On. Pytania intymne

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Rozdział I. Mapa męskich stref erogennych

Rozdział II. Król Penis Wielki

Rozdział III. Stanąć na wysokości zadania

Rozdział IV. Orgazm

Rozdział V. Buzia, pupa, uda

Rozdział VI. Pożądanie i podniecenie – dwie różne sprawy

Rozdział VII. Seks solo

Rozdział VIII. Czego mężczyźni o sobie nie wiedzą?

Rozdział IX. Mroczne strony

Rozdział X. Typy kochanków

Okładka


Copyright © Krystyna Romanowska, Czerwone i Czarne

Projekt okładki

FRYCZ I WICHA

Korekta

Barbara Zawiejska

Skład

Tomasz Erbel

Wydawca

Czerwone i Czarne Sp. k.

ul. Walecznych 39/5

03-916 Warszawa

Wyłączny dystrybutor

Firma Księgarska Olesiejuk Sp. z o.o. sp. j.

ul. Poznańska 91

05-850 Ożarów Mazowiecki

www.olesiejuk.pl


ISBN 978-83-66219-00-7

Warszawa 2018

Skład wersji elektronicznej

pan@drewnianyrower.com

Rozdział I
Mapa męskich stref erogennych


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Panie profesorze, o strefach erogennych kobiety mówi się i pisze bardzo dużo. A o męskich – prawie wcale. Panuje powszechne przekonanie, że mężczyzna równa się penis i nic poza tym.

Nie zgadzam się! To zbyt daleko idące uproszczenie, choć wielu mężczyzn i Kobiet istotnie tak postrzega. Bo rzeczywiście główną strefą erogenną mężczyzny jest członek, a dokładniej mocno unerwiona żołądź członka. Bogate unerwienie żołędzi członka ma sens, bo od tego zależy czas pojawiającego się wytrysku. Tu jest najwięcej receptorów czuciowych.

Dokładnie cztery tysiące. Na łechtaczce – dwa razy tyle.

Tak, kobiety są mistrzyniami odczuwania. U pań prawie piętnaście procent ciała jest wrażliwe na bodźce erotyczne, u panów – zaledwie trzy procent, i to nie u wszystkich. Gdzie nam do was!

Ale nie jest tak, że tylko penis i poza nim całkiem niewrażliwe ciało. U wielu mężczyzn strefą erogenną są również jądra i moszna – masowanie ich sprawia im przyjemność. Masowanie raczej delikatne, bo mocne ściskanie jąder może sprawić ogromny ból. Niestety, moszna i jądra przez kobiety traktowane są po macoszemu. Wiele kobiet lubiących penisy swoich partnerów, pieszczących je, potrafiących czule o nich mówić, nie dotyka jąder ani moszny, nie wypowiada się na ich temat.

Co mają powiedzieć? Ale masz seksowną mosznę? Przecież nie jest seksowna. Taki pomarszczony woreczek...

Zaskoczę panią: są takie, które potrafią się zachwycić. I jądrami – także. Pieszczą jądra podczas gry wstępnej oraz w czasie stosunku i to sprawia im frajdę. Robią to dla partnera, ale także dlatego, że one czerpią z tego przyjemność – lubią się nimi zajmować. Są kobiety, które w niektórych pozycjach, na przykład w klasycznej, odczuwają przyjemność, kiedy moszna uderza o ich srom, podczas gdy członek jest w pochwie. Cenią sobie akurat taką pozycję. Są kobiety, które oglądając męskie jądra, mówią z zachwytem: moje kochane jąderka. Ale dotyczy to mniejszości, większość kobiet tego nie robi.

Powinny?

Tak, bo oprócz tego, że sprawia to partnerowi przyjemność, może go wyleczyć z kompleksów. Bardzo często mężczyźni nie są pewni, czy ich fizjologia jest poprawna. Wielu z nich nie wie, że jądra mogą być na różnej wysokości, to jest fizjologiczna asymetria. Panowie denerwują się, dlaczego jedno jądro jest wyżej, a drugie niżej. I martwią się, jak moszna jest odrobinę zniekształcona: albo za bardzo pomarszczona, albo że są na niej przebarwienia. Często występują krostki – i tego też się wstydzą. Tymczasem wygląd moszny, ale także jej długość bywają różne. Na pomnikach Apolla czy Dawida artyści przedstawiają model męskich genitaliów w ten sposób: członek i krótka moszna. Członek jest większy od moszny – to oczywiście ideał, w rzeczywistości moszna jest raczej wisząca. Jest długa, dłuższa od członka. Panowie uważają, że to nieestetyczne, że brzydkie, nieprawidłowe. W dodatku kiedy mężczyzna jest podniecony, jądra się przemieszczają w mosznie, unoszą do góry. Nie wszyscy wiedzą, że to naturalne.

Niektórzy mają kompleks niezstąpienia jądra. Ujawnia się to w czasie gry miłosnej, kiedy kobieta dotyka moszny, a tam raz jest jądro, a raz go nie ma. Są również tacy, którzy wskutek choroby stracili oba jądra. Obraz męskości też wtedy jest w ich głowach osłabiony.

A wracając do przyjemności. Jeżeli trwa stosunek i kobieta masuje jądra mężczyzny w stanie podniecenia, to dla niego jest to przyjemne: zwiększa się wtedy ich unaczynienie, unerwienie. I wytrysk jest szybszy. Ale kobiety z dawaniem rozkoszy kojarzą przede wszystkim penisa. Sądzą, że jądra służą tylko do produkcji plemników, nie pełnią poza tym żadnej innej funkcji. Przypadła im tylko rola w rozrodzie – nie wiem, czy można to uznać za bardzo zmysłowe. Nie są więc warte uwagi, bo większość kontaktów seksualnych nie wiąże się przecież z prokreacją, tylko z przyjemnością. Czasami kobieta może wpaść na pomysł, że jeżeli ma problemy z zajściem w ciążę, to pobudzanie jąder wpłynie na męską płodność. I zaczyna się jądrami bawić w czasie stosunku.

A tak rzeczywiście jest?

Nie mamy takich danych. Wiadomo tylko, że płodności mężczyzny sprzyja chłód. Akurat rozmawiamy w dniu, w którym w Polsce są ogromne upały. Gdybym dzisiaj wystąpił w telewizji, powiedziałbym: „Panowie, jeżeli w czasie upałów jesteście nad morzem z temperaturą wody 24 stopnie, to chłodźcie też jądra przez kilka minut w zimnej wodzie”. Serio! Mężczyźni nie powinni przegrzewać jąder, nosić slipów, obcisłych spodni ani czytać gazet czy książek, leżąc w gorącej wodzie. Powinni wręcz codziennie chłodzić jądra i nosić odpowiedni ubiór.

Przesuwajmy się dalej po męskim ciele. Gdzie jeszcze jest mu przyjemnie?

Mężczyźni lubią być pieszczeni wzdłuż linii kręgosłupa. Niektórzy reagują na pobudzanie ich brodawek piersiowych. Ich ssanie może wyzwalać bardzo silne doznania, ale – uwaga! – nie u wszystkich. Niektórych wręcz to drażni i należy najpierw ustalić, do której grupy należy mężczyzna.

Jest jeszcze taki punkt mieszczący się w połowie odległości między członkiem a odbytem.

Męski punkt G.

Tak. Można go masować, bo to bardzo wrażliwa strefa erogenna. Tak naprawdę dysponujemy jeszcze małą ilością badań na ten temat, jesteśmy raczej w powijakach. Punkt G u kobiet jest lepiej zbadany, chociaż także nie powiedziano o nim ostatniego słowa. Mężczyzna, zaciskając mięśnie Kegla (tak, tak, faceci też je mają!), może zwiększać wrażliwość tej strefy erogennej, poprawiać sobie erekcję. Potwierdzono empirycznie (inspirując się taoistyczną sztuką miłosną), że pobudzanie tego miejsca działa na mężczyzn, nie ma natomiast naukowego uzasadnienia dlaczego. Jeżeli mężczyzna jest rzeczywiście na to wrażliwy, niech partnerka go stymuluje. Chociaż większość kobiet nie wykazuje entuzjazmu, że ma szukać akurat w tej okolicy. Znam badania, z których wynika, że męskie genitalia nie są atrakcyjne dla pań, tym bardziej w okolicy odbytu. A sam odbyt u wielu mężczyzn jest również strefą erogenną. Pobudzanie go palcem oraz masaż prostaty – jest bardzo przyjemne.

Do niedawna słowo „prostata” było równoznaczne z wyrażeniem „nowotwór prostaty”. Niektórzy mężczyźni myśleli, że to po prostu nazwa schorzenia. Teraz są nawet gadżety erotyczne służące do masowania prostaty. Tylko że kobiety nie lubią masować, a mężczyźni lubią być masowani, ale wstydzą się o to poprosić.

Najpierw powiedzmy o tym, czym jest prostata. To gruczoł krokowy o kształcie i wielkości zbliżonym do orzecha włoskiego. Jest elementem układu moczowo-płciowego mężczyzny. Znajduje się w części miednicy mniejszej, w okolicy krocza, a dokładnie pod pęcherzem moczowym. Z drugiej strony przywiera do przedniej ściany odbytu. Przez wnętrze prostaty przechodzi cewka moczowa. Można powiedzieć, że mieści się w samym centrum. Prostata to nie taki sobie guziczek, ona pełni ważną funkcję: jest odpowiedzialna za produkcję płynu, w którym znajdują się plemniki. Płyn ten jest obecny w męskiej spermie i ma charakterystyczny białawy odcień. Pełni on funkcje odżywcze dla plemników w ich drodze do kobiecej komórki jajowej. Podczas szczytowania mięśnie gładkie, umiejscowione naokoło prostaty, kurczą się i dochodzi do ejakulacji.

 

A jakie znaczenie ma prostata w życiu erotycznym mężczyzny?

Prostata jest w sztuce miłosnej najbardziej zapomnianą strefą erogenną, podobnie jak u kobiet stopy. O masażu prostaty do niedawna mówiło się wyłącznie jako o metodzie treningowej podczas trudności w dojściu mężczyzny do wytrysku. Masaż prostaty poprawia przepływ krwi przez gruczoł krokowy i obniża napięcie mięśni krocza. No ale dostęp do niej jest utrudniony, bo żeby masować prostatę, należy to robić przez odbyt, czyli nie jest to taka prosta rzecz.

Trzeba wyjaśnić kilka faktów. Masowanie prostaty dla wielu mężczyzn może być przyjemne jako forma pieszczoty. Jeśli odbywa się w czasie trwania stosunku pochwowego – zwiększa doznania i przyspiesza wytrysk. Masowanie prostaty mężczyzny cierpiącego na zahamowanie orgazmu, niemogącego dojść do wytrysku, może przyspieszyć jego szczytowanie. Generalnie – ma to same pozytywne strony. Natomiast jest rzadko spotykane w naszej polskiej sztuce miłosnej.

Przez ten odbyt?

Tak, skojarzenie nie najlepsze. Ten masaż wiąże się z zachowaniem zasad higieny. Mężczyzna powinien się wypróżnić, a partnerka umyć ręce, obciąć krótko paznokcie. Masaż prostaty można wykonać na dwa sposoby – od zewnątrz i od wewnątrz. Pierwszy polega na tym, że kobieta układa palce na części za jądrami i tuż przed odbytem. Masaż wykonuje się kolistymi ruchami i lekkim uciskaniem w tym miejscu. W klasycznym wydaniu, czyli przez odbyt, można użyć gumowej rękawiczki albo prezerwatywy z lubrykantem. Trzeba poszukać miejsca zgrubienia na ścianach odbytu w kierunku pępka na głębokości około pięciu, sześciu centymetrów. Masaż dobrze jest koncentrować na bokach, krawędziach gruczołu i wykonywać faliste ruchy, ale delikatnie – centralna część może być szczególnie wrażliwa na ból. Masaż często kończy się erekcją.

Jesteśmy dosyć konserwatywnym społeczeństwem, dlatego zachęcanie do masażu prostaty może większości czytelniczek wydać się trochę dziwne. Ale zapewniam: to nie jest zboczenie. Można jednak zrozumieć, że nie wszystkie formy pobudzania muszą się podobać. Rozumiem też, że wprowadzenie palca przez kobietę do odbytu i masaż prostaty również mężczyźnie może nie odpowiadać.

Ponieważ?

Będzie miał skojarzenia z homoseksualizmem. Nie musi tu nawet chodzić o homofobię, po prostu może nie mieć ochoty na coś takiego – dla niego masaż prostaty nie będzie się mieścił w kalejdoskopie heteroseksualnych praktyk erotycznych.

I wtedy odmówi?

Wtedy odmówi albo – jeżeli się zdecyduje – będzie czuł dyskomfort. Miałem w gabinecie parę – kobieta w trakcie aktu seksualnego zrobiła mężczyźnie profesjonalny masaż prostaty. Ni stąd, ni zowąd. On zdębiał i w ogóle nie wiedział, co o tym sądzić. Podejrzewał, że miała biseksualnego partnera, który ją tego nauczył. Ona zaprzeczyła i zapewniała, że nie była związana z żadnym biseksem. On nie chciał w to uwierzyć. A jemu po prostu trafiła się szalenie wyrafinowana partnerka, co wzbudziło w nim niepokój zamiast zachwytu. Mężczyźni – wbrew pozorom – boją się takich kobiet, szczególnie jak się zakochają i chcą założyć rodzinę. Trudno im myśleć o kobiecie robiącej profesjonalny masaż prostaty jako o matce swoich dzieci.

W krótkotrwałych związkach albo romansach masaż prostaty jest bardziej akceptowany niż w stałych związkach. W przypadku tych ostatnich zalecam najpierw rozmowę. Wyobrażam sobie to na przykład tak: para leży w łóżku, miała udany seks, są przytuleni. Ona mówi: „A wiesz, co ludzie robią? Moja koleżanka mi mówiła, że jej partner uwielbia pobudzanie prostaty”. Jeżeli on odpowie: „O, to może być ciekawe, nie znam tego, może spróbujemy” – no to próbujcie! Ale powtarzam – nie radzę przez zaskoczenie, bo to jest bardzo specyficzna forma pieszczoty erotycznej. I stanowi margines w polskiej sztuce miłosnej. Może przestanie być egzotyką, tak jak było z seksem oralnym, a później analnym? Może się przyjmie?

A pan jest bardziej na tak czy bardziej na nie?

To zależy, co danej parze służy. Jestem za tym, aby sztuka miłosna pogłębiała więź partnerów, żeby była bogata, zróżnicowana i satysfakcjonująca dla obojga. Mogą się przywiązywać kajdankami do łóżka. Ale już smaganie biczykiem do krwi – budzi mój niepokój.

Masaż prostaty jest perwersją?

Jest traktowany jako perwersyjne zachowanie, ponieważ nie wszedł jeszcze do kanonu sztuki miłosnej. Była w moim gabinecie para: on we wcześniejszym związku miał doświadczenie z masowaniem prostaty. Poprzednia partnerka w czasie stosunku seksualnego w pozycji klasycznej pobudzała go palcem od strony odbytu, masowała prostatę. Dla niego to było niesłychanie przyjemne, po prostu orbitował. Nowej partnerce wydawało się to wstrętne, kłóciło się z jej poczuciem estetyki. I odmówiła. On stracił silne doznania erotyczne i mieli problem. Co można zrobić w takim przypadku? Trzeba znaleźć seks alternatywny, który dla obojga będzie atrakcyjny. Zrobili więc spis rzeczy, które ich w seksie pociągają: jej podobało się użycie wibratora. Zaakceptowała, że on wprowadza wibrator do jej pochwy i obserwuje, jak to na nią działa. To było dla niego nowe doświadczenie, którego poprzednio nie miał. Jej to sprawiało frajdę – później przechodzili do stosunku. I stworzyli nowy model ich własnej sztuki miłosnej, który im odpowiadał. W efekcie ten nowy rodzaj stał się dla poprzedniego konkurencyjny. Co prawda jego prostata była niedopieszczona, ale wzrokowa nagroda, którą dostał, wyrównała stratę.

Kiedy mężczyzna prosi kobietę: „Wymasuj mi prostatę” – to co ona ma zrobić?

Może nawet nie wiedzieć, co to i gdzie jest. Pierwsze skojarzenia mogą być homoseksualne. Podejrzenie, że coś się pod tym kryje – pewnie gej, a może dewiant? Myślenie w kierunku homoseksualnym ma swoje podstawy. Część mężczyzn homoseksualnych ma żony i dzieci. Niejednokrotnie w sprawach rozwodowych na tym tle podnoszona jest kwestia, że mąż, jak się okazuje gej, proponował żonie niestandardowe zachowania seksualne, czyli seks analny i pobudzanie prostaty palcem. Dlatego na miejscu panów byłbym ostrożny z takimi propozycjami, bo kobieta wizualizuje sobie taki rodzaj seksu i może to wywołać u niej dyskomfort psychiczny. Cały klimat atrakcyjności seksu może wtedy ulecieć w powietrze. Dlatego ta forma sztuki miłosnej, chociaż budzi fantastyczne doznania u mężczyzn, nie jest dla każdego. Partnerzy muszą ustalić między sobą bardzo wyraźnie, że ani po jednej, ani po drugiej stronie nie ma żadnego „ale”.

Wspomniał pan o ćwiczeniach mięśni Kegla. Do tej pory zalecało się je paniom, nie panom.

Faktycznie mięśnie dna miednicy mają o wiele większe znaczenie u kobiet niż u mężczyzn, ale to nie znaczy, że panowie ich nie mają lub że są nieistotne. Sensowne jest trenowanie ich podczas oddawania strumienia moczu. Puszczać, przerywać, puszczać, przerywać. Jeśli chodzi w ogóle o sprawność układu miednicy, to zalecam jogę i chodzenie, chodzenie, jeszcze raz chodzenie. Minimum, którego bym oczekiwał od mężczyzn, to codziennie półgodzinny spacer szybkim krokiem i wzmacnianie mięśni przez przerywany strumień moczu. W ten sposób dobrze jest ćwiczyć przez osiem, dwanaście tygodni, a potem od czasu do czasu podtrzymywać ten trening.

Czy dotykanie męskich pośladków jest dla panów przyjemne? Bo dla kobiet często są one fetyszem…

Nie za bardzo, jeśli mówimy o mężczyznach heteroseksualnych.

Reasumując: członek jako centrum wszechświata rozkoszy, reszta punktów – rozproszona.

Może sięgać nawet… uszu, co świetnie widzieliśmy we francuskim filmie „Nietykalni”. Bo – o czym niewiele osób wie – strefy erogenne można wykształcić. Na przykład u wielu mężczyzn usta nie są w ogóle strefą erogenną. Ale jeżeli któryś zwiąże się z mistrzynią pocałunków i dostarczy mu ona niesłychanie przyjemnych bodźców, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że usta staną się jego strefą erogenną.

Niewiele tego…

W porównaniu z kobietami – faktycznie. Ale nie lekceważyłbym tego, co jest…

To w sumie dobrze, że mężczyzna nie jest tak skomplikowany jak kobieta. Wyobraża sobie pani, że mężczyzna ma tyle samo stref erogennych, co wy? Przecież zanim by się dogadali, kto, kogo, gdzie i jak ma pieścić, do seksu mogłoby wcale nie dojść. Seks byłby bardziej rozproszony. Nie wiem, czy kobiety dobrze by na tym wyszły. Stosunek zamieniłby się we wzajemną gonitwę, dobre zgranie byłoby trudniejsze ze względu na zróżnicowane priorytety.

To, że u mężczyzn jest prościej, ma też inne plusy – łatwiej pobudzić i zaspokoić. U kobiet strefy erogenne mają swoją hierarchiczność, żadna nie reaguje identycznie na pobudzanie. U panów tej hierarchiczności nie ma, bo członek góruje.

Są mężczyźni bardziej lub mniej wrażliwi?

Wrażliwość na bodźce u mężczyzn zależy w dużym stopniu głównie od testosteronu. Jeżeli jego poziom spadnie poniżej normy, ciało, w tym także członek, może być niewrażliwe na pobudzanie.

Zabójcze dla wrażliwości są nałogi. Wiedzą o tym doskonale palacze marihuany. Popalający trawkę po pewnym czasie czują, że są niewrażliwi na bodźce. Podobnie jak palacze papierosów.

Bardzo duży wpływ na odczuwanie przyjemności ma układ nerwowy, zarówno autonomiczny, jak i nerwy somatyczne. Do zmian w naczyniach i pogorszenia czucia może prowadzić cukrzyca, podobnie jak choroby przenoszone drogą płciową, przede wszystkim te, które powodują zmiany na żołędzi członka.

Poza biologicznym aspektem dochodzą także inne względy. Na przykład pierwsze (bolesne albo niebolesne) doświadczenia seksualne z kobietami. Wyobraźmy sobie, że mężczyzna miał pierwsze doświadczenia typu bolesnego, nieprzyjemnego z powodu stulejki – popularnego schorzenia powodującego ból podczas wzwodu. To negatywne wspomnienie może być tak silne, że mężczyzna z lęku przed powtórzeniem bólu traci wszelką przyjemność. To oczywiście jest do wyleczenia.

Może być też odwrotnie – czyli zgoła zbyt przyjemne pierwsze doświadczenia. Jeśli te pierwsze razy to był seks oralny, kiedy mężczyzna osiąga najwyższy stopień rozkoszy, to stosunek pochwowy może być później dla niego rozczarowaniem. Nie dosyć, że członek może słabo czuć partnerkę, to na dodatek mężczyzna nie będzie miał emocjonującego widoku. Podobnie nawyki masturbacyjne. Ci, którzy się masturbują z dużą siłą dotyku, mogą podczas klasycznego stosunku odczuwać luz w pochwie i nie będą mieli orgazmu. To wszystko oznacza, że strefa erogenna jest prawidłowa, ale uwarunkowania seksualne wynikające z zachowań (masturbacyjnych, przewaga seksu oralnego) mogą uniemożliwiać czerpanie przyjemności ze standardowego seksu.

Seks oralny przestał być już tabu i jest coraz powszechniejszą formą miłosną. Czyli dzieje się coś całkiem nowego: strefy erogenne mężczyzny nie nadążają za zmianami kulturowymi?

Dokładnie tak. Klasyczny seks pochwowy odchodzi do lamusa na rzecz seksu oralnego, a także w jakimś procencie – analnego, bo przy nim też występują silniejsze bodźce.

Jak szybko można się uwarunkować?

Bardzo szybko. Wystarczy kilka razy doświadczyć przyjemności w określonych warunkach. Mówimy też o prawie pierwszych połączeń. Jeżeli pierwsza partnerka mężczyzny była doświadczoną kobietą, wyczyniała cuda z jego członkiem, to on się mógł na tym uwarunkować. A inny – na masturbację. Najgorzej jednak – jak na pornografię, ale o tym jeszcze będziemy rozmawiać.

Na brak czucia wpływa też psychika. Mężczyzna może przestać odczuwać przyjemność z powodu skrupułów religijnych albo ma wyrzuty sumienia, że się masturbuje lub zdradza żonę. Poczucie winy wówczas może być tak silne, że doprowadzi do zaniku czucia.

Wina i kara…

No, skomplikuję takie typowo kobiece myślenie. Jeśli mężczyzna ma wyrzuty sumienia, to znaczy, że tak naprawdę robi coś wbrew sobie. A skoro wbrew sobie – to nic nie czuje. I nawet jeżeli poziom testosteronu jest prawidłowy – przyjemności brak.

W przypadku zdrady małżeńskiej może dziać się tak, że żona przestaje się mężczyźnie podobać, kochanka za to bardzo – i dlatego podczas seksu z żoną następuje psychiczna blokada i strefy erogenne przestają pracować.

W prawidłowym funkcjonowaniu stref erogennych dużą rolę odgrywają też mikroelementy, witaminy, szczególnie z grupy B. Bardzo źle działają przewlekły stres i depresja. Mężczyźni z depresją mogą godzinami wykonywać ruchy frykcyjne i nie mają wytrysku. To wpływ leków przeciwdepresyjnych.

 

Czy czucie można jakoś zbadać?

Tak, neurologicznie. W młoteczkach do badań neurologicznych jest część, którą się wykręca – to taki ostry pędzelek. Można też zajrzeć do nerwów w członku za pomocą specjalnej aparatury badającej przepływ impulsów w nerwach unerwiających członek. W trakcie takiego badania może się okazać, że mężczyzna mówi: „Nic nie czuję”, a wszystko działa prawidłowo. Wtedy problemu trzeba szukać w psychice.

Jeśli stracił czucie, bo ona mu się przestała podobać, to jest to proces odwracalny?

Tak, ale musi mieć prawdziwą motywację. Jeżeli do mojego gabinetu trafia para, i kobieta od progu żąda: „Niech pan z nim coś zrobi, żeby czuł, bo przestał, niech pan go z tego wyleczy”, a ja się dowiaduję, że ona w ogóle mu się nie podoba, nie budzi w nim pożądania – to co ja mogę zrobić? Cudotwórcą nie jestem.

Kobieta przeczytała nasz rozdział o strefach erogennych, spotyka się pierwszy raz z mężczyzną i…

…niech próbuje i obserwuje. Na początku związku nie wystarczy po prostu zapytać, gdzie dotykać, gdzie pieścić, bo sam mężczyzna, zwłaszcza niedoświadczony, może nie wiedzieć tego do końca. Większość panów naturalnie koncentruje się na penisie. Członkiem bawi się jako mały dzieciak w przedszkolu, później się masturbuje, dopiero potem uprawia seks. Nikt mu nie pobudzał brodawek piersiowych, nie masował jąder. Dopiero kobieta może sprawić, że pozna swoje strefy erogenne. Wszystkie najstarsze podręczniki sztuki miłosnej, na przykład „Kamasutra”, „Pachnący ogród”, zalecały, żeby partnerzy na początku odkrywali swoje ciało. Polega to na tym, że wszystkie zmysły biorą w tym udział – wzrok, dotyk, smak, węch, słuch. Dopiero wtedy możemy nakreślić mapę stref erogennych.

Panom polecam ćwiczenie na samoświadomość: żeby zwizualizowali swojego członka, wcielili się w niego. Aby się zastanowili, jaki on jest: mądry, głupi, ładny, brzydki. Zapytali go, co on naprawdę lubi, a czego nie. Przy takiej wizualizacji członek wiele mężczyźnie powie. A teraz niech zwizualizuje, jak jego penis myśli o partnerce – nie o tych kobietach widzianych na filmach pornograficznych, tylko o tej prawdziwej, zwyczajnej. Partnerka niech zrobi to samo ze swoją pochwą, łechtaczką. Potem niech powiedzą o swoich „rozmowach”, kiedy ona „była łechtaczką” a on „był członkiem”. Jeśli jej powie: „Jestem tak dalece przeciętny, że właściwie to nie podobam się sobie”…

…a ona na to: „Jak możesz tak mówić? Dla mnie jesteś niezwykły!”.

To będzie wspaniale. Ale nawet jeśli tak nie zareaguje, to poznanie jego odczuć jest fajne i pozwoli lepiej zrozumieć się nawzajem. Nie radzę jednak mówić partnerce, że penis najchętniej uprawiałby seks w trójkącie. Ostrożnie z takimi fantazjami. Ale jeżeli powie kobiecie: „Słuchaj, masz piękne piersi i tak sobie wyobrażałem, że mój członek jest między twoimi piersiami”, to dla partnerki jest miły komunikat. Wielu mężczyzn ma takie marzenie.

Mam wrażenie, że wizualizacja członka to jednak nie jest codzienność w związkach…

No dobrze, to zróbmy rzecz prostą. Zacznijmy od stworzenia miłej atmosfery. Na przykład leżąc obok siebie i oglądając przyjemny film erotyczny (nie pornograficzny), w którym są zmysłowe sceny i fajna fabuła. I kobieta mówi: „Patrz, podobało ci się coś takiego? Myślisz, że tobie też by sprawiło przyjemność? Co ty w ogóle lubisz?”. I następuje wymiana informacji, kochankowie mówią o filmie, innych ludziach, ale też o sobie. To nie jest taka wielka sztuka.

Czyli co? Prosty czy skomplikowany w obsłudze jest mężczyzna?

W porównaniu z kobietami jest o wiele prostszy. Kobieta ma i pochwę, i łechtaczkę, i wargi sromowe, piersi i wiele, wiele innych stref erogennych. No i nastrój nie zawsze do seksu… O wiele bardziej skomplikowane jest jej nastawienie psychiczne, ważna jest relacja z partnerem. U mężczyzn seks jest autonomiczny, więc statystycznie są oni prostsi w obsłudze.