Niebezpieczna gra

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

3.

– Gdzie jedziemy? – spytałam White’a, kiedy już od ponad pół godziny oddalaliśmy się od Waszyngtonu.

– Zobaczysz – odpowiedział z chytrym uśmiechem.

– Powiedz.

– Nie.

– Zabiję cię kiedyś.

– Złość piękności szkodzi.

– Nienawidzę cię. Kiedy będziemy?

– Prawie jesteśmy. Zamówiłem stolik na dwudziestą czterdzieści, więc powinniśmy być na czas.

Krajobraz za oknem zaczął zmieniać się na bardziej zalesiony. Jestem pewna, że wywozi mnie do lasu, pomyślałam. Ale nagle White skręcił w jasno oświetloną drogę i po pięciu minutach zajechał na parking przed uroczą restauracją.

Budynek był bardzo ładny. Przypominał leśną chatkę z różnych bajek, które niania czytała mi w dzieciństwie. Kiedy weszliśmy do środka (oczywiście chłopak otwierał mi każde drzwi), kelner pokazał nam odrobinę oddalony od innych stolik pod oknem. Zajebiście, jak będzie mi chciał czegoś dosypać, nikt tego nie zauważy.

– Poprosimy karty – powiedział do kelnera. – Jak ci się podoba?

– Restauracja na odludziu? Bardzo ładna.

– Langendorf, nie musisz być taka oschła.

– A ty arogancki.

– Po co ja cię zaprosiłem?

– Po co ja się zgodziłam?

Naszą wymianę zdań przerwał kelner, który przyniósł menu. Większość dań stanowiły owoce morza i makarony z dziwnymi dodatkami.

– Ty zamawiaj.

– Nie, panie mają pierwszeństwo. – Kurwa. No to lecimy klasykiem.

– Poproszę łososia na parze i sałatkę z kurkumą. Do tego sok jabłkowy.

– A ja poproszę makaron z białymi truflami i wodę z cytryną. – Fajnie. Po prostu zajebiście. Ja zamawiam jakiegoś pierdolonego łososia za trzydzieści dolarów, a on danie za sto pięćdziesiąt. Boże, co tu się dzieje?… – Opowiedz mi o sobie.

– Ymm… jestem Alex, lubię kolor czerwony i chcę studiować kardiochirurgię. Teraz ty.

– Jestem Nathaniel, lubię kolor czarny i chcę studiować kryminalistykę.

– Uuu, ciekawie. No to jestem jedynaczką, nie mam zwierząt, moja mama zmarła, kiedy miałam trzy lata, a ojciec pracuje jako prawnik w Chicago i przyjeżdża co trzy tygodnie na weekendy. – Pierwsza randka i same kłamstwa. Dobrze się zapowiada.

– Przykro mi z powodu mamy.

– To było dawno.

– Jednakże i tak mi przykro. Moi rodzice są neurochirurgami w Brukseli. Jestem jedynakiem i nie mam żadnych zwierząt.

– W Brukseli?

– Tak, przyjeżdżają co miesiąc. Co lubisz?

– Kebab, gry komputerowe, kakao i książki.

– Ciekawe połączenie. Ja uwielbiam kryminały i muzykę klasyczną. – Nie wygląda na takiego. No cóż.

W tym momencie naszą rozmowę przerwał kelner, przynosząc napoje oraz potrawy. Moja wyglądała dobrze, a jego niesmacznie. Nigdy nie lubiłam makaronu. Czemu wszyscy wokół mnie jedli same świństwa?

Nastąpiło dziesięć minut niezręcznej, wkurwiającej ciszy.

– Smakuje?

– Tak, bardzo.

– Cieszę się. – Był miły. Podejrzane.

– Czemu jesteś miły? – Tak, jasne. Prostu z mostu, Alex.

– Bo cię lubię.

– Kłamiesz.

– Nie, Alex. Nie kłamię. Naprawdę cię lubię. Pytanie, czemu ty mnie nie lubisz.

– Ja? Ja cię lubię. Tylko tak strasznie mnie irytujesz.

– Irytuję cię? Ciekawe.

– Tutaj nie ma nic ciekawego.

– Ty jesteś ciekawa. I tajemnicza.

– Tajemnicza? Dlaczego tak uważasz?

– Nie mówisz nic o sobie.

– Bo o nic nie pytasz.

– Bo sprawiasz wrażenie, że cię nie interesuję. – Zamurowało mnie. Alex, nie palnij nic głupiego.

– Interesujesz mnie.

– Ale nie w taki sposób, w jaki bym chciał. – Zabijcie mnie.

– Skąd wiesz? – Nie chcę tego wiedzieć.

– Mowa ciała.

– Jasne. I tu cię zaskoczę. Interesujesz mnie na każdy możliwy sposób. – Co ja odjebałam…

– Wow. Niemożliwe. Alex Langendorf interesuje się Nathanielem White’em i to na każdyyyy możliwy sposób. Trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam.

– Irytujesz mnie. Znowu. – Zaśmiałam się najładniej, jak umiałam, ale jak zwykle zabrzmiało to jak duszący się w konwulsjach hipopotam.

– I Langendorf się śmieje. Nie wierzę.

– No widzisz. Ludzie zaskakują.

Tę dziwną wymianę zdań znowu, kolejny pieprzony raz, przerwał kelner, który przyniósł rachunek. Wyciągnęłam portfel i kiedy chciałam zapłacić, White chwycił moją dłoń, a pod wpływem jego dotyku przez moją rękę przepłynął prąd. Boże, tylko nie to. Na moje policzki wstąpił rumieniec i lekko spuściłam głowę, aby nie patrzeć w jego piękne zielone oczy.

– Alex.

– Tak.

– Kobiety za siebie nie płacą.

– White, mam pieniądze.

– Tego nie kwestionuję. Skarbie, daj spokój. Zapłacę.

– Dobrze. Nie będę się kłócić.

Kiedy White płacił, ja próbowałam ochłonąć po naszej wymianie zdań. Powiedziałam mu, że mi się podoba. Nie wierzę. Kto tak robi, do cholery?

– Alex, chodź.

– Dokąd idziemy?

– Na spacer?

– Po ciemnym lesie?

– Boisz się?

– Zwariowałeś?

– Chyba tak – powiedział chłopak i szeroko się uśmiechnął.

Wyszliśmy z restauracji i skierowaliśmy się na leśną drogę. Po chwili od mojego czoła odbiła się duża kropla deszczu.

– Jest strasznie mokro i kropi.

– Kochanie, mimo iż jesteś słodka, to nie jesteś z cukru.

– Wspaniałe podrywy, Nath.

– Nie.

– Co?

– Powiedziałaś do mnie po imieniu. – Uśmiechnął się tak szeroko, że w jego policzkach ukazały się dołeczki.

– Przypadek.

Szliśmy pięć minut w ciszy i mimo że zaczęło już padać, to ten debil wciąż ciągnął mnie w głąb lasu. Moja nowa sukienka i buty będą totalnie zniszczone.

– Nath, stój, kurwa. Dalej nie idę. Pada i jest mi chłodno.

– Dobrze, spokojnie, księżniczko, już idziemy. W samochodzie mam koc.

Boże, krople deszczu spadały coraz gęściej i szybciej, a mnie zaczęło robić się naprawdę zimno. Przyspieszyłam kroku i wyprzedzając chłopaka, ruszyłam do samochodu.

– Alex, poczekaj. – Nath podbiegł i kiedy mocno pociągnął mnie za rękę, odbiłam się od jego klatki piersiowej, a moje usta dotknęły jego warg. Oboje zamarliśmy, ale po dwóch, trzech, czterech sekundach White pogłębił pocałunek, obejmując mnie w talii. Poczułam, jak przez całe moje ciało przepływa prąd, a każde miejsce, którego dotykał, zapalało się żywym ogniem. Wplotłam dłonie w jego ciemne i przemoczone już włosy, a chłopak mruknął mi w usta z zadowoleniem.

– Przeziębisz się, skarbie. Idziemy – powiedział, oddalając się i patrząc mi głęboko w oczy. Trzymając nasze ręce złączone, zaczął mnie trochę zbyt gwałtownie i zbyt szybko ciągnąć do samochodu. I w tym momencie, idealnie po tej pięknej chwili, straciłam równowagę i upadłam twarzą w błoto, pociągając za sobą White’a.

4.

– Kurwa, nie żyjesz, White! – krzyknęłam na niego, wstając z tego pierdolonego błota. – Uciekaj, bo cię zabiję. Już drugi raz moje ubranie jest przez ciebie praktycznie całe brudne! Boże, wiesz co? Jednak cię nienawidzę – powiedziałam i szybkim krokiem odeszłam, nawet nie patrząc na tego debila, który nieudolnie próbował wygrzebać się z kałuży. Szło mu gorzej niż mnie. Dobrze mu tak.

– Kotku, poczekaj! – Znowu złapał mnie za rękę i przyciągnął tak, że jego usta znalazły się przy moim uchu. – Nie gniewaj się, pojedziemy do mnie i wszystko ci wypiorę – powiedział, śmiejąc się melodyjnie.

– Drugi raz ci powtarzam, że mam pralkę i nie potrzebuję, abyś prał moje rzeczy, do jasnej cholery! – Ostatnie dwa słowa praktycznie wykrzyczałam. Byłam zła, chociaż panowałam nad sobą. Przynajmniej tyle dobrego. Wyplątałam dłoń z jego dłoni, podparłam się pod boki i nie słuchając tego, co mówi, skierowałam się do samochodu.

– Otwórz mi drzwi.

– Kochanie.

– Nie mów do mnie kochanie, ty idioto. Otwórz mi te pierdolone drzwi!

– Dobrze, ale jak wsiądziesz do samochodu, to wysłuchasz tego, co ci powiem, bez krzyczenia i wyzywania mnie, okej? – Mówiąc to, widocznie próbował powstrzymać śmiech i nie bardzo mu to wyszło.

– Zobaczę. Otwieraj.

Kiedy byliśmy w samochodzie, White dał mi koc, a ja niechętnie go przyjęłam, mimo iż było mi przeraźliwie zimno. Chłopak włączył ogrzewanie, a ja, patrząc w lusterko, zdrapałam sobie kawałki błota z twarzy. Teraz ku mojemu zdziwieniu byłam bardziej rozbawiona niż wściekła. Dziwne.

– Możesz mnie posłuchać? – Ciszę jak zwykle przerwał głos Natha.

– Nie, nie mogę.

– Mogłabyś pojechać do mnie? Dałbym ci świeże ubrania, coś do picia, a to, co ubrudziłaś, wrzuciłbym do pralki. Proszę cię. Chociaż jeden raz się ze mną nie spieraj.

– White, nie.

– Alex. Tym razem będzie tak, jak ja chcę.

– Dobra – powiedziałam naburmuszona.

– Naprawdę? – Nathaniel był wyraźnie zdziwiony.

– A co, kurwa, mówię niewyraźnie? Jedźmy już.

Podczas drogi do jego domu milczeliśmy. Oparłam głowę o szybę i zamknęłam oczy. Tyle się zdarzyło w ciągu ostatnich dwóch dni. I to wszystko za sprawą Nathaniela. Mimo iż cały czas mnie denerwował, to z każdą chwilą także coraz bardziej do siebie przekonywał. Nie wiem, czy byłam gotowa, aby wpuścić kogoś do swojego życia. Szczególnie że był to człowiek.

– O czym myślisz?

 

Oderwałam głowę od szyby i popatrzyłam na chłopaka. Uśmiechnął się szeroko. Chyba wiecznie był uśmiechnięty.

– O dzisiejszym dniu.

– Przepraszam, że to zepsułem. Gdybym cię wtedy nie pociągnął, wszystko wyglądałoby inaczej.

– Hej – powiedziałam, kładąc rękę na jego kolanie. – Nic nie zepsułeś. Właściwie z perspektywy czasu było bardzo śmiesznie.

– Naprawdę?

– Tak. Wspaniale się bawiłam, a kolacja była pyszna.

Zrobiłam się strasznie miła przez te dwa dni. Nigdy taka nie byłam. Zawsze, kiedy ktoś mnie o coś pytał, odburkiwałam i ogólnie byłam chamska. Może White przebił się przez barierę złości i smutku, wydobywając to, co najlepsze?

Jechaliśmy już godzinę, a ja zaczęłam się znowu niecierpliwić. Gdzie on mieszkał, do cholery? Na końcu stanu?

– Ile jeszcze?

– Już prawie jesteśmy.

– Mieszkasz na jakimś pustkowiu? Przecież tu nic nie ma. Same lasy i pola, a do Waszyngtonu jest pięćdziesiąt kilometrów. Nic nie jesz, a do szkoły dojeżdżasz tyle czasu?

– Moi rodzice kupili mi domek, tak jak mówisz, na pustkowiu. Uwielbiam miejsca, gdzie nie ma nikogo. Ale fakt, do szkoły jest daleko, a zakupy robię na zapas.

– Jesteś szczęśliwy? – spytałam po chwilowej ciszy.

– Tak, raczej tak. Robię to, co kocham, a ludzie, którzy mnie otaczają, są mili i życzliwi. Rodzice też darzą mnie uczuciem, a ja ich. Więc chyba mam, czego potrzeba. A ty?

– Tak. Jestem bardzo szczęśliwa.

Kiedy to powiedziałam, Nath skręcił w bardzo zadbaną, wykoszoną polną drogę, która po chwili zmieniła się w brukowany podjazd. Dom chłopaka był piękny. Miał elewację z ciemnego drewna i podświetlany lampkami garaż. Z przodu znajdował się także oświetlony ganek, a boki domu oraz chodnika obsypane były białymi kamyczkami.

– Zapraszam, księżniczko – powiedział rozpromieniony Nathaniel i otworzył mi drzwi samochodu.

– Dziękuję. – Kiedy spróbowałam wysiąść, potknęłam się o własne nogi i upadłam wprost na chłopaka. Znowu.

– Czy za każdym razem będziesz na mnie wpadała?

– Tak, myślę, że tak. Ale aż tak bardzo ci to przeszkadza?

– Nie, skarbie. Ty mi nigdy nie przeszkadzasz.

Dwadzieścia minut później siedziałam w kuchni i piłam gorącą zieloną herbatę. Wnętrze domu było urządzone w stylu modern. Tak jak budynki na Ter, podpowiadała mi podświadomość, ale szybko odgoniłam tę myśl. Dzisiaj był wieczór, w którym nie chciałam myśleć o tamtym świecie.

– Alex – powiedział White, kładąc zwinięte ubrania na wyspie kuchennej, przy której siedziałam. – Tylko to znalazłem. Bielizny ci nie dam z oczywistych powodów, ale tu masz moje dresy, koszulkę i skarpetki. Wszystko czyste.

– Jasne. A masz coś, co nie jest twoje?

– Tak, ale wszystko brudne. Jeżeli chcesz coś innego, mogę zaoferować ci sukienkę ze ślubu mojej mamy albo wizytową spódnicę, poplamioną winem. O, jeszcze gdzieś powinny być brudne majtki mojego taty.

– Nawet sobie, kurwa, tak nie żartuj.

– Cały czas żartuję. Na górze z lewej strony masz łazienkę. Na umywalce położyłem czysty ręcznik, idź się doprowadź do porządku. Ja pójdę do drugiej łazienki, na dole. Też się umyję i przebiorę w czyste ubrania. Potem możemy coś pooglądać i rozpalić w kominku.

– Okej. Chyba wygląda na to, że zostaję tutaj na noc.

– Tak, raczej tak. Ja mogę spać na dole, a ty w moim łóżku albo odwrotnie. Jak wolisz.

– Jeszcze zobaczymy. Idę. – Zgarnęłam ubrania z blatu i poszłam do łazienki. Cały czas miałam w głowie wizję spania w jego łóżku. Matko Boska, co tu się dzieje?

Niechętnie spojrzałam w lustro. Wyglądałam, kurwa, strasznie. Moje włosy były splątane i czarne od błota. Twarz miałam prawie szarą, a tusz do rzęs kompletnie rozmazany. Wyglądałam jak panda. Poszukałam czegoś do mycia twarzy. Niczego nie znalazłam. No trudno, to lecimy z mydłem. Naprawdę, zmywanie makijażu mydłem to największa katorga.

Po trzech minutach udało mi się domyć resztki błota oraz zetrzeć makijaż. Ściągnęłam sukienkę oraz bieliznę. Nogi także miałam brudne, a ręce obklejone ziemią. Właśnie zdałam sobie sprawę, że wyglądałam gorzej niż White, a jak patrzyłam na niego, myślałam, że gorzej być nie może. Weszłam do wanny i wzięłam szybki prysznic, zmywając błoto. Musiałam użyć jego żelu, więc prawdopodobnie będę pachnieć jak on. Super. Jego ubrania, łóżko, mydło. A pomyśleć, że jeszcze kilka dni temu go nie znałam.

Wyszłam z wanny i owinęłam się ręcznikiem. Przez chwilę szukałam suszarki do włosów, ale za cholerę nie mogłam jej znaleźć.

– White! – krzyknęłam, stojąc zakłopotana na środku łazienki.

Usłyszałam, jak chłopak otworzył drzwi na dole i wbiegł po schodach.

– Tak? – powiedział, stojąc już za ścianą.

– Nie mogę znaleźć suszarki.

– Poczekaj.

W tym momencie, zanim zdążyłam krzyknąć, że jestem prawie naga, chłopak wszedł do łazienki. Boże. Był w samym ręczniku, który wisiał mu nisko na biodrach, ukazując idealnie wyrzeźbione mięśnie brzucha. Przez chwilę nie mogłam zebrać myśli.

– Ja pierdolę, Nath. Mogłeś uprzedzić, że wchodzisz, włożyłabym chociaż bieliznę. A co, jakbym była naga?

– Właśnie dlatego nie uprzedziłem. – Uśmiechnął się szeroko. – Suszarka była pod umywalką. – Podał mi urządzenie i muskając opuszkami palców moje ramię, wyszedł, nawet nie zamykając drzwi.

Znowu mnie irytuje. A było tak fajnie.

Zamknęłam za nim, wysuszyłam włosy i założyłam o wiele za duże ubranie. Wyglądałam w nim jak w worku od ziemniaków. Zajebiście. Nieułożone włosy, dziwne ciuchy i zmyty makijaż. Zdziwię się, jak nie zacznie krzyczeć na mój widok. No trudno. Najwyżej nigdy się do mnie już nie odezwie. Jest wielu fajnych facetów. Tak, Alex, wmawiaj sobie. Dlaczego zawsze wpadałam w takie beznadziejne sytuacje?

Dlaczego?

Zeszłam po schodach i dyskretnie zajrzałam do salonu. White klęczał przed kominkiem i wrzucał do niego drewno. Był ubrany podobnie jak ja, tylko wyglądał o niebo lepiej. Oczywiście. Jak zawsze. Zawahałam się chwilę. Już miałam postawić nogę na ostatnim stopniu, ale zauważyłam świeczki. Boże, faktycznie. Wcześniej nie zwróciłam na nie uwagi. Światło było przygaszone, a na stole i przy kanapie, która stała naprzeciwko kominka, zapalone były pokaźnych rozmiarów świece.

– Widzę, że jesteś typem romantyka – powiedziałam do chłopaka, wreszcie schodząc na sam dół. – Świeczki, kominek. Zapowiada się ciekawie.

– Ja zawsze zaskakuję, skarbie. Siadamy przy stole czy na kanapie?

– Może być na kanapie.

– Wina?

– Poproszę coś mocniejszego. Na trzeźwo nie dam rady przez to przebrnąć.

– Może być czerwone wino, rocznik tysiąc dziewięćset dwudziesty szósty? Nie dam ci się upić.

– Tak, może być – powiedziałam i naburmuszona rozsiadłam się na kanapie. – A tak w ogóle skąd masz wino sprzed dziewięćdziesięciu lat?

– Kupiłem – powiedział Nath i gdy nalał mi kieliszek trunku, siadł obok mnie.

– Obejrzymy jakiś film?

– W zasadzie czemu nie. Zaproponuj coś.

– Nie wiem, co lubisz.

– To co ty.

Transcendencja?

– Na sobotni wieczór? Idealnie.

Po dwudziestu minutach filmu zaczęło mi się nudzić. Nath też zaczął się niespokojnie kręcić, więc prawdopodobnie miał podobne odczucia. Cały czas siedzieliśmy daleko od siebie.

– Zimno mi – powiedziałam ni stąd, ni zowąd.

– Dać ci koc?

– Właściwie to wolałabym się przytulić.

– Przytulić? – zapytał Nath wyraźnie zdziwiony.

– Jak nie chcesz, to nie.

– Chodź tu.

– Nie.

– No, chodź. – Chłopak przyciągnął mnie do siebie i wtulił się w moje ramiona. – Jesteś taka zimna.

– Hm… – Uśmiechnęłam się figlarnie w jego stronę, unosząc jedną brew. – I co możesz zrobić z tym fantem?

– Wiesz co? Właściwie to pierdolić film.

Nath schylił się po pilota. Wyłączył telewizor i przyciągnął mnie do siebie, mocno całując. Oparłam głowę na poduszce leżącej za mną, wciągając chłopaka na górę. Popatrzył na mnie, odgarniając włosy opadające mi na czoło.

– Jesteś taka piękna.

Jednym ruchem ściągnęłam koszulkę, ukazując swoje nagie piersi, na których widok oczy chłopaka zaszły mgłą.

– Robiłaś to już kiedyś? – Pokręciłam głową, podwijając rąbek jego T-shirtu. – Jesteś pewna?

Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem. Dziewictwo nigdy nie było dla mnie na wagę złota. Uważałam, że jeżeli nadarzy się okazja, to po prostu to zrobię, bez większych wyrzutów sumienia.

– Tak. Chcę zrobić to z tobą. Teraz.

5.

Obudziłam się i spojrzałam na zegarek, który stał na szafce. Południe. Świetnie. Tak bardzo nie chciało mi się wstać. Było wygodnie, a wczorajsza noc była, hmm… intensywna. Poszliśmy spać około trzeciej, przenosząc się do pokoju White’a, który wystrojem wcale nie różnił się od reszty domu. Białe biurko, w niektórych miejscach obite ciemnym drewnem, taka sama szafa, szafki i łóżko. Na ścianie wisiał obraz przedstawiający górskie szczyty, a na środku pokoju leżał biały dywan w kształcie niedźwiedziej skóry. Wszystko starannie ułożone i czyste. Idealne.

Przeciągnęłam się i dopiero teraz zauważyłam, że nie jestem ubrana. Co ja sobie wczoraj myślałam, kładąc się tak spać? Ano tak. Z powodu wspomnień zarumieniłam się.

– Ślicznie wyglądasz. – Usłyszałam głos chłopaka. White przyciągnął mnie do siebie.

– Dzień dobry. Jak się spało?

– Mając u boku piękną kobietę? Genialnie.

– Chcesz, żebym zrobiła śniadanie?

– Do łóżka?

– Idealny poranek?

– Tylko wtedy, jeśli zostaniesz tak ubrana. Czyli praktycznie w nic. – Tak chce się bawić? Okej.

– Oczywiście. Pana życzenie jest dla mnie rozkazem – powiedziałam i podnosząc się z łóżka oraz figlarnie kręcąc biodrami, jednym ruchem ściągnęłam z niego kołdrę.

Zeszłam na dół, uśmiechnięta od ucha do ucha. Co mam mu ugotować? Jeszcze nigdy nie robiłam śniadania dla kogoś, kto nie był mną ani Betty. Właśnie… Betty. Muszę do niej zadzwonić. Chciałam wyjaśnić parę spraw. Najbardziej niepokoiło mnie jej kłamstwo. No trudno. Nie mogłam teraz o tym myśleć.

Poszłam do kuchni. Jajecznica na boczku i sok pomarańczowy były dobrym pomysłem. Tylko czy w lodówce jest to, czego potrzebuję?

Po dziesięciu minutach śniadanie było gotowe. Na szczęście znalazłam wszystko, czego potrzebowałam do stworzenia idealnego posiłku. Nałożyłam jedzenie na talerze i postawiłam na tacy, którą znalazłam w szafce pod zlewem. Gdy weszłam ostrożnie po schodach, delikatnie zapukałam do pokoju.

– Puk, puk. Śniadanie gotowe, proszę pana.

– Jajecznica? Boże, jesteś idealna. – Zarumieniłam się na jego słowa. Nikt jeszcze tak o mnie nie mówił.

– Muszę jeszcze zejść po swoje i możemy jeść. A potem, kiedy skończymy, chciałabym się ubrać. Koniecznie.

– Nie podoba ci się chodzenie nago?

– Nie.

– A mnie bardzo. W sumie wiesz co? Możesz chodzić tak cały czas. Pieprzyć ubrania. Tak jest lepiej.

– Podoba ci się, bo to nie ty paradujesz bez majtek ze wszystkim na wierzchu.

– Pięknym wierzchu.

– Boże, zamknij się, White. – Mówiąc to, wyszłam z pokoju, kręcąc głową. Znowu mnie irytował. Chyba nigdy się to nie zmieni.

Kiedy skończyliśmy śniadanie, mogłam wreszcie założyć bieliznę, która suszyła się na grzejniku. Potem weszłam do łazienki i wymyłam zęby szczoteczką Natha. Najwyżej mi wypadną, pomyślałam. Przeczesałam splątane włosy jego grzebieniem i umyłam się jego mydłem. Genialnie. Po prostu świetnie. Następnym razem, kiedy będę szła na randkę, wezmę ze sobą w pełni wyposażoną kosmetyczkę.

– Nath, jestem ubrana.

– A ja mam dla ciebie świetną wiadomość. Doprałem twoją sukienkę i bieliznę – powiedział chłopak, który stał na dole schodów i trzymał w ręku ciuchy. – Tylko mamy dwa problemy. Jeden gorszy od drugiego. Który wolisz?

– Ten lepszy.

– Niechcący wyprałem ją z moją czarną koszulką. I teraz nabrała trochę innego koloru.

– Zabiję cię! – Zbiegłam ze schodów i wyrwałam mu z rąk sukienkę. Zmieniła barwę na brudny fiolet. Świetnie. – A ten gorszy problem?

– Kiedy chciałem wyczyścić twoje szpilki, odpadł jeden obcas. Próbowałem bez konsultacji z tobą przykleić go klejem na gorąco, ale rozpadł się jeszcze bardziej. Mogę odkupić, jak chcesz.

 

– Nie. Nie chcę. Odwieziesz mnie do domu?

– Jesteś strasznie zła?

– Nie, no coś ty – powiedziałam sarkastycznie, omijając go. – Powiedz mi, Panie Mam Zawsze Genialne Pomysły, jak masz zamiar przetransportować mnie do samochodu, a potem do mieszkania. Nie mam przecież butów.

– Zaniosę cię.

– Świetnie. A teraz na poważnie.

– Naprawdę cię zaniosę.

– Jak worek ziemniaków?

– Nie. Jak księżniczkę – powiedział chłopak, dziwnie się uśmiechając. To było dość niepokojące.

– Ty?

– Tak?

– Wiesz co? Nieważne. Jedźmy już.

– Dla mojej dziewczynki wszystko.

– Ej! Nie jestem dziewczynką! – krzyknęłam, trącając go w ramię.

– A kim?

– Kobietą.

– No tak. Faktycznie. Po ostatniej nocy jesteś kobietą.

– Zabiję cię. Boże. Nienawidzę cię.

Kiedy Nath po dziesięciu minutach narzekania wreszcie zaniósł mnie do samochodu i po długiej jeździe znalazłam się pod moim budynkiem, odetchnęłam z ulgą. W końcu będę mogła się umyć we własnej wannie!

– I teraz tylko schody – powiedział, kiedy wszedł do klatki ze mną na rękach.

– Podobało się? – spytałam, kiedy postawił mnie przed drzwiami apartamentu.

– Tak. Pewnie. Nie muszę chodzić na siłownię przez co najmniej miesiąc.

– Jesteś bardzo zabawny, Nath.

– Wiem – odparł, składając na moich ustach pocałunek i podnosząc mój podbródek tak, aby mógł patrzeć mi w oczy. – Będę szedł.

– To cześć.

– Cześć. Później zadzwonię, skarbie.

– Dobrze – powiedziałam, otwierając drzwi i z uśmiechem pomachałam chłopakowi na pożegnanie, po czym je zamknęłam.

Chcąc trochę ochłonąć po wczorajszej nocy, zrobiłam sobie herbatę i usiadłam na tapczanie. Przez prawie dziesięć minut odtwarzałam w pamięci ostatnie godziny, nieustannie się rumieniąc. Było… interesująco.

Reszta dnia minęła mi bardzo spokojnie. Umyłam się, przebrałam we własne ubrania, zrobiłam zakupy i posprzątałam mieszkanie. Około dwudziestej założyłam piżamę i wskoczyłam do łóżka. Parę razy próbowałam dodzwonić się do Betty, ale bezskutecznie. Może naprawdę była w Baltimore, a White mnie okłamał. Nie. Niemożliwe. Raczej by tego nie zrobił. A może? – podpowiadała moja podświadomość. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Może to Betty? Promyk nadziei tlił się w moim sercu, ale kiedy otworzyłam drzwi, zniknął tak samo szybko, jak się pojawił.

– Pani Alex Langendorf?

– Tak?

– Kwiaty dla pani.

– Od kogo?

– Anonim. Często takie dostarczam.

– Dobrze. Dziękuję bardzo, miłego wieczoru – powiedziałam, odbierając od mężczyzny wielki bukiet czerwonych róż. Kolejne róże od Natha? Niemożliwe. Anonim? Betty? Uśmiechnęłam się do siebie za tę głupią myśl. Kiedy próbowałam przetransportować bukiet do salonu, nie uszkadzając kwiatów, na podłogę wypadła karteczka. Podniosłam ją i kiedy przeczytałam treść, serce nagle zaczęło bić mi mocniej, a na plecach pojawiły się ciarki.

Alex,

Mam szczerą nadzieję, że wspaniale bawiłaś się wczoraj wieczorem. Tyle kłamstw i niedomówień w jeden wieczór. Aż trudno w to uwierzyć. Pamiętaj. Im więcej kłamstw będziesz opowiadać, tym gorzej dla ciebie.

Z poważaniem N.W.

P.S. Mam także nadzieję, że mój bezpośredni zwrot nie uraził Waszej Królewskiej Wysokości.

Ja pierdolę. To jakiś głupi żart? Szybko wybrałam numer Natha. List był podpisany jego inicjałami. Odebrał po drugim sygnale.

– Nath, kurwa, co to ma być?

– Ciebie też miło słyszeć, skarbie. Coś nie tak?

– Nawet sobie nie żartuj.

– Nie mam zamiaru.

– List.

– List?

– Jak mogłeś napisać coś tak bezczelnego? Po tym wszystkim, co sobie powiedzieliśmy?

– Ale ja nie wiem, o czym mówisz.

– Nie kłam.

– Nie śmiałbym. Szczególnie że jesteś przejęta. Kochanie, grozi ci ktoś?

– Dobrze wiesz.

– Skarbie, to nie ja. Przysięgam, gdybym chciał dać ci kwiaty, zrobiłbym to.

– Skąd wiesz o kwiatach? Nie wspominałam o nich…Nath?

– Na pewno coś wspomniałaś. Wiem, że jesteś na mnie wściekła, ale niezależnie, co było w liście, ja tego nie napisałem.

– Trudno mi w to uwierzyć.

– Kochanie, spotkajmy się jutro. Muszę z tobą porozmawiać.

– W związku z…?

– Zobaczysz. Niespodzianka. Będę około piętnastej.

– U mnie?

– Tak. Cześć, skarbie, śpij dobrze. – Nath rozłączył się, nawet nie dając mi się pożegnać. Co to było? Wiele nie wywnioskowałam z tej rozmowy, która była co najmniej niepokojąca. Znowu. Chyba popadam w paranoję.

Chcę spać.

Minęło około siedemnastu godzin, od kiedy położyłam się spać, wstałam i znowu zasnęłam. Obudziłam się o wpół do pierwszej i aż do za piętnaście trzecia sprzątałam przed przyjściem Natha.

Musiałam się ogarnąć i przebrać w coś ładnego. Wykąpana i umalowana weszłam do garderoby i założyłam krótkie spodenki oraz biały koronkowy top. Może być. Jak na spotkanie w domu idealnie. Dzwonek do drzwi. Kurwa. Otworzyłam. Przede mną stał jak zwykle nienagannie ubrany White. W ręku trzymał czerwonego tulipana przewiązanego purpurową kokardką.

– Cześć. Wejdź.

– Kochanie. To dla ciebie – powiedział i wchodząc do domu, podał mi kwiat.

– Dziękuję. Jest piękny.

– Tak jak ty. – Słysząc to, znowu się zarumieniłam. Pierdolone rumieńce.

– Napijesz się czegoś? Herbaty? Kawy?

– Może być kawa. Bez cukru poproszę.

– To może usiądź na kanapie.

– Kanapa? Brzmi zachęcająco.

– Nath.

– Dobrze, księżniczko. Nie będę uszczypliwy. – Chłopak uśmiechnął się czarująco i rozsiadł na kanapie.

Zrobiłam kawę i kiedy próbowałam postawić kubki na stole, strasznie trzęsły mi się ręce. To efekt przedawkowania Nathaniela White’a.

– Muszę cię o coś spytać.

– Tak? – Usiadłam w bezpiecznej odległości. Mimo wczorajszych wydarzeń Nath cały czas mnie onieśmielał, mimo iż próbowałam tego nie pokazywać.

– Miałaś kiedyś chłopaka?

– Słucham? – Zakrztusiłam się kawą. Co to za pytanie, do kurwy nędzy?

– Tak tylko pytam.

– Nie.

– Co nie?

– Nie miałam chłopaka. Nigdy. – Boże, do jakich wyznań muszę się zmuszać.

– Posłuchaj. Mimo iż znamy się krótko, to chyba… – Tutaj Nath zarumienił się i spuścił głowę, wzdychając krótko. – Jesteś taka piękna, uszczypliwa, mądra i idealna. Wiem, że to dziecinne, ale muszę o to spytać. Czy zechciałabyś zostać moją dziewczyną? Nawet na próbę. Proszę.

Zamurowało mnie. Boże. Co mam odpowiedzieć? Alex, proszę, przemyśl to, co chcesz teraz zrobić. Pamiętaj. Ojciec cię zabije, jak się o tym dowie.

– Tak.

– Co tak?

– Zostanę twoją dziewczyną.

– Nie wierzę.

– To lepiej uwierz – powiedziałam i usiadłam na jego kolanach, mocno go całując.

– Jesteś pewna? – Odsunął się ode mnie, pocierając mój nos swoim.

– Tak. Nigdy w życiu nie byłam czegoś tak bardzo pewna jak tego.

Boże, co ja zrobiłam.