Wszystko o różańcu, który może wszystko

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Późno, bo dopiero w XII wieku sznury modlitewne zdominował system liczbowy wzorowany na Psałterzu: pięćdziesiąt, sto pięćdziesiąt lub wielokrotności tych liczb. Ale jeszcze w XV wieku franciszkanie odmawiali sześćdziesiąt trzy względnie siedemdziesiąt dwie Zdrowaś Maryjo. Ta pierwsza cyfra oznacza liczbę lat, jakie Matka Najświętsza miała przeżyć na ziemi: modlitwy odmawiane w takiej liczbie miały podkreślić pragnienie uwielbienia Maryi i chęć naśladowania Jej cnót w całym swym życiu doczesnym. Z kolei liczba „siedemdziesiąt dwa” to liczba „uczniów Pańskich”, którzy uzupełniali grono Apostołów najbliższych Jezusowi (tzw. Dwunastu). „Siedemdziesiąt dwa” (12 x 6) jest znakiem, że apostolskie działanie Kościoła ma skutecznie przeciwstawić się złu i pokonać szatana. Wskazuje na potęgę zła, którą trzeba przezwyciężyć, inaczej ulegnie się pokusom szatana i wpadnie w jego pułapki.

Po długiej ewolucji we współczesnym różańcu znalazły się określone liczby. Nie są one przypadkowe i mają znaczenie symboliczne.

„Jeden” (Wierzę, Ojcze nasz, Chwała Ojcu) – wyznanie prawdziwej wiary w jednego Boga i w Jego niezmienną Prawdę, uznanie w Bogu Stwórcy wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. To najkrótsze Credo: Bóg jest jeden, on jeden jest Stwórcą i Panem.

„Trzy” (Zdrowaś Maryjo na początku różańca) – wyznanie wiary w tajemnicę Trójcy Świętej oraz błaganie Boga o dar wiary, nadziei i miłości.

„Dziesięć” (dziesiątki Zdrowaś Maryjo) – wskazanie na pełnię Ducha upragnioną przez modlącego się i na świętość, której pragnie ten, kto odmawia różaniec.

„Pięćdziesiąt” (jedna tajemnica) – to liczba mówiąca o oczekiwanych owocach zakończonej modlitwy: pokoju i radości, wyzwoleniu z grzechów, korzystaniu z owoców łaski i życia we wspólnocie Kościoła.

„Sto pięćdziesiąt” (plus pięćdziesiąt, bo o taką liczbę został powiększony różaniec po zmianach dokonanych przez św. Jana Pawła II) – oznacza upragnioną pełnię i doskonałość, do której zmierza Kościół i modlący się człowiek, a którą można osiągnąć dopiero z nadejściem nowego nieba i nowej ziemi. Za pomocą tej liczby modlący się na różańcu wypowiada swoją tęsknotę za nadejściem Królestwa Bożego.

Istnieje jeszcze inny „liczbowy” powód, dla którego samotni pustelnicy i żyjący we wspólnotach mnisi powtarzali wielokrotnie jakąś modlitwę. Chodziło im o zanurzenie się w nieskończoności Boga, wejście w krąg Jego wszystkoogarniającej obecności, doświadczenie Jego miłości, która nie ma końca. Dla świeckich badaczy fenomenu skuteczności modlitw był to powód psychologiczny; dla samych mnichów powód zawsze pozostał religijny.

Wszystkie kultury odkryły, że wielokrotne powtarzanie jakiejś formuły pozwala skupić się w zupełnie wyjątkowy sposób, wyłączyć ze świata, zmniejszyć dopływ wrażeń, odnaleźć w pełnym zamętu życiu wewnętrzny pokój i duchowe zdrowie, a nawet odpoczynek ciała. Praktyka długotrwałego powtarzania szeregu słów sprawiała, że pustelnik czy mnich nabierał modlitewnego rozkołysania, coraz większego i większego, aż popadał w kontemplację, aż możliwym stawało się dotknięcie tajemnicy nieskończonego Boga. Działo się to zgodnie z prawdą katechizmową: do dziś Kościół naucza, że wypowiadanie formuł modlitewnych pomaga w skupieniu serca i staje się pierwszym stopniem modlitwy kontemplacyjnej.

Powtarzanie modlitw ułatwiało mieszkańcom pustyni i klasztorów duchową koncentrację i pozwalało uniknąć zdawałoby się nieuniknionych rozproszeń towarzyszących spotkaniu ze Stwórcą. Dlaczego pustelnicy, a za nimi wszyscy szukający Boga nie mieliby pomóc sobie za pomocą tego naturalnego środka? Przecież również natura pochodzi od Boga. A więc i do Boga prowadzi.

„Miłość zna tylko jedno słowo, a chociaż je wciąż wypowiada, nigdy go nie powtarza” – mawiał dominikanin Jan Baptysta Lacordaire († 1861), zabiegajacy w XIX wieku o odnowę katolicyzmu we Francji. Wielokrotne odmawianie „formuły pobożnościowej nie jest więc tylko samym powtarzaniem modlitwy – jeśli ten, kto je wypowiada, kocha”. Bowiem – jak nauczał w encyklice o różańcu Pius XI – „pobożność, podobnie jak miłość, często te same powtarza słowa, nie wyraża jednak tych samych myśli, lecz z głębi serca gorejącego miłością dorzuca zawsze coś nowego”.

Wiedzą o tym ci, którzy widzą w różańcu narzędzie konieczne do wejścia w świat kontemplacji i mistyki. To już lekcja dla zaawansowanych na drogach duchowych, przede wszystkim zaś dla tych, którzy – jak pustelnicy – mieli szczęście poznać Boga i doświadczyć Jego obecności, Jego miłości, wszechobecnej opatrzności.

Mistycy dodają jeszcze jedno: powtarzanie słów modlitwy wprowadza nas w rzeczywistość nieustannej chwały nieba, gdzie modlitwę świętych i aniołów określa się jako sine fine dicente… („bez końca wołając”).

POJAWIA SIĘ PSAŁTERZ jeśli modlitwa jest doskonała, nawiązuje do Psalmów Dawida

Zdumiewające: jesteśmy świadkami pierwszego wyraźnego rozdzielania się kultury Wschodu i Zachodu. Rozchodzą się drogi najważniejsze – drogi szukania Boga. Wschód zatrzymuje się z rozwagą w miejscu, uznaje, że osiągnął cel swoich poszukiwań, że znalazł receptę na zjednoczenie z Bogiem – bezcenną, bo biblijną. Tymczasem Zachód uznał, że nigdy dość szukania prawdy o Bogu i nigdy nie nadejdzie chwila, kiedy człowiek szukający sposobów na spotkanie Stwórcy powie: „Znalazłem wszystko”. Zachód będzie szukał przez kolejne stulecia. Do dziś… Będzie błądził, wracał na dawne sprawdzone drogi, znowu szukał nowych ścieżek. To dlatego różaniec pojawił się w świecie chrześcijańskiego Zachodu.

„Praktykę różańca należy uważać jakby za latorośl, która wyrosła z czcigodnego pnia świętej liturgii, i że nazywano go Psałterzem Dziewicy z tego powodu” – nauczał papież bł. Paweł VI († 1978), powołując się na najnowsze badania historyczne. Dodawał, że „dzięki niemu prości wierni mogli przyłączyć się do pieśni pochwalnej i wstawiennictwa Kościoła powszechnego”. W ten sposób papież przypomniał związek Psałterza (czyli Psalmów codziennie odmawianych przez duchownych i zakonników) i kształtującego się w jego cieniu różańca.

Zatrzymajmy się na chwilę. Czy zwróciliśmy uwagę, że głowa Kościoła mówi o przodku różańca, który jest modlitwą wielbiącą, a nie błagalną? Ten niezwykle ważny nurt stanowi może o roli różańca w dziejach świata… I o jego skuteczności.

Wróćmy do połowy pierwszego tysiąclecia. W tamtym czasie pustelnicy i spokrewnieni z nimi mnisi wytworzyli tradycję nieustannej modlitwy. Poza krótkimi wezwaniami zaczerpniętymi z Pisma Świętego oraz uzupełniającymi je „formułami pobożnymi” ludzie modlitwy zaczynali praktykować odmawianie każdego dnia stu pięćdziesięciu Psalmów. Szukający Boga czytali w duchu medytacji całą Księgę Psalmów! Pojawił się zwyczaj dzielenia jej na trzy części i odmawiania po jednej części rano, drugiej w południe, trzeciej wieczorem. Podział ten pochodzi najprawdopodobniej od mieszkającego w Aleksandrii (Egipt) Orygenesa († 254), zwanego „ziemskim ojcem chrześcijańskiej egzegezy” – twórcą kościelnej wykładni Pisma Świętego. Podział Psalmów na trzy części miał symbolizować tajemnicę Trójcy Świętej („troista jedność”) i miał swoją nazwę: III quinquagenan.

Klasztorny kościół z jego uroczystą liturgią, śpiewem Psalmów, dźwiękami dzwonów, zasłonami kadzidła – tam wygrywa się bitwy z szatanem.

Podział „na pięćdziesiątki”, z języka greckiego znany jako „Pentekontady”, pochodzi na Zachodzie od św. Hilarego z Poitiers († 368); niebawem stosowali go św. Augustyn z Hippony († 430), czy św. Grzegorz z Tours († 594). Mówi też o nim jeszcze „nieteologiczna”, ale z pewnością najstarsza tradycja związana z życiem ojców pustyni. Czytamy na przykład, że „według świadectw dwóch palestyńskich mnichów Abba Nil recytował na Synaju w wigilię niedzieli cały Psałterz w trzech staseis po pięćdziesiąt Psalmów”. Wiemy także, że w Irlandii Psałterz miał nawet nazwę „trzech pięćdziesiątków”: tri cécait. Bardzo prawdopodobne, że nazywał go tak już św. Patryk († 461), który „odmawiał co noc cały Psałterz”, w trzech grupach po pięćdziesiąt Psalmów.

Dlaczego Psalmy? Autorstwo Księgi Psalmów przypisuje się królowi Dawidowi, stąd nazwa „Psałterz Dawidowy”. Przypisanie Psalmów temu izraelskiemu władcy jest o tyle ważne dla tradycji modlitwy rozwijającej się wśród chrześcijan, że modlitwa Dawida była zawsze uważana za wzór: był on bowiem – jak naucza Kościół w swoim Katechizmie – „w pełni królem «według Bożego serca», pasterzem, który modli się za swój lud i w jego imieniu, tym, którego poddanie się woli Bożej, wysławianie Boga oraz skrucha będą dla ludu wzorem modlitwy”. Modlitwę Dawida stawia się za wzór doskonałego wielbienia Boga, gdyż „Psalmy («Pieśni Chwały») są arcydziełem modlitwy w Starym Testamencie”.

Nic dziwnego, że Psałterz (którym modlił się każdy pobożny Żyd, a więc również Jezus) był zawsze bardzo cenionym skarbcem modlitwy. Do dziś Kościół uważa go za wielką szkołę zaufania Bogu, „który działa potężnie w świecie oraz w sercu człowieka i panuje nad historią i światem”. Właśnie w Psalmach najpełniej wyraziły się błagalne westchnienia człowieka „świadomego swej słabości i doświadczającego potęgi Boga, który może ocalić i zbawić”. W nich też wyraża się – uczy dalej Kościół – „głębia serca tych, którzy z ufnością powierzają się tajemniczym zamysłom Bożym i oczekują nie ludzkiej, ale mesjańskiej sprawiedliwości”. Modlitwa Psalmami jednoczy ludzi, czyni ich wspólnotą, umacnia w wierze i we wzajemnej miłości. Dlatego św. Paweł polecał, aby chrześcijanie przemawiali „do siebie wzajemnie w Psalmach i hymnach, i pieśniach pełnych ducha, śpiewając i wysławiając Pana w waszych sercach” (Ef 5,19).

Psałterz, czy odmawiany w całości, czy w jakiejś części, był zawsze największym skarbcem modlitw. Był on tradycyjną modlitwą ludu Bożego. Czytamy w Katechizmie: „Ta modlitwa jest nierozłącznie modlitwą osobistą i wspólnotową; dotyczy tych, którzy się modlą, a jednocześnie wszystkich ludzi, (…) obejmuje całe stworzenie; przypomina zbawcze wydarzenia z przeszłości i rozciąga się aż po spełnienie historii; upamiętnia wypełnione już obietnice Boga i oczekuje Mesjasza, który wypełni je w sposób ostateczny. Psalmy, odmawiane i wypełnione w Chrystusie, pozostają istotnym elementem modlitwy Jego Kościoła”. Tyle oficjalna kościelna nauka.

 

Zwróćmy uwagę na funkcję przypominania i upamiętniania przez Psałterz wydarzeń, czyli obecności Boga w dziejach świata. Jest ona również istotą powstającego w jego cieniu różańca. Tym samym wskazuje na głębokie podobieństwo starotestamentalnego Psałterza (rozważającego wydarzenia z historii Starego Testamentu i wypowiadającego nadzieję na spełnienie się mesjańskich obietnic) i różańca (opowiadającego najważniejsze wydarzenia zbawcze Nowego Testamentu i wskazującego na królestwo niebieskie – temat chrześcijańskiej nadziei).

Kościół przejął z żydowskiej tradycji jej modlitewny skarb, ale nie mógł na tym poprzestać. Przecież historia z Bogiem jako jej pierwszym Autorem nie zamknęła się w doczesnych dziejach Izraela, ale dzięki temu, że Jezus przyszedł jako powszechny Zbawiciel, stała się udziałem całego świata. To dlatego chrześcijaństwo dokonało nowej interpretacji Psalmów, widząc w nich ową powszechność i wymiar pozadoczesny. Nie poprzestało jednak na tego typu novum i ubogaciło tradycję odmawiania Psalmów o teksty mówiące wprost o tym, co jest sercem dziejów wszechświata: o życiu i dziele Jezusa Chrystusa.

Pierwsze znaki tego procesu ukazuje już nauczanie Jezusa, cytującego Psalmy jako dowody swego mesjańskiego posłannictwa (np. Mt 21,16; 22,44), jako zapowiedzi swej męki i wywyższenia (np. Mt 23,39; Łk 20,17) oraz wypełnienia swej mesjańskiej misji (np. Mt 27,46; Łk 23,46). Ze strony Kościoła proces ten zostaje zapoczątkowany już w epoce pisania ksiąg Nowego Testamentu: ich natchnieni autorzy powołują się na teksty starotestamentalne jako zapowiedzi spełnione w osobie Jezusa (zob. np. Dz 2,25; 2,34; 7,46; Hbr 10,3).


Św. Patryk „odmawiał co noc cały Psałterz”, w trzech grupach po pięćdziesiąt Psalmów


Najczęściej uczono się pokutnego Psalmu 51. Według Biblii Gdańskiej, brzmi on:

„Zmiłuj się nade mną, Boże! według miłosierdzia Twego;

+ według wielkich litości Twoich zgładź nieprawości moje”

Wykorzystywanie Psalmów jako tekstów modlitewnych w duchu nowej nauki o Chrystusie, Bogu Ojcu, Duchu Świętym i zbawieniu człowieka nie dokonało się jednak bardzo szybko. Proces ten zapoczątkowali pierwsi pustelnicy i mnisi, którzy uczynili z Psałterza księgę swojego życia modlitwy. Czytali Psalmy przez długie lata, znali je często na pamięć, rozważali i nadawali im nowe, chrześcijańskie znaczenie.

I oto pojawił się problem. Ani pustelnik, ani mnich nie musieli być mistrzami w zapamiętywaniu i w teologicznym rozmyślaniu, a ich świętość nie wynikała ze zdolności do zapamiętywania słów. Mieli oni być mistrzami w kochaniu Boga i osiągnąć z Nim zjednoczenie. Kryterium przydatności do życia pustelniczego i mniszego była miłość do Boga, a nie umiejętność czytania i zdolność zapamiętywania tekstów. Droga codziennego odmawiania wszystkich Psalmów okazała się nie tylko elitarna, ale i niekoniecznie pomocna we wspinaniu się na coraz wyższe stopnie doskonałości – zjednoczenia z Bogiem. Dlatego stosunkowo szybko zaczęto zastępować Psalmy krótkimi formułami modlitewnymi – znanymi nam już formula pietatis. Zastępowano je m.in. modlitwą Ojcze nasz, ale Modlitwa Pańska wcale nie była wysoko na liście ulubionych modlitw pustelniczych. A jednak to właśnie ona z upływem czasu stała się „regułą modlitwy” mniszej.

PSAŁTERZ OPARTY NA MODLITWIE OJCZE NASZ nie ma nic potężniejszego niż modlitwa Jezusa

Niepostrzeżenie opuściliśmy epokę egipskich pustelni i wkroczyliśmy w czasy rozkwitu zakonów. Po pierwszym powstałym jeszcze na pustyni zakonie św. Benedykta († 543), pojawiły się następne. Na ścieżki świętości wyruszyli augustianie, cystersi, kartuzi, kanonicy regularni, dominikanie, franciszkanie, zakony rycerskie… Szli, odmawiając Psalmy.

By odmawiać Psałterz, trzeba było mieć w posiadaniu kosztowną księgę (w tamtej epoce przepisywano teksty ręcznie, ozdobnym pismem, co mnichom zajmowało lata; trudnili się tym przede wszystkim mnisi benedyktyńscy, stąd wymagająca dokładności, cierpliwości i długiego czasu praca do dziś określa się „benedyktyńską robotą”). Poza tym mnich musiał znać łacinę i umieć czytać. Niekoniecznie były to umiejętności posiadane przez większość mieszkańców klasztorów… Okazywało się, że nawet nauczenie się jednego łacińskiego Psalmu było dla wielu problematyczne, przede wszystkim jednak bezowocne. Magiczna formuła, której mnich nie rozumiał, nie mogła zaprowadzić go do osobowego Boga.

Dlatego kilka pokoleń wcześniej zaproponowano mu, by słuchając odmawianych przez współbraci Psalmów, których nie zna, a co więcej nie rozumie, przyjął pobożne założenie, że każdy werset oznacza: „Zmiłuj się nade mną, Boże – Panie, ulituj się nad moją duszą”. Mnich uczestniczący w obowiązkowym chóralnym odmawianiu Psalmów (w ramach tzw. godzin brewiarzowych) a nieznający łaciny, powtarzał szeptem, wciąż na nowo, to samo modlitewne zawołanie: „Zmiłuj się nade mną, Boże…” i w ten sposób wielbił Boga i przyzywał Jego pomocy.

Był też inny zwyczaj polecany braciom niepiśmiennym. Zalecano im nauczenie się na pamięć jednego Psalmu i odmawianie go sto pięćdziesiąt razy jako całego Psałterza.

Najczęściej uczono się pokutnego Psalmu 51: Miserere mei, Deus, secundum magnam misericordiam tuam; et secundum multitudinem miserationum tuarum, dele iniquitatem meam…

Po polsku, według Biblii Gdańskiej, brzmi on następująco (znak + jest zaznaczeniem miejsca, gdzie mnisi robili przerwę w wypowiadanej monotonnym głosem modlitwie):

„Zmiłuj się nade mną, Boże! według miłosierdzia Twego;

+ według wielkich litości Twoich zgładź nieprawości moje.

Omyj mię doskonale od nieprawości mojej,

+ a od grzechu mego oczyść mię.

Albowiem ja znam nieprawość moją,

+ a grzech mój przede mną jest zawżdy.

Tobie, Tobiem samemu zgrzeszył, i złem przed oczyma Twemi uczynił,

+ abyś był sprawiedliwy w mowie twojej, i czystym w sądzie twoim.

Oto w nieprawości poczęty jestem,

+ a w grzechu poczęła mię matka moja.

Oto się kochasz w prawdzie wewnętrznej,

+ a skrytą mądrość objawiłeś mi.

Oczyść mię, isopem, a oczyszczon będę;

+ omyj mię, a nad śnieg wybielony będę.

Daj mi słyszeć radość i wesele,

+ a niech się rozradują kości moje, któreś pokruszył.

Odwróć oblicze Twoje od grzechów moich,

+ a zgładź wszystkie nieprawości moje.

Serce czyste stwórz we mnie, o Boże!

+ a ducha prawego odnów we wnętrznościach moich.

Nie odrzucaj mię od oblicza Twego,

+ a Ducha swego świętego nie odbieraj ode mnie.

Przywróć mi radość zbawienia Twego,

+ a duchem dobrowolnym podeprzyj mię.

Tedy będę nauczał przestępców dróg Twoich,

+ aby się grzesznicy do ciebie nawrócili.

Wyrwij mię z pomsty za krew, o Boże, Boże zbawienia mojego!

+ a język mój będzie wysławiał sprawiedliwość Twoją”.

Takiej modlitwy można było – choć z trudem – nauczyć się na pamięć i modlić się nią o zmiłowanie, miłosierdzie, pomoc, zbawienie. Gorzej, jeśli trzeba było odmawiać ją po łacinie…

Był jeszcze inny sposób opisany w zakonnych brewiarzach: można było odmawiać jeden lub kilka wybranych wersetów z poszczególnych stu pięćdziesięciu Psalmów. Niemniej jednak problem niepiśmiennych mnichów pozostawał nierozwiązany. Wtedy benedyktyni wysunęli nową propozycję… Do historii przeszło powiedzenie z XII-wiecznego benedyktyńskiego opactwa Cluny: Qui non potest psaltere debet patere. „Kto nie może odmawiać Psalmów, winien odmawiać Ojcze nasz” – tłumaczono mnichom. Dla braci niepiśmiennych (i pokutników) modlitwa Ojcze nasz stała się środkiem zastępującym odmawianie Psalmów nakazanych przez regułę.

Właśnie mijamy kolejny kamień milowy. Kształtuje się powszechnie praktykowana w klasztorach tradycja „powtarzania modlitwy”, której treść w sposób szczególny odpowiada stanowi serca mnicha. Nie dziwi, że osoby poświęcone Bogu szybko obierają sobie jako „powtórzeniową modlitwę” Ojcze nasz. Po podjęciu wielu prób z różnymi tekstami, niemal każdy mnich zakończył poszukiwania swojej modlitwy na wyborze Modlitwy Pańskiej! Tradycja benedyktyńska niejako tylko zatwierdziła wynik tych poszukiwań.

W nurcie tej właśnie tradycji zachowane dokumenty mówią na przykład, że bracia laicy (niewykształceni, niemający święceń kapłańskich) zamiast pięćdziesięciu Psalmów odmawianych w intencji zmarłego współbrata odmawiali tyleż Ojcze nasz. Pustelnik benedyktyński Aybert († 1140) zaświadcza, że w klasztorze benedyktyńskim w Hennegau śpiewano wszystkie sto pięćdziesiąt Psalmów w ciągu nocy czuwania przy ciele zmarłego współbrata. Najpierw odmawiano pięćdziesiąt Psalmów, a modlitwę kończono trzema czytaniami. W środku nocy odmawiano kolejne pięćdziesiąt Psalmów, znowu kończąc trzema czytaniami. Na koniec czuwania odmawiano ostatnie pięćdziesiąt Psalmów, po których następowały trzy czytania.

Laicy zamieniali Psalmy na Pater noster.

Podobnie mogli zamieniać godziny brewiarzowe: określoną liczbę Psalmów odmawianą w wyznaczonych porach dnia mogli zastąpić odmawianiem Modlitwy Pańskiej. W ten sposób w praktyce modlitewnej Kościoła pojawił się nowy rodzaj Psałterza: Psałterz oparty na modlitwie Ojcze nasz – Psałterz Paternoster. (Zasada: Qui non potest psaltere debet patere po dziś dzień obowiązuje w niektórych wspólnotach zakonnych. Ci, którzy z różnych powodów nie są w stanie odmówić brewiarza (podróż, choroba), mogą go zastąpić odmawianiem różańca.)

Wraca modlitewny sznur. Na nim liczy się obowiązkowe modlitwy Pater noster. Wraca on do klasztorów, ale niebawem opuszcza je i staje się popularny wśród zwykłych ludzi. To tak zwany „sznur Paternoster”– ignacula Pater, nazywany też praeculae lub competum. Jest to wciąż ten sam sznur, na którym pustelnicy i pierwsi mnisi odmawiali krótkie wezwania modlitewne i który był mieczem ducha wręczanym młodym mieszkańcom bizantyjskich klasztorów. Były na niego nawlekane już nie tylko kamyki lub paciorki z drewna, teraz – już przed upływem pierwszego tysiąclecia – jako materiał pojawia się srebro i złoto. To dowód na to, że ignacula Pater znalazła się w rękach nie tylko mnichów, ale również zwykłych wiernych, bywało, że cieszących się sporym bogactwem. Potwierdza to zachęta wystosowana w IX wieku przez papieża Leona IV, który wzywał zwykłych wiernych do odmawiania Psałterza opartego na Ojcze nasz. Papież zalecał świeckim odmawianie modlitwy składającej się z pięćdziesięciu Ojcze nasz. Jego zachęta wiązała się z przekonaniem, że tej właśnie formie modlitwy zawdzięczano odparcie Saracenów spod wrót Rzymu w 849 roku i pokonanie wroga „z wyraźną pomocą Bożą”.


Św. Franciszek z Asyżu zalecił, by jego świeccy bracia w miejsce Psalmów odmawiali odpowiednią liczbę Pater noster

Pojawia się nowy zwyczaj: ludzie bogaci pragną mieć „różańce” ze szlachetnych metali lub drogich kamieni, by dać wyraz temu, jak ważne jest dla nich oddawanie czci Bogu. Naśladują w ten sposób tradycję kosztownego upiększania świątyń, nawet gdy budujący ją wierni byli ludem ubogim. Bóg był tak ważny, że oddawano mu nie tylko to, co zbywało, ale i to, co konieczne dla codziennego życia.

Na razie obowiązuje jednak powszechna reguła ubóstwa. Dominują zwykły kamień i drewno, czasem na sznurze robiono po prostu węzły. Na przełomie tysiącleci jest jak w pierwszych wiekach. Jeszcze nie czas na wyraźne zmiany.

Gdzie szukać źródła wymiany Psalmów na modlitwę Ojcze nasz w „praróżańcu” przeznaczonym dla świeckich? Znajdowało się ono w Irlandii; biło tam w VIII wieku. Przez długi czas ignacula Pater była i tam praktyką wewnątrzklasztorną. Przełom dokonał się w momencie, kiedy ludzie świeccy, nieznający języka łacińskiego czy po prostu analfabeci, jako pokutę za popełnione grzechy otrzymywali od swych spowiedników (byli nimi właśnie benedyktyńscy mnisi) polecenie odmówienia jednej, dwóch lub trzech „pięćdziesiątek” – na wzór pokutnych modlitw odmawianych przez samych benedyktynów. Pod poleceniem „odmówienia pięćdziesiątki” kryło się jednak nie pięćdziesiąt Psalmów, lecz tyleż Ojcze nasz – jak dla niepiśmiennych braci zakonnych. Praktyka ta szybko zaczęła się upowszechniać dzięki licznym księgom pokutnym (swoistym poradnikom dla spowiedników) powstającym właśnie w Irlandii, a zawierającym sugestię zastępowania Psalmów modlitwą Ojcze nasz. Wszechobecna łacina czyniła księgi powstałe na ziemiach chrześcijańskich zrozumiałymi dla wszystkich, nawet żyjących w najdalszych królestwach. Dzięki jednemu językowi Kościoła to co cenne szybko zyskiwało popularność w całej Europie. Także praktyka pięćdziesięciokrotnego odmawiania Modlitwy Pańskiej w formie pokuty.

 

Wzmiankę o tej praktyce znajdujemy np. w Poenitentiale św. Bonifacego († 754) – benedyktyna z Anglii, późniejszego biskupa i misjonarza ziem germańskich, czyli popularyzatora duchowości klasztorów benedyktyńskich. Ignacula Pater stała się modlitwą pokutną za grzechy i niebawem także popularną modlitwą za zmarłych.

W świecie ducha nic nie dzieje się szybko. Obce są tu zmiany z dnia na dzień. To, co prawdziwe i cenne, kształtuje się z wolna. Formowanie się „nowej modlitwy” zastępującej Psalmy trwało przez kolejne wieki. Ten powolny proces znalazł swe zakończenie dopiero w XIII stuleciu. Wiemy, że św. Franciszek z Asyżu († 1226) zalecił swoim braciom świeckim, by w miejsce Psalmów odmawianych przez braci wyświęconych na kapłanów odmawiali odpowiednią liczbę Pater noster. Na godzinę brewiarzową Ad Matutinum: dwadzieścia cztery Ojcze nasz, na Ad Laudes: pięć, na wszystkie tzw. małe godziny (Ad Tertiam, Ad Nonam, Ad Sextam) – siedem, na Ad Vesperas – dwanaście, na Completa – siedem. Za zmarłego członka wspólnoty bracia laicy mieli odmówić pięćdziesiąt, gdy duchowni odmawiali dokładnie tyle Psalmów.

W XIII wieku „sznur Pater noster” znano i używano już w całej Europie.

Nie wszystkim podobał się proces wypierania Psalmów z codziennego życia. Tradycjonaliści i konserwatyści średniowiecza uważali, że powtarzanie Modlitwy Pańskiej jest płytszą modlitwą niż recytowanie bogatych w treści Psalmów. Nie potrafili zatrzymać dokonującego się procesu. Wszystko – tłumaczyli im średniowieczni mistrzowie – zależy od stanu ducha. Przypominano historię pustelnika żyjącego w pierwszych wiekach na pustyni egipskiej, który nie potrafił odmówić jednego Ojcze nasz dziennie. Kiedy bowiem chciał odmówić Modlitwę Pańską w skupieniu i z pełnym zrozumieniem głębi modlitwy, popadał w wielogodzinne rozmyślania i kontemplował jeden werset. Uczono, że łatwiej zagłębić się w kilka zdań modlitwy, której nauczył swoich uczniów Jezus, niż ćwiczyć się w medytacji nad wielką księgą Psalmów.

Dodatkowym argumentem było porównanie źródła Psalmów z pochodzeniem modlitwy Ojcze nasz. Nie pomniejszano znaczenia tych pierwszych, ale tłumaczono przeciwnikom tej głębokiej reformy, że czym innym są słowa człowieka (nawet najbardziej doskonałego i świętego) wypowiadane do Boga (nawet pod natchnieniem), a czym innym słowa Jezusa kierowane do Ojca. Skoro Jezus jest Synem Bożym, to Jego modlitwa jest nieporównywalnie prawdziwsza i piękniejsza od każdej, nawet najpiękniejszej wypowiedzi stworzenia skierowanej do swego Stwórcy. Nawet takiej, która była natchniona przez Ducha Świętego. Ta ostatnia zawsze pozostaje modlitwą człowieka. Zresztą Jezus na prośbę: „Panie, naucz nas modlić się” (Łk 11,1), nie powiedział: „Odmawiajcie Psalmy”! Nauczył swoich uczniów modlitwy Ojcze nasz! Czy więc należy się dziwić, że Modlitwa Pańska z wolna zaczyna zastępować Psalmy?

Ojcze nasz jest nie tylko konkretną formułą modlitewną przekazaną przez Jezusa. Jest to wzór wszelkiej modlitwy. Ojcze nasz objawia, co było dla Chrystusa ważne, czym żył On na co dzień, jak biło Jego serce.

Średniowiecze uczyło, że modlitwa Ojcze nasz jest podzielona na dwie części. W pierwszej wychwalamy Boga i z ufnością przyzywamy Jego chwały i potęgi: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi”. Można wskazać na trzy wezwania, które stanowią motto Modlitwy Pańskiej: imię Twoje, królestwo Twoje, wola Twoja.

Ponadto modlitwa ta wskazuje na trzy najważniejsze w oczach Boga potrzeby człowieka: to chleb powszedni, przebaczenie, wolność w wymiarze ducha – wolność od zła. W drugiej części Modlitwy Pańskiej Jezus każe prosić Ojca: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego”.

Chleb, przebaczenie, wolność. Dziś brzmi to jak hasło polityczne. To tu m.in. leży źródło zaangażowania Kościoła w reformy społeczne.

Trwa jeszcze powolny proces zamiany Psalmów na Modlitwę Pańską, gdy pojawia się przed nami kolejny milowy kamień – może najbardziej zdumiewający. Osoby zakonne i świeckie zaczynają odmawiać na różańcu inną modlitwę. Najpóźniej w XII wieku pojawia się praktyka wielokrotnego odmawiania Zdrowaś Maryjo.

NADCHODZI AVE MARIA istnieje modlitwa potężniejsza od Modlitwy Pańskiej

Wiemy, że w pierwszych wiekach zaczęto zastępować Psalmy taką samą liczbą innych modlitw, ostatecznie Modlitwą Pańską. Skoro zwyczaj ten przetrwał kolejne stulecia, to musiał się doskonale sprawdzać w praktyce modlitewnej Kościoła. Ten nie przyjąłby bowiem na stałe czegoś, co nie zbliża do Boga, co nie otwiera na łaskę, co nie uświęca. A na pewno nie pozwoliłby zastąpić biblijnych Psalmów jakąkolwiek inną modlitwą, jeśliby się nie okazało, że powtarzanie owej innej modlitwy przynosi jeszcze bogatsze owoce duchowe.

Wiemy, że istniały różne formuły modlitewne, którymi zastępowano Psalmy, wszystkie jednak musiały się nie sprawdzić, skoro poszły w zapomnienie. Przetrwała tylko „najlepsza modlitwa”: Ojcze nasz. Ale niebawem pojawiła się druga, konkurencyjna dla „bezkonkurencyjnej”! To modlitwa Zdrowaś Maryjo. Kiedy coraz powszechniej zamiast Psałterza odmawiano sto pięćdziesiąt razy Modlitwę Pańską, nieoczekiwanie znaleźli się śmiałkowie gotowi zakwestionować prymat modlitwy Ojcze nasz. Za najważniejszą modlitwę uznali Zdrowaś Maryjo. Nie byłoby w tym nic dziwnego – zawsze znajdą się przecież jakieś oryginały, które wolą chodzić innymi niż wszyscy ścieżkami… Ale tu, owe „inne ścieżki” stały się niebawem „jedynymi”! Nie minęło wiele wieków, a Psałterz Ojczenaszny został zastąpiony przez Zdrowaśmaryjny. Ponieważ oba (ignacula Pater i ignacula Mater) zastępowały właściwy Psałterz, nazywano je tym samym imieniem – mówiono o „nowych” psałterzach.

Dokonujący się przez stulecia proces nie może nie dziwić. Dlaczego tylko te dwie modlitwy okazały się na tyle ważne, że wytrzymały konkurencję z Psalmami, a właściwie należy powiedzieć, że je wyparły? Gdzie się podziały piękne „formuły pobożnościowe”, które odmawiali pierwsi pustelnicy? Znamy odpowiedź. Nie jest ona wcale tylko teologiczna – że Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo to modlitwy, które przekazało nam niebo, gdy inne wymyślił człowiek; że Ojcze nasz jest modlitwą, jakiej nauczył swych uczniów Jezus Chrystus, nasz Pan, i stąd nazwa: Modlitwa Pańska; i że Zdrowaś Maryjo nosi nazwę: Pozdrowienie Anielskie, bo słowa, które powtarzamy w tej modlitwie, wypowiedział w imieniu Boga wysłannik nieba, archanioł Gabriel. (W tamtych czasach Zdrowaś Maryjo kończyło się na słowach „…i błogosławiony owoc żywota Twojego”. Słowo „Jezus” i część błagalną dodano w późnym średniowieczu.) Powód jest bardziej banalny. Pustelnicy to szaleńy, ludzie żyjący w skrajnym odosobnieniu i skupieni na „Bogu i tylko Bogu”. Byli oni duchowo dojrzali, mający własne doświadczenia i rozeznania. Wybierali formuły znajdujące najgłośniejszy rezonans w ich sercach. Były one różne, jak różne były drogi duchowe pierwszych anachoretów. Nie były to wybory „dla mas” – dla ludzi duchowo uboższych, zajmujących się przede wszystkim sprawami materialnymi, nie mającymi czasu na tak wyczerpującą wędrówkę w dół, by spotkać Boga w najgłębszej głębi swych serc. Droga pustelników zawsze pozostanie drogą elitarną… Pójdzie nią potem właściwie jedna tylko grupa ludzi: mistycy. Nie będą do niej należeli nawet najbliżsi spadkobiercy duchowości pustelniczej – mnisi. To z ich pojawieniem się rusza proces ku „nowym Psałterzom”, które mają za zadanie odpowiedzieć na duchowy głód wszystkich zwyczajnych chrześcijan. Mnichom zawdzięczamy coś ważnego: byli oni nie tylko stróżami nowej formy modlitwy, ale też i mądrymi opiekunami ich rozwoju. Pozwolili na ewolucję „pobożnych formuł”, na poszukiwanie nowych, na wypieranie jednych przez drugie… To oni obronili Psałterz Ave Maria przed atakami konserwatywnych duchownych. Pomogła im w tym teologia.