Jesteś moja dzikusko

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Ale ja na pewno czułbym się dziwnie. Pokręciłem głową, za dużo tego ostatnio, za dużo myślę o tej dziewczynie, co by powiedziała, co by pomyślała. Dosyć!

Natalia wsiadła do samochodu z grubą szarą kopertą w ręce.

– Już jestem – powiedziała zdyszana.

– A co masz w tej kopercie? Listy miłosne? – zapytałem ze śmiechem.

– Nie, moje notatki, które jej kiedyś pożyczyłam. Wiesz, że planuję zdawać na prawo. Chodziłam w Krakowie na takie zajęcia przygotowawcze i to są właśnie skrypty z tych zajęć – odpowiedziała szybko.

Za szybko.

– Okej, to co, do domu? – zaproponowałem.

– Do domu. – Uśmiechnęła się.

*

Cały tydzień po feriach wyglądał podobnie. Rano jechaliśmy razem, rozmawiając głównie o szkole, potem czekałem na nią, albo ona na mnie, i wracaliśmy razem do domu. Po wspólnym obiedzie Natalia szła do swojego pokoju, uczyła się, słuchała muzyki bądź robiła te swoje kolorowe cuda.

W piątek pod wieczór zapukałem do jej pokoju.

– Mogę? – zapytałem przez uchylone drzwi.

– Jasne, proszę. – Siedziała na podłodze i czytała książkę.

– Co czytasz? – zapytałem.

– „Biegnącą z wilkami” – pokazała okładkę.

– Nie czytałem. – Pokręciłem głową.

– Nie dziwię się – powiedziała z uśmiechem. – Typowo feministyczna lektura. A tobie chyba daleko do takich tematów.

– Uważasz, że jestem męskim szowinistą? – zapytałem, unosząc brwi.

– Hm, chcesz wiedzieć, co naprawdę uważam? – Popatrzyła na mnie, a od zieleni jej oczu zakręciło mi się w głowie. – Uważam, że jesteś fajnym, lecz nieco despotycznym i narwanym facetem, który szanuje swoją matkę, ale jest tak zajęty budowaniem wokół siebie grubego muru, że zraża do siebie ludzi, a zwłaszcza dziewczyny. I tego nie jestem w stanie zrozumieć – powiedziała, nadal patrząc mi w oczy.

– Ach tak, pani Freud… – Nie wiedziałem, czy mam wybuchnąć już teraz, czy dopiero za chwilę, bo jej wzrok nieco mnie rozpraszał.

– No, czekam… – ponagliła mnie, wciąż się uśmiechając.

– Na co? – zapytałem, bo naprawdę nie wiedziałem.

– Na twój wybuch. – Nadal się uśmiechała.

– Rozczaruję cię. – W końcu też się uśmiechnąłem.

– Niemożliwe, czyżbym pokonała potwora? – żartowała.

– Nie szalej, potwór chwilowo uśpiony, przyszedłem tu w pokojowych zamiarach, a ty mi psychoanalizę fundujesz! – O dziwo, nie byłem zły, tylko rozbawiony.

– A jakie to konkretnie zamiary?

Kurczę, czy ona ze mną flirtowała?

– Chciałem zapytać, czy masz jakieś plany na weekend? – powiedziałem szybko. – Idę do Radka posłuchać jego nowych kawałków. On amatorsko, jak na razie, miksuje muzykę i zawsze jestem jego pierwszym słuchaczem. Nie chcę, żebyś siedziała sama w domu w sobotę. Moja mama wyjeżdża na weekend, znowu zostałabyś sama, bo ostatnio… wiesz, jak to się skończyło – dokończyłem już ciszej.

– Nno tak, wiem… a potem zachowałam się jak idiotka.

Spojrzałem na nią szybko i chciałem coś powiedzieć.

– Nic nie mów – ubiegła mnie. – Wiem, że moja reakcja była przesadzona, ale dopiero teraz mogę cię za to przeprosić. Nie wracajmy już do tego – dokończyła, nie patrząc już na mnie.

No tak, za to moja reakcja była o wiele gorsza od twojej, powinienem pracować na kontrolowaniem niezdrowych emocji – pomyślałem, mrużąc oczy, ale nic nie powiedziałem.

Jeśli wzięła winę na siebie, to bardzo dobrze.

– To co z jutrem? Jedziesz ze mną? – zapytałem.

– Bardzo chętnie, jeśli Radek nie będzie miał nic przeciwko temu – odpowiedziała.

– Radek nic nie ma przeciwko, bardzo się cieszy – powiedziałem szczerze.

– Czyli on już wie, że przyjadę? – Zmrużyła oczy.

– W sumie tak.

Ups! Przyłapała mnie.

– Dobrze, wybaczam, chętnie z tobą pojadę – powiedziała i uśmiechnęła się.

– Wiedziałem – mruknąłem. – Zatem jutro po obiedzie – dokończyłem.

– Zarozumialec – odparła i mrugnęła do mnie.

Zaczynałem się łapać na tym, że czasami nie wiem, co mam jej odpowiedzieć – bardzo niezdrowy objaw.

Nazajutrz po obiedzie pojechaliśmy do mojego przyjaciela. Radek mieszkał niedaleko, w Radomierzycach, jednakże od nas, z Iwin, na piechotę to jakieś dwadzieścia minut, a biorąc pod uwagę siąpiący deszcz i wiatr, nieszczególnie przyjemny byłby to spacer. Radek czekał już na nas na podjeździe.

– No cześć, wreszcie jesteście, zamówiłem pizzę, wchodźcie – zawołał do nas, otwierając drzwi.

– Stary, jedliśmy obiad, chyba że na kolację zjemy – powiedziałem, kręcąc głową.

– Ale masz piękny dom, o, i pieska, śliczny – zawołała Natalia, tarmosząc szalejącego ze szczęścia psa Radka, Goofiego.

– Dzięki, chodźcie na górę, moja mama z siostrą pojechały na zakupy, będzie trochę spokoju – powiedział Radek.

Weszliśmy do jego pokoju, który wyglądał jak małe studio nagrań.

– Masz świetny sprzęt – powiedziała Natalia. – Nie żebym się na tym znała, ale robi wrażenie.

– To moje hobby, nie liczę, że będę z tego żył, ale robię to, bo lubię, a poza tym może kiedyś coś z tego będzie – powiedział poważnie mój przyjaciel.

– Jeżeli naprawdę zechcesz, to na pewno coś z tego będzie. – Natalia uśmiechnęła się do Radka, a potem on usiadł za konsolą i zaczął puszczać swoje ostatnie kawałki, które naprawdę były bardzo dobre.

Już dawno namawiałem go, aby dał je komuś do posłuchania, ale w tym jednym przypadku wykazywał się oślim uporem. Już miałem kiedyś zamiar wysłać do kilku wytwórni fonograficznych płytę z jego muzyką, ale stwierdziłem, że to powinna być jego decyzja, a poza tym nie chciałem robić nic za jego plecami.

– Wiesz, uważam, że robisz świetną muzykę i powinieneś to komuś pokazać – powiedziała Natalia, chyba czytając mi w myślach. – Nie znam się, ale mógłbyś to wysłać do jakiejś agencji, albo nie wiem, porozmawiać z jakimś DJ-em w dyskotece, co o tym myśli. A najlepiej, jakbyś to puścił i sprawdził reakcję ludzi. To chyba najlepsze rozwiązanie w tym momencie – dokończyła z mocą, patrząc na Radka.

– Eeee, no tak, wiem, myślałem o tym – powiedział niewyraźnie Radek.

– Stary, myślisz już o tym trzeci rok – zareagowałem od razu. – Nata ma rację, powinieneś zacząć od dyskoteki, to najprostszy sposób.

– No, w sumie macie rację, przygotuję coś i może podrzucę do Mantry – zgodził się mój przyjaciel.

– No i wreszcie zaczynasz mówić jak człowiek! – Walnąłem go w plecy.

– Przeproszę was na chwilę, chłopaki. – Natalia wyszła do toalety śmiejąc się z nas.

– No dobra, stary, teraz nawijaj szybko, o co chodzi z wami? – Radek błyskawicznie zwrócił się do mnie.

– Ale o co chodzi? – Udawałem wariata.

– Tony, nigdy nie przyprowadziłeś do mnie żadnej dziewczyny, nigdy nie przyszedłeś tu z Martą, chyba że to była impreza. Poza tym Natalia ewidentnie różni się od dziewczyn ze szkoły. Ma rozum, w przeciwieństwie do niektórych panien. Nie udawaj, że nie wiesz, o czym mówię – drążył temat.

– Rado, słuchaj, pogadamy o tym kiedy indziej – powiedziałem, bo usłyszałem, że Nata wychodzi z łazienki. – Nie ukrywam, że bardzo ją lubię, i czuję, że muszę być w stosunku do niej opiekuńczy, wiesz, przez co przeszła. Pogadamy później.

– No co, chłopaki, czemu tak szepczecie? – zapytała z uśmiechem, wchodząc do pokoju. – Radek, puść jeszcze jakąś muzę – poprosiła.

– Jasne – powiedział uszczęśliwiony Radek.

Słuchaliśmy muzyki, Radek opowiadał Natalii różne ciekawe historie z naszej wspólnej szkolnej przeszłości. Za niektóre opowieści miałem ochotę go udusić, ale generalnie było bardzo wesoło. Wieczorem zjedliśmy pizzę, pożegnaliśmy się i pojechaliśmy do domu.

*

Czułem, że mój przyjaciel bardzo polubił Natalię i było mi z tym bardzo dobrze. Zależało mi na tym, aby się dobrze rozumieli, sam nie wiem dlaczego.

– Wiesz, Radek powiedział mi coś – odezwała się niespodziewanie Natalia, gdy podjeżdżaliśmy pod dom.

– Co takiego? – Zerknąłem na nią.

– Ale niech to zostanie między nami – poprosiła.

– Dobrze – zgodziłem się, nie będąc tego do końca pewnym.

– Powiedział mi, że jestem twoją dobrą stroną – powiedziała nieco ciszej.

Zabiję mojego najlepszego przyjaciela – postanowiłem to właśnie w tym momencie, w tej chwili.

– Nie rozumiem – mruknąłem.

– Ja też nie. Tylko to powiedział, myślałam, że mi wyjaśnisz – odparła. – Chciałam, żebyś wiedział, że dzisiejszy wieczór był naprawdę świetny i bardzo polubiłam twojego kumpla. I ty też byłeś taki inny, wyluzowany, byłeś sobą – dodała cicho.

– Z Radem mogę być zawsze sobą – odpowiedziałem, otwierając jej drzwi. – To moja bratnia dusza.

– A ja? Czy przy mnie też możesz zawsze być sobą? – zapytała, zatrzymując się gwałtownie w przedsionku.

Stałem obok niej tak blisko, że czułem zapach kokosowego szamponu, którym myła włosy. Jego zapach uderzał mnie w nozdrza. Spojrzałem na nią z góry, głowę miała uniesioną i patrzyła na mnie tymi niesamowicie zielonymi oczami. Ja także wpatrywałem się w nią tak intensywnie, że wydawało się, jakby wszystko wokół się zatrzymało w miejscu. Nie wirowały nawet drobinki kurzu, a ja nie byłem w stanie uwolnić się od tego szmaragdowego spojrzenia. Pierwszy raz w życiu miałem takie dziwne uczucie w żołądku, pierwszy raz w życiu nie wiedziałem, co się ze mną dzieje, nie miałem pojęcia, co powiedzieć. Natalia chyba czuła to samo, bo wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami, jej oddech przyśpieszył, a usta lekko się otworzyły, jakby chciała coś powiedzieć, ale zaraz z tego zrezygnowała. Nagle usłyszeliśmy głos mojej matki wołającej z wnętrza domu:

– Tony, Natalko już wróciliście?

Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni i nie patrząc jedno na drugie, weszliśmy do domu.

– Tak, mamo, już jesteśmy. Ale ciebie miało nie być! – odpowiedziałem, czując, że szumi mi w uszach, jak po jeździe na motocyklu.

– Chodźcie na moment do salonu – odpowiedziała moja matka. – Musiałam zmienić plan. Mam radosną nowinę, tato przylatuje za tydzień i zostanie aż do świąt. Natalko, on już nie może się doczekać, kiedy cię zobaczy.

 

– Bardzo się cieszę, ciociu – powiedziała cicho Natalia. – Idę do siebie, jestem zmęczona. – Kiwnęła głową i pobiegła schodami na górę.

– Tony? Czy coś się stało? – Moja matka spojrzała na mnie ze zmarszczonymi brwiami.

– Jezu, mamo, nie przesadzaj, nic się nie stało. Czy w tym domu nikt nie ma prawa być zmęczony? – warknąłem i też ruszyłem w stronę schodów.

Gdy wszedłem na piętro, Natalia już zdążyła się zamknąć w swoim pokoju. Mnie to pasowało, bo nie chciałem się z nią przypadkiem spotkać, a tym bardziej rozmawiać. Wkurzało mnie to, że w jej towarzystwie zaczynałem czasami zachowywać się jak opóźniony w rozwoju gówniarz.

Położyłem się w ubraniu na łóżku, myśląc, że znowu będę miał problemy z zaśnięciem, ale zasnąłem niemal natychmiast. Śniły mi się jakieś głupoty, gdy nagle przez sen usłyszałem jakieś krzyki. Nieprzytomny zerwałem się, nie będąc pewnym, czy to, co słyszałem, to ciąg dalszy mojego pokręconego snu, czy też naprawdę ktoś krzyczy. Jednak słyszałem wyraźnie z drugiego końca pokoju krzyki Natalii:

– Zostaw ją! Zostaw! Nie! Nie! Co robisz?!!!

Wpadłem do jej pokoju, rzucała się w jakimś koszmarze sennym, włosy miała posklejane na czole, ręce szeroko rozrzucone.

– Nata, Nata, obudź się! – Zacząłem ją szarpać. Może niezbyt delikatnie, ale chciałem, żeby się jak najszybciej obudziła. – Nata!!!

– Zostaw mnie! – krzyknęła i walnęła mnie z całej siły pięścią w twarz.

Kurczę, uderzenie miała mistrzowskie, będę miał niezłą śliwę. Złapałem ją za nadgarstki i przygwoździłem do poduszki.

– Natalia, obudź się!!! – ryknąłem jej w twarz.

Otworzyła nieprzytomne oczy, wyraźnie nie zdając sobie sprawy, gdzie się znajduje.

– Puść mnie! – krzyknęła.

– Puszczę cię, jak powiesz, że już się obudziłaś. Nie chcę zbierać zębów z podłogi. – Nadal trzymałem ją w mocnym uścisku.

– Puść, proszę… już nie śpię – powiedziała nieco ciszej.

Podniosłem do góry ręce w obronnym geście.

– Przepraszam, ale strasznie się rzucałaś, musiałem się bronić, masz niezły lewy sierpowy – powiedziałem, wymownie rozcierając szczękę.

Patrzyła na mnie już nieco bardziej przytomnie, ale nadal nic nie mówiła.

– Czy już wszystko w porządku? Co ci się śniło tak strasznego, że musiałaś mnie bić? – zapytałem, nadal siedząc obok niej na łóżku.

– Och, nie wiem, jakieś głupoty, Boże, Antek, strasznie cię przepraszam. – Zakryła twarz rękoma. – Chyba odreagowuję te wszystkie rzeczy, które się wydarzyły w ostatnim czasie.

– Pewnie tak, ale to musiał być jakiś straszny sen, krzyczałaś: „Zostaw ją! Zostaw! Nie! Nie!”. To wyglądało na jakiś horror, nie wiem…

Powoli odsunęła ręce z twarzy i popatrzyła na mnie szeroko otwartymi, wyraźnie przestraszonymi oczami.

– Tak mówiłam? – zapytała szeptem.

– Raczej krzyczałaś. Słuchaj, to był taki zwykły koszmar czy może coś więcej? Czy wydarzyło się w twoim życiu coś, co mogłoby spowodować takie sny? – Chciałem to wyjaśnić, widząc, co się z nią dzieje.

Natalia podniosła się, usiadła z podkulonymi kolanami i otuliła się kołdrą.

– Antek, nie wiem, czy chcę to powiedzieć, nie wiem, czy chcesz tego słuchać – powiedziała ze spuszczoną głową.

– Natalko, spójrz na mnie. – Podniosłem kciukiem jej brodę. – Gdybym nie chciał, nie byłoby mnie tutaj. Może się lepiej poczujesz, naprawdę chcę ci pomóc – zapewniłem i uśmiechnąłem się do niej.

– Jak się do mnie zwróciłeś? Natalko? – Popatrzyła na mnie.

– Nnie, powiedziałem Nata – bąknąłem, nie będąc pewnym, co tak naprawdę powiedziałem.

– Ach, chyba się przesłyszałam. – Odwróciła wzrok. – Dobrze, powiem ci, co mi się śniło i dlaczego. Postaram się…

– Mów to, co uważasz, jestem tu i słucham – odparłem, usiadłem obok niej i oparłem się o ścianę.

– To było rok temu, wprowadził się do nas ten przedostatni facet mamy. Na początku było nawet dobrze. Mama była szczęśliwa, co wieczór chodziła do niego do klubu, w którym pracował jako szef ochrony. Miałam nadzieję, że to właśnie ten, z którym mama będzie mogła sobie wreszcie ułożyć życie. Wszystko zaczęło się psuć po jakichś dwóch miesiącach. Zaczął się wkurzać, że mama do niego przychodzi, przestał odpowiadać na telefony, nie wracał w nocy do domu. Wiedziałam, co się święci, ale mama nie chciała tego przyjąć do wiadomości. Rozumiesz, chyba się w nim na poważnie zakochała. – Natalia zawiesiła głos i spojrzała na mnie.

Kiwnąłem głową na znak, że wiem, co miała na myśli, i pomyślałem, jakie do dupy życie miała do tej pory ta dziewczyna. Mówiła dalej.

– Pewnego razu poszła w nocy do tej dyskoteki, w której on pracował, i zobaczyła go z jakąś dziewczyną, akurat wychodzili objęci z klubu. Wkurzyła się strasznie i zrobiła mu awanturę, przy tej kobiecie i przy jego kolegach. Gdy wróciła do domu, była jakoś czwarta nad ranem. On przyszedł niedługo po niej i strasznie się kłócili. W pewnym momencie usłyszałam jakieś trzaski. Gdy weszłam do pokoju, mama leżała na ziemi, a on stał nad nią i bił ją po twarzy… – Natalia na chwilę zamilkła.

Spojrzałem na nią i dotknąłem delikatnie zaciśniętych na kołdrze dłoni, żeby dodać jej otuchy.

– Zaczęłam go odciągać – zaczęła ponownie. – Krzyczałam, żeby ją zostawił, że ją zabije. Odwrócił się i całą swą wściekłość skierował na mnie, krzyczał obrzydliwe rzeczy, które mi zrobi, i z całej siły pchnął mnie na okno. Uderzyłam potylicą o parapet i straciłam przytomność. Obudziłam się w szpitalu, miałam lekkie wstrząśnienie mózgu. Okazało się, że sąsiedzi zadzwonili po policję, słysząc krzyki dobiegające z naszego mieszkania. To mi się właśnie śniło. Często mam taki sen, czasami nie tracę w nim przytomności, a on dobiega do mnie i… – Natalia pochyliła głowę.

– Nie musisz… – powiedziałem, bo wiedziałem, co to może być.

– Nie – pokręciła głową – muszę… Śni mi się, że mnie dotyka, że mówi takie wstrętne rzeczy. Wówczas budzę się cała mokra od potu i łez. Niech to się już skończy, nie chcę dłużej mieć tego w głowie! – Spojrzała na mnie zaczerwienionymi oczami.

– Nata, czy jesteś pewna, że te sny nie stanowią, no wiesz, odzwierciedlenia rzeczywistości? Czy on kiedyś… Czy skrzywdził cię, w taki sposób? – Zacisnąłem pięści na myśl, że ktoś mógłby jej zrobić coś takiego.

– Nnie, nie… – odparła i przez chwilę milczała. – Myślę, że w tym wszystkim dobre jest to, że ten związek w porę się zakończył. Nie wiem… Przypuszczam, co mogłoby być dalej, co mogłoby się stać… – Westchnęła. – Dziękuję ci – powiedziała cicho.

Zastanawiała mnie ta jej odpowiedź, ale nie chciałem drążyć tego tematu, wiedząc, jak bardzo jest to dla niej bolesne.

– Ja też ci dziękuję. Nie jestem w stanie ogarnąć, że tyle przeszłaś, a jakoś sobie z tym radzisz.

Naprawdę tak myślałem.

– Radzę sobie średnio, budząc krzykiem cały dom. – Uśmiechnęła się blado.

– Nie cały, tylko mnie – odpowiedziałem. – No i dobrze, że nie mam mocnego snu. – Też się uśmiechnąłem.

– Ech, głupio mi trochę, że sprawiam ci tyle kłopotów, nie chcę cię obarczać moimi koszmarami… – Westchnęła ciężko.

– Nie sprawiasz mi żadnych kłopotów. Widząc, poznając, co przeżyłaś, jestem bardziej świadomy tego, jakie miałem szczęście w życiu. A teraz, poznając bliżej ciebie, chciałbym, abyś ty też z czasem miała taką samą świadomość.

– Wiem, że tak się stanie – szepnęła i położyła delikatnie głowę na moim ramieniu.

Poczułem takie ciepło, taki żar… Myślałem tylko o tym, aby ją porwać w objęcia, mocno przytulić i pocałować. Wiedziałem, że nie mogę tego zrobić, to byłby koniec mnie, koniec Big Tony’ego – pana samego siebie. Poderwałem się gwałtownie.

– Słuchaj, jest środek nocy, dasz radę położyć się i grzecznie zasnąć? – zapytałem, chyba trochę zbyt gwałtownym tonem.

– Tak – odparła, nie rozumiejąc mojego idiotycznego zachowania. – Przepraszam, jeśli zrobiłam coś…

– Nie przepraszaj ciągle, ty nic nie zrobiłaś, to ja jestem… Nieważne. Mam zostać przy tobie, póki nie zaśniesz? – Modliłem się w duchu, żeby mnie potrzebowała, chociaż jednocześnie pragnąłem jak najszybciej uciec z tego pokoju.

– Nie, dzięki, myślę, że będzie już dobrze. – Popatrzyła na mnie uważnie. – Jeszcze raz bardzo ci dziękuję, do jutra.

No tak, to by było na tyle, jeśli chodzi o wysłuchane modlitwy.

– Dobrze, jakby co, zostawię drzwi otwarte – powiedziałem, wstając.

– Okej. – Uśmiechnęła się lekko.

– Dobranoc, Nata – powiedziałem cicho, wychodząc.

– Dobranoc, Antoś – szepnęła.

O nie! Poczułem zawroty głowy. Czy ja zaczynałem się w niej zakochiwać? Czy już ją kochałem? Nadeszło to, o czym mówił Radek? Że zanim się zorientuję, będzie za późno?

Teraz będę musiał coś z tym zrobić, ale tak, żeby nikogo nie zranić. Super, byłem w tym naprawdę mistrzem, zwłaszcza w nieranieniu kogokolwiek. Świetnie!

ROZDZIAŁ 4

Następny tydzień minął jak sen, na wspólnym jeżdżeniu do szkoły, rozmowach głupotach i oczywiście na tradycyjnych wspólnych obiadach. Nata, zgodnie ze swoimi wcześniejszymi zapowiedziami, dawała sobie radę wśród „trudnej” młodzieży naszej szkoły, martwiła mnie jedynie jej wątpliwa według mnie przyjaźń z Martą. Moja domniemana dziewczyna była przykładem dobrej przyjaciółki, ale nie wątpiłem w jej prawdziwe pobudki i intencje, wiedząc podświadomie, że długo to nie potrwa.

Do wydarzeń z weekendu żadne nas nie wracało, chociaż podejrzewałem, że dla niej, tak jak i dla mnie, stanowiły one kroki milowe w naszych wzajemnych stosunkach. Zbyt delikatne byłoby powiedzenie, że się unikamy. Przebywaliśmy ze sobą tylko tyle, ile musieliśmy, i nigdy, przenigdy, staraliśmy się nie zostawać sami.

Nadeszła sobota i wszyscy od rana żyli imprezą u Barta. Radek szykował sprzęt i oprawę muzyczną, ja pojechałem z gospodarzem po sprzęt innego rodzaju, dziewczyny szykowały jedzenie. Zawiozłem Natalię do Patrycji – koleżanki z jej klasy – gdyż tam dziewczyny szykowały jakieś sałatki czy inne cuda. Po skończonych zakupach i zawiezieniu napojów mniej i bardziej wyskokowych pojechałem po Natę. Wszedłem do domu Pati. Były tam wszystkie koleżanki z klasy, oczywiście Marta również.

– Hej, Tony, już zrobiliście zakupy?

– Tak, wszystko zawiezione – mruknąłem. – Gotowa? – Kiwnąłem głową w kierunku Natalii.

– Tak, już, zapakujemy tylko te rzeczy do samochodu Marty. – Nata, nie patrząc na mnie, zaczęła wraz z Patrycją pakować nasze zapasy jedzenia na imprezę.

– Czekaj, pomogę wam. – Podszedłem i chciałem wziąć z rąk Natki wielką misę z sałatką.

Moje ręce dotknęły jej chłodnych dłoni, spojrzałem jej w oczy i znowu poczułem, jakby mnie coś trafiło. Taka mała burza z piorunami.

– O rany, dziewczyny, zrobiłyście żarcia na tydzień – powiedziałem szybko i wyszedłem na dwór w stronę samochodu Marty.

Ona sama wyszła za mną, niosąc jakieś inne frykasy, i spojrzała na mnie dziwnie. Nie miałem zamiaru podejmować z nią w tym momencie jakiejkolwiek rozmowy, pobiegłem do domu, żeby powynosić resztę rzeczy. Zapakowaliśmy wszystko do bagażnika i Marta wsiadła do swojego auta.

– Przyjedziesz po mnie? – zapytała przez otwarte okno.

– No co ty, przecież ja nie jadę do Barta samochodem, to impreza, zapomniałaś? – powiedziałem ostro.

– No to przyjedź po mnie taksówką – powiedziała Marta.

– Taksówką jadę do Barta, a to trochę nie po drodze, nie uważasz? – Zaczynałem się lekko gotować.

– No ale to chyba na tym polega wspólne wyjście na imprezę, nie sądzisz? – drążyła temat, nie patrząc na mnie, tylko na Natalię.

Ach, jak ja nienawidziłem być stawiany pod ścianą, powinna o tym dobrze wiedzieć.

– No ale chyba trafisz do Barta sama, zresztą Patrycja mieszka obok ciebie, możecie razem pojechać, a na imprezie się spotkamy. – Byłem już naprawdę bardzo zły, zwłaszcza że widziałem, jak Natalia patrzy to na mnie, to na Martę.

– Ale Antek… – odezwała się nagle – przecież możesz wziąć taksówkę i przyjechać po Martę, a ja pojadę z Radkiem i Anką – dokończyła.

No to super! – pomyślałem.

– Świetny pomysł, Natalia. Tony, to o szóstej u mnie? Okej? – Marta popatrzyła na mnie uważnie.

– Okej – mruknąłem. – A teraz jedźmy wreszcie, skoro już wiemy, kto, gdzie i jak ma dotrzeć do Barta, jakby to było co najmniej na pieprzonym księżycu – warknąłem.

Wsiedliśmy z Natą do auta, nie zdążyłem nawet ruszyć spod domu Patki, a już poczułem, jak ciśnienie rozsadza mi czaszkę.

– Pozwolisz, że sam będę decydował, kiedy, jak i z kim będę jeździł? Musisz uszczęśliwiać wszystkich na siłę? – wysyczałem.

– Ale o co ci chodzi? – wyjąkała.

 

Zatrzymałem gwałtownie samochód, aż głowa poleciała jej do przodu. Całe szczęście, że była zapięta pasami.

– Chodzi o to, że nie chcę, byś się wtrącała w nieswoje sprawy i odgrywała samarytankę, zwłaszcza w stosunku do Marty! – krzyczałem.

– Ale nie rozumiem, Antek, nie krzycz – powiedziała spokojnie.

– Nie krzyczę!!! – wyryczałem. – Tylko nie cierpię, jak ktoś się wpieprza tam, gdzie powinien siedzieć cicho!

– Nie będę z tobą w ten sposób rozmawiać! – Natalia szarpnęła pasy, złapała torebkę i wyskoczyła z samochodu, trzaskając drzwiami tak, że cały samochód się zatrząsł.

– Natychmiast wsiadaj! – wrzasnąłem, wylatując za nią. – Nie rób scen – powiedziałem już o ton ciszej.

– Ja? Ja robię sceny? Myślałam, że to zwykła uprzejmość z mojej strony. Wiem, że Marta bardzo chciała iść z tobą na tę imprezę, o niczym innym w szkole nie mówiła. A ty się jakoś dziwnie zachowywałeś, więc była to z mojej strony zwykła koleżeńska uprzejmość, nie musisz być moją pieprzoną niańką, jak kiedyś powiedziałeś!

Ooo, nasza grzeczna dziewczynka używa niecenzuralnych słów.

– Ona nie jest twoją koleżanką i nie jesteś jej nic winna, nie musisz robić żadnych uprzejmości – powiedziałem, już w miarę spokojnie. – A teraz chodź do auta, porozmawiamy w drodze.

– Dobrze, ale nie podnoś na mnie głosu! – ostrzegła, wsiadając do samochodu.

Gdy ruszyliśmy, panowała cisza. Natalia patrzyła przez boczne okno, nie mając zamiaru się odezwać.

– Przepraszam za mój wybuch, ale miałem ku temu powód – zacząłem.

– Ciekawe jaki? A poza tym, co miało znaczyć, że Marta nie jest moją koleżanką? Uważasz, że nie nadaję się na jej kumpelę? – zapytała gwałtownie.

– Uważam, że ona nie nadaje się na twoją. Słuchaj, to trochę chore, ale wiem, że jej intencje nie są szczere i tylko czeka, aż powinie ci się noga – powiedziałem ostrożnie.

Bo jak miałem jej oznajmić, że to właśnie dzięki dzisiejszej mojej obecności przy boku Marty miała łatwe wejście w środowisko szkoły? Wiedziałem, że z diabłem paktów się nie zawiera, że takie interesy w końcu odwrócą się przeciw mnie.

– Na razie nasze układy są okej, jakoś sobie radzę. Fakt, Marta jest specyficzna, ale na pewno nie jest zła – powiedziała, patrząc na mnie.

– Taaa, uwierz mi, znam to środowisko od podszewki, wiem, na co ją stać, wiem, jak potrafi zranić, jeśli bardzo chce. Wolałbym, żebyś zawsze o tym pamiętała.

Dojeżdżaliśmy już do domu, wjechałem do garażu, wysiadłem i podążyłem za Natalią do przedsionka. Weszliśmy na górę. Ja w prawo do mojego pokoju, ona w lewo. Już miałem wchodzić do pokoju, gdy zawołałem:

– Nata!

– Tak? – Odwróciła się natychmiast.

– Do Barta chciałem jechać z kimś innym… – powiedziałem szybko.

Kiwnęła głową, odwróciła się w stronę swojego pokoju i spokojnie odparła:

– Ja też.

*

Byłem już gotowy, jednak wcale, ale to wcale nie chciało mi się jechać na tę imprezę. Trudno, nie mogłem się teraz wycofać, zwłaszcza że Nata na pewno pojedzie, a nie chciałem, żeby była tam bez mojego nadzoru. Zamówiłem taksówkę i czekałem, siedząc na łóżku i zastanawiając się, czy nie powinienem pójść i z nią porozmawiać. Jednakże to ona przyszła do mnie.

– Mogę? – zapytała przez drzwi.

– Tak, jasne! – Zerwałem się z łóżka.

Weszła do pokoju, a mnie z wrażenia wbiło w podłogę. Była ubrana w zieloną obcisłą sukienkę, która pięknie opinała jej zgrabne ciało, w ręku trzymała skórzaną czarną kurtkę, na nogach miała równie czarne wysokie kozaki. Włosy, zawsze splecione w schludny warkocz, teraz były rozpuszczone i spływały łagodnymi falami na plecy i ramiona. Nie miała makijażu, tylko usta błyszczały, jakby je dopiero co oblizała. Zaschło mi w gardle.

– Moja taksówka już jest, jadę po Ankę i Radka, zobaczymy się na miejscu – powiedziała, patrząc na mnie uważnie.

– Okej. – Nie byłem w stanie powiedzieć nic bardziej inteligentnego.

– To idę. – Popatrzyła jeszcze raz na mnie, odwróciła się i wyszła.

Super, zapowiadał się fascynujący wieczór!

Po chwili zadzwonił domofon i moja matka zawołała mnie z informacją, że taksówka właśnie podjechała. Wsiadłem, rzuciłem adres i zamyśliłem się, patrząc przez okno w ciemność.

Czemu ja oszukiwałem siebie i wszystkich dookoła? Podobała mi się ta dziewczyna, aż do bólu, wzbudzała we mnie różne sprzeczne uczucia, od wściekłości po rozczulenie, a wszystko razem zmierzało do pożądania. Tak, właśnie, nazwijmy rzeczy po imieniu, chłopie. Chcesz tej dziewczyny, pragniesz jej każdą cząstką swego ciała. I wiesz, że nie dasz rady długo tego ukrywać.

Zorientowałem się, że jestem już pod domem Marty. Poprosiłem taksówkarza, żeby chwilę zaczekał i zadzwoniłem do niej.

Odebrała po pierwszym sygnale.

– Wychodź, czekam w taksówce.

– A nie wejdziesz na chwilę? – zapytała.

– Marta, to popijawa u Barta, a nie bal maturalny, czekam w taksówce – powiedziałem ostro i wyłączyłem telefon.

Za chwilę wybiegła z domu i wsiadła do samochodu. Ruszyliśmy.

– Witaj, kochanie, nieźle wyglądasz – powiedziała.

– Hej, słuchaj, a nie zabierasz Patki, przecież ona mieszka tu obok? – zapytałem, chociaż generalnie miałem to gdzieś.

– Nie, ją zawiezie brat – odparła.

– No to po co było to zamieszanie z transportem? – zapytałem, trochę zły.

– Chciałam jechać z tobą, Natalia wiedziała, o co mi chodzi, i przyszła z pomocą. Tylko ty byłeś jakiś taki niedomyślny – powiedziała z wyrzutem.

– Dobra, już nieważne – uciąłem, bo nie chciało mi się gadać na ten temat.

– Nawet nie powiedziałeś, czy ładnie wyglądam… – W jej głosie znowu słychać było wyrzut.

– Ładnie wyglądasz, jak zawsze – powiedziałem szczerze.

Marta zerknęła na mnie, ale już nic nie powiedziała. Ja za to nie mogłem się doczekać, kiedy dojedziemy do domu Barta, bo chciałem jak najszybciej znaleźć się blisko Naty.

Wreszcie dojechaliśmy, odgłosy imprezy słychać było na całej ulicy – znak, że Radek już podłączył sprzęt. Weszliśmy do środka, Marta złapała mnie za rękę i mocno trzymała.

Było już sporo ludzi, ale jeszcze nie pojawiła się nawet połowa stałego składu. Szukałem wzrokiem Natalii, lecz nigdzie jej nie widziałem. Pociągnąłem moją partnerkę w stronę Radka, który stał przy konsoli.

– Siemka, Radek, widziałeś gdzieś Natę?

– Siema, widziałem, stała w salonie i gadała z Rolandem.

– Z Rolandem? – Tym dupkiem, kapitanem drużyny futbolowej, napakowanym mięśniakiem, z móżdżkiem wróbelka, który dzięki kasie swojego tatusia prześlizgiwał się po kolejnych etapach prywatnej edukacji – tyle zdążyłem pomyśleć przez ułamek sekundy.

– Uważaj na nią, stary. Widziałem, jak patrzył na nią ten frajer – dokończył Rado.

– Dzięki.

– Myślę, że nie musisz jej tak pilnować, w końcu nie ma dziesięciu lat – powiedziała trochę naburmuszona Marta. – Ledwo tu weszliśmy, a ty już zajmujesz się wszystkim, tylko nie mną!

– Słuchaj, to ty chciałaś iść ze mną, pamiętasz?

– Postawiłeś warunek i ja go spełniłam, ale nie takiego partnera sobie wyobrażałam! – wysyczała.

– No to masz pecha. Idź się czegoś napić, ja muszę poszukać Natki, jestem za nią odpowiedzialny. – Odwróciłem się i wszedłem do drugiej części salonu.

Natalia siedziała na kanapie, a obok niej, właściwie prawie na niej, wisiał Roland, opowiadając coś z wielkim przejęciem. Gdy mnie zobaczyła, wyraźnie dała mi znak oczami: Help!

– Cześć, Roland, zabieram Natalię na trochę. – Złapałem ją za rękę i lekko pociągnąłem.

– Nie no, wielki bracie, dopiero się zacząłem zapoznawać z twoją siostrą! – Roland był wyraźnie wkurzony. Jednak od czasów pierwszej klasy, kiedy to chciał wypróbować na mnie swoje wyćwiczone na siłowni i wykarmione chemią mięśnie, a skończył z rozciętym łukiem brwiowym, już nie zbliżał się na odległość bliższą niż to konieczne.

– To już skończyłeś. A dla twojej wiadomości: ona nie jest moją siostrą! – odparłem z uśmiechem i pociągnąłem Natalię w stronę baru.

– Dzięki, przyczepił się do mnie od wejścia, nie chciałam być niemiła czy coś, ale nie lubię, jak podczas pierwszej rozmowy ktoś próbuje wsadzić mi język do ucha – powiedziała do mnie z lekkim uśmiechem.

– Mówiłem ci, pamiętasz?! – Też się uśmiechnąłem.

– A gdzie Marta? Nie przyjechaliście razem?

– Przyjechaliśmy, tak bardzo chciała przejechać się ze mną taksówką, że moje towarzystwo podczas tej jazdy powinno jej wystarczyć na cały wieczór – odparłem ze złością.

– Pokłóciliście się?

– Nieważne, nie mamy innych tematów, tylko humory Marty? Daj spokój, chodź, lepiej zatańczmy. – Pociągnąłem ją w stronę podrygującego tłumku ludzi.