Rozmówki małżeńskieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

WSTĘP

CZĘŚĆ I. SŁOWA

BO TY MNIE NIE ROZUMIESZ...

BO TY MNIE NIGDY NIE SŁUCHASZ!

KOCHASZ MNIE JESZCZE?

JESTEŚ JAKIŚ INNY / JESTEŚ JAKAŚ INNA

MAM TEGO DOŚĆ!

MAM CIĘ DOŚĆ!

BO TY ZAWSZE! / BO TY NIGDY!

DLACZEGO MI TO ROBISZ?!

ZACHOWUJESZ SIĘ JAK SWOJA MATKA / JESTEŚ WYKAPANY OJCIEC

MOJA MAMA MÓWI, ŻE…

CZY TY MUSISZ SIĘ OGLĄDAĆ ZA INNYMI DZIEWCZYNAMI?!

NIE MASZ NA MNIE OCHOTY

DOBRZE CI BYŁO?

KIEDY WRESZCIE DOJDZIESZ?

ZRÓBMY TO DZIŚ JAKOŚ INACZEJ

PRZECIEŻ KOBIETA ZAWSZE MOŻE

MUSIMY OD SIEBIE ODPOCZĄĆ…

CO BYŚ BEZE MNIE ZROBIŁ?

JUŻ NIE JESTEŚ TAKI JAK KIEDYŚ

POCAŁUJ MNIE!

CZY UWAŻASZ, ŻE JESTEM ZA GRUBA?

NIE SĄDZISZ, ŻE MAM ZA MAŁE PIERSI?

BŁAGAM, NIE PŁACZ!

CIĄGLE SIEDZISZ W PRACY!

WRÓCISZ TU JESZCZE DO MNIE NA KOLANACH

PÓJDZIEMY NA KOLACJĘ?

JESTEŚ NAJPIĘKNIEJSZA NAJPIĘKNIEJSZY NA ŚWIECIE

ZRÓB COŚ!

ILU MIAŁAŚ MĘŻCZYZN PRZEDE MNĄ?

PRZESTAŃ JUŻ TYLE GADAĆ!

MĄŻ MONIKI ZAWSZE MA DLA NIEJ CZAS

DZWONIŁEM KILKA RAZY

GDYBY NIE TY…

DLACZEGO WSZYSTKO MUSZĘ ROBIĆ JA?

NIE

ALE Z CIEBIE PIERDOŁA…

CHCIAŁBYŚ, ŻEBYŚMY MIELI DZIECKO?

CHCIAŁABYM MIEĆ Z TOBĄ TRÓJKĘ DZIECI…

WIDZIAŁEŚ? SĄSIAD KUPIŁ ŻONIE NOWY SAMOCHÓD

NIE CIERPIĘ TWOICH PRZYJACIÓŁ

MUSIMY ZMIENIĆ NASZE ŻYCIE

MARTWIĘ SIĘ O CIEBIE

PRZECIEŻ SIĘ KOCHAMY

ZOBACZ, CO ZROBIŁ TWÓJ SYN!

KIEDY WEŹMIEMY ŚLUB?

PO CO NAM ŚLUB? PRZECIEŻ SIĘ KOCHAMY

NIENAWIDZĘ CIĘ!

CZĘŚĆ II. MOWA CIAŁA

FILARY DOBREGO ZWIĄZKU

Okładka


Copyright © Zbigniew Lew-Starowicz, Czerwone i Czarne

Projekt okładki

FRYCZ I WICHA

Rysunki

Paweł Kuranda/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Redaktor prowadząca

Katarzyna Litwińczuk

Redakcja

Sergiusz Pinkwart

Korekta

Katarzyna Szol, Agnieszka Wasilewska

Skład

Tomasz Erbel

Wydawca

Czerwone i Czarne Sp. z o.o. S.K.A.

Rynek Starego Miasta 5/7 m. 5

00-272 Warszawa

Wyłączny dystrybutor

Firma Księgarska Olesiejuk Sp. z o.o. sp. j.

ul. Poznańska 91

05-850 Ożarów Mazowiecki

www.olesiejuk.pl

ISBN 978-83-7700-227-8

Warszawa 2016

Skład wersji elektronicznej

pan@drewnianyrower.com

WSTĘP

To zadziwiające, jak często mężczyzna i kobieta, którzy są z sobą od lat, znają każdy centymetr kwadratowy swoich ciał, są kompletnie bezradni, gdy zaczynają z sobą rozmawiać. Wypowiadają słowa, które opacznie zrozumiane potrafią ranić, a przede wszystkim utrudniają, zamiast ułatwić wzajemną komunikację. Niby rozmawiają w tym samym języku, ale mam wrażenie, że każde z nich co innego słyszy.

Nasze wzajemne niezrozumienie sięga dalej niż słowne komunikaty. Sygnały pozawerbalne, które wysyłają kobiety, są bardzo często dla mężczyzn nieczytelne. Banalna rzecz: jeżeli rozmawiają kobieta i mężczyzna i on potakuje, to znaczy: „Ja się zgadzam z tym, co mówisz”. Kiedy potakuje kobieta, znaczy to tylko: „Ja cię słucham”. Z tej przyczyny biorą się nieporozumienia: on uznał, że ona wyraziła zgodę, przyznała mu rację, tymczasem ona absolutnie nie miała takiego zamiaru, a jedynie życzliwie kiwała głową.

Albo inna sytuacja: uśmiech kobiety wcale nie musi oznaczać, że jest zadowolona. Mężczyźni uśmiechają się tylko wtedy, gdy wszystko gra. Kobiety neutralizują uśmiechem spodziewaną agresję, stosują uśmiech jako samoobronę. To znowu prowadzi do spięć. Namolny mężczyzna, który napotyka uśmiech kobiety, odczytuje go jako akceptację swoich zachowań, sądzi, że wręcz budzą jej zadowolenie. Tymczasem dla kobiety to może być wyłącznie reakcja obronna. To jest automat, neutralizacja agresji samców.

Typową sytuacją jest, że kobieta zachowuje się w sposób, który budzi męskie zainteresowanie, kokietuje. Cieszy ją, że doprowadza mężczyznę do stanu, w którym jest gotów iść na całość. I wtedy nieoczekiwanie dystansuje się od niego, wycofuje się. Bo osiągnęła swój cel: przekonała się, że jest obiektem pożądania. Niczego więcej nie chce.

Rozmówki małżeńskie to próba przybliżenia kobietom i mężczyznom świata ich partnerów. Bo z mojej praktyki jednoznacznie wynika, że dobra rozmowa, a nawet kulturalna kłótnia, są dla związku lepsze niż zakłamana cisza. Problemy trzeba rozwiązywać, a nie zamiatać je pod dywan. Trzeba tylko mówić tym samym językiem i słuchać, co ma nam do powiedzenia druga strona. Kluczową sprawą jest zrozumienie, co dokładnie partner chce nam powiedzieć. Czy słowa, które wypowiada, znaczą dla niego/dla niej to samo co dla mnie? Kobiety i mężczyźni bardzo często pod tymi samymi pojęciami rozumieją co innego. Nieporozumienia zdarzają się nawet – a może zwłaszcza – w związkach z długim stażem. Wydaje nam się, że partner zna nas tak długo, że w lot złapie, o co nam chodzi. Tymczasem natura ukształtowała umysły kobiety i mężczyzny inaczej, a i bagaż kulturowy też ma znaczenie.

Warto poznać różnice w interpretacji najczęściej używanych w kłótniach słów. Nauczyć się odczytywania mowy ciała partnera, o czym piszę w drugiej części Rozmówek. Bo może tak naprawdę, choć mówimy to inaczej, chodzi nam o to samo? I może nasze nieporozumienia wynikają jedynie z niewłaściwej interpretacji?

Zbigniew Lew-Starowicz


CZĘŚĆ I SŁOWA
BO TY MNIE NIE ROZUMIESZ...

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

 

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Na czym polega skuteczność podrywu? Dlaczego niektórzy mężczyźni, niekoniecznie urodziwi, działają na kobiety jak afrodyzjak? Czemu niektóre panie z taką morderczą skutecznością wyławiają statecznych ojców rodzin, którym wcześniej żaden romans nie przyszedłby do głowy?

Tak, chodzi właśnie o wzajemne zrozumienie.

Jeżeli podczas małżeńskiej kłótni nasz partner zarzuci nam, że go nie rozumiemy, to warto głębiej się nad tym zastanowić. Bo historia zna niezliczone przykłady romansów, które zaczęły się od wzajemnej fascynacji rozmówców odkrywających z zaskoczeniem, że tak świetnie się rozumieją.

Większość facetów można właśnie w ten sposób uwieść. Najpierw Ona pokaże mu kawałek uda (niech zwróci uwagę na jej atrakcyjność). A potem – doceni jego męskość. Jaki On jest wspaniały, taki mądry, taki męski, taki przystojny, takie doskonałe książki czyta i pisze. O wszystkim można z nim porozmawiać. Taki błyskotliwy. I tak bardzo go ta żona nie rozumie… Mężczyźni zazwyczaj chętnie się zwierzają kobietom – nawet jeszcze zanim nawiążą z nimi jakieś głębsze relacje. Opowiadają szczerze o domu, o konfliktach, problemach. Wystarczy, że Ona kiwa ze współczuciem głową i od czasu do czasu rzuci mu jakiś komplement, da do zrozumienia, że go wspiera i rozumie. A tamta żona to w ogóle nie docenia skarbu, jaki ma…

Z kobietami jest podobnie. Większość ma głębokie przekonanie, że mężowie ich nie rozumieją, nie słuchają. A one potrzebują męskiego współczucia i zrozumienia. Jeśli On jej powie: „Jesteś taka mądra. Słusznie to tak przeżywasz. Jesteś naprawdę niezwykła i absolutnie wyjątkowa” – to Ona automatycznie pomyśli: „On mnie rozumie!”.

A to już wstęp do romansu.

Gdy mówi to ON

W przypadku mężczyzn ten komunikat rzadko idzie w stronę uczuć. Najczęściej oznacza: „Ty w ogóle nie rozumiesz aspektu poznawczego. Ja tak bardzo angażuję się w naukę czy politykę, bo to jest moja pasja, którą powinienem realizować. To jest ważne dla świata i dla mnie osobiście”. Właściwie to już wszystko. Cały męski komunikat do tego się ogranicza.

Gdy mówi to ONA

W moim gabinecie nie ma dnia, żebym nie usłyszał: „On mnie nie rozumie, panie doktorze. Czuję się nierozumiana…”. Gdy otwieram pocztę mailową, czytam to w każdym liście. Jak zacząłem kiedyś zgłębiać ten problem, to w zasadzie jego definicja jest bardzo prosta. Kobieta chciałaby, żeby mężczyzna myślał i czuł tak jak Ona. To właśnie jest według niej tak pożądane „rozumienie”. Wymagają od mężczyzn tego współodczuwania kobiety w każdym wieku. Ona może mieć lat dwadzieścia, może być po siedemdziesiątce. Słyszę to w gabinecie, na mieście, w restauracji. Jeśli w kawiarni spotyka się grono przyjaciółek, to głównym tematem rozmowy będzie to, że mężczyźni ich nie rozumieją. Zwierzają się sobie: „Mój Janek mnie nie rozumie. Mój Waldek też mnie nie rozumie. Mój Michał też…”.

I patrzą po sobie, głęboko wzdychają i nagle czują wspólnotę. Tak, znalazły wreszcie kogoś, kto je dobrze rozumie…

Moja rada

Warto zdać sobie sprawę z tego, że typowy scenariusz wygląda tak: Ona wraca do domu i płacze, bo miała burzliwą rozmowę z koleżanką z pracy. Jest jej przykro i ma fatalny nastrój. On się niepokoi i pyta, o co chodzi. Więc Ona tłumaczy, że ta Ela zachowała się okropnie. No to teraz On będzie próbował to analizować. Może Ela miała rację? A może nie miała? Może jest fałszywa?

Ona jest coraz bardziej wściekła. Nie chce, żeby On to racjonalnie analizował. Chce, żeby przy niej usiadł i razem z nią myślał o tym, że ta Ela ją podczas kłótni skrzywdziła. Żeby a priori stanął po jej stronie. Żeby jemu też było smutno, tak jak jej.

Albo Ona przychodzi cała roztrzęsiona, bo miała stłuczkę. On – znając jej styl jazdy – nie jest w ogóle zaskoczony. Co najwyżej jest zdziwiony, że dopiero teraz do tego doszło. Więc zaczyna ją pouczać, co ją oczywiście jedynie może rozjuszyć. Bo Ona nie chce być w tym momencie pouczana. Pragnie, żeby On ją przytulił i też poczuł, że spotkała ją krzywda, było jej źle. Ona jest teraz nieszczęśliwa i bardzo chce, żeby On w tym nieszczęściu był razem z nią.

Oczywiście ma na to nikłe szanse, bo mężczyźni do problemów podchodzą zadaniowo, a nie emocjonalnie. Zamiast jej współczuć, będą roztrząsać przyczyny katastrofy. Dlatego Ona, zamiast mieć nierealistyczne oczekiwania, powinna od razu zadzwonić po przyjaciółki.

Przyjaciółki ją zrozumieją. One nie zaczną racjonalizować tego zjawiska, tylko będą myślały i czuły tak jak ona. Kobieca umiejętność współodczuwania jest niewiarygodnie silna, a dla mężczyzn w ogóle nie do pojęcia.

Niedawno miałem w gabinecie parę, która kłóciła się zażarcie. Chodziło o to, że Ona w pracy poskarżyła się koleżankom, że mąż jej zarzucił, że jest oziębła, bo za rzadko chce się z nim kochać. Próbował wynegocjować z nią seks dwa razy w tygodniu, zamiast raz w miesiącu, jak to było do tej pory. Gdy odmówiła, zarzucił jej oziębłość. Ona przyszła do pracy, trzęsąc się z nerwów. Natychmiast opowiedziała o tym swoim przyjaciółkom i one zgodnie orzekły, że jej mąż jest po prostu erotomanem. Czyli od razu ją zrozumiały, myślały podobnie jak Ona. Chociaż tak naprawdę nie wiemy, czy te przyjaciółki rzeczywiście w swoim własnym życiu również uważają współżycie dwa razy w tygodniu za erotomanię. To właściwie nieistotne, bo w tym momencie one wchodzą w interakcję ze „skrzywdzoną” przyjaciółką, patrzą na świat jej oczami. Jej jest przykro – i im jest przykro. Ona jest smutna i one też są smutne.

Panowie, zapamiętajcie, a może i nawet zapiszcie na bransolecie od zegarka: „Myśl i czuj tak jak Ona”. Racjonalność trzeba w takich momentach odłożyć na później.


BO TY MNIE NIGDY NIE SŁUCHASZ!

Jedne z najczęstszych słów padających podczas kłótni małżeńskich. I świetny przykład na to, jak bardzo mężczyźni i kobiety inaczej rozumieją pewne zdania. Wynika to z tego, że zazwyczaj kobiety i mężczyźni, mówiąc to, mają na myśli zupełnie co innego. Ze strony mężczyzny: „Nie słuchasz mnie!” oznacza: „Ja do ciebie mówię, a ty nic z tego nie rozumiesz”. W przypadku kobiet częściej chodzi o to, że On nie zmienia się według wytycznych, które mu przedstawiła.

Co ma na myśli ON

Najczęściej chodzi mu o komunikat dosłowny. Mówi na przykład: „Może pójdziemy dzisiaj wieczorem do kina?”. A Ona milczy. No i dla niego sprawa jest jasna – „Ona mnie nie słucha”. On czeka na jakąś reakcję i się denerwuje.

Co ma na myśli ONA

Uważa, że On powinien się zmienić, i Ona mu to przecież często powtarza. Denerwuje się, że jej nie słucha, bo nie zmienia się, tak jak Ona sobie to wymyśliła.

Ba, ale jak ma się zmienić? Kłopot polega na tym, że w przypadku kobiet oczekiwanie zmiany dotyczy bardzo, bardzo wielu rzeczy – od sposobu bycia przez prowadzenie rozmowy czy zmianę priorytetów, by teraz np. więcej czasu poświęcał jej i jej domowi. Ważna jest też dla niej zmiana jego osobowości. Chciałaby, żeby On był mniej impulsywny, bardziej uczuciowy, czyli oczekiwane zmiany dotyczą charakteru. Gdy Ona mówi: „Ty mnie nie słuchasz!”, ma na myśli: „Przecież często mówię ci o tym, że powinieneś się zmienić, i nic się nie dzieje…”.

Moja rada

Jeżeli jemu zależy na tej partnerce i nie chce sytuacji konfliktowych, powinien obiecać poprawę. Nawet jeśli nie uznaje tego za coś priorytetowego. Powinien powiedzieć, że się przecież stara zmieniać. Jeśli Ona usłyszy, że On czyni starania i widzi taką potrzebę, to już jest bardzo dużo i Ona będzie uspokojona. Panowie, zrozumcie: to uniwersalna zasada, że właśnie kobiety marzą o tym, żeby nas zmieniać pod każdym względem.

A wy, panie, pamiętajcie, że jeśli mężczyźni mówią o zmianie, chcą zazwyczaj jedynie wynegocjować większe urozmaicenie i częstotliwość współżycia. Taka zmiana ich właśnie najbardziej interesuje. Na przykład Ona nie przepada za seksem oralnym, a On liczy na to, że tu się kiedyś coś zmieni. Albo Ona to polubi, albo przynajmniej nie będzie protestować, gdy On będzie ją do tego namawiał.

Choć zdarza się jeszcze druga grupa, tradycjonaliści, którzy marzą o tym, by ich żona zmieniła się i bardziej zajęła domem, więcej uwagi poświęciła dzieciom. Przeważnie dotyczy to tych panów, którzy taki obraz wynieśli ze swojego rodzinnego domu.


KOCHASZ MNIE JESZCZE?

Deklaracja uczuciowa daje ludziom poczucie bezpieczeństwa. Szczególnie kobietom, które są często w sytuacji rozmaitych zagrożeń, bo One w związku więcej ryzykują, zwłaszcza jeśli mają dzieci. Rodzina to dla nich wielka inwestycja. Gdy On utwierdza ją w swoich uczuciach, to wzrasta jej poczucie własnego bezpieczeństwa. Ona jest spokojniejsza, wiedząc, że gniazdo będzie trwało, a On będzie z nią. To ważne, bo przecież oboje żyją w świecie, w którym wiele związków się rozpada. Dlatego zapewnienie: „Kocham cię” jest równoznaczne ze stwierdzeniem: „Nie bój się. Naszej rodzinie nic nie zagraża”.

Gdy pyta ON

On nie pyta. On wie, że tak jest. Bo przecież Ona jest jego żoną. Więc go kocha. To proste. To dla niego oczywista oczywistość.

Gdy pyta ONA

Słowa są dla niej ważne. Ma mózg bardzo ukierunkowany na bodźce werbalne. Kobiety od urodzenia artykułują więcej dźwięków. Słowa dla kobiet znaczą więcej niż dla mężczyzn.

Prawda jest też taka, że jeśli Ona często dopytuje: „Czy mnie jeszcze kochasz?”, to z tego płynie dość oczywisty wniosek, że za mało ma dowodów na tę miłość. Czyli brakuje jej jego czułości. On nie poświęca partnerce wystarczająco dużo uwagi.

Bo jeżeli nie wyznaje tej miłości – domyśla się czujnie Ona – to w takim razie jego miłość do niej słabnie. Pamiętajmy, że u części kobiet miłość męska do nich jest utożsamiana z atrakcyjnością. Jeśli On mówi, że ją kocha, to znaczy, że Ona mu się podoba, czuje do niej pociąg seksualny, pożądanie. Brak tych słów to sygnał niebezpieczeństwa. Ona zaczyna się domyślać: „Ja już go nie pociągam, już na niego nie działam. On mnie nie kocha”.

Co ONA pragnie usłyszeć?

Oczywiście to, że On ją kocha. Takie słowa są jak woda, która podlewa kwiaty. Gdy tej wody nie ma, to kwiat więdnie. Ona musi to od czasu do czasu usłyszeć. Inaczej będzie nieszczęśliwa.

Gdy ON słyszy to pytanie

Mężczyzn to oczywiście denerwuje. Bo w ich przypadku wyznanie miłości jest deklaracją tego samego typu co podpisanie umowy międzynarodowej. Po najdłuższych nawet negocjacjach podpisuje się umowę – i koniec. Nie będziemy codziennie o tej umowie dyskutować. Jest podpisana, można co jakiś czas tylko przypomnieć, że łączy nas bliska więź uczuciowa, ale stałe podkreślanie tego jest dla nich wkurzające i dlatego się irytują, gdy słyszą wciąż to samo pytanie: „Kochasz mnie?”.

Irytują się, bo podejrzewają, że Ona mu nie dowierza. Odczuwają przykrość. Myślą: „Tak mało dla ciebie robię, że wątpisz w moją miłość? Czy ty mi nie ufasz? Przecież tyle z siebie daję. Dzwonię, staram się… A ty jeszcze mnie pytasz, czy cię kocham? Jak to tak może być?”.

Moja rada

Tak, mężczyzno. Musisz jej powtarzać, że ją kochasz. Ale uważaj! Jeżeli do tej pory tego jej nie mówiłeś, a nagle zaczniesz zapewniać o miłości codziennie, możesz przesłodzić. W takim razie jak często? Kilka razy w tygodniu będzie jak najbardziej w porządku. Ważne jest też, w jaki sposób będziesz to robił. Musisz te słowa wypowiedzieć z powagą, żeby twoje „kocham cię” nie zabrzmiało zdawkowo, jak „lubię cię” czy „szanuję cię”. Bo to nic dla niej nie znaczy. Powinno to wyglądać tak: wchodzicie z sobą w kontakt wzrokowy, przybierasz poważną minę i dopiero wtedy mówisz jej: „Kocham cię”.

 

Przy kontakcie wzrokowym takie słowa to deklaracja, na którą Ona czeka.

Ważne jest jeszcze to, w jakich okolicznościach On to powie. I od razu wyjaśnijmy: tuż przed seksem czy po seksie takie słowa mają o wiele mniejszą wagę.

Francuski pisarz Michel Houellebecq twierdzi, że „miłość mężczyzny to wdzięczność za otrzymane rozkosze”. To w pewnym sensie jest prawda. Dla wielu kobiet więź uczuciowa stanowi bramę do seksu, u mężczyzn odwrotnie – seks jest bramą do miłości.

Kobiety zdają sobie z tego sprawę. Dlatego wyznania tuż przed aktem seksualnym czy też po nim mają mniejszą wagę, bo mogą być spowodowane nadzieją na rozkosz lub satysfakcją ze spełnienia.

Co innego, gdy On i Ona siedzą, oglądają program w telewizji, on ją łapie za rękę, patrzy w oczy i mówi: „Bardzo cię kocham”. To jest to!

Jeśli On umie ją taką deklaracją zaskoczyć, bez żadnego jednoznacznego kontekstu, to osiągnie pożądany efekt. Szczególnie ważne będzie to w przypadku długich związków, gdy kobieta, choćby z powodu wieku, czuje się mniej atrakcyjna. Bo dopóki jest młoda, mężczyźni się za nią oglądają, wielu ją uwodzi, to deklaracja miłości od partnera nie ma aż takiego dużego wpływu na jej poczucie własnej wartości. Ale gdy zaczyna mieć zespół paniki zamykających się drzwi, sytuacja staje się zupełnie inna. Takie słowa jak „kocham cię” mogą zdziałać cuda.


JESTEŚ JAKIŚ INNY JESTEŚ JAKAŚ INNA

To znaczy ni mniej, ni więcej to: „Obserwuję zmianę, której nie ja jestem przyczyną. A jeśli nie ja, no to kto?”.

Dostrzegamy, że druga osoba się zmieniła, jest bardziej zamyślona, mniej wylewna, mniej czuła, zamyka się w sobie. Albo przeciwnie – to w przypadku mężczyzn – stał się nagle nienaturalnie troskliwy, czuły.

Gdy pyta ONA

Przecież nie zada tego pytania, wiedząc, że On ma kłopoty w pracy, szykują się zwolnienia, a oni zaciągnęli wspólny kredyt… Zada, gdy obawia się, że On ma jakąś miłość na boku, czyli mówiąc wprost – romans. Ta inność to często sygnał zdrady. Jedni w takim przypadku usychają, robią się bardziej zobojętniali, dystansują się od dotychczasowej partnerki. Inni z poczucia winy starają się jej ten swój skok w bok wynagrodzić: dają więcej pieniędzy, jakieś prezenty. Właściwie bez okazji kupują jej kwiaty. Jeśli wcześniej tego nie robili, to taka troskliwość budzi od razu podejrzenie. Kobiety szóstym zmysłem potrafią wyczuć zmianę emocjonalną. I tylko kobiety posiadają tę wyjątkową umiejętność. Wykorzystują to producenci tasiemcowych seriali. Trudno byłoby sobie wyobrazić, żeby On czy jego koledzy przez te kilka tysięcy odcinków rozważali, co kto czuje, nie czuje, będzie czuł. On by się w tym pogubił. A Ona w uczuciowych sprawach radzi sobie lepiej i dlatego dostrzeże najdrobniejszą zmianę w jego zachowaniu. No, chyba że Ona chce się samooszukiwać. Co zdarza się całkiem często. Kalibabka i inni uwodziciele doskonale to wiedzieli, zaspokajając kobiece oczekiwania i mówiąc im to, co One chciały usłyszeć. Spragnione miłości zdesperowane kobiety wierzą w fatamorganę. Chcą zaufać zapewnieniom o miłości, bo bardzo zależy im na utrzymaniu związku. Nieraz chwytają się jak tonący brzytwy takich komunikatów, które mają na nie uspokajający wpływ: „Aha, On jest jakiś inny, ale na pewno to w pracy coś się dzieje”. Chcą to słyszeć. Nieraz mogą podejrzewać prawdziwy motyw zmiany, ale nie chcą tego przyjąć do wiadomości. Komunikaty uspokajające działają jak miód na ich serce.