Ziemia obiecanaTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Ziemia obiecana
Ziemia obiecana
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 45,30  36,24 
Ziemia obiecana
Audio
Ziemia obiecana
Audiobook
Czyta Marek Walczak
20,30 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

WŁADYSŁAW STANISŁAW REYMONT

Ziemia obiecana

Wstęp i opracowanie

MAGDALENA POPIEL

Wydanie drugie

przejrzane i uzupełnione


Zakład Narodowy im. Ossolińskich

Wrocław 2014

BIBLIOTEKA NARODOWA

Wydawnictwo Biblioteki Narodowej pragnie zaspokoić pełną potrzebę kulturalną i przynieść zarówno każdemu inteligentnemu Polakowi, jak i kształcącej się młodzieży

WZOROWE WYDANIA NAJCELNIEJSZYCH

UTWORÓW LITERATURY POLSKIEJ I OBCEJ

w opracowaniu podającym wyniki najnowszej o nich wiedzy.

Każdy tomik Biblioteki Narodowej stanowi dla siebie całość i zawiera bądź to jedno z arcydzieł literatury, bądź też wybór twórczości poszczególnych pisarzy.

Każdy tomik poprzedzony jest rozprawą wstępną, omawiającą na szerokim tle porównawczym, w sposób naukowy, ale jasny i przystępny, utwór danego pisarza. Śladem najlepszych wydawnictw obcych wprowadziła Biblioteka Narodowa gruntowne objaśnienia tekstu, stanowiące ciągły komentarz, dzięki któremu każdy czytelnik może należycie zrozumieć tekst utworu.

Biblioteka Narodowa zamierza w wydawnictwach swych, na daleką metę obliczonych, przynieść ogółowi miłośników literatury i myśli ojczystej wszystkie celniejsze utwory poezji i prozy polskiej od wieku XVI aż po dobę współczesną, uwzględniając nie tylko poetów i beletrystów, ale także mówców, historyków, filozofów i pisarzy pedagogicznych. Utwory pisane w językach obcych ogłaszane będą w poprawnych przekładach polskich.

Z literatury światowej Biblioteka Narodowa wydaje wszystkie te arcydzieła, których znajomość niezbędna jest dla zrozumienia dziejów piękna i myśli ogólnoludzkiej.

Do współpracy zaprosiła redakcja Biblioteki Narodowej najwybitniejszych badaczy naszej i obcej twórczości literackiej i kulturalnej, powierzając wydanie poszczególnych utworów najlepszym każdego znawcom.

Kładąc nacisk na staranność opracowań wstępnych i objaśnień utworów, Biblioteka Narodowa równocześnie poczytuje sobie za obowiązek podawać najdoskonalsze teksty samych utworów, opierając się na autografach, pierwodrukach i wydaniach krytycznych.

Fragment deklaracji z pierwszych tomów Biblioteki Narodowej

Spis treści

Karta redakcyjna

WSTĘP

I. Reymont w Łodzi

II. Temat miasta przemysłowego

III. Miejsce i czas akcji. Realne urojenia, czyli o granicach realistycznej reprezentacji

IV. Kompozycja

V. Bohaterowie

VI. Pseudokultura, czyli łódzkie teatrum

VII. W nurcie antycywilizacyjnym

VIII. Łódź – miasto kontrastów

IX. „Potwór-miasto”

X. Mistyczna potęga ekonomiczna

XI. Ziemia obiecana a Chłopi

XII. Perspektywa narratora

XIII. Poetyka spojrzenia

XIV. Język powieści

XV. Z dziejów recepcji

NOTA WYDAWNICZA

INFORMACJA O AUTORZE OPRACOWANIA

BIBLIOGRAFIA

ZIEMIA OBIECANA

TOM I

Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI

Rozdział VII

Rozdział VIII

Rozdział IX

Rozdział X

Rozdział XI

Rozdział XII

Rozdział XIII

Rozdział XIV

Rozdział XV

Rozdział XVI

TOM II

Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI

Rozdział VII

Rozdział VIII

Rozdział IX

Rozdział X

Rozdział XI

Rozdział XII

Rozdział XIII

Rozdział XIV

Rozdział XV

Rozdział XVI

Rozdział XVII

Rozdział XVIII

Rozdział XIX

Rozdział XX

Rozdział XXI

Rozdział XXII

Rozdział XXIII

Przypisy

Poprzednie wydanie Ziemi obiecanej ukazało się w Bibliotece Narodowej w 1996 r. w tym samym opracowaniu

Seria Biblioteka Narodowa ukazuje się pod patronatem

Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Redaktor Biblioteki Narodowej: STANISŁAW BEREŚ

Zastępca Redaktora Biblioteki Narodowej: PAWEŁ PLUTA

Redaktor tomu: MICHAŁ KUNIK

Redakcja techniczna: STANISŁAWA TRELA

Skład: JAROSŁAW FURMANIAK

Copyright © 2014 by Zakład Narodowy im. Ossolińskich

Wydanie II, przejrzane i uzupełnione, Wrocław 2014

ISBN 978-83-61056-74-4

Wydawnictwo Ossolineum

ul. Szewska 37, 50–139 Wrocław

e-mail: wydawnictwo@ossolineum.pl www.wydawnictwo.ossolineum.pl Kontakt z „Biblioteką Narodową”: bn@ossolineum.pl

Konwersja: eLitera s.c.

WSTĘP

I. REYMONT W ŁODZI

W kwietniu 1896 roku Władysław Reymont, podpisawszy umowę z firmą wydawniczą Gebethnera i Wolffa, przeprowadza się do Łodzi. Celem tego pobytu, który potrwa kilka miesięcy, jest zebranie materiałów do zamierzonej powieści o dynamicznie rozwijającej się włókienniczej metropolii.

 

W tym czasie nazwisko Reymonta jest znane nie tylko wąskim kręgom literackim. Korespondencje publikowane w „Głosie”, nowele, reportaż Pielgrzymka do Jasnej Góry, wreszcie pierwsza powieść – Komediantka zyskały mu spore grono czytelników i pochlebne sądy krytyków. Podsumowując ten okres twórczości, Teodor Jeske-Choiński pisał z życzliwością i nadzieją:

przybył nareszcie naszej literaturze pięknej talent nie tylko niepospolity, lecz trwały i posiadający wszystkie warunki dalszego rozwoju[1].

Jednakże mimo licznych pochwał i wyrazów aprobaty Reymont czuł, że wszystkie dotychczasowe utwory, w tym kolejna powieść – Fermenty, z której zakończeniem nie mógł sobie długo poradzić[2], nie dorównują możliwościom jego talentu. Postanowił, że następna powieść przewyższy wszystko to, co do tej pory stworzył, i że ona właśnie zadecyduje o jego przyszłości:

Bo albo – albo. Albo padnę w taki proch, że chyba prawdziwym arcydziełem później uda mi się wydobyć z nicości, albo od razu zrobię kroków sto naprzód i stanę w pierwszym rzędzie. Myślę to drugie zrobić, ba! mało; zrobię to, bo gdybym inaczej czuł, nie podejmowałbym się[3].

To głębokie przekonanie o konieczności stworzenia arcydzieła wynikało ze szczególnego entuzjazmu, jaki towarzyszył przygotowaniom do pisania Ziemi obiecanej. Reymont był człowiekiem łatwo poddającym się skrajnym emocjom, szybko przechodził od euforii w stan depresji, a podjęcie każdego nowego wysiłku pisarskiego pobudzało tę zmienność nastrojów. Jego korespondencja z lat 1895–1896 jest świadectwem wyjątkowego napięcia emocjonalnego, z jakim przystępował do pisania Ziemi obiecanej. W liście do brata wyznaje: „Palę się w straszliwy sposób do tej powieści”[4], a do Jana Lorentowicza pisze:

Uwielbiam masy ludzkie, kocham żywioły, przepadam za wszystkim, co się staje dopiero – a wszystko to mam w tej Łodzi, więc się nie dziwcie, że trawi mnie gorączka pochwycenia tętna tego niesłychanie bujnego życia[5].

Znalazłszy się zatem na wiosnę 1896 roku w Łodzi, Reymont zaczyna studiować miasto w sposób zachłanny i wnikliwy. Gruby zeszyt i ołówek towarzyszą mu często podczas wędrówek po mieście. Obdarzony znakomitą pamięcią wzrokową, notował najdrobniejsze szczegóły wyglądu ulic, wystroju domów, ubiorów. Największą trudność sprawiał mu opis pracy fabryki i oto w jaki sposób uporał się z tym problemem:

Z pomyślanej kompozycji wynikało mi, że jedna scena powieści musi się odbywać w wielkiej przędzalni, w czasie roboty. Pokazano mi wnętrze fabryki, oprowadzono mię po wszystkich zakamarkach, przyjrzałem się, jak wygląda praca – i jaki jest ogólny obraz ruchu. Przyszedłem do domu i próbowałem nakreślić sobie brulion tej sceny. Nie mogłem. Czułem, że jeszcze czegoś nie wiem. Mordowałem się nad rozwikłaniem, czego mi jeszcze potrzeba. Nareszcie po kilku dniach zrozumiałem: w scenie tej „osobami działającymi” mają być: maszyna i człowiek z tą maszyną pracujący, a więc: mechanizm i praca. Cóż mi więc z tego, że wiem, jak wyglądają: maszyna i człowiek? muszę poznać duszę maszyny i duszę pracy, wtedy dopiero będę w domu! Udałem się więc jeszcze raz z prośbą do zarządu, by mi wyjaśnili, śrubka za śrubką, ustrój mechanizmu, tak bym myślowo mógł ją sobie rozłożyć na części, a potem ją na nowo zmontować. Dopiero gdym poznał całą jej logikę, gdym ją miał w sobie, gdy ona w moich nerwach zaczynała odbywać swój obrót – wówczas dopiero uczułem, że mogę o niej coś powiedzieć. To samo z pracą robotnika... Mogę opisywać jego przeżycia myślowe, jakie w nim zachodzą podczas pracy, lub ich nic opisywać, ale choćby na wyrost muszę je znać. Nie poznam, dopóki sam choć przez kilka minut nie będę tym robotnikiem. Wyjednałem więc pozwolenie, że mi pozwolono stanąć przy maszynie i pracować. Kilka pierwszych dotknięć już mi otworzyły nowe światy poznania. Wiedziałem już, jaki rodzaj uwagi musi robotnik w sobie wypracować, jakie wiedze inteligencji wyostrzać. Miałem już typ psychiczny rodzący się z danej techniki. To poznawszy, dopiero czułem się uprawniony do odtworzenia pracy i maszyny – w powieści[6].

W dążeniu do wniknięcia w prawdę gestu, ruchu, Reymont nie wahał się doświadczać go na sobie. Jak zauważa Kazimierz Wyka, „był [on] człowiekiem pracy fizycznej” i „przy poznaniu nowych zjawisk tej kategorii jego wyobraźnia nakazywała mu czynny udział”[7].

Nie wszystko jednak podczas tych kilku miesięcy wiosny i wczesnego lata 1896 roku udało mu się poznać, zobaczyć, zanotować[8]. Gdy we wrześniu tegoż roku Reymont wyjedzie do Francji, aby tam rozpocząć pisanie Ziemi obiecanej, wielokrotnie w listach do łódzkich znajomych będzie zwracał się z prośbą o różne informacje na temat miasta, od aktualnych cen bawełny poczynając, a kończąc na łódzkich plotkach i piosenkach[9]. Jest to dla Reymonta okres wyjątkowo intensywnej pracy. Przebywając na zmianę w Paryżu i Ouarville koło Chartres, oprócz Ziemi obiecanej pisze dramat Dosyć kłamstw, robi korektę Fermentów, uczestniczy w licznych zebraniach i jeszcze... trzy razy w tygodniu przesyła listy swojej narzeczonej Aurelii z Szacsznajdrów Szabłowskiej.

Ziemia obiecana zaczyna ukazywać się drukiem już w trakcie pisania, a aktualność tematu, elementy melodramatyczno-sensacyjne fabuły sprzyjają zainteresowaniu czytelniczemu. 2 stycznia 1897 pierwszy odcinek drukuje „Kurier Codzienny”, później wychodzi również w „Nowej Reformie” i „Strażnicy”, piśmie polonijnym ukazującym się w Baltimore. Owa data stanowi tyleż pomyślny finał istotnego okresu w twórczości pisarza, co i początek poważnych kłopotów. Powieść bowiem „robi wielki rumor w kraju, a jeszcze większy w Łodzi”[10]. Wśród łódzkich potentatów finansowych, będących prototypami bohaterów Ziemi obiecanej, wybucha skandal[11]. Sam pisarz rzecz całą traktuje raczej z dystansem:

bawię się listami, jakie przychodzą do mnie z Łodzi, listami, które mi wymyślają niezbyt grzecznie i obiecują wprost lanie[12].

Jednakże niekiedy odczuwa realną groźbę tych obietnic:

Koło jesieni, jeśli mi zagwarantują bezpieczeństwo, to będąc w kraju, zajrzę do Łodzi, ale jeśli mi zagwarantują, bo się boję, że skoro całą powieść przeczytają, to wielcy wyślą zbirów do mnie[13].

Zagrożony był nie tylko on osobiście, ale i jego utwór. Fabrykanci łódzcy przekupili cenzurę rosyjską, aby ta wykreśliła obrażające ich fragmenty. Według informacji samego pisarza spustoszenie, jakiego dokonała cenzura w autografie powieści[14], sięgało czterech tysięcy wierszy, tj. około stu stron. Wiadomości te, rozpowszechniane przez Reymonta[15], jak również przekazywane przez krytyków, przede wszystkim Wilhelma Feldmana, są przez późniejszych historyków literatury raczej zaliczane do legendy, jednej z wielu narosłych wokół osoby i twórczości pisarza. Jak wiadomo, sam Reymont w dużej mierze przyczyniał się do tworzenia i ugruntowania owych mitów, które mogły zostać rozwiane dopiero przez badania biografów i filologów.

II. TEMAT MIASTA PRZEMYSŁOWEGO

Ziemia obiecana była niespodzianką dla czytelników wcześniejszych utworów Reymonta. W nowelach, powieściach, reportażach pisarz penetrował różne środowiska, ale najchętniej sięgał po bohatera wiejskiego, w dalszej kolejności robotnika kolejowego lub aktora z wędrownej trupy teatralnej. Interesujący wyjątek stanowiła nowela Pewnego dnia, zapowiadająca podjęcie nowego tematu. Wkraczamy tutaj w świat fabryk, w którym przemykają się odczłowieczone cienie ludzi. Organicznie złączeni z ruchem maszyn zostali przez nie zdeformowani fizycznie – zamienieni w powolne automaty i okaleczeni psychicznie – zniewoleni do życia w zasięgu władzy fabryki. Bohater noweli, pan Pliszka, pracujący od dwudziestu lat jako windziarz w fabryce, poruszony promieniami wiosennego słońca postanowił po raz pierwszy opuścić miasto i wyruszyć na wieś. Poczucie wolności, którego nagle doznał, okazuje się jednak kruche i złudne, bowiem pierwsze fabryczne gwizdki dosięgają go szybko i budzą w nim automatyczny odruch powrotu na stanowisko pracy. Ten ciekawie naszkicowany obrazek jest swoistym preludium do Ziemi obiecanej, będącej, jak pisał Julian Krzyżanowski, „jedynym u nas i – do niedawna przynajmniej – jednym z bardzo niewielu malowideł życia przemysłowego w literaturze powszechnej”[16]. Stwierdzenie to, choć niezupełnie ścisłe, podkreśla wyjątkowość tematu miasta przemysłowego w ówczesnej literaturze. Gdy w Europie Zachodniej faktem stały się narodziny cywilizacji przemysłowej, szybko temat ten przeniknął do literatury. Francuska powieść realistyczna, a później naturalizm odsłoniły przed czytelnikami skryte do tej pory przestrzenie fabryk, dzielnice robotniczej nędzy, miejsca handlu i spekulacji giełdowych. U nas jednak obydwie te sfery napotykały duży opór: to, co z trudem wdzierało się w polski pejzaż, jeszcze trudniej zadomowiało się w świadomości literackiej. Owe rodzące się na ziemiach polskich ośrodki przemysłowe traktowano zazwyczaj jako dziwaczną narośl, obcą tradycyjnej polskiej kulturze ziemańskiej, a Zolowski naturalizm, jako literacki nośnik tematów miejsko-przemysłowych, przyjmowano z mieszanymi uczuciami[17]. W końcu jednak i u nas tworzący się dopiero przemysł zaczął znajdować swoich „pieśniarzy”. O kopalniach i hutach Śląska pisał Artur Gruszecki (Krety, 1887; Hutnik, 1898), fabryki Śląska i Warszawy uwiecznił Stefan Żeromski w Ludziach bezdomnych (1900), kopalnie naftowe we wschodniej Galicji stały się tematem powieści Ignacego Maciejowskiego-Sewera (Nafta, 1893) i Artura Gruszeckiego (Dla miliona, 1900). Na odkrycie dla polskiej literatury czekała tylko Łódź. Często bowiem pojawiały się wątpliwości podobne do tych, jakimi dzielił się recenzent „Wędrowca”:

Łódź w poezji? Czyż można sobie wyobrazić to miasto ciemną mgłą dymów ogarnięte, łoskotem maszyn huczące, miasto, gdzie krzyk złota przygłusza zda się wszędzie głosy duszy ludzkiej, czy można je sobie wyobrazić jako motyw liryczny?[18]

Łódź była istotnie czymś wyjątkowym na tle innych polskich ośrodków przemysłowych. Już w połowie XIX wieku stała się drugą co do wielkości po Warszawie aglomeracją miejską w Królestwie Polskim. W wyniku protekcyjnej polityki władz w szybkim tempie zaczęli napływać do Łodzi liczni fachowcy rękodzieła włókienniczego z Wielkopolski, Saksonii, Czech i Moraw. Mając czterystu mieszkańców na początku XIX wieku, w latach pięćdziesiątych Łódź liczyła ich już dwadzieścia tysięcy. Oskar Flatt w Opisie miasta Łodzi z 1853 roku, pierwszym polskim dokumencie przedstawiającym specyfikę miasta przemysłowego, zanotował:

Nie mamy w całym kraju miasta, które by tyle co Łódź zawdzięczało przemysłowi – miasta, które by przez przemysł z zupełnego zapomnienia, z zupełnej nicości podniosło się na ten stopień zamożności i rozwoju; miasta, w którym by wydatniej przejawiało się życie fabryczne – słowem, miasta więcej typowo fabrycznego[19].

W latach dziewięćdziesiątych XIX wieku wiedza o Łodzi jako wyjątkowej metropolii, zwanej często „polskim Manchesterem”, powiększyła się znacznie – przede wszystkim dzięki zabiegom popularyzatorskim Artura Glisczyńskiego, dziennikarza i poety. Był on stałym łódzkim korespondentem warszawskiego „Głosu”, a w latach 1891–1892 wraz z Antonim Mierzkowskim drukował w „Wieku”’ cykl szkiców – reportaży o współczesnym obrazie miasta. Do polskiej prozy Łódź weszła przede wszystkim dzięki powieści Wincentego Kosiakiewicza pt. Bawełna (1895). Ten niezbyt udany utwór, „wdzięczny psychologiczno-etyczny obrazek na bawełnianym tle”[20], był dla Reymonta negatywnym punktem odniesienia podczas pisania Ziemi obiecanej:

Przystąpiłem do tej pracy z entuzjazmem prawie i z wielką sumiennością – juści, że tego nie starczy na usprawiedliwienie, jeśli stworzę coś w rodzaju Bawełny, ale wystarczy dla mnie na uświadomienie własnego niedołęstwa[21].

Mimo tej surowej oceny Reymont zaczerpnął z powieści Kosiakiewicza kilka pomysłów, jak np. scenę oprowadzania bohatera po pałacu bogatego przemysłowca Feinshona.

Być może znana była Reymontowi powieść Walerii Marrené-Morzkowskiej Wśród kąkolu, drukowana w 1890 roku na łamach „Biesiady Literackiej”. Helena Karwacka uznała ją za chronologicznie pierwszą powieść o fabrycznej Łodzi (mimo braku wydania książkowego)[22]. Zbieżna z Ziemią obiecaną jest tu postać głównego bohatera – doktora Jana Krzesławskiego, łódzkiego Judyma, który swoją szlachetnością i poświęceniem przypomina lekarza Wysockiego z powieści Reymonta. Waleria Marrené-Morzkowska została zachęcona do napisania utworu o Łodzi przez założyciela i wieloletniego redaktora „Dziennika Łódzkiego”, Henryka Elzenberga. W gazecie tej autorka zamieszczała Kroniki warszawskie i szkice o literaturze. Głównym celem Elzenberga było polonizowanie wielonarodowej Łodzi w procesie stopniowej asymilacji; aby to osiągnąć, czynił starania o pozyskanie dla „Dziennika Łódzkiego” Elizy Orzeszkowej, autorki Meira Ezofowicza, oraz właśnie Walerii Marrené-Morzkowskiej. Jednakże powieść tej ostatniej bardzo rozczarowała Elzenberga, ponieważ widoczne były w niej tendencje antyniemieckie, znamienne dla warszawskiej prasy. Morzkowska stworzyła w swym utworze obraz krytyczny i niechętny wobec ludności niemieckiej, w miejscu centralnym utworu umieszczając problem zgermanizowania Łodzi.

 

Pewne charakterystyczne wątki, widoczne w portrecie Łodzi naszkicowanym w powieściach Bawełna i Wśród kąkolu, podejmie Ziemia obiecana, lecz o całą skalę talentu Reymonta zabrzmią one w jego dziele w sposób pełniejszy i bardziej przekonujący.

III. MIEJSCE I CZAS AKCJI.

REALNE UROJENIA, CZYLI O GRANICACH REALISTYCZNEJ REPREZENTACJI

W roku 1899 utwór ukazał się w wydaniu książkowym[23]. Powieść o Łodzi miała stanowić wierny i rzetelnie sporządzony obraz miasta. Długi proces poznawania przez Reymonta polskiej metropolii służył przede wszystkim gromadzeniu wiedzy o bawełnianym królestwie. Warto jednak pamiętać o zastrzeżeniu sformułowanym przez samego pisarza:

Moim zamiarem nie mogła być i nie jest zupełnie chęć kopiowania tamtejszego życia i ludzi, bo nie w tym leży zadanie i cel powieści. Ja używam tylko fabryki, ludzi, spraw, tonu, jaki się tam przewija przez życie – jako materiału, jako pewnego rodzaju odrębnej gliny, z której lepię swój świat, swoje kreacje, swoją Łódź[24].

Niewątpliwie Ziemię obiecaną cechuje duża pojemność poznawcza decydująca o jej walorach jako powieści realistycznej. Warto wszakże zwrócić uwagę, w jakiej sferze dzieła i w jaki sposób ona się przejawia. Czy na przykład mieszczą się w tym obszarze realia topograficzne? Czy zasób informacji, jakich dostarcza Ziemia obiecana, daje się w sposób pozytywny skonfrontować z rzeczywistym obrazem Łodzi końca XIX wieku? Czy Ziemię obiecaną można czytać z planem miasta w ręce, tak jak to robił z Lalką Stefan Godlewski[25]?

Jak wiadomo, nie ma w Łodzi urbanistycznego centrum w postaci rynku czy placu. Miasto organizowało się wzdłuż ulicy Piotrkowskiej, która stała się główną arterią komunikacyjną, ośrodkiem handlu i życia towarzyskiego; mówiono wówczas, że miasto zamiast serca ma szyję. Tę specyficzną zasadę urbanistyczną odnaleźć można bez trudu w Ziemi obiecanej. Reymont opisuje Piotrkowską kilkakrotnie, w niedzielę i w dzień powszedni, w południe, wczesnym rankiem i nocą. Wskazuje przy tym na zmiany jej wyglądu i charakteru:

Niżej, za Nowym Rynkiem, pełno było Żydów i robotników, dążących na Stare Miasto. Piotrkowska ulica w tym miejscu zmieniała po raz trzeci swój wygląd i charakter, bo od Gajerowskiego Rynku aż po Nawrot jest fabryczną; od Nawrot do Nowego Rynku – handlową, a od Nowego, w dół, do Starego Miasta – tandeciarsko-żydowską. [s. 142]

Na Piotrkowskiej można było spotkać całą Łódź, a odcinek od Dzielnej do Nawrot stanowił łódzkie Champs Élysées:

Wrzawa napełniała ulice, przepychano się ze śmiechem, tłoczono, spacerowano w górę ulicy aż do Przejazd lub Nawrot i z powrotem. [s. 141]

Nic więc dziwnego, że w ciągu jednego spaceru Borowiecki natknął się na wielu znajomych: Kozłowskiego, Leona Cohna, Madę Müller. Piotrkowska nabiera charakteru „łódzkiego salonu” także dzięki gęsto tu rozsianym cukierniom, np. na rogu Dzielnej, gdzie Moryc wstępuje na melanż, czy tej na rogu pasażu Meyera, bardzo popularnej, największej w Łodzi cukierni Aleksandra Roszkowskiego (Piotrkowska 76), w której Borowiecki kupuje słodycze dla Kamy.

Na Piotrkowską trafi się zawsze. Jest ona zwykle punktem wyjścia lub dojścia; żeby dotrzeć do jakiejkolwiek części miasta, trzeba ją przeciąć. Stąd jej częste powroty na karty powieści są w pełni uzasadnione.

W Ziemi obiecanej pojawia się kilka innych nazw ulic: Cegielniana. Spacerowa, Konstantynowska, Poprzeczna, Drewnowska, Średnia, Widzewska, Ewangelicka, Benedykta, Wschodnia, Dzielna, Przejazd. Nie są one wyraźnie względem siebie zorientowane. Do wyjątków należą informacje takie, jak ta:

– Pójdziemy Średnią, chcę się przejść trochę.

– Najbliżej będzie dojść do Widzewskiej, a stamtąd do Cegielnianej. [s. 161]

Jednak sam fakt nazwania ich i częstotliwość powtarzania się wskazuje, że są to najważniejsze przecznice Piotrkowskiej, a w każdym razie ulice należące do centrum miasta. Tworzą one jakby drugą strefę miejską. Trzecią natomiast stanowią liczne i z upodobaniem przez Reymonta opisywane peryferie, małe uliczki bez nazwy.

W tak skomponowaną siatkę ulic należałoby teraz wpisać tereny i budynki użyteczności publicznej, które istniały w XIX-wiecznej Łodzi. A więc lasek Milscha, Helenów, las szajblerowski, Grand Hotel, restauracja „Arkadia”, hotel „Victoria”, Dom Handlowy, Salon Artystyczny, teatr, „kolonia”. Okazuje się to raczej niemożliwe ze względu na brak dokładnych danych lokalizujących (z wyjątkiem „Arkadii”, która mieściła się przy Konstantynowskiej, i „kolonii” przy Spacerowej). W pewnej mierze można ustalić usytuowanie wzajemne fabryk i domów głównych bohaterów. Sąsiadowały ze sobą fabryki Trawińskiego, Müllera, Borowieckiego i Bauma. Tereny Bucholca znajdowały się „na samym końcu miasta”. Natomiast położenie fabryki Kesslera, opisywanej kilkakrotnie, nie zostało sprecyzowane.

Reymont poprzez autentyczne nazwy ulic i budynków przywołuje na dość szeroką skalę konkretną przestrzeń geograficzną. Jednak nazwy te są pozbawione realistycznej otoczki szczegółów i osobliwości, które pozwoliłyby na skuteczniejsze powiązanie ich z łódzkimi realiami. Ulice (oprócz Piotrkowskiej) i domy wypełniające przestrzeń miasta są mało zindywidualizowane, a do wyjątków należą takie szczegóły, jak „wielka płaskorzeźba na frontonie przedstawiająca przemysł”, dzięki którym rozpoznajemy w opisywanym budynku pałac Juliusza Heincla, mieszczący się przy Piotrkowskiej 104[26]. Wymieniane z nazwy: teatr, parki, restauracje, w których goszczą bohaterowie powieści, ukazane są ogólnie i brakuje im charakterystycznych detali; uwagi o ich architekturze i wystroju są tak skąpe, że nie dają wyobrażenia o specyfice tych miejsc.

Zastosowana przez Reymonta technika opisu kształtującego przestrzeń utworu ma wpływ nie tylko na mało wyrazistą przystawalność portretu miasta do oryginału. Rzutuje ona także na nikłe zróżnicowanie wewnętrzne świata przedstawionego. W zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie, by zamienić nazwy w danym kontekście, np. Widzewską na Cegielnianą czy lasek Milscha na las szajblerowski.

Warto przyjrzeć się bliżej budynkom najbardziej charakterystycznym dla pejzażu łódzkiego – fabrykom. Mając w pamięci, jak wielkie znaczenie przywiązywał Reymont do zrozumienia mechanizmu fabryki, spójrzmy na efekt jego dociekliwości poznawczej. W Ziemi obiecanej mamy kilka krótkich i migawkowych opisów różnych fabryk; jedynie pierwszy z nich jest pełniejszy i w miarę systematyczny. W drugim rozdziale powieści Borowiecki wraz z Bucholcem lustrują następujące oddziały: najpierw farbiarnię, potem drukarnię i suszarnię; kolejność przedstawienia odpowiada zatem ciągowi technologicznemu. Pojawia się tu nawet parę specjalistycznych terminów nazywających rodzaje maszyn i surowców. Znamienne jednak, że kilka fragmentów powieści zawierających dokładniejsze opisy produkcji Reymont wykreślił z pierwodruku, m.in. jedyną scenę ukazującą Borowieckiego – chemika w laboratorium w trakcie pracy nad odkryciem nowego barwnika tkanin. To wszystko zaś, co pozostało w Ziemi obiecanej, a dotyczy jednego z głównych bohaterów powieści, jakim jest łódzka fabryka, stanowi sumę wrażeń, w których strona zmysłowa: barwa, dźwięk, ruch, odgrywa decydującą rolę. Kolorowe opary i słabe światło, jednostajny hałas, zamazane sylwetki ludzi – to główne składniki tych obrazów.

Te dwa przykłady: kompozycji planu miasta i opisu fabryk, wskazują na pewną iluzoryczność konwencji realistycznej, jaką zwykle przypisywało się powieściom Reymonta. W rozległych i ważnych dla całości utworu fragmentach panują raczej „realne urojenia” (jak trafnie określił to zjawisko Kazimierz Wyka[27]) niż realny obiektywizm i szczegółowość.

Mieczysława Romankówna, autorka interesującej analizy Ziemi obiecanej, stawia jeszcze bardziej radykalną tezę. Twierdzi, iż „autor nie robi najmniejszego wysiłku, aby dzieło swe związać z rzeczywistością, tak aby w niej tkwiło swymi korzeniami”[28]. Uwagę tę czyni w związku z konstrukcją czasu w powieści. Wydawałoby się, że przy konkretnie nazwanym miejscu akcji także czas zostanie jednoznacznie określony. Zdarzenia powieści zamykają się w przedziale od marca do jesieni następnego roku, a epilog przenosi nas w wiosnę cztery lata później. W tym odcinku czasowym fabuły znajdujemy dwie różne daty odsyłające do czasu historycznego. Pierwsza pojawia się w rozmowie Grosglika z jego sekretarzem Blumenfeldem, kiedy ten ostatni wśród bieżących informacji przekazywanych pryncypałowi wspomina o śmierci Wiktora Hugo. Byłby to zatem maj 1885 roku. Tymczasem na przyjęciu u państwa Endelmanów ktoś rzuca pytanie: „Pan czytał Bourgeta La Terre Promise?” (s. 303). Ziemia obiecana francuskiego pisarza ukazała się w 1892 roku. Czy owa nieścisłość jest zwyczajnym przeoczeniem Reymonta, czy też sygnałem celowego uchylenia się od precyzowania danych czasoprzestrzennych utworu? Jeśli przyjmiemy drugą możliwość, konieczne będzie rozstrzygnięcie, jaki sens mają w powieści owe „realne urojenia”, to znaczy w jaki sposób obraz świata jako reprezentacji łódzkiej rzeczywistości splata się tu z kreacją artystyczną, która leży u podstaw każdego dzieła sztuki. Na te pytania można odpowiedzieć, analizując konstrukcję fabuły oraz świat bohaterów powieści.

IV. KOMPOZYCJA

Ziemia obiecana została skomponowana tak, aby jak najpełniej przedstawić głównego bohatera, jakim jest metropolia przemysłowa. Struktura utworu, zgodnie z zasadami naturalizmu, nie koncentruje się wokół fabuły, brak tu pierwszoplanowej postaci, której losy skupiałyby w pełni uwagę odbiorcy. Odczuwali to dotkliwie współcześni Reymontowi czytelnicy, przyzwyczajeni do stawiania powieści pytania „co dalej?”, a recenzenci dostrzegali w tym rodzaju kompozycji poważne uchybienie w rzemiośle pisarskim. Dzieje Borowieckiego, zajmujące ważne miejsce w utworze, są tylko jednym z wielu pasm, z jakich spleciona jest materia fabularna. Wątek erotyczny, zazwyczaj wysuwający na plan pierwszy określonego bohatera, gwarantował też szybki postęp akcji i dramatyczne napięcie. Tymczasem w Ziemi obiecanej liczne romanse Borowieckiego raczej rozciągają powieść w przestrzeni (wyjazdy do Kurowa oraz Berlina) i w czasie (historia dawnej miłości do Likiertowej), niż przydają jej tempa. Właśnie ekstensywność konstrukcji powieściowej, a nie jej zepchnięcie w nurt wartkiej akcji, jest główną cechą kompozycji utworu. Reymont tworzy obraz miasta i zamieszkującej go społeczności z mnogości scen obyczajowych, rozgrywających się w różnych wnętrzach, z wieloma postaciami, o zmiennej tonacji nastrojowej.

Warto zwrócić uwagę, że budowa utworu wiele zawdzięcza popularności małych form narracyjnych, takich jak obrazki, szkice, quasi-reportaże, które już w pierwszej połowie XIX wieku były szczególnie przydatne w opisywaniu środowiska miejskiego. Wzorem był tu francuski „szkic fizjologiczny”, przynoszący wizerunki charakterystycznych typów – reprezentantów określonych profesji, osobliwości społeczno-obyczajowe, scenki z życia codziennego. Gatunek ten, występujący w polskiej literaturze przez całe stulecie, był także pomocny we wprowadzeniu do literatury tematu Łodzi. Wspomniany już Artur Glisczyński stworzył cykl Typy łódzkie, którego bohaterami byli: kantorowicz, majster, „agent”, inteligent, „obywatel z Wólki”, węglarz. Obrazki literackie stały się dogodną formą „oswajania” tematyki urbanistycznej. Szczególnie w momencie, gdy rosnące uprzemysłowienie i związane z tym procesy ekonomiczno-społeczne jeszcze bardziej poszerzyły i skomplikowały obraz miasta. Wchłanianie przez literaturę nowych bohaterów wywodzących się z dzielnic nędzy, proletariatu, środowisk przestępczych, zanim naturalizm otworzył dla nich swe podwoje, odbywało się przede wszystkim poprzez owe obrazki i szkice.