Niebezpieczna gra

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

CZĘŚĆ 2Alex Langendorf, Nathaniel White, Betty Rose
Betty

Stałam przed lustrem i już dwadzieścia minut bez jakiegokolwiek sensu czesałam swoje białe, długie włosy. Alex zaginęła… Nie ma jej już trzy dni, a ja mam dostęp tylko do jej domu. Nie wiem, gdzie mieszka Nathaniel i chyba nie chcę wiedzieć. Nie jestem jakimś super-nie-wiadomo-kim i nie mogę dostać się na Ter. Siedzę u Alex w apartamencie na tych pieprzonych stu sześćdziesięciu metrach i tak naprawdę to tyle. Dosłownie. Przysiadłam przed jej lustrem i co chwilę łapię doła. Ona na pewno ma niezłe kłopoty, a ja jak zwykle muszę się martwić.

Wstałam z krzesła i wyszłam z jej garderoby. Podeszłam do lodówki i wyjęłam piwo arbuzowe. Znowu usiadłam na kanapie i schowałam głowę w dłonie. Nie mogę tak siedzieć bezczynnie. Ale co zrobić? Wiem, że mam jeden plan, którego zbytnio nie chcę wcielać w życie. Posiadam numer do siostry Alex, Melanii. Mogłabym do niej zadzwonić i poprosić o… nie wiem właściwie o co. Rozmowę z jej ojcem? Przecież to w końcu król państwa większego niż całe Stany Zjednoczone. To taki pan wszechświata. Dosłownie. Nie dziwię się, że nad nim nie panuje i ludzie umierają mu na ulicach.

Wybrałam numer Melanii, a ona po dwóch sygnałach odebrała.

– Cześć… Ehm… Z tej strony Betty Rose… Ja jestem przyjaciółką twojej siostry.

– Ach, tak… Betty. Kojarzę. Coś się stało? – Głos Melanii był tak nienaturalnie melodyjny, jakby ćwiczyła go nocami, aby dobrze brzmiał.

– Posłuchaj… Pamiętasz tego gościa, który stoi za atakami?

– Tak. Wszyscy znają jego nazwisko. Jest najbardziej poszukiwanym człowiekiem w kraju. Razem ze swoimi braćmi.

– Tak… No właśnie… Nathaniel White. I posłuchaj, bo… Ehm… Alex nie powiedziała wam, że ona z nim chodziła. Tak, wiesz… Byli parą… I on ją prawdopodobnie porwał…

– Czekaj… Co?! To… to jest… – Melania była najwidoczniej bardzo przestraszona. – Ty mówisz serio?

– Nie, na niby. Z całym szacunkiem, ale czy uważasz, że jestem na tyle głupia, aby wkręcać następczynię tronu? Błagam – powiedziałam rozdrażnionym głosem, bo denerwowało mnie, że ona mi nie wierzy.

– Ja przepraszam… Nie, nie uważam tak. Czego on by chciał od Alex?

– Nie wiem. Czegoś na pewno. Dostawała groźby. O tym też pewnie nie wiecie.

– Niestety nie wiem. Zastanawiam się, co w tej sytuacji zrobić.

– Ty możesz mówić o tym tak spokojnie? Nie rozumiem. Nie martwi cię to?

– Martwi… Oczywiście, że martwi. To bardzo poważna sprawa… Pójdę do ojca powiedzieć mu o tym… Tak chyba będzie najlepiej.

– Też tak myślę. Jak coś będziesz wiedzieć, odezwij się. Cześć. – Od razu się rozłączyłam, nie czekając na odpowiedź. Melania nieźle mnie zirytowała. Jak można rozmawiać o czymś takim ze spokojem?

Alex była taka naiwna… W ogóle nie słuchała, co do niej mówiłam, a teraz ma kłopoty. Ona może jest przyzwyczajona do złego traktowania, jakkolwiek to brzmi, ale nie wiem, czy poradzi sobie z psychopatami.

Usłyszałam szybkie i mocne pukanie do drzwi. Kto to może być? Chris? Na pewno nie, bo jest teraz na wakacjach z rodzicami we Włoszech. Podeszłam do drzwi i kiedy je otworzyłam, do środka wbiegło parę osób.

– Mów wszystko, co wiesz – powiedział wysoki mężczyzna ubrany w drogi garnitur i bardzo kogoś mi przypominający. Sekundę zastanawiałam się, kto to jest i od razu do mnie dotarło. To tata Alex. No to mam przejebane.

Przez trzydzieści minut próbowałam mu wytłumaczyć, jak to się stało, że jego córka została porwana. Na początku był lekko wściekły, potem zdezorientowany, a na koniec smutny. Oprócz niego przyszli także strażnicy, którzy teraz rozstawieni po kątach mieszkania lekko przestraszeni słuchali naszej rozmowy.

– I naprawdę nie wiesz, gdzie może być ten chłopak?

– Nie, proszę pana. Naprawdę nie mam bladego pojęcia.

– Uważasz, że może pojawić się w swoim domu? Zabrać coś, wyczyścić ślady, cokolwiek?

– Nie. Na pewno już go tam nie będzie.

– Dobrze. Danielu, proszę cię, poproś Rogera Browna, aby jak najszybciej pojawił się w moim biurze. – Mężczyzna zwrócił się do jednego ze swoich podwładnych, który siedział na fotelu przy telewizorze.

– I co zamierza pan zrobić? Muszę wiedzieć. Alex jest dla mnie jak siostra.

– Będziemy szukać jej po całym kraju. Zrobię to, co należy do moich obowiązków.

– Dziękuję bardzo.

– Nie. To ja tobie dziękuję. Gdybyś nie zadzwoniła do Melanii, nic byśmy nie wiedzieli. Do widzenia. Jak dowiesz się czegoś nowego, dzwoń do niej.

– Dobrze. Będę informowała na bieżąco. Do widzenia.

Po wyjściu ojca Alex opadłam na kanapę i rozpłakałam się. Mam nadzieję, że kiedykolwiek jeszcze ją zobaczę.

Alex

– Nic wam nie powiem ani nic nie zrobię – powiedziałam, kiedy Adam i Nathaniel usiedli obok Toma. – Nie obchodzi mnie, czego ode mnie chcecie. To nie moja wojna. To w ogóle nie jest wojna. Nie wiem, co myślicie, ale świat nie działa tak, jak wy byście chcieli. Mój ojciec na pewno już wszczął poszukiwania. Lada dzień mnie znajdą, a wy będziecie mieli przejebane. A ty – to mówiąc, popatrzyłam na Natha, który z zaciekawieniem przechylił głowę – najbardziej.

– Skończyłaś? – odezwał się z drwiną w głosie Tom, po czym wstał. – Posłuchaj mnie. – Podszedł do mnie zadziwiająco blisko i oparł się rękoma o stół. – Nie wiem, co widzi w tobie mój brat, bo ja nie widzę nic. Ani potencjału, ani w zasadzie żadnej z cech, które tutaj cenimy.

– Tutaj masz rację. Jeżeli cenicie gotowość do zabijania, kłamstwo i zło, to faktycznie. U mnie tego nie zobaczysz. Na przykład ja w tobie też nic nie widzę. Ani potencjału, ani inteligencji. Śmieszne, prawda? – Szczęka Toma zacisnęła się, uwydatniając kości policzkowe, a w oczach zobaczyłam wściekłość pomieszaną z nutą… ciekawości?

Kątem oka popatrzyłam też na Natha, który przetarł ręką powieki i pokręcił głową z rezygnacją. Tom odszedł ode mnie, usiadł na krześle i oparł się o stół.

– Nieważne. Sprawa wygląda tak. Chcemy, abyś udzieliła nam paru informacji i szpiegowała dla nas. – Tym razem to Nath wstał, ale oparł się o ścianę z daleka ode mnie. Co oni mają z tym wstawaniem i siadaniem?

– Nie. – Uśmiechnęłam się ironicznie, próbując przy tym ruszyć rękoma, ale były tak mocno przypięte, że moje wysiłki zdały się na nic. Na dodatek bransoletka, która zabierała mi moc, zaczęła się robić nieznośnie ciepła. Dziwne.

– Zastanów się.

– Nie będę się nad niczym zastanawiać.

– Będziesz miała na to dużo czasu.

– Wątpię. Znajdą mnie prędzej czy później.

– Tak myślisz?

– Tak.

– Wiesz, że mamy tutaj osiemset tysięcy ludzi, a tych, którzy popierają nasze działania, jest około czterech milionów? Oczywiście to dane tylko ze stolicy. W całym kraju mamy dwadzieścia razy więcej. Wszyscy wiedzą, po co tu jesteś. I nie pozwolą, abyś gdziekolwiek się ruszyła. – O, kurwa. Nie wiedziałam, że aż tyle. To trochę dużo.

– To i tak o wiele mniej niż ludzi popierających mojego ojca.

– Jednak jesteś tak głupia, na jaką wyglądasz.

– Przegiąłeś.

– Oj, uraziłem ego naszej królewny?

– Nie będę z tobą rozmawiać.

– Nie bądź dziecinna.

– To nie bądź takim debilem. – Nath podszedł do mnie i otwartą dłonią uderzył mnie w policzek, który od razu mocno zapiekł. Chyba się zagalopowałam.

– Ty nadal nie masz pojęcia, z kim rozmawiasz, gówniaro. Skończyła się taryfa ulgowa. Wyjdźcie. – Wściekły chłopak zwrócił się do swoich braci.

– Ale… – powiedział Adam lekko zdziwiony. On umie mówić. Nieźle.

– Bracie… – Tom odezwał się takim głosem, jakby już wcześniej rozmawiali na ten temat.

– Nie. Wyjdźcie. Załatwię z nią sprawy osobiście.

– A co ja, kurwa, urzędniczką jestem? – powiedziałam pod nosem, ale widocznie Nath to usłyszał, bo odwrócił się do mnie gwałtownie. Tom uśmiechnął się lekko i wyszedł, pociągając za sobą Adama, który cały czas miał lekko zdziwioną minę.

– Zamknij się! – Chłopak zatrzasnął drzwi, mówiąc przedtem jakiemuś mężczyźnie, aby nikogo nie wpuszczał. – Mówiłem ci coś dzisiaj, kurwa! Mówiłem, a ty mnie nie słuchasz! – Nath wrzasnął ostro, uderzając ręką w stół.

– Ty nie jesteś taki, jak pokazujesz.

– A skąd możesz wiedzieć, jaki jestem?

– Poznałam cię.

– Jesteś taka naiwna. Proszę cię. – Nathaniel tak jak poprzednio oparł się o ścianę, tylko tym razem tę przede mną. – To wszystko było kłamstwem. Iluzją. Zrozum wreszcie, że tak wygląda prawdziwe życie. Życie to nie jest miejsce, w którym ludzie dają ci pieniądze za to, że się uśmiechniesz, a inni chwalą cię i wielbią, wybaczając każdy, nawet najgorszy błąd. Prawdziwe życie to piekło. To tak naprawdę definicja nieustającego bólu i cierpienia. Martwienie się o następny dzień i o to, czy masz za co go przeżyć.

– Skąd wiesz, że moje tak nie wyglądało?!

– Skarbie, ja nie mówiłem nic o martwieniu się, że Gucci nie produkuje już twoich ulubionych torebek. Tak wygląda twoje życie. Teraz, niestety, jesteś w moim.

– Dlaczego karzesz mnie za to, że miałam lepiej od ciebie?! – Łzy wściekłości napłynęły mi do oczu, a bransoletka paliła mnie już tak, że miałam wrażenie, jakby wypalała mi ślad na skórze.

– Czemu od razu zakładasz, że cię karzę? Ja jeszcze nic nie zrobiłem. No może oprócz tej bransoletki, ale to tylko dla zabawy. – Nath machnął ręką, a drucik od razu przestał palić i szybko wrócił do normalnej temperatury. Co jest? Jak on to… – Co, zdziwiona? To w zasadzie mała próbka tego, co potrafię. No w każdym razie miło mi było patrzeć, jak próbujesz nie krzyczeć z bólu. W zasadzie to długo wytrzymałaś. – Chłopak zaśmiał się, a ja nie wiedziałam, co zrobić. Byłam w niezłym szoku. To o wiele więcej, niż ja potrafię. A umiem dużo.

 

– Ty jesteś potworem. Powinieneś się leczyć. – Nathaniel podszedł do mnie i złapał mocno za podbródek, zmuszając, abym na niego popatrzyła. Jego oczy były tak zimne i bez jakiegokolwiek wyrazu, że niekontrolowane łzy popłynęły mi po policzku. Znalazłam się w rękach potwora…

– Płacz zostaw sobie na później. – Wolną ręką otarł mi twarz i usiadł naprzeciwko mnie. – Miło się rozmawiało, ale trzeba przejść do konkretów. Nie chcesz nic nam powiedzieć? Rozumiem. W takim razie zmusimy cię. A w zasadzie to ja zmuszę. Powiesz nam to, co chcę, a nic ci się nie stanie. Prawdopodobnie nic. Jeżeli będę miał dobry humor.

– Twoi bracia wiedzą, jakim psycholem jesteś? Dlaczego kazałeś im wyjść?

– Tak. Wiedzą. To żadna tajemnica. Dlaczego kazałem im wyjść? Ponieważ Adam, mimo iż jest na podobnej pozycji jak my, zachowuje się jak ty, a Tomowi nie ufam. A zresztą on jest gorszy niż ja.

– Niemożliwe.

– Poczekaj, aż przyjdzie co do czego. Nie może cię zabić. To jest umowa pomiędzy nami. Resztę ustalam sobie sam. Ale mniejsza z tym. Jaka jest twoja decyzja? Pomagasz nam czy jednak nie?

– Nie.

– Tak więc widzimy się w moich realiach – powiedział Nath i wstał z krzesła. Zapukał trzy razy w drzwi, a one natychmiast się otworzyły. – Załóżcie jej opaskę na oczy i zamknijcie na klucz w celi. Pilnujcie jej cały czas. Na posiłki i do toalety zmieniajcie się.

– Ale kto ma ją odprowadzić?

– Ty.

– Ale…

– Nic ci nie zrobi. Jest unieszkodliwiona. Rób, co ci każę i nie dyskutuj.

– Tak jest, proszę pana.

– I zawołaj Toma do mojego gabinetu. Niezależnie, co robi.

– Tak jest, proszę pana.

– I niech ktoś przyniesie mi tam kawę.

– Tak jest… proszę pana.

Mężczyzna, lekko przestraszony, podszedł do mnie i zawiązał mi tę cholerną opaskę. Odprowadził mnie do pokoju, a kiedy już się tam znalazłam, zaczęłam się zastanawiać, jak ci ludzie mogą słuchać tych tyranów. Prawdopodobnie robią to ze strachu.

Nathaniel

Odwróciłem się od niej i wyszedłem z tego cholernego pokoju. Nie powinienem się na niej wyżywać, ale nie mogłem się powstrzymać, ponieważ tak denerwowała mnie swoją głupotą. Alex jest zbyt dobra. Zbyt dobra na mnie i na to wszystko. Ale nie mam wyboru. Przypadła mi w udziale niewdzięczna rola zabijania tego, co piękne i zamieniania w czyste zło.

Szedłem przez korytarze z szarego kamienia i co chwilę kiwałem głową do osób, które się ze mną witały. We wrześniu kończę dziewiętnaście lat, a czuję się, jakbym miał co najmniej czterdzieści. Mam pod sobą tylu ludzi i jeszcze tych okropnych braci. Na dodatek porwałem księżniczkę. Jak mnie złapią, nie wyjdę z pierdla, nawet po śmierci.

Skręciłem w lewo i otworzyłem duże drzwi z kamienia o wiele ciemniejszego niż ściany. Wszedłem do swojego gabinetu, czyli do jedynego miejsca, w którym chce mi się przebywać, ale to chyba tylko dlatego, że kiedy nie ma obrad, jestem tam sam. W gabinecie nie ma dużo mebli. W zasadzie tylko dwa i trzynaście krzeseł. Jest dość duży stół, przy którym najważniejsze osoby siedzą i rozmawiają o tym, jak coś zrobić, ale się nie narobić. Przy nim stoją krzesła obite skórą. Pod ścianą znajduje się szafa zamykana na klucz, w której według moich braci trzymam zwłoki dzieci w formalinie. Na ścianie naprzeciwko stołu wisi projektor. No i to w zasadzie tyle.

Podszedłem do szafy i wyciągnąłem z niej laptopa. Położyłem go na stole i wtedy ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłem, a za nimi stał Tom, trzymający kubek z parującą kawą.

– Kawa dla pana – powiedział mój brat i bez pytania wszedł do pokoju, dosyć głośno stawiając kubek na stole. – Czego chcesz? – Usiadł na jednym z krzeseł i popił mój napój.

– Porozmawiać.

– Pewnie o Alex. Tutaj nie ma o czym mówić. Dziewczyna musi zacząć gadać.

– W zasadzie nie chciałem rozmawiać o Alex. Chciałem rozmawiać o tobie.

– O mnie? A czego chcesz się dowiedzieć, braciszku?

– Ja nie chcę się niczego dowiedzieć. Chcę cię o coś prosić.

– A potrafisz?

– Śmieszne. Widziałem, jak na nią patrzysz.

– Czyli jednak chodzi o Alex.

– A co? Nathanielek się zakochał i boi się, że ktoś zabierze mu zabawkę?

– Po prostu nie rób jej krzywdy.

– Jeżeli ty zamierzasz, to czemu odbierasz mi tę przyjemność?

– Bo ty to nie ja. Ja chcę, aby zaczęła mówić. Ty jesteś sadystą.

– Dobry żart albo słabe kłamstwo, bracie. Wiem o bransoletce. Nie wmówisz mi, że jesteś święty. Wiem także, że przed naszym spotkaniem byłeś u niej.

– Ale… – Byłem zdezorientowany. Jak on to…

– Ściany mają uszy – powiedział Tom, wstając. Zasunął krzesło i jednym haustem wypił mi całą kawę. – Bracie… Zrobię wszystko, aby zaczęła gadać. A że do tego jest piękna, to można sobie poużywać, prawda? Przecież ty tak robiłeś cały czas.

– Ty nie możesz nazywać się moim bratem.

– No pewnie, że nie. Jestem twoją przyzwoitką. – Tom wyszedł, uśmiechając się szeroko i głośno trzaskając drzwiami. Podszedłem do stołu i chwyciłem telefon, a potem wybrałem numer jednego z kucharzy.

– Przynieś mi kawę do gabinetu.

– Miło mi pana słyszeć. Pana brat zaniósł panu kawę.

– Wypił mi. Przynieś mi kawę.

– A jaką pan sobie życzy?

– Normalną. Zwykłą kawę.

– Ale…

– Kawę, do jasnej cholery! – Czy ten człowiek nie rozumie, co do niego mówię?

– A tabletkę na uspokojenie?

– Mam cię zwolnić, Jonatan? Pamiętaj, do kogo mówisz.

– Tak, proszę pana, przepraszam. Jest pan po prostu wyjątkowo zdenerwowany.

– Niech ktoś po prostu przyniesie mi kawę.

Rozłączyłem się i ciężko usiadłem na krześle, pocierając czoło wierzchem dłoni. Otworzyłem stronę z wiadomościami na laptopie i wszedłem w zakładkę „wieści z kraju”.

O godzinie 12.00 minister obrony narodowej Oscar Jackson wydał oficjalne oświadczenie w związku ze złą sytuacją naszego kraju, w którym zarządził godzinę policyjną oraz ogłosił, iż każda osoba, która publicznie ogłosi się wyznawcą innych poglądów, niż przedstawiają obecni rządzący, zostanie aresztowana i postawiona przed sądem. Wszystkie rozporządzenia obowiązują od godziny 10.00 dnia następnego. Więcej informacji znajdą państwo poniżej.

Zamknąłem komputer i uśmiechnąłem się pod nosem. Czyli uważają nas za terrorystów. To dobrze. Przynajmniej zrozumieli powagę sytuacji i w końcu zobaczyli, że mają nóż na gardle.

Alex

Siedziałam na podłodze oparta o ścianę obok łóżka i już dobrą godzinę patrzyłam pusto w drzwi przede mną, czyli od momentu, w którym sługus Nathaniela dosłownie wrzucił mnie do celi. Przez cały ten czas prawie o niczym nie myślałam, ale i tak ciągle miałam w głowie myśl, która nie dawała mi spokoju: „Zakochałam się w potworze. I kocham go nadal”. Tak banalna, ale jednak spędzająca sen z powiek. Kiedy znowu to rozważałam, roześmiałam się. Bo jakby na to nie patrzeć, to było bardzo zabawne. Nathaniel to był mój pierwszy chłopak. Z nim pierwszym spałam. I pierwszy raz jestem zakochana. Tak. Wszystko trafił jasny szlag, a on sam okazał się psychopatą. Podsumowując… albo to jest bardzo śmieszne, albo zaczynam wariować.

Moje rozmyślania przerwał dziwny trzask przy drzwiach. Podeszłam bliżej i otworzyłam małe okienko do wydawania posiłków, a moim oczom ukazał się obiad. Dosłownie. Obiad. Nie jakaś papka pachnąca gównem, tylko kurczak, ziemniaki, surówka oraz kubek z jakimś pomarańczowym napojem.

Wzięłam tackę i zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu dogodnego miejsca, aby usiąść. O wszystkim pomyśleli, ale nie wzięli pod uwagę, że ktoś chciałby zjeść posiłek, siedząc przy stole.

W końcu znowu padło na ścianę naprzeciwko drzwi. Jedzenie było dobre. Nie było to danie godne restauracji z gwiazdką Michelin, ale jednak na pewno lepsze, niż ja sama bym ugotowała. Dopiero kiedy ugryzłam pierwszy kęs kurczaka, zorientowałam się, jak bardzo jestem głodna. W końcu ten dzień był… jakby to powiedzieć… pełen wrażeń?

Nie wiedziałam, gdzie mam odłożyć tackę, więc zostawiłam ją na podłodze obok drzwi. Kiedy wstałam, tak mocno zakręciło mi się w głowie, że upadłam na kolana i przez chwilę siedziałam z zamkniętymi oczami. Jestem coraz słabsza. Bransoletka odcinająca moc prawdopodobnie działa na pełnych obrotach, a ja pozbawiona mocy opadam z sił. Bo mimo iż Terowie nie używają mocy, to ona cały czas płynie w ich żyłach i pozwala im na zachowanie pełni sił i zdrowia. A u mnie została całkowicie odcięta.

Cudem doczołgałam się do łóżka i weszłam na nie, znowu zamykając oczy. Nie wiedziałam, co się dzieje. Mój stan pogarszał się z minuty na minutę. Znacie uczucie tak silnego pragnienia, że macie wrażenie, jakbyście mogli wyrwać sobie gardło, aby tylko nie czuć bólu? Ja właśnie tak się czułam. Tylko spragnione nie było moje gardło, ale żyły, które bolały tak, jakby paliły się żywym ogniem.

Kiedy pojedyncza łza skapnęła mi na policzek, drzwi otworzyły się i do środka wszedł Tom. Trzymał w dłoni jakąś szklankę z białym płynem. Podźwignęłam się na jednym łokciu i spojrzałam na niego wzrokiem pełnym pogardy.

– Nie patrz tak na mnie – powiedział, powoli podchodząc do mojego łóżka.

– Nie podchodź.

– Nie chcę cię skrzywdzić. Mój brat jest głupcem, że cię tu trzyma.

– Kłamiesz. Sama widziałam, że chcesz tego samego co on.

– Skarbie. – Tom usiadł na podłodze naprzeciwko mnie. Jego głowa była mniej więcej na poziomie mojego czoła. Miał chyba z metr dziewięćdziesiąt. – Jestem najbardziej zręcznym kłamcą, jakiego prawdopodobnie spotkasz i spotkałaś. Oczywiście, że wciskam mojemu bratu kit. Uważasz mnie za idiotę, który naraża się na gniew jednej z najpotężniejszych osób w kraju?

– Nie, ale i tak ci nie ufam.

– Boli? – Tom wstał i powoli usiadł na skraju łóżka.

– Co? Nic mi nie jest.

– Tak? – Mężczyzna ścisnął mi nogę, a ja pod dotykiem jego długich zimnych palców wzdrygnęłam się, jednocześnie wydając pisk bólu. – Langendorf… Wiem, co robi ci brak mocy.

– Czemu chcesz mi pomóc? – Emocje oraz niespodziewany ból wzięły górę i znowu z moich oczu popłynął potok łez. – Czego ode mnie chcesz?

– Niczego. Po prostu denerwuje mnie to, że mój brat uważa się za boga. Jestem starszy, więcej widziałem i wiem, że nam nie pomożesz. Jesteś zbyt uparta – powiedział Tom i podał mi szklankę. – Wypij to. Pomoże.

Niechętnie ją wzięłam w trzęsące się ręce i powąchałam. Nie owijając w bawełnę, śmierdziało gównem. I tyle.

– Nie wypiję tego. Nie ma opcji.

– Tylko to ci pomoże.

– Skąd to masz? Może chcesz mnie otruć?

– A po co miałbym cię otruć? Proszę cię.

Raz się żyje. Wzięłam łyk napoju, który tak naprawdę pachniał dziesięć razy gorzej, niż smakował. Zakręciło mi się w głowie.

Ostatnie, co pamiętam, to moment, w którym Tom wstał z łóżka, a ja upuściłam szklankę, która roztrzaskała się na podłodze.

Zemdlałam.