Szósty Po latachTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Prolog

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Epilog

Szósty. Powrót

Od autorki

Playlista

Prolog

Przebudziłem się z krótkiego, męczącego snu. Rozejrzałem się nieprzytomnym wzrokiem. Znajdowałem się w swoim malutkim gabinecie, w centrali Śląskiej Grupy Śledczej, której od dwóch lat szefowałem. A od sześciu lat, od momentu kiedy dostałem szansę na nowe życie, zmagałem się z tym niepokojącym, powtarzającym się snem. Zawsze pojawiała się w nim ona. Nieznajoma dziewczyna. Wysoka, szczupła, z prostymi włosami, w kolorze ciepłego złota. Czasami miała je rozpuszczone, czasami związane w koński ogon. I jej oczy… Piękne, niemal szmaragdowe, okolone gęstymi czarnymi rzęsami. Ale najbardziej zastanawiające były jej słowa. Zawsze patrzyła na mnie trochę smutnym, a jednocześnie pełnym nadziei wzrokiem. I za każdym razem wypowiadała to samo zdanie:

– Czekam na ciebie, Marcinie…

Dzisiejszy sen spowodowany był zapewne przemęczeniem sprawą, nad którą moja grupa pościgowa pracowała od niemal czterech miesięcy. Tajemnicza dziewczyna patrzyła w nim na mnie także tym smutnym spojrzeniem i wypowiadała niezmiennie te same słowa, odkąd zaczęła pojawiać się w moich sennych majakach.

Nagle usłyszałem brzęczyk interkomu, który wyrwał mnie z tych niepokojących rozmyślań. To była Marta, moja asystentka.

– Tak? – spytałem zachrypniętym głosem, naciskając guzik.

– Szefie, starszy aspirant Alicja Szymczak.

– Ach tak, czekałem na nią, niech wejdzie. – Doprowadziłem się szybko do porządku, mając przed sobą spotkanie z najlepszą specjalistką od profili psychologicznych przestępców, która odtąd miała z nami współpracować.

Po chwili drzwi się otworzyły i gdy zobaczyłem kobietę, która weszła do mojego gabinetu, złapałem się obiema dłońmi poręczy fotela, na którym siedziałem. Ścisnąłem je tak mocno, że chyba tylko cud sprawił, iż nie pękły jak gałązka trzciny pod wpływem mojego silnego uścisku.

Boże…

To…

To przecież było… niemożliwe…

Ona spojrzała na mnie z uśmiechem i powiedziała cicho:

– Czekałam na pana, inspektorze Langer.

Rozdział 1

Sześć lat wcześniej…

Alicja patrzyła na niego uważnie. Siedział przy komputerze i był czymś bardzo zaabsorbowany. Cały Jacek. Zawsze kiedy coś robił, skupiał się całym sobą na wykonywanej czynności. Potrafił się całkowicie wyłączyć i odizolować od otaczającego go świata, wszystkie swoje zmysły kierując na zadanie, któremu w danej chwili się poświęcał. Alicja lubiła go obserwować, bo w tym swoim zapatrzeniu i zaabsorbowaniu wyglądał jak chłopiec, który dostał właśnie najnowszy model samolotu do składania i oddawał się tej pasji z młodzieńczym zapałem. Znała Jacka bardzo długo. Właściwie od przedszkola, w którym to ich ulubionym zajęciem było obrzucanie się jedzeniem w trakcie spożywania posiłków w stołówce. Potem, w szkole podstawowej, nienawidzili się i unikali, jak tylko mogli. W szkole średniej ich drogi się rozeszły, bo Jacek zdał do technikum, a Alicja do ogólniaka. Spotykali się sporadycznie, mówiąc sobie zdawkowe „cześć”. Natomiast gdy obydwoje poszli na studia, wprawdzie na różne uczelnie, ich ścieżki zaczęły się niespodziewanie przecinać. W końcu spotkali się na którejś z licznych prywatek i wyszli z niej razem, mając dosyć picia taniego piwa, palenia trawki i ocierania się o dziesiątki zupełnie nieznanych osób. Spacerowali oświetlonymi ulicami miasta i rozmawiali, opowiadając o tym, co robili przez ostatnie lata szkoły średniej.

Wspominali także czasy podstawówki, kiedy to unikali się nawzajem jak ognia. Gdy Jacek odprowadził Alicję do domu, popatrzył na nią jakimś dziwnym wzrokiem, przytulił mocno do siebie i pocałował śmiało, wcale nie niewinnie. Umówili się na następny dzień i zanim ona weszła do domu, Jacek trzymał jej dłoń w silnym uścisku i nie chciał puścić. Najchętniej zabrałby ją do swojego kawalerskiego mieszkanka i kochał długo i namiętnie. Ale na to było trochę za wcześnie. Potem, w nocy, obydwoje leżeli w swoich łóżkach, w identycznych pozycjach, na boku, z dłońmi pod policzkami, zastanawiając się nad tym, co się właściwie wydarzyło. I do czego to mogło doprowadzić. A także jak miało dalej wyglądać. Od nienawiści do namiętności? Od przedszkola do dorosłego życia? Ich niemal bratersko-siostrzana znajomość zaczynała przybierać całkiem inne formy. I to jakie? Przecież do tej pory on nie dostrzegał w niej kobiety. Widział tylko naburmuszoną nastolatkę z długimi blond włosami, patrzącą na niego z litościwą pogardą. A ona w nim niskiego jasnowłosego chłopaka, który w ciągu wakacji urósł kilkanaście centymetrów i po którychś wakacjach to on patrzył na nią z góry. Ale tamte „cielęce lata” już minęły i teraz zarówno Alicja, jak i Jacek byli atrakcyjnymi, młodymi dwudziestolatkami.

Stali się parą. Przez cały okres studiów – informatycznych Jacka na politechnice i psychologicznych Alicji na uniwersytecie – spotykali się niemal codziennie, a pod koniec studiów Alicja wprowadziła się do jego kawalerki.

Teraz byli już po obronie dyplomów, obydwoje mieli po dwadzieścia sześć lat. Alicja pracowała jako policyjny psycholog, a Jacek już od czwartego roku studiów zatrudniony był w jednym z większych banków jako informatyk. Szykowali się do ślubu, który miał się odbyć już za trzy tygodnie. Przymierzali się również do sprzedaży małego mieszkania Jacka i kupna większego, oczywiście przy pomocy finansowej rodziców Alicji, którzy byli szczęśliwi, że ich jedyna córka związała się z synem ich przyjaciół.

Jacek oderwał na chwilę oczy od monitora i spojrzał na siedzącą w fotelu jasnowłosą dziewczynę z zielonymi oczami, które kochał już chyba od przedszkola.

– Co jest, Ali? – spytał z uśmiechem, zwracając się do niej wymyślonym przez siebie skrótem imienia.

– Ach… nic. Myślałam o nas, o tym, co było kiedyś, co doprowadziło nas do tego właśnie momentu. W którym siedzimy razem, w twoim małym mieszkaniu, a za trzy tygodnie będziemy małżeństwem. To niesamowite, jak zagmatwane mogą być ludzkie losy i jakimi ścieżkami mogą prowadzić. – Alicja westchnęła, bawiąc się swoimi długimi, jasnymi włosami.

– Ali, co cię wzięło na takie filozoficzne rozmyślania? – Jacek pokręcił głową z uśmiechem. – Prawda jest taka, że od zawsze byłaś mi przeznaczona. I zawsze bym cię odnalazł, nieważne, gdzie byś była. I kim byś była. Ja już tak mam. W przedszkolu upatrzyłem sobie ciebie i wiedziałem, że kiedyś zostaniesz moją żoną. Szymczakowie mają to we krwi.

– Co takiego?

– Zawsze zdobywają to, co chcą. – Jacek wyłączył komputer i patrzył w roześmiane oczy ukochanej.

– Czyli zostałam zdobyta? – Alicja zagryzła wargę.

– Jak co dzień. – Jacek pochylił się nad nią i dotknął czołem jej czoła. – Będę cię zdobywał każdego kolejnego dnia, aż do skończenia świata.

– Obiecujesz? – spytała szeptem, ogarniając jego szyję ramionami.

– Obiecuję, Ali… – Kiwnął głową i nakrył jej ciało swoim.

 

***

Marcin założył słuchawki wyciszające i przymknął jedno oko, mierząc do celu. Pobyt na strzelnicy był dla niego jednocześnie treningiem i sposobem na odreagowanie stresu związanego z codzienną służbą. Miał trzydzieści dwa lata i od jedenastu lat pracował w policji. Wstąpił do służby zaraz po ukończeniu drugiego roku studiów prawniczych i już w trakcie pracy ukończył je z wyróżnieniem. Piął się coraz wyżej i obecnie był członkiem specjalnej grupy wywiadowczej powołanej do walki z najgorszymi rodzajami przestępstw. Przez te wszystkie lata naoglądał się dosyć okropności, które innego człowieka mogłyby doprowadzić do załamania nerwowego. Ale Marcin Langer był twardym i nieugiętym stróżem prawa, dla którego praworządność i sprawiedliwość były najważniejsze i pozwalały walczyć ze wszystkimi innymi uczuciami, które ogarniały go, gdy widział, jak potworne rzeczy potrafią zrobić sobie nawzajem przedstawiciele rodzaju ludzkiego. Przez lata nauczył się wyciszać swój umysł i blokować go, gdy zaczynał zbyt głęboko rozpamiętywać każdą prowadzoną sprawę i każde nowo odkryte przestępstwo.

Czasami dopadało go to w nocy, wybudzało ze snu i nie pozwalało zasnąć aż do wczesnych godzin rannych. Potworne obrazy kołatały się w jego głowie, nakładając się na siebie jak kalejdoskop filmowy rodem z horroru klasy B. Ale to była jego praca. Grupa, w której działał, specjalizowała się w śledztwach dotyczących najcięższych przestępstw, popełnianych przez recydywistów. Także w seryjnych zabójstwach, popełnianych niezmiernie rzadko, i oczywiście w poszukiwaniu najgroźniejszych przestępców, którzy znikali z pola widzenia stróżów prawa. Marcin był szefem jednej z sekcji liczącej pięć osób. W całej grupie były cztery takie sekcje i wszystkie miały jednego szefa, inspektora Dworzaka, który zbliżał się już do emerytury i był jednym z najlepszych gliniarzy, z jakimi Marcin miał okazję pracować. Stara szkoła z nowoczesnym spojrzeniem i upartym, niezłomnym charakterem. A do tego świetny fachowiec, dobry kumpel i przystojny mężczyzna. Dlatego ŚGŚ, czyli Śląska Grupa Śledcza, była jednym z najlepszych zespołów w Polsce, powołanych do walki z „najgorszym gównem tego świata”, jak wszyscy subtelnie mówili o swojej pracy.

Marcin przeprowadził się do Katowic siedem lat temu i poprzez pracę bardzo związał z tym miastem, które szczyciło się niestety najwyższym odsetkiem przestępczości w kraju. Dlatego też właśnie tutaj chciał pracować i od początku swojej pracy w policji marzył, aby wyjechać na ośmiomiesięczne szkolenie w Zakładzie Nauk Behawioralnych, w siedzibie głównej FBI, w Quantico. Teraz jego marzenie nabierało całkiem wyraźnych kształtów i być może było do zrealizowania w ciągu najbliższego roku.

Odnosił sukcesy w życiu zawodowym, ale jego życie prywatne wyraźnie zostawało w tyle. Od dwóch lat był związany z Angelą, młodszą od niego o dziesięć lat modelką, córką jednego z potentatów finansowych, właściciela sieci banków w Polsce i za granicą. Marcin nie traktował tego związku przyszłościowo. Chociaż Angela niejednokrotnie dawała mu znać, że chciałaby od niego czegoś więcej niż tylko spotykanie się kilka razy w tygodniu i wyjazdy dwa razy do roku na urlop. Wprawdzie dziewczyna także była zajęta karierą, ale kochała Marcina i imponowała jej jego błyskotliwa kariera w policji. A poza tym… był nieziemsko przystojny i mógłby śmiało konkurować z jej kolegami, modelami z najsłynniejszych wybiegów Europy.

W zasadzie nie można było się jej dziwić, Marcin miał prawie metr dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu, ciemnobrązowe gęste włosy, przenikliwe spojrzenie czekoladowych oczu i muskularne, wyćwiczone ciało o śniadej, gładkiej skórze. Przypominał swojego starszego o czternaście lat brata Michała, z którym był bardzo związany i z którym utrzymywał bliski kontakt, chociaż ten mieszkał w ich rodzinnym mieście, na zachodzie Polski. Równie blisko był związany z jego żoną Magdą, którą traktował niemal jak matkę, sam pozbawiony matczynej opieki z winy ich psychopatycznego ojca. Być może te wszystkie tragiczne wydarzenia z dzieciństwa sprawiły, że Marcina zainteresowała praca policjanta. A na pewno przyczyniła się do tego niezbyt chlubna przeszłość jego brata, który po odpokutowaniu za błędy młodości i odbyciu kary pozbawienia wolności teraz był przykładnym obywatelem, mężem, ojcem i błyskotliwym biznesmenem.

Marcin dawno już powziął sobie za cel walkę z całym złem tego świata i konsekwentnie to zamierzenie realizował. W całości oddawał się pracy, nieliczne wolne chwile poświęcając na spotkania z Angelą lub wyjazdy do brata. A co do Angeli… Nie mógł powiedzieć, że jest mu obojętna. Że nic dla niego nie znaczy. To byłoby kłamstwo. Ale nie był też pewien, że jest to ta jedyna, z którą chciałby spędzić resztę życia. Poza tym wiedział, że Angela jest bardzo młoda, praktycznie u progu międzynarodowej kariery i ostatnim, co jest jej teraz potrzebne, to związek ze starszym o dziesięć lat gliniarzem. To na pewno nie ułatwiłoby jej dalszej kariery modelki. A jej ojca doprowadziłoby do pasji. Tak jak doprowadzały go do niej ich wspólnie spędzone dwa lata. Jej ojciec, jeden z najbogatszych ludzi w kraju, uważał, że jego jedyna córka zasługuje na coś lepszego niż trzydziestoletni glina ze średnią pensją. Ale oczywiście nie wywierał żadnych nacisków na córkę, wierząc, że wcześniej czy później sama przejrzy na oczy i zakończy ten związek, dla którego on nie widział żadnej przyszłości.

Teraz Marcin skończył trening na strzelnicy, wpisał do specjalnej książki swoje wyniki, porozmawiał chwilę ze starszym aspirantem, który miał akurat dyżur, i wyszedł na zewnątrz. Było bardzo gorąco i poczuł, że ciężko mu się oddycha. Uznał, że to wina niemal dwudziestogodzinnej pracy w zamknięciu. Wsiadł do samochodu i natychmiast włączył klimatyzację. Ucisk w piersiach zaczynał ustępować i Marcin obiecał sobie, że trochę przystopuje. Jego grupa pracowała teraz nad ujęciem zbiegłego zabójcy. Udało się jej wytropić i wystawić specjalnej grupie uderzeniowej tego niebezpiecznego zbiega. Marcin od razu po tej akcji poszedł na strzelnicę, żeby odreagować stres.

Może powinien zrobić sobie podstawowe badania?

Będzie musiał nad tym pomyśleć, ale na pewno nie teraz, bo w tej chwili musi skupić na się na szansie wyjazdu do Quantico, którego wizja coraz wyraźniej się przed nim rysowała.

***

Alicja wraz z Joanną, swoją przyjaciółką i przyszłą świadkową, od rana spędzała czas w centrum handlowym, dokonując ostatnich zakupów dodatków ślubnych. Delikatne kolczyki z perełek, podwiązka, bielizna, pończochy. W międzyczasie poszły na lody. Siedziały naprzeciwko siebie i zajadały zimne kaloryczne bomby, oblizując z upodobaniem łyżeczki i śmiejąc się do siebie.

– Oj, Alka – westchnęła Joanna, kręcąc głową. – Nie powinnam sobie pozwalać na takie uczty trzy tygodnie przed twoim weselem. Nie zmieszczę się w garsonkę – dodała, wkładając kolejną porcję lodów i bitej śmietany do ust.

– Nie przesadzaj. – Alicja wzruszyła ramionami. – Przecież nie robimy tego codziennie.

– No i całe szczęście. – Przyjaciółka nagle utkwiła w niej wzrok. – Alka, jak się czujesz?

– W jakim sensie pytasz?

– No w sensie, że już niedługo zostaniesz panią Szymczak.

– Bardzo dobrze. – Alicja uśmiechnęła się, oblizując łyżeczkę.

– Jesteś tego pewna?

– Ale Aśka, co to w ogóle za pytanie? – Pokręciła głową.

– No tak tylko pytam. Wiesz, podziwiam cię… i zazdroszczę ci jednocześnie. Że masz tę pewność. – Aśka odstawiła puchar z resztkami deseru.

– Mam. Gdybym nie miała… – Alicja wzruszyła ramionami. – To nie miałoby sensu. On jest dla mnie wszystkim.

– I godzi się z tym, że jesteś policjantką?

– Jasne. A ja się godzę z tym, że on ciągle siedzi przed komputerem. Na tym chyba polega partnerstwo. – Alka uśmiechnęła się i kiwnęła na kelnerkę, prosząc o rachunek.

– A gdybyś teraz, tutaj, zaraz, spotkała oszałamiająco przystojnego faceta, dla któregoś straciłabyś głowę, to co? – Aśka mrugnęła konspiracyjnie.

– To rzuciłabym się na niego i poprosiła o rękę, wariatko… – Alicja wstała i roześmiała się. – Zostawiam pieniądze. Jak przyjdzie kelnerka, to zapłać, ty fantastko. – Pokręciła głową i odwróciła się, zarzucając torebkę na ramię. W tym właśnie momencie wpadła na wysokiego, ciemnowłosego mężczyznę, który zmierzał do pobliskiego stolika, przy którym siedziała śliczna, wysoka szatynka.

– Och, Boże… – Alicja zderzyła się z jego szeroką klatką piersiową, dotykając niemal nosem umięśnionego torsu.

– Bardzo przepraszam. – Mężczyzna złapał ją za ramiona, pomagając utrzymać równowagę.

– To ja przepraszam. – Alicja uśmiechnęła się i pokręciła głową. – Nie uszkodziłam pana?

– Jakoś przeżyję. – Nieznajomy też się uśmiechnął i Alicja stwierdziła, że z uśmiechem wygląda oszałamiająco. – Bałem się, że oberwę pani torebką – parsknął.

– Jeszcze raz przepraszam. – Alicja wygładziła sukienkę i poprawiła torebkę, zgrabnie go wymijając.

– Może jeszcze kiedyś na siebie wpadniemy… – Ciemnowłosy ukłonił się lekko i poszedł w kierunku sąsiedniego stolika.

– A widzisz… – Joanna wstała i pochyliła się w stronę przyjaciółki. – Nigdy nie wiesz, co czeka za rogiem.

Alicja pokręciła z politowaniem głową i poszła w stronę toalet.

***

Marcin siedział naprzeciwko Angeli i słuchał jej radosnego wywodu na temat kolejnego castingu do reklamy wiodącego kosmetyku, który udało się jej wygrać. Zastanawiał się, dlaczego zawsze głównym tematem ich rozmów jest praca i kariera jego dziewczyny, a nigdy nie rozmawiają o nim i o jego pracy.

Hm.

No tak. Morderstwa, zabójcy, ucieczki… Niezbyt pasjonujący temat dla dwudziestodwuletniej modelki.

To po co ciągle z nią był, skoro różnili się aż tak bardzo?

Marcin zaczynał się już sam na siebie irytować za swoje niezdecydowanie i wieczne rozterki, czy zakończyć ten związek, czy też go ciągnąć…

– Marcin, czy ty mnie słuchasz? – Angela pochyliła głowę i popatrzyła na siedzącego przed nią wyraźnie zamyślonego mężczyznę.

– Tak, tak, Angie, słucham… A więc wygrałaś casting, gratuluję. – Marcin popatrzył na nią i uśmiechnął się lekko.

– To dla mnie duża szansa, będę na największych billboardach, w reklamach telewizyjnych, prasowych, a także w internecie. Były młodsze, wiesz, takie osiemnastki, ale producent wybrał mnie. – Angela patrzyła na swojego chłopaka roziskrzonym wzrokiem.

– Bo jesteś najlepsza. – Marcin wzruszył ramionami i rozłożył ręce, jakby chciał powiedzieć, że przecież nie było innej opcji.

– No jestem, ale wiesz, latka lecą. Tata chce mnie zabezpieczyć, bo, nie ukrywajmy, zbliżam się już do wieku, w którym modelki odchodzą na emeryturę.

– To jest nienormalne. – Marcin pokręcił głową, bawiąc się serwetką.

– Ale prawdziwe.

– Tak… – Popatrzył na przechodzącą blondynkę, która kilkanaście minut temu na niego wpadła.

– No i dlatego tatuś chce mi kupić nocny klub. – Angela była bardzo podekscytowana.

– No to super. – Marcin po raz drugi posłodził kawę i jednocześnie zauważył, że blondynka ma niesamowicie zielone oczy.

– Prawda, że wspaniale? – Angela napiła się wody i oblizała wargi. – No i w związku z tym mam pewien pomysł! – prawie krzyknęła.

Marcin spojrzał tak, jakby dopiero zauważył, że siedzi z nią przy jednym stoliku w restauracji.

– Jaki pomysł? – Nie wiedział za bardzo, o czym mówi jego dziewczyna, ponieważ patrzył na długie nogi odchodzącej blondynki.

– No, w sprawie tej dyskoteki. – Angela pokręciła głową ze zniecierpliwieniem.

– Mianowicie? – Marcin usiłował skupić na niej wzrok.

– Poprowadźmy ją razem! – wykrzyknęła, patrząc na niego z triumfem.

– Co?

– Odejdziesz z tej swojej policji i wejdziemy w spółkę. – Angela przewróciła oczami.

Marcin poczuł zamęt w głowie i znowu ogarnęło go dziwne uczucie, że ma problem z oddychaniem.

– No powiedz coś! – Angela patrzyła z uśmiechem, a on nagle pobladł.

– Ale… Angie, ty chyba nie sądzisz… – Marcin z niedowierzaniem pokręcił głową. – Ty chyba nie sądzisz, że ja zostawię swoją pracę. – Popatrzył jej w oczy ze zdumieniem.

– Daj spokój, kochanie, chyba nie masz zamiaru do końca życia pracować na państwowej posadzie? – Teraz Angela popatrzyła na niego ze zdziwieniem.

– Taki właśnie mam zamiar. – Marcin spojrzał na dziewczynę spod zmarszczonych brwi.

– Ale… kochanie, to przecież bez sensu. Mój tato… – zaczęła, ale Marcin przerwał jej brutalnie, nie ukrywając zniecierpliwienia:

 

– Daj już spokój. Ty chyba w ogóle nie rozumiesz, czym jest dla mnie ta praca. Osiągnąłem już wiele i mam zamiar zdobyć jeszcze więcej. A poza tym, czy ty nie dostrzegasz jakiegoś przesłania, większych wartości w tym, co robię?

– No jasne, dostrzegam, ale… – Oczy Angeli były teraz szeroko otwarte.

– To już nie wracajmy do tego, Angie. – Marcin zacisnął szczęki, starając się panować nad wściekłością, która zaczynała w nim buzować.

– Dobrze, już dobrze, tylko się nie denerwuj. Jakoś tak pobladłeś. – Angela popatrzyła na niego zaniepokojona i lekko dotknęła dłonią jego chłodnego czoła, pokrytego warstewką potu.

– Nie denerwuję się, nic mi nie jest… – Marcin odsunął się, unikając jej dotyku, i kiwnął głową w stronę kelnerki. – Chodźmy już, odwiozę cię, bo muszę podjechać jeszcze na chwilę do centrali.

– Oczywiście. – Angela uśmiechnęła się i wzięła swoją torebkę. – Chodźmy.

Marcin nie miał zamiaru wracać już dzisiaj do pracy, ale wiedział, że musi przemyśleć pewne kwestie.

Co ma dalej robić ze swoim życiem?

Czy ma nastawiać się na wyjazd do Quantico?

I co właściwie się z nim dzieje – bo te niepokojące objawy utwierdzały go w jednym: z jego zdrowiem coś jest nie tak.

A o tym nikt nie może się dowiedzieć.