O skarbcu zaklętym

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

VI

 
Wtém zagrzmiał tętent donośny i długi…
To prześladowca ze swojemi sługi…
Sierota drgnęła i pełna popłochu
Tuli się w gruzy… i wpadła do lochu.
I widzi skrzynię okutą w oddali,
Nad nią w powietrzu ognisko się pali,
Klęczy człek w staréj rycerskiéj odzieży,
I pies łańcuchem przykowany leży.
Twarz człeka sucha jakby trupia głowa,
W sobolą szubę i w kołpak się chowa;
Ma siwe włosy, grobem z niego wieje,
Lecz w oczach widać słodycz i nadzieję.
Skinął na skrzynię, potém na dziewoję;
Jak gdyby mówił: «zabieraj, to twoje!»
I wnet ze skrzyni jakby cudu dzieło,
Rozpękły sztaby i wieko runęło.
 

VII

 
Sierota w strachu zemdlała, upadła
I słyszy we śnie, jakby głos widziadła:
«Owo te skarby we srébrze i złocie,
Ja przed wiekami wydarłem sierocie,
Lecz za tom srogą ukaran pokutą,
Bo serce moje do skarbu przykuto.
I po mym zgonie zostawszy upiorem,
Musiałem jęczeć i czuwać nad zbiorem,
Póki sierota cnotliwa, a biédna,
Zabrawszy złoto, zbawienie mi zjedna.
Zabierz i módl się – bo jest wyrok boży,
Że twa modlitwa niebiosa otworzy!»
Dziéwczę się budzi – i patrzy, i słucha;
Zniknął już upiór, zniknął pies z łańcucha,
Jeno we skrzyni migocą się staréj
Czerwone złote i białe talary.
Sierota klękła i łzami zalana,
Zaduszne psalmy mówiła do rana,
Porankiem wyszła strwożona i blada,
Z płaczem, ze śmiechem swój cud opowiada.
 

Inne książki tego autora