Czytaj książkę: «Gromiwoja»

Czcionka:

Przedmowa

I

Τάδ᾽ οὐχὶ Πελοπόννησος, ἀλλ᾽ Ἰωνία1

„Nie ma zapewne w dziejach starożytnego świata epoki drugiej, oświeconej taką pełnią historycznego światła, jak schyłek piątego stulecia przed Chrystusem w dziejach Grecji, epoka bratobójczych zapasów między Atenami a Spartą.

Z jednej strony mamy tu posąg ze spiżu ulany, w który wielki historyk Tucydydes2 włożył wszystkie swoje miłości i wszystkie boleści, a przede wszystkim nadzwyczajną miłość dla prawdy; z drugiej strony okalają ten posąg piękne, zwinne, uśmiechnięte postacie Arystofanesowskiej muzy, wplatające w poważne i zimne na pozór linie Tucydydesowskiej historii komentarz pełen powszedniości, życia i śmiechu. Uwijają się po wielkim torsie dzieła wiekopomnego, jak owe dzieci, igrające na słynnej postaci Nilu w watykańskim muzeum: a jeżeli prawda przez usta dzieci najczęściej się objawia, to tym dzieciom swywolnym Arystofanesa w zupełności zasługę tę przyznamy i wdzięczni za nią będziemy”.

To trafne porównanie, jakim Kazimierz Morawski scharakteryzował wielką poezję Arystofanesa, podnosi nie tylko piękno, lecz podkreśla wymownie niezmierną jej wartość historyczną.

Tragiczna kultura Hellady piątego wieku wyłoniła nad sobą słońce, któremu światło dał Tukidydes, a ciepło Arystofanes: dopiero te dwa czynniki, razem działające, tworzą vim vitalem3, siłę życiodajną, która zdolna jest wydać roślinę zdrową i piękną, a imię jej jest prawda dziejowa, czyli historia w pojęciu najbardziej nowożytnym.

Jak z olbrzymiego reflektoru, rzuca z historii swej Tukidydes snopy światła na ówczesnych wielkich ludzi i wielkie wypadki dziejowe, ale dopiero Muza Arystofanesa oblewa tych ludzi rumieńcem krwi i barwy, ukazując nam ówczesnego Ateńczyka jakby w kinematografie.

Wprowadza nas do domu i do świątyni, na agorę4 i na Pnyks5, ukazuje zajęcia, troski, radości i obyczaj grecki: widzimy najdokładniej wszystkie warstwy i stany: rycerza, arystokratę, kapłana, kupca, uczonego, poetę, żołnierza, majtka, rzemieślnika, chłopa, niewolnika i dzikiego barbarzyńcę; wchodzimy w zażyłość familijną, poznając kobietę ateńską, jej zajęcia, obowiązki wady i rozmaite grzeszki: jej aspiracje sufrażystki i dążenia emancypacyjne; idziemy wraz z ateńskimi chłopcami do szkoły śpiewu, muzyki i gimnastyki, poznajemy ich wychowanie, zabawy, przymioty i zdrożności. Bierzemy żywy udział w obrzędach religijnych, w klubach, w literackich prądach i starciach, w zagadnieniach i kwestiach naukowych, społecznych i politycznych. Poznajemy gwarne życie ulicy, rynku, targu; przesuwają się przed nami dygnitarze, sędziowie, pieniacze, skąpcy, viveury6, gogi, pieczeniarze7, hetery8, sportsmeni, wróże, lichwiarze, celnicy, woźni, przekupki, policjanci, niemowlęta, nawet psy ateńskie9, wreszcie typy niemal wszystkich szczepów helleńskich wraz z ich odrębną gwarą; słowem historia helleńska wtedy dopiero przed oczyma naszymi wstaje i żyje, kiedy zacznie w niej krążyć ciepła, czerwona, serdeczna krew poezji Arystofanesa.

II

Wieść o klęsce sycylijskiej uderzyła w Ateny jak piorun: nie było domu, nie było rodziny, nie było człowieka, który by nie opłakiwał najdroższych. Jęk, płacz i bezbrzeżna rozpacz przysiadły „wieńcem fijołków zdobne, przesławne Ateny”; tak w ciągu dwu pokoleń odwróciła się szala losu i powtórzyła się na opak scena z Persów Ajschylosa:

 
Gdzie spojrzeć, wszędzie drobne ręce
Zasłony z głowy drą;
Loda goreją w ciągłej męce
I wzrok zachodzi łzą!
Persa żona nieszczęśliwa
Serce tęskny żal przeszywa
Za tym, z którym żyła krótko,
Za sypialnią ich milutką,
Pełną młodych uciech woni,
Za którymi dziś jej cicha
Boleść wzdycha
I łzy roni!
 

Tylko tym razem nieszczęście nie spadło na perskie niewiasty, lecz na matki ateńskie, żony i dzieci tego miasta, które utraciły ojców, mężów, synów.

 
Ach, okręty ich zabrały,
Na okrętach zastęp cały:
Idą na śmierć…
Idą męże, ziemi naszej kwiat,
Idą w Hadesowy świat!
 

Tak zawodzi w Atenach już nie chór starców perskich i nie Kserkses na teatrze, ale cały naród ateński na jawie rzeczywistej i ponurej, jak śmierć!

 
Ares10, Ares, Jonów bóg,
Statki nasze na proch stłukł!
Od wykosił lud nasz dzielny
Na równinie tej śmiertelnej!11
 

—–

Zaczął się dla Aten istny sąd ostateczny. Miasto, ogołocone z obrońców, opuszczają i zdradzają sprzymierzeńcy na wyścigi; śmiertelny wróg, Sparta, stoi przed bramami; jeszcze na wiosnę tego fatalnego roku (413) zajął król Agis, jak wspomniano, Dekeleję, idąc za radą mściwego Alkibiadesa12, a był to punkt strategicznie ważny, trzy mile od Aten leżący – i zamienił to miasteczko na silną fortecę, osadziwszy się w nim na stałe; stamtąd rozpuszczał zagony po całej Attyce. Przerażone chłopstwo zbiegło do miasta, nie próbując nawet zasiać roli, inwentarz zmarniał, niewolnicy zbiegali całymi hordami do Sparty. Tukidydes szacuje liczbę zbiegłych na 20.000, w tym większość zdolnych rzemieślników, stąd upadek rzemiosł, przemysłu i handlu, tych źródeł dobrobytu attyckiego. Skarb państwa poniósł nieobliczalne straty, gdyż stanęły kopalnie srebra w Laurion dla13 braku robotnika; sprzymierzeńcy nie płacili daniny tak, że z olbrzymich zapasów złota pozostało w kasie związkowej na Akropoli zaledwie 1000 talentów (5 milionów koron) żelaznego, nienaruszalnego, funduszu.

Klęska sycylijska pociągnęła nadto inne i to dotkliwe straty: najbogatsza wyspa związku, Chios, zbuntowała się i przyjęła za radą Alkibiadesa flotę spartańską, tak samo potężny Milet i Efez, stolice Jonii i Eolii azjatyckiej, wreszcie wyspy Lesbos i zasobny Rodos – przyjęły persko-spartańskie załogi. Ironia dziejowa: Tyssafernes, satrapa perski, i król Agis, potomek Heraklidy Leonidasa, biją razem Ateńczyków i to za radą Ateńczyka Alkibiadesa; wkrótce oba naczelne szczepy helleńskie łasić się zaczną przed barbarem14 i na wyścigi skamlać o perskie złoto na bratobójczą wojnę!

Lecz duch tragiczny tkwił jeszcze w ludzie ateńskim. Nie upadli Ateńczycy pod nawałem tylu nieszczęść: z podziwienia godną energią jęli się obrony. Pomimo że warsztaty okrętowe opustoszały, pomimo, że brakło żołnierza, brakło pieniędzy, brakło niemal rąk, duch ofiarny sprawił, że rychło wystawili nową flotę i w kilku utarczkach odniósłszy przewagę, obronili przed peloponeską flotą wyspę Samos.

Ponieważ zwykłe ustawy w tej groźnej chwili nie wystarczały, przeto wybrano dziesięciu nadzwyczajnych urzędników, probuloi, których nazywam senatorami, i oddano im władzę w ręce.

Oni mieli teraz rozstrzygać samoistnie o polityce, oni kierowali finansami państwa; Rada z roku 413/12, mówiąc właściwie, abdykowała na ich korzyść, lud mógł tylko zatwierdzać ich działanie, jeżeli go zwołano.

Był to zatem niejako komitet bezpieczeństwa publicznego, jak podczas wielkiej rewolucji comité de salut public15, a składał się z ludzi bardzo poważnych: między nimi był wielce szanowany Hagnon, sędziwy ojciec Teramenesa i poeta Sofokles, liczący wtedy ponad osiemdziesiątkę, osobistość niesłychanie popularna w Atenach, kapłan świątyni boga Amynosa, były wielki podskarbi i były strategos-hetman.

Z góry upoważniono ich do użycia pieniędzy skarbowych z owego funduszu żelaznego.

Wkrótce też zaczęła się szala pomyślności z wolna chylić ku Ateńczykom.

Ten sam Alkibiades, który ojczyznę pogrążył w toń upadku, zaczął myśleć nad sposobem pojednania się z nią. Pod Samos leżała właśnie flota ateńska: z jej admirałami wszedł w tajemne rokowania, po czym wybadawszy grunt ostrożnie, oświadczył wyraźnie, że skłoni króla perskiego do przymierza z Ateńczykami, jeżeli u siebie zgniotą demokrację i zaprowadzą ład oligarchiczny; dla siebie żądał zupełnej amnestii. Pejsandros, jeden z dowódców floty, wyprawiony został z tą radosną wieścią do Aten; w tej chwili okazały wszystkie kluby oligarchiczne gotowość do czynu, potajemnie knując zamach stanu. Na wiosnę r. 411 wyprawiono Pejsandra i dziesięciu pełnomocników do Azji, aby zawarli formalny, choć tajemny, układ z Alkibiadesem i Tyssafernesem, a nawet przymierze zaczepno-odporne z Persami.

––

Takie jest tło historyczne naszej komedii, wystawionej właśnie w tym momencie powikłań, niepewności i ogólnego niepokoju.

III

Otóż na wiosnę tego roku, pełnego zamętu, gwałtów, tajemnych lub zuchwałych mordów politycznych, gdy nieszczęsne miasto zaledwie łzy osuszyło po klęsce sycylijskiej, wśród powszechnego przesilenia ekonomicznego, niesłychanej drożyzny, wywołanej przeludnieniem i przymusowym, już od lat dwu, zaniechaniem uprawy roli w znacznej części ziemi attyckiej, wystawia poeta, w lutym, podczas świąt Lenajskich, Lysistratę-Gromiwoję, komedię, w której szalony, śmiechem i dowcipem pieniący się pomysł idzie o lepsze z głębią myśli polityczno-społecznej.

Rozumiał to poeta doskonale, że jeżeli kiedy, to teraz właśnie nadszedł czas, aby wystąpić z mądrą i zbawczą radą zaniechania bratobójczej walki. Tliła w nim jakaś iskra nadziei, że, jak przed lat dziesiątkiem, w r. 421, swoją komedią, pt. Pokój przygotował i przepowiedział pokój Nikiasa, tok i w tej opłakanej chwili rada jego nie przebrzmi bez echa, byle tę radę podać w formie przekonywującej, a ponętnej, wesołej, krzepiącej ducha i serce.

Chciał udowodnić rodakom, że mają we własnej mocy ratunek jedyny, tj. zawarcie pokoju; tych, którzy szukali ratunku w skarbcu króla perskiego, uważał za szaleńców i zbrodniarzy; τοὺς προσδοκῶντας χρυσίον ἐκ τῶν βαρβάρων16 – tych, co się łasili do złota, „barbarzyńców”, nienawidził poeta, wiedząc, że przez nich przepadnie błogosławione dzieło Leonidasów17 i Temistoklesów18 i że tylko w powszechnej zgodzie zabliźnią się rany Hellady.

Przez usta Gromiwoi podał rodakom genialną radę, która jedynie mogła państwo uratować, radę równouprawnienia wszystkich Hellenów, wchodzących w skład związku ateńskiego: był to zaprawdę jedyny środek odrodzenia ojczyzny i upewnienia jej trwałej potęgi i rozkwitu.

Oto, co mówi Gromiwoja do Senatora (Probulosa), przyrównując obywateli i politykę do wełny:

 
Naprzód tedy, jak się z brudu
Myje wełnę na potoku,
Tak kołtuństwo trzeba z ludu
Zmyć i z miasta, jako wióry
Gnać, a kłęby powikłane
Polujących na godności
I na tłuste synekury19 —
Zgrzebłem międlić bez litości —
I urywać łby skalane!
Potem czesać czystą wełnę,
W jeden kosz swobody wspólnej
Wszystkich kładąc: więc wmieszkanych
Pobratymców i związkowych
Nawet i dłużników owych,
Co stracili prawa ludzkie,
Trzeba mieszać w ten kosz wspólny.
Przebóg, wszystkie miasta one,
Zakładane, jak osady
Naszej macierzystej ziemi,
Wiedz, że jako rozrzucone
Pasma leżą, zatem słabe.
Więc te pasma
Zebrać wszystkie w ten kosz pełny,
Potem zbić na jeden wełny
Zwał, chociażby nie bez trudu
I tkać nowy płaszcz dla ludu!
 

—–

Tą odezwą wystawił sobie Arystofanes największy pomnik, jako myśliciel, jako polityk, jako obywatel.

Jeden z największych historyków dzisiejszej doby, Edward Meyer, autor wielkiego dzieła: Geschichte Alterthums (nawiasem mówiąc, najlepsza historia Grecji), dociekając, jakie przyczyny zgubiły tak świetnie rozwijające się państwo ateńskie, dowodzi bardzo trafnie, że przyczyną była okoliczność, iż Ateńczycy nadali wprawdzie związkowym równouprawnienie prywatne, ale z niesłychaną zazdrością odmówili im równouprawnienia politycznego. „Potężne sukcesy Rzymu polegają w pierwszej linii na wspaniałomyślnej polityce równouprawnienia obywatelskiego; Rzym nigdy nie wahał się obcym gminom, a nawet dopiero co zawojowanym wrogom nadawać praw obywatelstwa, tak samo jak i wyzwolonym niewolnikom, i przez to właśnie rzucił podwaliny do zdobycia trwałego panowania nad Italią i całym światem. Gdyby teraz Ateny w ten sam sposób działały, tj. gdyby przypuściły metojków (osiedleńców attyckich „wmieszkanych”) do praw obywatelskich, a związkowe gminy krok za krokiem, zaczynając od najbardziej zaufania godnych i najbliższych, przyjęły do attyckiego ścisłego sojuszu, dając ich mieszkańcom pełne prawa obywatela ateńskiego, to można było przezwyciężyć partykularyzm i przemienić cały obszar związkowy naprawdę w jedno potężne państwo, które mogło było stawić czoło wszystkim huraganom: byłaby w takim razie powstała na obszarze Morza Śródziemnego szczelnie zwarta helleńska potęga, dla której żadne zadanie nie byłoby za wielkie (nawet zdobycie Sycylii, o którą rozbiła się tak tragicznie nawa zaborczego rządu Aten). Tego rodzaju pomysły nie były obce Ateńczykom; w strasznej sytuacji po klęsce sycylijskiej wyraża je tak Arystofanes: „Włóżcie do tej wełny (tj. do wspólności praw obywatelskich) metojków i każdego obcego, który jest wam przyjazny, nawet dłużnika państwa: a dalej zrozumiejcież, że te miasta, które są koloniami naszego kraju (tj. Jonia i wyspy) leżą teraz izolowane, jako pojedyńcze pasma wełny: pozbierajcie je, znieście tutaj wszystkie na jeden wielki wańtuch, zróbcie z tego jeden wielki kłąb i utkajcie dla Demosu płaszcz” (Aristoph. Lys. 571–586). Ale dopiero wtedy, gdy już było za późno, zrobiły Ateny krok w tym kierunku…” itd. (Geschichte Alterthums IV, Band 3. Buch str. 11, 12, 13. Stuttgart 1901).

A dalej na str. 559 i 560 w tymże tomie pisze znakomity historyk, kreśląc niedole 411 roku, co przytaczam w oryginale: „Jetzt rächte sich die engherzige Politik der attischen Demokratie gegen die Bündner: wie ganz andere Leistungen wären möglich gewesen, wenn das Reich wirklich eine politische Einheit gebildet hätte und die athenische Regierung über seine militarischen Kräfte frei hätte verfügen können. Der Gedanke, die Schranken zwischen Herrschern und Unterthanen aufzuheben und aus Athen und den Bündnern einen einzigen Staat und ein Volk zu bilden, ist in den Nöthen der Zeit allerdings ventilirt worden (Aristoph. Lysistr. 571, ff.) aber jetzt war es zu spät…20” itd.

Zwracamy uwagę czytelnika, że tu również ten wielki historyk cytuje tylko Arystofanesa, bo nikt inny ze współczesnych tej genialnej rady nie podał, przynajmniej śladu lub dowodu na to nie mamy.

Niestety głos natchnionego wieszcza był głosem wołającego na puszczy; przezornej myśli, najdonioślejszej, jaką kiedykolwiek wypowiedział Ateńczyk, którą należało przyjąć jako program dyplomatyczny, współczesność nie zrozumiała, a gdy zrozumiała, było już… za późno.

Nie chwycono się na czas tego środka, który stał się cementem i nierozerwalnym spoidłem imperium rzymskiego: tylko to równouprawnienie, czyli nadanie rzymskiego obywatelstwa wszystkim ludom i narodom sprawiło, że choć się waliły formy rządu w Rzymie, choć buchały płomieniem wojny domowe, choć mordowano jednych i wynoszono na tron drugich Cezarów, budowa państwa trwała niewzruszona siłą swej spoistości i poczucia jedności, a gdy część zachodnia padła w IV w. po Chrystusie, to wschodnia połowa na mocy tejże spoistości równouprawnienia trzymała się aż do XV wieku naszej ery!

Jeżeli z tej głębi, a raczej wysokości wieków, spojrzymy na dzisiejsze mocarstwa, widzimy, że tę sztukę władania przyswoili sobie jedynie Anglicy, którzy z lekcji, danej im przez Waszyngtona, wyciągnęli bardzo pojętnie tę naukę, iż jedynie przez owo „rzymskie” równouprawnienie wszechstronne można ludy i ziemie, najbardziej nawet odlegle, utrzymać stale i wcielić w organizm niepożyty21: zabawka w panów i poddanych, w nadludzi i minderwärthige Nationen22 jest zawsze i wszędzie niebezpieczna.

Jeszcze pobojowiska krwawych zapasów z Boerami23 bielą się kośćmi „i tych, co się bronili i tych, co się wdarli”24, a już podbity, niewątpliwie dzielny i szlachetny naród pogodził się ze zwycięzcami na zawsze, bo dostał to wszystko, co ma wolny Anglik.

IV

Mądra, wyższa, patriotyczna kobieta postanowiła zmusić Hellenów do zawarcia pokoju. Gromiwoja obmyśliła sposób, aby pogromić wojujące strony: widząc, że zwykłymi środkami nie zaradzi się temu, już dwadzieścia lat trwającemu obłędowi, użyła sposobu wyjątkowego, na który mamy dziś wyraz zanadto dobrze znany, aby go nie użyć: białogłowski strajk.

Poeta wyprowadza na scenę niewiasty, walczące doskonale tą bronią, jaką im dała natura, a celem tej walki jest powszechny pokój.

Pomysł poety świadczy, że kobieta w Atenach miała swoje aspiracje, dążące do emancypacji; dążenia te, nawet dziś tu i owdzie ironicznie pojmowane, niekiedy namiętnie zwalczane, przedstawia poeta w sposób, zapewne, wielce komiczny, lecz niezmiernie sympatyczny: jego Gromiwoja nie jest śmieszną, lecz owszem dzielną i wielką obywatelką, której się słusznie wszystkie należą prawa.

Jak wykonał poeta ten pomysł?

„W naszym ręku leży zbawienie Hellady”, woła bohaterka komedii, piękna i mądra Gromiwoja, do zwołanych z całej Grecji przedstawicielek płci pięknej.

„Czy wam się nie przykrzy bez mężów? Czy wam nie tęskno do ojców waszych dzieci?”

Tak, odpowiadają na wyścigi, a najpiękniejsza, Lampito, obywatelka z Lakedajmonu, reprezentantka Sparty (dawne to imię w Sparcie i częste: Lampito, nazywała się np. matka króla Agisa, leżącego obozem w Dekelei25, skarży się, że mąż jej stracił się gdzieś na tej wojnie, jak ptak, bez śladu, widu i słychu.

„Więc zmusimy ich zaprzestać tej obmierzłej wojny, jeżeli zgodzimy się na jedno… Od dziś kwita z wszelkich czułości”.

I godzą się na jedno. Z rozkazu Gromiwoi zajmują abstynentki Akropolę26 i skarb związkowy, by nie dać ani grosza na wojnę: równocześnie tak samo czynią kobiety w innych państwach. Na zamku, w obronnym grodzie, pod opieką dziewiczej Pallas Ateny, przebywają tak długo, aż wreszcie mężowie, zrazu oburzeni, potem „prywacją kobiet”, jak powiadał o sobie w więzieniu petersburskim sławetny Imci Pan Jan Kiliński27, srodze znękani, składają broń przed tym pospolitym kobiet ruszeniem, zawierając pokój panhelleński, oczywiście tylko na scenie.

Może nie od rzeczy będzie zaznaczyć pewną właściwość tej komedii, która stanowi dowód, że już Arystofanes nie bardzo ściśle zachowywał tak zwaną jedność czasu: akcja zaczyna się, jak zwykle o tego poety, o wschodzie słońca i biegnie, na pozór nieprzerwanie, aż do końca dnia. Tymczasem, z wiersza 725 i 880 wynika, że pomiędzy zajęciem Akropoli a przybyciem poselstwa ze Sparty upływa co najmniej sześć dni.

Scena przedstawia na tle Akropoli wejście do Propylejów: od wewnątrz zatarasowały się białogłowy, od zewnątrz usiłuje zdobyć bramę chór Starców, stojąc na placu przed Propylejami: tu się odbywa cała główna akcja. Z miasta przychodzą tylko mężczyźni, z zamku wypadają przywołane na pomoc „bojowe” niewiasty i stąd próbują uciec piękne buntownice, powstrzymane energiczną ręką jeszcze piękniejszego hetmana w spódnicy.

Arystofanes, wprowadzając na scenę przedstawicieli innych szczepów helleńskich, używa zawsze właściwego im dialektu, co sprawia, że figury te występują niezmiernie plastycznie i charakterystycznie, zwłaszcza na tle boskiego attycyzmu, w którym poeta jest niedościgłym wzorem dla wszystkich czasów i ludzi.

Lampito i poselstwo spartańskie mówią wyłącznie dialektem doryckim, którego ton męski, zwięzły, trochę twardy, śmiało obrazujący, należało w tłumaczeniu polskim zaznaczyć.

Dla doryku nadaje się nasze przepiękne, górnopolskie, podtatrzańskie narzecze, niezmiernie składnią zbliżone do starej polszczyzny, która tam, w Tatrach, ostała się do naszych czasów.

O tym, co z życia przeniesione być może żywcem na scenę, miała starożytność inne, aniżeli my, pojęcie.

Śmiałym słowem przemawia Grek w życiu i na scenie; wyobrażenia helleńskie o przyzwoitości, zwłaszcza scenicznej, różnią się od dzisiejszych, o zewnętrzną tylko przyzwoitość dbających. Nasza scena przemyca częstokroć prawdziwą i potworną zgniliznę, ale ten jeden warunek musi być zachowany: o wszystkim wolno mówić, byle parafrazą, przyzwoicie i mniejsza o to, że pod tą osłoną wypranych, wyprasowanych i ublanszowanych28 wyrazów, siedzi treść płytka i niemoralna, zgniła.

Tłumacz, chcący oddać poetę, jakim był, nie może trzymać się tej recepty: zbyt wielki to umysł, aby go przykrawać do pojęć cnotliwego emeryta lub zwagneryzowanego pajaca.

Niech więc nikogo, jak pisze wielki znawca Arystofanesa, K. Morawski,

 
                                                …nie razi, że tu greckie panie
Mówią dość śmiałą mową, a panienki,
Niepowstrzymane swym greckim sumieniem,
Zwą często rzeczy… właściwym imieniem…
 

bo myśli i cele każdej komedii Arystofanesa, a tej przede wszystkim, są, w całym tego słowa znaczeniu, na wskróś etyczne.

––

Jednak należałoby się zastanowić, aby dojść do zrozumienia, czym jest ta okrzyczana, osławiona rozwiązłość Arystofanesa.

Otóż, niewątpliwie jest w jego poezji swawola, ale nie ma wyuzdania: opiewa zmysłowość, ale nie drażni zmysłów.

Jego bezwzględna nagość nie jest nigdy rozpustna: odsłania się w pełnym blasku słońca z niewinnością leśnej łani i prostotą gołębia.

Żądza cielesna jest u Hellena rzeczą tak naturalną, jak głód lub pragnienie i nie ukrywa on zarówno łoża, jak stołu w jadalni.

Często porównywano Arystofanesa z Rabelaisem29: w jednym punkcie stykają się w istocie ich dusze: obaj są, pomimo swojej rozwiązłości, duchowo zdrowi, to też obaj nie mogą zarazić nikogo uwiądem serca, lub suchotami30 ducha.

Nawet owe brudy, rozsypane w poezji Arystofanesa, ukrywają, podobnie jak nawóz na roli, całe skarby siły żywotnej i odrodczej. (Przeciwnie poezje Marcjalisa31; tam jest rzeczywiście pieszczenie się błotkiem i zachwalanie gnojóweczki moralnej).

Arystofanes ma jednak i to, czego nie dostaje32 Rabelais'mu, ma młodzieńcze piękno rasy i skrzydła geniusza u ramion, a ducha wolnego od wszelkich przeszkód i pęt, który urodził się w blaskach południowego słońca i żył w promieniach najpiękniejszego z światów. Nie ciąży na tym Charyt33 kochanku żadna średniowieczna zmora, żaden strach nocny nie mroczy mu ducha. Służbie zmysłów oddaje się zgodnie ze swoim krajem, ludem i religią.

Rabelais żyje w krańcowo odmiennych warunkach; Arystofanes nie wykracza przeciw przykazaniom swego stulecia; Rabelais musi te przykazania deptać. Arystofanes – to tragicznym poglądem, tragiczną filozofią patrzący na świat umysł, to Satyr, który widzi i przeczuwa koniec pięknego helleńskiego świata, lecz Satyr, parskający właśnie, wskutek poglądu tragicznego, weselem i śmiechem, śmiało szydzący i gromiący własny lud i jego kapłany.

Rabelais – to mnich, który zrzucił habit (i to nie raz), złamał śluby i akta wiary, i drży, aby go zbyt dobrze nie zrozumiano, bo wtedy czeka go stos lub dożywotne więzienie: stąd różnice w poezji. Arystofanes może i potrafi wszystko powiedzieć, gdyż ma pewność, że ludzi i bogów do śmiechu pobudzi, Rabelais musi się ustawicznie krępować, nie wypowiada się nigdy cały, jest tylko połową strun organu swej duszy.

––

Jest w mitologii helleńskiej postać bożka Pana, co stąpa na koźlich kopytkach, a nóżki ma obrosłe siercią, jak zwierzątko leśne: od pasa jest młodzieńcem pięknym, a pierś jego tak nieskalanie biała, że się w niej odbijają gwiazdy niebios.

Takim jest anioł poezji Arystofanesa.

Jest między Salaminą a brzegiem attyckim maleńka, płaska wysepka, okrągła, szara tafla skalna, na smaragdach Salamińskiej Cieśniny: to Psyttaleja, sławna pogromem Persów, ulubiona siedziba Pana: tam on zwykle przebywa i jak Ajschylos powiada:

 
„Po niej rad krzesa Kozionóżka zwyrtny,
Tanecznym skokiem wieńczący jej brzeg34”.
 

Byłem tam w noc jasną, miesięczną i chłonąłem w siebie to czarowne piękno Cieśniny Salamińskiej, oświeconej pełnią księżyca, buchającego światłem jasnozielonym na szarą skrzyżal Psyttalei. Jasno rysowały się wysokie brzegi górzystej Salaminy. Cisza i spokój: tylko przy brzegu chlupie drobno-skoczna fala polyphloisboio thalattēs35. Psyttaleja była pustą i cichą, i nie splatał jej wieńca tańcem swoim Pan, bożyc koźlołapy. Ale wydało mi się, że tam, na tej okrągławej płycie, jakby na olbrzymiej orchestrze, tańczy i tańczyć będzie nieśmiertelna Muza Arystofanesa.

Gromiwoja

OSOBY:

Gromiwoja (Lysistrata), pani w Atenach znaczna

Kalonike, młoda mężatka ateńska

Myrinne, młoda mężatka ateńska

Lampito, Spartanka znamienitego rodu

Senator (probulos), jeden z dziewięciu ówczesnych zarządców państwa ateńskiego

Kinesjas, małżonek Myrriny

SynekKinesjasa i Myrriny, chłopczyk dwuletni

Herold spartański

Pełnomocnicy spartańscy

Pełnomocnicy ateńscy

Mężatka I

Mężatka II

Beotka, wysłannica swego kraju

Koryntka, wysłannica swego kraju

CHÓRY:

Półchór dwunastu starców ateńskich, z przodownikiem Strymodorosem

Półchór dwunastu białogłów ateńskich, z przodownicą Stratyllidą

STATYŚCI:

Scytka, niewolnica, giermek Gromiwoi

Czterej scytyjscy łucznicy, miejskie pachołki

Manes, niewolnik Kinesjasa

Oddział kobiecej bojówki

Gawiedź

Dwaj fletniści spartańscy

Wysłannice krajów helleńskich

Pani Zgoda, bóstwo pokoju

Orszak Ateńczyków i Atenek; służba, niewolnicy

Rzecz dzieje się w Atenach na Akropolis, przed Propylejami36, roku 411 przed Chr.

PROLOG

(1–253)

Scena przedstawia stok Akropolis, wiodący ku Propylejom. W głębi widoczny jest portyk Propylejów i pięciobramne wejście po marmurowych schodach. Bardzo wczesny poranek, po czym, w miarę rozwoju akcji, pełny dzień i wieczór.

Gromiwoja, dostojna mężatka ateńska, przechadza się i niecierpliwie wypatruje przed siebie.

SCENA PIERWSZA

GROMIWOJA

z wzrastającą niecierpliwością

 
Na igry Bakcha37, Afrodyty38 tańce,
Na orgie Pana39, Koliady40 łamańce,
Na pląs, na skoki – zaprosić kobiety..
Byłby ich legion – z bębny41, z kastaniety!
Dzisiaj ni jedna nie przyszła mężatka!
 

pauza – patrzy w dal…

 
Ach! Idzie któraś…
 

z radością

 
              …to moja kamratka!
 

Wchodzi Kalonike.

SCENA DRUGA

Gromiwoja i Kalonike, młoda mężatka ateńska.

GROMIWOJA

 
Ach! Kalonike!
 

KALONIKE

dygając i wstając

 
Pokłon Gromiwoi!
Czemu się chmurzysz? Cóż to, dąsy, fochy?
Brwi w kabłąk marszczyć… tobie nie przystoi!
 

GROMIWOJA

 
Lecz, Kalonike, porzuć ten ton płochy42..!
Mnie gniew unosi na nas, na niewiasty.
Twierdzą mężczyźni i tak… bez pochyby43,
Iżeśmy szelmy…
 

KALONIKE

mrugając oczkiem

 
Skończone – tak – niby…
 

GROMIWOJA

 
Gdy się orzekło, że mają przyjść tutaj,
By obradować nad rzeczą olbrzymią,
Z obojętnością gęsi doma44 drzémią…
Śpi gnuśne45 ciało!
 

KALONIKE

 
Ależ, Aten chwało,
Przyjdą! Wszak trudno wyjść z domu kobiecie:
Ta się nad mężem trzęsie czule z rana,
Ta budzi czeladź46, ta świeże pieluszki
Ściele, ta kąpie, owa karmi dziecię…
 

GROMIWOJA

ironicznie

 
Tak… wszystko dla nich… to nie faramuszki47 —
Prócz mego dzieła —!
 

KALONIKE

 
Cóż to jest za dzieło?
Czy to przypadkiem nie jest kawał gruby?
 

GROMIWOJA

 
Mniej… więcej… gruby.
 

KALONIKE

 
Mężny?
 

GROMIWOJA

z rosnącym zapałem

 
Przepotężny!
 

KALONIKE

 
Ach – przepotężny, mówisz, a nas nie ma?!
 

GROMIWOJA

 
A właśnie – gdyby szło o taki kawał,
To byśmy wpadły tu, jakoby z procy…!
Lecz to rzecz inna – to myśli mej owoc,
Owoc bezsennie przepędzonych nocy!
 

KALONIKE

filuternie48, niby na ucho

 
Mów prawdę, piękny jest twój owoc nocny?
 

GROMIWOJA

patetycznie

 
Tak piękny, taki potężny i mocny,
Że przezeń całą zbawimy Helladę —
My, płeć bezbronna!
 

KALONIKE

skeptycznie

 
My? Jak? Na Palladę49,
Mów, choć nie wierzę w naszą płeć bezbronną!
 

GROMIWOJA

 
Wiedz, że zbawienie państw od nas zawiśnie50,
Albo ze świata zniknie Peloponez…
 

KALONIKE

 
I owszem – Wojo, niech go dunder świśnie51!
 

GROMIWOJA

 
I zginie cała Beocja, nieboże!
 

KALONIKE

 
Brawo, niech tylko zostaną węgorze!52
 

GROMIWOJA

 
Ateny… nie, nie! Zmilknę, ziemi słowy
Nie będę Aten szarpała! Lecz słuchaj!
Kiedy się zejdą na wiec białogłowy
Z Peloponezu, z Beocji, z Attyki,
Zbawim Helladę społem53 – my – „podwiki”!
 

KALONIKE

 
Cóż my, „podwiki” mądrego zdziałamy,
Co zbawiennego? My, siedzące w kwiatach,
W szafrannych54 szatach, malowane damy,
Szumne jedwabiem – w złocistych sandałach,
My mamy zbawiać ojczyznę?? Czym, czymże?
 

GROMIWOJA

porywczo

 
Zaprawdę – właśnie to ojczyznę zbawi!
Strój szafranowy, pachnidła i meszty55,
Róż i przeźrocze giezłeczka56, co wdzięki
Wpół obnażają… no, domyśl się reszty!
 

KALONIKE

zaczyna się orientować

 
Być-że to może?
 

GROMIWOJA

 
Tak, że ani jeden
Z mężczyzn nie porwie na drugiego piki…
 

KALONIKE

z ferworem

 
O, na boginki, dam farbić płaszczyki!
 

GROMIWOJA

 
Ni tknie pawęży57…
 

KALONIKE

 
W jedwab się wystroję!
 

GROMIWOJA

 
Ni sięgnie miecza…
 

KALONIKE

 
Kupię, na Bóstw dwoje,
Buciki perskie, najdroższe w Atenach!
 

GROMIWOJA

 
Czyliż nie mogła przyjść na wiec płeć biała?
 

KALONIKE

 
O – na Erosa – każda, jakby strzała,
Puszczona z łuku, lecieć tu powinna!
 

GROMIWOJA

 
Widzisz więc, kumciu, jaka ta rzecz inna…
A tu te nasze attyckie kobiety
Wszystko wpierw robią, czego nie potrzeba.
Lecz i z Pomorza – ni jednej – o nieba —
Ni z Salaminy – nie ma!
 

KALONIKE

 
Te, wiem, przyjdą.
Każda o świcie już jedzie na szkucie58…
 

GROMIWOJA

 
Ni te, o których mówiło przeczucie,
Że przyjdą pierwsze, Acharnów małżonki!
 

KALONIKE

 
Przyjdą! Lecz co do Teogena żonki,
Ta wprzód się musi poradzić Hekaty59.
 

pokazując w dół

 
Ależ, patrzaj no – nadchodzi ich kilka,
A tam znów inne; przyjdą – jeszcze chwilka…
 

patrząc w inną stronę

 
Skądże te znowu?
 

GROMIWOJA

spostrzegła i poznała

 
Z Ryczywoła.
 

KALONIKE

 
Przebóg,
Toż się tu cały cielętnik rozbryka!
 

SCENA TRZECIA

Gromiwoja i Kalonike podchodzą, witając wchodzące panie i wieśniaczki.

Wchodzi Atenka, młoda i piękna Myrrine; potem inne w różnych strojach, właściwych miejscowościom, z których pochodzą; szczególnie bogato a swawolnie wystrojona jest Koryntka. Spartanka Lampito, posągowo zbudowana, pierś i szyja odkryte; peplos, rozcięty od ramienia przez cały bok wzdłuż biodra, pozwala widzieć całą krasę lakońskiej lwicy. Myrrine, przepasana bogatym pasem.

Wchodzi Myrrine i kilka kobiet.

GROMIWOJA, KALONIKE, MYRRINE.

Zgiełk powitania, całusy, okrzyki, podziwy dla strojów, każda gada równocześnie, tempo bardzo szybkie.

MYRRINE

podchodzi do Gromiwoi

która stoi z boku, zadąsana

 
Czyż nie za późno już, o Gromiwojo?
Cóż powiesz? – milczysz?
 

GROMIWOJA

 
A, ślicznie, Myrrino,
Że się tak spóźniasz, gdy sprawa poważna!
 

MYRRINE

poprawiając pasek

 
Nie mogłam znaleźć, tak, po ciemku, paska:
Gdy rzecz twa nagła, mów, jeżeli łaska…!
 

KALONIKE

 
No – nie! możemy zaczekać chwileczkę,
Aż przyjdą panie z Beocji i Sparty…
 

GROMIWOJA

patrząc w dal

 
Wyborna rada! Lecz właśnie w tej chwili
Przybywa do nas Lampito ze Sparty!
 

Wchodzi Lampito z Beotką i Koryntką, a za nimi cały tłum kobiet.

SCENA CZWARTA

Gromiwoja, Kalonike, Myrrine, Lampito, Beotka, Koryntka oraz cały tłum kobiet.

GROMIWOJA

podchodzi z uprzedzającą grzecznością i wita

wszystkie otaczają Lampitę

 
Witaj nam, droga Lakonko, Lampito!
Jakieś ty piękna Sparty nadobnica,
Cóż to za krasa, ciało siłą tryska!
Ty żubra zdusisz!
 

LAMPITO60

 
Haj, na dwa bożyca61,
Dyć62 goła hipkam i piętą w rzyć biję63!
 

GROMIWOJA

gładząc jej piersi

 
Jakby z marmuru masz piersi i szyję.
 

LAMPITO

śmiejąc się, odsuwa ją lekko

 
Macacie, nikiej64 ofiarną jałówkę!
 

GROMIWOJA

wskazując Beotkę

 
A skąd przywiodłaś tu tę śliczną główkę?
 

LAMPITO

 
Wej – jedna hruba65 szlachcianka z Beocjej:
Jest wysłannicą tamstela66.
 

MYRRINE

 
Na Zeusa,
Cóż to za biodra!
 

KALONIKE

 
Co za wdzięk w jej ruchu,
A ten dołeczek… brzoskwinia bez puchu!
 

wszystkie witają Beotkę

GROMIWOJA

wskazuje Koryntkę

 
Któż jest to dziecię?
 

LAMPITO

 
Szumna – prze-bożyca,
Dziewka z Koryntu.
 

GROMIWOJA

podziwiając jej strój

 
Szumna! Ej! Na Zeusa,
Szumi też na niej ta strojna dzianica!
 

LAMPITO

 
Któż to obesłał wici67 między baby?
 

GROMIWOJA

 
Jam pospolite ruszenie płci słabej
Zwołała.
 

LAMPITO

 
Po co?
 

MYRRINE

z niecierpliwością

 
Błagam, mów raz przecie!
 

GROMIWOJA

koło której zbiegły się wszystkie, podniecone ciekawością

 
A zatem… powiem… lecz pierwej… zechcecie
Odrzec na jedno pytańko…
 

MYRRINE

 
Słuchamy.
 

wszystkie powtarzają to samo

GROMIWOJA

 
Czyliż ku mężom dusza wam nie rwie się,
Ku naszych synów ojcom, co na wojnie
Marnieją? Wszakże każdej mąż w obozie?
 

KALONIKE

płaczliwie

 
Szósty już miesiąc… mój… przy… Eukratesie
W Tracji waruje… gdzieś na słocie, mrozie!
 

GROMIWOJA

chlipając łzy

 
Mój siedm krągłych… miesięcy… na Pylos!
 

LAMPITO

gniewnie

 
Mój chłop się ledwie wydarł spod chorągwie,
Już tarcz na ramię i fyrgnął, jak ptaszek!
 

GROMIWOJA

filuternie, chcąc rozweselić posmutniałe towarzystwo

 
Nie został nawet ani jeden gaszek68!
Odkąd zaś chłopcy z Miletu zdradzili,
Odtąd nie widzę już… ośmiocalowca,
Co nas ochraniał od flirtów bykowca69!
Chcecież wy, gdybym sposób obmyśliła,
Wraz ze mną wojnę stłumić?
 

MYRRINE

z zapałem, pokazując pasek

 
Moja miła,
Zgoda! Chociażbym zastawić ten pasek
Dziś miała jeszcze i tu przepić razem!
 

KALONIKE

 
Niech mnie, jak rybę, przetną tym żelazem,
Oddam pół siebie na cel bogobojny!
 

LAMPITO

 
Żebych ja miała ujrzeć koniec wojny,
Na wierch Tajgeta wybiegłabym śpiewać!
 

GROMIWOJA

 
Więc powiem, myśli nie będę ukrywać:
Nam, o niewiasty, jeśli mamy zmusić
Mężów, by z sobą raz pokój zawarli,
Trzeba się wyrzec…
 

MYRRINE

z niecierpliwością

 
Czego? Mów!
 

GROMIWOJA

 
Będziecie
Posłuszne?
 

MYRRINE

 
Choćby nam łamano kości!
 

GROMIWOJA

 
Więc… trzeba będzie… wyrzec się… miłości!
 

wszystkie odskakują zawiedzione: gesty niechęci i odrazy

 
Już uciekacie? Dokądże iść chcecie?
Cóż to za dąsy, miny, mruki, fochy?
Liczka pobladły, w oczach łzy, jak grochy!
Więc chcecie słuchać, czy nie? Cóż powiecie?
 

MYRRINE

 
Ja nie usłucham. Niech się sroży wojna!
 

KALONIKE

 
Przebóg, i ja, nie! Niech się sroży wojna!
 

GROMIWOJA

do Kaloniki

 
I ty tak mówisz, rybko, ty, co właśnie
Mówiłaś, że się dasz przeciąć żelazem?
 

KALONIKE

 
Już raczej wszystko! Za twoim rozkazem
Przez ogień przejdę…! Tylko nie broń tego…
 

z hipokryzją

 
To grzech! O Febie70, broń nas ode złego!
 

GROMIWOJA

do Beotki

 
A ty?
 

BEOTKA

 
I ja bym przez ogień wolała!
 

Wszystkie krzyczą: „raczej przez ogień”, tylko Lampito stoi chmurna.

GROMIWOJA

 
O, jak lubieżną jest płeć nasza cała!
Czy nas niesłusznie na tragediach szarpią?
Każda z bab chciwą jest rozkoszy harpią71!
 

zwraca się do Lampity

 
Lecz, jeśli wesprzesz mnie, droga Lakonko,
My same zbawim – samowtór72 – Helladę,
Więc stawaj ze mną!
 

LAMPITO

z westchnieniem rezygnacji

 
Chociaż na Palladę73,
Smętna małżeńska… bez męża komnata,
Tu o mir sprawa, mir i pokój świata!
 

GROMIWOJA

ściska ją i całuje

 
O, ty, najdroższa, tyś jedna z nich wszystkich
Kobieta ista74 i obywatelka!
 

KALONIKE

pojednawczo

 
Przypuśćmy, że się od tego figielka
Jakoś wstrzymamy, co niech Bóg odwróci,
Czyż jednak przez to pokój zdobędziemy?
 

GROMIWOJA

 
Tak! – na boginki! Bo gdy zasiądziemy
Doma w chitonkach przeźroczo-pajęczych,
Wpółobnażone pokazując wdzięki,
Zsztywnieją nasi panowie i zechcą
Garnąć się do nas: więc ich odpalimy: —
Że wtedy pokój zawrą, daję rękę!
 

LAMPITO

 
Haj! Wżdy75 Menelas76, skoro swą Helenkę77
Uwidział z bliska i tę jej pierś gołą,
Miecz pomsty rzucił, ugiął przed nią czoło…
 

KALONIKE

 
Lecz cóż, gdy przyjmą tę odprawę z góry?
 

GROMIWOJA

 
Rzekł Ferekrates78: „noś pytkę ze skóry”.
 

KALONIKE

 
Eh-lary-fary, niech się głupie łechcą!
Jeśli zaś gwałtu zażyją, wlec zechcą
Przemocą w alkierz?
 

GROMIWOJA

 
Zaprzej się na progu!
 

KALONIKE

 
No – to już wtedy będą bić na pewno…
 

GROMIWOJA

 
To w takim razie – wiesz… bądź, jako drewno,
A w swoich gwałtach nie zażyją smaku.
Dokuczaj, ile zdołasz! Wnet broń złożą.
Bo mąż przenigdy nie zazna rozkoszy,
Kiedy ją żona naumyślnie płoszy!
 

KALONIKE

niby zdecydowana

 
Ha – gdy tak sądzisz… no to… ostatecznie…
 

LAMPITO

porozumiawszy się z Beotką, Koryntką i Peloponezjankami

 
Za naszych chłopów my ręczym bezpiecznie,
Że muszą miru dotrzymać i zgody,
Lecz któż przysili zmienników ateńskich,
By raz już przecie nie mącili wody?
 

GROMIWOJA

 
My ich przysilim: klnę się w bogi złote!
 

LAMPITO

 
Nie będą słuchać, pokiela79 tam w chramie80
Bogini – mają skarb, a w portach flotę!
 

GROMIWOJA

 
Ależ i na to wymyśliłam radę.
Dziś w naszym ręku będzie Akropolis
I skarb związkowy. Wysłałam gromadę
Najstarszych kobiet, by zajęty Grojec
Cichcem, niby to składając ofiary,
Gdy my te spiski knujem.
 

LAMPITO

 
Nie do wiary,
Jak wszystko robisz i chwacko i gracko!
 

GROMIWOJA

 
Dalejże! Niech was przysięga tak splecie,
Mężne niewiasty, że jej nie złamiecie!
 

LAMPITO

 
Głoś więc przysięgę, my się kląć będziemy!
 

GROMIWOJA

 
Ślicznie! Hej, Scytka!
 

klaszcze

 
Bywaj! Gdzież ta branka?
 

wbiega branka Scytyjska, na plecach łuk i kołczan, przez ramię ma puklerzyk, na głowie misiurka

 
Odwróć puklerzyk i dzierż go przed nami!
Dać tu bydlątko!
 

Wbiega służba; niosą przybory do ofiary, wieńce róż i jaśminów, kadzidło w puszce i czekają na rozkazy Gromiwoi.

KALONIKE

 
Jakie, o mistrzyni?
Jakąż przysięgą chcesz nas wiązać?
 

GROMIWOJA

patetycznie

 
Jaką?
…Na tarczy, jak to siedmiu wojów czyni
U Ajschylosa – zarzniemy baranka81.
 

KALONIKE

 
Nie wolno, Woja, przysiąg, ku przymierzu
Dążących, składać na wojny puklerzu!
 

GROMIWOJA

zła, że się jej przeciwi

 
Więc jak przysięgać?
 

KALONIKE

namyśla się głęboko – po czym z ferworem

 
Siwego ogiera
Rznijmy w ofierze przysiężnej, siwego…
 

GROMIWOJA

szydersko

 
Ogierka chce się waćpani?
 

KALONIKE

obrażona

 
Więc jako
Przysięgać?
 

GROMIWOJA

 
Powiem, gdy tak chce acanka:
 

emfatycznie

 
Nad wielką czarną czarą, miast baranka,
Zarzniemy gąsior wina czerwonego
I przysięgniemy w puchar… nie lać wody82!
 

LAMPITO

 
Chwalę przysięgę wedle nowej mody!
 

GROMIWOJA

do służby

 
Podaj tam która w mig czarę i gąsior!
 

Służba wnosi ogromny czarny puchar i gąsior wina, zapieczętowany woskiem, z plombami na taśmie.

KALONIKE

 
Najmilsze damy! Ten puchar mnie wzrusza!
 

MYRRINE

dotykając czule czary

 
Dotknąć go tylko, a cieszy się dusza!
 

GROMIWOJA

 
Podstawić puchar, w górze trzymać zwierza!
 

Służba wykona rozkazy. Wszystkie rokoszanki wkładają wieńce na głowy, sypiąc kadzidło na ołtarz. Gromiwoja modląc się, przecina wstęgę i plombę, wyjmuje szpunt i nalewa.

 
O własto83 Pejtho84 i przysiężny święty
Kielichu, przyjmcie od kobiet ślub klęty!
 

KALONIKE

 
Krew purpurowa trysnęła z gąsiora!
 

LAMPITO

wciągając woń

 
Haj, zawoniało słodko, na Kastora!
 

MYRRINE

pcha się

 
Ja, moje drogie, przysięgnę najpierwsza.
 

KALONIKE

 
Nie, na Afrodis! Losujmy, kto pierwsza.
 

Losują, ciągnąc z urny kamyczki: los pada na Kalonikę.

GROMIWOJA

 
Wszystkie dotknijcie puchara, w krąg stojąc;
Jedna niech głośno powtarza me słowa,
Każda niech święcie przysięgi dochowa!
 

Rota przysięgi

 
„Ani kochanek, ani mój mąż prawy…”
 

KALONIKE

powtarza głośno – inne półszeptem

 
Ani kochanek, ani mój mąż prawy…
 

GROMIWOJA

 
„Nie wnijdzie na mnie miłośnie”.
 

Kalonike milczy. Gromiwoja ostro

 
No – gadaj!
 

KALONIKE

głosem trwożnym, drżącym

 
„Nie wnijdzie… na mnie… miłośnie…” Och, mdleję,
Kolanka gną się pode mną… Gromwoja!
 

GROMIWOJA

 
„W swym domu będę żyć w dziewiczym stanie…”
 

KALONIKE

przytomniej

 
W swym domu będę żyć w dziewiczym stanie…
 

GROMIWOJA

 
„Szumiąc szafrańcem, ubarwiona różem…”
 

KALONIKE

 
Szumiąc szafrańcem, ubarwiona różem…
 

GROMIWOJA

 
„By mąż się trawił pożądań płomieniem…”
 

KALONIKE

 
By mąż się trawił pożądań płomieniem…
 

GROMIWOJA

 
„Nie oddam się mu dobrowolnie nigdy…”
 

KALONIKE

 
Nie oddam się mu dobrowolnie nigdy…
 

GROMIWOJA

 
„A gdy mnie zmusi wbrew woli, przemocą…”
 

KALONIKE

 
A gdy mnie zmusi wbrew woli, przemocą…
 

GROMIWOJA

 
„Źle się nadstawię i wypadnę z rytmu…”
 

KALONIKE

 
Źle się nadstawię i wypadnę z rytmu…
 

GROMIWOJA

 
„Wcale nie dźwignę mesztów85 ku powale…”
 

KALONIKE

 
Wcale nie dźwignę mesztów ku powale…
 

GROMIWOJA

 
„Nie stanę nigdy jak lwica na tarle86”
 

KALONIKE

 
Nie stanę nigdy jak lwica na tarle…
 

GROMIWOJA

 
„Na to się klnę tą przysięgą i piję…”
 

KALONIKE

 
Na to się klnę tą przysięgą i piję…
 

GROMIWOJA

 
„Gdy zdradzę, wino, zamień się we wodę…”
 

KALONIKE

 
Gdy zdradzę, wino, zamień się we wodę!…
 

GROMIWOJA

 
Czy wszystkie razem zaklęły się klątwą?
 

WSZYSTKIE BIAŁOGŁOWY

 
Żywie Zeus, wszystkie!
 

GROMIWOJA

podnosi czarę, pryska libację trzy razy na ołtarz

 
Święć się więc, pucharze!
 

pije i po kolei piją wszystkie. Ostatnia Myrrine, pryska libację87 i mówi

MYRRINE

 
Ronię te krople na święte ołtarze
Wspólnej przyjaźni i służby i drużby!
 

Dają się słyszeć gromkie okrzyki i wesołe dźwięki tamburynów i kastanietów.

LAMPITO

 
Cóż hań zgiełczało?
 

GROMIWOJA

 
Ten zgiełk? Rzekłam ci to:
Starsze niewiasty Bogini grodzisko
W tej chwili wzięły. Lecz, droga Lampito,
Wróć i służ doma mężnie dobrej sprawie!
Na zakładnika zaś sobie zostawię
Twe druhny.
 

Krótkie pożegnanie z Lampitą, która spiesznie odchodzi do Sparty

 
Za mną, na gród, białogłowy,
Zamkniemy wrota na mocne okowy!
 

Szykują się w uroczysty orszak.

KALONIKE

 
Myślisz, że zaraz huf mężów napadnie
Na nas?
 

GROMIWOJA

 
Drwię sobie: no – wyszliby ładnie!
Tu nie pomogą ni prośby, ni groźby,
Ni ognia żary, by te zwalić wrota,
Chyba… poddać się… przyjdzie im… ochota!
 

KALONIKE

 
Strzeż Afrodyto, by nas nie wyśmiano,
By nie przylgnęło do nas tchórzyc miano!
 

Z wolna, orszakiem w takt marsza tamburynowego idą na Akropolis – i zamykają wrota.

PARODOS. WEJŚCIE CHÓRU

(254–387)

Na scenę wkracza powoli zadyszany chór Starców siwobrodych, złożony z 12 choreutów, śpiewaków-tancerzy, ubranych w białe chitony88 i chlajny89. Dziady owe dźwigają pęki chrustu, wleką polana i konary; dwaj dzierżą sagan miedziany z żarzącym węglem i dmuchają, raz po raz kaszląc od gryzącego dymu. Za nimi czeladzie90, również obładowani. Idąc z miasta, przeciągają z wolna przez Orchestrę, ku marmurowym schodom Podsienia (Propylejów). Na końcu wlecze się przodownik chóru, koryfajos, imieniem Strymodoros; stary wyga, nie dźwiga nic, tylko dowodzi. Przed zawartymi91 wrotami stają, krztusząc się, kaszląc i ocierając pot.

SCENA PIĄTA

Choros Starców.

STRYMODOROS

przodownik Chóru

 
Z wolna, lecz naprzód, Drakesie,
Choć twój grzbiet diablo jest krzywy,
Bo też niemałe brzemiono92
Zielonej dźwigasz oliwy!
 

Strofa I (Śpiew I)

DRAKES

 
Zaprawdę, nim wejdziemy w sędziwych lat progi,
Liczne ujrzym niespodzianki:
Ach, czyżby kto pomyślał, Strydomorze drogi,
Że nasze kobietki, kochanki,
 

kaszle

 
Doma93, pieszczone przez nas…
 

FILURGOS

przerywa gniewnie

 
babskie, złe nasienie!
 

DRAKES

ciągnąc dalej swe treny

 
Zawładną cudownym posągiem
Orędowniczki grodu, a wejście w Podsienie
Zawalą zaworą i drągiem?!
 

STRYMODOROS

 
Dalej, Filurgu mój drogi,
Wyciągaj żywo swe nogi,
Byśmy dokoła te kłody,
Zwalili pod owe progi.
I wszystkie te rokoszanki,
Które gród wzięły tak zdradnie,
Żywcem spalili za karę,
Samosąd czyniąc przykładnie
Na buntownicach, a najpierw
Na herszcie, żonie Lykona94!
 

Antystrofa I (Odśpiew I)

PILURGOS

 
Na Demetrę, przenigdy, jakom żyw, nie zwolę95,
Aby drwiły ze mnie baby!
Wszak ani Kleomenes, co pierwszy w niewolę
Wziął gród lakońskimi draby96,
Nie uszedł stąd bez pomsty: zdał oręż, a zmykał
Parskając swą lakońską blagą,
W kusej, podartej płaszczynie,
Niemyty od lat sześciu, z głodu łzy połykał,
Kapiące po brudnej szczecinie!
 

STRYMODOROS

 
Tak w oblężeniu ja srogim witezia97 tego dzierżyłem:
Tu, w siedemnastu szeregach, obozowalim przed bramą,
A tych tam, przez Eurypida98 i wszystkie bóstwa przeklętych
Bab – ja nie miałbym zadzierżyć w bezczelnym babskim rokoszu?
Inak99 mojego poboju pamiątkę strzaska Czworogród!100
 

Strofa II (Śpiew II)

PÓŁCHÓR STARCÓW

FILURGOS

 
Lecz przed nami kęs drogi
 

DRAKES

 
Trzeba piąć się, choć ślisko!
 

FAJDRYJAS

 
Oj, mnie bolą już nogi,
Gród wysoko, nie nisko!
 

CHÓR

 
Oj – nie nisko!
 

PILURGOS

 
A tu trzeba wlec kłody
I polana pod górę!
 

DRAKES

 
Oj, zdałby się muł młody,
Bo mi sznury żrą skórę!
 

CHÓR

 
Oj – żrą skórę!
 

FAJDRYJAS

 
Trza iść w górę, trza słuchać!
 

I STARZEC

od saganka

 
A na ogień trza dmuchać,
Żeby nie zgasł w pół drogi!
 

dmuchając, zachłysnął się dymem

 
Phy! – phy!
Oj, dym gryzie, przebogi!
 

Antystrofa II (Odśpiew II)

DRUGI PÓŁCHÓR

II STARZEC

 
Heraklesie101 mocarny,
Ogarek mi wpadł w ślepie!
Oj, gryzie mnie dym czarny,
Jak wściekły pies, tak siepie.
Oj! – jak siepie!
 

III STARZEC

biegnie na pomoc, potyka się i wpada łbem do saganka, parząc sobie gębę

 
Aj! jak ogień ten piecze,
Chyba z piekieł być musi,
Z oczu ropa mi ciecze,
A dym gryzie i dusi!
 

CHÓR

 
Oj, dym dusi, aż krztusi.
 

STRYMODOROS

wypada i gromi

 
Trza iść w górę, trza gonić,
By Boginią102 obronić,
Przed babskimi dziś pęty103..
 

zakrztusił się

 
Phy! – phy!
Oj, dym gryzie przeklęty!
 

CHÓR CAŁY

 
Phy! – phy!
Oj, dym gryzie przeklęty!
 

STRYMODOROS

 
Nareszcie z bożą pomocą
zatlił się ogień i płonie!
Może by teraz nosidła
położyć tutaj na stronie,
A smolne szczapy oliwy
zapalić ponad saganem,
Następnie bronę104 podkurzyć
i walić w nią jak taranem?
Rozkażem więc białogłowom
odsunąć zaraz zawory105:
Oprą się… brony podpalim,
wykurzym dymem te zmory.
Więc walmy na ziem te kłody!
 

Starcy otaczają sagan i zażegają106 gałęzie oliwki i jedliny

Gęsty dym wzbija się znowu, gryząc w oczy

 
Phu, phu, dym gryzie z tej jedli!
 

DRAKES

 
Ach, gdyby który z hetmanów,
Co na bój w Samos nas wiedli,
Pomógł nam teraz tłuc brony
i z grzbietów ulżył ciężaru?
 

STRYMODOROS

 
No – twoim dziełem, saganie,
rozniecić łunę pożaru!
 

ręce jak w modlitwie podnosi ku świątyni Ateny Nike, stojącej tuż obok, wszyscy starcy tak samo

 
Ty, Nike, własto107 pogromów,
pomagaj prażyć podwiki108,
Daj zdobyć pomnik zwycięstwa,
poskromić babskie wybryki!
 

Ponad murami Propylejów staje przodownica chóru Białogłów, Stratyllida, i zobaczywszy, co starcy dokazują, uderza larum.

STRATYLLIDA

 
Hej, zda mi się, że swąd czuję,
Spaleniznę i dym ostry,
Jakby pożar gdzie wybuchnął!
Czuj duch! Gore! Do mnie, siostry!
 

Wypadają z głębi Propylejów Białogłowy, na ramionach niosąc dzbany i wiadra wody, i stają ponad murem Przedsionka, w posturze obronnej.

PIERWSZY PÓŁCHÓR

Strofa (Śpiew)

RODIPPE

 
       Nikodike, goń jak strzała,
       By Kalinka nie zgorzała
       I Krytylla w ognia łunie!
       O, bo zakon109 jest surowy,
       O, bo mściwe starców głowy!
Więc się lękam, czy odsiecz nie spóźni się moja?
       Wody ja świtem, w mroku,
       Zaczerpłam u zdroja,
       Wśród ciżby i natłoku.
       Brzęku konwi, krużów110,
Popychana przez gawiedź niewolnic i stróżów
       I zbieginie piętnowane:
       Wraz111 dźwigłam konew na ramię
       I druhnom, płonącym w bramie,
Niosę wodę i śpieszę i lecę z odsieczą!
 

DRUGI PÓŁCHÓR BIAŁOGŁÓW

Antystrofa (Odśpiew)

NIKODIKE

 
       Słychać, jak się starcy wleką,
       Dysząc zemstą niedaleką,
       Niosąc kłody i polana.
       O, czy łaźnie nam zgotują,
       O, jak grożą, spiski knują,
Że przeklęte niewiasty żywcem ogień stoczy!
Och, Ateno, nie dopuść,
Aby moje oczy
Ujrzały te niszczeje112!
Daj nam więc władę,
Od szału wojny zbawić ludy i Helladę!
       Wzdy, o złotohełma Własto113,
       Ksieni114 grodu! Twoje miasto
Zdobyłyśmy li gwoli miru i pokoju!
       Więc gdyby nas podpalić
       Zechcieli ci zbrodnie115 —
       Noś z nami zgodnie
       Wodę ze zdroju!
 

SCENA SZÓSTA

Chór Starców i Chór Białogłów.

STRATYLLIDA

przodownica chóru białogłowskiego

do starców, podkładających ogień pod bramy

 
Hej, a zasię, o przewrotni,
To tak czynią kawalery?
Nie tak działa rycerz prawy:
Patrzcie, to mi bohatery!
 

Starcy odskakują

STRYMODOROS

 
A to czysta niespodzianka,
Czegośmy się doczekali!
Toż tam hufiec białogłowski
Eu odsieczy bronom wali!
 

STRATYLLIDA

 
Ha, zwiesiliście już nosy?
Dosyć nas tu, prawda, lenie?
A widzicie setną cząstkę:
Pospolite to ruszenie!
 

STRYMODOROS

cofa się pomału i przezornie

 
Mamy słuchać, o Fajdriasie,
Co podwika jakaś plecie?
Hejże, niech połamie który
Kół sękaty na jej grzbiecie!
 

STRATYLLIDA

 
Opuśćmy na ziemię konwie,
Aby, jeśli który palce
Poważy się na nas podnieść,
Nic nie przeszkadzało walce!
 

Niewiasty składają z ramion dzbany i konwie.

STRYMODOROS

 
Ej, przez Zeusa, niech tam który
Dwa, trzy razy, w pysk ją trzaśnie,
Jak Hipponaks Bupalosa116,
To jej ten animusz zgaśnie!
 

STRATYLLIDA

wychylając się ponad mur

 
Spróbuj który, uderz tylko!
No – nadstawiam ci mej gęby,
Lecz już potem twego mieszka
Żaden pies nie chwyci w zęby!
 

STRYMODOROS

podnosi kij i grozi

 
Milcz, bo płatnę tak, że poznasz
Jakom stary, ale jary!
 

RODIPPE

wysuwa się przed Stratyllidę

 
Dotknij Stratyllidy palcem,
A nie ujdziesz, tchórzu, kary!
 

STRYMODOROS

odskakuje szybko w tył

 
Właśnie że ją grzmotnę pięścią;
Cóż mi zrobi ta starucha?!
 

RODIPPE

 
Wydrapię ci oba płuca
I wypruję kiszki z brzucha!
 

STRYMODOROS

znalazł się już na samym dole, poza starcami

 
Gdzież jest nad Eurypidesa
Mędrzec większy i poeta,
Co rzekł: „Żadne zwierzę nie jest
Tak bezczelne, jak kobieta”??
 

STRATYLLIDA

 
Śmiało – na nich, o Rodippe,
Ano – w górę konwie z wodą!
 

niewiasty wznoszą nagle dzbany w górę

STRYMODOROS

 
Po coś z wodą na nas przyszła?
Ty bezbożna, ty wyrodo!
 

STRATYLLIDA

słodko

 
Po coś, trupie, z ogniem przylazł?
Siebie upiec chcesz w tej łunie?
 

STRYMODOROS

jeszcze słodziej

 
Chcę tu właśnie stos wypiętrzyć,
Na nim smażyć twe siostrunie!
 

STRATYLLIDA

 
O wa! zalejemy wodą
Twoje ognie i pochodnie!
 

STRYMODOROS

 
Ty śmiesz moją watrę117 gasić?
 

STRATYLLIDA

 
Zaraz ci to udowodnię!
 

STRYMODOROS

zawsze z bezpiecznej odległości

 
Ej, tą żagwią, widzi mi się,
Łeb ci zaraz nacechuję118!
 

STRATYLLIDA

z piekielną grzecznością

 
Maszli mydło i wiechetki119,
To ci kąpiel nagotuję!
 

STRYMODOROS

wściekły

 
Ty mnie kąpiel, ty padlino?!
 

STRATYLLIDA

zalotnie

 
Kąpiel ślubną, mój chłopczyno!
 

STRYMODOROS

grozi kijem

 
Na tę śmiałość kij protestem!
 

STRATYLLIDA

podpiera się pod boki

 
Cóż to? Niewolnica jestem?
 

STRYMODOROS

 
Jejmość wrzeszczy zbyt zuchwale!
 

STRATYLLIDA

drwiąco

 
Myśli, że jest w trybunale!120
 

STRYMODOROS

 
Dalej, z ogniem do warkoczy!
 

STRATYLLIDA

 
Dalej, woda niech ich moczy!
 

Poczyna się starcie: Chór starców ślamazarnych, z żagwiami, posuwa się nie bardzo walecznie ku niewiastom, które szybkim ruchem wspólnym oblały ich od razu wodą.

STRYMODOROS

 
Gwałtu, woda!
 

STRATYLLIDA

 
A czy ciepła?
 

STRYMODOROS

 
Aj, skąd ciepła? Byś oślepła!
Stój, co robisz, dość tych mąk!
 

STRATYLLIDA

lejąc wodą

 
Podlewam, byś puścił pąk!
 

STRYMODOROS

otrząsając się

 
Skostniałem już, jak ten kij!
 

STRATYLLIDA

 
Wżdy masz ogień, to się grzéj!
 

Cały Chór Starców cofa się na bok: ten i ów wykręca swe szaty z wody. Kobiety biją radośnie na murze w tamburyny i kastaniety.

SCENA SIÓDMA

Z dołu, od miasta, wchodzi Senator (probulos, jeden z dziewięciu dyktatorów121), w białej dzianicy, na głowie wian oliwny najwyższego urzędnika, w ręku klucze od skarbca. Za nim i przed nim kroczy po dwu łuczników scytyjskich, czyli pachołków miejskich.

Senator i poprzedni. Chór Starców stoi na boku.

SENATOR

mówiąc do swego otoczenia

 
Czyż bab szaleństwo tryumfu nie święci?
Czyż nie mówiłem, że dobrze nie wróżą
Te bębny, Bakcha122 pląsy bez pamięci
I Adonisa po dachach nieszpory123,
Które aż w Pnyksie124 słyszałem w te pory,
Kiedy Demostrat w złej, nieszczęsnej chwili125
Podawał wniosek, by przeciw Sycylii
Wyprawić hufce, a tu roztańczona
Baba zawyła: „Och, Adonis kona!”
Demostrat swoje: „Hoplitów trzeba by
Ściągnąć z Zakintu”, a podpite baby
Na dachach: „Płaczcie Adonisa, siostry!”
Wżdy on rzecz przeparł126, luter, furiat ostry!
Takie tu znowu, snać127, białogłów orgie!
 

STRYMODOROS

do senatora, kręcąc z wody szatki

 
Nową spełniły zbrodnię nasze samki128 —
I to niejednę: oto z tych konewek
Zlały nas tak, że musim przyodziewek
Kręcić, jak tacy, co mają… złe zamki…!
 

SENATOR

 
Na Posejdona, wód boga, wybornie,
Bo nie trzymamy ich krótko a swornie129!
Folgując nadto, psujemy niewiasty.
Jako kto ściele, tako i spać będzie,
Wszak my to mówim tak do majstrów wszędzie:
„Mości złotniku! W pasku, któryś okuł,
Urwał się kutas i wyskoczył z piasty,
Gdy wieczór żonka tańczyła przede mną.
Ja muszę jechać dziś u Salaminę:
Znajdź chwilkę czasu, choćby i w noc ciemną
Przyjdź i dokładnie włóż jej tę drobinę…!”
A drugi zasie rzecze do szewczyka,
Co ma łokciowy, ale nie fartuszek:
„Słuchaj majsterku! Malutki paluszek
Mojej żoneczki, tańczącej tak cudnie,
Rzemień sandała gniecie: przyjdź w południe
I rozbij dziurkę, zwolniwszy rzemyka!”
Zbytnia swoboda, to strata i szkoda,
Tak, że ja oto, senator, mym głosem
Uznawszy kupić wioseł – po pieniądze
Idąc na zamek – mam teraz przed nosem
Brony zawarte od bab na wrzeciądze!
Lecz stać nie pora! Podawać tu dyle,
Już ja tu skarcę babskie krotochwile130!
 

do łuczników scytyjskich, którzy się gapią, dwaj zaś usiedli

do pierwszego

 
Coś pysk rozdziawił?!
 

do drugiego

 
Gdzie pozierasz, gapo!
 

do trzeciego, siedzącego

 
Ty byś gdzie w szynku zasiadł!
 

do czwartego

 
Wstawaj, ciapo!
Dalej, podkładać drągi popod brony,
Ci z tej, a tamci ze mną z tamtej strony
Wyważać z zawias!
 

Pachoły chwytają drągi i wyważają: wtem niewiasty odmykają same i występuje Gromiwoja z orszakiem i Chórem białogłowskim.

SCENA ÓSMA

Ciż sami i Gromiwoja z orszakiem.

GROMIWOJA

 
Nie trzeba wyważać:
Same wychodzim! Po cóż wyważanie?
Nie drąg tu płuży131, lecz rozum, mój panie!
 

SENATOR

 
Tuś prawdę rzekła, szelmo! A gdzie łucznik?!
Bierz ją, wykręcaj ręce w tył i w pęta!
 

GROMIWOJA

 
Jeśli mnie palcem dotknie, na Artemis,
Ten twój urzędnik132, wnet się zapamięta!
 

Łucznik, jak przyskoczył nagle, tak odskoczył przed groźną postawą Gromiwoi.

SENATOR

 
Boisz się, chłopie? Zaraz ją wpół chwytaj!
 

do drugiego Scyty

 
Wy obaj! Słuszaj! Wiązać, brać ją w troki!
 

STRATYLLIDA

wyskakując przed Gromiwoję

 
O na Pandrosę133! Jeśli rękę ściągniesz,
Tak cię pokopię, że tu puścisz soki!
 

Obaj łucznicy uciekli.

SENATOR

 
Sama popuścisz! Gdzie jest łucznik trzeci?
Tę paplę wiązać, pierwszą z tej hałastry!
 

Łucznik rzuca się na Stratyllidę.

KRYTYLLA

wyskakuje przed Stratyllidę

 
Spróbuj ją ruszyć, a – przez Bóstwo Zorzy134,
Będziesz przykładał wnet bańki i plastry!
 

Łucznik trzeci ucieka.

SENATOR

 
A tam ki kaduk? Gdzie łucznik? Tę wiązać!
…Już ja tu ździerżę to babskie powstanie!
 

Łucznik czwarty rzuca się na Krytyllę.

RODIPPE

zasłaniając Krytyllę

 
Zbliż się tu do niej! Klnę się Tauru Panią135,
Tak wydrę włosy, że nic nie zostanie!
 

Ostatni łucznik ucieka.

SENATOR

rozgląda się za łucznikami

 
A, do pioruna! To już po łucznikach?
 

Łucznicy wyłażą spoza kulis i stają przy Senatorze

 
Ależ przenigdy nie damy się babom!
 

ustawia Scytów do boju dwójkami

 
Dalej, w ordynku, jak do boju, w szykach
Na owe baby!
 

Scytowie, popychani przez Senatora, posuwają się ku kobietom, z oszczepami w ręku.

GROMIWOJA

 
Na wszystkie dajmony
Klnę się, ujrzycie wnet cztery szwadrony
Bojowych kobiet, zbrojnych w miecze, piki!
 

SENATOR

 
Dalej, Scytowie, wiązać te podwiki!
 

GROMIWOJA

odwracając się ku Przedsieniom

 
Hej, sojusznice, hej wierna drużyno,
Wy, co kupczycie mąką, lnem, jarzyną,
Przekupki czosnku, ryb, chleba, szynkarki,
Hejże bić, szarpać, rozbić, wsiąść na karki,
Pędzić klątwami, szydem136 poniewierać!
 

Wypada z głębi oddział kobiecej bojówki, rozbija Scytów w krótkiej utarczce i bierze w niewolę. Jedna ze sojusznic obdziera Scytę do naga. Gromiwoja powstrzymuje te wybryki zwyciężycielek.

 
Stać! Do szeregów! Nie lza137 ich obdzierać!
 

Bojówka usuwa się.

SCENA DZIEWIĄTA

Ciż sami.

SENATOR

skonfundowany

 
Ładnie się spisał łuczników huf cały!
 

GROMIWOJA

 
Azaś ty myślał, że baby nie… biją,
Że my niewolne? Że może kobiety
Nie mają ducha?
 

SENATOR

 
Oj mają, niestety,
I to za wiele, zwłaszcza gdy podpiją!
 

STRYMODOROS

 
Niepotrzebnie tracisz słowa,
Senatorze tej ziemicy!
Po cóż tutaj ta przemowa
Do takiego oto bydła?
Czyli nie wiesz, jak zdrajczynie
Urządziły nam tu kąpiel,
Nam i naszym sukniom ninie,
Choć bez ługu i bez mydła?
 

STRATYLLIDA

bardzo słodko i bardzo świętoszkowato

 
Ależ, dudku, nie godzi się
Po próżnicy rąk podnosić
Na twe bliźnie! Kto tak czyni,
Może łatwo łzami rosić.
Toć ja tutaj chcę niezłomnie
Strzec pokoju cicho, skromnie,
Jak dziewica u świątyni,
Co nikomu krzywd nie czyni,
Chyba że kto, jak w ul dmuchnie…
To mu wtedy buzia spuchnie!
 

AGON. TURNIEJ

(475–608)

CHÓR STARCÓW

Strofa (Śpiew)

 
O, Zeusie, cóż poczniem z takimi smokami?
Wszak nie lza nam znosić niedolę!
Natychmiast zbadajmy występek ten sami:
Dlaczego gród skalny zajęty?
Dlaczego niewiasty wzięły Akropolę
Niezwładną i dzierżą Bogini chram138 święty?
 

STRYMODOROS

do Senatora

 
A więc pytaj, lecz nie ufaj,
Stosuj wszelkie śledztwa kruczki,
Gdyż byłoby wieczną hańbą
Płazem puścić takie sztuczki!
 

SCENA DZIESIĄTA

Ciż sami.

SENATOR

ostro, do Gromiwoi

 
Przebóg! Najpierw pragnę wiedzieć,
A wiesz, iż ja tutaj rządzę;
W jakim celu zamykacie
Gród przed nami na wrzeciądze?
 

GROMIWOJA

 
By ocalić te pieniądze,
Które wojnę podżegają.
 

SENATOR

 
Więc to pieniądz zażegł wojnę?
 

GROMIWOJA

z przekonaniem

 
Tak! On szczuje ludy zbrojne.
By Pejsandros mógł kraść przecie,
Oraz wojny apostoły.
Zawsze burdę wynajdziecie.
Niech więc sobie te warchoły
Łamią głowy, mózgi suszą,
Z tego skarbu nic nie ruszą!
 

SENATOR

 
Cóż więc zrobisz?
 

GROMIWOJA

 
Mam ci gadać?
My będziemy skarbem władać.
 

SENATOR

aż podskoczył ze zdumienia

 
Wy będziecie skarb dzierżyły?
 

GROMIWOJA

 
Cóż w tym złego, panie miły?
Czyż nie my szafujem godnie
Całym waszym mieniem doma?
 

SENATOR

 
To rzecz inna i wiadoma.
 

GROMIWOJA

 
Jak to inna?
 

SENATOR

 
Wszak, o nieba!
Pieniędzy na wojnę trzeba!
 

GROMIWOJA

 
Ale wojny nie potrzeba!
 

SENATOR

 
Jakże więc nasz kraj zratować?
 

GROMIWOJA

 
My zratujem.
 

SENATOR

ostro

 
Śmie żartować!
 

GROMIWOJA

 
Tak! Zaiste!
 

SENATOR

ironicznie

 
Dobra sobie!
 

GROMIWOJA

 
Chcesz, czy nie chcesz, ja to zrobię!
 

SENATOR

 
Eh, koszałki!
 

GROMIWOJA

 
Eh, opałki…!
Lecz my spełnim to bezkrwawo!
 

SENATOR

 
Na Demetrę139, a gdzież prawo?
 

GROMIWOJA

 
Musim was ocalić, luby!
 

SENATOR

 
Choć nie chcemy?
 

GROMIWOJA

 
Spróbujemy.
 

SENATOR

 
A wam skąd do głowy wpadło
Nos do wojny kłaść tak naraz?
 

GROMIWOJA

 
I to wyznam.
 

SENATOR

ostro

 
Mów tu zaraz,
Lub cię batem..
 

GROMIWOJA

 
Słuchaj zatem,
Ale radzę – wstrzymaj łapę!
 

SENATOR

przyskakując

 
Niepodobna140! Aż mnie świerzbi,
Taką mam na ciebie chrapę!
 

RODIPPE

zasłaniając Gromiwoję

 
Więc na pewno weźmiesz w papę!
 

SENATOR

do Rodippy

 
Sobie wróżysz, ty hijeno!
 

do Gromiwoi

 
Więc mów dalej!
 

GROMIWOJA

 
Słuchaj jeno141!
Czasu wojny długotrwałej
Myśmy siła142 złego… siła,
Od was, mężczyzn, znieść musiały,
A cierpliwość… z nami była!
Nie lza było słówkiem pisnąć,
Choć burzyła się krew na was.
Więc śledziłyśmy was ładnie
I, bywało, siedząc w domu,
Słyszym nieraz, jak zapadnie
Straszny wyrok złej uchwały
W sprawie ważnej! Więc ból dusząc,
Uśmiech kłamiąc… pełne sromu143,
Takeśmy się was pytały:
„Jakaż jest dziś treść układów?
Cóż tam uchwaliła Rada
Na kolumnach wyryć miejskich144?”
„Rzecz nie twoja – mąż powiada.
Milcz, nie pytaj!…” – Więc milczałam!
 

KRYTYLLA

 
Ja bym nigdy! jak świat światem!
 

SENATOR

 
To byś oberwała batem!
 

GROMIWOJA

 
Więc milczałam w takiej chwili.
I znów słychać, żeście głupstwo
Jeszcze gorsze uradzili.
Więc pytamy: „Mój kochany,
Czyście znowu oszaleli?”
On się koso145 wejrzy na mnie:
„Bierz się, krzyknie, do kądzieli,
Bo w łeb trzasnę, że zawyjesz!
Mąż niechaj się wojną para!”146
 

SENATOR

 
Żywie Zeus, toć słuszna kara!
 

GROMIWOJA

oburzona

 
Jak to słuszna? Ten to chwali!
Czyż nam nie lza było radzić,
Nawet gdyście wariowali?
Gdy już jawnie – po zwyczaju —
Wrzeszczeliście na ulicach:
„Nie ma męża w całym kraju,
Nie ma zbawcy naród cały!”
Więc my wtedy obwołały
Sejm niewieści, by Helladę
Wyrwać z toni wspólną mocą.
Czekać jeszcze? Na co, po co?
Więc gdy zbawczą kobiet radę
Przyjąć chcecie sercem wdzięcznym,
I, jak my wpierw, milczeć, luby,
Ocalimy was od zguby!
 

SENATOR

 
Wy – nas? Bredzi ta kobiéta:
Nie ma zgody!
 

GROMIWOJA

 
Milcz… i kwita!
 

SENATOR

 
Milczeć?! Patrzcie tę gadzinę! —
Wobec ciebie, co na głowie
Czepiec nosisz? Raczej zginę!
 

GROMIWOJA

śpiew

 
A? Jeżeli to ci wadzi,
Masz ten czepek z moich rąk:
Niech go waść na główkę wsadzi
 

ubiera go w czepek

 
I niech… milczy tu z pokorą!
 

KRYTYLLA

dając mu wrzeciono i wełnę

 
Naści, panie, wełny krąg,
Naści i wrzeciono!
 

RODIPPE

daje mu koszyczek i len

 
Naści koszyk i lnu sporo!
 

GROMIWOJA

opasuje go zapaską

 
Tą zapaską opasz łono,
Żuj bób miękki, snuj przędziono,
Jak ta stara!
Lecz tymczasem:
„Baba niech się wojną para!”
 

Powszechny śmiech, uciecha, taniec.

STRATYLLIDA

 
Pozostawmy, o niewiasty,
konwie z wodą i te dzbany,
Połączmy się, aby razem
wodzić taniec rozśpiewany!
 

Przy tych słowach cały chór rusza na orchestrę w pląsie i śpiewie.

CHÓR BIAŁOGŁÓW

Antystrofa (Odśpiew)

 
Przenigdy ja w tańcu znużenia nie czuję,
Mych kolan nie zegnie omdlenie:
Z druhnami iść na bój śmiertelny ślubuję,
Bo ducha mężnego w nich cenię!
Na czole im świeci męstwo, wdzięk, ochota,
I miłość ojczyzny i mędrców promienie
I młodość, uroda i cnota!
 

STRATYLLIDA

do Gromiwoi

 
Opiekunko nasza mężna,
Palisz słowem, jak pokrzywa:
Idź, jak burza, nie ustępuj!
Los cię do zwycięstwa wzywa!
 

SCENA JEDENASTA

Ciż sami.

GROMIWOJA

 
Lecz gdy Eros, chłopię złote
I Afrodis, Cypru Ksieni
W łona i kolana męży
Rzucą pełny pęk promieni
I czar słodki i tęsknotę
I tę lubość, która pręży,
I rozkosznych skurczów drgania…
…Wiem, że kiedyś… nam Hellada
Jedno wielkie miano nada,
Patronek pokoju miano…!
 

SENATOR

 
Jak to, za co?
 

GROMIWOJA

 
Najpierw – ano
Zakażemy wam, po rynkach
W zbrojach chodząc, zbijać bąki.
 

RODIPPE

 
Tak, przez bóstwo – i po szynkach!
 

GROMIWOJA

 
Toć na targi wy się pchacie
Do mis, garnków, grochu, mąki,
Z piką, szłomem i w pancerzu,
Jakby jakie korybanty!147!
 

SENATOR

podpiera się pod boki, dumnie

 
To rycerskie są zwyczaje!
 

GROMIWOJA

 
Tak – zwyczaje – lecz niemądre:
To się nawet śmiesznym staje,
Gdy z Gorgoną na puklerzu148
Taki pan… targuje flądrę!
 

KRYTYLLA

 
Toż widziałam, jak sam rotmistrz
Ten, co na łbie ma fryzurę,
Z konia bobu sobie kupił
I nasypał go w misiurę149.
Inny zasię, żołdak tracki,
Jakby jakiś Tereus150 drugi,
W ręku tarcz i oszczep długi,
Z babą, niby to na migi,
Targował się, a tymczasem
Wyżarł jej najźralsze151 figi!
 

SENATOR

 
Jak zdołacie wy okiełznąć
Pogmatwany bieg wypadków
W tylu krajach, jak rozplątać?
 

GROMIWOJA

 
Całkiem gładko.
 

SENATOR

 
Udowodnij!
 

GROMIWOJA

 
Jak gdy nam się kiedy splącze
Kłębek nici, wtedy biorę
Motowidło i nić łączę
Jednę tutaj, tam zaś inną…
Tak i wojnę tę powszechną
Rozplączemy i tak będzie!
Nawiązując przez poselstwa
Nici zgody tu, tam, wszędzie!
 

SENATOR

ironicznie

 
Więc sądzicie, że jak wełna
Nici kłębek, motowidła,
Tak i wojna da się zładzić152,
Wy niemądre?!
 

GROMIWOJA

 
Gdyby mądrość
Z wami była, snulibyście
Politykę, jak ja przędzę.
 

SENATOR

 
Ciekaw jestem – patrzcie jędzę!
 

GROMIWOJA

 
Naprzód tedy, jak się z brudu
Myje wełnę na potoku,
Tak kołtuństwo trzeba z ludu
Zmyć i z miasta, jako wióry
Gnać, a kłęby powikłane
Polujących na godności
I na tłuste synekury153 —
Zgrzebłem międlić bez litości —
I urywać łby skalane!
Potem czesać czystą wełnę,
W jeden kosz swobody wspólnej
Wszystkich kładąc: więc wmieszkanych154
Pobratymców i związkowych
Nawet i dłużników owych,
Co stracili prawa ludzkie,
Trzeba mieszać w ten kosz wspólny.
Przebóg, wszystkie miasta one,
Zakładane, jak osady
Naszej macierzystej ziemi,
Wiedz, że jako rozrzucone
Pasma leżą, zatem słabe.
Więc te pasma
Zebrać wszystkie w ten kosz pełny,
Potem zbić na jeden wełny
Zwał, chociażby nie bez trudu
I tkać nowy płaszcz dla ludu!
 

SENATOR

żartując

 
Czyż to nie szał, że podwika
Wojnę międli i grępluje155,
Chociaż w niej udziału nie ma?
 

GROMIWOJA

z oburzeniem i boleścią w głosie

 
Och, na wieki bądź przeklęty!
Och, podwójny udział mój,
Więcej nawet! Wszak rodzimy
I na krwawy ślemy bój
Syny nasze…
 

SENATOR

 
Zamilcz, wasze!
Zło spoczywa – nie budź licha!156
 

GROMIWOJA

 
Dalej, kiedy pora użyć
Wiosny, szczęścia, pląsów, gry,
My przez wojnę… same w łożach,
Ale mniejsza nasze łzy!
Boli serce me, że dziewki
W pustych izbach starość żre!
 

SENATOR

 
Aza157 mężczyzn starość nie żre?
 

GROMIWOJA

 
Przebóg, tak; lecz to nie jedno.
Wróci li chłop, choć dziad siwy,
Wnetże pannę młodą zmówi.
Wszako pora dziewki krótka!
Gdy jej młodość, krasa minie,
Już zamknięte dla niej wrótka
I już siedzi duszą całą…
Nad kabałą…158
 

SENATOR

posuwa się zalotnie ku Gromiwoi

 
Lecz, kto w sobie siłę męską czuje…
 

GROMIWOJA

przerywając ten wybuch tężyzny

 
Stój, staruszku, na co czekasz, czemu nie umierasz?
Czas już na cię kupić trumnę,
A ja ci placuszek z miodem sama przygotuję.159
Ten zaś wian pogrzebny daję na twe czoło160 dumne!
 

Rzuca nań kosmykami wełny i daje mu „placek”, klapsa dłonią.

STRATYLLIDA

czyniąc tak samo

 
Ty tu takich placków dużo i wieńców nazbierasz!
 

RODIPPE

tak samo

 
Naści161 wieniec i ode mnie!
 

Wszystkie białogłowy wśród powszechnego śmiechu dekorują Senatora.

GROMIWOJA

 
Cóż chcesz, czego wiercisz się daremnie?
Idź już, idź na ową łódź!
Charon162 woła: chodźże, chódź!
A ty wzbraniasz się precz jechać?
 

SENATOR

wzburzony, staje frontem do publiczności, jakby ją wzywał na świadka

 
Czyż to nie zbrodnia, co mnie tu spotyka?
Lecz przed senatem w tej posturze stanę,
Jaką mi dała ta zacna podwika!
 

Wychodzi taki udekorowany.

GROMIWOJA

 
Wnieś skargę na nas, żeśmy cię na marach
Nie wystawiły, ale w trzecie rano
Będziesz miał wszystko, cały strój gotowy,
Jak trup mieć winien na dzień pogrzebowy!
 

Gromiwoja odchodzi z orszakiem w głąb Przedsieni. Oba Chóry, starców i białychgłów podchodzą w pląsach i stają naprzeciw siebie.

PARABASIS. ZWROT DO WIDZÓW

(614–705)

SCENA DWUNASTA

Chór starców, Chór białogłów.

STRYMODOROS

przodownik Chóru

 
Hej, nie pora spać w tej chwili,
Kto się wolnym mieni
Lecz do walki zwleczmy szaty,
Towarzysze mili!
 

zdejmują chlajny163

CHÓR

śpiew i taniec

 
W powietrzu czuć, obawiam się,
Jakąś złowrogą sprawę,
Szlakuję164 tu Hippiasa grę
I samowładztwo krwawe.
A może to lakońskie draby,
W domu Kleistena zebrani skrycie,
Podszczuli bogom obmierzłe baby
Zdradą wziąć skarbiec, co żołd i życie
Dawał nam zawsze?
 

EPIRRHEMA I. POBUDKA I

STRYMODOROS

 
Zło już straszne, że podwiki
Śmią udzielać mężom rad,
Że tu o „spiżowej tarczy”
Paple białogłowski świat
Że chcą, iżbym z Lakonami
Zawarł zgodę, kornie zmilkł,
Których wiara165 taka sama,
Jaką ma zgłodniały wilk!
W rzeczy, chcą tu króla obrać,
Króla u tych świętych bram…
Lecz nie będą królowały,
Bo na straży stanę sam:
Jak Harmodios ten kord skryję
W zielonego mirtu krzak,
Jak Aristogejton stanę
Posągowo166 – w rynku – tak:
Zyskam obok niego pomnik!
Za czyn równy, równy zysk,
Gdy tej wiedmie boguwstrętnej
Szczękę złamię, zbiję pysk!
 

STRATYLLIDA

przodownica

 
Ej, gdy wrócisz w dom, a z guzem,
Nie pozna cię mać rodzona.
Ninie167 – miłe białogłowy
Odsłońmy ramiona!
 

zdejmują chlajny

CHÓR BIAŁOGŁÓW

śpiew i taniec

 
Kobiecy świat głosi wam cud,
Wszechmęże tego miasta,
Że nowy ład niesie w ten gród,
Jako swój dank168, niewiasta.
Słuszny to dank za chleb, pieszczoty,
Wśród których rosłam tutaj bez troski!
Siedem lat mając, sąd niosłam złoty169
I mąkę męłłam na kołacz boski,
Właście170 Atenie w dziesiąte lato.
Potem, szafranną odziana szatą,
Niedźwiadką byłam w Braurońskie Świątka171
Jako dziewica, kraśne paniątko,
Niosłam kosz święty, dzierżąc na ręce
Figowe wieńce!
 

ANTEPIRRHEMA I. OD-ZEW I

STRATYLLIDA

 
Aza nie powinnam służyć
Miastu służbą dobrych rad?
Acz niewiastą się rodziłam,
Nie szukajcie we mnie zdrad,
Za to, że wam lepsza dola
Świta teraz z łaski pań!
Toć i ja daninę płacę,
Chłopców rodzę… to – ma dań.
A wy, stare darmojady,
Co dajecie państwu?… Gnój!
Wyście świętą dań pradziadów,
By z Medami toczyć bój,
Zjedli! Czyliż w skarb dajecie
Teraz choćby grosza pół?
Na dobitek, z waszej łaski,
Grozi nam powszechny dół!
Jeszcze tutaj śmiecie warczeć?
Ano – palcem uraź mię!
To cię tym koturnem oto,
Z byczej skóry, w pysek rznę!
 

STRYMODOROS

 
A to czelność niesłychana, te babskie perory172!
Zło się wzmaga: mnie przynajmniej nie zmylą pozory!
Więc do broni, towarzysze, kto chłop jędrny, prawy,
Zrzućmy szaty, jako męże, gotowi do sprawy!
 

CHÓR STARCÓW

zrzucają szaty i koturny i, nagle odmłodniawszy, tańczą nago

 
Niech zapachnie nagie ciało, precz te powijaki!
Hejże, w bosostopy pląs,
Jako drzewiej na Leipsydrę173,
Gdy się młody puszczał wąs,
Hej, niech młodość wróci nam,
Hej na skrzydła, jako ptaki,
Hej, otrząśnijmy z ciał starości hydrę!
 

EPIRRHEMA II. POBUDKA II

STRYMODOROS

 
Jeśli gdzie podwiki znajdą
W nas usterkę lub mdły174 duch,
Tam się rzucą natarczywie,
Zabiegliwie, jak rój much…
Wnet korabie175 pobudują
I popłyną w morską dal
Przeciw nam, jak Artemizja176,
Nas zwojować pośród fal.
Gdy się do konnicy wezmą,
Rycerz kłopot będzie mieć,
Bo na koniu, jak przyrosła,
Oklep siedzi babska pleć
I nie spadnie nawet w cwale!
Na te Amazonki177 bacz,
Co malował Mikon178: każda
Z konia czyni, jako gracz!
Ano, wszystkie trzeba schwytać
I kolejno każdej łeb
W dyby głobić bez litości,
Dziura w dziurę, przy kpie kiep179!
 

STRATYLLIDA

 
Na obie boginie klnę się, niech mnie nikt nie droczy!
Jak samura wpadnę, stłukę, że ci spuchną oczy!
Będziesz wzywał swe sąsiady! Zrzućmy chusty owe,
By i w nas kobiety znano, co kąsać gotowe!
 

odrzucają szaty i tańczą nago

CHÓR BIAŁOGŁÓW

 
Ninie zbliż się który do mnie, a wybiję zęby!
Czosnku ten nie będzie gryźć,
Grochu, bobu, ni ziarenka:
Jednym słówkiem spróbuj lżyć,
Wściekła jestem, będę bić,
Że polecą z was otręby,
I wspomnisz bajkę, jak żuk orła nęka!180
 

ANTEPIRRHEMA II. OD-ZEW II

STRATYLLIDA

 
Nie dbam o was, póki żyje
Ma Lampito, wierna straż,
I tebańska krasawica181,
Ismenija – zaszczyt nasz!
Wy bezsilni, nie pomoże
Na to nawet uchwał sto,
Zwłaszcza, że wam wszyscy wkoło
Źli sąsiedzi zemstą klną.
Oto wczoraj, jam Hekaty182
Pląsy święcąc, chciała dać
Mojej dziatwie tanecznika,
Co w sąsiedztwie ma swój ród.
Chciałam przywieźć tu… węgorzu,
Przysmak on beockich wód,
Straż go na cle nie wpuściła,
Wskutek waszych uchwał złych!
Takich uchwał zaniechacie
Wtedy, arcymężne lwy!
Gdy wam kości kto połamie
I ukręci głupie łby!
 

Wypędzają poza scenę Chór starców.

SCENA TRZYNASTA

Chór białogłów, Gromiwoja.

Gromiwoja wybiega z Przedsieni wzburzona.

STRATYLLIDA

 
„Mistrzyni, własto ogromnego dzieła,
Skąd się ta chmura na twym czole wzięła?”183
 

GROMIWOJA

 
Postępki kobiet złych, o duszach samic,
Chmurzą me czoło: weszłam w błędne koło.
 

STRATYLLIDA

 
Ach, cóż ty mówisz?
 

GROMIWOJA

 
Prawdę, prawdę nagą.
 

STRATYLLIDA

 
Cóż to, nieszczęście grozi? Mów z odwagą!
 

GROMIWOJA

 
„I wstyd powiedzieć, i zamilczeć trudno”.
 

STRATYLLIDA

 
Nie kryj się z niczym, nie jestem obłudną!
 

GROMIWOJA

 
Ruja, chcą mężów – wprost mówię do ciebie!
 

CAŁY CHÓR

 
Zeusie na niebie! O Zeusie na niebie!
 

GROMIWOJA

 
Co Zeus pomoże? I na cóż tu czekać?
Już nie mam władzy, by je dzierżyć dłużej.
Do mężów swoich wszystkie chcą uciekać.
Pierwszą schwyciłam, jak pchała się w szparę,
By się przedostać nią w Pana pieczarę184,
Drogą, jak puszcza się w dół kołowrotem185,
Tę tu, na bramie; tamtą, zaraz potem
Za warkocz łapię, gdy za swoim gaszkiem186
W dom Orsilocha187 chciała lecieć ptaszkiem.
Każde im łgarstwo, każdy wykręt płuży188,
By wrócić do dom.
 

chyłkiem wymyka się I mężatka

 
Już któraś wyrywa!
 

zastępując jej drogę

 
Hola, gdzie biegniesz?
 

SCENA CZTERNASTA

Te same. Mężatka I.

MĘŻATKA I

 
Konieczność mnie wzywa.
Mam doma wełnę mileską189 w tobole,
Boję się… mole…
 

GROMIWOJA

energicznie

 
Ehe! Znam te mole!
Ni kroku dalej!
 

MĘŻATKA. I

 
Toć wrócę, mój Boże,
Zaraz… tylko ją… na łóżku rozłożę!
 

GROMIWOJA

 
Nic nie rozłożysz…! Precz z wymówką szpetną!
 

MĘŻATKA I

 
Więc mole wełnę zetną?
 

GROMIWOJA

 
Tak – niech zetną!
 

Mężatka I cofa się zawstydzona i staje na boku, wybiega Mężatka II.

SCENA PIĘTNASTA

Te same. Mężatka II.

MĘŻATKA II

uciekając, spostrzega Gromiwoję i woła

 
Len niełupiony! Oj, cóżem zrobiła…
W domu zmarnieje!
 

GROMIWOJA

 
Patrzcie ją; ta miła
Len niełupiony wybrała się łupić!
Wracaj natychmiast!
 

MĘŻATKA II

 
Lecz na światło Zorzy,
Wracam w tej chwili, tylko, że go zmiędlę…
 

GROMIWOJA

 
Nie będziesz międlić: znam ja tę robotę.
Na to międlenie każda ma ochotę!
 

Mężatka II cofa się zaperzona do poprzedniej, która się z tego cieszy.

Wychodzi powoli mężatka III.

SCENA SZESNASTA

 
Te same. Mężatka III.
 

MĘŻATKA III

 
O Ejlityjo190, powstrzymaj godziny,
Póki nie wyjdę z obrębu gontyny191!
 

GROMIWOJA

 
A ty, co bredzisz?
 

MĘŻATKA IIL

 
Rodzę, już mam dreszcze…
 

GROMIWOJA

 
Wszak wczoraj byłaś tak powiewna jeszcze
A dziś odmiana?
 

MĘŻATKA III

 
A tak, dziś odmiana.
Pozwól… do domu… odejść, o Gromwoja,
Poślę po babkę192…
 

GROMIWOJA

 
Pleciesz, duszko moja!
Tu, coś twardego masz?
 

dotyka szat mężatki

MĘŻATKA III

 
W łonie chłopczyka.
 

GROMIWOJA

 
Łżesz, na Afrodis! To coś do kotlika
Podobne raczej. Zbadam te wykręty…
 

odkrywa chiton i wyciąga spod niego miedziany hełm, który owa mężatka porwała ze świątyni

 
O ty błaźnico, przypiąwszy szłom193 święty,
Udajesz dreszcze?
 

MĘŻATKA III

 
A tak – mam wciąż jeszcze.
 

GROMIWOJA

 
To co szłom znaczy?
 

MĘŻATKA III

 
Gdyby mnie schwytała
Chwila u Zamku, jak gołąbka biała,
Chcę w szłom się schować i tam, jak gołąbka…
 

GROMIWOJA

 
„Wlazła na gruszkę i rwała pietruszkę?”
Więc urodziny tego synka, szłomu,
Tu, na tym miejscu wyprawisz, nie w domu!
 

Mężatka III cofa się bardzo szybko i gibko.

MĘŻATKA I

 
Lecz ja nie mogę sypiać odtąd wcale,
Gdym Smoka-Stróża ujrzała194 na skale!
 

MĘŻATKA II

 
A ja, nieszczęsna, z bezsenności ginę:
Mnie tu puchacze195 budzą co godzinę!
 

GROMIWOJA

 
Zbytnice, dajcie pokój zabobonom!
Wy się tak rwiecie ku mężowskim łonom!
Myślicie, że się oni nie rwą do nas?
Wiem, że tam nocy196 przepędzają smętne.
Więc poskramiajcie swe serca namiętne,
Pocierpcie jeszcze jakiś czas samotne!
Wróżba nam głosi zwycięstwo stukrotne,
Gdy ten bunt zniknie. Chcecie, to ogłoszę?
 

pokazuje im zwój pergaminowy

WSZYSTKIE KOBIETY

 
Głoś wróżbę, Wojo!
 

GROMIWOJA

 
A więc, milczcie, proszę!
 

czyta ze zwoju proroctwo197

 
Kiedy jaskółki przycupną na jednym pagórze gromadnie,
Uciekające od samców i wyrzekające się dudków,
Zbliży się koniec niedoli i Zeus, piorunu Władyka,
Sprawi, że będzie na wierzchu, co było na dole…
 

MĘŻATKA I

przerywając, z uciechą

 
My będziem
Leżeć na wierzchu?
 

GROMIWOJA

 
Gdy jednak zbuntują się, chcące ulecieć
Z chramu świętego, jaskółki, nie będzie gatunku ptasiego,
Który by chucią lubieżną przewyższył – naród jaskółczy…
 

MĘŻATKA II

 
Dla Boga, wróżba jasna, jak na dłoni!
 

GROMIWOJA

z mocą

 
Mimo udręczeń więc, przez wszystkie bogi,
Drużyno wierna, nie cofaj się z drogi!
Na Zamek, za mną! Niech na tę srom spadnie,
Co by proroctwo podeptała zdradnie!
 

SCENA SIEDEMNASTA

Chór Starców. Chór Białogłów.

STRYMODOROS

Strofa (Śpiew)

 
Bajkę opowiem ci jednę, a bajkę tę ongi słyszałem,
Gdym pacholęciem był małem:
Był raz jeden junosza198,
Co zwał się Melanio199,
A za nic na świecie
Do ślubu iść nie chciał: więc uciekł na puszcze szumiące
I zaszył się w bór:
I mieszkał wśród gór,
I splatał tam siecie,
I łowił zające.
I tylko miał wyżła wiernego u nogi,
A nigdy nie wracał w rodzicieli progi:
Tak sobie obrzydził kobiety,
Mędrzec Melanio!
My zaś nie gorsi od tego Melania.
 

robi dyg i przysuwa się zalotnie

 
Strymodoros ci się kłania,
Całusa chce od babuli!
 

STRATYLLIDA

grozi

 
Ej, zapłaczesz bez cebuli!
 

STRYMODOROS

odskoczył zły i podniósł nogę za wysoko

 
Tak? To cię tu nogą kopnę!
 

STRATYLLIDA

 
Ej, bo po tych kudłach kropnę!
 

STRYMODOROS

 
Myronides200 był też kudłacz,
Czarnotyłec, strach na wrogi201,
Tudzież Formion202; tak, przebogi!
 

STRATYLLIDA

Antystrofa (Odśpiew)

 
Chciałabym także ci bajkę powiedzieć zupełnie na odwrót
Do tego twojego Melania.
Żył raz jeden odludek,
Tymonem203 go zwano.
Ciernistą on ścianą
Dokoła się zamknął i cały kolcami najeżył:
Eryni204 to siew.
Prawdziwa jej krew!
Nie ufał, nie wierzył
Wśród mężczyzn nikomu!
Przed waszym łotrostwem uciekł w puszczę z domu,
Klął i bił was, draby, i zadawał klęski,
Tymon, wróg męski:
Lecz kochał kobiety niezmiernie
I wiernie!
 

RODIPPE

 
A chcesz, to ci kurtę skroję!
 

STRYMODOROS

ironicznie

 
Daruj, nie bij, serce moje!
 

RODIPPE

 
Drwisz, ja ci tu wnet pokażę!
 

STRYMODOROS

 
Ano, pokaż tę gęstwinkę!
 

RODIPPE

 
Nie ujrzysz nic, jak łysinkę,
Bo choć młódką się nie czuję —
Jestci, komu las karczuję!
 

SCENA OSIEMNASTA

Gromiwoja, Mężatka I, Myrrine.

GROMIWOJA

wypada gwałtownie z bramy Przedsieni

 
Hejże na pomoc, do mnie białogłowy,
Hej, do mnie!
 

Przybiega co tchu Mężatka I.

MĘŻATKA I

 
Cóż tam, jakiś kłopot nowy?
 

wbiegają inne kobiety

GROMIWOJA

pokazując w dół Akropoli

 
Patrzaj, mąż jakiś bieży w dzikim pędzie,
Rażony ślepym szałem Afrodyty!
 

modląc się, podnosi dłonie

 
Obojga Kyter, Pafu, Kypru, Włosto,
Spraw, niech precz od nas idzie drogą prostą!205
 

MĘŻATKA II

wypatrując

 
Któż to i gdzież jest?
 

GROMIWOJA

 
Teraz Chloę mija!206
 

MĘŻATKA I

dostrzegła kogoś w dole

 
Boże, tam postać jakaś, ale czyja?
 

GROMIWOJA

 
Tężcie wzrok! Może która pozna…
 

MYRRINE

 
Przebóg,
Kinesjas, mąż mój, o losu zrządzenie!
 

GROMIWOJA

do Myrriny

 
Twym dziełem zmienić go teraz w płomienie:
Drażń, rozpal zmysły, całuj, a nie całuj,
Pozwól na wszystko, niczego nie żałuj,
Krom207 tego, czego wzbrania kielich święty!
 

MYRRINE

 
Nie bój się, będzie tu na ogień wzięty…!
 

GROMIWOJA

 
Więc tu go razem wystrychniem na dudka,
Razem go schrupiem!
 

do reszty kobiet

 
A wy, marsz za wrótka!
 

Wszystkie kobiety chowają się w Przedsieniach. Gromiwoja odbiera od Stratyllidy tarczę i oszczep, przypina złocisty szłom i staje w postawie warty przed bramą. Stratyllida chowa się za mur. Wpada Kinesjas, aż siny, za nim niewolnik Manes niesie jego synka.

SCENA DZIEWIĘTNASTA

Kinesjas, Gromiwoja.

KINESJAS

 
Do kroćset, jaki skurcz mnie pręży, męczy,
Jakbyś mnie rozpiął na tortur obręczy!
 

GROMIWOJA

 
Hej, kto w obrębie czat stoi?
 

KINESJAS

 
Swój stoi!
 

GROMIWOJA

 
Czy mąż?
 

KINESJAS

 
Niestety!
 

GROMIWOJA

 
Precz od tych podwoi!
 

KINESJAS

 
Kto mi precz każe? Ktoś ty?
 

GROMIWOJA

 
Straż zamkowa!
 

KINESJAS

 
Na bogi klnę cię, wołaj tu Myrriny!
 

GROMIWOJA

 
Dobryś, Myrriny – a z jakiej przyczyny?
 

KINESJAS

 
Jam jej małżonek, Kinesjas z Pyjoni208.
 

GROMIWOJA

z nagłą, uprzedzającą grzecznością

 
Witaj nam, gościu, ciebie sława goni!
Imię twe dobrze znane w naszym kole:
Ciebie twa żona przy biesiadnym stole
Wspomina czule przy każdym ust kąsku,
Czy to jest jajko, jabłuszko, brzoskwinia,
Mówi: „To dla mnie, cóż dla mego Kinia?”
 

KINESJAS

 
Boże – gdzież ona…?
 

GROMIWOJA

 
Gdy mowa o mężach
Naszych, w tej chwili chełpi się twa żona:
„Z Kineczkiem moim równać ich nie mogę!”
 

KINESJAS

 
Idź ją zawołać!
 

GROMIWOJA

 
A dasz co za drogę?
 

KINESJAS

 
Gdy zechcesz, dam ci ten gwoździk, tu, oto:
Co mam, to daję z najszczerszą ochotą!
 

GROMIWOJA

 
Więc zgoda, idę.
 

KINESJAS

 
Spiesz się, leć, mój kwiecie!
Wżdy209 mnie nie cieszy nic a nic na świecie,
Odkąd odeszła ona z mego domu!
Już w progu żre mnie smutek i ciemięży,
Gdzie spojrzę, pustki, nuda: jeść nie mogę,
Apetyt tracę, bo mnie krzepa pręży!
 

SCENA DWUDZIESTA

Z Przedsieni wychodzą Gromiwoja i Myrrine, żywo ze sobą namawiając.

MYRRINE

 
Kocham go, kocham, lecz mojej pieszczoty
Nie chce, więc po co mnie ciągniesz, niebogę?
 

KINESJAS

wyrywając się naprzód

 
Co ty wyrabiasz, Miro, skarbie zloty?
Zejdź do mnie, słodka!
 

MYRRINE

 
Żywie Zeus, nie mogę!
 

KINESJAS

 
Jak to, Mireczko, do mnie zejdź, o nieba!
 

MYRRINE

 
Po co mnie wołasz, wszak ci nic nie trzeba!
 

KINESJAS

 
Mnie nic nie trzeba, mnie, wcieleniu nędzy?
 

MYRRINE

 
Bądź zdrów!
 

chce odejść

KINESJAS

 
Stój, słuchaj! Może ciebie prędzej
Wzruszy to dziecię! Synku, proś mamusi!
 

Niewolnik Manes podnosi chłopczyka, Myrrine śmieje się do dziecka.

CHŁOPCZYK

 
Mama – mamusia – do mamy – mamusi!
 

KINESJAS

oburzony

 
Więc nawet dziecko zejść cię nie przymusi?!
Sześć dni nie myte, nie ssało – biedota!
Ulitujże się!
 

pauza

MYRRINE

 
Toć się lituję, lecz ojciec niecnota
Nie ma litości nad nim…
 

KINESJAS

ostro

 
Zejdź do dziecka!
 

MYRRINE

bardzo poważnie

 
O serce matki, ty mi tu zejść każesz!
 

schodzi po stopniach, odbiera i pieści malca

KINESJAS

do siebie – stojąc obok

 
Wydaje mi się, jakby znacznie młodsza
I jakiś wabik i wdzięk od niej bije,
A że się dąsa i zadziera noska,
To tylko przez to będzie… jeszcze słodsza!
 

MYRRINE

całuje dziecię

 
Synku mój złoty, złego tatki dziecię!
Daj pysia mamie, twój całus – najmilszy!
 

KINESJAS

zaczyna ją ściskać

 
Porzuć, złośnico, grymasy raz przecie!
Nie słuchaj innych kobiet! Nie truj życia
I mnie, i sobie!
 

MYRRINE

daje mu klapsa

 
No – ręce przy sobie!
 

KINESJAS

 
A w domu nieład, wspólne nasze miano210
Tak zaniedbane!
 

MYRRINE

oschle

 
Mało mnie obchodzi.
 

KINESJAS

 
Mało, że twoją wełnę ukochaną
Kury rozwłóczą?
 

MYRRINE

 
Tak, mój panie, mało.
 

KINESJAS

 
Lecz Afrodycie nic się nie dostało,
Mireczko, od nas tak dawno w ofierze!
To grzech; wróć do dom!
 

MYRRINE

 
Nigdy, aż przymierze
Zawrzecie oraz wojnę skasujecie!
 

KINESJAS

 
Owszem, precz z wojną, jeśli tak wypadnie…
 

MYRRINE

 
Owszem, w dom wrócę, jeżeli tak padnie —
Teraz pamiętaj, żem się zaprzysięgła!
 

KINESJAS

 
Jednak raz przecie pójdź w moje ramiona!
 

MYRRINE

 
O nie, choć kocha, ubóstwia cię żona!
 

KINESJAS

 
Kochasz, więc kładź się tu, mirtowy kwiecie!
 

MYRRINE

 
Jakiś ty śmieszny: patrzy na nas dziecię!
 

KINESJAS

ogląda się za Manesem

 
A prawda: Manes, wynieś mi je zaraz!
 

Manes odbiera od Myrrinydziecię i odchodzi: malec się drze przeraźliwie

 
Oto już znikli: znikł i twój ambaras,
Więc kładź się zaraz!
 

MYRRINE

 
Ależ gdzie, mój kocie,
Gdzież by to zrobić?
 

KINESJAS

 
Gdzie? W tej ślicznej grocie!211
 

MYRRINE

 
Nie chcę nieczysta wracać w Gród, osiełku!
 

KINESJAS

 
Możesz się obmyć tu, w Tajnym Źródełku!212
 

MYRRINE

 
Daną przysięgę mam złamać, pokuso?
 

KINESJAS

 
Ja winę biorę: co ci tam przysięga!
 

MYRRINE

 
Przyniosę… leżak…
 

KINESJAS

 
Po cóż ta mitręga213?
Dobrze nam będzie na ziemi.
 

MYRRINE

 
Erosie!
Luboś214 ty hultaj, nie chcę… tak… na rosie!
 

wybiega

KINESJAS

zacierając ręce, biega żywo – podryga

 
Strasznie mnie, widać, kocha moja żonka!
 

MYRRINE

wbiega ze składanym leżakiem, rozkładają go oboje

 
No kładź się, nim się rozbiorę z chitonka,
Lecz zapomniałam czegoś… Ach… rogoże215!
 

KINESJAS

kładąc się na leżak

 
Jakie rogoże? Nie chcę…
 

MYRRINE

 
Lecz, mój Boże,
Niedobrze, brzydko, tak na samych paskach…
 

KINESJAS

 
Daj choć ust, luba!
 

MYRRINE

chyląc usta

 
Masz…
 

wybiega

KINESJAS

smakując

 
Mnia, mnia… jestem w łaskach!
 

MYRRINE

wnosząc rogóżkę

 
Mam już rogóżkę! Teraz cię popieszczę.
W mig zdejmę szatki… czegoś nie ma jeszcze…
Poduszki!
 

KINESJAS

 
Nie chcę, po jakiego licha?
 

MYRRINE

wybiegając

 
Ja chcę, rozumiesz?
 

KINESJAS

do siebie – spocony i zmęczony – rozciąga się na łożu

 
Już człek ledwie dycha…
 

MYRRINE

wnosząc poduszkę

 
Wstań, podnieś główkę! Masz wszystko, niecnoto!
 

KINESJAS

 
Tak – to już wszystko. Pójdź tu, moje złoto!
 

MYRRINE

 
Odpinam pasek – lecz pomnij łaskawie,
Byś żonie nie zawiódł w tej przymierza sprawie!
 

KINESJAS

 
Wpierw trupem padnę!
 

MYRRINE

 
Ach, nie ma wojłoka216!
 

KINESJAS

zniecierpliwiony

 
Po co wojłoka? chcę d…; znów zwłoka!
 

MYRRINE

wybiegając

 
Nie bój się; dam ci… wrócę, nie ucieknę!
 

KINESJAS

z pasją

 
Kobieto, ja się przez ten wojłok wścieknę!
 

MYRRINE

wnosząc wojłok

 
Powstań!
 

KINESJAS

wstaje

 
Już dawno czeka ten powstaniec…
 

MYRRINE

nakrywając go wojłokiem

 
Chcesz, dam wonności?
 

KINESJAS

ocierając pot

 
Miro – skończ katusze!
 

MYRRINE

 
O Afrodyto, chcesz, czy nie chcesz, muszę!
 

KINESJAS

zrezygnowany

 
Wszechmocny Zeusie, lejcie się wonności!
 

MYRRINE

odtykając flakon

 
Wystaw tu dłonie i namaszczaj skronie!
 

KINESJAS

z gestem odrazy

 
Pfe, twój olejek – nabawił mnie mdłości,
Ależ to zapach – wcale nie godowy…
 

MYRRINE

 
Daruj pomyłkę… to balsam pieprzowy…
 

wybiega po inny olejek

KINESJAS

 
Wyborny, zostaw, stój, szalona!
 

MYRRINE

wybiegając

 
Bredzi!
 

KINESJAS

sam

 
By zdechł ten łajdak, co olejki cedzi!
 

MYRRINE

wraca z alabastrowym słoikiem

 
Masz tu ten słojek.
 

KINESJAS

z rozpaczą

 
Mam i ja…. dla ciebie…
Wżdy raz się połóż; przez bóstwa na niebie —
Nie noś nic, nie męcz!
 

MYRRINE

 
Zgoda, na Artemis!
Właśnie sandały zdejmę. Lecz mój drogi,
Daj za przymierzem głos!
 

KINESJAS

 
Tak, prze-bogi,
Na radzie… podam… wniosek!…
 

Myrrine robi przesadny – szyderski dyg i ucieka w Przedsienie.

SCENA DWUDZIESTA PIERWSZA

Kinesjas, Chór Starców.

KINESJAS

gapi się przez chwilę – osłupiały

 
      Zabiła mnie na śmierć żona,
      Na proch i na sieczkę starła,
            Żywcem odarła
       I poszła sobie na Zamek!
Och, kogóż teraz obłapię w ramiona,
Gdy najpiękniejsza ze wszystkich stracona?
Jakże ten drobiazg nakarmię, napoję?
Hej, Lisipiesek217, przyjdź na prośby moje,
      Sprzedaj mi jednę z twych mamek!
 

STRYMODOROS

 
      Och, jaka boleść targa twą duszę,
      Podle zdradzony biedaku!
      Tak mi cię żal, nieboraku!
Ajaj, kto strzyma takie katusze?
      Mieć takie lędźwie potężne,
      Tylą urodę i takie człony
      I biodra jędrne, półkule prężne,
A nie móc ściskać co rano żony?
 

KINESJAS

 
O Zeusie, ratuj! Ten skurcz szalony!
 

DRAKES

 
Zaprawdę, tobie zadała te męki
      Ta szelma, potwór wcielony!
 

KINESJAS

 
Nie mów tak! Kocham i wielbię jej wdzięki!
 

STRYMODOROS

 
Jakie tam wdzięki! Ot, szelma podła!
 

wznosi ręce do modlitwy, za nim cały Chór Starców

 
Zeusie, nasz Panie!
Obyś ją porwał, jak drzewo suche,
Uniósł wichurą, skręcił w orkanie,
      Gnał w podniebną zawieruchę,
A potem puścił! Niech leci na ziemskie padoły
            I niespodzianie
Niech się nabije na czyj… kulas goły!
 

SCENA DWUDZIESTA DRUGA

Herold lakoński, Senator, Chóry.

HEROLD

mąż wspaniale zbudowany, kontrast smukłych i zgrabnych Ateńczyków. Na głowie wieniec oliwny, na ramionach powłoka purpurowa, sandały zakurzone z drogi, pod chlamidą sterczy fallos

 
Ka218 tu rajcuje starszyzna Ateńców?
Ka są Prytany219? Chcę wam rzec nowinę!
 

SENATOR

 
A tyś kto, człowiek, czy Konisal sprośny220?
 

HEROLD

 
Ja tu, koniądzu, herold, na dwa bogi:
Skróś miru221 idę ze Sparty kęs drogi!
 

SENATOR

 
Tak? A pod pachą masz nadziak schowany!
 

HEROLD

 
Nic nie mam.
 

SENATOR

 
Patrzysz, jako wilk złapany,
Co pchasz pod delię? Czyś zochwaciał w drodze?
 

HEROLD

 
Hej, wiera Boże, to człek głupi srodze!
 

SENATOR

pokazując fallos

 
Co ci to, łotrze, tak furkło do góry?
 

HEROLD

 
Nic, na Kastora! Przestańcie pleść bzdury!
 

SENATOR

dotyka fallosa

 
A to co znaczy?
 

HEROLD

 
Lakońska buława222.
 

SENATOR

 
Patrz, u mnie także lakońska buława!
Mów prawdę: wiem już, jaka to jest sprawa!
Ha, jak tam stoją interesy w Sparcie?
 

HEROLD

 
Okropnie stoją; mam ci rzec otwarcie —
Sparta i wszyscy związkowi otęgli!
 

SENATOR

 
Skąd na was spadło to zło niepożyte223,
Od bożka Pana?
 

HEROLD

 
Nie – to przez Lampitę,
Za nią zaś wszystkie spartańskie kobiety
Razem, jak klacze wypuszczone z mety,
Hejże na chłopów, hej gnać precz od łoży!
 

SENATOR

drwiąco

 
Jakże wam teraz?
 

HEROLD

 
Eh, psom nie jest gorzej!
Łazim po mieście w kuczki, jak z świecznikiem
Pod wiatr: lecz baby nie wdają się z nikim
Nie dają nawet dotknąć się mirteczków,
Aż przódziej wszyscy jednowolną radą
Mir uchwalimy i zładzim z Helladą.
 

SENATOR

bijąc się w czoło – do widzów

 
Widać, ze wszystkich stron świata płeć biała
W tym się sprzysięgła; to rzecz zrozumiała…
 

do Herolda

 
Ty wróć natychmiast, daj wniosek, by w sprawie
Miru przybyli tu pełnomocnicy,
Ja zaś to samo wniosę na wietnicy,
Rzecz popierając tym kulasem oto!
 

HEROLD

 
Na skrzydłach lecę, wżdy słowa twe… złoto.
 

Wychodzą – równocześnie jeden na lewo – drugi na prawo.

SCENA DWUDZIESTA TRZECIA

Chóry oba.

STRYMODOROS

 
Łatwiej zwalczyć bohatera,
Łatwiej ognia stłumić żary,
Niż kobietę… Wżdy pantera
Nie jest gorsza od tej starej!
 

pokazuje palcem Stratyllidę

STRATYLLIDA

 
Tak? Więc jawnie to przyznajesz,
A przede mną chcesz grać zucha
Lubo224 mógłbyś, ty nicponiu,
We mnie mieć wiernego druha?
 

STRYMODOROS

 
Nie – przenigdy! Ja od młodu
Nienawidzę kobiet rodu!
 

STRATYLLIDA

 
Owszem, jak chcesz, ty pokuso!
Lecz nie mogę patrzeć na to,
Żeś tak zaodziany kuso…
Pozwól, zbliżę się do ciebie
I okryję twoje ziobra!
 

odziewa go opończą, wszystkie robią to samo innym starcom

STRYMODOROS

z podzięką

 
Żywie Zeus, ty jesteś dobra!
 

STRATYLLIDA

 
Teraz poznać, żeś mężczyzna,
Śmieszna znikła już golizna.
Gdy nie będziesz mi dokuczał,
To ci wyjmę zgrabnie z oka
Lekką ręką tego… smoka,
Który wlazł tam, no… i pląsa.
 

STRYMODOROS

 
Ach, od dawna już mnie kąsa
Ten kąsyliarz zatracony:
A pochwyć go w swoje szpony,
Potem pokaż tu acana!
Przecież on mnie gryzie w oko,
Przebóg, od samego rana!
 

STRATYLLIDA

 
Więc wyświadczę ci tę łaskę,
Chociaż jesteś szaławiła.
 

majstruje mu koło oka

 
Zeusie, jakaż pod powiekę
Twoją bestia się zaryła!
 

wyciągła i pokazuje

 
Widzisz twego tu komara?
Z Trykorytu ta poczwara225!
 

STRYMODOROS

 
Wydobyłaś go tak cudnie,
Choć się wkopał jako w studnie,
Lecz gdy teraz, na Demetrę,
Wyjęt został, łzy mkną ciurkiem!
 

STRATYLLIDA

 
Więc ci jeszcze łzy obetrę,
A choć jesteś znanym gburkiem
Pocałuję!
 

STRYMODOROS

 
Nie – nie całuj!
 

STRATYLLIDA

całuje go, a za nią każda innego

 
Chcesz, czy nie chcesz, pocałuję!
 

STRYMODOROS

odmłodzony

 
A niechże was gęś podepce,
Wy łasice, wy przychlebce!
Prawdę ano mówi stare,
Niezrównane porzekadło,
„Źle na świecie z łotrzycami,
Ale gorzej, gdyśmy sami!”
 

STRATYLLIDA

 
Więc ci teraz tu ślubuję,
Krzywdy wam po życia kres
Nie wyrządzać: również czuję,
Że nie chcecie moich łez!
Razem teraz będziem stać,
Zgodnie gromkie pieśni piać!
 

CHÓR STARCÓW

Strofa (Śpiew)

 
Nie szykujem się psotnie
Światu gorzkich prawd prawić,
       Ani szydzić zeń;
Wszystko zrobim odwrotnie:
Będziem czynić i jawić
Samo tylko wesele,
Mamy bowiem za wiele
Tych bolesnych udręczeń,
       Które niesie dzień!
 
 
Niechaj więc męże, kobiety, wdówki,
Szczerze wyjawią, czy im nie trzeba
                     Gotówki,
Może tak dwie, trzy stówki?
       Gdyż mamy tego huk,
              Trzos koło trzosa!
A gdy tam kiedyś pokój powróci,
Co kto pożyczył, to wtedy… figa,
       Niechaj nie płaci nic,
              Ani pół grosza!
 

CHÓR BIAŁOGŁÓW

Antystrofa (Odśpiew)

 
W goście do nas przyjadą
       Urodziwe junaki,
       Karystyjska226 młódź
Więc przyjmę ich z paradą,
       Groch, pieczone prosiaki,
       Że aż zapach czuć!
Prawda? Same przysmaki
       Na biesiadę dam,
Bo to śliczne chłopaki!
       Ślinka idzie wam?
I wy też przyjdźcie do nas w gościnę,
Ale się z dziatwą wykąpcie doma,
                     Z godzinę
       Przedtem, a dziarską minę
       Przybrawszy, walcie w dom!
              Nie pytający
O nic nikogo pchajcie się żwawo,
Jakbyście mieli ku temu prawo,
       Jakoże u nas
              Zawarte drzwi
              Na spusty trzy!
 

SCENA DWUDZIESTA CZWARTA

Wchodzą posłowie spartańscy, ubrani śmiesznie: na biodrach ochronne „półkoszki”, jakby krótkie krynoliny na fallosy; na ramionach chlajny-dzianice zakasane wysoko.

Chór Starców, Pełnomocnik Spartański.

CHÓR

 
Baczność! Idą już ze Sparty,
Wykręciwszy w górę wąsa,
Ichmość posły, a na biodrach
Coś im, jakby w kojcach, pląsa!
 

STRYMODOROS

do Spartan

 
Witamy, czołem, Mości Lakonowie!
Jakże się macie – mówcie, goście moi!
 

PEŁNOMOCNIK SPARTAŃSKI

 
Co bych ta siła gwarzył, Waszmościowie,
Dyć sami widzą, jako nam rzecz stoi.
 

STRYMODOROS

 
Ba! Ta zaraza okrutnie was spręża,
Gorączka, zda się, jeszcze się natęża?
 

PEŁNOMOCNIK SPARTAŃSKI

 
Luto227. Cóż prawić wiela? Niech kto skoczy,
Ka chce po kogo, niech mir nam zjednoczy.
 

Ukazuje się orszak poselstwa ateńskiego również ze sterczącymi fallosami.

STRYMODOROS

 
Patrz, oto idą nasi pramieścice!
Jak na boisku podgięli dzianice;
Folgując łonom, odsłonili brzuchy,
A mają strasznie zapaśnicze ruchy!
 

PEŁNOMOCNIK ATEŃSKI

 
Kto wie, niech gada, gdzie jest Gromiwoja!?
Patrzcie, co może spotkać biednych ludzi!
 

STRYMODOROS

 
Oj, ten wasz pomór, to brat owej dżumy!
Czy was tak świtem jakiś skurcz nie budzi?
 

PEŁNOMOCNIK ATEŃSKI

 
Byleby świtem… lecz zawsze i wszędzie,
I jeśli zaraz przymierza nie będzie,
To nie ma rady, li228 zad Klejstenesa!
 

STRYMODOROS

 
Macie wy klepki, skryjcież interesa!
Niechże was który z wyrwikusiów zoczy,
Utnie, co uciął posągom Hermesa229!
 

Spartanie i Ateńczycy zakrywają fallosy skwapliwie.

PEŁNOMOCNIK ATEŃSKI

 
Na Zeusa, prawda!
 

PEŁNOMOCNIK SPARTAŃSKI

do swoich rodaków

 
Haj, przez dwa bożyce,
To nie przelewki; naciągać dzianice!
 

PEŁNOMOCNIK ATEŃSKI

teraz dopiero zobaczył Spartan

 
A, czołem, waszmość Lakońcy, źle z nami!
 

PEŁNOMOCNIK SPARTAŃSKI

 
Już po nas, bratku, gdy te łamibożki
Uwidzą, jako sterczą nasze rożki!
 

PEŁNOMOCNIK ATEŃSKI

 
No, Lakonowie, powiedzcie tak szczerze,
Po coście przyszli do nas?
 

PEŁNOMOCNIK SPARTAŃSKI

 
Po przymierze,
Jako poselstwo.
 

PEŁNOMOCNIK ATEŃSKI

 
Ach, wierzę wam, wierzę.
Więc trzeba tutaj wezwać Gromiwoi,
Niech rokowaniem ludy uspokoi!
 

PEŁNOMOCNIK SPARTAŃSKI

 
A niech Gromwoja będzie, czy Gromiwój!
 

STRYMODOROS

 
Lecz jej nie trzeba wzywać, jak się zdaje,
Bo słysząc o was, tutaj sama staje.
 

Występuje Gromiwoja z orszakiem.

SCENA DWUDZIESTA PIĄTA

STRYMODOROS

 
Chwała tobie, bohaterko!
Pora się pokazać ninie
Groźną, miękką i pobożną,
Kutą, chytrą, dzielną w czynie,
Wzdy prymasy wszech Hellenów,
Czarem twoim wzięci w jeństwo,
Przyszli tu i na cię zdali
Wspólnej nawy230 bezpieczeństwo!
 

GROMIWOJA

 
Nie trudna to rzecz, kiedy obie strony
Bez fałszu zadmą już w jednakie tony:
Zaraz to ujrzym. Gdzie jest Jejmość Zgoda?
 

Występuje boginka Zgoda (Diallage)

 
Przywiedź tu naprzód przede mnie Lakony!
Nie bierz ich ręką szorstką, ni zbyt hardą,
Jak czynią nasi mężowie… z pogardą…
Lecz bierz się do nich tkliwie, jak żonusia:
Kto ręki umknie, chwytaj go za… kusia!
 

Boginka przedstawia pełnomocników Sparty

 
Z tej strony masz tu Ateńców szykować:
Za co się dadzą, za to łap i prowadź!
 

Pełnomocnicy ateńscy stają przed nią

 
Mości Lakońcy, stańcie tuż koło mnie,
A wy tu, blisko! Słuchajcież przytomnie!
Wprawdzie niewiastą jestem z płci i lica,
Lecz rozum bystry dala mi natura,
Doma zaś rozmów słuchając rodzica
Z ludźmi starszymi, wzrastałam w mądrości.
Mając was razem, chcę wam ostre słowa
Prawdy rzec, wam, co z jednego w jedności
Świętego wiadra na wspólne ołtarze
Lejecie wodę, czy to w Termopilach,
Czy też w Olimpii, czy w Delfickim jarze,
I wszędzie, mówiąc krótko: lecz wy, mimo
Wspólnego wroga barbarzyńskie ordy,
Niszczycie siebie, lud, Hellenów grody!
Uf… Już połowa oracji skończona!
 

PEŁNOMOCNIK ATEŃSKI

strojąc koperczaki231 do boginki Zgody

 
Gada, a człek tu na stojączkę skona!
 

GROMIWOJA

 
Teraz się do was zwracam, Lakonowie:
Czyście zabyli232, jak tu – Periklejdes
Ze Sparty – przypadł rękoma drżącemi
Do tych ołtarzy, blady trup w purpurze
Gońca, błagając Ateńców o pomoc?
Bo wtedy na was runęły dwie burze,
Rokosz Messeny i trzęsienie ziemi!
Hoplitów233 zebrał huf czterech tysięcy
Kimon i całą Lakonię zratował,
Więc gdy z tej toni wydrą was Ateńcy,
Wy krwią ich teraz szafujecie szczodro?
 

PEŁNOMOCNIK ATEŃSKI

oburzony

 
Bogów i ludzi krzywdzą te złodzieje!
 

PEŁNOMOCNIK SPARTAŃSKI

nie słucha i nie wie o czym mówią, tylko manipuluje koło boginki Zgody: naraz usłyszał ostatni wyraz i przytakuje

 
O tak, złodzieje! Ale też to biodro!
Śliczne, co śliczne, ino byś całował!
 

GROMIWOJA

zwracając się w tej chwili do niego

 
Myślisz, że może Ateńców rozgrzeszę?
 

do Ateńczyków

 
Zapomnieliście, jak znów Spartan rzesze,
Do was, odzianych w niewolne kubraki,
Przybyli, gromiąc tessalskie żołdaki,
Rażąc Hippiasa siepaczy włóczniami,
W dzień ów, gdy w boju krwawym oni sami
Wam pomagali i – miast234 kurt niewolnych —
Lud nasz ubrali znowu w strój wolności!
 

PEŁNOMOCNIK SPARTAŃSKI

 
Nikam235 nie widział wraz tylu śliczności!
 

PEŁNOMOCNIK ATEŃSKI

 
Aj! cacko z dziurką, aż mnie mgli236 do kości!
 

GROMIWOJA

 
Więc gdy was łączy krew, przelana razem,
Wy bój toczycie, godząc w się żelazem
Pomsty? Pokoju czemu nie zawrzecie?
 

PEŁNOMOCNIK SPARTAŃSKI

 
Chcieć, chcemy miru, ale niech nam przecie
Nasz gród oddadzą…
 

GROMIWOJA

 
Jaki, druhu?
 

PEŁNOMOCNIK SPARTAŃSKI

 
Pylos,
O który ciągle ból czujemy srogi.
 

PEŁNOMOCNIK ATEŃSKI

 
Na Posejdona, nic z tego – na bogi!
 

GROMIWOJA

 
Daj, drogi!
 

PEŁNOMOCNIK ATEŃSKI

 
Ale?… Cóż będziem tarmosić?
 

GROMIWOJA

 
W odwet o inny kraj możesz go prosić…
 

PEŁNOMOCNIK ATEŃSKI

 
Więc nam oddajcie naprzód… ten… jak zwie się…
Aha – Echinunt, Melijską ostoję,
Za nim leżącą i łydki Megary!
 

PEŁNOMOCNIK SPARTAŃSKI

 
Nie wszystko, na dwa bogi, lisie stary!
 

GROMIWOJA

 
O łydki bić się? Ustąp, czyliś smykiem?
 

PEŁNOMOCNIK ATEŃSKI

 
Zgoda: chcę nago orać już konikiem!
 

PEŁNOMOCNIK SPARTAŃSKI

 
Haj, na dwa bogi, nawoziłbych rolę!
 

GROMIWOJA

 
Gdy mir zawrzecie, na orkę… pozwolę.
 

krzyk wszystkich mężów, potakujący

 
Więc gdy już zgoda na jedno orędzie,
Gońcie i głoście mir związkowym wszędzie!
 

PEŁNOMOCNIK ATEŃSKI

 
Łatwo to gadać: patrz, luba, stojączka!
Więc jakże gonić? Wżdy nasi druhowie
Chcą, jak my czubić…
 

PEŁNOMOCNIK SPARTAŃSKI

 
Na dwa bogi, czubić
Chcą wszyscy!
 

PEŁNOMOCNIK ATEŃSKI

 
Nawet skromni Karystowie!
 

GROMIWOJA

 
To prawda: teraz róbcie wodozlanie,
Bo was na Zamku ugościć chcą panie
Tym wszystkim, co w tych puzderkach zamknięto.
Tam też przysięgę zobowspólną, świętą,
Złożycie. Każdy potem weźmie żonę
I w dom odejdzie…
 

PEŁNOMOCNIK ATEŃSKI

 
Och, już cały płonę!
 

PEŁNOMOCNIK SPARTAŃSKI

 
Prowadź nas, ka chcesz; niech się to raz skończy!
 

PEŁNOMOCNIK ATEŃSKI

 
Prowadź natychmiast, ziaję, jak pies gończy!
 

Wszyscy wchodzą przez Propyleje w głąb, pozostaje tylko Chór.

CHÓR BIAŁOGŁÓW

Strofa (Śpiew)

 
Mamy kraśne kilimy,
       Płaszcze, suknie na święto
              I złotości rój!
Tym się z wami dzielimy;
       Wszak niemałą przynętą
              Cały ten skarb mój!
Kto ma dzieci, niech leci
       I te panny, co noszą
              Na procesji kosz,
Niech się tu do nas poufnie zgłoszą
I biorą, co chcą, bo owe skrzynie
Choć mają niby jakieś zamknięcie,
To jednak łatwo… zerwać pieczęcie
       I brać to, co się nawinie…
Lecz nie wiem, aza w skrzyni co znajdziecie…
       Chyba widzicie lepiej ode mnie:
              Ja sama patrzę daremnie,
              I widzę na dnie li… śmiecie!
 

Antystrofa (Odśpiew)

 
       A kto w domu hoduje
       Głodujące czeladzie,
              Drobnych dzieci lik237,
       Niech się do mnie skieruje:
       Mam bułeczki na składzie
              Z pszenicy i fig:
       Są kołacze gotowe,
       Chleby z pieca garcowe!
              Zapraszamy was!
Więc gdzie jest jaka głodna biedota,
Wszyscy niech zniosą przed moje wrota
Worki i mieszki: Manes, niecnota,
Ten mój parobas, hojnie namierzy,
       Co się tam komu należy.
Tylko dam jedną maleńką przestrogę:
Lepiej się trzymać od drzwi z daleka…
       Bo ugryźć może bryś238 w nogę
       Mniej ostrożnego człowieka!
 

EXODOS. WYJŚCIE CHÓRU

(1216–1321)

SCENA DWUDZIESTA SZÓSTA

Tłum gapiów otacza bramy Propylejów, pilnowane przez strażniczki; z uczty wychodzi nieco chwiejnym krokiem jeden z Ateńczyków, z pochodnią w ręku, bo już jest wieczór, i rozpędza gawiedź.

Chór i Ateńczyk I.

ATEŃCZYK I

 
Hej, wrotna, otwórz!239
 

do gawiedzi

 
Wynoś się, warchole!
Tuście usiedli? Chcesz, to ci przysmolę
Tą żagwią kudły? Precz mi stąd, hołoto!
 

JEDEN Z TŁUMU

usuwając się

 
Nie ruszyłbym się, gdyby nie chęć oto,
By ci dogodzić; robię więc ofiarę!
 

DRUGI Z TŁUMU

 
My wszyscy robim dla ciebie ofiarę!
 

niby się usuwają ze stopni

ATEŃCZYK II

 
Precz, bo za kudły chwycę, dziady stare!
Wen240, jazdo, aby mości Lakonowie
Mogli wyjść godnie po sutym bankiecie!
 

SCENA DWUDZIESTA SIÓDMA

Z Przedsieni wychodzi drugi z pełnomocników ateńskich, również w różowym humorze.

Ci sami i Ateńczyk II.

ATEŃCZYK II

do pierwszego

 
To uczta; lepszej nie było na świecie!
Nawet Lakońcy stali się rozmowni241,
My zaś przy winku mamy humor byczy!
 

ATEŃCZYK I

 
Prawda, na trzeźwo żaden trzech nie zliczy!
Gdybym współziomków mógł przekonać słowem,
Tobyśmy w posły chadzali pijani!
Bo kiedy idziem po trzeźwu do Sparty,
Mącimy wszystko; jakby opętani,
Kręcimy; tego, co prawią, nie słyszym,
Węsząc w ich słowach to, czego nie mówią,
W tych samych paktach zmieniając warunki!
Dziś wszystko dla nas różowo i gdyby
O Telamonie piał kto pieśń, a drugi
Do Kleitagory grał mu wtór na flecie,
Klaskalibyśmy242 na takim duecie!
 

do hołoty, która znowu obsiadła schody

 
Te gapie znowu drogę zawaliły!
Precz stąd, do kata, precz stąd, szaławiły!
 

Z Akropoli wytacza się przy świetle pochodni cały orszak męski.

ATEŃCZYK II

 
Żywie Zeus! Oto wali pochód cały!
 

SCENA DWUDZIESTA ÓSMA

Ci sami, oba Chóry i oba orszaki pełnomocników Aten i Sparty.

PEŁNOMOCNIK SPARTAŃSKI

do fletnisty

 
Hej kochaneczku, duj raźno w piszczały:
Hej, koło ziemi będę krzesać setnie
I w cześć Ateńcom i naszym zapieję!
 

Fletnista występuje i szykuje się grać

ATEŃCZYK I

 
Dmij, a od ucha – na bogi – we fletnie!
Jakże się cieszę, że ujrzę ich reje!
 

Monodia I

PEŁNOMOCNIK SPARTY

śpiewa pod wtór fletni: inni Spartanie tańczą tę pieśń równocześnie

 
       Do śpiewu zwij
W cześć witeziom, o Mnamojno, Matko Muz,
       Jednę z twych cór!
       Co nasze i wasze zna czyny,
       Co widziała śród głębiny
       Pod Artemizjon
       Jako się rzucali
       Ateńcy na wroga korabie
       I jak bożyce na Medach jechali!
       A zaś z Leonidą my,
       Jak odyńce, ostrząc kły,
       Wraz skoczyli w boju tan,
       Kwiat toczący krwawych pian
       Z wściekłych warg na gołą pierś!
A było tam ludu perskiego nie mniej,
       Jak na brzegu piaskowych jest ziarn!
 
 
       Dzikich pól Pani, Łowczyni sarn,
       O Artemido,
       Przyjdź, boska dziewko,
       Przymierza broń!
Byśmy długo w nim żyli, by z wieku na wiek
Przyjaźni niezłomnej mir chronił i strzegł!
       A fałsz i lisie podrywy
       Wyrzućmy z tego przymierza!
Więc bywaj na świadka, o Pani cięciwy,
       Psy w smyczy wiodąca na źwierza!
 

SCENA DWUDZIESTA DZIEWIĄTA

Gromiwoja wchodzi z całym orszakiem kobiet attyckich i panhelleńskich: pokazują się te same stroje, co w I akcie.

Ci sami i Gromiwoja z orszakiem.

GROMIWOJA

 
Oto gdy wszystko żądzą miru płonie,
Bierzcie swe żonki, Mości Lakonowie,
Takoż wy swoje! Mąż niech przy swej żonie,
Żona przy mężu stanie! Więc na zdrowie
Nasze i na cześć bogom – ninie w tany,
Ślubując nigdy nie popaść w szał znany!
 

CHORUS

śpiew i taniec

 
Prowadź twój chór w radosny pląs,
       Charyty243 swobodne zwij,
Wzywaj Artemis i brata jej,
       Apolla, boga wesela!
Przybywaj do nas, Nysy gospodnie244,
Co w Menad245 gronie palisz pochodnie,
I ty, Dyjosie246, piorunem grzmiący,
I ty, dostojna jego małżonko,
       Wiecznie szczęśliwa!
Zwij wszelkie bóstwa, aby nam były
Świadkami w życiu, aż do mogiły,
       Że nam stworzyła
       Serca kojący
       Mir
       Boska Kyprido!
       Halalaj, ije, pajon
       W górę serca, w górę głos!
              Iai,
       Jakby dał zwycięstwo los!
              Iai!
       Euoj, euoj, iaj,
       Euoj, euoj, euaj, euaj!
 

GROMIWOJA

do Spartan

 
I ty, Lakonie, zagrzmij na nowo
              Swą pieśń godową!
 

Monodia II

PEŁNOMOCNIK SPARTY

śpiewa, tańcząc, a z nim tańczy tę pieśń cały orszak Spartan

 
Tajgetu247 turnie porzucaj,
        O złotostruna
Muzo Lakońska i zejdzi k'nam,
Piać bożyca, w Amyklach zwiastuna,
I Atanę248, co dzierży spiżolity chram
I dorodnych synów Tyndara,
Co hań249 nad wodą
Eurotasa pląs wiodą,
Hej, dorodnych bratów para!
Hej – ha – raźniej! Lekką stopą
Heja – ha – w zawrotny pląs.
 
 
Wielbmy Spartę, gdzie nam chór
Bogów gędzie250, a pod gędź
Tupią nogi naszych cór.
Jako źrebic kiedy w tan
Zwyrtny251 idzie śliczny wian!
Kręgiem, kręgiem ponad brzeg,
Gdzie Eurotas toczy bieg,
Krzesa szumnych dziewek wian,
Aż pod niebo leci pył!
W górę wiatr warkocze wzbił,
Jak u Bakchantki252, która w dłoni
Tyrsu253 kiść dzierżąc, kołem goni,
                     Hej!
Hej, szumna córo Ledy, prowadź nam rej254,
Hej, śliczna tanecznico!
       Włos rozwiany ręką wij,
       A nóżkami drobno bij,
              Jako leśna łań!
       I zaklaskaj dłonią w dłoń
       I zawrotnym kołem goń
              I rozhulaj pląs!
       I boginię niebosiężną,
       Spiżowego chrama Księżną,
              Wojów Włastę, piej!
 
1.Τάδ᾽ οὐχὶ Πελοπόννησος, ἀλλ᾽ Ἰωνία – gr.: „To nie Peloponez, ale Jonia”, jeden z dwóch napisów wyrytych na słupie postawionym na Przesmyku Korynckim w celu wyznaczenia granicy spornych terenów. Drugi napis, po przeciwnej stronie słupa, miał przeciwną treść. Na południe od znaku, na półwyspie Peloponez, panowała dorycka Sparta, na północ od niego znajdowała się strefa wpływów Aten, w których mówiono dialektem jońskim. [przypis edytorski]
2.Tucydydes – historyk ateński z V w. p.n.e, autor Wojny Peloponeskiej. [przypis edytorski]
3.vim vitalem (łac.) – siłę życiową. [przypis edytorski]
4.agora – rynek; centralny plac w miastach greckich, na którym koncentrowało się życie polityczne (dysputy, obchody świąt) oraz handel. [przypis edytorski]
5.Pnyks – miejsce zgromadzeń ludowych w staroż. Atenach. [przypis edytorski]
6.viveur (fr.) – człowiek cieszący się życiem. [przypis edytorski]
7.pieczeniarz – człowiek wygodnie żyjący na cudzy koszt. [przypis edytorski]
8.hetera – kurtyzana w staroż. Grecji. [przypis edytorski]
9.nawet psy ateńskie – Osy, w. 892–994: pies Kidatenej i Labes ze szczeniętami przed sądem. [przypis tłumacza]
10.Ares (mit. gr.) – bóg wojny i bitewnego szału; jego rzymskim odpowiednikiem jest Mars. [przypis edytorski]
11.Ares, Ares, Jonów bóg (…) Na równinie tej śmiertelnej! – Persowie Ajschylosa, tłum. K. Kaszewski. [przypis tłumacza]
12.Alkibiades a. Alcybiades (450–404 p.n.e.) – ateński polityk i wódz, w młodości uczeń Sokratesa, znany był ze skłonności do rozpustnego, wystawnego życia; zdradził Ateny na rzecz Sparty. [przypis edytorski]
13.dla (daw.) – z powodu. [przypis edytorski]
14.barbar – barbarzyńca. [przypis edytorski]
15.comité de salut public (fr.) – komitet ocalenia publicznego. [przypis edytorski]
16.τοὺς προσδοκῶντας χρυσίον ἐκ τῶν βαρβάρων – wyczekują złota od barbarzyńców; Arystofanes, Acharnejczycy, w. 108. [przypis edytorski]
17.Leonidas (zm. 480 p.n.e.) – król i wódz Sparty, jego straceńcza walka przeciw znacznie przeważającym siłom perskim w wąwozie Termopile uratowała grecką flotę i pozwoliła Grekom pokonać najeźdźcę w bitwach pod Salaminą i pod Platejami. [przypis edytorski]
18.Temistokles (ok. 524–459 p.n.e.) – polityk i wódz ateński, twórca potęgi morskiej Aten, główny autor zwycięstwa Greków nad Persami pod Salaminą; skazany na banicję przez wrogów politycznych, zmarł na wygnaniu na dworze króla perskiego. [przypis edytorski]
19.synekura – z łac. sine cura (bez troski) dobrze płatne stanowisko, nie wymagające przesadnego wysiłku. [przypis edytorski]
20.Jetzt rächte sich die engherzige Politik… – Teraz mści się ograniczona polityka ateńskiej demokracji wobec Związkowych: jak wiele można by osiągnąć, gdyby rzeczpospolita rzeczywiście uzyskała siłę polityczną, a rząd ateński mógł się uwolnić od działań militarnych. Pomysł, aby znieść bariery między władzą a poddanymi, tworząc z Aten i Związku jedno państwo i naród, został jednak wygłoszony zgodnie z potrzebą czasu (Aristofanes, Lysistrata 571 i nast.) Ale wtedy było już za późno… [przypis edytorski]
21.niepożyty (daw.) – niedający się pokonać. [przypis edytorski]
22.minderwärthige Nationen (niem.) – właśc. minderwertige Nationen, gorsze narody. [przypis edytorski]
23.Boerowie a. Burowie – potomkowie holenderskich osadników w Afryce, stoczyli dwie wojny z Brytyjczykami w latach 1880–1881 i 1899–1902. [przypis edytorski]
24.i tych, co się bronili i tych, co się wdarli – por. Adam Mickiewicz, Reduta Ordona. [przypis edytorski]
25.Platon, Alkib. I 123. [przypis tłumacza]
26.Akropola – dziś popr. w r.m.: Akropol. [przypis edytorski]
27.jak powiadał (…) Imci Pan Jan Kiliński – Pamiętniki Niemcewicza i Kilińskiego. [przypis tłumacza]
28.ublanszowany (daw.) – upudrowany. [przypis edytorski]
29.Rabelaise, François (ok. 1484–1553) – francuski pisarz, lekarz, były zakonnik; jego satyryczno-fantastyczna epopeja Gargantua i Pantagruel pisana w latach 1532–1564 krytykowała instytucje kościelno-feudalne, dogmaty, średniowieczną metafizykę, budując tym samym podwaliny pod nowoczesną myśl odrodzenia. [przypis edytorski]
30.suchoty (daw.) – gruźlica. [przypis edytorski]
31.Marcjalis – Marcus Valerius Martialis, poeta rzymski z I w. n.e, specjalizujący się w epigramatach. [przypis edytorski]
32.nie dostawać (daw.) – brakować. [przypis edytorski]
33.Charyty (mit. gr.) – boginie wdzięku i piękna. [przypis edytorski]
34.Po niej rad krzesa Kozionóżka zwyrtny, Tanecznym skokiem wieńczący jej brzeg – Ajchylos, Persowie 448–449. [przypis edytorski]
35.polyphloisboio thalattēs – πολυφλοίσβοιο θαλάσσης, głośno szumiące, huczące morze; epitet używany przez Homera (zob. np. Iliada I 34). [przypis edytorski]
36.Propyleje – brama z kolumnami prowadząca na ateński Akropol. [przypis edytorski]
37.Bakchos (mit. gr.) – bóg wina, znany też jako Dionizos; w mit. rzym.: Bachus (Bacchus). [przypis edytorski]
38.Afrodyta (mit. gr.) – bogini miłości, kwiatów, pożądania i płodności. Afrodyta nie miała rodziców, narodziła się z piany morskiej u wybrzeży Cypru. [przypis edytorski]
39.Pan (mit. gr.) – bóg pasterzy, przedstawiany z koźlimi nogami i rogami; jego rzymski odpowiednik to Faun. [przypis edytorski]
40.Koliada (mit. gr.) – przydomek Afrodyty, bogini miłości, od jej miejsca kultu (Kolias w Attyce). [przypis edytorski]
41.z bębny – dziś popr. forma N.lm: z bębnami. [przypis edytorski]
42.płochy (daw.) – zmienny w uczuciach. [przypis edytorski]
43.bez pochyby (daw.) – niechybnie, na pewno. [przypis edytorski]
44.doma (daw.) – w domu. [przypis edytorski]
45.gnuśny (daw.) – leniwy, pozbawiony energii. [przypis edytorski]
46.czeladź (daw.) – służba. [przypis edytorski]
47.faramuszka (daw.) – rzecz błaha. [przypis edytorski]
48.filuternie (daw.) – figlarnie, w sposób lekko prowokujący. [przypis edytorski]
49.Pallada (mit. gr.) – przydomek Ateny, bogini mądrości i sprawiedliwej wojny. [przypis edytorski]
50.zawisnąć (daw.) – zależeć. [przypis edytorski]
51.niech go dunder świśnie – niech go piorun strzeli. [przypis edytorski]
52.zginie cała Beocja (…) niech tylko zostaną węgorze! – Beocja słynna była z ryb i węgorzy, które poławiano w jeziorze Kopais. [przypis tłumacza]
53.społem (daw.) – razem. [przypis edytorski]
54.szafranny – barwiony drogim żółtym barwnikiem. [przypis edytorski]
55.meszty – rodzaj lekkich pantofli. [przypis edytorski]
56.giezło – luźna koszula płócienna. [przypis edytorski]
57.pawęż (daw.) – tarcza. [przypis edytorski]
58.szkut – (gw.) chłopak, urwis; szkuta to duża łódź. [przypis tłumacza]
59.Hekate (mit. gr.) – bogini ciemności, strzegąca bram Hadesu. [przypis edytorski]
60.Lampito – w oryginale mówi dialektem spartańskim, w tłumaczeniu zaś – góralskim. [przypis edytorski]
61.na dwa bożyca – zaklęcie spartańskie ulubione: na dwa bożyca (dual), tj. na Kastora i Polydeukesa; zaklęcie kobiet na dwie boginie: Demeter i Korę. [przypis tłumacza]
62.dyć (reg.) – przecież. [przypis edytorski]
63.goła hipkam i piętą w rzyć biję – mowa o ćwiczeniach gimnastycznych, jakim oddawały się spartańskie kobiety na równi z mężczyznami. [przypis edytorski]
64.nikiej (reg.) – jak. [przypis edytorski]
65.hruba – tu: ważna, bogata. [przypis edytorski]
66.tamstela (reg.) – stamtąd. [przypis edytorski]
67.wici (daw.) – wezwanie na wojnę w formie gałązek (witek). [przypis edytorski]
68.gaszek (daw.) – kochanek. [przypis edytorski]
69.bykowiec – skórzany bicz. [przypis edytorski]
70.Feb (mit. gr.) – przydomek Apolla, boga słońca i muzyki. [przypis edytorski]
71.harpia (mit. gr.) – demon w formie ptaka o kobiecej głowie. [przypis edytorski]
72.samowtór (daw.) – we dwoje. [przypis edytorski]
73.Pallada (mit. gr.) – przydomek Ateny, bogini mądrości i sprawiedliwej wojny. [przypis edytorski]
74.isty (daw.) – prawdziwy. [przypis edytorski]
75.wżdy (daw.) – przecież, jednak. [przypis edytorski]
76.Menelaos – syn Atreusa, król Sparty; jego żona Helena została porwana przez Parysa, co doprowadziło do wojny trojańskiej. [przypis edytorski]
77.Helena (mit. gr.) – najpiękniejsza kobieta na ziemi, żona Menelaosa, króla Sparty, porwana przez Parysa, którego wspomagała Afrodyta, wdzięczna za werdykt uznający ją za najpiękniejszą boginię; stało się to przyczyną wojny trojańskiej. [przypis edytorski]
78.Ferekrates – ówczesny komediopisarz grecki. [przypis edytorski]
79.pokiela (reg.) – dopóki. [przypis edytorski]
80.chram (daw.) – świątynia. [przypis edytorski]
81.na tarczy, jak to siedmiu wojów czyni u Ajschylosa, zarzniemy baranka – Gromiwoja mówi o scenie z tragedii Ajschylosa Siedmiu pod Tebami, przemowa posła do Eteoklesa: siedmiu bohaterów, zabiwszy tura na czarnej pawęży, przysięgło nie odstąpić od Teb, aż je zdobędą. [przypis tłumacza]
82.nie lać wody – w starożytnej Grecji wino pito zwykle rozcieńczone. [przypis edytorski]
83.własta (daw.) – władczyni. [przypis edytorski]
84.Pejtho (mit. gr.) – bogini przekonywania i uwodzenia. [przypis edytorski]
85.meszty – rodzaj lekkich pantofli. [przypis edytorski]
86.Nie stanę (…) jak lwica na tarle – mowa o tarle do sera; tarła takie miały trzonek zazwyczaj artystycznie wyrobiony; ulubioną formą była zgięta lwica, jako rękojeść. [przypis tłumacza]
87.libacja – płynna ofiara. [przypis edytorski]
88.chiton – starożytny strój grecki, prostokąt płótna spinany na ramionach i z boku. [przypis edytorski]
89.chlajna (staroż.) – męski płaszcz z grubej wełny. [przypis edytorski]
90.czeladź (daw.) – służba. [przypis edytorski]
91.zawarty (daw.) – zamknięty. [przypis edytorski]
92.brzemiono – dziś popr. brzemię, tj. ciężar. [przypis edytorski]
93.doma (daw.) – w domu. [przypis edytorski]
94.żona Lykona – Gromiwoja. [przypis edytorski]
95.zwolić (daw.) – pozwolić. [przypis edytorski]
96.draby – dziś popr. forma N.lm: drabami. [przypis edytorski]
97.witeź (daw.) – rycerz. [przypis edytorski]
98.Eurypides (ok. 480–406 p.n.e.) – dramaturg grecki, autor tragedii, uznawany za reformatora gatunku. [przypis edytorski]
99.inak (reg.) – inaczej. [przypis edytorski]
100.w oblężeniu ja srogim (…) [Kleomenesa] dzierżyłem (…) mojego poboju pamiątkę strzaska Czworogród – Attykę nazywano Czworogrodem, Tetrapolis, od czterech głównych osad: Oinoe, Probalinthos, Trikorytos, Marathon, gdzie właśnie stał pomnik zwycięstwa nad Persami. Jest w tym komiczna przesada, gdyż żaden ze starców nie mógł chyba brać udziału w bitwie maratońskiej roku 490, a tym bardziej w obronie Akropoli przed Kleomenesem, który napadł Ateny w r. 510, tj. dokładnie przed stu laty. Przypominają swymi przechwałkami kłamstwa Zagłoby. [przypis tłumacza]
101.Herakles (mit. gr.) – heros grecki; syn Zeusa i Alkmeny, mąż Dejaniry; słynny z 12 prac. [przypis edytorski]
102.bogini – tu: Atena. [przypis edytorski]
103.pęty – dziś popr. forma N.lm: pętami. [przypis edytorski]
104.brona (daw.) – brama. [przypis edytorski]
105.zawora (daw.) – zamknięcie. [przypis edytorski]
106.zażegać (daw.) – zapalać. [przypis edytorski]
107.własta (daw.) – władczyni. [przypis edytorski]
108.podwika (daw.) – kobieta. [przypis edytorski]
109.zakon (daw.) – prawo. [przypis edytorski]
110.kruża (poet.) – czara. [przypis edytorski]
111.wraz (daw.) – zaraz. [przypis edytorski]
112.niszczej – ofiara całopalna, holocaustum. Biblia Królowej Zofii, 26, 6, 27. [przypis tłumacza]
113.złotohełma Własto – mowa o Atenie. [przypis edytorski]
114.ksieni (daw.) – księżna. [przypis edytorski]
115.zbrodzień – dziś: zbrodniarz. [przypis edytorski]
116.w pysk ją trzaśnie, jak Hipponaks Bupalosa – Hipponaks, poeta jambiczny, żył w pierwszej połowie VI wieku przed Chrystusem. W jednej ze twych pieśni zagroził rzeźbiarzowi Bupalosowi, że go obije po twarzy i tego dokonał. Pieśń stała się bardzo popularna i przetrwała, jak widać, do czasów Arystofanesa. Podobno sprawa miała się tak: Bupalos robił rzeźby, karykaturki Hipponaksa (rzeźba karykaturalna jest początkiem wielkiej greckiej sztuki portretowej), który się mścił znowu wierszem; stąd bójka. [przypis tłumacza]
117.watra (reg.) – ognisko. [przypis edytorski]
118.nacechować – naznaczyć, wypalając znak na skórze (zwykle o bydle). [przypis edytorski]
119.wiechetki – gałązki, którymi uderza się w łaźni, by pobudzić krążenie krwi. [przypis edytorski]
120.Myśli, że jest w trybunale! – przytyk do pieniactwa Ateńczyków, którzy nic nieomal nie robili, tylko sądzili – i za to pobierali diety; spraw było mnóstwo, gdyż w Atenach był sąd najwyższy i dla sprzymierzonych. Obywatel, łyk ateński, był bardzo dumny i zarozumiały z tego potężnego urzędu – trybunału. [przypis tłumacza]
121.probulos, jeden z dziewięciu dyktatorów – patrz Przedmowa. [przypis tłumacza]
122.Bakchos (mit. gr.) – bóg wina, znany też jako Dionizos; w mit. rzym.: Bachus (Bacchus). [przypis edytorski]
123.Adonisa po dachach nieszpory – Adonis, ulubieniec Afrodyty, zginął na polowaniu, a śmierć ta wprawiła boginię w rozpacz. Z krwi jego wykwitnął na rozkaz Afrodyty piękny kwiat leśny, anemone. Kult Adonisa był bardzo rozpowszechniony śród kobiet, a święta na cześć jego były liczne i wcale nie należały do bardzo przyzwoitych. [przypis tłumacza]
124.Pnyks – miejsce zgromadzeń ludu, lekko pochyłe wzgórze naprzeciw Akropoli. [przypis tłumacza]
125.Kiedy Demostrat w złej, nieszczęsnej chwili podawał wniosek, by przeciw Sycylii wyprawić hufce (…) baba zawyła: „Och, Adonis kona!” – Demostratos, przeciwnik Niklasa, podał był na zgromadzenia ludowym wniosek wyprawy sycylijskiej, która się tak tragicznie zakończyła dla Aten. Z ust świętoszkowatego Senatora dowiadujemy się, że zrobił to w nieszczęsnej „złej godzinie”, kiedy kobiety opłakiwały rocznicę zgonu Adonisa. Była to zatem fatalna wróżba, pomimo to Demostrat – niedowiarek, ateusz, przeparł swoje, ale najwinniejsze są kobiety, bo… wrzeszczały. [przypis tłumacza]
126.przeprzeć (daw.) – przeforsować. [przypis edytorski]
127.snać a. snadź (daw.) – widocznie. [przypis edytorski]
128.samka (daw.) – samica, kobieta. [przypis edytorski]
129.swornie (daw.) – porządnie, w sposób zorganizowany. [przypis edytorski]
130.krotochwila (daw.) – żart. [przypis edytorski]
131.płużyć (daw.) – sprzyjać, tu: przydawać się. [przypis edytorski]
132.twój urzędnik – tak jest: scytyjscy łucznicy, niewolnicy państwa, była to wojskowo zorganizowana policja ateńska. Było ich 1200. Pełnili obowiązki pachołków rządowych i katów, jako ludzie plemienia dzikiego, do ślepego posłuszeństwa nawykli. Tu jednak widać, że to tam rozmaicie z tą karnością bywało. [przypis tłumacza]
133.Pandrosa – córka Kekropa, najstarszego króla Aten, założyciela zamku Akropoli (Krak i Wanda). [przypis tłumacza]
134.Bóstwo Zorzy – Afrodyte. [przypis tłumacza]
135.Pani Tauru – Artemis, która tam na Krymie osobliwszej czci doznawała: w czasach prastarych składano jej ofiary z ludzi (Ifigenia). [przypis tłumacza]
136.szyd – szyderstwo. [przypis edytorski]
137.nie lza (daw.) – nie należy. [przypis edytorski]
138.chram (daw.) – świątynia. [przypis edytorski]
139.Demeter (mit. gr.) – bogini zbóż, pól uprawnych i rolnictwa, siostra Zeusa. [przypis edytorski]
140.niepodobna (daw.) – nieprawdopodobne, niemożliwe. [przypis edytorski]
141.jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]
142.siła (daw.) – wiele. [przypis edytorski]
143.srom (daw.) – wstyd. [przypis edytorski]
144.na kolumnach wyryć miejskich – ówczesny sposób archiwizacji uchwał oraz traktatów międzypaństwowych. [przypis edytorski]
145.koso (daw.) – krzywo. [przypis edytorski]
146.Mąż niechaj się wojną para! – cytat z Homera Iliada VI, w. 492 (Hektor do Andromachy) πόλεμος δ᾽ άνδρεσσι μελήσει. Homera cytowano jako powagę i to rozstrzygającą. [przypis tłumacza]
147.korybanty – [dziś popr.: korybanci], kapłani frygijskiej Kybeli, którzy podczas pochodów na jej cześć biegali jak szaleni w pełnej zbroi, robiąc okrutny harmider. [przypis tłumacza]
148.puklerz (daw.) – rodzaj okrągłej tarczy. [przypis edytorski]
149.misiura – rodzaj płytkiego hełmu. [przypis edytorski]
150.Tereus – bohater mityczny, książę Tracji. [przypis tłumacza]
151.najźralszy (daw.) – najdojrzalszy. [przypis edytorski]
152.zładzić (daw.) – uporządkować. [przypis edytorski]
153.synekura – z łac. sine cura (bez troski) dobrze płatne stanowisko, nie wymagające przesadnego wysiłku. [przypis edytorski]
154.wmieszkani (gr. μέτοικος, métoikos) – wyraz ten biorę z przedmowy księgarza Hieronima Wietora 1521 (Rozmowy Salomona z Marchołtem). Co do tego całego ustępu patrz Przedmowa. [przypis tłumacza]
155.gręplować – rozplątywać przy pomocy specjalnego urządzenia włókna wełny, bawełny lub lnu. [przypis edytorski]
156.Zamilcz, wasze! Zło spoczywa – nie budź licha! – przestrzega Senator, aby Gromiwoja nie przypominała strasznej, niebywałej, a tak niedawnej klęski na Sycylii, gdzie zginął kwiat młodzieży ateńskiej w krwawych bojach lub w mękach hańby, głodu, niewoli wśród owych latomii (kamieniołomów). Rozpacz matek nie miała granic. Poeta nie mógł pozwolić Gromiwoi rozwodzić się na ten temat, gdyż, miast śmiechu komedii, łatwo by zatrząsł teatrem tragiczny płacz i jęk. [przypis tłumacza]
157.aza (daw.) – czy. [przypis edytorski]
158.siedzi duszą całą… nad kabałą… – tj. czekając, jako stara panna, czy też jeszcze jawi się kawaler i pytając wszelakiej wróżby (kocha – nie kocha itp.). Kabała, wyraz hebrajski, oznacza w ogóle naukę tajną o badaniu przyszłości. [przypis tłumacza]
159.ja ci placuszek z miodem sama przygotuję – placek z miodem dawano umrzykom dla podziemnego psa Kerberosa, jak pieniążki (obole) dla przewoźnika łodzi, Charona. [przypis tłumacza]
160.wian pogrzebny daję na twe czoło – zmarłych wieńczono, jako tych, którzy ukończyli walkę życia, agon wygrali przed tymi, co tu jeszcze żyją – jeszcze nie dościgli kresu. [przypis tłumacza]
161.naści (reg.) – masz. [przypis edytorski]
162.Charon (mit. gr.) – sługa Hadesa-Plutona, przewoził dusze zmarłych przez podziemną rzekę Styks do krainy umarłych. Starożytni Grecy kładli swoim zmarłym na języku obol, drobną monetę, jako zapłatę dla Charona. [przypis edytorski]
163.chlajna (staroż.) – męski płaszcz z grubej wełny. [przypis edytorski]
164.szlakować (daw.) – śledzić. [przypis edytorski]
165.wiara – tu: wiarygodność. [przypis edytorski]
166.Jak Aristogejton stanę posągowo (…) Zyskam obok niego pomnik – przy tych słowach przybiera Strymodoros posturę posągu, a za nim wszyscy choreuci. Pretensja do pomnika obok bohaterów wolności Harmodiosa i Arystogejtona jest tym komiczniejsza, że ustawa zabraniała stawiać komukolwiek posągu obok tej wielkiej dwójcy: tak wielka była cześć tych obrońców wolności. [przypis tłumacza]
167.ninie (daw.) – teraz. [przypis edytorski]
168.dank (daw.) – podziękowanie. [przypis edytorski]
169.sąd niosłam złoty – naczynie złote, w którym obnoszono tak zwane άρρητα, arrēta, tj. zakazane symbole bogini Demetry. [przypis tłumacza]
170.własta – władczyni. [przypis edytorski]
171.Niedźwiadką byłam w Braurońskie Świątka – Świątko Braurońskie obchodzono na cześć Artemidy: dziewczątka wyżej lat dziesięciu, ubrane w pozłociste chitonki, łaziły na czworakach, udając niedźwiedzice. Był to symbol błagalny, aby się przestała gniewać Artemida za to, że kiedyś zabito oswojoną jej niedźwiedzicę w Brauronie, osadzie attyckiej. Niedźwiedzicę zabił młody Ateńczyk, gdyż pokaleczyła mu siostrę. Bogini zesłała zarazę na miasto, a jako środek przebłagalny ustanowiono ten obrzęd. [przypis tłumacza]
172.perory – przemowy. [przypis edytorski]
173.Jako drzewiej na Leipsydrę – znowu blagi Zagłoby. Leipsydria były to forteczki na granicy Beocji i Attyki w górach Parnetu przeciw Hippiasowi, który je w końcu zdobył, ale rzecz się działa przed 100 laty. [przypis tłumacza]
174.mdły (daw.) – słaby. [przypis edytorski]
175.korab (daw.) – statek. [przypis edytorski]
176.Artemizja – mężna królowa Halikarnasu (M. Azja), siostra i małżonka króla Mausolosa, któremu wystawiła olbrzymi grobowiec Mausoleon (mauzoleum) zwany, a zaliczany do siedmiu cudów świata. Biła się przeciw Ateńczykom w bitwie morskiej pod Salaminą 480 r. przed Chr. na czele 58 własnych korabi bojowych tak mężnie, iż o niej właśnie powiedział Kserkses te sławne słowa: „Mężowie stali się niewiastami, niewiasty mężami w tym boju”. (Herodot, Dzieje VIII 88). [przypis tłumacza]
177.Amazonki – wojownicze plemię kobiet (porównaj Dahomej), mieszkały nad Pontem (Morze Czarne). W mitycznych czasach najechały Attykę konno: Tezeusz, heros ateński, zmógł je i wygnał. [przypis tłumacza]
178.Na te Amazonki bacz, co malował Mikon – w przedsionku Poikile stoa (Krasna sień) namalował sławny malarz koni, Mikon (ateński Kossak), epizody walk Amazonek z Ateńczykami, Tezeuszem i jego drużyną. Mikon syn Fanachosa był zarówno tęgim rzeźbiarzem. [przypis tłumacza]
179.kiep (daw.) – wulgarna nazwa kobiecych genitaliów. [przypis edytorski]
180.bajkę, jak żuk orła nęka – bajka Ezopa: zając, ścigany przez orła, prosi żuka gnojka, swego kuma, o ratunek. Żuk przyjął go w gościnę. Nadleciał orzeł: żuk prosi go, aby mu nie krzywdził przyjaciela, którego bronią prawa gościnności. Orzeł nie zważa na zaklęcia, w oczach żuka rozdziera zająca. Żuk gnojek postanowił zemstę. Wyszukał gniazdo orła, wytoczył jaja orle jedno po drugim na brzeg gniazda i postrącał. Orzeł pobudował się powtórnie na niedostępnej skale. Żuk gnojek i tam zrobił tak samo. Wtedy orzeł uwił gniazdo na Olimpie, na kolanach Zeusa. Żuk gnojek poleciał na Olimp, puścił gnojkiem na Zeusa. Zeus się porwał, aby te żukowe perfumy strząsnać; jaja wypadły i stłukły się. [przypis tłumacza]
181.krasawica (daw.) – piękność. [przypis edytorski]
182.Hekate (mit. gr.) – bogini ciemności, strzegąca bram Hadesu. [przypis edytorski]
183.Mistrzyni, własto ogromnego dzieła, skąd się ta chmura na twym czole wzięła? – te dwa wiersze, oraz w. 712, to dosłowny cytat z Telefosa, tragedii Eurypidesa, którego Arystofanes ośmiesza. [przypis tłumacza]
184.pieczara Pana – na półn. stoku Akropoli; w niej Apollo schwytał Kreuzę i zapłodnił. Syn Kreuzy, Ion, wnuk Erechtheusa, od którego wywodzi się plemię Jonów. [przypis tłumacza]
185.puszcza się w dół kołowrotem – kołowrót, czyli winda: nie wiadomo nic bliżej o tej windzie, czy i gdzie była: prawdopodobnie była wtedy właśnie, gdyż roboty na Akropolis koło świątyń dopiero co ukończono; przypuszczam tedy, że jest mowa o jednym z takich kołowrotów do celów budowy. [przypis tłumacza]
186.gaszek (daw.) – zdrobnienie od gach, tj. kochanek. [przypis edytorski]
187.Orsilochos – Ateńczyk hulaka, znany kobieciarz. [przypis tłumacza]
188.płużyć (daw.) – sprzyjać. [przypis edytorski]
189.mileską – dziś popr.: milezyjską, pochodzącą z Miletu, greckiego miasta na wybrzeżu Azji Mniejszej. [przypis edytorski]
190.Ejlityja – bogini połogów. [przypis tłumacza]
191.gontyna (daw.) – świątynia. [przypis edytorski]
192.babka – tu: akuszerka. [przypis edytorski]
193.szłom (daw.) – hełm. [przypis edytorski]
194.Gdym Smoka-Stróża ujrzała – Wąż, Smok, grodu stróż: legendą był już wtedy, jak to Herodot, VIII 41, przyznaje. Cześć jednak była dla niego u ludu, ale oświecony ówczesny Ateńczyk widział w nim tylko symbol. Pallas Atene Fidiasza ma go u nóg przy tarczy: tym komiczniejsza jest ta mężatka, która twierdzi, iż go żywego widziała. [przypis tłumacza]
195.puchacze – sów i puchaczy było i jest mnóstwo w Atenach tak, że, gdy coś kto niepotrzebnie zrobił, mówiono: „niesie sowę do Aten” (γλαῦκ’ Ἀθήναζε); ptak Atenie poświęcony. [przypis tłumacza]
196.nocy – dziś popr.: noce. [przypis edytorski]
197.czyta ze zwoju proroctwo – poeta wyszydza, gdzie może, łatwowierność ziomków, którzy zbyt często dawali się brać na wróżby, proroctwa pokątne. Był to po prostu przemysł ówczesnych okultystów, którzy w myśl zasady swojej, vulgus decipi vult… fabrykowali na kopy rozmaite wróżby. Jako towar pierwszorzędny uchodziły wróżby Bakisa, wieszczka najpopularniejszego. [łac. vulgus decipi vult, ergo decipiatur: plebs chce być oszukiwany, więc niech będzie oszukiwany; red. WL] [przypis tłumacza]
198.junosza (reg.) – młodzieniec. [przypis edytorski]
199.Melanion – postać raczej mityczna, uczeń Chirona (jak Achilles), który go wprawiał do łowów w lasach Arkadii. Pokonał w biegu Atalantę i miał z nią syna Parthenopeja. Ale to nie jest w sprzeczności z śliczną pieśnią Strymodora: Melanion gardził kobietami: Atalanta to była bogini. [przypis tłumacza]
200.Myronides – zwyciężył Beotów pod Ojnophytą. [przypis tłumacza]
201.Myronides był też kudłacz, czarnotyłec, strach na wrogi, tudzież Formion – ogół Ateńczyków wierzył, że ludzie dołem i na grzbiecie porośli są bardzo waleczni a mocni. [przypis tłumacza]
202.Formion – był sławnym admirałem. [przypis tłumacza]
203.Tymon – „mizantrop”, znana postać ówczesnego świata. Żył współcześnie z Arystofanesem. Stratyllida zestawia bardzo komicznie i dowcipnie z mitycznym Melanionem tego Tymona, którego znano doskonale w Atenach, a zarazem łże o tej jego miłości do kobiet, było bowiem przeciwnie. [przypis tłumacza]
204.Erynie (mit. gr.) – boginie zemsty, karzące zwłaszcza przewiny wobec rodziny i rodu, przedstawiane ze skrzydłami i z wężami we włosach, doprowadzające do szału i dręczące tych, których ścigają. [przypis edytorski]
205.Obojga Kyter, Pafu, Kypru, Włosto… – przyjmuję tu znakomitą koniekturę T. Zielińskiego Marginalien I, „Philologus” LX, 1901, str. 1–16, który ten wiersz odnosi do Kinesjasa, a nie jak wszyscy inni uczeni do Afrodyty. Gromiwoja wypowiada tu formułkę zaklęcia, aby „złe” poszło precz. [przypis tłumacza]
206.Chloę mija – gr. Chloe: Zielna, przydomek Demetry, bogini zasiewów i zieleni, która miała świątyńkę na stoku Akropoli. [przypis tłumacza]
207.krom (daw.) – prócz. [przypis edytorski]
208.Pyjonia – żart słowny tłumacza od starop. pyje, tj. genitalia męskie. [przypis edytorski]
209.wżdy (daw.) – przecież, jednak. [przypis edytorski]
210.miano – tu: mienie, majątek. [przypis edytorski]
211.W tej ślicznej grocie – we wzmiankowanej wcześniej Grocie Pana na północnym stoku Akropoli. [przypis tłumacza]
212.Tajne Źródełko – po grecku Klepsydra, dosłownie: kradziona, skryta woda; wysoko na skale zamku ateńskiego jest niewielka pieczara, a w niej źródło, z którego dotychczas wodę czerpią dla Akropoli. [przypis tłumacza]
213.mitręga (daw.) – zwłoka. [przypis edytorski]
214.lubo (daw.) – chociaż. [przypis edytorski]
215.rogoża – rodzaj maty plecionej z łyka. [przypis edytorski]
216.wojłok – gorszy gatunkowo filc. [przypis edytorski]
217.Lisipiesek – dostawca żywego towaru, znany wówczas Philostratos, którego ludność przechrzciła na Kynalopeksa, co tłumaczę dosłownie: Lisipiesek. [przypis tłumacza]
218.ka (reg.) – gdzie. [przypis edytorski]
219.prytan – wysoki urzędnik w staroż. Grecji, reprezentant fyle zasiadający w Radzie Najwyższej. [przypis edytorski]
220.Konisal sprośny – Konisalos, krewny Priaposa, demon rozpusty. [przypis tłumacza]
221.mir (daw.) – pokój. [przypis edytorski]
222.buława lakońska – σκυτάλα λακωνικά, wałek, który dostawał wódz lakoński: takiej samej grubości drugi wałek zatrzymywali eforowie, aby odczytać raporty wodza i przesłać mu tajne rozkazy. Korespondencja odbywała się za pomocą wąziutkich pasków pergaminu, które nawijano, splot koło splotu, na wałek i pisano na nich poprzecznie drobno; potem paski zdejmowano, oddawano je posłańcowi, aby je wręczył tej osobie, która miała taki sam wałek. Ta nawijała paski powtórnie, litery układały się jak przedtem i pismo odczytywano. Tu obaj mężowie odczytali sekret bardzo szybko na swoich buławach. [przypis tłumacza]
223.niepożyty (daw.) – niedający się pokonać. [przypis edytorski]
224.lubo (daw.) – chociaż. [przypis edytorski]
225.Z Trykorytu ta poczwara – Trykorythos, jeden z z powiatów Attyki, leżący na bagnach i moczarach. Nieznośna i niezdrowa okolica Aten z powodu mnogich komarów i muszek. Źródło malarii, która w krótkim po wojnach perskich czasie zaczęła toczyć i trawić piękne greckie ciało, doprowadzając pomału szlachetną rasę do upadku cielesnego. [przypis tłumacza]
226.Karystos – miasteczko na Eubei, sławne urodą mężczyzn, którzy uchodzili za ówczesnych Don Juanów. [przypis tłumacza]
227.luto (daw.) – srodze. [przypis edytorski]
228.li (daw.) – tylko. [przypis edytorski]
229.Utnie, co uciął posągom Hermesa – aluzja do Hermokopidów: Arystofanes kpi z całej ówczesnej św. inkwizycji. [przypis tłumacza]
230.nawa (daw.) – okręt (częsta metafora państwa). [przypis edytorski]
231.strojąc koperczaki (daw.) – zalecając się. [przypis edytorski]
232.zabyć (reg.) – zapomnieć. [przypis edytorski]
233.hoplici – ciężkozbrojna piechota w staroż. Grecji. [przypis edytorski]
234.miast (daw.) – zamiast. [przypis edytorski]
235.nikam (reg.) – nigdziem. [przypis edytorski]
236.mglić (daw., reg.) – mdlić, tj. osłabiać. [przypis edytorski]
237.kto w domu hoduje głodujące czeladzie, drobnych dzieci lik – nigdy Grekowi tak źle być nie może, iżby zapomniał dowcipu i wdzięku. I to prawda. W tym strasznym 411 roku, kiedy w Atenach nędza i głód doszły ostatnich niemal granic, kiedy już i pieniędzy zabrakło i w kasach rządowych i prywatnych – naród bawi się i słucha w teatrze takich na pół bolesnych, a na pół żartobliwych kpinek z własnej biedy. [przypis tłumacza]
238.bryś – brytan, pies. [przypis edytorski]
239.Hej, wrotna, otwórz! (…) – wiersze 1216–1225, podług tekstu Blaydesa, z tą różnicą, iż tłumacz wprowadził zamiast Wrotnego, Wrotną, oraz dwóch ludzi z tłumu, co, podług niego (tłumacza) zapatrywania, jest logicznym wypływem myśli Arystofanesa. [przypis tłumacza]
240.wen (daw.) – precz. [przypis edytorski]
241.Nawet Lakońcy stali się rozmowni – Spartanie słynęli z lakoniczności, tj. umiejętności krótkiego wypowiadania się. [przypis edytorski]
242.gdyby o Telamonie piał kto pieśń, a drugi do Kleitagory grał mu (…) klaskalibyśmy – pieśń o Telamonie (wojenna) i Kleitagorze (miłosna) miały rytm jednaki, ale muzyka do nich, nuty i słowa oczywiście były zupełnie inne: była to zatem kocia muzyka, a jednak podochoconym winem biesiadnikom wydawała się symfonią. [przypis tłumacza]
243.Charyty (mit. gr.) – boginie wdzięku i piękna. [przypis edytorski]
244.gospodzin (daw.) – pan. [przypis edytorski]
245.Menady (mit. gr.) – ogarnięte szałem kobiety z orszaku Dionizosa. [przypis edytorski]
246.Dyjos – Zeus. [przypis edytorski]
247.Tajget – zalesione góry na Peloponezie, miejsce akcji mitów o Artemidzie, dziewiczej bogini księżyca i łowów. [przypis edytorski]
248.Atana (mit. gr.) – starogrecka bogini-matka, wspominana na kreteńskich tabliczkach, często błędnie identyfikowana z dziewiczą Ateną. [przypis edytorski]
249.hań (reg.) – tam. [przypis edytorski]
250.gędzić (daw.) – grać, muzykować. [przypis edytorski]
251.zwyrtny (reg.) – obracający się szybko. [przypis edytorski]
252.Bakchantka (mit. gr.) – ogarnięta szałem kobieta z orszaku Bakchosa, boga wina. [przypis edytorski]
253.tyrs – laska opleciona winoroślą i bluszczem, atrybut Dionizosa. [przypis edytorski]
254.rej (daw.) – korowód taneczny. [przypis edytorski]
Ograniczenie wiekowe:
12+
Data wydania na Litres:
03 czerwca 2020
Objętość:
90 str. 1 ilustracja
Właściciel praw:
Public Domain
Format pobierania:

Podobne książki