Sten pod pachą, bimber w szklance... Życie codzienne powstańczej WarszawyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Spis treści

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Słowo wstępne

Życie codzienne powstańczej Warszawy

Jedzenie

Woda i studnie

Higiena i urządzenia sanitarne

Wygląd i strój

Kwatery powstańcze i życie w schronach

Samopomoc i opieka społeczna

Wygląd miasta

Łączność i kanały

Służba medyczna

Spotkania ze śmiercią

Zbrodnie niemieckie na ludności cywilnej i powstańcach

Walka powstańcza – katalog najbardziej charakterystycznych zjawisk

Uzbrojenie powstańców

Obcokrajowcy

Życie religijne

Miłość powstańcza

Kobiety

Dzieci

Humor powstańczy

Piosenki i wiersze, zabawa, „czas wolny”

Media powstańczej Warszawy

Sztuka i ochrona dóbr kultury

Alkohol oraz inne zagrożenia porządku i bezpieczeństwa publicznego

Zamiast zakończenia – „nauki” wyniesione z Powstania Warszawskiego

Bibliografia

Indeks


Projekt okładki i stron tytułowych

Anna Damasiewicz

Redakcja merytoryczna

Joanna Proczka

Redaktor prowadzący

Joanna Proczka

Redaktor techniczny

Elżbieta Bryś

Korekta

Sylwia Kompanowska

Zdjęcie na pierwszej stronie okładki – ze zbiorów Zygmunta Walkowskiego

Copyright © by Bellona Spółka Akcyjna, Warszawa 2015

Copyright © Agnieszka Cubała 2015

Zapraszamy na strony

www.bellona.pl, www.ksiegarnia.bellona.pl

Dołącz do nas na Facebooku

www.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona

Nasz adres: Bellona Spółka Akcyjna

ul. Bema 87, 01-233 Warszawa

Dział wysyłki: tel. 22 457 03 02, 22 457 03 06, 22 457 03 78

Faks: 22 652 27 01

e-mail: biuro@bellona.pl

ISBN 9788311140738

Skład wersji elektronicznej

pan@drewnianyrower.com

U nas

słowa celne i proste,

przekleństwo – powszednim chlebem.

Panowie z radia:

dość patosu –

dławi jak knebel. […]

U was sojusze i alianse,

konwencje, pakty i prawa,

tu – Sten pod pachą,

bimber w szklance,

dziewczyna i…

Warszawa.

U nas…, Zbigniew Chałko

[sierpień 1944]

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Słowo wstępne

„Powstanie jest czynem samym w sobie i sztucznych legend nie potrzebuje” – to słowa por. Zbigniewa Blichewicza „Szczerby”, jednego z legendarnych dowódców Powstania na Starym Mieście‹1›. Zdanie to posłużyło autorce pracy jako motto przy poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, jak wyglądało życie codzienne podczas Powstania Warszawskiego.

Do spojrzenia na to niezwykle wielowymiarowe wydarzenie z trochę innej perspektywy zachęcają pytania stawiane dziś przez pokolenia wnuków i prawnuków powstańców, a także uważna lektura bardziej odważnych wspomnień uczestników i świadków walki stolicy. Powstanie Warszawskie najczęściej kojarzone jest z walką o wolność, suwerenność i niepodległość, ale także z wielką tragedią i martyrologią narodu polskiego. Jeśli jednak przyjrzymy się trochę bliżej różnorodnym aspektom tego zrywu, zamiast marmurowych posągów zobaczymy twarze młodych ludzi, którzy musieli zmierzyć się z niezwykle trudną rzeczywistością. Chcieli jednak przeżyć dany im czas najpełniej, jak to tylko możliwe. Ludzi, dla których priorytetem była walka i realizacja powierzonego im zadania. Ludzi, którzy, trwając na swych stanowiskach, zastanawiali się, czy wystarczy im amunicji, by odeprzeć następny atak, czy uda się dostarczyć meldunek, przechodząc przez teren opanowany już całkowicie przez wroga. Ludzi, którzy szukali odpowiedzi na pytanie, jak żyć dalej po śmierci najbliższej osoby, stracie domu rodzinnego i dezaktualizacji wszystkich dotychczasowych wartości.

Myśląc o Powstaniu Warszawskim, bardzo często zapominamy, że za barykadą istniało także zwyczajne życie. Trzeba było zjeść jakiś posiłek, zapewnić zmęczonemu organizmowi chociaż kilka godzin snu, zdobyć wodę do picia, załatwiać naturalne potrzeby fizjologiczne, odwiedzić w szpitalu rannego przyjaciela, pomodlić się na grobie syna, napisać krótki list do rodziców przebywających w całkiem innej dzielnicy.

Najważniejsze i kluczowe było zawsze to, by mieć broń i utrzymać obsadzone stanowiska. Jednak poza tym młodzi ludzie chcieli wyglądać bojowo w swoich panterkach i kombinezonach z biało-czerwoną opaską, podobać się dziewczętom lub nie przynieść wstydu „swoim chłopcom”. W nielicznych wolnych chwilach powstańcy prowadzili ciekawe rozmowy, czytali prasę, żartowali, śmiali się i kochali – nie zawsze tylko platonicznie. Bali się bezradności i osamotnienia, musieli jakoś odreagować stres i pokonać strach. Opowiadali więc sobie kawały, oglądali w kinie Palladium kroniki nakręcone podczas walki, słuchali koncertów, spotykali się przy zbożowej kawie w gospodzie żołnierskiej peżetek lub też wieczorem – na kwaterach u dziewcząt. Śpiewali piosenki, a nawet czasami tańczyli – gdy znalazł się w pobliżu patefon lub ktoś zagrał na harmonijce ustnej czy grzebieniu. Bo młodość ma swoje prawa, a przecież największą grupę uczestników Powstania stanowili ludzie w wieku 16–25 lat… Oczywiście za swoje „niestosowne zachowanie” musieli również wielokrotnie wysłuchać ostrej reprymendy i zarzutów, że nie szanują powagi sytuacji, majestatu śmierci, a na dodatek niepotrzebnie drażnią Niemców…

Dla wielu osób zderzenie się z otaczającą rzeczywistością było niezwykle ciężkim przeżyciem. Nietrudno więc sobie wyobrazić, że pojawiły się też pierwsze załamania psychiczne. A te z kolei prowadziły do nadużyć, błędów i wypaczeń: nadmiernego spożycia alkoholu, braku dyscypliny, dezercji, rabunków czy też, w wyjątkowych, skrajnych przypadkach, nawet morderstw, samosądów, gwałtów.

Patrząc na Powstanie Warszawskie poprzez różnorodne aspekty życia codziennego, poznając okoliczności towarzyszące podejmowaniu trudnych decyzji, widząc rozterki dowódców, szeregowych żołnierzy i ludności cywilnej, łatwiej zrozumieć, że było to wydarzenie niezwykle wielowymiarowe. Że Historia nigdy nie jest czarno-biała, a składa się, tak jak i ludzkie życie, z tysięcy odcieni szarości. Że na trudne pytania rzadko znajduje się proste i jednoznaczne odpowiedzi.

Myśląc o tych 63 niesamowitych dniach, przeważnie odruchowo koncentrujemy się na walce, a następnie ostatecznej śmierci ludzi i miasta, zapominając, jak bardzo tętniło wówczas życie. Zbigniew Jasiński „Rudy” w swoim niezwykle popularnym podczas Powstania wierszu Odmawiamy! ujął kwintesencję tego tematu w bardzo prostych słowach: „Tak… żyć chcemy! Nie chcemy – umierać!”. W tym kontekście niesamowicie brzmią słowa Janiny Kuleszy-Kurowskiej „Urszuli”, opowiadającej o pogrzebie swojego kolegi z oddziału. Plutonowy podchorąży Czesław Polley „Czech Młot”, młody, przystojny i bardzo wysoki chłopak, zginął 4 września 1944 roku. Pomimo wielu trudności udało się zdobyć dla niego jakąś trumnę. Okazało się jednak, że była ona zbyt mała: „Nie zapomnę widoku kolegów, którzy usiłowali go wcisnąć do tej trumny. Wydawał mi się symbolem całej naszej młodzieży walczącej w Powstaniu, która nie chciała znaleźć się w trumnie, lecz pragnęła żyć i pracować dla Kraju, a nie miała wówczas szans”‹2›.

 

Sami powstańcy niechętnie opowiadają o tematach związanych z życiem codziennym, uważając je za mało istotne, nieciekawe, całkowicie marginalne, odciągające uwagę od meritum sprawy – walki. By jednak pokazać, jak ważne to były zagadnienia, warto przytoczyć słowa osoby niezwykłej, nieżyjącego już niestety żołnierza batalionu „Zośka”, Tadeusza Sumińskiego „Leszczyca”:

Przeżycia powstańcze są najmocniejsze i najważniejsze w moim życiu. W moich wspomnieniach utrwaliły się najbardziej: strach (który trzeba było stale przezwyciężać), rozpacz po stracie najbliższych kolegów (straciłem wszystkich najbliższych przyjaciół), ogromne fizyczne i psychiczne znużenie, głód i gorsze od niego – pragnienie. Do przeżyć radosnych zaliczam przede wszystkim niezwykle szybkie zawiązywanie się mocnych przyjaźni, entuzjazm i triumf zwycięstw (do 11 sierpnia pluton mój wygrywał niemal każde starcie), euforię, z jaką witała nas w pierwszych dniach robotnicza ludność Woli, wreszcie świadomość, że biorę udział w wydarzeniu historycznym. […] W ekstremalnie trudnych warunkach życia i walki nieoczekiwanie wielkiej wartości nabierały rzeczy i sprawy elementarne, jak np. chleb, woda, sen, zmęczenie i przede wszystkim obecny obok przyjaciel. Powstanie miało być wielką przygodą, która przemieniła się w wielką tragedię, najbardziej brutalne życiowe doświadczenie, które w tak ogromnej dawce musieli przeżyć bardzo jeszcze młodzi ludzie‹3›.

Warto również zwrócić uwagę na słowa innego powstańca, wówczas spikera Polskiego Radia – Jeremiego Przybory, który niezwykle ciekawie przedstawił swoją codzienność powstańczą:

Natura ludzka dąży do „urządzenia się” w każdych okolicznościach, do jakiejś „małej stabilizacji”. I jest to chyba ta nić życia w człowieku, która go utrzymuje przy egzystencji, wbrew wszystkiemu, co przeciw istnieniu się sprzysięgło […].

Powstanie położyło kres […] warszawskiej okupacyjnej „małej stabilizacji”, ale – o dziwo – i to piekło osaczonego, bombardowanego, zabijanego metodycznie miasta miało na tym infernalnym tle swoje małe, infernalne stabilizacje […].

Przeżyłem dwie takie powstańcze „małe stabilizacje”. Najpierw tę sierpniową, w północnej części Śródmieścia, a ściśle w jego wycinku obejmującym plac Napoleona, wraz z ulicami: Moniuszki, Świętokrzyską, Marszałkowską, Szpitalną i Górskiego. To był okres najbardziej przypominający „prawie normalne” życie oblężonego miasta: poruszanie się na powierzchni ziemi, codzienne, kilkakrotne „chodzenie do pracy”, czyli z kwatery na Górskiego do Radia na Moniuszki. Chociaż podczas tych kursów (jak i przy pracy) zawsze coś mogło mi zlecieć na głowę albo trafić w tę czy inną część ciała, to szanse dotarcia do celu były spore – najlepszy dowód, że docierałem. […]

Druga „mała stabilizacja”, wrześniowa, czyli w Śródmieściu na południe od Alej Jerozolimskich, dokąd radiowa ekipa przeniosła się po likwidacji północnej części Śródmieścia, bardzo się różniła od sierpniowej. Na przykład ruch pieszy (innego zresztą nie było) nie odbywał się już ulicami i należałoby go nazwać podwórkowo-piwnicznym. Ulice, które były pod ostrzałem z niemieckich pozycji, były niezbyt bezpieczne, żeby się na nich pojawiać. Zastępowała je sieć podziemnych przejść biegnących przez piwnice, gęsto zresztą zaludnione. […] Z czasem jednak wytworzyło się coś w rodzaju naziemnego forum na odcinku Kruczej między Wilczą i Hożą, a nawet Wspólną, bo był to odcinek całkiem bezpieczny. Kwitł tam handel zamienny połączony z życiem towarzyskim; można było spotkać kogoś, kogo się poszukiwało, można było się też dowiedzieć o czyjejś śmierci lub – przeciwnie – że pogłoski o takowej są fałszywe, a nawet osobiście się o tym przekonać, zobaczywszy rzekomego nieboszczyka czy nieboszczkę oferującego wymianę jakiejś, na przykład, garderoby na konserwy czy papierosy‹4›.

Przy omawianiu różnorodnych aspektów życia codziennego powstańczej Warszawy należy jednak zawsze pamiętać tak o skali danego zjawiska, jak i o specyfice poszczególnych dzielnic miasta. To, co było standardem w konkretnym rejonie, mogło już zupełnie nie występować trzy ulice dalej.

Choć uczestnictwo w bezpośrednim starciu z wrogiem było dla żołnierzy Warszawy zawsze priorytetem, to w niniejszej publikacji znaleźć można niewiele opisów poszczególnych akcji zbrojnych. Wiele uwagi poświęcono natomiast samemu charakterowi walk powstańczych, widzianych jednak nie z perspektywy sztabowców i strategów, ale konkretnych uczestników zdarzeń – ich doświadczeń, refleksji i przeżyć. W wyniku zastosowania tego manewru powstał swoisty katalog najbardziej typowych postaw, zjawisk i problemów, z którymi na co dzień spotykali się żołnierze podczas walki. Wymienić tu można tak powszechne kwestie jak: konieczność oszczędzania amunicji, dylematy dowódców liniowych, wysyłających niekiedy na pewną śmierć swoich przyjaciół, specyfikę ataków powstańczych, przesądy dotyczące walki czy nawet cechy charakteru narodowego Polaków. Dużo miejsca poświęcono także tematowi uzbrojenia powstańców oraz osobistemu wręcz podejściu do posiadanej broni, którą często ceniono bardziej niż własne życie. Zagadnienia te zostały skonfrontowane z opisem przygotowania do walki oddziałów niemieckich, co wydaje się o tyle ciekawe, że nieprzyjaciel stanowił wówczas swoisty wzór dla innych narodów – najlepiej uzbrojoną i przystosowaną do walki armię świata. Szczególną uwagę zwrócono także na jeden z najbardziej tragicznych elementów codzienności powstańców i ludności cywilnej miasta – niezwykle brutalne, popełniane masowo zbrodnie dokonywane przez Niemców i kolaborujące z nimi jednostki wschodnie.

Niniejsza publikacja stanowi swoiste studium dotyczące życia codziennego warszawiaków – powstańców i ludności cywilnej – w sierpniu i wrześniu 1944 roku. Ze względu na niezwykle szeroki zakres omawianego problemu autorka zmuszona była do dokonania selekcji materiału, skrótów i subiektywnych wyborów. Pewne tematy zostały więc jedynie zasygnalizowane lub włączone w tok narracji w takim stopniu, w jakim wiązały się z obliczem życia codziennego. Dotyczy to zwłaszcza takich zagadnień jak walka, kanały, łączność, harcerska poczta polowa, szpitale, media, polityka.

Materiał źródłowy pracy stanowiły zbiory Archiwum Muzeum Powstania Warszawskiego, Archiwum Akt Nowych, Józef Piłsudski Institute of America, Studium Polski Podziemnej, Wojskowego Instytutu Historycznego, Komisji Historii Kobiet, Izby Pamięci Marii Kownackiej, dokumenty i archiwa prywatne, a także – w ogromnym stopniu – odpowiedzi na ankietę dotyczącą różnorodnych aspektów życia codziennego powstańczej Warszawy, przeprowadzoną przez autorkę w latach 2007–2013 wśród uczestników walk. W sposób niezwykle szeroki została również wykorzystana literatura przedmiotu, niepublikowane dotąd wspomnienia i opracowania, a także prasa powstańcza, audycje Polskiego Radia i radiostacji powstańczej „Błyskawica”, jak również najnowsze wyniki badań.

Szczególne podziękowania za pomoc, cenne uwagi oraz okazaną życzliwość i wsparcie autorka pragnie złożyć:

– powstańcom warszawskim, a zwłaszcza Bolesławowi Biedze, Adamowi Bieńkowskiemu, Annie Borkiewicz-Celińskiej, Krystynie Całej, Bohdanowi Celińskiemu, Zofii Dillenius, Helenie Dziwisz, Janowi Ekierowi, Urszuli Katarzyńskiej, Stanisławowi Likiernikowi, Aleksandrowi Müllerowi, Wiesławowi Alfredowi Kaczmarkowi, Alicji Karlikowskiej, Stanisławowi Kwiatkowskiemu, Juliuszowi Kuleszy, Zbigniewowi Rylskiemu, Stanisławowi Sieradzkiemu, Tadeuszowi Sumińskiemu, Annie Swierczewskiej-Jakubowskiej, Wojciechowi Świątkowskiemu, Jerzemu Świderskiemu, Bolesławowi Taborskiemu, Marii Urbaniec-Downarowicz, Teresie Wilskiej i Marii Wiśniewskiej;

– wszystkim osobom, które odpowiedziały w formie pisemnej lub ustnej na ankietę dotyczącą różnorodnych aspektów życia codziennego powstańczej Warszawy;

– historykom, którzy przyczynili się do ukształtowania spojrzenia autorki na wydarzenia z najnowszych dziejów Polski, jak również służyli jej swoją wiedzą, doświadczeniem i radą – prof. Wojciechowi Roszkowskiemu, prof. Tomaszowi Strzemboszowi, prof. Andrzejowi Krzysztofowi Kunertowi, prof. Janowi Żarynowi oraz Pani Joannie Piskorskiej-Gomoliszek, Panu Mariuszowi Olczakowi i Panu Markowi Strokowi.

– Panu Zygmuntowi Walkowskiemu, który zgodził się udostępnić materiały ze swoich zbiorów i czuwać w znacznym stopniu nad stroną ikonograficzną publikacji,

– dyrektorowi Muzeum Powstania Warszawskiego, Panu Janowi Ołdakowskiemu, za wyrażenie zgody na możliwość wykorzystania zdjęć i dokumentów ze zbiorów i archiwum MPW,

– Pani Ewie Urbańskiej z Izby Pamięci Marii Kownackiej, pracownikom Muzeum Powstania Warszawskiego, Biblioteki Narodowej, Komisji Historii Kobiet,

­– osobom, które w różnorodny sposób przyczyniły się do powstania tej publikacji – Michałowi Bednerowi, Marzenie Biegała, Aleksandrze Bieleckiej, Jackowi Cyranowi, Janinie Filipeckiej, Małgorzacie Kawiak, Krzysztofowi Kopfowi, Mariuszowi Koperskiemu, Agnieszce Radzikowskiej, Bożydarowi Rassalskiemu, Hannie Sikorskiej, Katarzynie Wąchała, Agnieszce Pawelec, Agnieszce Sidor, Katarzynie Utrackiej, moim Rodzicom – Annie i Januszowi Cubała, a także Wydawnictwu Bellona.

Przypisy

‹1› Z. Blichewicz, Tryptyk powstańczych wspomnień. Dni „krwi i chwały” czy obłędu i nonsensu, Oficyna Wydawnicza Finna, Gdańsk, 2009, s. 17.

‹2› J. Kulesza-Kurowska, odpowiedź na ankietę przygotowaną przez autorkę.

‹3› W. Trojan, Ci, którzy przeżyli… biografie żołnierzy batalionu „Zośka” Armii Krajowej, Warszawa 2002, s. 338.

‹4› J. Przybora, Przymknięte oko opaczności. Memuarów część II, Tenten, Warszawa 1998, s. 66–68.

Życie codzienne powstańczej Warszawy

W swoim dzienniku Leszek Prorok przedstawił bardzo plastycznie obraz życia codziennego na zapleczu frontu w Śródmieściu Północnym – dzielnicy, która dzięki skupieniu w niej dowództwa, służb pomocniczych i administracji stała się, jak określił to Kazimierz Pużak, „żywotnym rezerwatem środków i sił Powstania”:

Właściwie dopiero wczoraj zobaczyłem powstańczą Warszawę w całej okazałości. Można rzec, iż z frontu przybyłem do stolicy i zwiedzam nieznane mi przedtem miasto. […]

Na Jasną dotarłem podwórzami. Wszędzie wewnętrzne przejścia oznaczone strzałkami. Na którymś podwórku cmentarzyk wojskowy. Około 30 grobów w rzędach. Mogiłki jednakowo wysokie. Krzyże proste z dwóch deseczek. Na poprzeczce imię, nazwisko, pseudonim, data urodzenia, stopień wojskowy, data zgonu. Na niektórych – sam pseudonim […].

Obok kilka dziewcząt na rozesłanych plandekach oporządza dużą ilość mundurów niemieckich. Odrywają Hoheitsabzeichen i inne oznaki, naszywają biało-czerwone proporczyki oraz polskie dystynkcje. W zaimprowizowanej szwalni pracuje również kilka starszych pań […].

Za gmachem PKO, w którym mieszczą się ważne sztaby i dowództwa […] i największy szpital Śródmieścia, wkraczam do dzielnicy „reprezentacyjnej”, jeśli tak się można wyrazić – na teren placu Napoleona.

Jest właśnie pora, w której ukazuje się większość gazet. Sprzed redakcji rozbiegają się dziesiątki kolporterów i kolporterek. W mieście wychodzi kilkanaście pism codziennych, znanych przeważnie z okresu okupacji, reprezentujących wszystkie kierunki polityczne. Na murach żołnierze rozlepiają ilustrowaną gazetę ścienną „Warszawa walczy”[1] […]. Ludzie przystają, gromadzą się przed bramami. Podają sobie numery. Główne zainteresowanie dotyczy teraz frontu wschodniego oraz działań lokalnych.

Zabawne zjawisko: tutaj czują się wszyscy zapleczem frontu, miastem odległym od linii walk, narażonym jedynie na ataki lotnicze. O tym, co się dzieje na przykład na Królewskiej[2], dowiadują się z prasy, podobnie jak o walkach w innych częściach kraju. Chodzi tu oczywiście o tych, którzy nie stykają się bezpośrednio z działaniami, o część ludności cywilnej. U nas na odcinku nie bardzo umieliśmy sobie wyobrazić, jak tu życie wygląda, choć odległość zaledwie kilkaset metrów. […]

 

Na każdym kroku czuję, że jestem w dzielnicy urzędowej. Na ścianach domów, na barach dziesiątki napisów: „Departament Informacji – oficyna, IV piętro”, „Sekcja Dożywiania Niemowląt”, „Szwalnia WSK poszukuje szwaczek i obrabiarek”, „Wyżywienie na miejscu”, „Punkt rozdziału materiałów sanitarnych”.

Dalej inne napisy: „Batalion saperów poszukuje ochotników – skoszarowanie i wyżywienie w kuchni wojskowej. Zgłaszać się z własnymi łopatami i siekierami”, „Punkt rejestracji lekarzy i fachowców zakładów miejskich (wodociągów, elektrowni)” i tak bez końca. Pomiędzy tym obwieszczenia, plakaty, drogowskazy.

Na rogu Przeskok mieści się gospoda wojskowa Kobiecej Służby Żołnierzowi[3]. To teren działalności tak zwanych peżetek. Wewnątrz rojno i gwarno. Na stolikach najświeższe pisma. Dziewczęta roznoszą kawę i lemoniadę. Kawa zbożowa, wzbogacona prawdziwą ze zdobytych filii słynnego Meinla. Niejedna z tych kelnereczek mogłaby zasłużyć na miano polskiej Madelon. Z drugiego pokoju słychać pianino i czyjś śpiew. Codziennie o czwartej odbywa się tutaj koncert dla wojska. Na ścianach ozdoby papierowe, plakaty, chorągiewki.

Tutaj przyjmują również bieliznę do prania i do zamiany. W rannych godzinach można się umyć, ogolić, ostrzyc. Udogodnienia, rozrywki, o których na Świętokrzyskiej czy na Nowym Świecie nie mają pojęcia‹1›.

Czytając wspomnienia dotyczące życia codziennego warszawiaków, zwłaszcza ludności cywilnej, warto zwrócić uwagę na jeszcze jedno niezwykle charakterystyczne zjawisko – wspólnotę losu mieszkańców domu, bloku czy też kamienicy, którzy stanowili jednolitą, niezwykle zżytą z sobą grupę ludzi. Mieszkali w jednej piwnicy, razem gotowali i jedli posiłki, pracowali podczas dyżurów OPL (Ochrona Przeciwlotnicza), gasili pożary, dbali o czystość okolicy, kopali studnie i latryny, wspierali wojsko odpowiadające za ochronę danego odcinka i likwidowanie pojawiających się tam ewentualnych gołębiarzy. Wspólnie potrafili przeprowadzić również samosąd na złodziejach próbujących ograbić jedno z mieszkań. Razem doświadczali podobnych emocji – przeżywali chwile radości i grozy, strachu, szczęścia i wzruszenia. Zawieszali po latach biało-czerwoną flagę, śpiewali hymn lub Warszawiankę, słuchali radia, czytali prasę powstańczą, komentowali bieżące wydarzenia. Skrajnym przypadkiem tego zjawiska była wspólna śmierć i mogiła zbiorowa pod gruzami zbombardowanej kamienicy. Zewnętrznym wyrazem tego zjednoczenia były modlitwy przy kapliczkach podwórkowych i ołtarzykach klatkowych o ocalenie tego właśnie domu, w którym mieszkała cała grupa.

Dla zarysowania pełnego obrazu życia codziennego brakuje jeszcze kilku słów na temat warunków bytowania walczących powstańców. Niezwykle ciekawie sprawę tę nakreślił Janusz Kazimierz Zawodny „Miś”, walczący na Starym Mieście:

Pluton zawsze spał na podłodze razem. […] Czas snu na Starówce wynosił […] około 4 godzin na dobę […]. W ciągu dwóch miesięcy nikt się do snu nie rozbierał. Dziewczęta zdejmowały buty, pantofle, chłopcy na mój rozkaz na Starówce spali w butach. Ale bieliznę zmienialiśmy bardzo często (z częściowo popalonych lub zniszczonych domów lub zakładów fabrycznych).

Jak była woda do mycia (dość rzadko) dziewczęta miały pierwszeństwo, później myśmy się myli, w tej samej wodzie, według, że tak powiem, „gotowości” i chęci. Za największy skarb oprócz broni i amunicji uważana była szczoteczka do zębów i trochę pasty […].

Dyskrecją godną podziwu było załatwianie potrzeb naturalnych. We wszystkich armiach świata, pod wpływem przeżyć i twardych warunków życia w walce, dochodzi do pewnego schamienia i otępienia w stosunkach między ludźmi. Tego w plutonie nie było. Wprost odwrotnie raczej, czym bardziej wyglądało, że zostaniemy pod gruzami Starówki, tym bardziej widziałem subtelne zwracanie uwagi na poszanowanie prywatności i godności osobistej. […] W pierwszych dniach walki na Starym Mieście członkowie plutonu ubrani byli różnie, w cywilne ubrania. Po zdobyciu niemieckich magazynów na Stawkach cały pluton włożył ss-mańskie bluzy kamuflażowe (bez odznak SS), tak zwane panterki. […] Kilku z nas miało hełmy niemieckie, kilku polskie furażerki kawaleryjskie, kilku czapki polowe niemieckie. Każdy z nas miał na prawym ramieniu biało-czerwoną opaskę z czarnymi literami A.K. Przejście kanałami zniszczyło […] buty‹2›.

Ze względu na fakt, że temat życia codziennego podczas Powstania Warszawskiego, tak żołnierzy, jak i ludności cywilnej, jest wbrew pozorom niezwykle mało znany, warto przyjrzeć się bliżej jego poszczególnym aspektom.

Przypisy

‹1› L. Prorok, Kepi wojska francuskiego, PIW, Warszawa 1973, s. 111–115.

‹2› J.K. Zawodny, Raport dowódcy plutonu Armii Krajowej z Powstania Warszawskiego, „Zeszyty Historyczne” 1969, nr 16, s. 181–185.

1 Właściwa nazwa to „Warszawa Walczy” (wszystkie przypisy pochodzą od autorki).

2 Odległość od placu Napoleona do ulicy Królewskiej to około 500 metrów.

3 Właściwa nazwa to gospoda P.Ż. [Pomoc Żołnierzowi].