy­kład, że ist­nieje ana­lo­gia pomię­dzy psem i oswo­jo­nym wil­kiem, co okre­śla ich spo­sób patrze­nia na psy. Ana­lo­gia warta jest tyle, co jej źró­dło. A w tym przy­padku, jak się prze­ko­namy, naukowcy nie­wiele wie­dzą o zacho­wa­niu wil­ków w ich śro­do­wi­sku natu­ral­nym, to zaś, co wie­dzą, prze­czy ste­reo­ty­pom wyko­rzy­sty­wa­nym przy porów­na­niach.

Co wię­cej, metody tre­sury nie są wery­fi­ko­wane meto­dami nauko­wymi, choć wielu tre­se­rów twier­dzi co innego. Żaden pro­gram szko­le­nia psów nie został oce­niony przez porów­na­nie zacho­wań grupy eks­pe­ry­men­tal­nej, która pod­da­wana jest tre­su­rze, i grupy kon­tro­l­nej, któ­rej życie wygląda tak samo, lecz która nie odbywa szko­le­nia. Ludzie, któ­rzy korzy­stają z usług tre­se­rów, czę­sto wyróż­niają się dwiema nie­ty­po­wymi cechami: ich psy są mniej „grzeczne” niż prze­ciętni przed­sta­wi­ciele tego gatunku, a oni sami mają ponad­prze­ciętną moty­wa­cję, by ukształ­to­wać swo­jego psa w okre­ślony spo­sób. Przy takiej kom­bi­na­cji cech jest bar­dzo praw­do­po­dobne, że po kilku mie­sią­cach szko­le­nia zacho­wa­nie psa ule­gnie zmia­nie, nie­mal bez względu na zasto­so­wane metody.

 

Udana tre­sura daje poczu­cie suk­cesu, ale nie zna­czy to, że suk­ces ten zawdzię­czamy wła­ści­wej meto­dzie. Być może tak jest, ale mógł to być tylko szczę­śliwy przy­pa­dek. Może temu psu poświę­cano pod­czas szko­le­nia wię­cej uwagi niż innym. Może po pro­stu doj­rzał w trak­cie szko­le­nia. A może jego zacho­wa­nie popra­wiło się, bo wypro­wa­dziła się z sąsiedz­twa rodzina z wred­nym kun­dlem. Innymi słowy, na suk­ces tre­sury mogły się zło­żyć dzie­siątki zacho­dzą­cych jed­no­cze­śnie zmian w życiu psa. Nie możemy odrzu­cić tych ewen­tu­al­no­ści bez rze­tel­nych badań nauko­wych.

Co jed­nak naj­istot­niej­sze, szko­le­nie jest zwy­kle dosto­so­wane do czło­wieka – ma zmie­nić psa tak, aby zaczął odpo­wia­dać wyobra­że­niom wła­ści­ciela i zacho­wy­wać się tak, jak on sobie życzy. My mamy tutaj zupeł­nie inne cele: chcemy przyj­rzeć się temu, co pies robi, czego od nas chce i jak nas rozu­mie.