Dokąd odchodzą parasolki

Tekst
Z serii: Salamandra
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

19
Gdzie też ona może być
۱۹

Gdzie też ona może być, zadręczał się Fazal Elahi, ściągając buty przed wejściem do fabryki.

20
Gdy Fazal Elahi był dzieckiem, wiele pracował i nigdy nie
۲۰

Gdy Fazal Elahi był dzieckiem, wiele pracował i nigdy nie oszukiwał, przeciwnie, jeśli ojciec wymagał określonej ceny za dywan, a Elahi sprzedał go za mniej, to dokładał ze swoich, żeby wyrównać różnicę. Miał szczególny talent, zawsze miał, od dziecka, do odczytywania wzorów dywanów i później w życiu zrozumiał, że jest w stanie także je wymyślać z charakterystyką rozlicznych stylów, bardzo szerokiego wachlarza: od berberyjskich kilimów do dywanów z wielbłądziej sierści z Beludżystanu. Elahi rozumiał, nieświadomie, wszystkie wzory geometryczne wszystkich motywów. Ojciec mawiał, że to od tego wiecznego wlepiania oczu w ziemię. W meczecie nie odrywał wzroku od dywanów, ani od tych, które wyściełały podłogę, ani od dywanów modlitewnych. Co do tych ostatnich, Elahi potrafił powiedzieć, do kogo należą, nawet nie spojrzawszy na właściciela. Miał w głowie tysiące dywanów, kolorów, wzorów, dywany perskie z ptakami wlatującymi do wnętrza ciała właściciela, dywany z magicznymi granatowcami rodzącymi pawie, dywany z surami, dywany z perskimi urywkami, dywany z czereśniami, dywany przedstawiające zachód słońca, dywany w równoległoboki, dywany w kwadraty, dywany z rękami, dywany gwałtowne, dywany z planetami. Elahi myślał: tam jest życie, z należnymi mu kolorami, z jego wzorem. Aććha! Gdybyśmy mogli połączyć wszystkie istniejące dywany, mielibyśmy wszechświat.

Fabryka Fazala Elahiego miała zaledwie czternastu pracowników i dwie półciężarówki do dystrybucji. Nachylenie dachu nie pozwalało pleśnieć chlebowi, a okna frontowe były ogromne. Na dachu widniała wielka strzała wskazująca Mekkę. Podłoga była pokryta dywanami, podobnie ściany.

Tak było codziennie: Elahi przechodził przez fabrykę, od drzwi – gdzie zostawiał buty – aż do swojego gabinetu, pokoiku o siedmiu metrach kwadratowych, co byłoby i tak nader szczodrą oceną powierzchni. Po drodze witał się ze wszystkimi pracownikami po kolei, as-salamu alajkum, wa-alajkum as-salam, as-salamu alajkum, wa-alajkum as-salam, as-salamu alajkum, wa-alajkum as-salam. Na drzwiach jego gabinetu można było przeczytać, zwyczajnie, w różnych językach – w urdu, po arabsku, po francusku, pendżabsku, po angielsku, persku:

FAZAL ELAHI – DYWANY.

I tak było codziennie: Elahi siadał za biurkiem i przeglądał zamówienia, przeglądał rachunki, wyobrażał sobie wzory, przyglądał się próbkom. Biuro było chaotycznym składowiskiem kawałeczków taśm, ornamentów i kłębków, i próbek barwników, nieodmiennie zasypanym kartkami w kratkę.

W dniu, który zaczął się od zniknięcia Bibi, kiedy Elahi wrócił do domu, czekało na niego dwóch gości: mułła Mossud i generał Ilia Wasiljewicz Krupin, w zasadzie żaden tam generał, tylko zwykły rosyjski przemytnik, który dorobił się majątku na opium i handlu bronią. Poza tym był człowiekiem cieszącym się przychylnością Allaha. Wyleczył się z paraliżu pielgrzymką do grobu pira Aziziego i zawsze chodził w kolorze czereśni, oddając tym hołd świętemu, który przywrócił mu władzę w nogach. Fazal Elahi przywitał ich wszystkimi kurtuazyjnymi formułkami. Mułła Mossud przesuwał w palcach srebrne paciorki tasbihu, modlitewnego sznura, kiedy Elahi prosił Aminę, żeby podała herbatę i słodycze. Dyskretnie zapytał siostrę o małżonkę. Gdzie jest Bibi? Amina pokręciła głową. Fazal Elahi na kilka sekund mocno zacisnął powieki. Otworzył je, powoli wciągając powietrze, i zapytał, bardzo cicho, o kuzyna, na co siostra odpowiedziała mu, że Badini jest w pokoju. Oczywiście, pomyślał Fazal Elahi, kuzyn robi, co może, żeby nie znaleźć się w jednym pomieszczeniu z tymi dwoma ludźmi, Badini mawiał, że

57. Im mniejsza jest dusza człowieka, tym więcej zajmuje miejsca. Nie ma miejsca dla nikogo u jej boku.

Każdy, kto usiądzie obok mułły czy Wasiljewicza Krupina, czuje się przytłoczony.

– Musisz dać kuzynowi czereśnię, żeby znowu zaczął mówić – odezwał się generał.

– Dzięki łasce Allaha on mówi – odpowiedział Elahi.

– Tak, ale tylko rękami.

– Ręce wytwarzają rzeczy, nie głos, przynajmniej ja uważam, że to nie głos, nie mam pewności, bo pewność może mieć tylko Allah. Kiedy trzeba obrać banana, używamy rąk, a nie dźwięku, dźwięk do niczego się nie przyda. Czyż nie, generale Krupin? Proszę tak na mnie nie patrzyć, jestem szczery, przepraszam. Mój kochany kuzyn, kocham go jak własnego brata, przemawia we wszystkim, co robi, bo wszystkie jego gesty to słowa. Aććha, nie ma różnicy pomiędzy głosem i czynem, jak to się zdarza na każdym kroku, wystarczy spojrzeć na tego ministra, jak on się nazywa? Nie pamiętam, do rzeczy, bo Allah ich ukarze, mówią, że zrobią, a potem nic nie robią, albo jeszcze gorzej, popełniają nieszczęścia, jedne za drugimi. Mój kuzyn, który jest dla mnie bratem, może nawet bardziej niż bratem, ja nigdy nie miałem brata, więc tego nie wiem, ale do rzeczy, kiedy mój kuzyn obiera owoc, nie tylko go obiera, tak jak my, kiedy chwyta nóż, przemawia do jabłek i do mango, i do pigwy, gdyż jego gesty to słowa, to przemowy.

Generał Ilia Wasiljewicz Krupin machnął ręką wzburzony i powiedział:

– W każdym razie powinien zjeść czereśnię.

– Za przeproszeniem, generale, mój kuzyn co rok odwiedza czereśnię Tal Aziziego, cóż za piękne drzewo, cóż za cud. Kładzie się pod nim, ale mówi, że to drzewo jest jak każda inna religia: zasłania nam niebo.

Generał Krupin zrobił się purpurowy z wściekłości. Zaczął krzyczeć na Fazala Elahiego. Mossud także okazał swoje niezadowolenie, przesuwał paciorki w palcach.

– Przepraszam, generale Ilio Wasiljewiczu Krupinie, przepraszam, nie miałem zamiaru pana urazić, pana także nie, mułło Mossudzie, niech Allah was chroni przez wiele lat aż do końca wieków, ja nawet nie zgadzam się z kuzynem, nie wiem, co mi przyszło do głowy, żeby pozwolić tym grzechom opuścić moje usta, powtórzyłem słowa kuzyna, ale wiem, że są błędne.

– Całkowicie błędne. Niemy musi uważać na to, co mówi.

– Zawsze go przestrzegam, generale – zgodziła się Amina, podając herbatę.


Mułła Mossud i generał Ilia Wasiljewicz Krupin

Generał odchrząknął, zmiękczył sobie gardło i spojrzał na Fazala Elahiego, który ciągle stał w czapce na głowie.

– Dobrze, ale powód naszej wizyty jest smutny i poważny.

– Złe nowiny? Zawsze strasznie się denerwuję.

– Są okropne – powiedział generał Krupin. – Żałuję, że przynoszę takie wiadomości, ale mam nadzieję, że będziesz potrafił oszczędzić posłańca. Boli mnie, że muszę ci zakomunikować, że twoja żona uciekła z innym mężczyzną. Niech Bóg ją skarze!

Mossud pociągnął łyk herbaty.

– Jak to mówi piosenka – wtrąciła się Amina, niemal krzykiem – Są dwa rodzaje węży / jadowite, co zabijają pocałunkiem / i te drugie, co zabijają uściskiem. / A kobiety i jednym, i drugim.

Elahi nie potrafił ukryć zdenerwowania. Zaczął się trząść i Amina podtrzymała go, żeby nie upadł. Ściągnęła mu czapkę i pomachała mu nią przed twarzą. Elahi powiedział, że dobrze się czuje, i kazał jej wyjść.

– Za przeproszeniem, z innym mężczyzną? – zapytał głosem, który wysączał mu się przez usta i gubił się w salonie, przy podłodze.

– Innym mężczyzną – potwierdził generał Krupin, przewracając szklankę z herbatą. – Z innym mężczyzną.

– Ostrzegałem – wtrącił się mułła. – Tymi włosami prowokowała Boga nieskończonego. To nie była żmija, tylko kobieta. A mężczyzna powinien potrafić naprawić ten defekt. Po to używa się pasa, a nie po to, żeby trzymał spodnie.

– Jakim mężczyzną? – zapytał Fazal Elahi.

– Nikt nie wie – odpowiedział generał Ilia Wasiljewicz Krupin.

Oczy Elahiego przestały widzieć. Dookoła niego panował swego rodzaju biały półmrok, spowijający go niczym koc, który spadł mu na głowę.

– Kobiety – ciągnął mułła – noszą obcisłe ubrania i koszulki z krótkim rękawem i rozpuszczają włosy jak ptaki, no i mężczyźni nie mogą się pohamować. Trzeba przelać krew, żeby narzucić skromność i umiar. Ja nie zawahałbym się przed ukaraniem własnych dzieci, gdyby miało z tego wyniknąć dla nich jakieś dobro. Wolę je bić, aż plecy zaleją się krwią, niż pozwolić im popełnić herezję albo włożyć palce w gniazdko elektryczne.

Fazal Elahi usiadł na podłodze ze skrzyżowanymi nogami, rozbity. Czuł, że ciało mu mięknie i traci nad nim kontrolę. Przypomniał sobie, jak masło zwykle wygląda w lecie, zawsze tak płynne, takie żółte. Chciał coś powiedzieć, ale usta zadrżały mu innym językiem, usłyszał, jak z ust wychodzi dźwięk, ale nie rozpoznał ani słowa. Wyszedł z salonu i wszedł po schodach do sypialni, nic nie powiedziawszy, nawet przepraszam ani za przeproszeniem. Amina kołysała Salima i kiedy zobaczyła, że brat przechodzi obok niej, tak skrzywiony, zalała się łzami. Elahi zamknął drzwi do pokoju na klucz, położył się na łóżku, wybuchnął histerycznym śmiechem i zaraz potem zasnął.

21
Bibi zostawiła
۲۱

Bibi zostawiła ten dom i męża i uciekła do Afganistanu albo do Indii, albo do Iranu, albo do Europy, nikt nie wiedział na pewno, ale jak to zwykle bywa w tego rodzaju przypadkach, plotki warte były więcej niż fakty. Pewne jest to, że Bibi zabrała swoje rozpuszczone włosy i ludowe piosenki – piosenki, w których Bóg mieszka w butelkach – daleko od Salima. Nie miała widzieć, jak rośnie, i on nie będzie pamiętał mętnego spojrzenia matki ani śpiewanych przez nią piosenek, ani zapachu mango jej włosów, ani brzęku bransoletek, kiedy chodziła po domu. Bibi nigdy nie miała poczuć spojrzenia, którym Fazal Elahi powłóczył po ziemi jak żółwim ogonem. Wymknęła się w środku nocy, nie spojrzawszy na dziecko śpiące w kołysce ani na góry po drugiej stronie okna. Bosa zeszła po zbyt stromych schodach, otworzyła drzwi na ulicę i znikła. Dla rodziny, którą zostawiła, zmarła za życia.

 

W swoim żalu Fazal Elahi zaczął nazywać granatowca w ogrodzie, pod którym wzięli ślub, drzewem kłamstw; to w jego cieniu tyle rzeczy sobie wyszeptali i w jego cieniu planowali tyle szczęścia wypowiedzianego szeptem (nadającym większe znaczenie). Cień drzewa okazał się w końcu cieniem na jego przyszłości. Plama doskonale pozbawiona słońca. Elahi czuł, że jego ciało całkowicie się rozpada, zmęczone jednością. Jego kawałki odwracały się od siebie wzajemnie i oddalały, nie oglądając się wstecz. Pozostał mu wstyd mężczyzny porzuconego przez kobietę, co Amina nieustannie wykrzykiwała mu do uszu.

– Drogi są dłuższe – powiedział któregoś dnia Elahi – dla człowieka samotnego. Co, mówisz, że nie jestem samotny? Jestem, kuzynie, jestem, dłużej teraz przechodzę przez pokój, chociaż czuję, że to aż nadto ściśnięte pomieszczenie. Allah stworzył nieskończoność dla filozofów i komórkę dla mnie, pokoik jeszcze mniejszy niż mój gabinet, jest tak mały, że niemal nie da się w nim oddychać, a tymczasem tak trudno przejść go z końca do końca. Co za nieszczęście. Dni się wyciągają i stają się coraz dłuższe, zegarek mówi, że nie, ale, za przeproszeniem, co wiedzą zegarki o ludzkiej duszy? Nic nie wiedzą, Allah niech mi wybaczy. Czas dłużej płynie, znacznie dłużej, w ten sposób się cierpi. Gdy panuje szczęście, ten sam czas mija migiem, zdaje się, że jest spóźniony na przyjęcie, ale jeśli zobaczy jedną łzę, przystaje i przygląda się wypadkowi, okrąża nasze nieszczęście i nie idzie do przodu, jak mówią zegarki. Nasza dzielnica jest ogromna, kuzynie, i nie sposób przejść na drugą stronę ulicy, wszystko tak małe się zrobiło. Jestem sam.

– Ty nie jesteś

sam.

A gorsze

niż to, że uciekła,

byłoby gdyby

nie uciekła – zauważył niemowa.

Badini otworzył książkę Urywki perskie, którą zawsze nosił przy sobie wraz z zeszytem, i powiedział, żeby Elahi przeczytał na głos wskazany fragment:

34. Rzekł Ali: Nie brak ludzi wokół nas czyni samotność, tylko obecność ludzi nieodpowiednich.

Fazal Elahi odsunął książkę zirytowany, spojrzał na kołyskę i na syna i zrobiło mu się żal, że w wieku zaledwie kilku miesięcy chłopak już nie ma matki. Amina trzęsła się z wściekłości obok niego. Wzięła dziecko na ręce i obwieściła:

– Będę matką, którą tamta nie była.

Przytuliła dziecko do piersi, a obaj mężczyźni wyszli z pokoju. W następnym tygodniu Amina zauważyła, że z jej piersi płynie mleko. Ujęła sutek w palce, żeby wycisnąć kropelkę, którą włożyła do ust. Bardzo się ucieszyła. Chwyciła Salima i nakarmiła go piersią.

22
Miał pomarszczoną skórę
۲۲

Miał pomarszczoną skórę na palcach, gdyż spędził zbyt wiele czasu w wodzie, w kąpieli. Fazal Elahi rzucił okiem na palce i je roztarł. Wiszące na wieszaku radio było włączone i wyrzucało z siebie codzienne wiadomości: w prognozie pogody zachmurzone niebo; premier przemawiał w obronie mniejszości religijnych; komentarz w sprawie fryzjera zamordowanego za ogolenie brody sunnicie; walka z handlem heroiną i z korupcją okazały się priorytetami rządu; Nouman R. podpisał kontrakt z drużyną Black Kraits; Zafar Ali spadł z konia podczas meczu w polo i zginął na miejscu; ogród zoologiczny zakupił kolejnego tygrysa i trzy krokodyle; Sakib Baloć, producent szklanych oczu i protez nóg, został oskarżony o sodomię i zdymisjonowany z funkcji ministra; Wadźiha Gopang urodziła dwunaste dziecko, chłopca o wadze sześciu kilogramów i sześciuset gramów; lektura kilku hadisów; reklama szamponu przeciwłupieżowego; rozkład jazdy pociągów międzynarodowych; ludowa pieśń polifoniczna z Beludżystanu w wykonaniu chóru kobiet; napięcie polityczne w Samarkandzie; cytat z Tal Aziziego; reklama cudownych czereśni; odkrycie śladów dinozaurów przy granicy z Chinami, te zwierzęta wymarły ponad dwieście milionów lat temu, może z powodu uderzenia komety, ale teorii jest wiele; komentarz na temat kolonializmu i materiał o karze śmierci w dziewiętnastowiecznej Anglii, gdzie jakiś człowiek próbował popełnić samobójstwo, a ponieważ samobójstwo było karane śmiercią, o ironio, został skazany na ten najwyższy wymiar kary, prawo zaś stanowiło, że przez powieszenie, i kiedy go powiesili, rana z jego samobójczej próby otworzyła się, więc mógł przez nią oddychać. A ponieważ nie zdołali go zabić, musieli ściągnąć go z szubienicy i udusić; kolejna tradycyjna pieśń, tym razem uzbecka; następna reklama cudownych czereśni.

Fazal Elahi wyszedł z łazienki ostrożnie, panicznie bowiem bał się, że z mokrymi stopami pośliźnie się, przewróci i złamie kość udową, i spędzi miesiące unieruchomiony w łóżku, żeby uniknąć operacji. Elahiego przerażała wizja, że pewnego dnia znajdzie się na sali operacyjnej, obawiał się przede wszystkim narkozy, drżał o to, że straci którąś ze swych zdolności poznawczych, swoją zdolność rozpoznania i oceny dywanów albo niektóre ze wspomnień. Chwycił ręcznik i wytarł włosy. Grzebieniem z niebieskiego plastiku uczesał je i brodę. Odłożył grzebień na komodę, na której stały dwa lichtarze, jeden z bardzo krzywą świecą, drugi bez żadnej świecy. Włożył spodnie z syntetycznej tkaniny, niebieskie, włożył skarpetki, mokasyny, beżowe, ze szpiczastymi noskami, włożył pomarańczową koszulę, lekko przezroczystą, z ogromnym kołnierzem. Na lewej kieszonce widniał znaczek Tigershirts. Elahi włożył do tej kieszonki papierosy, otworzył okno, żeby przewietrzyć pokój, poczuł zimne powietrze i fetor spalin, smród samochodów zasilanych alkoholem, mdlący, pomyślał i zszedł po schodach na parter, powoli i ostrożnie. Schody były bardzo strome.

Największym problemem wynikającym z tego, że Fazal Elahi został porzucony, był fakt, że Bibi nie opuściła go całkowicie, skutecznie. Elahi ciągle widywał jej roztańczone włosy w salonie i słyszał jej głos podśpiewujący w takt piosenek pop, które nagrywała na kasety.

Człowiek opuszcza dom, ale dom nie opuszcza człowieka. Przynajmniej nie z taką samą łatwością. Dom potrzebuje więcej czasu, aby wypuścić człowieka spomiędzy swoich ścian. Mieszkańcy stanowią jego myśli i architektura się ich nie wyrzeka.

Za każdym razem, kiedy ciemne włosy kobiety wypełniały świat wokół niego, Fazal Elahi burzył się i ją przeklinał. Ją i mężczyznę, z którym uciekła.

– Musisz patrzeć na ludzi

jak się patrzy na trzęsienie ziemi – zwrócił się do niego rękoma Badini. Wyciągnął Urywki perskie z torby przewieszonej przez ramię i podał je Elahiemu, żeby przeczytał kawałek:

160c. – Cóż się wydarzyło? – zapytał szejk Junus, kiedy Zakarijja pojawił się w jego domu z podbitymi oczyma i rozbitym nosem.

– Wczoraj, kiedy przechadzałem się z moim przyjacielem Dżawdą, rozpadało się. Pobiegliśmy się schronić i śmialiśmy się, bo byliśmy kompletnie przemoczeni. Niebawem, gdy tylko się rozpogodziło, wróciliśmy do domu. Ja wyszedłem na taras rozwiesić na słońcu zupełnie przemoczone ubranie. Przypadkiem w tej samej chwili ulicą szedł mój przyjaciel, już przebrany. Gdy przechodził pod moją suszarką, spadło mu na głowę kilka kropel. Myślał, że znowu zaczyna padać, ale ja zawołałem go. Kiedy zrozumiał, że te krople spadły z mojego ubrania, wściekł się. Zelżył mnie, wbiegł po schodach na taras i rzucił się na mnie. Człowiek znosi wiele wody, jeśli spada z nieba, lecz nie jest w stanie znieść kilku kropel, jeśli spadają z suszarki. Nikt nie bije nieba, ale ludzi obok nas łatwo winić. Nikt się nie wścieka na trzęsienie ziemi, lecz jeśli ja kimś potrząsnę, rzuci się na mnie.

– Ludzie – powiedział szejk Junus – powinni spoglądać na innych ludzi, jak gdyby tamci byli chmurą albo trzęsieniem ziemi. Dzięki temu nie byłoby wściekłych.

– Rozumiem, co chcesz mi powiedzieć, kuzynie, ale nic na to nie poradzę, przepraszam, ciężko jest robić coś niezgodnego ze swoją naturą. Dzieje się jednak coś gorszego, coś poważniejszego, kuzynie, co być może ci umknęło. Za przeproszeniem, kuzynie, czy już zauważyłeś, że ten dom jest przesączony Bibi? Ciągle wszędzie ją widzę, niech mnie Allah wspomoże. Czy powinniśmy spalić meble albo ofiarować je biednym?

Badini uśmiechnął się.

– Nie ma takiej potrzeby

Czas

pali wszystkie meble.

– Powinienem myśleć, że wszystko to jest wolą Allaha, i przestać winić cudzołożnicę?

Badini schował Urywki perskie do kieszeni. Następnie odwrócił się do Elahiego i powtórzył rękoma:

– Powinniśmy patrzeć na ludzi,

jak patrzymy na trzęsienie ziemi.

23
Fazal Elahi bardzo często zatrzymywał się w pół gestu, z zagubionymi rękami
۲۳

Fazal Elahi bardzo często zatrzymywał się w pół gestu, z zagubionymi rękami, z pustymi oczyma, wspominając Bibi, próbując zużyć wszystkie wspomnienia o niej, w nadziei, że opadną na ziemię niczym zgniłe owoce i zęby, i włosy. Wspomnienia Bibi były wszędzie, za meblami, w talerzach w kuchni, w granatowcu. Wspomnienia takie:

Kiedy Fazal Elahi został narzeczonym Bibi, ona podała mu rękę i Elahiemu wydało się to dziwne; kiedy Fazal Elahi został narzeczonym Bibi, ona objęła Elahiego i jemu wydało się to dziwne; kiedy Fazal Elahi został narzeczonym Bibi, ona pocałowała Elahiego i Elahi zapytał: Wiele podróżowałaś, przepraszam, że nic nie wiem, moja kwietna Bibi, czy tak się zachowują narzeczeni za granicą? Odpowiedziała, że tak. Powiedziała, że w innych krajach narzeczeni chodzą do kina, oglądają filmy akcji, komedie, i całują się w usta, spacerują po ulicach objęci. Powiedziała, że mężczyźni szanują kobiety i pozwalają im mieć ciało, żeby mogły wychodzić na ulicę. Elahi zapytał ją: Ale, ogrodzie mych oczu, skoro mężczyźni całują w usta kobiety przed ślubem, jak mogą szanować kobiety? I Bibi odpowiedziała, że owszem, że za granicą mężczyźni szanują kobiety. I Elahi powiedział, że nie rozumie, bo za granicą mężczyzna żeni się z kobietą po spróbowaniu kobiety, po tym, jak pozna jej ciało, jej biodra, palce u stóp. Za przeproszeniem, Bibi, jak w takim razie może ją szanować? O światło mojej duszy, my tutaj, jak doskonale wiesz, nie robimy nic takiego i nie widzimy spraw w ten niewłaściwy sposób, dla nas kobieta jest tylko duszą, nie ma ciała, my nie żenimy się z nogami i piersiami, żenimy się z tym, co jest w środku. I Bibi powiedziała: Nie bądź śmieszny, Fazalu Elahi, tutaj ożenek to interes, oddajesz się za rodzinną krew, za wiano. Nogi i biodra stanowią część kobiety, popatrz no, (Bibi trzymała się za pośladki obiema rękami) nikt nie jest tylko duszą.

Fazal Elahi postanowił się pozbyć niektórych rzeczy z tych najbardziej przywodzących mu na myśl chwile spędzone z Bibi. Zaczął od wyrzucenia małych przedmiotów, pudełek, liścików, zdjęć. Pakując je do śmieci, spojrzał na japoński samochód, który kupił na życzenie Bibi, żeby wozić ją na przejażdżki. Musiał go sprzedać, to nie był pojazd, to była pułapka pamięci, dodatkowo za duża, żeby zmieścić się w śmieciach. Wyrzuć go, powiedział Badini, ale Elahi odrzekł, że w żadnym razie, że on nie zmieści się w kuble na śmieci, jest ogromny, i dodał, że zna handlarza samochodami, przyjaciela rodziny, więc ten z pewnością zaoferuje dobrą cenę za samochód, który jest jak nowy, tak jakby nie poznał wybrzeża i nigdy nie parkował na plaży, spoglądając na zachód słońca podczas zajadania się owocami morza.

Fazal Elahi jechał do śródmieścia z otwartym oknem i z włączonym radiem. Jego wspomnienia mieszały się z zapachem plastiku, tapicerki, wszystko to wypełniała Bibi, nawet piosenka z radia, Is it me you’re looking for? itd. Fazal Elahi sklął wiatr i zamknął okno, bo ten sam wiatr przywiódł mu na pamięć włosy cudzołożnicy. Przypomniał sobie, jak przez Bibi Badini stracił swój wiersz. Zdarzyło się to, ponieważ Bibi, ledwie wsiadając do samochodu, otwierała okno i zamykała oczy, i śmiała się, podczas gdy wiatr falował wszystkim. Badini był z nimi w samochodzie, siedział z tyłu i pod tylną szybę odłożył kilka wierszy, które napisał na ulotkach reklamowych. Był gorący dzień i przez otwarte okno wpadał silny wiatr. Bibi nuciła jedną ze swych ulubionych piosenek, like a virgin touched for the very noindent time, / like a virgin, / when your heart beats next to mine itd., a potem kilka piosenek ludowych, które tak bardzo zawstydzały Elahiego. Jedna z ulotek reklamowych, na których Badini napisał swoje wiersze, wyleciała przez okno. Fazal Elahi gwałtownie zahamował. Miał zamiar wyskoczyć z samochodu i pognać za latającą ulotką, ale Badini mu przeszkodził, zostaw, powiedział rękami. Chwycił go za ramię i kuzyn ustąpił, myśląc, że tekst nie mógł być ważny, ale zapytał: Co to za wiersz? To ten o rybie, odpowiedział Badini. To jeden z moich ulubionych, stwierdził Elahi, pobiegnę za nim. Badini chwycił go za kamiz i powtórzył rękami, że nie warto. Elahi pomyślał: pewnie zapisał go jeszcze gdzieś indziej albo zapamiętał. Tego o rybie się nie zapomina.

 

Jechali dalej, patrzyli na krajobraz, przyjmowali na twarz wiatr, który omiótłszy włosy Bibi, pachniał mango. Badini schował pozostałe ulotki do skórzanej torby, bo Bibi nie zamknęła okna, mimo że Elahi kazał jej to zrobić: Zamknij okno, Bibi, moje ty drzewko granatowe, przepraszam, ale nie możemy stracić więcej wierszy, wiem, że wychodzę na głupka, ale poezji nie można wyrzucać w taki sposób, tylko Allah wie, co utraciliśmy z tą ulotką. Ani myślę, odpowiedziała ona, jesteśmy na spacerze, zamknięta mogłam zostać w domu.

W miesiąc później Fazal Elahi czytał gazetę w kuchni, kiedy w dziale kultury zobaczył wiersz z ulotki, która odleciała, ten o rybie – któż mógłby go zapomnieć? – podpisany przez kogoś innego. Wygrał nagrodę i w ogóle, podróż na wybrzeże. Obaid Kuta – Elahi nigdy nie zapomniał imienia tego jedynego w swoim rodzaju złodzieja – złapał kartkę i wziął udział w konkursie poezji. Fazal Elahi wściekł się, wbiegł schodami na piętro, wtargnął do pokoju kuzyna, wyrwał go ze snu. Pokazał gazetę Badiniemu, uderzając grzbietem dłoni w stronę, na której wydrukowano wiersz.

– Musimy się odwołać, na Allaha, musimy zdemaskować tego złodzieja poezji – gorączkował się.

Jednak Badini gestami kazał mu się uspokoić. Wziął gazetę, przeczytał tekst, uśmiechnął się i powiedział:

– Jestem bardzo zadowolony, że mój wiersz

zdołał osiągnąć to, czego pragnąłem.

Fazal Elahi zatrzymał samochód. Obrzucił go spojrzeniem. Jest pełen wspomnień, pomyślał i przesunął dłonią po lśniącej, nieskazitelnej karoserii, żółtej niczym słońce – umył samochód przed wyjściem z domu, żeby podnieść jego wartość, gdyż zwykle utrzymywał go w brudzie i kurzu, aby przygasić kolor i spróbować mniej się rzucać w oczy.

Pewnie jest jeszcze sporo wart, pomyślał.