Niebezpieczna gra

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

6.

Dzisiaj jest już jedenasty lipca. Od tamtego pamiętnego wieczoru chodziłam z Nathanielem White’em. Ten czas był bardzo przyjemny i ciekawy, ale oparty na ciągłych kłamstwach. Nadal nie powiedziałam mu prawdy, nie przyznałam się nikomu prócz Betty, że mam chłopaka. Parę dni temu przyszła do mnie, przepraszając za swoje kłamstwo i tłumacząc się tym, iż musiała odwiedzić babcię w szpitalu i nie chciała, abym się martwiła. Słaba wymówka, ale przyjęłam ją, nie chcąc się kłócić.

Dzisiaj spędzałam czas na Ter. White myśli, że byłam u wujka na przedmieściach Waszyngtonu. Lepsze takie kłamstwo niż okropna prawda. Tak naprawdę w głębi duszy boję się, że gdyby dowiedział się prawdy, zostawiłby mnie. Przywiązałam się do niego. Nie można nazwać tego miłością na lata, ale dobrze mi z nim i wolałabym tego nie zmieniać.

Skończyłam swoje rozmyślania i wstałam z białej ławki, która stała w części ogrodowej dworu. Ogród mieścił się na tyłach głównego budynku i zajmował powierzchnię dwunastu hektarów. Był utrzymany w odcieniach bieli, tak że pasował do całego wystroju. Białe róże, białe gardenie, jaśmin oraz białe piwonie. Moim zdaniem wyglądało to pięknie, ale monotonnie. Ojciec miał fioła na punkcie bieli. Uważał, że to kolor czystości i niewinności, czyli najlepszych cech, które należy solennie pielęgnować. Czerwony natomiast to, jak mówił, kolor złości i nienawiści. Ja tradycyjnie się z nim nie zgadzałam, moim zdaniem czerwony jest piękny, ale to tylko moja opinia, której jak zwykle nikt nie popiera.

Weszłam do budynku tylnymi drzwiami i skierowałam się do jadalni, co chwilę poprawiając prostą różową sukienkę z kołnierzykiem. Musiałam ją założyć, bo nie wpuściliby mnie na obiad, a zresztą po moim ostatnim występie w krótkich spodenkach chciałam trochę załagodzić sytuację. W końcu to moja rodzina.

Kiedy doszłam do dużych białych drzwi, za którymi siedziała cała moja familia, jedząc obiad, zawahałam się. Nie wiem, czy wiedzieli, że jestem na dworze, ponieważ nie widziałam dzisiaj ani rodziców, ani siostry. Od razu kiedy przybyłam na Ter, poszłam dowiedzieć się od kucharza, o której odbędzie się obiad, oczywiście zachowując przy tym należytą dworską etykietę. Marion, bo tak nazywał się szef kuchni, tak zdziwił się moim wyglądem i tym, że w ogóle przyszłam, że prawie upuścił talerze. W końcu rzadko można zobaczyć księżniczkę Alex w sukience, białych wysokich szpilkach, delikatnym makijażu i koku na głowie. Tak… to niecodzienny widok. Dlatego zawahałam się przed wejściem do jadalni. Bałam się reakcji rodziny. Pewnie pomyślą, że coś chcę. No trudno.

Ruszyłam do przestronnego pomieszczenia, na środku którego stał duży biały stół. Wokół niego krzątała się służba.

– Alex, kochanie. Nareszcie. – Moja mama wstała z dużego krzesła wyściełanego skórą i podeszła do mnie. Była piękną kobietą o ogniście rudych włosach. Na sobie miała kremową sukienkę za kolano i szpilki kaczuszki. Boże, kobieto… Masz czterdzieści lat. Możesz nałożyć obcasy.

– Witaj, mamo. Ciebie też miło widzieć.

– Alex. – Ojciec skinął ku mnie głową, poprawiając krawat. Był zły. Zawsze poprawia ubranie, kiedy jest zły. Trudno. Przeżyję.

– Tato.

– Alex… Tak dobrze, że jesteś. – Melania. Boże, jak ja jej nienawidzę. Ukochana córka rodziny Langendorfów, idealna, piękna, ułożona.

Dzisiaj miała na sobie białą prostą sukienkę z ozdobnymi rękawami i kremowe balerinki. Jejku, co one mają z tymi butami? Moje szpilki mają dwanaście centymetrów…

– Naprawdę cieszę się, że w końcu znalazłam czas na rodzinny obiad. – Zwróciłam się do wszystkich. – I cieszę się, że pomimo iż dawno się nie widzieliśmy, zostałam ciepło przyjęta.

– Kochanie. – Mama usiadła z powrotem na krześle i poprawiała sukienkę. – Zawsze jesteś mile widziana.

– Miło mi…

– Czy moglibyśmy zacząć jeść? – Tata przerwał mi w pół słowa i odchrząknął. – Proszę?

– Tak, oczywiście, tatusiu – odpowiedziała słodkim głosikiem Melania. – Alex, siadaj – nakazała już o wiele mniej przyjaźnie.

Usiadłam przy stole i zaczęłam się modlić, aby przynieśli coś jadalnego. Cokolwiek, tylko nie makaron i wymyślne mięso. W sumie powinnam się cieszyć, że dostaję coś takiego, ale do momentu, kiedy nie wyprowadziłam się z domu, byłam żywiona właśnie takim jedzeniem. Potem zaczęłam gotować sama i moja dieta ograniczyła się do dużej ilości warzyw i bardzo małej ilości mięsa.

Na moje nieszczęście podano miniaturową wersję tatara z wołowiny. Świetnie.

– Co życzy sobie panienka do picia? Wodę? Sok z jarmużu czy może koktajl z bananów? – Kelner pochylił się nade mną i uśmiechnął szeroko.

– A coś mocniejszego?

– Nie bardzo rozumiem, co ma wasza królewska wysokość na myśli.

– Absynt? – Kelner szybko spojrzał na moją mamę, która zakrztusiła się potrawą, a potem na tatę, który zrobił się purpurowy. – My… Nie dajemy takich rzeczy. – Zawahał się chwilę i odchrząknął.

– Szkoda. A może odrobinkę whisky?

– Wodę! – Tata wysyczał przez zęby. – Daj. Jej. Wodę.

– Tak jest, panie. – Kelner odszedł, przerażony tonem głosu mojego ojca.

– Coś ty sobie myślała?

– Nie do końca rozumiem pytanie.

– Ile ty masz lat?

– Wiem, że jesteś chujowym ojcem, ale żeby nie wiedzieć, ile mam lat? – spytałam go z ironicznym uśmiechem.

– Wstawaj.

– Słucham?

– Wychodzimy. Już.

– Peter. – Mama próbowała załagodzić sytuację.

– Alicjo, nie wtrącaj się. Idziemy.

– Właśnie, mamo. Nie wtrącaj się. Dorośli rozmawiają.

– W tym momencie wyjdź. – Ojciec był już tak wściekły, że jego twarz przybrała kolor buraka.

– A gdzie mam pójść?

– Do mojego gabinetu. Zaraz do ciebie przyjdę.

– Dobrze, tatusiu.

Odwróciłam się na pięcie i szybkim krokiem, trzaskając z całej siły drzwiami, udałam się do gabinetu ojca. W sumie przez jakiś czas rozważałam ucieczkę, ale uznałam, że i tak mam już ostro przejebane. Gdyby ojciec nie zastał mnie w gabinecie ani w ogóle na dworze, prawdopodobnie jutro rano zostałabym wywleczona z łóżka i siłą przeteleportowana do niego. Najlepsza rodzina świata.

Już od pięciu minut siedziałam na kanapie i czekałam na „tatusia”. Zaczynałam już faktycznie rozmyślać o tym, czy nie iść do domu, gdy nagle ojciec z impetem otworzył drzwi i wszedł do środka.

– Co to miało być? Jak śmiałaś tak powiedzieć?

– Dobrze wiesz, że potrafię gorzej. Po co ta szopka przed mamą i Melanią? Często tak ze sobą rozmawiamy. Nie zmienisz mnie przecież. Wiesz, że piję alkohol i wiesz, że przeklinam.

– Ale tak nie można. Szczególnie przy młodszej siostrze.

– Młodszej? O rok. Rok! W jej wieku mieszkałam już sama.

– Sama tak chciałaś.

– Nie. To ty tak chciałeś. Przepraszam, ale muszę już iść. – Wstałam z kanapy i chciałam wyminąć ojca, ale on złapał mnie za rękę.

– Alex. Nie musi tak być. Każda rozmowa tak się kończy. Przecież wiesz, jak bardzo cię kochamy z mamą.

– Puść mnie – powiedziałam przez zaciśnięte zęby. – To nie ja wybrałam, jakie będą nasze relacje. – Podeszłam do drzwi i wyszłam na korytarz. – Widziałam, jak się o mnie troszczycie – rzuciłam w przestrzeń i przeteleportowałam się do swojego mieszkania.

7.

Dziś przełomowy dzień. Razem z Betty i jej chłopakiem Chrisem, czyli umięśnionym blondynem kulturystą, jedziemy nad jezioro. Rodzice Chrisa mają tam drewniany domek „idealny dla nas”. Ja uważam, że to będzie totalna katastrofa, ale chłopak się uparł i nie dał powiedzieć sobie ani słowa. Trudno… Najwyżej się utopimy i będzie po problemie.

– Alex, weź się pośpiesz. – Nath walił w drzwi łazienki i tupał nogą. – Układasz te pieprzone włosy już dwadzieścia minut…

– Kochanie, wyluzuj się przed drogą. W końcu ty prowadzisz. – Włożyłam lokówkę do szafki i popatrzyłam w lustro. Ciemne włosy delikatnie zakręciłam i wykonałam mój codzienny makijaż. Podkład, puder, róż i tusz do rzęs nie sprawiały, że wyglądałam jak miss świata, ale wystarczyły, abym poczuła się pewniej. W końcu o to chodzi w makijażu. Aby kobieta czuła się pewniej. Prawda?

Na białą koronkową bieliznę nałożyłam krótkie czarne spodenki i czerwoną koszulę w kratę. Idealnie. Przynajmniej tak mi się wydaje…

Wyszłam z łazienki i u podnóża schodów zastałam ciekawy widok. Betty i Chris namiętnie się całowali, a Nath siedział zażenowany na mojej walizce.

– Boże, nareszcie… Jeszcze chwila, a mielibyśmy tu sceny jak z dobrego porno. – White wstał i poszedł do kuchni.

– Betty… Macie osobny pokój nad jeziorem. Nie możecie poczekać? Aż tak wam się śpieszy?

– No wiesz, Betty jest zawsze chętna. A pamiętasz, jak byliśmy…

– Bierzcie walizki i oszczędźcie mi szczegółów. – Nath wyszedł z kuchni, przerywając chłopakowi, i podał mu specjalne pojemniki z jedzeniem. – Możemy jechać? Mieliśmy wyjechać o siódmej, a jest już dziewiąta… Alex, skarbie, bierz swoją kosmetyczkę, a Betty może wziąć tę małą walizkę. My zabierzemy resztę.

Rzucił mi kluczyki do samochodu i razem z Betty wyszłyśmy na zewnątrz. Czarny aston martin czekał na podjeździe. Siadłam z przodu, a Chris z Betty z tyłu.

– Czy możemy jechać?

– Tak – odpowiedzieliśmy chórem, wybuchając głośnym śmiechem. Oho! Zaczął nam się udzielać luźny nastrój. Będzie ciekawie.

– Czy wszyscy wszystko mają? Betty? Alex? Ciebie, Chris, nie pytam, ponieważ wiem, że i tak połowy rzeczy zapomniałeś – powiedział Nath ze śmiechem.

 

– Ej. Nie zapomniałem. Betty pomagała mi się pakować.

– Czyli na pewno nic nie masz. – Teraz wybuchliśmy już głośnym śmiechem.

– Mam.

– Szczoteczka?

– Jest.

– Piżama?

– Kurwa. Czekaj. Naprawdę nie mam. No nie wierzę. Kurwa, po prostu nie wierzę.

– Mówiłem… Możemy ruszać?

– Tak, proszę pana – odpowiedziałam ze śmiechem, opierając głowę o szybę. Przez chwilę wsłuchiwałam się w zaciekłą wymianę zdań pomiędzy Betty a Nathem o wynikach dzisiejszych zawodów pływackich, ale po paru minutach odpłynęłam w głęboki sen.

Spaceruję po parku i wsłuchuję się w śpiew ptaków. Trzymam kogoś za rękę. Próbuję odwrócić głowę, aby zobaczyć, kto idzie obok mnie, ale jakaś niewidzialna siła mnie zatrzymuje. Kiedy w końcu udaje mi się to zrobić, zauważam Natha. Tylko coś jest nie tak. Chłopak ma nienaturalnie przekrzywioną głowę. „Popatrz na mnie” – proszę go. White wykonuje polecenie. Jego oczy są całe czarne, a z ust spływa strużka bordowej substancji. Krzyczę, a on wtedy rzuca się na mnie i mocno potrząsa moimi ramionami.

– Kochanie! Alex! Kurwa, Langendorf, obudź się! – Szybko otworzyłam oczy i zobaczyłam Natha, który pochylał się nade mną. Boże… To tylko zły sen… Ale tak bardzo realistyczny.

– Przepraszam… Coś się stało?

– Tak. Zabrakło paliwa.

– Czekaj… Co?

– Paliwa zabrakło, kurwa…

– Chris?

– No co? Ja nic nie wiem. To nie mój samochód.

– Gdzie jesteśmy?

– Jakieś dziesięć minut temu minęliśmy Richmond. – Nath spojrzał zakłopotany na nawigację.

– Nie mamy nic w baku? Nic?

– Nic.

– Nie włączyła się kontrolka?

– Nie.

– I dlatego wolę mojego starego jeepa. Nie psuje się, nie pali za dużo. Ogólnie jest zajebisty.

– Świetnie masz, Chris… Jeżeli jesteś taki mądry, to powiedz mi, co robimy.

– Ja już mówiłem… Nie mój samochód, nie moja sprawa.

– Kochanie.

– Tak?

– Zabiję się kiedyś przez niego.

– Nie tylko ty.

– Dzieci, przestańcie. – Betty wysiadła z samochodu i gestem pokazała, abyśmy się pospieszyli. – Widzę to tak. Nath z Chrisem zostaną w samochodzie, a my pójdziemy po benzynę. Za cztery kilometry jest stacja. Jak się pospieszymy, to zdążymy przed zmrokiem dojść w dwie strony.

– Matko Boska. Cztery kilometry to ja przechodzę w tydzień… – Spojrzałam błagalnie na chłopaka. Nie będę tyle szła, do jasnej cholery. – Kochanie, zrób coś.

– Co mam zrobić? Nie zostawię samochodu z żadnym z was. Betty ma dobry pomysł. Idźcie, a my poczekamy.

– A takich rzeczy nie powinien załatwiać mężczyzna?

– Nie mam wyboru. Idźcie.

– Zajebiście. Betty, idziemy.

Pierwsze dwadzieścia minut szybkiego marszu minęło w totalnej ciszy. Denerwowało mnie to, ale uznałam, że lepiej nie zaczynać tematu, który wisiał w powietrzu od paru tygodni.

– Nie powiedziałaś mu… Prosiłam, a tego nie zrobiłaś. – Betty nagle zwolniła kroku i przeczesała dłonią swoje białe włosy.

– Ale czego? – Próbowałam udawać głupią.

– Tego, że okłamujesz go od samego początku. Tego, że nie jesteś tym, za kogo się podajesz.

– Nie. Nie powiedziałam mu. I nie powiem.

– Im później to zrobisz, tym bardziej go zniszczysz.

– Dlatego czasami lepiej kłamać niż mówić prawdę.

– Jesteś niemożliwa. On cię tak kocha. Widać to. A ty go okłamujesz. Nie można tak, zrozum to. – Betty przyspieszyła kroku i odwróciła się do mnie gwałtownie, prawie się przewracając. – Ty go kochasz w ogóle? Czy tylko udajesz?

– Oczywiście, że go kocham. Tylko nie jestem gotowa na to, aby opowiedzieć mu o tamtej części mojego życia. Proszę cię, nie rozmawiajmy o tym.

– Ale… no dobra. Nieważne. Czekaj, to chyba tamta stacja.

Przy podmiejskich domkach, które powoli ogarniała już ciemność nocy, stała jedna okropnie stara stacja benzynowa. Znak informujący o cenach paliwa był lekko przechylony, a parę lampek się przepaliło. Było bardzo brudno, wszędzie walały się butelki i papiery, a podjazd był cały w dziurach. Super. Mimo to przez stojące przy wjeździe samochody i dosyć duży tłum wewnątrz budynku zakładałam, że była to dosyć popularna stacja.

– To jak robimy? Bierzemy kanister z benzyną i spadamy?

Betty z uśmiechem ruszyła szybkim marszem przed siebie, tak jakby nasza wcześniejsza rozmowa w ogóle się nie odbyła. To dobrze. Przynajmniej dla mnie.

– Myślę, że tak. Chociaż możemy nawet wziąć dwa kanistry. Ja wezmę jeden, ty jeden i jak najszybciej wracamy do samochodu, bo już zachodzi słońce, więc zostało nam mniej niż dwadzieścia minut jasności.

Kiedy podeszłyśmy do kasy zapłacić za benzynę, którą jakiś miły pan wlał do dwóch pięciolitrowych kanistrów, prawie dostałam zawału.

– Betty… Masz pieniądze?

– Nie. Myślałam, że ty wzięłaś.

– Kurwa. To źle myślałaś. Nie wzięłam.

– Wow! Ty nie wzięłaś pieniędzy. Nieźle.

– To wyjątek.

– A nie mogłaś tego wyjątku zostawić na inny raz?

– Zamknij się.

– To co robimy?

– Ja zahipnotyzuję kasjerkę, jeżeli można to tak nazwać, a ty popiszesz się umiejętnościami aktorskimi.

– Co? Nie zga…

– O Boże, Betty! – powiedziałam bardzo głośno, przerywając dziewczynie, która była lekko przerażona. – Chyba zostawiłam telefon w toalecie! Pójdziesz po niego? Ale czekaj. Przecież ostatnio drzwi się zatrzasnęły. Czy mogłabym serdecznie panią poprosić, żeby poszła pani z moją przyjaciółką i przypilnowała, aby wyszła bezpiecznie? Bardzo proszę. – Jak najgrzeczniej mogłam, zwróciłam się do drugiej kasjerki, która paliła papierosa i wyglądała jak wieloryb z brwiami Marleny Dietrich.

– No dobra… Idziemy, młoda – powiedziała bardzo chrapliwym głosem i dosłownie wypchnęła Betty za drzwi stacji. Przyjaciółka odwróciła się do mnie, tak wściekła, że prawie wybuchłam śmiechem. Ale niestety musiałam zrobić coś, czego nie chciałam. Jak zwykle.

Skupiłam się i na parę sekund zmrużyłam powieki. Poczułam, jak energia przepływa przez koniuszki moich palców aż do szyi i otworzyłam oczy. Uśmiechnęłam się miło i uważnie popatrzyłam na kasjerkę.

– Powiesz, że zamykacie i wyprosisz wszystkich bez płacenia, bo kasa się zawiesiła i musisz zadzwonić do centrali. Potem pójdziesz do domu i o wszystkim zapomnisz.

Uśmiechnęłam się znowu do kasjerki, która lekko oszołomiona powiedziała, że zamykają stację i wszyscy mają wyjść, a to, za co chcieli zapłacić, dostają na koszt firmy.

Złapałam Betty przy wejściu, kiedy z otwartą buzią patrzyła, jak zadowoleni ludzie wychodzą z budynku.

– Boże, Alex… Nie musiałaś… Wszystko w porządku? Dawno tego nie robiłaś. Jak się czujesz?

– No normalnie fizycznie. I w sumie psychicznie też nic się nie zmieniło. Ale to nieważne. Ważne jest to, że mamy benzynę i jeszcze nie jest tak ciemno. Idziemy.

Betty trochę niepewnie popatrzyła na mnie i ruszyła do przodu. Chyba mi nie wierzyła. I miała rację. Wcale nie było dobrze. W żadnej kwestii. Fizycznie czułam się tak, jakbym wypiła litr energetyków i zapiła kawą, a psychicznie, jakby cząstka mnie uciekła i nie chciała wrócić na miejsce…

8.

– Kochanie… mówiłam, przynieś mi łyżkę do sałatek, a nie zwykłą łyżkę.

– To ja już nie wiem… – Nath zrezygnowany oparł się o półkę obok blatu kuchennego i przetarł oczy. – Idę zobaczyć, czy Chris nie zabił się, próbując wydobyć z piwnicy siekierę.

Wczoraj wieczorem przyjechaliśmy do domku nad jeziorem. Znaczy się, prawie do domku nad jeziorem. Dlaczego prawie? Ponieważ nikt nas, kurwa, nie ostrzegł, że do jeziora mamy bite dwadzieścia minut sprintem, a „domek” jest drewnianą chatą pośrodku lasu.

W zasadzie w domku znajdowała się jedna łazienka, w której było tak mało miejsca, że gdy siedziało się na toalecie, to nogi wystawały poza nią. Do tego dwie sypialnie, kuchnia i salon urządzony w stylu lat dwudziestych. Do domku prowadził dość nieciekawy podjazd, a cały budynek otaczał gęsty las. Nad jezioro biegła mała dróżka, która wyglądała tak, jakby nikt nią nie szedł przez minimum trzydzieści lat.

Dzisiaj siostra dzwoniła do mnie jakieś dwadzieścia razy, a ojciec nawet pofatygował się i wysłał SMS-a, w którym dosłownie opierdalał mnie za nieodbieranie telefonów od mojej „biednej” siostry. Kazał natychmiast wracać do domu, bo ma pewne wieści. Nie powiedział jakie, więc wyłączyłam telefon. W końcu miałam wakacje, a w następnym roku pisałam maturę, więc musiałam być wypoczęta.

– Obiad, dzieci! – krzyknęłam ze śmiechem i położyłam sałatkę na dużym drewnianym stole, który ledwo mieścił się w salonie.

– Już idziemy – powiedział Nath i usiadł obok chłopaka Betty. – Chris nie mógł znaleźć siekiery, więc już drugi wieczór będziemy grać w Monopol bez ciepła kominka.

– Będzie mi tak zimno. W końcu jest lato.

– Widzisz, Chris? Moja dziewczyna jest przez ciebie smutna. A gdzie jest twoja?

– No właśnie nie wiem. Nie widziałem Betty od godziny.

– Przecież mówiła, że idzie się położyć. Nie panikujcie od razu. Smacznego – powiedziałam pod nosem i nalałam sobie soku pomarańczowego.

– O wilku mowa. Znalazła się nasza zguba. Coś się stało?

Betty, biała jak kreda, podeszła do mnie bez słowa i szepnęła mi do ucha, abym szybko poszła za nią do mojej sypialni i nie zadawała pytań.

– Posłuchajcie, muszę iść z Betty do pokoju na chwilkę. Wiecie, babskie sprawy, ale wy możecie jeść, bo wystygnie – zwróciłam się przepraszającym głosem do chłopaków i szybko poszłam za przyjaciółką.

– Co, do kurwy? Ktoś umarł?

– Czemu nie powiedziałaś mi, że dostajesz groźby?

– Co? Jakie groźby? Coś ci się pomieszało.

– Łóżko.

– Co znowu?

– Patrz na łóżko. – Betty, poważna jak nigdy, wskazała palcem przed siebie.

Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam coś, czego spodziewałam się już od paru tygodni. Na białej pościeli leżały kwiaty i kartka. Czerwone róże i biały list. Tak jak ostatnim razem.

Podeszłam niepewnie i zabrałam kartkę, która zapewne na początku była nienaganna, a teraz lekko pogięta. Prawdopodobnie przez Betty.

– Czytałaś to, prawda?

– Tak.

– I?

– Sama przeczytaj. To przecież obowiązek waszej książęcej mości – powiedziała z jadem w głosie i wyszła, trzaskając drzwiami.

Pewnie była wściekła, że nic jej nie powiedziałam. W końcu osiem lat temu, kiedy miałyśmy po dziesięć lat, podpisałyśmy pakt krwi, mówiący, że nie mamy przed sobą żadnych tajemnic. Złamanie go groziło zerwaniem silnej więzi między nami i zdradą. Mimo iż podpisując go, byłyśmy dziećmi, to trzymałam się go dosyć długo. Dosyć długo, ponieważ jak widać dzisiaj Betty uznała, że złamałam nasz pakt. Ekstra.

Usiadłam na łóżku i niechętnie otworzyłam karteczkę. Jak ostatnim razem już pierwsze zdanie zrobiło na mnie wrażenie.

Wasza Królewska Wysokość,

mam szczerą nadzieję, że tydzień w pięknym domku twojego przyjaciela mija przyjemnie. Nawet nieodebrane połączenia od twojej słodkiej siostry nie zdołały zepsuć wyjazdu. Może ja to zrobię. Posłuchaj mnie. Z banku twojego ojca zabraliśmy cztery miliardy dolarów. Zrobiliśmy to raz, zrobimy jeszcze wiele razy, jeżeli będzie trzeba. Zapewne spytałabyś, czego chcemy. Odpowiedź jest prosta. Ciebie. Będę wiedział, jeżeli się poddasz i uznasz, że oddanie się w nasze ręce jest jedynym rozwiązaniem. Zrób to, a nikt ani nic już nie zniknie, a zamieszki w kraju się skończą. Powiedz komuś o tym liście, a twój tatuś dowie się o twoim przedstawieniu na stacji benzynowej.

Pozdrawiam serdecznie A.W.

Boże święty.

Spięta do granic możliwości wyrzuciłam kwiaty przez okno, a liścik schowałam na dnie kieszeni moich czarnych spodenek. Wzięłam dwa głębokie wdechy i wyszłam z pokoju z szerokim uśmiechem.

– Betty babskie sprawy załatwiła szybciej niż ja.

– Wiele rzeczy załatwiam szybciej niż ty – powiedziała przyjaciółka z kwasem w głosie i nałożyła sobie skrzydełko kurczaka.

– Coś się stało, laski? Jakieś babskie sprzeczki o chłopaków? – Nath zadziornie uszczypnął mnie w biodro i zaśmiał się głośno.

 

– Nie, wszystko w porządku.

– Tak. Wszystko u mnie w porządku. – Dziewczyna uśmiechnęła się całkiem szczerze, ale w jej oczach widziałam smutek i wściekłość. Takie skrajne emocje w jednym. Tylko Betty tak potrafi.

Skończyliśmy jeść w całkiem dobrych nastrojach i po paru śmiesznych akcjach w wykonaniu Chrisa każdy zaczął pakować się nad jezioro. Mimo iż atmosfera znowu zrobiła się lekka, to cały czas miałam w głowie jedno pytanie: „Co mam zrobić w tej sytuacji, do kurwy?”. Nie mogłam oddać się w ich ręce, kimkolwiek byli, ale nie mogłam też pozwolić na to, aby kradli z banku królewskiego tak duże sumy. Chociaż… Tak wiele mi zabrano… Nie. Nie mogłam tak myśleć. To mój ojciec. W końcu jakoś się mną opiekował i nie był taki zły. Nawet czasami śmialiśmy się razem i robiliśmy coś fajnego.

Taa… Kogo ja chciałam oszukać?… Ojciec jest, był i będzie skurwysynem. Martwi się tylko o to, jak wykombinować kolejnego dziedzica tronu. Od miesiąca szykuje już casting na męża Melanii, w którym będą uczestniczyć sami synowie miliarderów.

Rozbolała mnie głowa od tych myśli.

Wstałam z podłogi, na której siedziałam już zbyt długo, i ostatni raz przejrzałam się w lustrze. Na czerwony strój kąpielowy nałożyłam czarną bluzkę w małe kropki i rozkloszowaną spódniczkę w tym samym kolorze.

– Jestem gotowa! – krzyknęłam, wychodząc z łazienki.

– Chłopcy już wyszli – powiedziała Betty i podeszła do mnie. – Chciałabym porozmawiać.

– Wiem, ja też. – Zamknęłam za sobą drzwi domku, a klucz schowałam do torby. Co ja mam jej powiedzieć?

– Ja nie wiem, co ci w zasadzie poradzić – odezwała się Betty, która prawdopodobnie czytała mi w myślach. – Co masz zamiar zrobić?

– Tak prawdę mówiąc, to nic. Będę czekała na rozwój wydarzeń.

– Myślisz, że to bezpieczne?

– Nie, ale… co mają niby zrobić? Porwać mnie czy kolejny raz okraść bank? Proszę cię. To może nie jest jakaś grupa amatorów, ale nie wierzę, że to oni stoją za zamieszkami.

– Ale ten list brzmiał poważnie.

– Bo miał tak zabrzmieć. Miał mnie przestraszyć. Na początku tak było, ale przemyślałam to wszystko. To zwykłe groźby. Nic nie wnoszą i nic nie będą wnosić. – Tym razem byłam przekonana do swoich słów. Nie mogą mi nic zrobić. Nie mogą mnie oszukać, zranić, nic…

Betty zatrzymała się i gwałtownie wciągnęła powietrze.

– A jeżeli Nathaniel za tym wszystkim stoi?

Zaśmiałam się tak gwałtownie, że musiałam oprzeć się o drzewo. Nathaniel? Ten łagodny baranek hasający po łące? Betty miała niezłą wyobraźnię.

– Proszę cię, nie wymyślaj, bo robi się to już żałosne.

– Ale…

– Skarbie, nie ma ale – przerwałam przyjaciółce i uśmiechnęłam się. – Naprawdę nie martw się o mnie.

– Jesteś dla mnie jak siostra.

– Wiem i dlatego muszę strasznie cię przeprosić za to, że cię okłamałam.

– Nie ma sprawy. Na początku byłam zła, ale teraz bardzo się martwię.

– Niepotrzebnie. Chodźmy szybciej, bo chłopcy zajmą najlepsze miejsca na plaży.