Dziady, część III

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

SCENA VI

Pokój sypialny wspaniały – Senator obraca się na łożu i wzdycha – Dwóch Diabłów nad głową

DIABEŁ I

 
Spił się, a nie chce spać,
Muszę tak długo stać,
Łajdaku, cicho leż!
Czy go tam kole jeż?
 

DIABEŁ II

 
Syp mu na oczy mak.
 

DIABEŁ I

 
Zasnął, wpadnę jak zwierz.
 

DIABEŁ II

 
Jako na wróbla ptak.
 

OBADWAJ

 
Duszę do piekła wlec,
Wężami smagać, piec.
 

BELZEBUB

 
Wara!
 

DWAJ DIABŁY

 
                  Coś ty za kmotr?
 

BELZEBUB

 
                  Belzebub.
 

DWAJ DIABŁY

 
                  No, i cóż?
 

BELZEBUB

 
Zwierzyny mi nie płosz.
 

DIABEŁ I

 
Ale gdy zaśnie łotr,
Do mnie należy sen?
 

BELZEBUB

 
Jak ujrzy noc i żar,
Srogość i mnogość kar,
Zlęknie się naszych scen;
Przypomni jutro sen,
Może poprawić się,
Jeszcze daleko zgon.
 

DIABEŁ II

wyciągając szpony

 
Pozwól zabawić się —
Co ty o niego drżysz,
Gdy poprawi się on,
Ja każę święcić się
I wezmę w ręce krzyż.
 

BELZEBUB

 
Jak zbyt nastraszysz raz,
Gotów przypomnieć sen,
Gotów oszukać nas,
Wypuścisz ptaka z rąk.
 

DIABEŁ I

pokazując sennego

 
Ależ braciszek ten,
Ten mój najmilszy syn,
Będzież on spał bez mąk?
Nie chcesz? – ja męczę sam.
 

BELZEBUB

 
Łotrze, a znasz mój czyn65?
Od cara zwierzchność mam!
 

DIABEŁ I

 
Pardon – cóż każesz Waść?
 

BELZEBUB

 
Możesz na duszę wpaść,
Możesz ją w pychę wzdąć,
A potem w hańbę pchnąć,
Możesz w pogardzie wlec
I szyderstwami siec,
Ale o piekle cyt!
My lećmy – fit, fit, fit.
 

odlatuje

DIABEŁ I

 
Więc ja za duszę cap;
Aha, łajdaku, drżysz!
 

DIABEŁ II

 
Tylko ją bierz do łap
Lekko, jak kotek mysz.
 

WIDZENIE SENATORA

SENATOR

przez sen

 
Pismo! – to dla mnie – reskrypt Jego Carskiej Mości!
Własnoręczny, – ha! ha! ha! – rubli sto tysięcy.
Order! – gdzie – lokaj, przypnij – tu. Tytuł książęcy!
A! – a! – Wielki Marszałku; a! – pękną z zazdrości:
 

przewraca się

 
Do Cesarza! – przedpokój – oni wszyscy stoją;
Nienawidzą mnie wszyscy, kłaniają się, boją.
Marszałek – Grand Contrôleur66 – ledwie poznasz, w masce.
Ach, jakie lube szemrania,
Dokoła lube szemrania:
Senator w łasce, w łasce, w łasce, w łasce, w łasce.
Ach, niech umrę, niech umrę śród tego szemrania,
Jak śród nałożnic moich łaskotania!
Każdy się kłania,
Jestem duszą zebrania.
Patrzą na mnie, zazdroszczą – nos w górę zadzieram:
O rozkoszy! umieram, z rozkoszy umieram!
 

przewraca się

 
Cesarz! – Jego Imperatorska Mość – a! Cesarz wchodzi,
A! – co? – nie patrzy! zmarszczył brwi – spojrzał ukosem?
Ach! – Najjaśniejszy Panie – ach! – nie mogę głosem —
Głos mi zamarł – ach, dreszcz, pot, – ach! dreszcz ziębi, chłodzi. —
Ach, Marszałek! – co? do mnie odwraca się tyłem.
Tyłem, a! senatory, dworskie urzędniki!
Ach, umieram, umarłem, pochowany, zgniłem,
I toczą mię robaki, szyderstwa, żarciki.
Uciekają ode mnie. Ha! jak pusto! głucho.
Szambelan szelma, szelma! patrz, wyszczyrza zęby —
Dbrum – ten uśmiech jak pająk wleciał mi do gęby.
 

spluwa

 
Jaki dźwięk! – to kalambur – o brzydka mucho;
 

opędza koło nosa

 
Lata mi koło nosa
Jak osa,
I epigramy, żarciki, przytyki,
Te szmery, – ach, to świerszcze wlazły mi w ucho:
Moje ucho, moje ucho!
 

wytrząsa palcem ucho

 
Jaki szmer – kamerjunkry świszczą jak puszczyki,
Damy ogonem skrzeczą jak grzechotniki,
Jaki okropny szmer! śmiechy! wrzaski:
Senator wypadł z łaski, z łaski! z łaski, z łaski.
 

pada z łóżka na ziemią

DIABŁY

zstępują widomie

 
Teraz duszę ze zmysłów wydrzem, jak z okucia
Psa złego; lecz nie całkiem, nałożym kaganiec,
Na wpół zostawim w ciele, by nie tracił czucia;
Drugą połowę wleczmy aż na świata kraniec,
Gdzie się doczesność kończy, a wieczność zaczyna,
Gdzie z sumnieniem graniczy piekielna kraina;
I złe psisko uwiążem tam, na pograniczu:
Tam pracuj, ręko moja, tam świstaj, mój biczu.
Nim trzeci kur zapieje, musim z tej męczarni
Wrócić zmordowanego, skalanego ducha;
Znowu przykuć do zmysłów jako do łańcucha,
I znowu w ciele zamknąć jako w brudnej psiarni.
 

SCENA VII. SALON WARSZAWSKI

Kilku wielkich Urzędników, kilku wielkich Literatów, kilka Dam wielkiego tonu, kilku Jenerałów i Sztabsoficerow; wszyscy incognito piją herbatę przy stoliku – bliżej drzwi kilku Młodych ludzi i dwóch Starych Polaków. Stojący rozmawiają z żywością – towarzystwo stolikowe mówi po francusku, przy drzwiach po polsku

PRZY DRZWIACH

ZENON NIEMOJEWSKI

do Adolfa

 
To i u was na Litwie toż samo się dzieje?
 

ADOLF

 
Ach, u nas gorzej jeszcze, u nas krew się leje!
 

NIEMOJEWSKI

 
Krew?
 

ADOLF

 
                  Nie na polu bitwy, lecz pod ręką kata,
Nie od miecza, lecz tylko od pałki i bata.
 

Rozmawiają ciszej

PRZY STOLIKU

HRABIA

 
To bal był taki świetny, i wojskowych wiele?
 

FRANCUZ

 
Ja słyszałem, że było pusto jak w kościele.
 

DAMA

 
Owszem, pełno —
 

HRABIA

 
                  I świetny?
 

DAMA

 
                  O tym mówić długo.
 

KAMERJUNKIER

 
 
Służono najniezgrabniej, choć z liczną usługą;
Nie miałem szklanki wina, ułamku pasztetu,
Tak zawalono całe wniście do bufetu.
 

DAMA I

 
W sali tańców zgoła nic nie ugrupowano,
Jak na raucie angielskim po nogach deptano.
 

DAMA II

 
Bo to był tylko jeden z prywatnych wieczorów.
 

SZAMBELAN

 
Przepraszam, bal proszony – mam dotąd bilety.
 

wyjmuje inwitacje67 i pokazuje, wszyscy przekonywają się

DAMA I

 
Tym gorzej; pomieszano grupy, toalety,
Nie można było zgoła ocenić ubiorów.
 

DAMA II

 
Odtąd jak Nowosilcow wyjechał z Warszawy,
Nikt nie umie gustownie urządzić zabawy:
Nie widziałam pięknego balu ani razu.
On umiał ugrupować bal na kształt obrazu;
 

Słychać między mężczyznami śmiech

DAMA I

 
Śmiejcie się, Państwo, mówcie, co się wam podoba,
A była to potrzebna w Warszawie osoba.
 

PRZY DRZWIACH

JEDEN Z MŁODYCH

 
Cichowski uwolniony?
 

ADOLF

 
                  Ja znam Cichowskiego.
Właśnie byłem, chciałem się dowiedzieć od niego,
Żeby między naszymi na Litwie rozgłosić.
 

ZENON NIEMOJEWSKI

 
My powinniśmy z sobą łączyć się i znosić;
Inaczej, rozdzieleni, wszyscy zginiem marnie.
 

gadają ciszej

MŁODA DAMA

przy nich stojąca

 
A jakie on okropne wytrzymał męczarnie!
 

rozmawiają

PRZY STOLIKU

JENERAŁ

do Literata

 
Ale przeczytaj wreszcie – dajże się uprosić.
 

LITERAT

 
Ja nie umiem na pamięć.
 

JENERAŁ

 
                  Zwykłeś z sobą nosić.
Masz przy sobie pod frakiem – a – widzę okładki:
Damy chcą słyszeć.
 

LITERAT

 
                  Damy? – a! – to literatki.
Więcej wierszy francuskich na pamięć umieją
Niźli ja.
 

JENERAŁ

idzie mówiąc z Damami

 
                  Tylko niechaj Panie się nie śmieją.
 

DAMA

 
Macie robić lekturę? – przepraszam – choć umiem
Po polsku, ale polskich wierszy nie rozumiem.
 

JENERAŁ

do Oficera

 
Ma racyję po części, bo nudne po trochu.
 

pokazuje na Literata

 
Opiewa tysiąc wierszy o sadzeniu grochu.
 

do Literata

 
Czytajże, jeśli ciebie nie będziem słuchali —
To patrz —
 

pokazując na drugiego Literata

 
                  ten nam gazeciarz swe rymy wypali.
Śliczna byłaby wszystkim słuchaczom przysługa.
Patrz, jak się on zaprasza, jak śmieje się, mruga;
I usta już otworzył jak zdechłą ostrygę,
I oko zwrócił wielkie i słodkie jak figę.
 

LITERAT

do siebie

 
Wychodzą —
 

do Jenerała

 
                  Długie wiersze, ja bym piersi strudził.
 

JENERAŁ

do Oficera

 
Dobrze, że nie chce czytać, boby nas zanudził.
 

MŁODA DAMA

oddzielając się od grupy młodszej, ode drzwi, do stolika

 
A to jest rzecz okropna – słuchajcie, Panowie!
 

do Adolfa

 
Niechaj Pan tym Ichmościom o Cichowskim powie.
 

OFICER WYŻSZY

 
Cichowski wypuszczony?
 

HRABIA

 
                  Przesiedział lat tyle
W więzieniu —
 

SZAMBELAN

 
                  Ja myśliłem, że leżał w mogile.
 

do siebie

 
O takich rzeczach słuchać nie bardzo bezpiecznie,
A wyjść w środku powieści byłoby niegrzecznie.
 

wychodzi

HRABIA

 
Wypuszczony? – to dziwna.
 

ADOLF

 
                  Nie znaleźli winy.
 

MISTRZ CEREMONII

 
Któż tu mówi o winach; – są inne przyczyny —
Kto długo był w więzieniu, widział, słyszał wiele —
A rząd ma swe widoki, ma głębokie cele,
Które musi ukrywać. – To jest rzecz rządowa —
Tajniki polityczne – myśl gabinetowa.
To się tak wszędzie dzieje – są tajniki stanu —
Ale Pan z Litwy, – a! a! – to jest dziwno Panu.
Panowie na wsi, to tak chcecie o cesarstwie
Wiedzieć wszystko, jak gdyby o swym gospodarstwie.
 

uśmiecha się

KAMERJUNKIER

 
Pan z Litwy, i po polsku? nie pojmuję wcale —
Ja myśliłem, że w Litwie to wszystko Moskale.
O Litwie, dalibógże! mniej wiem niż o Chinach —
Constitutionnel coś raz pisał o Litwinach,
Ale w innych gazetach francuskich ni słowa.
 

PANNA

do Adolfa

 
Niech Pan opowie, – to rzecz ważna, narodowa.
 

STARY POLAK

 
Znałem starych Cichowskich, uczciwa rodzina;
Oni są z Galicyi. Słyszałem, że syna
Wzięli i zamorzyli: – mój krewny daleki!
Nie widziałem go dawno, – o ludzie! o wieki!
Trzy pokolenia przeszły, jak nas przemoc dręczy;
Męczyła ojców naszych, – dzieci, wnuków męczy!
 

ADOLF

Wszyscy zbliżają się i słuchają

 
Znałem go będąc dzieckiem; – był on wtenczas młody,
Żywy, dowcipny, wesół i sławny z urody;
Był duszą towarzystwa; gdzie się tylko zjawił.
Wszystkich opowiadaniem i żartami bawił;
Lubił dzieci, i często brał mię na kolana,
U dzieci miał on tytuł «wesołego pana».
Pamiętam włosy jego, – nieraz ręce moje
Plątałem w jasnych włosów kędzierzawe zwoje.
Wzrok pamiętam, – musiał być wesoły, niewinny,
Bo kiedy patrzył na nas, zdawał się dziecinny;
I patrząc na nas, wabił nas do swej źrenicy,
Patrząc nań, myśleliśmy, żeśmy rówiennicy.
On wtenczas miał się żenić; – pomnę, że przynosił
Dzieciom dary swej przyszłej i na ślub nas prosił.
Potem długo nie przyszedł, i mówiono w domu,
Że nie wiedzieć gdzie zniknął, umknął po kryjomu,
Szuka rząd, ale śladu dotąd nie wytropił, —
Na koniec powiedziano: zabił się, utopił.
Policyja dowodem stwierdziła domysły,
Znaleziono płaszcz jego nad brzegami Wisły;
Przyniesiono płaszcz żonie – poznała – on zginął;
Trupa nie znaleziono – i tak rok przeminął.
Dlaczegóż on się zabił? – pytano, badano,
Żałowano, płakano; wreszcie – zapomniano.
 
 
I minęło dwa lata. Jednego wieczora
Więźniów do Belwederu wiedziono z klasztora.
Wieczór ciemny i dżdżysty; – nie wiem, czy przypadkiem,
Czy umyślnie ktoś był tej procesyi świadkiem;
Może jeden z odważnych warszawskich młodzieńców,
Którzy śledzą pobytu i nazwiska jeńców:
Warty stały w ulicach, głucho było w mieście —
Wtem ktoś zza muru krzyknął: «Więźnie, kto jesteście?»
Sto ozwało się imion; – śród nich dosłyszano
Jego imię, i żonie nazajutrz znać dano.
Pisała i latała, prosiła, błagała,
Lecz prócz tego imienia – nic nie posłyszała.
I znowu lat trzy przeszło bez śladu, bez wieści.
Lecz nie wiedzieć kto szerzył w Warszawie powieści,
Że on żyje, że męczą, że przyznać się wzbrania
I że dotąd nie złożył żadnego wyznania;
Że mu przez wiele nocy spać nie dozwolano,
Że karmiono śledziami i pić nie dawano;
Że pojono opijum, nasyłano strachy,
Larwy; że łaskotano w podeszwy, pod pachy —
Lecz wkrótce innych wzięto, o innych zaczęli
Mówić; żona płakała, wszyscy zapomnieli.
 
 
Aż niedawno przed domem żony w nocy dzwonią —
Otworzono: Oficer i żandarm pod bronią,
I więzień. – On – każą dać pióra i papieru;
Podpisać, że wrócony żywy z Belwederu.
Wzięli podpis, i palcem pogroziwszy: «Jeśli
Wydasz…» – i nie skończyli; jak weszli, odeszli.
To on był. – Biegę widzieć, przyjaciel ostrzega:
«Nie idź dzisiaj, bo spotkasz pod wrotami szpiega».
Idę nazajutrz, w progu policejskie draby;
Idę w tydzień, on sam mię nie przyjmuje, słaby.
Aż niedawno za miastem w pojeździe spotkałem —
Powiedziano, że to on, bo go nie poznałem.
Utył, ale to była okropna otyłość:
Wydęła go zła strawa i powietrza zgniłość;
Policzki mu nabrzmiały, pożółkły i zbladły,
W czole zmarszczki pół wieku, włosy wszystkie spadły.
Witam, on mię nie poznał, nie chciał mówić do mnie,
Mówię, kto jestem, patrzy na mnie bezprzytomnie.
Gdym dawnej znajomości szczegóły powiadał,
Wtenczas on oczy we mnie utopił i badał.
Ach! wszystko, co przecierpiał w swych męczarniach dziennych,
I wszystko, co przemyślił w swych nocach bezsennych,
Wszystko poznałem w jednej chwili z jego oka;
Bo na tym oku była straszliwa powłoka.
Źrenice miał podobne do kawałków szklanych,
Które zostają w oknach więzień kratowanych,
Których barwa jest szara jak tkanka pajęcza,
A które, patrząc z boku, świecą się jak tęcza:
I widać w nich rdzę krwawą, iskry, ciemne plamy,
Ale ich okiem na wskroś przebić nie zdołamy:
Straciły przezroczystość, lecz widać po wierzchu,
Że leżały w wilgoci, w pustkach, w ziemi, w zmierzchu.
W miesiąc poszedłem znowu, myśliłem, że zdoła
Rozpatrzyć się na świecie i pamięć przywoła.
Lecz tyle tysięcy dni był pod śledztwa próbą,
Tyle tysięcy nocy rozmawiał sam z sobą,
Tyle lat go badały mękami tyrany,
Tyle lat otaczały słuch mające ściany;
A całą jego było obroną – milczenie,
A całym jego były towarzystwem – cienie;
Że już się nie udało wesołemu miastu
Zgładzić w miesiąc naukę tych lat kilkunastu.
Słońce zda mu się szpiegiem, dzień donosicielem,
Domowi68 jego strażą, gość nieprzyjacielem.
Jeśli do jego domu przyjdzie kto nawiedzić,
Na klamki trzask on myśli zaraz: idą śledzić;
Odwraca się i głowę na ręku opiera,
Zdaje się, że przytomność, moc umysłu zbiera:
Ścina usta, by słowa same nie wypadły,
Oczy spuszcza, by szpiegi z oczu co nie zgadły.
Pytany, myśląc zawsze, że jest w swym więzieniu,
Ucieka w głąb pokoju i tam pada w cieniu,
Krzycząc zawsze dwa słowa: «Nic nie wiem, nie powiem!»
I te dwa słowa – jego stały się przysłowiem;
I długo przed nim płacze na kolanach żona
I dziecko, nim on bojaźń i wstręt swój pokona.
 
 
Przeszłą niewolę lubią opiewać więźniowie;
Myśliłem, że on ją nam najlepiej opowie,
Wyda na jaw spod ziemi i spod straży zbirów
Dzieje swe, dzieje wszystkich Polski bohatyrów: —
Bo teraz Polska żyje, kwitnie w ziemi cieniach,
Jej dzieje na Sybirze, w twierdzach i więzieniach.
I cóż on na pytania moje odpowiedział?
Że o swoich cierpieniach sam już nic nie wiedział,
Nie pomniał. – Jego pamięć zapisana cała
Jak księga herkulańska pod ziemią spróchniała:
Sam autor zmartwychwstały nie umie w niej czytać,
Rzekł tylko: «Będą o to Pana Boga pytać,
On to wszystko zapisał, wszystko mnie opowie».
 

Adolf łzy ociera

 

Długie milczenie

DAMA MŁODA

do Literata

 
Czemu to o tym pisać nie chcecie, Panowie?
 

HRABIA

 
Niech to stary Niemcewicz w pamiętniki wsadzi:
On tam, słyszałem, różne szpargały gromadzi.
 

LITERAT I

 
To historyja!
 

LITERAT II

 
                  Straszna.
 

KAMERJUNKIER

 
                  Dalbóg, wyśmienita.
 

LITERAT I

 
Takich dziejów słuchają, lecz kto je przeczyta?
I proszę, jak opiewać spółczesne wypadki;
Zamiast mitologiji są naoczne świadki.
Potem, jest to wyraźny, święty przepis sztuki,
Że należy poetom czekać – aż – aż —
 

JEDEN Z MŁODZIEŻY

 
                  Póki? —
Wieleż lat czekać trzeba, nim się przedmiot świeży
Jak figa ucukruje, jak tytuń uleży?
 

LITERAT I

 
Nie ma wyraźnych reguł.
 

LITERAT II

 
                  Ze sto lat.
 

LITERAT I

 
                  To mało!
 

LITERAT III

 
Tysiąc, parę tysięcy —
 

LITERAT IV

 
                  A mnie by się zdało,
Że to wcale nie szkodzi, że przedmiot jest nowy,
Szkoda tylko, że nie jest polski, narodowy.
Nasz naród się prostotą, gościnnością chlubi,
Nasz naród scen okropnych, gwałtownych nie lubi; —
Śpiewać, na przykład, wiejskich chłopców zalecanki.
Trzody, cienie – Sławianie, my lubim sielanki.
 

LITERAT I

 
Spodziewam się, że Panu przez myśl nie przejedzie,
Aby napisać wierszem, że ktoś jadał śledzie.
Ja mówię, że poezji nie ma bez poloru,
A polor być nie może tam, gdzie nie ma dworu:
Dwór to sądzi o smaku, piękności i sławie;
Ach, ginie Polska! dworu nie mamy w Warszawie.
 

MISTRZ CEREMONII

 
Nie ma dworu! – a to mię dziwi niepomału,
Przecież ja jestem mistrzem ceremonijału.
 

HRABIA

cicho do Mistrza

 
Gdybyś Namiestnikowi wyrzekł za mną słówko,
Moja żona byłaby pierwszą pokojówką.
 

głośno

 
Ale próżno, nie dla nas wysokie urzędy!
Arystokracja tylko ma u dworu względy.
 

DRUGI HRABIA

niedawno kreowany69 z mieszczan

 
Arystokracja zawsze swobód jest podporą,
Niech państwo przykład z Wielkiej Brytaniji biorą.
 

Zaczyna się kłótnia polityczna – młodzież wychodzi

PIERWSZY Z MŁODYCH

 
A łotry! – o, to kija!
 

A *** G ***

 
                  O, to stryczka, haku!
Ja bym im dwór pokazał, nauczyłbym smaku.
 

N***

 
Patrzcie, cóż my tu poczniem, patrzcie, przyjaciele,
Otóż to jacy stoją na narodu czele.
 

WYSOCKI

 
Powiedz raczej: na wierzchu. Nasz naród jak lawa,
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa,
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi;
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.
 

odchodzą

SCENA VIII. PAN SENATOR

W Wilnie – sala przedpokojowa; na prawo drzwi do sali komisji śledczej, gdzie prowadzą więźniów i widać ogromne pliki papierów – w głębi drzwi do pokojów Senatora, gdzie słychać muzykę – czas po obiedzie – u okna siedzi Sekretarz nad papierami; dalej nieco na lewo stolik, gdzie grają w wiska – Nowosilcow pije kawę; koło niego szambelan Bajkow, Pelikan i jeden Doktor – u drzwi warta i kilku Lokajów nieruchomych

SENATOR

do Szambelana

 
Diable! quelle corvée! 70 – przecież po obiedzie.
La princesse 71 nas z[a]wiodła i dziś nie przyjedzie.
Zresztą, en fait des dames72, stare, albo głupie: —
Gadać, imaginez-vous73, o sprawach przy supie74!
Je jure 75, tych patryjotków nie mieć à ma table,
Avec leur franc parler et leur ton détestable.
Figurez-vous 76 – ja gadam o strojach, kasynie,
A moja kompanija o ojcu, o synie: —
«On stary, on zbyt młody, Panie Senatorze,
On kozy znieść nie może, Panie Senatorze,
On prosi spowiednika, on chce widzieć żonę,
On…» – Que sais-je!77 – piękny dyskurs78 w obiady proszone.
Il y a de quoi 79 oszaleć, muszę skończyć sprawę
I uciec z tego Wilna w kochaną Warszawę80.
Monseigneur 81 mnie napisał de revenir bientôt82,
On się beze mnie nudzi, a ja z tą hołotą —
Je n'en puis plus 83
 

DOKTOR

podchodząc

 
                  Mówiłem właśnie, Jaśnie Panie,
Że ledwie rzecz zaczęta, i sprawa w tym stanie,
W jakim jest chory, kiedy lekarz go nawiedzi
I zrobi anagnosin84. Mnóstwo uczniów siedzi,
Tyle było śledzenia, żadnego dowodu;
Jeszcześmy nie trafili w samo jądro wrzodu.
Cóż odkryto? wierszyki! ce sont de maux légers,
Ce sont, można powiedzieć, accidents passagers85;
Ale osnowa spisku dotąd jest tajemną,
I…
 

SENATOR

z urazą

 
                  Tajemną? – to, widzę, Panu w oczach ciemno!
I nie dziw, po obiedzie – więc, signor Dottore,
Adio, bona notte 86 – dzięki za perorę!
Tajemną! sam śledziłem i ma być tajemną?
I vous osez87, Docteur, mówić tak przede mną?
Któż kiedy widział formalniejsze śledztwa?
 

pokazując papiery

 
Wyznania dobrowolne, skargi i świadectwa,
Wszystko jest, i tu cały spisek świętokradzki
Stoi spisany jasno jak ukaz senacki88. —
Tajemną! – za te nudy, owóż co mam w zysku.
 

DOKTOR

 
Jaśnie Panie, excusez89, któż wątpi o spisku!
Właśnie mówią – że…
 

LOKAJ

 
                  Człowiek kupca Kanissyna
Czeka i jakiś Panu rejestr90 przypomina.
 

SENATOR

 
Rejestr? jaki tam rejestr? – kto?
 

LOKAJ

 
                  Kupiec Kanissyn,
Co mu Pan przyjść rozkazał…
 

SENATOR

 
                  Idźże precz, sukisyn!
Widzisz, że ja zajęty.
 

DOKTOR

do Lokajów

 
                  A głupie bestyje!
Przychodzić – Pan Senator, widzisz, kawę pije.
 

SEKRETARZ

wstając od stolika

 
On powiada, że jeśli Pan zapłatę zwleka,
On zrobi proces.
 

SENATOR

 
                  Napisz grzecznie, niechaj czeka.
 

zamyśla się

 
A propos – ten Kanissyn – trzeba mu wziąć syna
Pod śledztwo – Oj, to ptaszek!
 

SEKRETARZ

 
                  To mały chłopczyna.
 

SENATOR

 
Oni wszyscy mali, ale patrz w ich serce; —
Najlepiej ogień zgasić, dopóki w iskierce.
 

SEKRETARZ

 
Syn Kanissyna w Moskwie.
 

SENATOR

 
                  W Moskwie? – a, voyez-vous91,
Emisaryjusz klubów92. – Czas zabieżeć temu,
Wielki czas.
 

SEKRETARZ

 
                  On podobno u kadetów służy.
 

SENATOR

 
U kadetów? – voyez-vous, on tam wojsko burzy.
 

SEKRETARZ

 
Dzieckiem z Wilna wyjechał.
 

SENATOR

 
                  Oh! cet incendiaire93,
Ma tu korespondentów.
 

do Sekretarza

 
                  Ce n'est pas ton affaire94;
Rozumiesz! – Hej, dyżurny! – We dwadzieście cztery
Godzin wysłać kibitkę i zabrać papiery.
Zresztą ojciec lękać się nas nie ma przyczyny,
Jeśli syn dobrowolnie przyzna się do winy.
 

DOKTOR

 
Właśnie jak miałem honor mówić Jaśnie Panu,
Są tam ludzie różnego i wieku, i stanu; —
To najniebezpieczniejsze jest spisku symptoma,
A wszystkim rusza pewna sprężyna kryjoma,
Którą…
 

SENATOR

z urazą

 
                  Kryjoma?
 

DOKTOR

 
                  Mówię, tajemnie skrywana,
Odkryta dzięki przezorności Jaśnie Pana.
 

Senator odwraca się

do siebie

 
To szatan niecierpliwy, – z tym człowiekiem bieda!
Mam tyle ważnych rzeczy; wymówić mi nie da.
 

PELIKAN

do Senatora

 
Co Pan Senator każe z Rollisonem robić?
 

SENATOR

 
Jakim?
 

PELIKAN

 
                  Co to na śledztwie musiano go obić.
 

SENATOR

 
Eh bien? 95
 

PELIKAN

 
                  On zachorował.
 

SENATOR

 
                  Wieleż kijów dano?
 

PELIKAN

 
Byłem przy śledztwie, ale tam nie rachowano —
Pan Botwinko śledził go.
 

BAJKOW

 
                  Pan Botwinko; cha, cha —
O! nieprędko on kończy, gdy się raz rozmacha.
Ja zaręczam, że on go opatrzył nieszpetnie —
Parions 96, że mu wyliczył najmniej ze trzy setnie.
 

SENATOR

zadziwiony

 
Trois cents coups et vivant? trois cents coups, le coquin,
Trois cents coups sans mourir, – quel dos de jacobin! 97
Myśliłem, że w Rosyi la vertu cutanée
Surpasse tout – ten łotr ma une peau mieux tannée!
Je n'y conçois rien! – ha, ha, ha, ha, mon ami! 98
 

do grającego w wiska, który czeka na swego kompana

 
Polaki nam odbiorą nasz handel skórami.
Un honnête soldat en serait mort dix fois!
Quel rebelle! 99
 

podchodzi do stolika

 
                  Dla Pana mam un homme de bois100
Chłopiec drewniany; dał mu sam Botwinko kije.
Trzysta kijów dziecięciu – figurez-vous?101 żyje!
 

do Pelikana

 
Nic nie wyznał?
 

PELIKAN

 
                  Prawie nic; – zęby tylko zaciął,
Krzyczy, że nie chce skarżyć niewinnych przyjaciół.
Ale z tych kilku słówek odkrywa się wiele —
Widać, że ci uczniowie – jego przyjaciele.
 

SENATOR

 
C’est juste 102: jaki upór!
 

DOKTOR

 
                  Właśnie powiadałem
Jaśnie Panu, że młodzież zarażają szałem,
Ucząc ich głupstw: na przykład, starożytne dzieje!
Któż nie widzi, że młodzież od tego szaleje.
 

SENATOR

wesoło

 
Vous n'aimez pas l'histoire, – ha, ha, un satirique
Aurait dit, że boisz się devenir historique 103.
 

DOKTOR

 
I owszem, uczyć dziejów, niech się młodzież dowie,
Co robili królowie, wielcy ministrowie…
 

SENATOR

 
C'est juste.
 

DOKTOR

ucieszony

 
Właśnie mówię, widzi Pan Dobrodziéj,
Że jest sposób wykładać dzieje i dla młodzi.
Lecz po co zawsze prawić o republikanach.
Zawsze o Ateńczykach, Spartanach, Rzymianach.
 

PELIKAN

do jednego ze swoich towarzyszów, pokazując Doktora

 
Patrz, patrz, jak za nim łazi pochlebca przeklęty,
I wścibi się mu w łaskę – co to za wykręty!
 

podchodzi do Doktora

 
Ale cóż o tym mówić, czy to teraz pora;
Zważ no, czy można nudzić pana Senatora.
 

LOKAJ

do Senatora

 
Czy Pan rozkaże wpuścić te panie – kobiety —
Pan wie – co wysiadają tu co dzień z karety —
Jedna ślepa, a druga —
 

SENATOR

 
                  Ślepa? któż to ona?
 

LOKAJ

 
Pani Rollison
 

PELIKAN

 
                  Matka tego Rollisona.
 

LOKAJ

 
Co dzień tu są.
 

SENATOR

 
                  Odprawić było —
 

DOKTOR

 
                  Z Panem Bogiem!
 

LOKAJ

 
Odprawiamy, lecz siada i skwierczy pod progiem.
Kazaliśmy brać w areszt, – ze ślepą kobiétą
Trudno iść, lud się skupił, żołnierza wybito.
Czy mam wpuścić?
 

SENATOR

 
                  E! rady sobie dać nie umiesz —
Wpuścić, tylko aż do pół schodów – czy rozumiesz?
A potem ją sprowadzić – aż w dół – o tak tęgo;
 

z gestem

 
Żeby nas nie nudziła więcej swą włóczęgą.
 

Drugi Lokaj wchodzi i oddaje list Bajkowowi

 
No, czegóż stoisz, pójdźże —
 

BAJKOW

 
                  Elle porte une lettre104.
 

oddaje list

SENATOR

 
Któż by to za nią pisał105?
 

BAJKOW

 
                  La princesse peut-être106.
 

SENATOR

czyta

 
Księżna! skąd jej to przyszło? na kark mi ją wpycha.
Avec quelle chaleur! 107 – Wpuścić ją, do licha.
 

Wchodzą dwie Damy i Ksiądz Piotr

PELIKAN

do Bajkowa

 
To stara czarownica, mère de ce fripon108.
 

SENATOR

grzecznie

 
Witam, witam, któraż z pań jest pani Rollison?
 

P. ROLLISON

z płaczem

 
– Ja – mój syn! Panie Dobrodzieju…
 

SENATOR

 
                  Proszę – chwilę,
Pani masz list, a po cóż przyszło tu Pań tyle?
 

DRUGA DAMA

 
Nas dwie.
 

SENATOR

do Drugiej

 
                  I po cóż Panią mam tu honor witać?
 

DRUGA

 
Pani Rollison trudno drogi się dopytać,
Nie widzi. —
 

SENATOR

 
                  Ha! nie widzi – a to wącha może?
Bo co dzień do mnie trafia.
 

DRUGA

 
                  Ja tu ją przywożę,
Ona sama i stara, i nie bardzo zdrowa.
 

P. ROLLISONOWA

 
Na Boga…!
 

SENATOR

 
                  Cicho.
 

do Drugiej

 
                  Pani któż jesteś?
 

DRUGA

 
                  Kmitowa.
 

SENATOR

 
Lepiej siedź w domu i miej o synach staranie,
Jest na nich podejrzenie.
 

KMITOWA

bladnąc

 
                  Jak to, jak to? Panie!
 

Senator śmieje się

P. ROLLISONOWA

 
Panie! litość – ja wdowa! Panie Senatorze!
Słyszałam, że zabili – czyż można, mój Boże!
Moje dziecko! – Ksiądz mówi, że on jeszcze żyje;
Ale go biją, Panie! któż dzieci tak bije! —
Jego zbito – zlituj się – po katowsku zbito.
 

płacze

SENATOR

 
Gdzie? kogo? – gadaj przecie po ludzku, kobiéto.
 

P. ROLLISONOWA

 
Kogo? ach, dziecko moje! Mój Panie – ja wdowa —
Ach, wieleż to lat, póki człek dziecko wychowa!
Mój Jaś już drugich uczył; niech Pan wszystkich spyta,
Jak on uczył się dobrze. – Ja biedna kobiéta!
On mnie żywił ze swego szczupłego dochodu —
Ślepa, on był mnie okiem – Panie, umrę z głodu.
 

SENATOR

 
Kto poplótł, że go bili, nie wyjdzie na sucho.
Kto mówił?
 

P. ROLLISONOWA

 
                  Kto mnie mówił? ja mam matki ucho.
Ja ślepa; teraz w uchu cała moja dusza,
Dusza matki. – Wiedli go wczora do ratusza;
Słyszałam —
 

SENATOR

 
                  Wpuszczono ją?
 

P. ROLLISONOWA

 
                  Wypchnęli mię z progu
I z bramy, i z dziedzińca. Siadłam tam na rogu,
Pod murem; – mury grube, – przyłożyłam ucho —
Tam siedziałam od rana. – W północ, w mieście głucho,
Słucham – w północ, tam z muru – nie, nie zwodzę siebie;
Słyszałam go, słyszałam, jak Pan Bóg na niebie;
Ja głos jego słyszałam uszami własnemi —
Cichy, jakby spod ziemi, jak ze środka ziemi. —
I mój słuch wszedł w głąb muru, daleko, głęboko;
Słyszałam, męczono go —
 

SENATOR

 
                  Jak w gorączce bredzi!
Ale tam, moja Pani, wielu innych siedzi?
 

P. ROLLISONOWA

 
Jak to? – czyż to nie był głos mojego dziecięcia?
Niema owca pozna głos swojego jagnięcia
Śród najliczniejszej trzody – ach, to był głos taki! —
Ach, dobry Panie, żebyś słyszał raz głos taki,
Ty byś już nigdy w życiu spokojnie nie zasnął!
 

SENATOR

 
Syn Pani zdrów być musi, gdy tak głośno wrzasnął.
 

P. ROLLISONOWA

pada na kolana

 
Jeśli masz ludzkie serce…
 

Otwierają się drzwi od sali – słychać muzykę, – wbiega Panna ubrana jak na bal

PANNA

 
                  Monsieur le Sénateur —
Oh! je vous interromps, on va chanter le choeur
De «Don Juan»; et puis le concerto de Herz… 109
 

SENATOR

 
Herz! choeur! tu także była mowa około serc110.
Vous venez à propos, vous belle comme un coeur.
Moment sentimental! il pleut ici des coeurs 111.
 

do Bajkowa

 
Żeby le grand-duc Michel112 ten kalambur wiedział,
Ma foi 113, to już bym dawno w radzie państwa siedział.
 

do Panny

 
J'y suis – dans un moment 114.
 

P. ROLLISONOWA

 
                  Panie, nie rzucaj nas
W rozpaczy, ja nie puszczę —
 

chwyta za suknię

PANNA

 
                  Faites-lui donc grâce!115
 

SENATOR

 
Diable m'emporte 116, jeśli wiem, czego chce ta jędza.
 

P. ROLLISONOWA

 
Chcę widzieć syna.
 

SENATOR

z przyciskiem

 
                  Cesarz nie pozwala.
 

KS. PIOTR

65Wyrazy czyn, czynownik, często są tu użyte w znaczeniu rosyjskim, dla Litwinów tylko zrozumiałe. W Rosji, ażeby nie być chłopem albo kupcem, słowem, aby mieć przywilej uwalniający od kary knuta, trzeba wejść w służbę rządową i pozyskać tak nazwaną klasę albo czyn. Służba dzieli się na czternaście klas; potrzeba kilka lat służby dla przejścia z jednej klasy w drugą. Są przepisane czynownikom różne egzamina, podobne do formalności zachowujących się w hierarchii mandaryńskiej w Chinach, skąd, zdaje się, że ten wyraz Mogołowie do Rosji przenieśli, a Piotr Pierwszy znaczenie tego wyrazu odgadnął i całą instytucją w duchu prawdziwie chińskim rozwinął. Czynownik często nie jest urzędnikiem, czeka tylko urzędu i starać się oń ma prawo. Każda klasa albo czyn odpowiada pewnej randze wojskowej, i tak: doktor filozofii albo medycyny liczy się w klasie ósmej i ma stopień majora, czyli asesora kolleskiego; stopień kapitański ma frejlina, czyli panna dworu cesarskiego; biskup lub archirej jest jenerałem. Między czynownikami wyższymi i niższymi stosunki uległości i posłuszeństwa przestrzegają się z równą prawie ścisłością jak w wojsku. [przypis autorski]
66Grand Contrôleur (franc.) – Wielki Kontroler, kontroler państwowy, jedna z najwyższych godności w dawnej rosyjskiej hierarchii rządowej. [przypis redakcyjny]
67inwitacje – zaproszenia. [przypis redakcyjny]
68domowi – domownicy. [przypis edytorski]
69kreowany – mianowany. [przypis redakcyjny]
70Diable! quelle corvée! – do diabła! co za pańszczyzna! – Tu i dalej słowa i zdania francuskie. [przypis redakcyjny]
71la princesse – księżna. Chodzi o księżnę Zubow, kochankę Nowosilcowa. Z domu Walentynowiczówna, Polka, gorszyła Wilno swym życiem rozwiązłym i uchodziła powszechnie za kochankę Nowosilcowa i Bajkowa. [przypis redakcyjny]
72en fait des dames – co do dam. [przypis redakcyjny]
73imaginez-vous – wyobraź Pan sobie. [przypis redakcyjny]
74przy supie – przy zupie. [przypis redakcyjny]
75Je jure – przysięgam. [przypis redakcyjny]
76à ma table (…) Figurez-vous – u stołu, z ich obcesową mową i tonem nieznośnym. Wyobraź Pan sobie. [przypis redakcyjny]
77Que sais-je! – Czy ja wiem! [przypis redakcyjny]
78dyskurs – rozmowa. [przypis redakcyjny]
79Il y a de quoi – Jest z czego. [przypis redakcyjny]
80w (…) Warszawę – rusycyzm. [przypis redakcyjny]
81Monseigneur – Jaśnie Oświecony; mowa o w. ks. Konstantym. [przypis redakcyjny]
82de revenir bientôt – abym powracał rychło. [przypis redakcyjny]
83Je n'en puis plus – Nie mogę już dłużej. [przypis redakcyjny]
84anagnosin (grec.) – rozpoznanie. Doktor posługuje się tu swą terminologią zawodową, medyczną. [przypis redakcyjny]
85ce sont (…) accidents passagers – to są choroby lekkie, to są… przemijające przypadłości. [przypis redakcyjny]
86signor Dottore (…) bona notte (wł.) – panie Doktorze! do widzenia, dobranoc. [przypis redakcyjny]
87vous osez – pan się ośmiela. [przypis redakcyjny]
88Stoi spisany jasno jak ukaz senacki. Przysłowiem stała się w Rosji ciemność ukazów senackich. Szczególnie ukazy sądowe, czyli wyroki, umyślnie tak bywają układane, aby je różnie tłumaczyć i stąd nową sprawę toczyć można było. Jest to interesem kancelarii senackich, ciągnących niezmierne zyski z procesów. [przypis autorski]
89excusez – proszę wybaczyć. [przypis redakcyjny]
90rejestr – tu: wykaz towarów pobranych na kredyt. [przypis redakcyjny]
91voyez-vous – patrz pan. [przypis redakcyjny]
92emisaryjusz klubów – wysłannik tajnych związków politycznych. [przypis redakcyjny]
93Oh! cet incendiaire – O! ten podpalacz. [przypis redakcyjny]
94Ce n'est pas ton affaire – To nie twoja sprawa. [przypis redakcyjny]
95Eh bien? – A więc? [przypis redakcyjny]
96Parions – Załóżmy się. [przypis redakcyjny]
97Trois cents coups (…) de jacobin! – Trzysta kijów i żyje? Trzysta kijów! a to szelma! trzysta kijów i nie skonał! co za grzbiet jakobiński. [przypis redakcyjny]
98la vertu cutanee (…) mon ami! – wytrzymałość skóry przewyższa wszystko… ma skórę jeszcze lepiej wygarbowaną. Nie pojmuję tego! ha!… mój przyjacielu! [przypis redakcyjny]
99Un honnête soldat (…) Quel rebelle! – porządny żołnierz byłby od tego skonał dziesięć razy! Co za buntownik! [przypis redakcyjny]
100un homme de bois – człowiek drewniany, niewrażliwy na ból. [przypis redakcyjny]
101figurez-vous? – czy Pan może sobie wyobrazić? [przypis redakcyjny]
102c'est juste – słusznie. [przypis redakcyjny]
103Vous n'aimez pas (…) historique – Pan nie lubisz historii? ha, ha, satyryk powiedziałby, że boisz się stać historycznym (tzn. przejść do historii). [przypis redakcyjny]
104Elle porte une lettre – Ona przynosi list. [przypis redakcyjny]
105za nią pisał – pisał w jej sprawie, popierał ją pisemnie. [przypis edytorski]
106La princesse peut-être – być może księżna. [przypis redakcyjny]
107Avec quelle chaleur! – Z jakimż zapałem! [przypis redakcyjny]
108mère de ce fripon – matka tego hultaja. [przypis redakcyjny]
109Monsieur le Sénateur (…) de Herz… – Panie Senatorze! och! przeszkadzam Panu. Mają śpiewać chór z Don Juana, a potem koncert Herza… [przypis redakcyjny]
110Herz! choeur! (…) mowa około serc – gra słów oparta na tym, że Herz po niem. znaczy serce, a franc. choeur (chór) wymawia się tak samo jak coeur – serce. [przypis redakcyjny]
111Vous venez (…) des coeurs – Przychodzi Pani w sam raz, Pani tak piękna jak serce. Chwila czułości! istna ulewa serc! [przypis redakcyjny]
112le grand-duc Michel – wielki książę Michał Pawłowicz, najmłodszy brat Aleksandra i Konstantego, nie odegrał roli historycznej. Znany raczej jako hulaka. Był wtedy z gwardią na Litwie; rzeczywiście lubił kalambury. [przypis redakcyjny]
113ma foi – jako żywo. [przypis redakcyjny]
114j'y suis – dans un moment – przyjdę tam – za chwilę. [przypis redakcyjny]
115Faites-lui donc grâce! – Uczyńże jej Pan łaskę! [przypis redakcyjny]
116Diable m'emporte – Niech mię diabeł porwie. [przypis redakcyjny]