Inna Polska? 1918-2018: alternatywne scenariusze naszej historii

Tekst
Z serii: Varia
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Dedykacja

Zamiast wstępu: refleksja nad stuleciem

Cud odrodzenia

Bilans otwarcia: czym dysponowała Polska u progu niepodległości?

Inna Polska: Republika Rad

Bilans pośredni: tuż przed potopem (1939)

Inna Polska: Rzeczpospolita Zniewolona

Inna Polska: Rzeczpospolita Podzielona

Bilans pośredni: Polska Ludowa (1945–1989)

Inna Polska: Rzeczpospolita Zagubiona

Bilans końcowy: Polska w roku 2018

Zamiast zakończenia: a gdyby w roku 1918 nie zdarzył się cud?

Postscriptum

Aneks: kilka słów o metodzie

Jak zawsze – mojej Żonie

Zamiast wstępu: refleksja nad stuleciem

„A to Polska właśnie”. Stanisław Wyspiański, Wesele

Sto lat temu Polska odzyskała niepodległość.

Nie było to stulecie łatwe ani dla Polski, ani dla świata. Odzyskana niepodległość była kilkukrotnie zagrożona, wolność na długie lata zabrana, demokracja kilka razy się załamywała. Przez kraj przetaczały się wojny i potężne kryzysy, nie udało się dogonić rozwiniętego gospodarczo Zachodu.

Czy to oznacza, że było to stulecie stracone? Na pewno nie, choć prosta ocena tego, co się przez ten okres działo, nie jest łatwa. Kiedy dziś patrzymy na Polskę, widzimy wciąż kraj ludzi sfrustrowanych, przekonanych, że ich życie nie jest takie, jak na to zasługują, a ich kraj nie funkcjonuje tak, jak powinien. Dlaczego Polska po stu latach tak wygląda?

Warto poświęcić minionemu stuleciu uwagę wykraczającą poza suche historyczne fakty, patriotyczne slogany i deklaracje polityczne. Czy o losach Polski zadecydował splot całkowicie od nas niezależnych okoliczności? A może istotne znaczenie miały fundamentalne, słabe i silne strony Polaków jako narodu i społeczeństwa?

Nigdy się nie dowiemy, jaka byłaby dziś Polska, gdyby los zdecydował inaczej. Ale możemy, stosując popularną w naukach ekonomicznych metodę modelową, spróbować stworzyć alternatywne scenariusze rozwoju, mocno osadzone w danych, oparte na ocenie polskich atutów i słabości, a także na analizie porównawczej dziejów Polski i innych narodów naszej części Europy (Czytelników zainteresowanych użytymi metodami i modelami rozwojowymi odsyłam do aneksu). Paradoksalnie może to czasem więcej powiedzieć o ostatnim stuleciu niż analiza historii rzeczywistej. Proponuję więc eksperyment myślowy, na który zwykle nie chcą się zgodzić historycy, a który dość łatwo podjąć ekonomiście. Wyobraźmy sobie, jak potoczyłyby się losy naszego kraju i jak wyglądałaby dziś Polska, gdyby bolszewicy wygrali bitwę pod Warszawą, gdyby we wrześniu 1939 nie napadły na nas Niemcy, gdyby udało się wyzwolić stolicę, zanim wkroczyła do niej Armia Czerwona, albo gdyby polska transformacja załamała się na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Punktem wyjścia każdego z tych scenariuszy jest „bilans” – zestawienie polskich atutów i słabości w różnych okresach stulecia; dopiero na takiej solidnej podstawie można poważnie wejść w obszar historii alternatywnej. Dzieje prawdziwe czasem mogą się mieszać z wymyślonymi. Dlatego właśnie, dla wygody Czytelników, wydarzenia z obszaru historii alternatywnej, a także wysymulowane modelowo alternatywne wskaźniki gospodarcze i społeczne zaznaczone są w tekście szarym tłem.

Oczywiście w innych uwarunkowaniach, w innej sytuacji politycznej i społecznej, historia Polski potoczyłaby się inaczej. Ale czy zupełnie inaczej? Czy w żadnym scenariuszu nie znajdziemy odbicia tych samych mocnych i słabych stron Polski i Polaków, które tak dobrze znamy z historii i ze współczesności? Zamiast narzekać na ciężkie losy kraju w XX wieku i domagać się od niedobrego świata rekompensaty za nasze niezawinione krzywdy, zastanówmy się, jak wyglądałaby w różnych scenariuszach Inna Polska.

Tylko – czy inna od tej, którą znamy? Czy naprawdę zupełnie inna?

Cud odrodzenia

„Ni z tego, ni z owego była Polska na pierwszego”. piosenka legionowa cytowana przez Józefa Piłsudskiego

Dnia 11 listopada 1918 roku stał się cud. Polska odzyskała niepodległość.

Dlaczego trzeba mówić o cudzie?

…bo 123 lata wcześniej Rosja, Austria i Prusy porozumiały się w sprawie wymazania Rzeczypospolitej z mapy kontynentu i podjęły solidarne zobowiązanie do „uchylenia wszystkiego, co może nasuwać wspomnienie istnienia Królestwa Polskiego”.

…bo 103 lata wcześniej te same mocarstwa sprzymierzyły się i pokonały Napoleona. Mimo dzielących je interesów jedna rzecz wydawała się nienaruszalna – żadne nie wyłamie się z porozumienia i nie rozpocznie z pozostałymi wojny w sprawie Polski.

…bo 87 lat wcześniej Rosja stłumiła powstanie listopadowe, a potem (po 33 latach) jeszcze brutalniej zdusiła powstanie styczniowe. Skala rosyjskich represji wywołała oburzenie opinii publicznej całej Europy, a złamany klęską naród polski musiał się pogodzić z tym, że nie zdoła już siłą wywalczyć niepodległości.

…bo 47 lat wcześniej Prusy zmiażdżyły tradycyjnie życzliwą Polsce Francję, a następnie zjednoczyły pod swoją hegemonią Niemcy. Po latach upokorzona Francja zdołała wyżebrać sojusz z Rosją, a sprawa polska na dobre zniknęła z europejskiej polityki.

…bo 24 lata wcześniej w samym centrum Warszawy rozpoczęła się budowa ogromnego soboru św. Aleksandra Newskiego. Uwieńczona cebulastymi kopułami cerkiew pasowała jak pięść do nosa do eleganckiej, klasycystycznej zabudowy centrum miasta. Była jednak widomym znakiem tego, że Rosja uznała „kraj nadwiślański” za podbitą na zawsze, pozbawioną jakichkolwiek narodowych swobód prowincję Imperium.

…bo 3 lata wcześniej Warszawa dostała się pod okupację zwycięskiej armii niemieckiej. Zmiana uścisku jednego okupanta na żelazny uścisk drugiego nie wróżyła niczego dobrego, zwłaszcza że wiosną 1918 roku wojska kajzera podeszły do bram Paryża, a ich zwycięstwo w I wojnie światowej wydawało się przesądzone.

…bo większość narodu polskiego pogodziła się już z myślą, że nie jest zdolna odzyskać niepodległości ani własnymi siłami, ani z pomocą odległych sprzymierzeńców, a nadzieję na poprawę losu upatrywała w wojnie między zaborcami, w której wyniku porozdzielane zabory mogą przynajmniej zostać połączone w całość pod jednym panowaniem.

I raptem nastąpił cud, a wszystko odmieniło się niemal z dnia na dzień.

Dowódcy niemieckiej armii nagle poinformowali swój rząd, że właśnie zużyli ostatnie rezerwy ludzkie oraz materiałowe i nie mogą dalej prowadzić wojny. Kajzer abdykował i uciekł do Holandii, a nowy rząd za pośrednictwem prezydenta USA zwrócił się do ententy z prośbą o zawieszenie broni. W ciągu kilku dni pokonane Niemcy, tak jak rok wcześniej Rosja, pogrążyły się w rewolucyjnej anarchii, a jednocześnie rozpadła się monarchia austro-węgierska (a ściślej, jak pisał Stanisław Cat-Mackiewicz, „rozlazła się jak stare gacie”). Najpotężniejszym człowiekiem na świecie, do którego wszyscy zwracali się o pomoc jako do sprawiedliwego arbitra, stał się amerykański prezydent Thomas Woodrow Wilson. Człowiek, który zaledwie dziesięć miesięcy wcześniej w orędziu do Kongresu USA stwierdził, że jednym z czternastu fundamentalnych warunków przywrócenia w Europie pokoju jest odbudowa niepodległej Polski.


Warszawa, listopad 1918: patrol polskich studentów i rozbrojeni Niemcy

fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Polacy zdołali wykorzystać szansę, która się niespodziewanie pojawiła. W samym środku Europy – między opanowaną przez bolszewików Rosją, ogarniętymi chaosem Niemcami i rozpadającą się monarchią Habsburgów – na krótki czas wytworzyła się polityczna i militarna próżnia. Złożone z polskich żołnierzy pułki armii austro-węgierskiej ogłosiły się polskim wojskiem i zajęły Kraków. W Warszawie oddziały półkonspiracyjnej Polskiej Organizacji Wojskowej wyszły z ukrycia i rozbroiły niestawiających oporu, zrezygnowanych Niemców. Do stolicy przyjechał prosto z więzienia w Magdeburgu niezmordowany bojownik o wolność, wywodzący się z nurtu niepodległościowo-socjalistycznego Józef Piłsudski, a powołana przez niemieckich okupantów Rada Regencyjna przekazała mu 11 listopada (w dniu kapitulacji Niemiec) pełnię władzy. W tej zdumiewającej chwili ogromnego znaczenia nabrało nagle żądanie niepodległości Polski sformułowane przez Wilsona – rezultat niestrudzonego lobbingu prowadzonego w USA przez polonijnych aktywistów pod wodzą wielkiego pianisty Ignacego Paderewskiego. Godząc się z nim, zwycięska ententa uznała rezydujący w Paryżu Komitet Narodowy Polski, stworzony przez trzeciego z ojców niepodległości, wywodzącego się z kręgów nacjonalistycznej prawicy Romana Dmowskiego, za sojusznika i reprezentanta narodu polskiego. Dzieło odrodzenia dopełniło się w półtora miesiąca później, gdy wizyta Paderewskiego w Poznaniu stała się zapalnikiem wybuchu powstania, które szybko doprowadziło do wyzwolenia całej Wielkopolski z rąk pruskich.

 

* * *

I tak właśnie, ni z tego, ni z owego (a w rzeczywistości dzięki splotowi niebywałej koniunktury politycznej oraz uporu i odwagi gotowych walczyć o swój kraj Polaków) stał się cud. Na pierwszego stycznia 1919 roku była już niepodległa, uznawana przez najważniejsze światowe mocarstwa Polska.

Ale jej przyszłość była równie niejasna i niepewna jak jej dotychczasowe, rozbiorowe losy.

Bilans otwarcia: czym dysponowała Polska u progu niepodległości?

„Gdzież są twoje szklane domy? – rozmyślał, brnąc dalej. – Gdzież są twoje szklane domy?” Stefan Żeromski, Przedwiośnie

Punktem wyjścia jakichkolwiek sensownych scenariuszy innej historii Polski w okresie 1918–2018 musi być rzetelne, syntetyczne zestawienie bilansu otwarcia – aktywów, którymi dysponował kraj w momencie powstania, oraz obciążających jego przyszły rozwój pasywów. Jak wyglądała Polska w pierwszych latach niepodległości?

Jej granice kształtowały się stopniowo, a ostateczny przebieg uzyskały dopiero w połowie roku 1922, wraz z włączeniem części Górnego Śląska. Śląsk odzyskaliśmy zresztą niemal cudem, dzięki udanemu powstaniu, które zdołało częściowo przekreślić niekorzystny dla Polski wynik plebiscytu z roku 1921 (w tradycyjnej polskiej interpretacji jako główne powody wstydliwej plebiscytowej klęski wskazywano niekorzystną metodę liczenia głosów, niemiecki terror i rzekomo proniemiecką postawę części okupacyjnych wojsk ententy – w rzeczywistości główną rolę odegrała znacznie większa sprawność, z jaką przygotowali się do głosowania Niemcy).

Po wyzwoleniu na przełomie lat 1918 i 1919 dzielnic centralnych kontrolowany przez polskie władze obszar wynosił 176 tys. km2 zamieszkanych przez blisko 16 mln mieszkańców (w tym 83% Polaków). Rok później, głównie dzięki zajęciu Kresów Wschodnich, kontrolowane terytorium wzrosło przejściowo powyżej 450 tys. km2, z 28 mln mieszkańców (ale Polaków już tylko 63%, za to aż 26% Ukraińców i Białorusinów). Po zakończeniu wojny z Rosją i przyłączeniu wszystkich odzyskanych ziem zaboru pruskiego Polska ostatecznie ukształtowała się na obszarze 389 tys. km2, zamieszkanym w roku 1922 przez ponad 27 mln osób (w tym 69% Polaków, 8% Żydów, 19% Ukraińców i Białorusinów, 4% Niemców). Kształt państwa był dość dziwaczny. Było szeroko rozłożone na wschodzie, za to doczepione tylko wąskim korytarzem, wytyczonym pomiędzy Prusami Wschodnimi a resztą Niemiec, do krótkiego kawałeczka pustej bałtyckiej plaży. Dawało to bardzo długie, trudne do obrony granice, a jednocześnie nie zapewniało bezpiecznego dostępu do morza (choć żądał go dla Polski Wilson, jako jedynej względnie pewnej drogi komunikacji ze światem).

Stolica kraju, Warszawa, była miastem sporym, które w połowie lat dwudziestych XX wieku przekroczyło milion mieszkańców. Na swój sposób była bez wątpienia elegancka i czarująca, zwłaszcza po rozebraniu straszliwego soboru na placu Saskim. Jednak według zachodnioeuropejskich standardów była miastem biednym, zaniedbanym, miała więcej dorożek i wozów konnych niż samochodów. Mimo wojennego zubożenia miasto budziło się do weselszego życia, a powszechna nędza stykała się z pieniędzmi i zabawą. Przymierający głodem biedacy, bezrobotni proletariusze, spauperyzowani inteligenci oraz uciekinierzy, którzy w zawierusze stracili wszystko, ocierali się na ulicach o opływających w dostatki ziemian i wojennych spekulantów. Obok dumnie paradujących młodzieńców ubranych w różnorodne (ale polskie!) mundury przed nędznymi sklepikami tłoczyły się kolejki zdesperowanych ludzi. W modnych restauracjach lał się szampan, a tuż obok działały punkty rozdzielające darmową amerykańską pomoc żywnościową z programu Hoovera. Z odzyskanej wolności korzystali zarówno maszerujący ulicami demonstranci, jak drukowane wreszcie bez obaw gazety. Rozkwitały teatrzyki rewiowe i kabarety, które po likwidacji carskiej, a potem okupacyjnej cenzury, z zapałem zabrały się do wyśmiewania polityków i polityki. Stolica Polski była bardzo biedna, ale wracała do normalności.

Społeczeństwo i polityka: walka plemion

Wśród ludności zamieszkującej odrodzone państwo dominowali Polacy, jednak obok nich żyły też liczne mniejszości narodowe. Z drugiej zaś strony, państwo nie obejmowało całego narodu polskiego – po milionie Polaków pozostało w Niemczech i ZSRR, kilkaset tysięcy w innych krajach Europy, kilka milionów żyło za Atlantykiem.

Jak krótko scharakteryzować polskie społeczeństwo w pierwszych dniach niepodległości? Było ono wielokulturowe (zwłaszcza w miastach i na Kresach), bardzo młode (blisko połowa poniżej 19 lat), w przeważającej większości wiejskie (na wsi mieszkało 75% ludności), niewystarczająco wykształcone (33% analfabetów). A przede wszystkim było z jednej strony bardzo biedne, a z drugiej – bardzo spolaryzowane dochodowo. Cudownie było być polskim ziemianinem, całkiem nieźle przedstawicielem wielkomiejskich wolnych zawodów, znacznie gorzej rzemieślnikiem lub drobnym sklepikarzem, całkiem kiepsko robotnikiem, a już najgorzej małorolnym chłopem, zwłaszcza na ubogich i przeludnionych obszarach dawnej Galicji i na Kresach.

Społeczeństwo wolnej Polski, powstałej ze scalenia trzech zaborów, w ciągu półwiecza poprzedzającego wybuch I wojny światowej przeszło szybki proces dojrzewania i modernizacji.

Do czasów powstania styczniowego żyło nadzieją na udany zryw zbrojny przeciw zaborcom, do którego zachęcali romantyczni poeci i duchy romantycznych bohaterów narodowych. Krwawa klęska brutalnie wszystkim uświadomiła, że są to mrzonki, a nędznie uzbrojone oddziały partyzanckie nie mają już żadnych szans w otwartym starciu z nowoczesnymi, dobrze wyszkolonymi, licznymi oddziałami regularnej armii. Oszołomione klęską społeczeństwo gotowe było odrzucić wszystko to, w co dotąd wierzyło. W Królestwie Polskim (zwanym teraz przez Rosjan „krajem nadwiślańskim”) do głosu doszli pozytywiści mówiący, że czas porzucić pomysły kolejnych skazanych na porażkę powstań, a zamiast tego bronić się przed polityką rusyfikacyjną poprzez pracę organiczną – cierpliwe działania na polu edukacji, rozwoju kulturalnego, poprawy stanu gospodarki. W Galicji pojawił się ruch stańczyków, potępiający w czambuł całą dotychczasową, heroiczną wizję historii Polski, oskarżający naród o warcholstwo oraz skłonność do anarchii i zachęcający do kompromisu z austriackim zaborcą. W zjednoczonych pod egidą Prus potężnych Niemczech walczący z germanizacyjnym naciskiem Polacy skupili się na rozwoju aktywności społecznej i gospodarczej.

Stan szoku nie trwał jednak wiecznie. U schyłku XIX wieku w polskim społeczeństwie zaczęły kształtować się nowoczesne prądy polityczne. Najpierw pojawił się ruch socjalistyczny – początkowo skoncentrowany na walce klasowej, z czasem nabierający charakteru patriotycznego i skupiający się w ramach PPS (poza mniejszościowym odłamem „internacjonalistów”, który stworzył partię komunistyczną uważającą niepodległość Polski za szkodliwy wymysł szlachty i burżuazji). Niewiele później, w kontrze do socjalizmu, po prawej stronie sceny politycznej ukształtował się ruch narodowo-konserwatywny (endecja). A niemal jednocześnie powstała trzecia, centrowa siła polityczna, czyli ruch chłopski (PSL), walczący zażarcie o ekonomiczny interes chłopów i aktywizujący w ten sposób milczącą dotąd większość społeczeństwa.

Te trzy ruchy zdefiniowały swoją tożsamość tak samo jak w normalnie funkcjonujących krajach: lewica walczyła z kapitalizmem, prawica broniła wartości konserwatywnych i narodowych, ruch chłopski bił się o reformę rolną. Ale Polska nie była krajem normalnym. Była podzielona na trzy części, poddana imperialnej presji zaborców, zamieszkana przez różne narodowości. Nic więc dziwnego, że polskie ruchy polityczne musiały jasno określić swój stosunek do innych krajów i narodów, czyniąc z niego główny wskaźnik identyfikacji.

Wszystkie trzy ruchy pragnęły dla Polski niepodległości, a co najmniej całkowitej swobody narodowego rozwoju – co oznaczało oczywiście niechęć do zaborców. Dla lewicowej PPS głównym wrogiem stał się najbardziej wsteczny i reakcyjny reżim ówczesnej Europy, carska Rosja. Z kolei endecja, upatrująca największe zagrożenie dla narodu w germanizacji (rusyfikacji się nie bała, uważając, że jest bardzo mało atrakcyjna kulturowo), gotowa była szukać w słowiańskiej Rosji sprzymierzeńca, nawet za cenę daleko idących ograniczeń w zakresie aspiracji politycznych Polaków. A centrowy PSL największe szanse radykalnego zwiększenia wpływu chłopów na krajową politykę widział w autonomicznej Galicji.

Drugim problemem było ułożenie stosunków z innymi narodami żyjącymi na ziemiach polskich, a przede wszystkim z Żydami. Była to druga najliczniejsza narodowość po Polakach (w Królestwie Polskim stanowili przed wybuchem wojny 11,4% mieszkańców, w Galicji 5,7%), szczególnie silnie obecna w miastach i miasteczkach (w Warszawie Żydzi stanowili 27% ludności, w małych miastach na wschodzie kraju ponad połowę). Po części było to skutkiem wielowiekowych procesów imigracji, po części efektem rosyjskiego ustawodawstwa, które od czasów Katarzyny Wielkiej pozwalało Żydom osiedlać się jedynie na terenach byłej Rzeczypospolitej, jednocześnie zakazując im posiadania ziemi.

Żydzi przybywali do Polski od czasów średniowiecza, szczególnie zachęcani do tego przez Kazimierza Wielkiego (który również lubił żydowskie kochanki). Prześladowani i wyganiani z krajów zachodniej Europy w Polsce znajdowali bezpieczne miejsce do życia i kultywowania swoich narodowych tradycji, które sami nazywali „rajem Żydów”. Rządząca w Rzeczypospolitej szlachta traktowała ich z życzliwą pobłażliwością – byli niezwykle przydatnymi pomocnikami w procesie wyzysku chłopstwa, podejmując się roli dzierżawców karczm i wytwarzając w rozsianych po kraju małych miasteczkach niezbędne usługi. Budzili jednak niechęć chłopów, bo domagali się zapłaty za sprzedawaną w karczmach wódkę (zyski szły do kieszeni szlachty), odprawiali dziwaczne modły w synagogach, mówili między sobą w niezrozumiałym języku i drażnili swą odmiennością. Jeśli dodać niezaprzeczalny fakt, że zabili Chrystusa – powstawał grunt dla rozwoju powszechnej ludowej niechęci do Żydów, która sporadycznie mogła nawet prowadzić do aktów przemocy (tak działo się w całej ówczesnej Europie). Naprawdę radykalnego charakteru niechęć ta nabrała tylko na wschodnich kresach dawnej Rzeczypospolitej, gdzie zagrzewał do niej Kościół prawosławny, przerażony ekspansją katolicyzmu i bardziej od niego nieprzejednany wobec wszelkich innowierców. A liderami antysemityzmu stali się ukraińscy Kozacy, którzy żarliwą nienawiścią do Żydów i gotowością do krwawych pogromów mieli potem zarazić całą Rosję.

Tradycyjna ludowa niechęć do Żydów była w Polsce dość trwale zakorzeniona, ale niezbyt agresywna i pozbawiona silniejszego zaplecza ideowego. Oni żyli w swoim świecie, polscy chłopi w swoim, stykali się ze sobą dość sporadycznie. Jednak na przestrzeni XIX wieku nastąpiła stopniowa emancypacja Żydów, a w ślad za tym spektakularne sukcesy wielu przedstawicieli tego niezwykle uzdolnionego narodu w sferze gospodarki, finansów, nauki i wolnych zawodów. W reakcji na te sukcesy podszyte zazdrością nastroje niechęci rozwinęły się również w miastach, wśród ziemiaństwa i zamożniejszych warstw polskiego społeczeństwa. I wtedy właśnie pojawił się nacjonalistyczny ruch endecki, widzący w Żydach nie tylko groźnych konkurentów dla narodu polskiego w sferze gospodarczej, ale podejrzewający, że są oni ścisłymi sprzymierzeńcami Niemców w ich parciu na wschód (polscy Żydzi mówili w jidysz, będącym dialektem niemieckiego). Chętnie wspierana przez część kleru, znajdująca pełne zrozumienie u rosyjskich władz endecja uczyniła więc antysemityzm (na szczęście głównie werbalny) jednym z filarów swojego programu politycznego. A żeby sprawy bardziej skomplikować, w imię obrony interesu Polaków ruch endecki zwrócił się również ostro przeciwko budzącym się narodowym ambicjom innych narodów zamieszkujących tereny byłej Rzeczypospolitej: Ukraińców, Białorusinów i Litwinów. I w ten sposób, w zbożnym celu obrony własnego narodu przed silniejszymi gnębicielami, polskie nieszczęście przekuł w nacjonalizm i wrogość wobec innych – jeszcze słabszych i bardziej pognębionych niż Polacy. Zatrute ziarno zostało zasiane, choć póki co do aktów przemocy dochodziło tylko sporadycznie.

 

Nastroje ludowej niechęci do Żydów, oczywiście nie tak silne jak w endecji, widać było również w ruchu chłopskim. Natomiast zupełnie wolny był od nich ruch socjalistyczny. Żydowskich intelektualistów przyciągały do niego hasła internacjonalistyczne, widzące główną linię politycznej walki wewnątrz społeczeństw, a nie na osi Polacy–obcy (jak u endecji). Tak jak w innych krajach europejskich, również wśród przywódców polskiego ruchu socjalistycznego Żydzi odgrywali więc nieproporcjonalnie dużą rolę, choć zmniejszyła się ona nieco po odseparowaniu się środowisk komunistycznych.

Czy trzeba było wiele więcej, by masowe ruchy polityczne zmieniły się w nienawidzące się nawzajem, niezdolne do współpracy plemiona? Endecy zwalczali socjalistów z powodu ich żydowskich korzeni, rewolucyjnych planów i gotowości do walki z Rosją, a nie z Niemcami. Socjaliści nie mogli wybaczyć endekom ich antysemityzmu, pragnienia układów z carskim reżimem, obrony interesów polskiej burżuazji, a także wspierania klerykalizmu. Plemię chłopskie nie mogło zaakceptować ani bezbożności lewicy, ani endeckiej obrony interesu polskich właścicieli ziemskich.

U progu odzyskania niepodległości naród polski był niewątpliwie pod względem politycznym znacznie bardziej nowoczesny niż pół wieku wcześniej. Niestety, był jednocześnie głęboko podzielony. Wszystkie trzy wielkie plemiona polityczne chciały dla Polski wolności, ale nienawidziły się i były gotowe zwalczać się nawzajem jeszcze mocniej niż zaborców (zwłaszcza socjaliści i endecy). Doszło do tego, że w starciach prawicowych i lewicowych aktywistów padały trupy i lała się krew. Gdy przywódca bojowej frakcji PPS Józef Piłsudski pojechał w czasie wojny rosyjsko-japońskiej do Tokio, by namawiać Japonię do wsparcia planowanego polskiego powstania – główny ideolog endecji Roman Dmowski udał się w to samo miejsce, by Japonię do tego zniechęcać. Gdy w czasie I wojny światowej Piłsudski zaczął wiązać nadzieję na odbudowę niepodległości z Austrią, Dmowski natychmiast stanął po stronie Rosji, oskarżając Piłsudskiego o to, że jest austriacko-niemieckim agentem. W czasie negocjowania traktatu wersalskiego, dzięki mediacji Paderewskiego, udało się na krótko doprowadzić do – aczkolwiek niechętnej – współpracy trzech plemion, a po raz drugi stało się to w obliczu bolszewickiej inwazji. Ale gdy tylko największe zagrożenie mijało, wzajemna nienawiść wybuchała jeszcze gorętszym płomieniem.

W odrodzonej Rzeczypospolitej nie było już zaborców. Przetrwał jednak stały podział na nienawidzące się, niezdolne do trwałej współpracy odmienne plemiona. Żadne z nich nie miało poparcia zdecydowanej większości Polaków (w pierwszych kadencjach Sejmu prawica, centrum i lewica zdobywały po 25–30% miejsc każda, reszta trafiała głównie w ręce mniejszości narodowych). Tak lewica, jak i prawica uważały się za predestynowane do rządzenia krajem i gotowe były sięgnąć po władzę w każdy możliwy sposób, nawet siłą. Do pierwszej – nieudanej próby endeckiego zamachu stanu i odsunięcia od władzy Piłsudskiego doszło już w styczniu 1919 (niecałe dwa miesiące od momentu odzyskania niepodległości). W roku 1922 od kuli podburzonego przez prawicowych agitatorów zamachowca zginął wybrany głosami PPS, części chłopów i mniejszości narodowych pierwszy prezydent Polski Gabriel Narutowicz. Kiedy z kolei Piłsudski dokonał w roku 1926 przewrotu majowego, obalając wspólny rząd prawicy i chłopskiego centrum, zamach natychmiast poparła i wspomogła strajkami PPS. Nienawiść plemienna kwitła, a przeciwnicy polityczni nie byli potencjalnymi partnerami, lecz Polakami „gorszego sortu”.

Takie właśnie było społeczeństwo odrodzonego państwa – patriotyczne, ale podzielone na niezdolne do współpracy i kompromisu, nienawidzące się nawzajem plemiona.