Wszystko o różańcu, który może wszystko

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

„JEZUS” gdy modlitwa do Maryi mówi o Jezusie

Wróćmy do historii. Przez wiele wieków modlitwa Zdrowaś Maryjo była dokładnym powtórzeniem pozdrowienia Gabriela i Elżbiety z Ewangelii według św. Łukasza. Teolodzy podkreślali, że skupiała się ona zawsze w swej istocie na Jezusie – mówiła bowiem o wydarzeniu wcielenia Syna Bożego – jednak na płaszczyźnie słów nie było to do końca wyraźne. W pewnym momencie w ramach przekształcania tej biblijnej frazy w formułę modlitwy uzupełniono ją jednym słowem: „Jezus”. Było to kolejne spotkanie pietas mariana z innymi nurtami pobożności Kościoła – tym razem ze czcią do imienia „Jezus”.


Św. Bernard tak nauczał w jednym z kazań: „Maryja wysławia swego Syna, a okazywana Chrystusowi cześć powiększa chwałę Maryi”

Była ona obecna już w życiu pierwszych chrześcijan, którzy najpierw posługiwali się formą IH (skrót od greckiego ΙΗΣΟΥΣ – „Jezus”), a od II wieku trygramem IHS, który otrzymał łacińskie znaczenie: „Jesus Christus Salvator” – Jezus Chrystus Zbawiciel. Imię „Jezus” było dla Ojców Kościoła „źródłem mocy z wysoka” (św. Piotr Chryzolog). W średniowieczu modlitwę do imienia Jezus upowszechnili św. Anzelm z Canterbury († 1109) i Bernard z Clairvaux († 1153). W 1274 roku Drugi Sobór Lyoński nakazał wiernym pochylać głowę w szacunku dla imienia Jezusa. Powszechne stało się umieszczanie imienia Jezus na drzwiach wejściowych domów. Umieszczano imię „Jezus” w podpisach listów i zakończeniu oficjalnych dokumentów. Zachowały się średniowieczne modlitwy do tego imienia, np. angielska modlitwa:

„Iesu, for Thy Holy Name

And for Thy bytter Passioun

Saue me frome synne and schame

And endeles dampnacion”

(„Jezu, ze względu na Twe święte Imię

I Twoją gorzką Mękę

Zbaw mnie od grzechu i wstydu

I wiecznego potępienia”)

W XIII wieku pobożność związana z imieniem Zbawiciela doprowadziła z czasem do tego, że popularną modlitwę Ave ubogacono w jej zakończeniu słowem „Jezus” albo „Jezus Chrystus”. Proces ten rozpoczął się w klasztorze sióstr cystersek w Hefcie – centrum mistyki niemieckiej tamtej epoki. Żyły w nim wówczas św. Mechtylda z Hackeborn († 1299) i św. Gertruda Wielka († 1301/02). Modlitwę Zdrowaś Maryjo uważały one za modlitwę skierowaną ku Chrystusowi i na nim skupioną. Szczególnie św. Gertruda podkreślała jej wymiar Jezusowy. Miała w zwyczaju po słowach benedictus fructus ventris tui dodawać: Jesus, splendor paternae claritatis et figura substantiae eius.

Modliła się: „Błogosławiony owoc żywota Twojego – Jezus, jasność chwały Ojca i odbicie Jego istoty” .

Gertruda nawiązywała w ten sposób do słów św. Pawła z Listu do Hebrajczyków, ogłaszającego, że Jezus „jest odblaskiem Jego [Ojca] chwały i odbiciem Jego istoty” (w Wulgacie mamy słowa z Gertrudowej zdrowaśki: splendor gloriae et figura substantiae eius).

Czy może dziwić, że modlitwa Zdrowaś Maryjo z klasztoru w Hefcie, nacechowana ruchem „ku Jezusowi”, została przyjęta niebawem przez cały Kościół? Służebny związek Maryi z Jezusem był tak oczywisty dla wiernych, że odważono się na pierwszą w historii ingerencję w słowa samego Boga. Do słów przemawiającego w Jego imieniu anioła dodano na przełomie XIII i XIV wieku jedno słowo: imię „Jezus”.

„Jezus” – słowo zamykające Pozdrowienie Anielskie, dało ogromne bogactwo tej maryjnej modlitwie. Ave Maria rozpoczyna się od wezwania imienia Maryi, ale u jej szczytu zostaje umieszczone imię Jezusa. Imię Zbawiciela stało się najważniejszym słowem tej modlitwy. Średniowieczni święci uczyli, że w Zdrowaś Maryjo widać wznoszącą się linię, przy czym to, co najważniejsze, znajduje się na końcu. Widać tu ruch: od Maryi do Chrystusa. To „niemaryjne” nastawienie modlitwy (każdej) do Matki Bożej potwierdza modlitwa św. Atanazego z IV wieku, nawiązująca do Pozdrowienia Anielskiego: „Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan jest z Tobą! Wstaw się za nami, Pani i Władczyni, Królowo i Matko Boża, gdyż z nas pochodzisz Ty i zrodzony jest z Ciebie nasz «wcielony» Bóg. Jemu przystoi chwała i majestat, wszelka cześć i uwielbienie, i dziękczynienie, wraz z Jego Ojcem nie mającym początku oraz ze Świętym, dobrym, wszystko ożywiającym Duchem, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen”.

Znamiennym jest też określenie, jakie w średniowieczu nadano modlitwie Zdrowaś Maryjo. Określano ją jako Salutatio Dominica (Pozdrowienie Pańskie), zamiast znane nam Salutatio Angelica (Pozdrowienie Anielskie), nawiązując w ten sposób do Ojcze nasz, będącym Oratio Dominica (Modlitwa Pańska). Nic dziwnego, że już w IX wieku bez trudu łączono ze sobą te dwie modlitwy. Święty Bernard tak nauczał w jednym z kazań: „Maryja wysławia swego Syna, a okazywana Chrystusowi cześć powiększa chwałę Maryi”.

Czy może dziwić, że tym samym ruchem „ku Jezusowi” została nacechowana sama modlitwa Zdrowaś Maryjo? By było to oczywiste dla wszystkich wiernych. Dlatego odważono się na pierwszą ingerencję w słowa samego Boga! Do słów przemawiającego w Jego imieniu anioła dodano swoje słowo: imię „Jezus”.

OGRÓD RÓŻANY to, co najpiękniejsze, najpełniej ujawnia tajemnicę

Raz jeszcze musimy cofnąć się w czasie, by odkryć kolejny nurt pobożności, który wejdzie w skład różańca. W XI i XII wieku pojawiły się zestawy modlitw na cześć Matki Bożej zebrane pod wspólnym tytułem: Rosarium (Ogród różany). Co ciekawe, przez pewien czas nie była to nazwa zastrzeżona dla samych tylko maryjnych modlitewników; nazywano tak wszelkiego rodzaju zbiory cennych pism, nawet prawa kościelnego. Po raz kolejny jesteśmy tu świadkami ruchu całego Kościoła „ku Maryi” – tym razem nawet sfery jurysdykcyjnej!, szybko bowiem „to, co piękne” zostało odniesione tylko do samej Maryi – najpiękniejszego stworzenia. Nazwa Rosarium nabrała znaczenia ściśle związanego z kultem Matki Bożej.

Rosarium składało się zazwyczaj z pięćdziesięciu strof, których temat stanowiła opowieść o życiu Maryi (przez długi czas ich przedmiotem były również życie i męka Jezusa). Niektóre z nich były rymowane i – nawiązując do Psałterza – liczyły sto pięćdziesiąt zwrotek podzielonych na trzy części. Ich podobieństwo z trzema pięćdziesiątkami Zdrowaś Maryjo było tak wyraźne, że w XIII wieku, za sprawą dominikanina Tomasza de Cintempre († 1272), nazwa Rosarium została zarezerwowana wyłącznie dla maryjnego Psałterza.

Psalterium Najświętszej Maryi Panny stał się maryjnym rosarium.

Skąd owo rosarium w duchowości Kościoła? Zestawy modlitw tworzących „ogrody różane” wskazują na istniejący w ówczesnym życiu monastycznym związek między pracą ogrodnika i chrześcijańską modlitwą (pamiętajmy, że wciąż to właśnie życie mnichów było kołem zamachowym rozwoju życia modlitwy w Kościele). Jednocześnie podkreślają związek łączący kult Matki Bożej z ogrodem i kwiatami róż.

Początki tej na pierwszy rzut oka mało zrozumiałej zależności sięgają czasów pierwszych pustelników. Żyjący w III wieku Abba Antoni miał uprawiać w oazie na pustyni mały ogród, który dostarczał mu ziół i był miejscem odpoczynku odwiedzających go strudzonych pielgrzymów. Pewnego razu ukazał mu się anioł, który wyplatał linę z gałęzi palmowych, po czym przerywał pracę, aby oddać się modlitwie. „Tak postępuj, a będziesz zbawiony” – usłyszał Antoni. W ten sposób Bóg wskazał mu na związek między pracą i modlitwą. Wczesnochrześcijańscy pustelnicy uważali, że pełne miłości i troski uprawianie ogrodu jest symbolem życia modlitwy. Uprawiany przez nich ogród stał się wyrazem pragnienia życia w rajskiej niewinności i w zjednoczeniu z Bogiem oraz ogromnego wysiłku, by ich życie duchowe nie było jałowe jak otaczająca oazę pustynia.

Ta pustelnicza tradycja przeszła w życie mnisze, a patronem mnichów-ogrodników został ich pustynny brat – św. Fokas Ogrodnik.

Święty ten żył w drugiej połowie II wieku „za bramą Sinopu” – jak powiadają świadectwa o jego męczeństwie – a więc nieopodal największego w czasach starożytnych portu na południowym wybrzeżu Morza Kaspijskiego. Mieszkał w trudno dostępnych, pokrytych puszczami lasach i prowadził tam bardzo proste życie, poświęcone modlitwie i uprawie ogrodu. Kiedy za czasów cesarza Dioklecjana wydano rozkaz uwięzienia go, wysłano żołnierzy na poszukiwanie miejsca, które zamieszkiwał święty. Ci, zgubiwszy drogę, zatrzymali się w końcu przed celą świętego i rozmawiali z nim, nie wiedząc, kogo mają przed sobą. Fokas, przejęty litością nad strudzonymi żołnierzami, zaprosił ich do siebie i ugościł. Poruszeni jego dobrocią opowiedzieli mu, jakie to zadanie im wyznaczono. Święty Fokas obiecał dać im nazajutrz odpowiednie wskazówki, które pomogą im odnaleźć poszukiwanego człowieka. Kiedy goście poszli spać, poszedł on do ogrodu i modląc się całą noc, przygotował dla siebie grób. Rankiem zaprowadził żołnierzy do ogrodu, wyjaśnił, kim jest, i zginął pośród swoich kwiatów.

W tej legendzie ogród jest miejscem spotkania Boga i ucieczki od świata – jego zgiełku, sztuczności, zabiegania. Mnisi uczyli, że wchodząc do ogrodu, wchodzimy w inny świat, świat bliższy naszej duszy, świat bliższy Bogu. Piękno drzew i kwiatów mówi o dobroci Stwórcy, trud uprawiania ziemi przypomina o przekleństwie grzechu, który jednak nie musi zapanować nad człowiekiem, jak nie musi zapanować w naszym ogrodzie, jeśli codziennie będziemy wyrywać chwasty i zraszali drzewa, krzewy, kwiaty. „Na początku tak nie było” – parafrazowali mnisi słowa Jezusa. Na początku był święty ogród, pełen piękna, dobra, życia. Ogród, w którym Adam i Ewa przechadzali się pod ramię z Bogiem. Dobrze rozumieli to pustelnicy, mnisi, święci. Uczyli, że ogród jest ostatnim miejscem, w którym pozostały jakieś ślady tamtych rajskich dni.

Życie mnisze przejęło tradycję uprawiania ogrodu i od początku wiązało się z ogrodnictwem. Dał temu wyraz ojciec życia mniszego św. Benedykt, który w swej Regule podał szczegółowe instrukcje dotyczące zakładania i uprawiania klasztornych ogrodów. Do dziś dnia zachował się plan idealnego klasztoru benedyktyńskiego, jaki w połowie IX wieku nakreślił opat klasztoru St. Gall w Szwajcarii. Na planie klasztoru znajdowały się trzy ogrody: jeden przeznaczony na uprawę ziół leczniczych, drugi służył potrzebom kuchni, trzecim był sad z drzewami owocowymi zasadzonymi w prostych rzędach, tak aby między nimi można było grzebać mnichów. Później w ogrodach – cmentarzach zaczęto sadzić róże. Miały one być znakiem uczestnictwa zmarłych mnichów w raju, w którym oczekuje na nich Najświętsza Maryja Panna, ich Królowa. Było to jednocześnie nawiązanie do starochrześcijańskiego zwyczaju umieszczania róży na grobach męczenników; kwiat ten oznaczał wiarę w zmartwychwstanie i przebywanie w raju.

 

Benedyktyni mieli swe klasztorne ogrody i braci ogrodników. Zachował się nawet wiersz z 840 roku zatytułowany De cultura hortum (O uprawie ogrodu), którego autorem był mnich benedyktyński Walafrid Strabo († 849). Benedyktyn opisuje w nim swoją pracę, między innymi mówi o trudzie, z jakim wyrywa pokrzywy, których korzenie są jak „pleciony koszyk”. Mnich nie zniechęca się jednak ciężkim zajęciem – jest ono wdzięczne, benedyktyn ma bowiem w ogrodzie swe ulubione rośliny: zioła lecznicze, lilie i róże. Ta ostatnia w pięknie i zapachu przewyższa wszystkie inne zioła i może być słusznie nazywana „kwiatem kwiatów”. Mnich Strabo im służy, one są jego radością i kierują jego myśli do Boga.

Nie tylko benedyktyni uprawiali klasztorne ogrody. Wiemy, że każdy kartuz, żyjący w celi zbudowanej tak, by nie widzieć innej ludzkiej istoty, miał przed nią mały ogródek, w którym hodował zioła i jarzyny.

Dla mnichów ogród był echem raju, o który zabiegali. W mniej surowych klasztorach ogród – symbol raju – znajdował się przed wejściem do kościoła. Zajmował się nim zwykle zakrystian, a uprawiane w nim kwiaty, zwykle lilie i róże, służyły do ozdabiania świątyni.

Dlaczego ogród miałby symbolizować raj? Ponieważ był biblijną alegorią pierwotnej doskonałości człowieka, zjednoczenia duszy z Bogiem, stanu, w jakim Stwórca chciał widzieć swe stworzenie. Dla pierwszych chrześcijan pragnących osiągnąć doskonałość przejmujące były słowa z Księgi Rodzaju: „A zasadził był Pan Bóg raj rozkoszy od początku i w nim umieścił człowieka” (Rdz 2,8 – przekład ks. Wujka). Doskonały ogród symbolizował pierwszy dom człowieka. Popełniwszy grzech, musiał go opuścić i stał się wygnańcem, na którym zaciążyło przekleństwo grzechu. Lektura Biblii uświadamiała pierwszym mnichom, że starotestamentalni autorzy nieustannie przywołują temat utraty raju i wyliczają, czego boleśnie brak ludziom żyjącym na ziemi. Księgi święte wspominają różnorakie elementy życia rajskiego i karmią czytelników nadzieją, że raj nie został utracony bezpowrotnie, że zapowiedziana w ogrodzie Eden „nowa Ewa” otworzy ludziom zamknięte bramy raju, a wtedy „życie ich będzie podobne do zroszonego ogrodu i nigdy już sił im nie zabraknie” (Jr 31,12).

Ogród w znaczeniu symbolu pojawia się również w Nowym Testamencie. Medytujący nad tekstami biblijnymi mnisi uważali, że trzy ważne wydarzenia zbawcze dokonały się właśnie w ogrodzie. Były to ich zdaniem: modlitwa Chrystusa w ogrodzie Getsemani przed zdradą Judasza, Jego ukrzyżowanie (mylili się, miejsce to nie było ogrodem) oraz zmartwychwstanie. Sceny te niosły ze sobą religijne przesłanie – że zbawienie jest wpisane w symbol ogrodu: wymaga modlitwy i ofiary.

Pierwsi mnisi zrozumieli symbolikę ogrodu i nie tylko uprawiali swoje małe ogródki, ale swoim życiem naśladowali „Chrystusa z Ogrodu”: wypełnili je modlitwą, postem i ofiarą.

Ciekawe, że ten sam wątek pojawia się w fatimskich objawieniach z 1917 roku. Matka Najświętsza prosi dzieci o modlitwę i ofiarę, o praktykowanie ich na co dzień. To nic innego, jak naśladowanie „Chrystusa z Ogrodu”.

A gdy dodamy, że w Fatimie Matka Najświętsza wybrała na miejsce objawień niewielki ogród, w którym rodzice Łucji uprawiali warzywa, dopełnia się nasz mistyczny obraz…

Jak wyglądał rajski ogród, do którego nawiązywały klasztorne ogrody? Dawni zakonni autorzy podkreślali przede wszystkim ten jego element, który budził w nich nadzieję na powrót do zamkniętego przed nimi rajskiego ogrodu: mówili o „nowej Ewie”. Temat Maryi – Nowej Ewy – zdominuje we wczesnym średniowieczu symbolikę ogrodu do tego stopnia, że Maryja zostanie uznana za uosobienie raju. Tak uczył np. w XIV wieku bł. Henryk Suzon († 1366). Inni mistycy dodawali, że tylko w Niej przetrwał raj utracony przez ludzkość. Człowiek grzeszny nie ma do niego dostępu. Chyba że… przez Maryję.

Tęsknota za rajem utraconym ujęta w symbol Nowej Ewy, Maryi, była w średniowieczu wszechobecna. Maryja, identyfikowana z rajem, zaczęła być przedstawiana jako ogród. Temat hortens conclusus („ogród zamknięty”) został szeroko podjęty przez malarzy średniowiecznych, przedstawiających to misterium ludziom często nieumiejącym czytać, ale obeznanym z symbolami, czytającym obrazy.

Niebawem w ogrodzie pojawia się róża – ze względu na swe piękno, zapach i delikatność kwiatów stanowi jeden z symbolów piękna. Jest „kwiatem kwiatów”. Maryjni czciciele od wieków odnosili do Najświętszej Maryi Panny słowa z Księgi Przysłów: „Słuchajcie mnie, boskie owoce, a jak róża posadzona nad strumieniem wód czyńcie. Wydawajcie z siebie miłą woń (…) wypuszczajcie kwiaty (…) wypuszczajcie latorośle pełne wdzięku, a śpiewajcie pieśń chwały i błogosławcie Pana w dziełach Jego” (Syr 39,13-14 – przekład ks. Wujka). Mistycy uczyli, że Maryja została tu ujęta w symbol róży. W Litanii Loretańskiej znalazł się tytuł Maryi jako „Róży duchownej”, a św. Gertruda Wielka († 1301) nazywała Matkę Najświętszą „promienną różą niebiańskiej piękności” i „różą miłości, która syci nasze dusze niebieską mocą”. Maryja – róża zachęca wszystkich do naśladowania Jej, by jak Ona wydawali miłą Bogu woń modlitwy, zakwitali kwiatami cichego uwielbienia, rozwijali się młodymi gałązkami dobrych uczynków i całym życiem śpiewali swemu Stwórcy. Co więcej: czynili to na chwałę Boga, a nie ku podziwowi ludzi. Ich ogród powinien pozostać conclusus – zamknięty przed ludźmi, uprawiany tylko dla Boga.


Henryk Suzon w Exemplar twierdzi, że medytowane słowo rodzi Boskie piękno w człowieku. Św. Gertruda Wielka uważała za modlitwę skierowaną ku Chrystusowi i na nim skupioną. Św. Ludwik de Montfort tytułował Maryję „Pogromicielką herezji”

W tekstach pisanych na cześć Matki Bożej można raz po raz natrafić na jeszcze inny fragment biblijny: Maryja „wyrosła jak krzew róży w Jerychu” (Syr 24,14). Owa wspominana w mądrościowej księdze roślina, nosząca dziś nazwę „róży Maryi”, jest małym krzakiem z pustynnych obszarów Arabii. Za sprawą nawet kilku kropel wody, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, z suchej łodygi wypuszcza piękne, bujne kwiaty, zdolna powrócić do życia nawet po wielu latach suszy. Stąd nazywana jest też „krzakiem zmartwychwstania” (ciekawe, że ma imię maryjne i jednocześnie mówi o najgłębszej tajemnicy Chrystusa). Jest symbolem działania łaski w ludzkich sercach, a obraz nigdy niewiędnącej róży Jerycha odnosi się do Maryi – zawsze pełnej łaski i kwitnącej cnotami na jałowej pustyni świata. Legenda mówi, że róża ta zakwitła pod stopami Świętej Rodziny, kiedy ta uciekała do Egiptu.

Kolejnym biblijnym symbolem Maryi jest „róża Szaronu” z Księgi Pieśni nad Pieśniami (2,1): drzewo osiągające wysokość trzech metrów ze spływającą nisko piramidą wspaniale ukwieconych gałęzi, uważane za najpiękniejszą ozdobę ogrodów i tarasów wschodniej Azji.

Jak dalece róża była ulubionym symbolem Maryi świadczą powstające w średniowieczu rymowane psalteria z powtarzającym się wezwaniem „Ave Rosa” („Bądź pozdrowiona, Różo”). Jeden z najbardziej wykształconych niemieckich mnichów średniowiecza, opat benedyktyński Engelbert z Admont († 1331), rozpoczął swój rymowany psałterz maryjny zwrotką:

„Witaj Różo, kwiecie lata,

Samego żywego światła

Słodkie pomieszkanie,

Światło żywe, co zalśniło,

Światło życia, co wróciło

W śmierci panowanie” .

Engelbert zamknął swój psałterz sto pięćdziesiątą strofą, która brzmi:

„Witaj, Różo, witaj, Maryjo,

Wołamy Cię, zbożna Panno,

Po ziemskim wygnaniu.

Źródło dobra, źródło życia,

Syna Twego daj nam widzieć

W Pełnym oglądaniu”.

W średniowieczu symbol róży był niezwykle popularny. Został on wykorzystany w Boskiej komedii Dantego († 1321), dla którego róża była jedynym godnym symbolem Wcielenia. Zdaniem poety tylko ona mogła symbolizować Boską miłość, zaś Maryja była dla niego „różą, w której Boskie Słowo stało się ciałem”.

Symbolika róży pojawiała się bardzo często także w malarstwie. Przykładem jest obraz Dziewicy w ogrodzie różanym Stefana da Zevio († 1438), na którym Maryja zaprasza widza do uczestnictwa w scenie adoracji Jezusa. Ciekawe, że dla średniowiecznych malarzy róża stanowiła też jednostkę miary – w instrukcji dołączonej do obrazu „Maryja, ogród zamknięty” anonimowy twórca tłumaczy uczniowi, że obwód ogrodu czy też jego ogrodzenie ma być wyznaczone przez wieniec róż. On jest maryjną drogą i miarą, a jednocześnie oznacza Bożą tajemnicę – nie wiemy, ile róż umieścić w obwodzie ogrodu, bo jest to „wiedza Boża”. Nas, ludzi, cechuje nieznajomość długości życia i jego kresu wyznaczonego przez Boga.

Róża jako wskazanie na tajemnicę? Właśnie dlatego w symbolice średniowiecznej różę umieszczano ponad stołem, aby goście wiedzieli, że treść rozmowy musi pozostać tajemnicą. Z tego samego powodu malowano ją także na sufitach konfesjonałów i w salach obrad.

W tym momencie przypominają się objawienia Matki Bożej Fatimskiej. W nich różaniec był miarą, bo od nieba dzieliła Franciszka Marto określona (ale znowu tylko Bogu znana) liczba różańców. Na pytanie Łucji, czy jej kuzyn pójdzie do nieba, Maryja odpowiedziała: „Tak, ale musi odmówić wiele różańców”. Chłopiec potraktował słowa Maryi bardzo poważnie. Jak pisze Siostra Łucja we wspomnieniach, Franciszek wołał: „«O moja droga Pani, tyle będę odmawiał różańców, ile będziesz chciała!». I od tej chwili zwykle się od nas oddalał, jak gdyby szedł na spacer. Gdy go wołałam i pytałam, co robi, podnosił rękę i pokazywał mi różaniec. Jeżeli go prosiłam, aby przyszedł się bawić z nami, a później z nami się modlić, odpowiadał: «Potem też będę się z wami modlił. Czy nie pamiętasz, że nasza Pani powiedziała, że muszę odmawiać dużo różańców?»”. Do końca swego krótkiego życia (zmarł dwa lata później) codziennie odmawiał swoje różańce, widząc w nich kolejne kroki w stronę nieba.

Mistyczna logika jest jednoznaczna. Skoro doskonałość wyraża się w symbolu róży, to wstąpienie na drogę różaną oznacza wejście na drogę doskonałości, a tym samym znalezienie się w ogrodzie maryjnym, gdzie blisko jest Bóg. Choć – zgodnie z symboliką tej samej róży – nie wiemy, ile drogi pozostało nam do przebycia.

Czas poczynić małą dygresję i wspomnieć, że „różaniec” – zamknięty krąg, wieniec uczyniony z klejnotów, szlachetnego metalu lub kwiatów – był składnikiem średniowiecznego stroju, tak kobiet, jak i mężczyzn. Początkowo stanowił oznakę stanu rycerskiego, później stał się własnością wszystkich sfer. Łacińskie słowo rosarium miało swój niemiecki odnośnik Rosenkranz (wieniec różany), po francusku zaś nazywało się chapelet, od którego pochodzi dzisiejsze słowo „kapelusz”. To nakrycie głowy nawiązuje w jakimś sensie do średniowiecznego różańca, jeszcze w jego znaczeniu świeckiej ozdoby.

W XIII wieku przeniesiono świecki zwyczaj noszenia „wieńca” na płaszczyznę religijną. Zaczęto stroić w różane wieńce figury Matki Bożej. Stąd już – jeden krok – przez podanie o mnichu odmawiającym Ave Maria i mającym w zwyczaju zdobić figurę Maryi rosarium, czyli wieńcem plecionym z róż – do zarezerwowania nazwy „różaniec” dla odmawiania Zdrowaś Maryjo.



W 1531 roku w Guadalupe, gdzie Maryja objawiła się Indianinowi Juanowi don Diego, na zamrożonym wzgórzu wyrosły kastylijskie róże, nieznane jeszcze na tym kontynencie. Podobnie w czasie objawienia w La Salette (1848) Matka Najświętsza była przybrana różami

 

Czy dlatego Matka Najświętsza w swoich objawieniach ukazuje się ozdobiona różą?

Tak było w 1531 roku w Guadalupe, gdzie Maryja objawiła się Indianinowi Juanowi don Diego. Na zamrożonym wzgórzu wyrosły kastylijskie róże (nieznane jeszcze na tym kontynencie), których płatki były pokryte rosą, gdy wszystko wokół obklejał szron. Zerwane przez Juana kwiaty Matka Najświętsza sama ułożyła w jego tilmie (płaszczu utkanym z włókien kaktusowych), zastanawiając się nad każdą z róż, nim znalazła dla niej właściwe miejsce. Te ułożone przez Maryję róże zamieniły się w rodzaj haftu czy rysunku na kremowej tkaninie. Wysypane przed biskupem utworzyły na podłodze bezładny stos, a na płótnie ukazał się obraz Matki Bożej. Cud kwitnących róż zakończył się obdarzeniem Meksyku i świata cudownym wizerunkiem „utkanym” własnoręcznie przez Maryję.

Podobnie w czasie objawienia w La Salette (1848) Matka Najświętsza była przybrana różami: ozdobione nimi były Jej pantofelki.

W 1958 roku Maryja objawia się w Lourdes św. Bernadecie. „Jej stopy – opisuje wizjonerka – są bose, lecz przykrywają je dolne fałdy sukni, z wyjątkiem miejsca, gdzie na każdej z nich błyszczy złota róża”. To róża raju, róża chwały.

Również objawienia w Fatimie (1917) łączą się z symboliką róż. 19 sierpnia 1917 roku, po zakończeniu czwartego objawienia, Łucja, Franciszek i Hiacynta poczuli, że gałązki, na których stała Matka Najświętsza, wydzielają cudowny zapach. Dzieci zerwały kilka z nich i zaniosły do wioski. Kiedy Hiacynta tłumaczyła matce Łucji, co się stało, niedowierzająca kobieta poczuła różany zapach wydobywający się z podsuniętych przez dziewczynkę gałązek; odtąd zaczęła skłaniać się ku uwierzeniu w prawdziwość objawień. Natomiast następne objawienie, 13 września, rozpoczęło się deszczem różanych płatków, spadających z nieba i niknących z chwilą, kiedy dotykały ziemi. Pisał o tym m.in. kanonik Galamba de Oliveira, człowiek, który odegrał bardzo ważną rolę w fatimskich wydarzeniach: „Albo przedtem, albo potem, ale na pewno tego samego dnia widzieliśmy, co prawda też nie wszyscy, jakby spadające płatki róży lub śnieg. Nie mogliśmy ich dotknąć, bo zanim spadły na ziemię, znikały. Nic innego nie dostrzegłem, ale to wystarczyło, abyśmy nabrali przekonania, że całe zajście było Bożą sprawą”. Maria dos Anjos, siostra Łucji, także była obecna w Cova da Iria 13 września, w udzielonym w 1980 roku wywiadzie wspomniała o opadających kwiatach, które niknęły jak płatki śniegu.

Szesnaście lat później, w 1933 roku, Matka Boża ukazuje się w Banneux. Znowu stopy ma ozdobione złotą różą.

Na ziemi Matka Najświętsza korzysta z różanego znaku. Ukazuje się „w różanym ogrodzie”, by dać ludziom do zrozumienia, że przynosi światu orędzie z zamkniętego ogrodu – z raju utraconego przez grzech. Przyjęcie wezwania Matki Bożej i wypełnienie Jej próśb ma wprowadzić ludzi z powrotem do pierwszego ich domu – do raju, w którym człowiek jest przyjacielem Boga i bratem całego świata.

Nic dziwnego, że wiele książek poświęconych różańcowi nosiło tytuły związane z ogrodem różanym. Choćby ceniona ponad wszystko przez św. Ludwika Grignion de Montforta książka Tomasza Antonina ze schyłku XVII wieku Mistyczny krzak różany Najświętszej Maryi Panny albo święty różaniec św. Dominika.

Na szesnastowiecznym sztychu przedstawiającym trzech dominikanów: św. Dominika, bł. Alana i Józefa Sprengera, zakonnicy pielęgnują krzak różany w zamkniętym ogrodzie, a ponad nimi Najświętsza Maryja Panna wyciąga rękę z różańcem.

Niektóre autorytety kościelne mocno przeciwstawiały się nazywaniu modlitwy maryjnej „różańcem” i nalegały, by pozostać przy nazwie „Psałterz Najświętszej Maryi Panny”. „Rosarium”, wieniec róż, był ich zdaniem terminem zbyt świeckim, skupiającym się na pięknie doczesnym. A chciano, by wierni oderwali się od uroków tego świata i wznieśli swą myśl z ziemi ku niebu. Przeciwnicy nazwy „różaniec” obawiali się, że mamy tu do czynienia ze zbyt czytelnym dla ludzi symbolem: ze znakiem wskazującym na ziemię, niekoniecznie kierującym oczy ku niebu, gdzie Matka Jezusa oczekuje w bramie raju. Nie byli przekonani, że ludzie odczytają ten znak właściwie: jako wezwanie, by sprawy tego świata i sprawy niebieskie odnalazły wspólny mianownik – codzienną świętość na wzór Maryi.

Skąd te obawy? Wiemy już, że ok. 1300 roku współistniały dwie nazwy różańca. W kręgach niemieckich mówiono o rôsenkranz i rôsenkrenzelin, we francuskich używano słów pochodzących od chapelet (nakrycie głowy, ozdoba głowy) – schapel lub schappellin. Te ozdoby przybierały postać „świeckich” (aż po zmysłowość) wianków: noszone były przez młode dziewczęta ze szlachetnych rodów na wiosennych zabawach oraz podczas rycerskich turniejów i były znakiem miłości. Młodzi mężczyźni zabiegali o miłość wybranki, a otrzymany od niej wianek był znakiem odwzajemnionego uczucia, więcej – oddania. Jeszcze niedawno mówiło się o kobiecie zamężnej, że „straciła wianek”, oddając go mężowi.

W religijnych kręgach szybko symbolika ta nabrała znaczenia duchowego – obiektem miłości człowieka stał się Chrystus, Duch Święty, coraz częściej także Maryja. Teraz Matka Najświętsza wręcza swój wianek tym, których szczególnie umiłowała. A czciciele Maryi jako znak swojego oddania na głowę Bożej Rodzicielki nakładali wieniec pleciony z białych, czerwonych i złotych (żółtych) róż. Tak było na przykład u cystersów w XIII wieku.

Dlaczego właśnie te kolory? Oznaczały one dla ludzi średniowiecza radość, cierpienie i chwałę. Ciekawe, że są to tradycyjne części różańca. Mamy więc do czynienia z kolejną zdumiewającą zbieżnością niezależnych od siebie wątków składających się na powstanie różańca.

W tym czasie pojawia się jeszcze jedno ciekawe rozróżnienie. Popularny wciąż różaniec Pater noster pozostaje prostym sznurem modlitewnym symbolizującym pierwiastek męski (walka, działanie), gdy różaniec Ave Maria zostaje związany z „wieńcem” (znakiem miłości, oddania, dawania miejsca Bogu), ma działanie w życiu świata. Ten ostatni szybko zaczyna dominować, jakby przekazywał najważniejszą prawdę o byciu uczniem Chrystusa, o tym, co w chrześcijaństwie podstawowe. Zasadą nie jest „działanie”, lecz „oddanie”, nie „wielki apostolat”, lecz „cicha modlitwa”, nie „zdobywanie świata”, lecz „przyjmowanie ludzi”, nie „męska sprawiedliwość”, ale „kobiece miłosierdzie”, nie „miecz”, lecz „wianek”. A wszystko to uosabiała w sobie Maryja.

ŚWIĘCI „Z WIANKIEM” najwięksi święci są bez aureoli

Istnieje rodzaj świętych, w których zamieszkała najświętość Maryi.

I oto dzieje się coś niezwykłego. W omawianym wieku XIII pojawia się nowy rodzaj świętych – świętych „od wianka”. Znajdujemy ich na przykład w Codexie 710 ze Stiftsbibliothek w Einsiedeln zawierającym księgę autobiograficzną pióra bł. Henryka Suzona († 1366) – teologa i mistyka – zatytułowaną Exemplar. To jedna z ksiąg medytacyjnych, w których tekst pisany otrzymuje narzędzie do właściwej interpretacji w postaci uzupełniających go ilustracji. Bywało, że jakieś przedstawienie – klucz interpretacyjny – zostało wpisane w początkowy inicjał, mimo że ilustracja miała się (na pozór) nijak do treści kolejnych stronic księgi. Obraz wstępnie sygnalizował, co jest w rozważanych słowach najważniejsze. Tak właśnie jest w przywoływanym Exemplar, gdzie wewnątrz pierwszego inicjału pojawia się różany wieniec.

Święci „od wianka”? Inni święci niż nam znani? Tak, są inni, bo zostali przedstawieni inaczej niż w całej ikonografii. W miejsce otaczającego głowę złotego nimbusu jako „dowodu na świętość” otrzymują oni jako znak świętości unoszący się w powietrzu wieniec różany.

Początkowo „nowi święci” byli przedstawiani z nimbusem wokół głowy i z wieńcem róż w ręku. Przekaz był jasny: stali się świętymi, bo otrzymali od Maryi „znak miłości”. To dzięki Jej opiece i pomocy wspięli się na szczyty doskonałości, upodobniając się do swej Patronki. Tak przedstawiono np. dominikańskiego świętego bł. Henryka Suzona. Ale niebawem obraz został uproszczony: nimbus został zastąpiony przez wieniec róż.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?