Miłość nie wystarczy

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Mimo wszystko zauroczenie odgrywa kluczową rolę, ustanawia bowiem między dwojgiem osób silną więź, która pobudza je do zaangażowania się we wzajemny związek. Zapewnienia o wiecznej miłości, chociaż często wyblakłe po paru latach małżeństwa, wyrażają nadzieję na trwałe połączenie się. Satysfakcja, jaką odczuwają małżonkowie, będąc razem, dzieląc przyjemności i kłopoty, jest silnym bodźcem skłaniającym do stworzenia takiej wspólnoty i utrwalenia owych przyjemności.

Poza tym jednym z głównych bodźców stymulujących partnerów do wspólnego życia i – przypuszczalnie – spłodzenia potomków jest nadzieja na regularne zaspokojenie popędu płciowego. Niekiedy pierwszym czynnikiem zespalającym dwie osoby jest właśnie wzajemna atrakcyjność seksualna, która dopiero później rozwija się w pełne zauroczenie. Atrakcyjność ta często słabnie po ślubie. Marjorie na przykład w okresie ich „chodzenia ze sobą” stale podniecała męskość Kena – jego muskularna budowa ciała, osiągnięcia sportowe i pewność siebie. Nigdy nie mogła się doczekać chwili, kiedy pójdą do łóżka. Po latach te same męskie cechy nie robiły już na niej wrażenia. Kojarzyły się jej bowiem z jego dominacją i brakiem wrażliwości, cechami, które budziły jej sprzeciw.

„Program” zauroczenia

U różnych osób proces zauroczenia wyzwalają różne czynniki. Zależą one od potrzeb psychicznych jednostki, od jej preferencji i gustów. I tak jedna osoba może reagować na konwencjonalne kryteria atrakcyjności i urody, inna natomiast lubi tylko jeden typ budowy ciała lub kolor włosów.

Chociaż atrakcyjność fizyczna jest szczególnie silnym czynnikiem podniecającym, to w żadnym razie nie jest czynnikiem jedynym. Niektórych pociągają talenty towarzyskie albo cechy osobowości, takie jak gracja, umiejętność prowadzenia konwersacji i poczucie humoru. Dla innych ważne są takie zalety jak spolegliwość, szczerość i empatia. Jeszcze innych pociąga życzliwość, siła albo zdecydowanie.

Mimo tak różnych gustów, które wyzwalają zauroczenie, jego natura jest zawsze taka sama. Siłą napędową są myśli o ukochanej osobie i jej obraz. Chociaż uczucia miłości są silniejsze, to kierunek nadaje im ten właśnie obraz.

Perspektywą, z której zakochane osoby spoglądają na obiekt swego zauroczenia, jest idealizacja albo ogląd pozytywny, analogiczny do negatywnego, występującego wtedy, kiedy miłość przeistacza się w niechęć. Wynikiem tego pozytywnego oglądu jest wyidealizowany obraz osoby ukochanej, w którym podkreślane są cechy pożądane, natomiast cechy niepożądane są zamazane lub usunięte w cień. Niekiedy te atrakcyjne cechy są tak wyolbrzymione, że wypełniają cały obraz. Staje się on wówczas w pewnym sensie „zamknięty”, tak że nie może się doń przedostać żaden nieprzyjemny element.

W okresie narzeczeństwa można odwrócić i zobaczyć w korzystnym świetle nawet zachowania niemiłe. Po sprzeczce z Kenem Marjorie pomyślała: To, że się złości na mnie, świadczy, że mnie kocha, ponieważ niemożliwością było, by jakiekolwiek negatywne obserwacje pasowały do obrazu Kena, który sobie stworzyła. W jakiś czas po ślubie, kiedy jej uczucia ostygły, stwierdziła, że jego wybuchy złości są nie do zniesienia.

Niezdolność do zmodyfikowania wyidealizowanego obrazu nawet wtedy, kiedy niemiłe cechy charakteru osoby kochanej stają się oczywiste, jest właściwością „programu” zauroczenia. Pewien młody człowiek, który w przeciągu kilku lat zadurzył się w wielu kobietach, stwierdził, że ilekroć znajdował się pod urokiem którejś z nich, nie był w stanie skorygować wyidealizowanego obrazu, który sobie stworzył. Raz wywołany, taki pozytywny obraz kierował jego postawą i uczuciami i to nawet wtedy, kiedy młodzieniec ów uświadomił sobie, że partnerka ma wiele niepożądanych cech i że ich związek nie może się utrzymać.

Program zauroczenia wydaje się istnieć po to, by zapobiegać negatywnym ocenom albo przynajmniej je bagatelizować. Ma on ułatwić zawarcie intymnego związku poprzez skupianie całej naszej uwagi na pozytywnych obrazach i wspomnieniach ukochanej osoby oraz na związanych z tym nadziejach. Udaremnia on wszelkie próby skoncentrowania uwagi na niepożądanych cechach owej osoby albo na możliwych, szkodliwych dla nas, długookresowych skutkach związania się z nią. Będąc pod wpływem zauroczenia, zdajemy sobie czasami sprawę z tego, że nadmiernie idealizujemy przedmiot pożądania, że nie powinniśmy się do niego tak bardzo przywiązywać i że na dłuższą metę może to mieć dla nas katastrofalne skutki. Trudno nam jednak zaakceptować tę wiedzę i zastosować ją w praktyce. Realistyczne rozważania nie mogą przebić się przez otaczający nas szczelnie kokon zauroczenia.

Jeżeli przedmiotem takiej niepohamowanej i w niewłaściwą stronę skierowanej namiętności osoby zamężnej czy żonatej stanie się ktoś inny niż małżonka (małżonek), to może ona narazić na szwank, a nawet zniszczyć, swój dotychczasowy, udany skądinąd związek. Zadurzona po uszy, wydaje się ona w ogóle nie dostrzegać potencjalnie katastrofalnych konsekwencji swego zauroczenia, czyli rozbicia małżeństwa. Nie może uwolnić się od tej namiętności nawet wtedy, kiedy bardzo tego chce! Jeżeli jednak przez odpowiednio długi czas nie widuje „tej innej kobiety (albo innego mężczyzny)”, to na ogół zauroczenie mija.

Bodźce zauroczenia (aktywatory)

Po to, by lepiej zrozumieć, co sprawia, że ludzie się odkochują, warto przeanalizować to, co budzi w nich miłość do innych osób.

Na cechy, które wywołują uczucia podniecenia i ekscytacji oraz pragnienie intymnego zbliżenia, mają duży wpływ symbole. Symbolem jest przedmiot lub sytuacja, której znaczenie wykracza poza dosłowny jej opis lub definicję słownikową. W sensie, w którym używamy tu tego terminu, odnosi się on do bardzo osobistego znaczenia, wywołującego u danej osoby automatycznie, to jest bez żadnej refleksji czy zastanowienia z jej strony, pewien skutek.

Dla Karen solidność Teda była symbolem nie tylko bezpieczeństwa, ale również opiekuńczości, a on sam uosobieniem silnej, „ojcowskiej” osobowości. Dla Teda z kolei żywość usposobienia Karen symbolizowała radość i uciechy, których był pozbawiony w dzieciństwie.

Symbole, które aktywują program zauroczenia, dyktuje często moda. Tęsknoty i pragnienia osób należących do poszczególnych grup wiekowych znajdują odzwierciedlenie w odpowiednich, przyjmowanych przez tę grupę, symbolach. I tak na przykład można łatwo się przekonać, dlaczego dorastająca młodzież – grupa, w której wielkie znaczenie przypisuje się akceptacji ze strony rówieśników, ale jednocześnie jest się dręczonym obawami o to, czy posiada się cechy przez nich pożądane – bardzo sobie ceni zdobycie popularności, czy to dzięki osobistej atrakcyjności, czy dzięki sprawności fizycznej, czy też dzięki szczególnej charyzmie. Dla nastolatka zdobycie uczuć cenionej w jego kręgu osoby jest niezwykle stymulujące. Potrzeba taka może utrzymywać się przez całe życie.

Oczywiście, rangę symbolu mogą zyskać też inne cechy i w odpowiednich okolicznościach wywołać zauroczenie. Niektóre z tych cech są narcystyczne w tym sensie, że daną osobę podnieca myśl o połączeniu się z kimś, kto – dzięki swej władzy, prestiżowi czy bogactwu – podniesie jej pozycję społeczną. Wbrew temu, co się niekiedy uważa, taki pociąg do stojącej wyżej na drabinie społecznej osoby niekoniecznie musi być wynikiem chłodnych kalkulacji. Perspektywa rozszerzenia sfery wpływów, choćby dzięki innej osobie, jest podniecająca sama w sobie i sprawia, że partner wydaje się nadzwyczaj pociągający.

Pewna kobieta tak opisała swego narzeczonego: „Jest niezwykle utalentowany. Zyska sławę na całym świecie. Ze mną u swego boku odniesie niesamowity sukces. Jest potężniejszy niż życie”. Parę lat później, kiedy stało się jasne, że nie zrealizują się jej wielkie marzenia, zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo się oszukiwała, biorąc jego ambicje za rzeczywiste zdolności, a swadę i elokwencję za świadectwo wielkości umysłu. W tym wypadku za przesadną oceną możliwości narzeczonego kryło się jej własne pragnienie, aby być podziwianą i chwaloną przez innych.

Wysoki poziom podniecenia i wzajemnego zadowolenia we wczesnym stadium zauroczenia staje się często pewnego rodzaju normą, z którą małżonkowie porównują swoje uczucia w późniejszych stadiach związku. Krzywdy, kłótnie i frustracje ostro kontrastują z euforią okresu narzeczeństwa. Wiele osób nie chce lub nie może pozbyć się swych powstałych w tym okresie wyobrażeń o tym, jak powinno wyglądać małżeństwo, co pogłębia jeszcze bardziej rozczarowanie zarówno małżonkiem, jak i całym związkiem małżeńskim. Oczywiście znamy pary, które nadal, po wielu latach wspólnego życia, odczuwają swoisty czar łączącego ich związku. Wydaje się, że ich marzenia zrealizowały się, ale – niestety – pary takie stanowią zdecydowaną mniejszość.

Ciemność – rozczarowanie

You and me, we wanted it all

We wanted it all

Passion without pain

Sunshine without rainy days

We wanted it always.

You and me, we reached for the sky

The limit was high

Never giving in

Certain we could win that prize

I should have seen it in your eyes.

[Ty i ja chcieliśmy tego wszystkiego

Chcieliśmy tego wszystkiego

Namiętności bez bólu

Słońca bez deszczowych dni

Chcieliśmy zawsze tego.

Ty i ja sięgnęliśmy po niebo

Granica była wysoko

Nigdy nie poddała się

Pewien, że możemy ziścić nasze pragnienia

Powinienem był widzieć to w twych spojrzeniach.]

Peter Allen, You and Me

Rozczarowanie

Jak to się dzieje, że jasne światła, które opromieniały okres narzeczeństwa, zaczynają przygasać jedno po drugim? Czym wytłumaczyć dobrze znany refren: Jestem rozczarowany (rozczarowana) moim małżeństwem? Dobrym przykładem jest tu małżeństwo Teda i Karen. Aby zrozumieć przyczyny ich rozczarowania, musimy przyjrzeć się „bagażowi” psychologicznemu, jaki obydwoje wnieśli do swojego związku.

 

Po ślubie zaczęły się ujawniać pewne uśpione dotąd oczekiwania. Ted spodziewał się, że Karen będzie zawsze dodawać mu otuchy w chwilach przygnębienia, że zawsze będzie punktualna, że za jego przykładem będzie wszystko robiła w uporządkowany, logiczny sposób, a nade wszystko, że zawsze będzie w pobliżu, kiedy on zapragnie jej towarzystwa. Nigdy jednak nie powiedział Karen o oczekiwaniach, które z nią wiąże, uważał je bowiem za tak normalne i oczywiste, że nie widział potrzeby ich wyartykułowania.

Aczkolwiek Karen postępowała często w sposób uporządkowany i logiczny, była punktualna i znajdowała się w pobliżu niego, to czasami spóźniała się, postępowała chaotycznie i pod wpływem chwilowego impulsu, była nieosiągalna, kiedy chciał z nią porozmawiać. Za każdym razem kiedy Karen zachowywała się niezgodnie z jego oczekiwaniami, Ted czuł się urażony i traktował to jako widomą oznakę jej wad. Poszukując wyjaśnień takiego postępowania żony, zachowywał się w sposób charakterystyczny dla urażonego małżonka, który upatruje źródeł kłopotów w jakiejś ogólnej, ujemnej i niezmiennej cesze partnerki.

Ponieważ Karen nie zawsze potrafiła sprostać jego oczekiwaniom, Ted zaczął podejrzewać, że pociąg, który do niej dawniej czuł, był tylko złudzeniem. Cechy Karen, które wcześniej budziły jego zachwyt, straciły cały swój urok, a nawet – szczerze powiedziawszy – nabrały negatywnego zabarwienia. Rozczarowawszy się do Karen, nie postrzegał jej już jako osobę beztroską i wesołą, lecz jako „rozlazłą”.

Reakcja Teda jest ilustracją faktu, który powinien podziałać na wszystkich otrzeźwiająco. To, co pociąga jedno z partnerów w drugim i odwrotnie, rzadko wystarczy samo w sobie, by utrzymać ich związek.

Nieelastyczne oczekiwania Teda związane z Karen ukazują charakterystyczną cechę wszystkich związków intymnych. Jeżeli ktoś, z kim jesteśmy nawet w zażyłych, ale pozbawionych intymności stosunkach, nie zachowuje się tak, jak tego od niego oczekujemy, to możemy odczuwać zawód i zacząć mniej od niego oczekiwać albo zerwać stosunki, uważając, że nie warto ich podtrzymywać. W stosunkach tego rodzaju nasze oczekiwania zmieniają się pod wpływem nowych doświadczeń, a rozczarowanie sprawia, że oczekiwania są coraz mniejsze.

Jednakże w małżeństwie albo innym związku, w który się silnie angażujemy uczuciowo, reakcja jest często inna – rozczarowanie niekoniecznie prowadzi do obniżenia naszych oczekiwań. W wielu wypadkach mąż czy żona albo nie potrafi, albo nie chce zrezygnować ze swych pierwotnych oczekiwań. Ted na przykład powiedział: „Mam prawo oczekiwać od Karen, że będzie gotowa, kiedy ja będę gotów. Ona nie ma prawa zmuszać mnie do czekania [...] Mam wszelkie powody, żeby oczekiwać od żony, że zrobi to, o co ją poproszę. Ja zawsze robię to, czego ona chce”.

Wzajemne oczekiwania małżonków są z reguły mniej elastyczne niż oczekiwania osób niezaangażowanych emocjonalnie w łączący ich związek. Ten brak elastyczności można częściowo wyjaśnić tym, że kiedy dwie osoby wiążą się ze sobą na całe życie, to stawka jest dużo wyższa niż w bardziej doraźnym, luźnym związku. Ślub oznacza zawierzenie całego swego szczęścia, jeśli nie życia, innej osobie. W konsekwencji partnerzy wnoszą do swego związku ścisłe reguły, które mają zabezpieczyć ich przed nadużyciem zaufania lub zdradą. Co więcej, jest bardziej prawdopodobne, że związek taki będzie trwał przy symbolach – miłości lub odtrącenia, poczuciu bezpieczeństwa lub braku poczucia bezpieczeństwa – które z samej swej natury nie są elastyczne.

Szczególnie charakterystyczną cechą takich oczekiwań związanych z małżonkiem jest interpretowanie „potknięć” jako oznak ogólnego fiaska małżeństwa. Urażony małżonek uważa takie potknięcia za dowód, że partner(ka) nie dba o niego. Karen na przykład oczekiwała, że Ted zaakceptuje ją bezwarunkowo, tak jak w okresie narzeczeństwa. Kiedy zaczął ją krytykować, była przekonana, że przestała go obchodzić.

Złamane obietnice

Czasami małżonkowie zapominają po ślubie o konkretnych obietnicach złożonych drugiej stronie w okresie narzeczeństwa, co – rzecz jasna – przyczynia się do wywołania u partnera uczucia zawodu. Złamanie obietnicy traktuje ona (on) wówczas jako dowód tego, że przestał(a) obchodzić małżonkę (małżonka). Pewien młody lekarz, Anglik, wiedząc że narzeczona rozkochana jest w teatrze, zabrał ją do londyńskiej dzielnicy teatrów. Wskazał na rząd afiszów i powiedział: „Widzisz je? Zabiorę cię kiedyś na wszystkie te przedstawienia”. Po ślubie jednak nie wspomniał ani słowem o teatrze. Dla niej było to równoznaczne ze zdradą. Potraktowała to jako symbol jego obojętności.

Innej kobiecie narzeczony towarzyszył w wędrówkach po agencjach turystycznych, gdzie wspólnie planowali podróże zagraniczne. Po ślubie jednak stracił zainteresowanie podróżami. Żona była przekonana, że wcześniej zwodził ją i gorzko narzekała na jego „nieuczciwość”.

Chociaż niektórych przyrzeczeń nie składa się wprost, to wydają się one wynikać z samego faktu zalecania się, którego natura może od samego początku wprowadzać obie strony w błąd. Partnerzy zachowują się wobec siebie uprzejmie i grzecznie i starają się być mili, troskliwi i zgodni, aby podtrzymać łączący ich związek. Zachowują się jak wytrawni handlarze, mówiąc i robiąc to, co podniesie ich wartość i użyteczność i w ten sposób wywołują u siebie nawzajem nierealistyczne oczekiwania co do ich zachowania po ślubie.

Zauroczenie potęguje jeszcze, aczkolwiek niezależnie od woli zainteresowanej osoby, szalbierstwo. Prowadzi ono do połączenia zainteresowań, a nawet tożsamości obojga tak, że to, co sprawia przyjemność jednej stronie, automatycznie cieszy też drugą. Wspólnota zainteresowań zdaje się w owym stadium bardzo duża. To samo odnosi się do dzielenia się przeżyciami. Pewna kobieta skomentowała to tak: „Zanim się pobraliśmy, gotowa byłam iść na kolanach do Mekki, żeby sprawić mu przyjemność. Teraz nie chce mi się dla niego pójść do drugiego pokoju”.

W wielu małżeństwach źródłem rozczarowania jest przekonanie partnerów, że z tytułu zawarcia małżeństwa należy im się coś od drugiej strony. I tak, Ted utrzymywał, że ma prawo oczekiwać od Karen pewnych rzeczy, ponieważ jest ona jego żoną, i skarżył się, że stale gwałci prawa przysługujące mu jako mężowi. Przekonanie o tym, że należą mu się ze strony Karen pewne względy, sprawiało, że czuł się zawiedziony i zdradzony.

Ponieważ był przekonany, że Karen ustawicznie gwałci jego prawa, stworzył sobie nowy obraz żony. Skoro – w jego mniemaniu – lekceważyła to, co mu się należało, to była nieczułą egoistką, którą nic nie obchodzi. Jego uwadze umknął jednak fakt, że jego tak zwane prawa były w istocie rzeczy żądaniami i że tak były przez nią odbierane.

Mężowie i żony oraz osoby żyjące ze sobą bez ślubu mają pewne oczekiwania co do zwrotu inwestycji, jaką było zawarcie związku. Jedno z małżonków może na przykład chcieć, by ją (jego) całkowicie akceptowano, rozumiano, by dzielono z nią (nim) miłe przeżycia, by pocieszano, kiedy będzie się czuł(a) źle i pomagano, kiedy znajdzie się w kłopotach. W zamian on czy ona gotowi są poświęcić się dla partnera (partnerki) i zaofiarować taką samą pomoc. Tymczasem drugie z nich może oczekiwać bardziej praktycznych korzyści – dochodów zapewniających godziwy poziom życia, pomocy w wychowywaniu dzieci, zaspokojenia potrzeb seksualnych oraz stworzenia warunków do życia towarzyskiego i wypoczynku.

Oczekiwania te składają się na niepisaną, ale zdaniem każdego z partnerów dającą się wywnioskować umowę – „kontrakt małżeński”, którego postanowienia rzadko przedstawia się wprost. Kiedy jedno z małżonków, świadomie czy nieświadomie, nie zastosuje się do zasad „sformułowanych” w owym kontrakcie, drugie – którego oczekiwania w wyniku tego nie spełniły się – czuje się zawiedzione, oszukane lub zdradzone. Trzymanie się postanowień kontraktu jest natomiast postrzegane jako symbol zaufania i troskliwości. Jednak honorowanie ich zależy w dużej mierze od tego, czy jedno z małżonków potrafi wyczuć, czego oczekuje drugie, oraz od tego, czy ma motywację i umiejętności niezbędne do tego, by sprostać tym wymogom. Okazywanie zrozumienia i empatii na przykład wymaga umiejętności słuchania, zadawania pytań i dostarczania wyjaśnień.

Wielki zwrot

Pod wpływem zauroczenia ludzie widzą w partnerze wszelkiego rodzaju cechy dodatnie, których ten w ogóle nie posiada albo posiada, ale w znacznie mniejszym stopniu, niż się osobie zadurzonej w nim wydaje. Optymistycznie nastawiona panna młoda wyobraża sobie, że jej mąż jest czuły i wyrozumiały, natomiast on spodziewa się, że przyszła żona jest rozsądna i odpowiedzialna. W udanych małżeństwach partnerzy rozwijają w miarę upływu lat i dojrzewania te cechy niepomiernie. Ale w pierwszych latach małżeństwa nie są one jeszcze uformowane albo zaczynają się dopiero kształtować.

Wyrazem najgorętszych pragnień i marzeń o miłości i oddaniu są następujące cechy:

Wrażliwość

Sprawiedliwość

Uprzejmość

Zrozumienie

Wielkoduszność

Szacunek

Czułość

Rozsądek

Odpowiedzialność

Jeżeli, po powtarzających się rozczarowaniach, uświadamiamy sobie, że nasi partnerzy nie posiadają owych zalet – jeżeli nie możemy liczyć na ich wsparcie, zrozumienie, współczucie i tak dalej – to ich obraz i obraz całego małżeństwa zaczyna się zmieniać i z pozytywnego staje się negatywny. Ted na przykład, „uświadomiwszy” sobie, że Karen jest nierozważna, zaczął myśleć: Karen zawiodła mnie. W żadnej sprawie nie mogę na nią liczyć. Nie wierzę jej. Jest nieodpowiedzialna. Karen natomiast zaczęła postrzegać Teda jako „tyrana”, a jej uczucia oscylowały między rozpaczą a wściekłością.

Kiedy rozczarowanie pogłębia się, jeden zawód wystarczy, żeby przypisać partnerowi cechy ujemne. Jeśli mąż nie okazuje w danym momencie czułości, to znaczy, że jest „nieczuły”, jeżeli żona nie odnosi się do męża życzliwie, kiedy on tego oczekuje, to jest mu „nieżyczliwa”. Pewną kobietę, która przez całe życie doskonale dawała sobie radę ze wszystkimi sprawami osobistymi i zawodowymi, ogarnęło zupełne obezwładnienie, gdy jej nowy mąż zaczął w każdą niedzielę – swój jedyny wolny dzień w tygodniu – grać w golfa. Na tej podstawie doszła do wniosku, że jest egoistą i w ogóle się nie liczy z jej uczuciami.

I podobnie, pewien mężczyzna wściekł się na żonę, kiedy powiedziała mu, że nie będzie już przepisywać na maszynie jego sprawozdań finansowych. Potraktował to jako nielojalność i odmowę wzięcia na siebie części odpowiedzialności za zapewnienie materialnego bytu rodzinie. Tym samym pokazała – jego zdaniem – swoje prawdziwe oblicze: nie obchodził jej ani on, ani cała rodzina.

W każdej z opisanych sytuacji symboliczne znaczenie konkretnego wydarzenia wykraczało daleko poza jego rzeczywiste, namacalne skutki i wywoływało uczucie odrzucenia i opuszczenia. Niezastosowanie się do konkretnego oczekiwanego wzorca zachowania było ciosem, który burzył marzenia o miłości i oddaniu. Partner upatrywał przyczyn takich zachowań drugiej strony w jakiejś jej „wadzie”. Co gorsza, uważał, że jest to niezmienna cecha jej (jego) charakteru.

A zatem brak jakiejś zalety traktowany był jako jej przeciwieństwo, czyli wada. Oto wykaz tych wad:

Brak wrażliwości

Niesprawiedliwość

Nieuprzejmość

Brak zrozumienia

Samolubstwo

Brak szacunku

Nieczułość

Brak rozsądku

Nieodpowiedzialność

W rzeczywistości nikt nie posiada żadnej z tych przeciwstawnych cech w stopniu absolutnym, w największym ich natężeniu. Jeżeli na kimś nie można całkowicie polegać, to nie wynika stąd, iż jest on całkowicie nieodpowiedzialny, jeżeli ktoś jest beztroski, to nie znaczy, że jest chaotyczny i roztargniony i tak dalej. Ogólnie biorąc, ludzie nie są ani czarni, ani biali, ale – jeśli można tak to ująć – występują w różnych odcieniach szarości.

Takie przyklejanie przeciwstawnych etykietek podobne jest do myślenia w kategoriach albo-albo i wszystko lub nic, które będziemy omawiać w dalszych rozdziałach. Jest ono zwykle tak samo nierealistyczne jak idealizacje, które czyni się w początkowym okresie zauroczenia.

Zawód, który sprawiła nam druga osoba, można często znacznie lepiej wyjaśnić, jeśli jego przyczyn nie upatruje się w złych, ale dobrych cechach jej charakteru. Przyjaciele i mąż oskarżali na przykład Marjorie o to, że jest nieodpowiedzialna i samolubna, ponieważ często spóźnia się ze zrobieniem tego, co obiecała. Tymczasem problem polegał nie na tym, że była nieodpowiedzialna, ale że była zbyt sumienna. Nie potrafiła odmawiać prośbom innych, więc brała na siebie więcej, niż mogła temu podołać.

 

Ponieważ starała się wszystko robić jak najlepiej, rzadko udawało się jej skończyć coś w porę i zabrać za następną sprawę, w tym również za to, o co prosił ją mąż. Pragnienie zadowolenia Kena i innych nie pozwalało jej dostrzec, że jest niemożliwością podołać wszystkiemu, czego się podjęła. Jednak mąż i inne osoby nie doceniali jej sumienności, na plan pierwszy bowiem wysuwało się ciągłe jej nienadążanie z obowiązkami. A zatem, ponieważ w ich oczach nie była „odpowiedzialna”, automatycznie niejako stała się „nieodpowiedzialna”. Marjorie stała się ofiarą ogólnej ludzkiej skłonności do przyjmowania za prawdziwe pierwszego wyjaśnienia, jakie przyjdzie nam do głowy, i niechęci do szukania innych, bardziej korzystnych interpretacji dla tego, kogo postępowanie usiłujemy wytłumaczyć.

Wyrażanie wyważonych sądów

Myślenie kategoriami albo-albo, powszechne u małżeństw, różni się od naszego myślenia w relacjach z innymi ludźmi. Nasze sądy na temat osób, z którymi nie łączą nas stosunki intymne, są na ogół bardziej umiarkowane i wyważone. Jednakże w związku, w który mocno się zaangażowaliśmy, skłonni jesteśmy do bardziej prymitywnego myślenia, właśnie w kategoriach wszystko albo nic. Doskonałą ilustracją tego jest Ted. Postrzegał on Karen w czarno-białych barwach, interpretował jej postępowanie według swojego własnego systemu odniesień i osądzał ją ujemnie.

Jednak przyszłość rozczarowanych sobą małżeństw nie rysuje się wcale tak ponuro, jak mogłoby z dotychczasowych rozważań wynikać. Tak zwane wady charakteru nie są wykute w skale, nie są one cechami, których nie można zmienić. Korzystając z naszych rad, Karen i Ted oraz Ken i Marjorie potrafili w końcu zdobyć się na to, by spojrzeć na siebie bardziej rozsądnie i nauczyć się lepiej zaspokajać wzajemne oczekiwania.

Jeżeli małżonkowie ulepszą swoje sposoby wzajemnego porozumiewania się i zaczną uważniej słuchać, co do siebie mówią, dokładniej i precyzyjniej wyrażać swoje życzenia oraz określać i rozwiązywać wspólne problemy w duchu współpracy, to w ich związku mogą zajść pozytywne, ważne zmiany. Zdobycie owych umiejętności może sprawić, że małżonkowie staną się bardziej wrażliwi, troskliwi, odpowiedzialni i rozsądni, jednym słowem – „lepsi”. Oczywiście, wymaga to cierpliwości i praktyki.

Jest to jednakże zaledwie pierwszy krok do tego, by małżeństwo zaczęło funkcjonować lepiej i stało się związkiem dającym obojgu partnerom zadowolenie i przyjemność. Przyswojenie nowych sposobów porozumiewania się może czasami nie wystarczyć. Takie opinie jak: „Ona jest tak zajęta sobą, że nigdy nie zwraca uwagi na moje potrzeby” czy „On zawsze robi to, co chce, a nigdy nie robi tego, co ja chcę” odzwierciedlają częściowo fakt skupienia uwagi jednego z małżonków na sobie i swoich własnych potrzebach.

Taką egocentryczną postawę widać w przekonaniu Teda, że: Jeśli Karen jest punktualna, to jest odpowiedzialna. Jeśli spóźnia się, to jest nieodpowiedzialna. Przekonania takie stają się sztywne i bezwzględne, ponieważ zachowania partnera postrzega się w kategoriach przeciwieństw: zalety lub wady, dobry lub zły charakter. Logiczną konsekwencją przekonania Teda było, że fakt, iż Karen przyjdzie lub zrobi coś na czas, nie ma wielkiego znaczenia, że to normalne, natomiast jeśli nie zdąży, to uprawnia to do wyciągnięcia wniosku, że: Ona nigdy nie zrobi nic na czas. Każde jej potknięcie w tej sprawie było dla Teda pogwałceniem jego zasady i prowadziło do bezwzględnego uogólniania – „nigdy”.

Po to, by wprowadzić w swym związku skuteczne zmiany, małżonkowie muszą nauczyć się konkretnie informować nawzajem, jakie rodzaje zachowań są dla nich przejawem taktu i delikatności, dobroci i uprzejmości oraz odpowiedzialności. Marjorie musi uświadomić Kenowi, że zawsze kiedy zaofiaruje jej swą pomoc w sprzątaniu domu, będzie to dla niej oznaczać współpracę. Chociaż nakłonienie małżonka do tego, by zachowywał(a) się w taki właśnie sposób, nie znaczy, że on czy ona zmienił(a) postawę i stał(a) się rzeczywiście troskliwy (troskliwa) i chętny (chętna) do współpracy, to same te zachowania mogą stać się podstawą do przyjęcia takiej postawy w przyszłości.

Zachęta i oznaki świadczące o tym, że docenia się pewne zachowania partnera, mają na niego (na nią) istotny wpływ. Jeśli mąż okazuje żonie, jak bardzo ceni sobie takie zachowania, to jest bardziej prawdopodobne, że powtórzy je ona później z własnej woli. Każda nagroda za to, że partner zachowuje się w pożądany przez nas sposób, zwiększa jego (jej) motywację do powtórzenia tego zachowania. To powtarzanie pewnych zachowań prowadzi z kolei do wytworzenia się u niego (u niej) przekonania, że: Tego chce i za to ceni mnie małżonka (małżonek). Powtarzający się cykl konstruktywnych działań i wzmocnień może także zneutralizować egocentryzm, który nie pozwala brać pod uwagę potrzeb innych osób.

Postawy egocentryczne i egoistyczne kształtują się we wczesnym okresie życia. Pozwalają one jednostce uzyskać niezależność i osiągać własne cele bez oglądania się na potrzeby innych. W małżeństwie taka niczym nieskrępowana autonomia wywołuje u partnerów poczucie urazy i niechęć. Jednakże mówiąc jasno o co im chodzi i zachęcając się wzajemnie do pożądanych zachowań, małżonkowie mogą pomóc sobie nauczyć się łączyć swoje indywidualne interesy z interesami partnerów. W miarę utrwalania się nowych schematów zachowań zaczynają porzucać dawne egoistyczne wzorce.

Trudno wprost zliczyć rodzaje zachowań wskazujących na miłość i troskę o partnera. Mimo to można je ująć w pewnych szerokich kategoriach, których listę zamieszczam w rozdziale 12, na stronach 338–349. Należą do nich troska, akceptacja, zrozumienie, chęć służenia pomocą oraz wrażliwość. Czytelnik może zechcieć przyjrzeć się tym kategoriom teraz, aby móc rozpoznać sfery, w których jemu samemu czy jego partnerowi (partnerce) czegoś brakuje i podjąć odpowiednie środki zaradcze.