Kronos

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Wydawnictwo Literackie


Kraków 2013

WSTĘP

Rita Gombrowicz

POSŁOWIE

Jerzy Jarzębski

PRZYPISY

Rita Gombrowicz

Jerzy Jarzębski

Klementyna Suchanow

Spis treści

Karta redakcyjna

Na wypadek pożaru (wstęp) – Rita Gombrowicz

Kronos

Polska. maj 1922 – sierpień 1939

1922-1939

Argentyna. sierpień 1939 – kwiecień 1963

[1939]

1940

1941

1942

1943

1944

1945

1946

1947

1948

1949

1950

1951

1952

1953

1954

1955

1956

1957

1958

1959

1960

1961

1962

1963

Europa. kwiecień 1963 – maj 1969

1963

1964

1965

1966

1967

1968

1969

Tableaux

Drzewo genealogiczne Gombrowiczów

Posłowie – Jerzy Jarzębski

Nota wydawnicza

Wykaz cytowanych dzieł

Spis fotografii i planów

Indeks utworów Witolda Gombrowicza

Przypisy

Redakcja naukowa: JERZY JARZĘBSKI

Opieka redakcyjna, redakcja: BARBARA GÓRSKA

Konsultacja redakcyjna: ANNA ZAREMBA-MICHALSKA

Konsultacja: RITA GOMBROWICZ, WOJCIECH KARPIŃSKI, ZDZISŁAW ŁAPIŃSKI, HENRYK MARKIEWICZ

Odczytanie rękopisu: BARBARA GÓRSKA, ANNA ŁABĘDZKA, KLEMENTYNA SUCHANOW, LIDIA TIMOFIEJCZYK

Weryfikacja i uzupełnienia przypisów: MARIA KOTOWSKA-KACHEL

Przekład wstępu: RENATA NIZIOŁEK

Pomoc w ustaleniu genealogii Gombrowiczów i Kotkowskich: DOMINIKA ŚWITKOWSKA, Muzeum Witolda Gombrowicza we Wsoli, oddział Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie

Korekta: EWA KOCHANOWICZ, TERESA PODOSKA, ANNA RUDNICKA, HENRYKA SALAWA, AGNIESZKA STACHURSKA, ANDRZEJ STAŃCZYK, LIDIA TIMOFIEJCZYK

Projekt okładki i opracowanie graficzne: MAREK PAWŁOWSKI

Zdjęcie Witolda Gombrowicza na okładce, fot. BOHDAN PACZOWSKI

Redakcja techniczna: BOŻENA KORBUT

Skład i łamanie: Infomarket

Copyright © 2013 Rita Gombrowicz

All rights reserved

© Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2013

ISBN 978-83-08-05119-1

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Rita Gombrowicz

Na wypadek pożaru

O istnieniu Kronosu dowiedziałam się w 1966 roku, nie pamiętam dokładnej daty. Weszłam do pokoju Witolda, jak to czasem robiłam, gdy zostawiał otwarte drzwi. Siedział przy stole, powiedział mniej więcej coś takiego: „Widzisz, piszę właśnie intymny dziennik, od czasu do czasu notuję sprawy prywatne”. Zauważyłam, że nie był to zwykły biały papier, ale nieco pożółkłe kartki dość dużego formatu; wyglądało to jak otwarta księga złożona z luźnych kartek. Wydawało mi się naturalne, że Witold robi notatki, ponieważ pisał wówczas Fragmenty z dziennika dla „Kultury”. Nie odczuwałam szczególnej ciekawości. Nie wtrącałam się do jego pisania, nie czytałam ani nie mówiłam po polsku.

Po raz drugi zetknęłam się z Kronosem latem 1968. Gombrowicz, zmęczony, chory, przytłoczony pracą administracyjną, której w coraz większym zakresie wymagała jego twórczość, poprosił mnie o pomoc i w ten sposób wprowadził w swoje „sprawy”. Nauczył, jak należy czytać umowy wydawnicze, jak odpowiadać na listy. Pokazał segregatory zawierające korespondencję i kilka rękopisów. Wskazał na jeden z nich, nie otwierając go, i powiedział: „Jeśli wybuchnie pożar, bierz Kronos i umowy i uciekaj najszybciej jak możesz!”. To był ten jego intymny dziennik, który nazwał Kronos. W chwili śmierci Gombrowicza, w lipcu 1969, kiedy zostałam jedynym jego spadkobiercą, miałam tylko to jedno wskazanie: z całego archiwum ocalić od ognia przede wszystkim ten rękopis. Zrozumiałam, że Kronos był dla niego rzeczą najcenniejszą. Umieściłam go w centrum mego życia niczym siłę tajemną, inspirującą do działania. Wiele lat zbierałam świadectwa ludzi, póki był jeszcze czas na zgromadzenie dokumentów rzucających światło na te osobiste zapiski.

Na początku 1970 roku, sześć miesięcy po śmierci Witolda, zamieszkałam we Włoszech, w sąsiedztwie Marii i Bohdana Paczowskich, naszych najbliższych przyjaciół, którzy w tym trudnym okresie doradzali mi we wszystkich polskich sprawach. Samochodem przywiozłam archiwum, w tym także Kronos. Wszystko mieściło się w dwóch walizkach. Zabrałyśmy się z Marią do pracy. Przeglądałyśmy zawartość segregatorów, a Maria tłumaczyła mi to, co najważniejsze. W ten sposób po raz pierwszy otwarłyśmy notatki, zamknięte w papierowej teczce w łososiowym kolorze, na której widniało napisane ręką Witolda dużymi literami: KRONOS. Były tam zapisane jego pięknym, regularnym pismem kartki firmowego papieru Banco Polaco. Przewracałam duże pożółkłe karty. Patrzyłam, jak mija jego życie rok za rokiem. To było poruszające. Zagadka. Skarb.

Jakiś czas potem zaczęłyśmy z Marią tłumaczyć na francuski te zapisane strony, systematycznie, jedną po drugiej. Skopiowałam w jednym egzemplarzu rękopis w takim samym dużym formacie. Oryginał zdeponowałam w sejfie w pobliskim banku. W czasie naszej pracy Maria brała do ręki kolejne kartki i dyktowała mi tłumaczenie, słowo w słowo, często zachowując polskie konstrukcje gramatyczne. Maria nie znała jeszcze wtedy perfekcyjnie francuskiego, ale miała niezwykłą intuicję w odczytywaniu pisma Witolda. Podkreślała delikatnie na czerwono słowa, których nie potrafiłyśmy rozszyfrować. Notatki robiłam po francusku, na brudno. Potem przepisywałam wszystko na maszynie. W Kronosie niektóre nazwiska i słowa zapisane są w formie skrótów. Rozszyfrowane nazwiska umieszczałam w nawiasach, dodawałam objaśnienia.

 

Pierwszą francuską wersję odczytanego tekstu ukończyłyśmy w roku 1972. Później uzupełniłam ją jeszcze o informacje pochodzące od Gustawa Kotkowskiego, Alejandra Rússovicha i Wojciecha Karpińskiego. Przez całe lata uzupełniałam notatki moimi własnymi odkryciami. Nanosiłam sukcesywnie poprawki i przepisywałam od nowa na mojej małej przenośnej maszynie Olivetti.

Moim zdaniem Gombrowicz zaczął pisać Kronos pomiędzy końcem roku 1952 a początkiem 1953. Od tego roku Gombrowicz zrekonstruował przeszłość aż do czasu swoich narodzin, a nawet poczęcia. Aby odnaleźć moment, w którym pojawił się pomysł pisania prywatnego dziennika – i wszystkie tego okoliczności – oparłam się na korespondencji z jego polskim wydawcą, Jerzym Giedroyciem, i oczywiście na samym Kronosie.

W kwietniu 1952, podczas wakacji w Salsipuedes, Gombrowicz czyta Dziennik André Gide’a. Po powrocie do Buenos Aires pisze swój dziennik z Salsipuedes; pierwszy szkic Fragmentu z dziennika został opublikowany kilka miesięcy później w „Kulturze”. Szóstego sierpnia 1952 Witold pisze do Giedroycia list świadczący o tym, że dogłębnie przemyślał sposób traktowania własnego Dziennika: „Piszę właśnie rodzaj dziennika [...], pozwolił mi odkryć możliwość dziennika prywatno-publicznego”. Giedroyc odpowiada mu 11 sierpnia, nie czekając na tekst: „Pomysł dziennika jest bardzo dobry. To dla Pana wymarzona forma”. Witold ma zachętę, a nawet entuzjazm swego wydawcy. Znalazł rozwiązanie: ponieważ nie może pisać o wszystkim w emigracyjnym czasopiśmie, będzie pisał równolegle drugi dziennik, prywatny. Potwierdza to Słowo wstępne do pierwszej edycji Dziennika w Instytucie Literackim w Paryżu w 1957 roku, o czym dalej. Zdumiewa, że Kronos został wymyślony i pisany w miesięcznym rytmie „Kultury”. Jest ukrytym, prywatnym uzupełnieniem Dziennika. Moim zdaniem oba były pisane jednocześnie na dwóch różnych płaszczyznach.

W październiku 1952 Gombrowicz notuje w Kronosie: „Nowiński zabrania mi pisać w banku”. Trans-Atlantyk był już wtedy ukończony. Żadne inne dzieło w tym czasie nie powstawało. Co w takim razie Gombrowicz pisał na bankowym papierze, jeśli nie Dziennik lub – co bardziej prawdopodobne – Kronos? Inne argumenty potwierdzają te daty. Po pierwsze, Gombrowicz zapisał datę 1953 w lewym górnym rogu nad rokiem 1939. Jest to dowód, że pisał lub ponownie czytał tę stronę w 1953. Trzeba było czasu i wielkiego pamięciowego wysiłku, by odtworzyć czterdzieści osiem lat życia. Potrzebował na to niewątpliwie wielu miesięcy. Po drugie, po raz pierwszy w roku 1953 Gombrowicz poświęca więcej stron na notatki dotyczące jednego roku, tak jakby sporządzał je na bieżąco. Odtąd przeznaczył dwie strony na każdy rok przez dziesięć kolejnych lat, aż do końca 1962. Jedynie 1955 zajmuje trzy strony, jest bowiem wyjątkowy: w tym roku Witold odszedł z Banco Polaco i nastąpił upadek Perona. Jeśli spojrzymy na rok 1952, zapisany na jednej stronie, znajdziemy tam kilka pustych miejsc. Im bardziej cofamy się w czasie, tym tekstu jest mniej. Możliwe, że Gombrowicz zaczął pisać Kronos pod koniec 1952, bo jak mógłby pamiętać dokładne daty wysyłania listów lub kłótnie z Nowińskim w tym okresie, gdyby zaczął robić notatki na przykład w 1954, a nawet pod koniec 1953? A gdyby rozpoczął pisanie w 1955, czy mógłby tak dokładnie zanotować wiele wydarzeń z 1953 lub 1954 roku, skoro lata te zamknięte są na dwóch stronach bez żadnej luki w pamięci? Oto dlaczego uważam, że geneza Kronosu przypada na koniec 1952 – początek 1953 roku.

Po Marii i po mnie pierwszy przeczytał Kronos Gustaw Kotkowski, kuzyn Gombrowicza. Odbyło się to w czasie jednego z jego pobytów w Mediolanie w roku 1971. Gustaw od dzieciństwa był bardzo przywiązany do Witolda, i tak pozostało, należał do niewielu bliskich mu osób, regularnie odwiedzał go aż po ostatnie dni jego życia w Vence. W roku 1941 dołączył do Gombrowicza w Buenos Aires, gdzie mieszkał aż do śmierci w 1978. To Witold sprowadził Gustawa do Argentyny, pisząc do niego do Nowego Jorku, gdzie ten znalazł się w czasie wojny, że żyje mu się bardzo dobrze pośród miejscowej arystokracji. Gustaw był niczym jego alter ego, znał sekrety swego kuzyna, ale pozostawał równie dyskretny jak on. Bardzo ceniłam sobie pomoc Gustawa w odczytywaniu zapisów dotyczących lat polskich i argentyńskich. Towarzyszył mi też podczas pierwszego mojego pobytu w Argentynie w kwietniu 1973 i był nieocenioną podporą w czasie, gdy przygotowywałam książkę o Gombrowiczu. Stał się przewodnikiem po przeszłości Witolda, wskazywał osoby, które należało odnaleźć, w szczególności Alejandra Rússovicha, głównego deszyfranta lat argentyńskich.

Moje dwie książki Gombrowicz w Argentynie i Gombrowicz w Europie, wydane we Francji w latach 1984 i 1988, a później także w Polsce, opierają się na Kronosie. Idąc śladami osób, o których pisze Gombrowicz, chciałam dać jego czytelnikom, a zwłaszcza Polakom, którzy nie mogli swobodnie podróżować w czasach komunistycznych, maksimum informacji o życiu Witolda zawartych w Kronosie. Zwłaszcza tych dotyczących jego lat w Argentynie, które poznawano tylko dzięki czytanemu po kryjomu Dziennikowi. Poprosiłam przyjaciela rodziny, Christiana Leprette (to kolejny wtajemniczony), o sfotografowanie fragmentów Kronosu, których facsimile umieściłam w obu moich książkach. Chciałam w ten sposób zasygnalizować czytelnikom, że istnieją prywatne zapiski Gombrowicza. Podobnie on sam dwukrotnie zrobił to w Dzienniku. Najpierw gdy na początku roku 1958 opisywał swą „wzrastającą wrażliwość na kalendarz. Daty. Rocznice. Okresy”. A w bardziej dosłowny sposób w roku 1963, na rozpoczęcie Dziennika Paryż – Berlin, gdzie nie wymieniając tytułu, pisze o Kronosie wprost: „Jedna z moich walizek w kajucie zawierała pewną teczkę, ta zaś teczka zawierała szereg pożółkłych arkuszy z chronologią, miesiąc po miesiącu, zdarzeń moich – zajrzyjmy na przykład, co się działo ze mną ściśle dziesięć lat temu w kwietniu 1953-go” (Dziennik, s. 743) [1]. I cytuje dosłownie fragment, pomijając jednak szczegóły dotyczące życia seksualnego.

Nie wiedziałam wtedy, że istnieje jeszcze inny tekst, napisany przez Gombrowicza po polsku w 1957 roku. Dowiedziałam się o nim wiele lat później, już po upadku komunizmu. Chodzi o Słowo wstępne do pierwszego polskiego wydania książkowego Dziennika 1953–1956 (Instytut Literacki w Paryżu), które włączano później do wszystkich kolejnych polskich wydań Wydawnictwa Literackiego. Nie wiem, dlaczego pominięto je w wydaniu francuskim (i w innych wydaniach obcojęzycznych), które Gombrowicz miał przecież w ręku w Vence. To około dziesięciu linijek poprzedzających właściwy tekst. Można tam przeczytać następujące zdanie: „Pozostało mi jeszcze coś w zapasie, ale tej reszty – bardziej prywatnej – wolę nie zamieszczać. Nie chcę narażać się na kłopoty. Może kiedyś... Później” (Dziennik, s. 5). Jego decyzja, by poinformować o istnieniu Kronosu już w pierwszym wydaniu Dziennika, a równocześnie nie opublikować go, może się wydać niezrozumiała w oczach zagranicznego czytelnika. Po co mówić o istnieniu tekstu, skoro nie chce się go wydać? Gombrowicz nie mógł oczywiście opublikować dziennika intymnego w czasach komunizmu, ale moim zdaniem wzmianka o istnieniu Kronosu jest przede wszystkim dowodem, że uważał ów „rękopis bardziej prywatny” za ukrytą osobistą część Dziennika, którą będzie można przeczytać pewnego dnia jako jego konieczne uzupełnienie. „Może kiedyś... Później”. Kiedy?

Z pomocą przyszła Historia. Mur berliński upadł 9 listopada 1989. To był wyjątkowy moment dla twórczości zakazanej, także Gombrowicza. Polska stawała się wolnym krajem i ostatecznie przejmowała na siebie rolę „Kultury” paryskiej, która przez prawie czterdzieści lat zapewniała przetrwanie literatury polskiej, i bez której Dziennika pewnie by nie było. Należało ustalić plan wydań Gombrowicza: pełny Dziennik, teksty niepublikowane, korespondencja, rozpocząć edycję krytyczną. Realizacji tego obszernego projektu podjęło się Wydawnictwo Literackie. Należało działać według ustalonego porządku, ponieważ polskie wydania służyły za wzór dla tłumaczeń na całym świecie.

Sytuacja twórczości Gombrowicza w 1989 roku była daleka od równowagi. Ciągle jeszcze był on, jak sam mawiał, „w połowie wysmażonym befsztykiem”. Cieszył się już uznaniem, ale przede wszystkim jako dramaturg. Jego sztuki wystawiano w największych teatrach Europy Zachodniej, jednakże w większości krajów, z wyjątkiem Niemiec, Holandii i Francji, popularność zdobyła tylko część jego twórczości, a dziełem najmniej znanym i najgorzej wydawanym był właśnie Dziennik. W Stanach Zjednoczonych ukazało się kilka jego wydań, ale były to często tłumaczenia z francuskiego. Znajdowały niewielu czytelników. Kraje Europy Wschodniej, gdzie Gombrowicz był zakazany, wychodziły z trudem z komunizmu, a przecież tam krył się główny potencjał czytelniczy. Jako osoba odpowiedzialna za jego twórczość nie mogłam pozwolić na publikację Kronosu, dopóki Dziennik nie uzyskał należnego mu miejsca – przynajmniej w najważniejszych językach. Można czytać Dziennik bez Kronosu, ale nie na odwrót. Nawet we Francji, która przyjmowała Gombrowicza tak dobrze i gdzie po raz pierwszy zdobył uznanie, Dziennik wydawany był w częściach, w pięciu tomach, przez trzech różnych wydawców. Jak w takiej sytuacji odnaleźć jedność dzieła i jego wymiar? Jak walczyć z uprzedzeniami, że Dziennik jest typowym dziennikiem polskiego emigranta? Dziennik w końcu zatriumfował, ale działo się to bardzo powoli. Nie należało się śpieszyć, ale czuwać nad międzynarodową recepcją dzieł Gombrowicza.

Po 2000 roku odkryłam przypadkowo Słowo wstępne do polskiego wydania z 1957: „Może kiedyś... Później”. Nie było to konkretne wskazanie, którego tak bardzo potrzebowałam w chwili śmierci Witolda, ale dodało mi sił. Jako datę graniczną, nieprzekraczalną, bez względu na historyczne okoliczności, wyznaczyłam sobie czas do końca obowiązywania praw autorskich, co jest powszechnie uznaną praktyką przy publikacji tego typu dokumentów: lipiec 2019, pięćdziesiąt lat po śmierci autora. Ale kiedy w 1996 okazało się, że w Europie przedłużono czas obowiązywania praw do spuścizny literackiej do siedemdziesięciu lat, uznałam, że Kronos należy opublikować najszybciej, jak tylko będzie to możliwe.

W roku 2003, poprzedzającym stulecie urodzin Gombrowicza, podjęłam decyzję o rozstaniu się z rękopisem Kronosu. Moim pierwotnym zamiarem było zdeponowanie go w Beinecke Library na Uniwersytecie Yale w Stanach Zjednoczonych, gdzie od 1989 roku znajduje się archiwum Gombrowicza, obok archiwów innych Polaków, w tym Czesława Miłosza. Wybrałam bibliotekę Beinecke, by uchronić rękopis od zawirowań politycznych. Poprosiłam Wojciecha Karpińskiego, mojego przyjaciela i doradcę od Gombrowicza, o pomoc w przeprowadzeniu tego przedsięwzięcia. Niezależnie od zdeponowania Kronosu w Beinecke, nadal sprawowałabym pieczę nad wydawaniem go na całym świecie. Mogłam więc opublikować go w Polsce w dowolnie wybranym momencie.

Na początku marca 2004 udałam się do Krakowa na uroczystości związane ze stuleciem urodzin Gombrowicza, zorganizowane przez Wydawnictwo Literackie i Uniwersytet Jagielloński. Były to spotkania, jakich by sobie on sam życzył: humor, fantazja, powaga i lekkość zarazem. Właśnie wtedy wiatr historii wiał nad Polską wchodzącą do Europy. Polska młodzież, która tak ciepło go uczciła, jego – Europejczyka, tworzyła nowe pokolenie Polski nie tylko wolnej, ale i europejskiej. Pomyślałam, że miejsce rękopisu jest w Polsce, tak jak serca Chopina. To był jego kraj, nade wszystko zaś jego język, w którym stworzył swoje dzieło.

Stulecie urodzin ożywiło zainteresowanie twórczością Gombrowicza w Polsce, wydano pełny Dziennik w nowej edycji oraz dwa tomy korespondencji. Ruszyły prace nad edycją krytyczną. Także za granicą zaczęto go tłumaczyć, w krajach, gdzie był nieznany – w Chinach, w Korei. Wydawcy z Hiszpanii, Stanów Zjednoczonych i Norwegii zapowiadali wydanie Dziennika w jednym tomie. Moją idée fixe było uchronienie Kronosu przed zawłaszczeniem lub zniekształceniem z powodów politycznych lub innych. Chciałam, aby służył on przede wszystkim Gombrowiczowi, aby znalazł miejsce w jego twórczości w sposób naturalny i spokojny. Bez niepotrzebnego skandalu. Kierowało mną oczekiwanie na właściwy moment. Internet i globalizacja wpłynęły na szybką zmianę mentalności. Pomyślałam, że ta oczekiwana chwila właśnie nadeszła. Że znajomość Kronosu będzie też konieczna podczas prac nad edycją krytyczną Trans-Atlantyku i Dziennika. Zależało mi również na uczestnictwie w przygotowywaniu edycji, chciałam służyć rezultatami już wykonanej przeze mnie pracy.

 

Tymczasem, niezależnie od tego, gdzie trafić miał rękopis, czy do Polski, czy do Beinecke Library, pojawiały się pytania: Czy powinnam udostępnić pełny tekst już teraz, czy też z zapiskami na temat życia Gombrowicza ze mną w Vence poczekać do mojej śmierci? Czy wyznaczyć jakąś datę? Czy pominąć fragmenty zbyt prywatne, sygnalizując ich opuszczenie? Wahałam się, ale takie wyjście przypominało mi ponure lata cenzury komunistycznej. Jeśli wybrałabym któreś z tych rozwiązań (a miałam do tego prawo), życie Gombrowicza pozostałoby niedopowiedziane. Jednak tekst Kronosu był dla mnie tak obnażający, że nie chciałam się godzić na jego upublicznienie. Nie chciałam być obiektem studium. Źle odbierałam zredukowanie naszego życia do faktów i nastrojów. Gdzie podziały się nasze zabawy i nasze przygody? Gdzie jego spojrzenie poety? Wiedziałam, że istnieje wiele świadectw, które mogą pokazać je we właściwym świetle. Mogłam także opisać swoją własną prawdę. Zrozumiałam, że znalazłam się po prostu w obiektywie jego studium samego siebie. Byłam chcąc nie chcąc częścią życia pisarza, częścią historii literatury! Mimo drobnych złośliwości, niczym drapnięć pazurem, które wyczytywałam z zapisków, wymusiłam na sobie wzniesienie się ponad moją drażliwość, musiałam dojrzeć. Zrozumiałam, że niezależnie od tego, czy za mojego życia, czy też potem – jego słowa pozostaną, że są wyryte niczym w kamieniu. Że lepiej teraz wyjaśnić ile się da. Radziłam się przyjaciół, próbowałam nabrać dystansu. Myślałam o czytelnikach. Po walce z samą sobą doszłam do wniosku, że powinnam opublikować wszystko.

Kronos jest upartym poszukiwaniem podstaw własnego istnienia. Gombrowicz sięgał pamięcią najdalej jak mógł, by odkryć swą przeszłość. Poszukiwał wiedzy o sobie samym, by posłużyć się nią przy pisaniu Dziennika. Uderzyło mnie, jak sam siebie w nim traktował. Tak jak w życiu: z dystansem i obiektywizmem. Odnalazłam tam jego chęć i dyscyplinę, by ograniczać się do faktów, wyłącznie do faktów. Po prostu starał się być najbliżej rzeczywistości, bez jej upiększania. Trzymał się w ryzach, kontrolował. Nie okłamywał ani siebie, ani innych. Był uczciwy. Jego przeszłość była taka, o jakiej mi opowiadał, i taka, jaką odkryłam, przygotowując swoje o nim książki.

Trzeba jednak uznać Kronos za ciąg ściśle osobistych punktów odniesienia, które nie dają właściwego pojęcia o roli, jaką odegrały w jego życiu pewne osoby. Kronos usunął także dwuznaczność na temat jego seksualności, która jest tak ważna w twórczości aż do tego stopnia egzystencjalnej. Otoczenie „gwardią” w dzieciństwie i „kuchenne schody” młodości pozwalają lepiej zrozumieć jego biseksualność, której wspólnym mianownikiem jest anonimowa młodzież „o bosych stopach”. Staje się jasne, dlaczego mógł napisać, że nie wierzy w filozofię nieerotyczną. Jego umiłowanie młodości jest punktem wyjścia do refleksji nad koncepcją człowieka ferdydurkicznego. Witold, w latach wojny żyjący w skrajnym ubóstwie, przypomina mi czasami Hioba. Siła Gombrowicza tkwi w tym, że ukazał się w całym swym człowieczeństwie, zarówno w namiętnościach, jak i niedolach.

Paryż, 31 stycznia 2013

Dziękuję

Verze Michalski-Hoffmann, Rolandowi Rappaportowi,

Claire Hocquet, Charlesowi Buchanowi,

Annie Łabędzkiej, André Deho Nevesovi

za ich cenną pomoc w publikacji Kronosu.

Marii Paczowskiej, Gustawowi Kotkowskiemu i Wojciechowi Karpińskiemu za rozszyfrowanie i objaśnienie mi rękopisu.

Alejandrowi Rússovichowi za nieocenione informacje

dotyczące okresu argentyńskiego.

Rita Gombrowicz


Kronos