9 największych tragedii starogreckichTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Ajschylos

9 największych tragedii starogreckich

MultiBook

Warszawa 2020

Spis treści

Ajschylos. Oresteja

AGAMEMNON

OSOBY DRAMATU

TREŚĆ

OFIARNICE

OSOBY DRAMATU

TREŚĆ

EUMENIDY

OSOBY DRAMATU

TREŚĆ

Ajschylos. Prometeusz skowany

OSOBY DRAMATU

PROLOG

SCENA 1

SCENA 2

EPEISODION 1

SCENA 1

SCENA 2

EXODOS

SCENA 1

SCENA 2

Sofokles. Elektra

OSOBY

TREŚĆ

Sofokles. Król Edyp

Osoby dramatu

Prólogos

Párodos

Epeisódion I

Stásimon I

Epeisódion II

Stásimon II

Epeisódion III

Stásimon III

Epeisódion IV

Stásimon IV

Éxodos

Sofokles. Antygona

Osoby dramatu

Prólogos

Párodos

Epeisódion I

Stásimon I

Epeisódion II

Stásimon II

Epeisódion III

Stásimon III

Epeisódion IV

Stásimon IV

Epeisódion V

Stásimon V

Éxodos

Eurypides. Bachantki

OSOBY

TREŚĆ

Eurypides. Hippolytos uwieńczony

OSOBY

TREŚĆ

Eurypides. Ifigenia w Aulidzie

OSOBY

TREŚĆ

Eurypides. Medea

OSOBY

MEDEA

Ajschylos. Oresteja

AGAMEMNON

OSOBY DRAMATU

AGAMEMNON

KLITAJMESTRA

AJGISTOS

KASANDRA

POSEŁ

STRÓŻ

CHÓR mężów rady argiwskiej

ŚWITA Agamemnona, Klitajmestry i Ajgistosa

TREŚĆ

Ściana tylna sceny przedstawia zamek Atrydów w Argos.

Przed zamkiem szereg ołtarzy i posągów bóstw. Na dachu przechylony ku przodowi Stróż.

STRÓŻ

Ach, skończcie raz już, proszę, bogowie, tę nędzę!

Przez cały rok na dachu Atrydowym pędzę

Psie życie, strażujący – istny kundel dziki.

Aż nadtom ci już poznał nocne gwiazd sejmiki,

Wyliczyć mogę wszystkie te jasne wielmoże,

Władnące w tym powietrznym nade mną przestworze;

Wiem, które dają ciepło, które zimę rodzą

I w jakiej wschodzą chwili, a w jakiej zachodzą.

I teraz pilnie baczę z tej strażnicy mojej,

Czy wieści mi nie przyjdą o zburzonej Troi,

Ogniste, szybkie wieści. Bo tak mi królowa

Kazała – nadoprawdy, mądra, męska głowa!

Więc leżę, ni ten tułacz, przesiąknięty rosą,

Wczasuję się, lecz wczasy nocne nie przyniosą

Spoczynku moim kościom: w ciągłej jestem trwodze,

Ażeby sen zbyteczny nie skleił niebodze

Tych powiek utrudzonych. A jeśli się kiedy

Świstaniem albo śpiewem chcę pozbyć tej biedy

I snu natarczywego odpędzać katusze,

Nad losem tego domu zalewać się muszę

Gorzkimi iście łzami – bo gdzież się podziały

Te dawne, dobre czasy i cnoty, i chwały?

Bodajby już nareszcie błysnął ogień boski,

Co zwolni mnie, nędzarza, od tej ciągłej troski!

chwila milczenia; nagle spostrzega ognie na górach

A, witajże mi, światło, ty słońca zwiastunie!

Zatańczy lud argiwski w twojej szczęsnej łunie,

Dziękując za tę łaskę. Oj dana! Oj dana!

Co tchu ja zawiadomię żonę mego pana,

By, z łoża się zerwawszy, wszystek dom zbudziła,

Okrzykiem przeradosnym witając co siła

Ten błogi żar pochodni. Padł gród Ilijonu –

Tak wieści straż płomienna tam, u nieboskłonu!

Jać sam wyskoczę pierwszy, bo straż moja czujna

Sprawiła, że mi padła dziś szóstka potrójna

W szczęśliwej grze mych państwa zapłatą dostatnią,

Gdy rękę mego króla uściskam jak bratnią.

O reszcie wolę milczeć.. Tak jest, mówię szczerze:

Mam pypeć na języku... Wcale mnie nie bierze

Ochota pisnąć słówko! Hej, świat by się zdumiał,

Co by ten dom powiedział, gdyby mówić umiał!

Cóż gadać o tym ludziom nieświadomym rzeczy?

Kto wie, temu milczenie moje nie zaprzeczy.

Z boku wchodzi na scenę Chór, z piętnastu złożony starców, w świątecznych szatach, z wieńcami na głowie, z długimi laskami w ręku, z mieczami u lędźwi. W czasie gdy się ustawiają, mówi Przodownik chóru.

PRZODOWNIK CHÓRU

Dziesięć upływa lat,

Gdy dwaj wrogowie Priama,

Których zrodziła ta sama

Boska Atrydów krew,

Król Menelaos i brat,

Król Agamemnon, na czele

Tysiącznych argiwskich okrętów

Jęli przecinać topiele

Morskich odmętów –

Zemsty poganiał ich gniew.

Z bojowym ruszyli okrzykiem –

Każdy krwiożerczy jak ptak,

Jak oszalały ten sokół,

Co skrzydeł wiosłami naokół

Z gniazda odartych, skalnych ścian

Powietrza prując szlak,

Krakaniem napełnia dzikiem

Przestworza:

Zaginął jego płód,

Przepadły pisklęta,

Długiego wylęgu trud.

Aleć Apollon, czy Zeus, czy Pan,

Władyki stromych gór,

Sokoli usłyszą wrzask:

Moc boża

O powierzonych swej trosce pamięta!

Pomsta żyje –

Choć nierychliwe,

Lecz sprawiedliwe

Jawią się Erynije.

Tak gościnności możny stróż,

Zeus, rozdawca opiekuńczych łask,

Atreuszowym kazał synom iść

Na Aleksandra, odbić z jego rąk

Najpłochszą z ziemskich cór.

Długo bitewny unosił się kurz;

Pod tarcz brzemieniem tłum rycerzy kląkł.

 

Kolana zadrżały ni liść,

Oszczepów kruszył się wał.

Proch krew trojańską ssał

I naszą, Danaów krew.

Lecz jakikolwiek będzie tego kres,

Tak będzie, jak każe los:

Boży gniew,

Boży cios

Nic sobie nie robi z łez,

Uderza, niepowstrzymany.

Mimo ofiary wylanej;

Łamie, niezwyciężony,

Pomimo żertwy spalonej.

Lecz myśmy tu pozostali

Precz od wojennej chwały,

Precz od chwalebnej wojny;

Ni chłopaczkowie mali,

Tarczy nie źdźwigniem zbrojnej:

Kij nam do ręki daje wiek zgrzybiały.

Bo jeśli w wątłej postaci chłopięcej

Potężny Ares nie zamieszka,

Tym więcej

Stronić on musi od starości znojnej.

Odartą ze świeżych liści,

Żywotać ją wiedzie ścieżka,

Słabą i chwiejną,

W dal beznadziejną.

Po życia wlecze się drogach;

Trzęsąca się, o trzech nogach;

W dzień biały

Ni senna snuje się zjawa,

Niepewnym krokiem stawa,

Nikłego widma wzór.

Klitajmestra wyszła tymczasem z pałacu, otoczona służebnicami, i zajmuje się podczas wierszy następnych składaniem ofiar na ołtarzach.

Córko Tyndareowa,

Cóż się to, powiedz, dzieje?

Jakież nadeszły wieści,

Jakież to cudo się iści,

Jakież radosne przyniesiono słowa

K’nam,

Iże ofiarą kolejną

Bogom nie skąpisz części?

Niechże nam powie królowa.

Niech Klitajmestra nam powie,

Czemu obiata się leje.

Dlaczego żertwa się pali

Dla władców nizin i gór,

Dla bóstw, co chronią nasz gród,

Co rynków strzegą i bram?

W kosztownym płoną żarze

Wszystkie po mieście ołtarze;

Olejów, jakie znam,

Najprzedziwniejszy dym

Swe kłęby ku niebu splótł;

Wonności skarbiec bogaty

Z królewskiej wynosisz komnaty –

Jakiż to stał się cud?

O dobrym wypadku czy złym,

Jeżeli słuszność ci każe.

Opowiedz, troskę tę zrzuć,

Pod którą krok się nasz chwieje,

Pod którą duch nasz zamiera.

Ogni tych blask

Wielkie w nas budzi nadzieje,

Otwiera

Nowe koleje

Niespodziewanych łask.

Ból nam wypędza ze serca,

Co tak nam w łono się wwierca,

Co tak nas cały pożera.

Klitajmestra milczy, zajęta ofiarami.

CHÓR

Zaśpiewać chcę wam dzisiaj o tym, jaki znak

Walecznych powiódł mężów w ten chwalebny szlak.

Dźwięcznej mi pieśni nie odmówił bóg –

Jak stało się, że władca napowietrznych dróg,

Możny, królewski ptak,

Dwuberłej kazał mocy Achajów, by młódź,

Zbrojną w oszczepy i łuk,

Zebrawszy, Teukrów ukróciła chuć.

Wodzom okrętów zabłyśli u góry

Orłowie dwaj, ten biały, a ten czarnopióry,

Po stronie oszczepu siedli

Na wierchu, zajęczycy rozszarpanej jedli

Niedonoszony płód!

O, biada! Niech jęczy lud,

Niech skargi rozebrzmią ponure –

Lecz dobro niech weźmie górę!

Dwoistą myśl Atrydów widząc, mądry wróż

W zabójcach zajęczycy ujrzał widmo burz

I takieć wieszcze wnet im słowa rzekł:

„Nadejdzie czas, gdy zniszczon gród Priama legł,

Gdy go pokryje kurz,

A Mojry wam oddadzą zdobycz, którą dom

Długi gromadził wiek.

Bodajby tylko pomsty bożej grom

Nie strzaskał bicza, co smagać ma Troję:

Niechętna jest Artemis – i o to się boję –

Krwiożerczym ptakom, co siadły

I, trwożną zajęczycę rozszarpawszy, jadły

Niedonoszony płód”.

O, biada! Niech jęczy lud,

Niech skargi rozebrzmią ponure –

Lecz dobro niech weźmie górę!

„Nadobna pani nasza,

Która o leśnej zwierzynie pamięta,

Ma w swej opiece i przypierśne lwięta,

Przeze mnie powiedzieć rada,

Co z wieszczby onej wypada –

Weseli mnie ta wróżba, ale i przestrasza.

Błagać więc będę Pajana,

By naw danajskich wiatr nie wstrzymał wrogi,

Ażeby, zagniewana,

Wyrodnej nie żądała ofiary, co w progi

Domowe nieprzepartą nienawiść by wniosła.

Czeka już bowiem zemsta, z krwi wyrosła –

Mord dziecka krew zapłaci, haniebnie wylana!”

Tak królom wróżył Kalchas, dzień blasku i chwały

Z tych ptaków przepowiadał, co jadły nieźrzały

Ów zajęczycy płód.

Więc niechaj jęczy lud,

Niech skargi rozebrzmią ponure –

Lecz dobro niech weźmie górę!

Zeusie! Ty ku nam się skłoń!

Nie wiem, jak wzywać go mam,

Jak mam przemawiać doń.

To jedno tylko wiem,

Że on mi ucieczką w złem.

Że on w swej mocy boskiej zbawi mnie wszelkiej troski.

On mi ją zrzuci sam!

Ten, co tak długi czas

Wszechwładzy rozkosz pił,

W ludzkiej pamięci zgasł.

Ale i wtóry bóg

Zaginął – Zeus go zmógł!

W rozumie poszedł najdalej, kto dziś Zeusa chwali,

Kto czci go z wszystkich sił.

Przezeń nauczon jest człek,

Że mądrość li zdobył świat,

Gdy wie, co znaczy ból.

Zaledwieś do snu, uspokojon, legł,

Już on na serce wspomnieniem ci padł –

Wbrew woli naukę masz!

Lecz łaska boża ma nad nami straż,

Acz srogi jest wieków król.

I starszy floty wódz

Achajskiej zgiął się wnet

Przed siłą wieszczych słów,

Poddał się losom, co chciały go zmóc,

Gdy wiatr przeciwny od Chalcydy szedł.

Z okręty on w Aulis stał,

Bacząc cierpliwie, aże morski wał

Przyjazny mu będzie znów.

Wichr szalał od Strymonu,

Za nim szła zwłoka i głód.

Wróg zwycięskiego plonu,

Tak rozpętawszy się nagle,

W tak dziki wydąwszy się prąd,

Łamał maszty, szarpał żagle,

Walił w okrętu przód;

Krzepki Argiwów lud

Bezczynnie wiądł. Wówczas natchniony wieszcz,

Bożego słowa stróż,

Poddał pod wodzów sąd

Lekarstwo sroższe od burz:

„Gniew Artemidy z was szydzi –

To wiem!

Trzeba mu zadać kres!”

Straszny ich przejął dreszcz,

Berła rzucili Atrydzi

O ziem.

Zalani strugą łez.

Z starszego księcia wargi

Spłynął naonczas ten głos:

„Z boginią pójdę w zatargi,

Gdy jej podepcę rozkazy!

Lecz zbrodnia to będzie i ból,

Straszne piętno krwawej zmazy,

Jeśli, jak chce tego los,

Ojcowskiej ręki cios

Na kwiat mych pól,

Na córkę sprowadzi skon.

I tu jest zło, i tam”.

Tak rzecze ten zbożny król –

„Lecz czyż was rzucić mam?

Być zdrajcą bojowych przymierzy?

Niech krew

Ukoi burzę fal!

Niech ten dziewiczy plon

Srogiego gniewu uśmierzy

Dziś gniew!

Tak, dobrze – i płony żal!”

Przed koniecznością gdy tak zegnie kark,

W duszy się jego występek zapłodni –

Złowróżbny go owiał dech!

Ziejący żądzą zbrodni,

Z sumieniem nie wchodzi już w targ,

Bo kogo raz już opanował grzech,

W tym ci zuchwałość ponadmiar wyrasta.

Wojnę poczęła niewiasta,

A dla tej wojny

I by zwycięstwo dać swej flocie,

W spokojnej,

Ponurej

Ochocie

Stał się mordercą swej córy.

Ten płacz i żal jej – na cóż się on zdał?

Ku rodzicowi zanoszone prośby,

Ni czar dziewiczych lat

Od tej straszliwej kośby

Nie powstrzymały żądz bitewnych chwał.

Poczęli modły, krwawy rozkaz padł –

Ku miłosierdziu ojciec się nie nagnie:

Gdy ją kładziono, by jagnię,

W ofiarnym płótnie

Wśród śmiertelnego ołtarza,

Na wargi

Okrutnie

Sam zważa,

By klątw nie rzuciły, ni skargi!

Oniemiona,

Gdy jej z łona

Precz szafranowe pozdzierano szaty,

Spojrzeń strzały,

Wzrok omdlały

Na swoje rzuci katy.

Jak posąg, tak nadobna, przemówić by rada

Onać skazanka blada,

Onać śpiewaczka miła,

Co ongi tak zbożnie nuciła

O szczęściu ojcowskim i chwale,

Gdy wspaniale

Licznych gości

W jego włości

Huczna ściągała biesiada.

Jakie drogi

Los ten srogi

Wybrał ci potem, nie wiem, nie mam słowa –

Ale godna,

Niezawodna

Jest wiedza Kalchasowa.

Cierpieniem Sprawiedliwość nas, śmiertelnych, ćwiczy;

Przyszłości tajemniczej

Wieścić me usta nieskore:

Zjawi się w samą porę –

Niech tylko ręka jej szczera

Dobro wspiera,

A bez straty

Przedsię dla tej,

Na którą Apia tak liczy.

Klitajmestra, skończywszy ofiary, zwraca się ku Chórowi.

PRZODOWNIK CHÓRU

Z godziwym, Klitajmestro, szacunkiem przychodzę,

Bo jeśli tron królewski opuścili wodze,

Małżonkom ich królewski hołd się przynależy.

Czy nowin masz nadzieję, czy po wieści świeżej

Ofiary te dziś składasz? Pytać się nie lenię –

Ze czcią odpowiedź przyjmę, ze czcią i milczenie.

KLITAJMESTRA

Jak głosi nam przypowieść, nowinę radosną

Noc-matka śle nam z jutrznią – i tobie wyrosną

Uciechy nad nadzieje, gdyć mój język powie,

Że gród Priama wzięli nasi Argiwowie.

PRZODOWNIK CHÓRU

Co?! Możem nie dosłyszał? Powtórz, pani moja!

KLITAJMESTRA

Powtarzam ci wyraźnie: w naszych rękach Troja.

PRZODOWNIK CHÓRU

Ma radość tak jest wielka, że do łez mię wzrusza.

KLITAJMESTRA

Toć łzami się tłumaczy wszelka szczera dusza.

PRZODOWNIK CHÓRU

Prawdziwać to wiadomość? Gdzież pewności znamię?

KLITAJMESTRA

Nie może być inaczej, jeśli bóg nie kłamie.

PRZODOWNIK CHÓRU

Czy może snów pochlebczych twoja miłość słucha?

KLITAJMESTRA

Nie ufam nigdy marom uśpionego ducha.

PRZODOWNIK CHÓRU

Lub może lekkoskrzydła tak cię wieść porwała?

KLITAJMESTRA

Przyganiasz mi – nie jestem ja dziewczyna mała.

PRZODOWNIK CHÓRU

A kiedyż to – mów! – padły mury tego miasta?

KLITAJMESTRA

Tej nocy, z której dzień nam dzisiejszy wyrasta.

PRZODOWNIK CHÓRU

A gdzież tej wieści poseł tak rączy, tak chyży?

KLITAJMESTRA

Hefajstos, co swe ognie rozpalił na wyży

Idajskiej; od ogniska spieszył do ogniska

Płomienny jego goniec. Ida blask swój ciska

Na Lemnos, na Hermesa opokę, a dalej

Już Athos, schron Zeusa najmilszy, się pali,

Ognisty znak dostawszy. Potem coraz płodniej

Rozrastał się po drogach sosnowej pochodni

Ogromny żar; świecący, jak promienie słońca,

Po morza rozigranych falach mknął bez końca,

Aż dobiegł do Makista wierchowej strażnicy;

I tego sen nie zmorzył: płomienistolicy,

W te tropy ze swej czujnej zerwawszy się warty,

Wysłańca w dalszą drogę pchnął; ten, nieprzeparty,

Z swą żagwią do Eurypu dobiegłszy wybrzeży.

Dał znak Messapiosa opoczystej wieży.

Ten w zamian odpowiedział: suche wrzosu pęki

Żar dały niesłabnący. Łagodny i miękki,

Ni światło księżycowe, szedł ten blask wysoki

Równiami Asoposa, aż hen, pod opoki.

Pod szczyty Cyteronu, nowe budząc straże.

A oneć, rozpłonąwszy w możniejszym pożarze

Niż rozkaz, wnet przeniosły przez wody Gorgony

 

Na szczyty Ajgiplanktu znak swój rozpłoniony

I tutaj, popędziwszy nieleniwe stróże,

Niebawem takie światło roznieciły duże,

Iż mocą niebosiężną wzbiły się ogromy

Tej miotły płomienistej w górę, ponad stromy.

Skalisty brzeg Zatoki Sarońskiej; a potem,

Tych ogni niezagasłym opleciona złotem,

Szła wić ta ku Arachny wysokim chochołom.

O szczyt tu uderzywszy ostatni, z wesołą

Nowiną w gród Atrydów przybiegło to płomię,

Idajskich ogni wnuczę. Tak ci się widomie

Sprawili moi gońce, tak ci po sto razy

Podawał ten tamtemu królewskie rozkazy –

Zwycięzcą jest w tym biegu pierwszy i ostatni.

Ten znak ci moich wieści prawdę uwydatni,

Przysłanych mi przez męża dziś spod murów Troi.

PRZODOWNIK CHÓRU

Nie mogęć jeszcze bogom dziękować w tej mojej

Radości; pełna dziwu, słuchać jest gotowa

Bez końca moja dusza, pani, twego słowa.

KLITAJMESTRA

Do Troi dziś wkroczyli zwycięzcy Achaje.

Dwojakie słyszę krzyki – tak mi się wydaje –

W tym mieście zwyciężonym. Wlej do jednej kruży

I ocet, i oliwę: juścić im nie służy

Ta spółka, zawszeć będą wrogami – tak losy

Nierówne wprowadzają rozdźwięk między głosy

Zdobywców i pobitych. Patrzaj: ci, pobledli,

Przy zwłokach swych najbliższych w wielkim smutku siedli –

Przy mężu tutaj żona, tam przy starcu dziecię.

Najmłodsza swego rodu latorośl. Na świecie

Większego nie ma bólu nad ten, gdy tak z wargi

Tych dziś już niewolników krwawe płyną skargi

Na dolę swych najdroższych. Tamci zaś, strudzeni

Zamętem i rozgwarem walk wśród nocnych cieni,

Rozbiegli się po mieście, aby znaleźć jadło.

Nikt znaku się nie trzyma, idzie, jak wypadło.

Jak ślepy traf przydarzył; pomny swojej nędzy,

W trojańskich się pałacach rozgaszcza co prędzej:

Już szron mu nie dokucza, nie ziębi go rosa,

Na wartę iść nie trzeba pod gołe niebiosa,

Wygodnie nockę prześpi, ciepło i bez trwogi.

Jeżeli tylko uczczą opiekuńcze bogi

Tej twierdzy, poszanują w tej zdobytej ziemi

Przybytki bóstw – to myślę, że się już ze swemi

Zwycięstwy nie rozminą. Ale tak się zdarza,

Iż wojsko w chęci zysków niejedno znieważa,

Co uczcić się należy. Aby wrócić potem

Do domu z tej wyprawy, powtórnym zawrotem

Potrzeba łaski niebios. A nuż wojsko wróci,

Zgrzeszywszy, i bogowie w swojej gniewnej chuci

Ponowną zbudzą zemstę z krwi umarłych? Boże!

Ot, tyle wam niewiasta dziś powiedzieć może.

By dobro było górą, to jedno życzenie

Ze wszystkich swoich skarbów przenajwyżej cenię.

PRZODOWNIK CHÓRU

Niewiasto, mądrześ rzekła, od mężów niegorzej.

A teraz, gdy mam dowód i pewność, niech złoży

Dziękczynna się modlitwa dla bóstw, którzy krwawą

Niedolę taką dzisiaj ozłocili sławą.

Klitajmestra odchodzi do pałacu.

PRZODOWNIK CHÓRU

Zeusie królewski! O Nocy ty miła,

Ty światów wszechmożna pani!

Na Troiś warownię mgłę gęstą rzuciła,

Że starce i dzieci

Z zabójczej tej sieci,

Z niewoli okrutnej obieży

Nie uszli w twych mroków otchłani.

Wargi me skore

Wielbią Zeusa, stróża gości,

Co łuk w prawicy swej dzierży;

Dawno go trzymał napięty

Przeciwko złości

Aleksandrowej,

Bacząc, by pocisk gotowy

Nie padł w powietrzne odmęty

Nie w porę...

CHÓR

Zeusa grom

Szczodrze już poznał ich dom –

Któż by mógł

Między nieprawdy policzyć mój głos?

Spotkał ich los,

Jakiego chciał dla nich bóg.

Świat ci znam,

Mówiący, że boskim oczom

Uchodzą ludzie, jeśli kroczą

Środkiem występnych, krzywych dróg.

Ale to grzech i kłam!

Na cały ród

Przezgubna spadnie pokuta,

Jeżeli żądza, z bożej czci wyzuta,

Za zbytnim łupem goni,

Jeżeli w domu zbytni blask gromadzi.

Więc skromnym losom bądźmy radzi,

Albowiem z nieszczęścia toni

Żaden ci skarb nie wyprowadzi

Tego, kto prawo był zgniótł,

Sprawiedliwości ołtarze

W zuchwalstwa zdeptał nadmiarze.

Juścić on

Nie wie, gdzie znaleźć ma schron:

Gładka dłoń

Chytrej pokusy uwodzi go wciąż.

Występny mąż

Grzechem znaczoną ma skroń,

Zbrodni swej

Przed nikim już nie ukryje –

Onać swym własnym blaskiem żyje!

Fałszywy kruszcu, płoń się, płoń,

Połyski złota miej –

Nadejdzie czas:

Sczernieje jaśń twa zdradziecka!

A on podobny jest do tego dziecka,

Co ściga ptaszę skrzydlate:

Klęsk od swojego nie odwróci miasta –

Łaska mu boża nie wyrasta!

Tak ci na swoją zatratę

Zła przywabiła go niewiasta –

Parys nawiedził nas:

Łamie gościnę, jak złodziej,

Cudzą małżonkę uwodzi.

Włóczni tłum,

Żagli szum,

Zbroi szczęk,

Ludu jęk

Zostawiła ziomkom swym.

Zamiast wiana,

Z domu pana

Gdy lekkimi uszła kroki,

Klątwę wniosła, sercem lekka,

Gruz i dym

W Ilijonu smutny gród.

I zajękli wieszcze domu

Nad czelnością tego sromu.

Ach, to łoże! Ach, ten lud!

Ach, ten wstyd głęboki,

Którym miasto, którym człeka

Okryła ta zdrada!...

A on, tak podle zhańbiony,

Z milczącej umiera tęsknoty –

Snać w domu widmo jej włada

Spoza dalekich mórz.

Hej, jakiż po stracie żony

Zajmie go jeszcze obraz złoty?

Minęło wszystko już!

Wzrok ci ma odtąd zakryty

Na wszelki wdzięk Afrodyty.

Żywot marł,

Tylko czar

Budził sen –

Nikły len,

Który prządł mu gorzki żal;

Wiotkie, lotne,

Bezpowrotne,

Mgławe mary i widziadła,

Co na wiewnych skrzydłach wioną

W pustą dal.

Darmo je tęskny ściga wzrok!

Taka w wszystkich domach klęska,

Nieodparta, przezwycięska,

Trosk wodząca rojny tłok,

Przy ogniskach siadła!

Na tę ziemię nawiedzoną

Gorzka przyszła dola:

Wszak nie ma w Helladzie sioła,

Skąd by orszaki zbrojne

W bitewne nie poszły pola.

Cierpliwość czyha u bram;

Ale i żal głośno woła:

Ilum słał w tę krwawą wojnę,

Wiem ci to dobrze sam,

A oko dziś wita moje

Popioły tylko i zbroje!

Ares, mieniacz ludzkich trupów!

Za garść złota, on, co waży

Na oszczepie życie człeka,

Hen, z daleka,

Spod Ilionu

Zamiast łupów

Śle najdroższym ku boleści

Proch rycerzy, proch żeglarzy

W kosztownej, zamkniętej urnie!

Przedsię górnie

Chwałę skonu

Pieśni głoszą:

Ten z rozkoszą

Dla żołnierskiej zginął części,

Tamten dla cudzej żony

Padł, włócznią ugodzony!

Zaś na Atrydów ponury,

Tajemny, bólem sycony,

Podstępny czyha gniew,

W pierś ich waleczną mierzy.

A Troi upadłe mury

Zmarli obiegli bohaterzy;

Wylana mężnie krew

Na obcej, dalekiej ziemi

Sławę ich krzewi i plemi.

Przepotężny jest głos ludu,

Klątwę ściąga za śmierć braci;

A ja czekam, aż złowroga

Przyjdzie trwoga,

Córka Nocy,

Z jarzmem trudu,

Gdyż bogowie nie przebaczą

Sprawcom rzezi. Już postaci

Czarnych Erynij zjawisko

Widzę blisko,

Pełne mocy!

W życia boju

Kto bez znoju

Zdobył szczęście, ten w rozpaczy

Ujrzy, jak rychło zginie,

Co przyszło w złej godzinie.

Groźny jest honor wszystek,

Gdy wzrósł na krwawej winie:

Zeusowy pada grom –

Haniebny koniec z weselem!

Więc bogactw razi mnie zbytek,

Nie chcę być grodów burzycielem,

Cichy przenoszę dom

I wielce mnie serce boli

W cudzej umierać niewoli.

Ognie świecą,

Wieści lecą

Po ulicach miasta!

Któż odgadnie,

Zali zdradnie

Kłamny nie zwodzi nas bóg?

Chłopięca tylko dusza

Taką się złudą wzrusza:

Jak to, nadzieja wyrasta

W tym naszym łonie,

Że gdzieś tam wśród górskich dróg

Jakowyś ogień płonie,

Aby gdy zgaśnie ten żar,

Jeszcze nas większy smutek sparł?

Niech łatwowierna niewiasta

Przed czasem dzięki składa!

Słowa jej grot

Chyży ma lot,

Lecz chyżo również pada

Wieść urodzona

Z płochych białogłów łona.

PRZODOWNIK CHÓRU

Dowiemy się niebawem, czy prawdy jest bliska

Płomienna wieść, przez żarne podana ogniska,

Czy może owo światło jest, ni obraz we śnie,

Co przyszedł, pełen czaru, i zginął przedwcześnie.

Bo oto widzę posła, jak k’nam od wybrzeża,

Uwieńczon gałązkami oliwnymi, zmierza.

A suchy, dżdżu spragniony kurz, co pod dostatkiem

Obsypał go, brat bliźni błota, jest mi świadkiem,

Że niemym posłem nie jest i że nie przez blaski

I dymy watr wierchowych udzieli nam łaski

Radosnej, albo... O tym ani wspomnąć nie chcę,

Albowiem gdy go widzę, nadzieja mnie łechce,

Że z dobrem tym niebawem dobro się połączy!

A kto naszemu miastu życzyć byłby rączy

Odmiennie, ten niech – mówię, a to prawda szczera –

Swojego zaślepienia sam owoce zbiera!

Zjawia się Poseł.

POSEŁ

Rodzinna ziemio Argos, witaj mi! Nareszcie

Po latach aż dziesięciu jestem w moim mieście.

Ta jedna mi się z wszystkich nadziei spełniła!

A jużem prawie zwątpił, czy ta ziemia miła

Dla kości mych swe wnętrze najdroższe otworzy.

Witajcie, moje łany! Witaj, blasku boży

Słoneczny i ty, Zeusie, stróżu tej krainie,

I ty, pytyjski władco, święty Apollinie!

Pociski twoje na nas już się nie powalą,

A byłeś nam niechętny nad Skamandru falą.

Bądź odtąd naszym zbawcą, podtrzymuj nam zdrowie!

I was pozdrawiam wszystkich, o walki bogowie!

A przedsię ciebie, pośle, posłów czci i chwało,

Hermesie!... Spod oszczepów powracamy cało,

Więc radzi nas przyjmijcie, bohaterzy zmarli,

Wy, coście nas do tego bojowania parli!

Witajcie mi, przysionki królewskie, ty, drogi

Mój zamku, wy, ołtarze, wy, promienne bogi!

Jeżeli kiedykolwiek, to już dzisiaj właśnie

Niech oko waszej łaski dla niego nie gaśnie,

Albowiem Agamemnon, książę władczej mocy,

Przynosi wam i wszystkim światłość pośród nocy.

Przyjmijcie go jak męża, co trojańskie niwy

Przeorał onymć pługiem, który Zeus mściwy

Powierzył jego ręce: już tam ni ołtarzy,

Ni żadnych świątnic bogów wzrok nie zauważy.

Do szczętu wyniszczono nasienie tej ziemi!

Dziś wraca ten, co dłońmi narzucił silnemi

Na Troję ciężkie jarzmo, wraca pierworodny

Szczęśliwy syn Atreja, czci największej godny

U ludzi... Przedsię Parys razem z miastem swojem

Nie może się pochlubić czynem, by go znojem

Nie spłacił słusznej kary: winien był kradzieży,

Rabunku, i dziś za to sam pohańbion leży,

Ojczysty dom i kraj swój podeptany widzi –

Podwójnie za grzech jego cierpią Priamidzi.

PRZODOWNIK CHÓRU

Wysłańcze wojsk achajskich, witaj u tych progów!

POSEŁ

O szczęście! Nawet śmierć dziś przyjmę z ręki bogów!

PRZODOWNIK CHÓRU

Co – powiedz! – tak tęskniłeś do ojczystych włości?

POSEŁ

Że łzy mam dzisiaj w oczach z nadmiernej radości.

PRZODOWNIK CHÓRU

I wyście tego bolu poznali rozkosze?

POSEŁ

Co znaczy to? Ja nie wiem, wytłumacz mi, proszę!

PRZODOWNIK CHÓRU

Za waszą w trop boleścią i nasz ból się miota.

POSEŁ

Tęsknotę twą budziła naszych wojsk tęsknota?

PRZODOWNIK CHÓRU

Że nieraz jęki głuche rozdzierały duszę.

POSEŁ

A skądże takie w domu nadmierne katusze?

PRZODOWNIK CHÓRU

Milczenie już od dawna najlepszy mój lekarz.

POSEŁ

Któż gnębił cię w czas wojny? Na kogo narzekasz?

PRZODOWNIK CHÓRU

Z rozkoszą i ja dzisiaj byłbym umrzeć gotów.

POSEŁ

Zadowoleni bądźmy z szczęśliwych obrotów –

Choć, prawda, czas tak długi zło i dobro płodzi.

A o kim, oprócz bogów, powiedzieć się godzi,

Że nigdy trosk nie zaznał? My zaś jakież chwile

Miewali dolegliwe! Ileż trudów, ile!

Ciasnota na okręcie, niewygodne leże,

Co moment jakieś skargi, jakieś żale świeże.

Na lądzie jeszcze gorzej. Rozbiliśmy płótna

Tuż obok murów wroga: wilgoć łąk okrutna

I rosa, spadająca z pochmurnych niebiosów,

Moczyły nam odzienie; w czochry naszych włosów

Dostało się robactwo. A któż nie pamięta

Tych strasznych zim, gdy z mrozu ginęły ptaszęta,

Tych śniegów, które Ida sypała bez miary?

A one letnie spieki, południowe żary,

Gdy morze, bez powiewu, bez najmniejszej fali

W sen cichy się układa?... Dziś nikt się nie żali,

Minęły wszystkie trudy – dla tych, którzy w grobie

Dziś legli i zapewne już nie życzą sobie

Zmartwychwstać. Ale po cóż tych, co padli w boju,

Wymieniać? A zaś żywi po cóż by o znoju

Pamiętać mieli dzisiaj? Żegnajcie nam, troski!

Nad bólem zapanował wszakże promień boski

Zwycięstwa! Onoć dzisiaj przemożną zdobyczą

Dla szczątków wojsk argiwskich. Blaski słońca krzyczą,

Radosne niosąc wieści przez lądy i wody:

Argiwski oto naród wziął trojańskie grody

I mnogie swoje łupy w wieczną cześć Helladzie

Na bogów swych ołtarzach z kornym sercem kładzie!

Ktokolwiek to usłyszy, winien głosić sławę

I wojsk, i wodzów naszych, przedsię dzięki prawe

Zeusowi trzeba złożyć: on to był w tym całem

Zwycięstwie najmożniejszy. Tyle rzec wam miałem.

PRZODOWNIK CHÓRU

Przekonan twymi słowy, chętnie się ukorzę –

I starość jeszcze czegoś nauczyć się może.

Ten dom i Klitajmestra juścić do radości

Największy mają powód, lecz i we mnie gości

Nie mniejsze dzisiaj szczęście, uciecha najszczersza.

KLITAJMESTRA

która podczas słów powyższych wyszła z pałacu, otoczona świtą

Okrzyki przeradosne wznosiłam ja pierwsza,

Gdy gończy płomień ognia dotarł dziś do mojej

Komnaty z nowinami o upadku Troi.