Wszystko o różańcu, który może wszystkoTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


zakupiono w sklepie: Sklep Testowy
identyfikator transakcji: 1632133931579487
e-mail nabywcy: test@virtualo.pl
znak wodny:



WSZYSTKO O RÓŻAŃCU, KTÓRY MOŻE WSZYSTKO.

HISTORIA, CUDA, ŚWIĘCI, KRUCJATY

Okładka i projekt graficzny książki

Fahrenheit 451

Zdjęcie na okładce

© Nomad_Soul@fotolia.com

Redakcja

Małgorzata Terlikowska

Dyrektor wydawniczy

Maciej Marchewicz

Fotoedycja

Aleksandra Marchewicz

Skład i łamanie

POINT PLUS, Warszawa

ISBN 978-978-83-8079-059-9

Copyright © by Wincenty Łaszewski

© Copyright for Fronda PL, Sp. z o.o., Warszawa 2016

Wydawca


Fronda PL , Sp. z o.o.

Ul. Łopuszańska 32

02-220 Warszawa

Tel. 22 836 54 44, 877 37 35

Faks 22 877 37 34

e-mail: fronda@fronda.pl

www.wydawnictwofronda.pl

www.facebook.com/FrondaWydawnictwo

www.twitter.com/Wyd_Fronda

Skład wersji elektronicznej:

Tomasz Szymański

konwersja.virtualo.pl

SPIS TREŚCI

WPROWADZENIE

CZĘŚĆ PIERWSZA Historia różańca

Pustelnicy

MODLITWA–NIEUSTANNA–JAK–JEZUSOWA

MODLITWA CZYLI WSZYSTKO

SŁOWA BIBLII SŁOWAMI MODLITW

KAMIENIE PEŁNE MODLITWY

Mnisi

SZNUR JAK MIECZ

MODLITWA JEZUSOWA Z WZYWANIEM MARYI

MODLITWA CHWALEBNA ZAMIAST BŁAGANIA

LICZBY JAKO SYMBOLE BOGA

POJAWIA SIĘ PSAŁTERZ

PSAŁTERZ OPARTY NA MODLITWIE OJCZE NASZ

NADCHODZI AVE MARIA

PSAŁTERZ NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY

FORMUŁA WIARY Z MARYJĄ

„JEZUS”

OGRÓD RÓŻANY

ŚWIĘCI „Z WIANKIEM”

Poza pustynią, poza klasztorem

ARCHITEKT ŚWIĘTY DOMINIK

KARTUZ DOMINIK Z GDAŃSKA

MAŁGORZATA BAWARSKA I MECHTYLDA Z HACKEBORN

BRACTWA I BŁ. ALAN DE RUPE

Koniec ewolucji

ROZKWIT W XV WIEKU

MODA RÓŻAŃCOWA

CZAS REFORMACJI

ŚWIADECTWO CERVANTESA

UZNANIE PRZEZ KOŚCIÓŁ

PRZYKŁAD RÓŻAŃCOWEGO ŚWIĘTEGO

PAPIEŻE JAKO APOSTOŁOWIE RÓŻAŃCA

NOWA EPOKA RÓŻAŃCOWA

REWOLUCJA JANA PAWŁA II

CZĘŚĆ DRUGA Różańcowe objawienia

Historia kierowana z Nieba

WYBÓR MARYI NA ŚWIADKA KRÓLESTWA

GUDALUPE

CUDOWNE LOURDES

POLSKI GIETRZWAŁD

PROROCTWO Z TURYNU

WIELKA FATIMA

OBJAWIENIA Z CZASU FASZYZMU

ZNAKI NA NOWE CZASY

APEL Z KOLUMBII, APEL Z NIGERII

Czarne objawienia

LĘK SZATANA

DEMON PRZEMAWIA PODCZAS EGZORCYZMÓW

RÓŻANIEC JEST BRONIĄ

EGZORCYZM PRZEZ RÓŻANIEC

CZĘŚĆ TRZECIA Legendy i cuda

Legenda jak prawda

O RYCERZU RABUSIU

O NIEUCZONYM PROBOSZCZU

SŁOWO O GNUŚNYM KAPŁANIE

O ŚW. ILDEFONSIE W ORNACIE Z NIEBA

O HRABINIE Z HANNEGAU

LEGENDA O KRÓLU ALFONSIE VI

O KRÓLU ALFONSIE VIII

O MNICHU I WIEŃCU Z RÓŻ

O PIERWSZYCH MĘCZENNICACH I RÓŻACH

O BOGOBOJNEJ EULALII

LEGENDA ZNALEZIONA W SZKOCKIM MANUSKRYPCIE

O TANCERZU Z OPACTWA W CLAIRVAUX

SŁOWIAŃSKA LEGENDA CZYŚĆCOWA

Historyczne cuda

CUD POD LEPANTO

 

BITWA POD CHOCIMIEM

WYZWOLENIE AUSTRII SPOD OKUPACJI SOWIETÓW

OCALONA BRAZYLIA

CUD W PORTUGALII

CUD NA FILIPINACH

CUD KRUCJATY RÓŻAŃCA RODZINNEGO

ZAPOWIEDŹ KLĘSKI BOKO HARAM

Świadectwa

DYWIZJON BOMBOWY Z RÓŻAŃCEM

MIEJSCE, GDZIE NIE WESZŁA WOJNA

UODPARNIA NA ATOM

W CHIŃSKIM WIĘZIENIU

RÓŻANIEC Z OBOZU KONCENTRACYJNEGO

MODLITWA AMPÈR’A

ODZYSKANIE ŚWIADOMOŚCI PRZED ŚMIERCIĄ

CZĘŚĆ CZWARTA Ruchy różańcowe

Bractwo różańcowe

Nieustający Różaniec i „oblężenie Jerycha”

Żywy Różaniec i kółka różańcowe

CZĘŚĆ PIĄTA Obietnice i odpusty różańcowe

Wielkie obietnice

DWIE LISTY OBIETNIC

ROLA OBIETNIC W ROZWOJU POBOŻNOŚCI RÓŻAŃCOWEJ

Odpusty przypisane różańcowi

POJĘCIE ODPUSTU

PIERWSZE ODPUSTY ZWIĄZANE Z RÓŻAŃCEM

ODPUSTY DLA WSZYSTKICH

OBOWIĄZUJĄCE ODPUSTY RÓŻAŃCOWE

CZĘŚĆ SZÓSTA Jak odmawiać różaniec

Przesłanie korony objawień

TYTUŁ MARYI Z FATIMY

LICZNY RÓŻANIEC

Metody odmawiania różańca z mocą

RÓŻANIEC JAKO AKT STRZELISTY

RÓŻANIEC JAKO AKT STRZELISTY „Z WYJAŚNIENIEM”

RÓŻANIEC JAKO WĘDRÓWKA W STRONĘ NIEBA

RÓŻANIEC IMIENNY

RÓŻANIEC Z MEDYTACJĄ

DŁUGI RÓŻANIEC

DODATEK Jak się modlimy na różańcu

Poziom modlitwy ustnej

Droga rozważań

Odmawianie różańca życiem

ZAKOŃCZENIE

Ilustracje

W zbiorach światowych

Różaniec w sztuce

W zbiorach Polskich

Źródła ilustracji

PODZIĘKOWANIA

Autor i Wydawcy pragną podziękować za nieocenioną pomoc przy pracy nad niniejszą książką następującym osobom i instytucjom:

Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze oraz Klasztor OO. Paulinów Jasna Góra; Przeor o. Marian Waligóra OSPPE; Kustosz Skarbca i Muzeum o. Stanisław Rudziński OSPPE.

Sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej, ks. Krzysztof Jędrzejewski MIC, przełożony oraz ekonom Domu Zakonnego; Irena Wawrzyniak, kierownik Muzeum Licheńskiego.

JE bp Oliver Dashe Doeme, Diecezja Maiguri, Nigeria.

Ambasada Filipin, JE Patricia Ann V. Paez, Ambasador Filipin; Catherine B. Ramintas, attaché Ambasady.

O. Benno Mikocki OFM, Wiedeń.

Muzeum Archidiecezji Warszawskiej; ks. kanonik dr Mirosław Nowak, dyrektor; Piotr Plewa, wicedyrektor.

Salezjańska Wspólnota Najświętszego Serca Jezusa, Czerwińsk nad Wisłą; Muzeum w Czerwińsku, proboszcz ks. Łukasz Mastalerz SDB.

Salezjańskie Muzeum Misyjne w Warszawie, ks. Maciej Makuła SDB, dyrektor.


Ikona Matki Bożej Fatimskiej - nazywanej „W TOBIE JEDNOŚĆ”

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes


WPROWADZENIE

Mistycy każdej epoki powtarzają, że nie są nam potrzebni sztukatorzy. Winniśmy strzec się „ludzi malujących na ścianach”, choćby nawet to, co robią, przykuwało zachwycony wzrok.

Widzący Boga powtarzają nam, że pragniemy czegoś więcej. Otoczeni murem doczesności chcemy, by ktoś wskazał nam otwarte okno i pozwolił zobaczyć, co jest „po drugiej stronie”… Nie chcemy ozdobionego muru. Chcemy, by mur stał się oknem, jak marzyli o tym twórcy gotyku…

Funkcję okien w murze odgradzającym naszą doczesność od komnat Bożego Królestwa pełnią święte ikony – pisane według specjalnych, surowo przestrzeganych kanonów, korzystające z wielowiekowych doświadczeń sztuki i mistyki. Farby ikon są nakładane pędzlami mnichów, ascetów, ludzi przygotowujących się do tego zadania przez długie posty i modlitwy. Patrzymy na ikonę, i nagle obraz staje się mistycznym okienkiem: „otwiera się” przed nami Niebo. Już nie patrzymy na farby, złocenia i kształty. Spoglądamy w głąb ikony. Patrzymy za nią. W wieczność.




Nie przyglądaj się kształtom okiennej framugi, choćby była bogata jak słynne okno w zamku templariuszy w portugalskim Tomar

Podobnie jest z różańcem. Różaniec można porównać do ikony pisanej nie pędzlem, ale szeptem modlitwy, myślą skupioną na Bogu, wreszcie kontemplacją. Modlitewnym szeptem rysujemy kontury, myśl wypełnia je treścią, a przez kontemplację nagle przeciera się mur i zaczynamy widzieć Niebo! Niezwykłe to doświadczenie.

Różaniec jest modlitwą znającą szyfr do bramy Nieba. Gdy ktoś próbuje go przepisać na papier – a tym jest właśnie dobra ikona i chce być niniejsza książka – nieważne są kształty i kolory pisanych słów. Liczy się to, co w nich ukryte, co z nich promieniuje niewidoczną mocą. Jeśli zapis nie zawiera błędu, nadprzyrodzona moc znajduje się w naszych rękach… Wtedy – jak radził swoim czytelnikom dominikanin Jakub Sprenger, jedna z najważniejszych postaci w historii różańca – „w duchu rozważaj to dzieło, a nie patrz na litery”. Czyli: nie przyglądaj się kształtom okiennej framugi, choćby była bogata jak słynne okno w zamku templariuszy w portugalskim Tomar. Patrz w światło. Zapatrz się w to, co znajduje się za murem ułomnego świata, a czego skrawek możesz zobaczyć przez wykute okienko.

Różaniec jako sposobność do „podglądania Nieba”? Tak, ono daje nam się w nim zobaczyć.

Co prawda znajdują się w Kościele ludzie, którzy okna w murze (także te różańcowe) próbują uczynić witrażami przedstawiającymi ich własne wyobrażenia i własne interpretacje pejzaży, jakie ścielą się po drugiej stronie. Są też i różańcowi sztukatorzy. Nie grozi nam jednak niebezpieczeństwo pomyłki, jeśli zamiast biec wzrokiem za wyciągniętym palcem witrażysty i sztukatora, będziemy słuchać wskazówek głosu wielkiej i świętej Tradycji Kościoła. Jak tej o różańcu…

W rytuale obrządku wschodniego znajduje się błogosławieństwo ikony: „O Panie, nasz Boże, ześlij łaskę Ducha Świętego na tę ikonę… pobłogosław ją i uczyń ją świętą. Daj jej moc i siłę cudownych dzieł. Spraw, niech wypływa z niej poprawa życia i zdrowie”. Tak modli się Kościół Wschodni nad nowo napisaną ikoną. Powtarzam dziś te słowa nad ikoną – okienkiem w murze, które ta książka być może komuś ułatwi odnaleźć. Oby pomogła ona odkryć w murze świata, ubazgranym demagogicznymi hasłami i kłamliwymi obrazkami, małe okienko – nie wymalowane na ścianie, lecz wykute w murze okienko, przez które przeziera ponadzmysłowa rzeczywistość. I gdzie znajduje się Boska moc zdolna zmieniać świat.

Wincenty Łaszewski

w dniu Matki Bożej Gromnicznej AD 2016


Na początku był sznur pereł. Sznur pereł. Dar na pożegnanie. Jakiś ślad, pamiątka po raju. Perły, bo to najstarsze kamienie szlachetne

Bitwa pod Lepanto fresk ukazujący anioła wręczającego różaniec jako najskuteczniejszą broń, Watykan, Sala Regia


CZĘŚĆ PIERWSZA Historia różańca

Na początku był sznur pereł. Sznur pereł. Dar na pożegnanie. Jakiś ślad, pamiątka po raju. Perły, bo to najstarsze kamienie szlachetne. Bo są znakiem miłości. Bo są piękne i czyste, i mają zaklęte w sobie światło.

Przecież Bóg nie przestał kochać człowieka, gdy ten Go zdradził. A raj był krainą światła. A wszystko w nim było dobre i piękne. I jeszcze dlatego perły, bo ich piękno i czystość, i zaklęte w nich światło jest owocem długiego, cierpliwie znoszonego cierpienia.

„Tak rodzą się perły, jak będzie się rodzić twoje, człowieku, szczęście, które musisz teraz zbudować od początku. Sznur pereł będzie ci drogą do raju, który straciłeś. Możesz odzyskać swe szczęście, ale nie zapomnij o perlanym sznurze… On pomoże ci piąć się w górę, będzie ci lampą oświetlającą ścieżki. Rozproszy mrok i wzmocni ciało i ducha, byś mógł iść aż do moich bram. Gdy anioł zastąpi ci drogę, powiesz, że niesiesz łzy Boga. Przepuści cię pełen szacunku, jakbyś był moim najważniejszym posłańcem. Bo jesteś nim”.

 

W mrocznych dziejach zagubił się ten sznur. Ale człowiek go nie zapomniał. Na jego obraz i podobieństwo zrobił nowy sznur paciorków jak rajskie perły. Nieważne, czy zastąpiły je szlachetny kamień, drogocenny kruszec, drewno czy metal. Sznur swej funkcji nie zatracił. Przybliża raj aż po wejście w krainę światła, piękna, dobra i czystości. Dalej jest sznurem łez Boga.

W pewnym momencie historii Bóg powiedział: „Czas na wielkie przypomnienie, że to moje narzędzie, a nie dzieło ludzkiego serca, umysłu i ducha. Nadeszła pora, by przypomnieć jego podstawowe funkcje”. I posłał najświętszą z ludzi z nieba do najświętszego w tamtym czasie ludu z ziemi. Maryja nazaretańska spotkała się z Dominikiem kastylijskim i w imieniu Boga wręczyła mu raz jeszcze sznur pereł.

Najbardziej znana i powszechna forma modlitwy w Kościele katolickim sięga swymi początkami w głąb trzeciego wieku. Wtedy wyglądała zupełnie inaczej. Po kilku stuleciach znów przedstawia się inaczej, po następnych znów jej rozwój płynie innym, nieprzewidywalnym korytem.

A jednak to tam, w zupełnie innym różańcowym krajobrazie epoki trzeciego stulecia, bije jego źródło i stamtąd biegnie jej szlak.

Starożytność różańca, bogactwo form i różnorodność dróg jego rozwoju wskazują na wartość tej modlitwy. Zrodzonej przez świętość, a może przez Boskie natchnienia. Święty Jan Paweł II mówił o niej: „skarb”. Nieznany, zagubiony, zapomniany, który „należy w całym jego bogactwie na nowo odkryć”. A odkrywanie trzeba zacząć u źródeł, by dostrzec pierwotne związki różańca z poleceniem Jezusa, by „zawsze się modlić”. A także jego funkcję „ku zbawieniu”, jego związek z imieniem Jezusa i z medytacją nad życiem Zbawiciela świata.


Pierwsi pustelnicy. Anachoreci. Znaleźli Prawdę i zapragnęli żyć tylko dla Niej. Przesunął się w ich myśleniu horyzont czasowy na punkt „nieskończoność”

PUSTELNICY

Pyk… pyk… Głuchy łoskot. I kolejny, jak uderzenie wielkiej kropli w taflę wody. Chwila ciszy i znów krótki, głuchy dźwięk.

„Tam na dnie siedzi diabeł, kusiciel. Trzeba go zasypać górą kamieni. Ciężkich jak Jezusowa modlitwa”. Mówiąc te słowa, pustelnik wskazuje na stojące przed nim gliniane naczynie. Nieco bliżej leży kupka małych kamyków.

To pierwszy różaniec. Modlitwa pustelników. Modlitwa walki z potężnym duchowym nieprzyjacielem. Modlitwa jak przywoływanie wsparcia z nieba, bo samemu niepodobna oprzeć się diabłu. Modlitwa skuteczna.

Pierwsi pustelnicy. Anachoreci.

Dla tych ludzi świat był zagrożeniem. Może częściej jednak czymś niegodnym uwagi, aż po wzgardzenie wszystkimi jego błyskotkami. W ich oczach okazywały się fałszywym bogactwem. Wstawali więc od suto zastawianych stołów, porzucali wygodne pałace i domy, zostawiali stanowiska dające im pieniądze, władzę i poklask tłumów.

Znaleźli Prawdę i zapragnęli żyć tylko dla Niej. Przesunął się w ich myśleniu horyzont czasowy na punkt „nieskończoność”. Zaczęła liczyć się dla nich wieczność – szczęście wieczne, radość bez granic, spełnienie bez końca. Więcej: byli pewni, że żyjąc dla Prawdy teraz, w życiu doczesnym, już w nim będą poznawać smak szczęścia niebieskiego.

Wybrali pustynię. Bez innych ludzi, bez spraw tego świata. Podjęli wyzwanie niezwykłe: zanegowanie wszystkiego, co daje zwyczajne ludzkie życie. Ruszyli pod prąd. Zdecydowali się na krótki sen przerywany dodatkowo czuwaniem, na wielogodzinne modlitwy, na niekończącą się wojnę z demonami pokus i upiorami zwątpień. Wybrali walkę o przetrwanie na głodowych racjach, jakie daje im uprawianie małego poletka w pobliżu pustelni. Domem uczynili niewielką jaskinię pozbawioną najprostszych wygód. Zdecydowali się wędrować kilka razy w tygodniu, wiele godzin, w słońcu, do najbliższego źródła, by przynieść do swego pustkowia niezbędną wodę. Ich życie nie było łatwe, a oni nie byli bezczynni, jak chcą tego popularne obrazy, przedstawiające pustelnika pogrążonego w głębokich rozmyślaniach i modlitwach, żyjącego pośród mistycznych uniesień, może nawet karmionego przez anioła. Malarze nie ukazywali ich przy codziennej pracy, zmęczonych, obdartych ze wszystkiego; czasem nawet w to wszystko–zostało–odebrane był wpisany także Bóg. A jednak artyści (żyjący bezpiecznie i wygodnie w świecie), kierując swą wyobraźnię w stronę pustyni, mieli słuszność: przestawiali to, co w życiu pustelników było najważniejsze. Malowali ich czas dla Boga, uczenie się życia w Jego obecności, jednoczenie się z Nim umysłem, duszą, sercem, zniszczonym ascezą ciałem. Kiedy święci ludzie pustyni to osiągali, wówczas – zapewniają legendy – służyły im zwierzęta i natura, a zbłąkany rzezimieszek padał nawrócony na twarz.

Na pustynię powracał smak raju…

Nie dziwne, że byli oni szczęśliwymi ludźmi.

To był czas gorliwych pierwszych wieków. Wielu wychodziło wtedy na pustynie, by nigdy już z nich nie powrócić. Tylko małą ich garstkę potrafili odnaleźć ludzie z kręgu normalnego życia, by siłą przyciągnąć ich z powrotem do świata. Chcieli mieć w nich świadków raju, gwarancję mądrej rady, duchowych nauczycieli, może nawet pasterzy, czy biskupów. Jeśli zdarzyło się, że tacy wypalani na pustyni asceci, porywani przez głodnych Boga szaleńców wracali do cywilizacji, zabierali z sobą swoje narzędzie modlitwy. Środek komunikacji z Bogiem. To na nim uczyli się odnajdować swoją pustynię w mieście.

Cóż to było za narzędzie? Mieszkańcy pustyni przez lata uczyli się żyć całą Ewangelią – każdym jej słowem, przypowieścią, nauką. Chcieli być jej wierni we wszystkim, a szczególną uwagę przykuwały słowa Jezusa o drogach ducha. Wśród wielu pouczeń słyszeli wezwanie Mistrza: „Zawsze trzeba się modlić i nie ustawać” (Łk 18,1). Było to jedno z kluczowych i najtrudniejszych wezwań. Doskonale rozumiało je chyba tylko pierwsze pokolenie uczniów Jezusa; potem była to już tylko wiedza wybranych. Wzmianki o wypełnianiu tego polecenia znalazły się u świętego Pawła Apostoła, który pisze o tym jako o czymś dla adresatów jego listów prostym, oczywistym, powszechnie przez chrześcijan praktykowanym. Przypomina on uczniom: „Nieustannie się módlcie” (1 Tes 5,17), „Dziękujcie zawsze” (Ef 5,20), „Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu” (Ef 6,18).

Pustelnicy wiedzieli, że dla pokolenia Pawła z Tarsu nie było podziału na czas dla Boga i czas dla świata. Wszystko było dla Boga. Rozumieli, że zawsze, nieustannie, przy każdej sposobności trzeba z Nim rozmawiać, z Nim być. Przede wszystkim być. Dla ludzi pustyni Bóg był bliżej nich niż ktokolwiek inny. Przecież po to odeszli daleko od „innych”.

Wielka tradycja pustelników wraca do nas raz po raz prostym pytaniem kapłanów prowadzących rekolekcje. Oni pytają: Z kim najczęściej rozmawiasz? Przed kim otwierasz serce? Nasza odpowiedź brzmi zawsze tak samo: Rozmawiam najwięcej i szczerze z najbliższymi, z tymi, których kocham, którym ufam, których znam. Z mężem czy żoną, z bratem czy siostrą, matką albo ojcem, z przyjacielem, może przyjaciółką. A najrzadziej lub nawet wcale nie rozmawiam z człowiekiem obcym, mało mi znanym; a już z pewnością nie otwieram przed nim serca. Wtedy słyszymy: Gdy Bóg jest najważniejszy, najbardziej umiłowany, najbliższy, wtedy jest naszym głównym rozmówcą. Jeżeli nie znamy Go i jest On dla nas „Bogiem abstrakcyjnym”… nic dziwnego, że mamy kłopoty z modlitwą… Rozumowanie proste i logiczne. Przynosi odpowiedź, dlaczego pustelnik uczył się modlitwy bez końca.

MODLITWA–NIEUSTANNA–JAK–JEZUSOWA poszukiwanie modlitwy, która by trwała jak istnieje wokół świat

Pustelnicy szukali odpowiedzi na pytanie: Jak rozumieć słowa Jezusa: „Zawsze się módlcie”? Szukali sposobu na osiągnięcie stanu nieustannej modlitwy.

Do czego doszli i jakimi drogami? Może najszybciej dotrzemy do ich odpowiedzi, gdy przywołamy świadectwo człowieka, który żył kilkanaście wieków później, i choć nie był pustelnikiem, to jednak duchowo żył jak oni. Siebie samego zwał „pielgrzymem” i poszukiwał odpowiedzi na najważniejsze pytania wiary.

Był to człowiek tradycji Wschodu i jak pierwsi pustelnicy żył w całkowitym oderwaniu od spraw tego świata. Szukał Boga w samotności i wyrzeczeniach. Swoje duchowe doświadczenia i przeżycia zawarł w książeczce Szczere opowieści pielgrzyma przedstawione jego ojcu duchownemu. Ukazała się ona w 1870 roku w Kazaniu nad Wołgą. Oto jak Pielgrzym określał samego siebie w pierwszych słowach wyznań: „Dzięki łasce Boga jestem człowiekiem, chrześcijaninem; sądząc z czynów – wielkim grzesznikiem, z powołania – pielgrzymem bez dachu nad głową, najniższego stanu, tułającym się z miejsca na miejsce. Cała moja majętność to na ramieniu torba z suchym chlebem, a na piersiach święta Biblia. Tylko tyle”.

Opowieść spisana na polecenie ojca duchownego zaczyna się podczas nabożeństwa w cerkwi: „Czytany był – wspomina Pielgrzym – List do Tesaloniczan, perykopa 273, gdzie jest powiedziane: módlcie się nieustannie. Słowa te przeniknęły mnie do głębi. Zacząłem się zastanawiać, jak można modlić się nieustannie, gdy każdy, by utrzymać się przy życiu, musi zajmować się także innymi sprawami. Poszukałem w Biblii i tam zobaczyłem na własne oczy to, co słyszałem, a mianowicie: że należy modlić się nieustannie”.

W sercu tego człowieka zamieszkało pragnienie nauczenia się modlitwy nieustannej. Nie było to jednak łatwe, nie znał bowiem nikogo, kto by ją praktykował. Pisze więc dalej: „«Co uczynię? – rozmyślałem. – Gdzie znajdę kogoś, kto mi to wyjaśni? Może pójdę do cerkwi sławnych z dobrych kaznodziejów, tam pewnie znajdę pouczenie». I tak też uczyniłem. Usłyszałem tam bardzo wiele dobrych kazań o modlitwie. Ale były to nauki o modlitwie w ogólności: czym jest modlitwa, jak powinno się modlić, jakie owoce przynosi modlitwa. (…). I tak słuchanie nie doprowadziło mnie do pożądanego celu”.

Kazania okazały się wyuczoną lekcją z podręcznika, nauką Bożej teorii. Nie było w nich tego, czego Pielgrzym szukał: praktycznych rad i oczywistych wskazówek. Postanowił więc szukać „jakiegoś męża mądrego i doświadczonego, który objaśniłby modlitwę nieustanną”.

Dowiedział się, „że w pewnej wiosce dawno już mieszka właściciel ziemski zajmujący się zbawianiem swej duszy: ma w swym domu cerkiew, nigdzie nie wyjeżdża, wciąż modli się do Boga i czyta bez przerwy książki służące ratowaniu duszy”. Od niego usłyszał: „Nieustająca modlitwa wewnętrzna to ciągłe dążenie ducha człowieka ku Bogu. Aby czynić postępy w tym błogim ćwiczeniu, trzeba częściej prosić Pana, by nauczył On modlić się bez przerwy. Módl się więcej i gorliwiej, a modlitwa sama wyjawi ci, w jaki sposób może być nieustanną; to przyjdzie w swoim czasie”.

Były to piękne słowa, ale znowu tylko słowa. Skarży się Pielgrzym: „Nie wyjaśnił mi nic”.

Potem rozmawiał z przeorem monasteru. Ten przyniósł mu Pouczenie duchowe człowieka wewnętrznego św. Dymitra. Pielgrzym zaczął czytać: „Słowa Apostoła: «módlcie się nieustannie» dotyczą modlitwy umysłu, bowiem może on być nieustannie zanurzony w Bogu i wciąż się do Niego modlić”. Na zadane przeorowi pytanie: „W jaki sposób umysł stale może zanurzać się w Bogu, nie rozpraszać się i wciąż się modlić”, usłyszał: „Jest to bardzo trudne, chyba że sam Bóg da to zrozumieć”.

„I nie wyjaśnił” – ponownie skarży się Pielgrzym.

Na końcu poszukiwań człowiek ów spotkał starca, będącego mnichem-pokutnikiem. Ten wtajemniczył go w modlitwę Jezusową: „Nieustanna wewnętrzna modlitwa Jezusowa to nieprzerwane, nigdy nieustające wzywanie Boskiego imienia Jezusa Chrystusa ustami, umysłem i sercem, ze świadomością stałej Jego obecności, z prośbą o zmiłowanie, podczas wszelkich zajęć, na każdym miejscu, w każdym czasie, nawet we śnie. Wezwanie to brzmi tak: «Zbawco, Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną!». Kto przywyknie do takiego wzywania, znajdzie wielką pociechę i doświadczy potrzeby, by zawsze tak się modlić, i to takiej, że już bez modlitwy nie będzie mógł żyć, a ona sama będzie się wylewać w jego wnętrzu. Czy teraz rozumiesz, czym jest modlitwa nieustanna?”.


Potem rozmawiał z przeorem monasteru. Ten przyniósł mu Pouczenie duchowe człowieka wewnętrznego św. Dymitra

Tym razem odpowiedź Pielgrzyma jest twierdząca: „Wspaniale to zrozumiałem, ojcze mój!”.

Pouczany przez starca, usłyszał jeszcze: „Odmawiaj tę modlitwę tak często, jak chcesz, tyle, ile możesz, staraj się poświęcić jej wszystkie godziny dnia i czuwania i przywołuj imię Jezusa Chrystusa bez liczby, oddając się pokornie woli Boga i od Niego oczekując pomocy. Wierzę, że nie opuści cię i pokieruje twoją drogą”.

Pielgrzym zaczął praktykować nieustanną modlitwę. Początkowo była to tylko modlitwa ust, która miała pomóc mu pamiętać o Bogu. Po jakimś czasie spostrzegł: „Przestałem modlitwę wymawiać ustami i zacząłem przysłuchiwać się temu, co mówi serce…”. Minął jakiś czas, gdy odkrył: „Zacząłem odczuwać w sercu delikatny ból, a w myślach taką miłość do Jezusa Chrystusa, że wydawało mi się, iż gdybym Go zobaczył, to rzuciłbym się Mu do nóg i nie wypuścił, całowałbym słodko, do łez, dziękując za to, że poprzez swoje imię daje tak wielką pociechę ze swojej łaskawości i miłości niegodnemu i grzesznemu stworzeniu”. Potem pojawiło się jeszcze coś więcej: „Zaczęło się pojawiać w sercu jakieś kojące ciepło, które rozchodziło się na całe piersi”.

Właśnie takie doświadczenie – przez tęsknotę po mistykę i zanurzenie w Bogu – nosili w sercu pustelnicy pierwszych wieków. Zasadę „nieustanności” zaczynali rozumieć dopiero po długim czasie i w głębokim odosobnieniu, gdzie byli tylko oni i Bóg, i gdzie – dodajmy tę uwagę – mieszkał też diabeł, próbujący skłócić ich ze Stwórcą jak Ewę i Adama w raju.

On jednak był wobec pustelników bezradny.

Modlitwa walki z potężnym duchowym nieprzyjacielem. Modlitwa jak przywoływanie wsparcia z nieba, bo samemu niepodobna oprzeć się diabłu. Modlitwa skuteczna.

Dzisiejszym poszukiwaczom nieustannej modlitwy pozostaje co najwyżej pustynia w mieście – jak owym pustelnikom porywanym przez ludzi żyjących w świecie, ale szukających Boga. Może to właśnie dzięki nim jesteśmy dziś bogatsi o mądrość pustyni, którą przechowuje przez pokolenia Kościół…

Jak dawni porywacze anachoretów pytamy: Czy nieustająca modlitwa jest w ogóle możliwa? „W podświadomości wielu chrześcijan modlitwa jest zajęciem niedającym się pogodzić z tym wszystkim, co mają do zrobienia; nie mają na nią czasu” – przypomina Kościół i od razu neguje takie poglądy. Powołuje się na świadków: św. Jana Chryzostoma († 407), biskupa Konstantynopola, i pustelnika Ewagriusza z Pontu († 399), abbę Pojmena (V wiek) i tylu innych, którzy opuścili wszystko, aby mieć Wszystko.



Św. Jan Chryzostom, mając trzydzieści lat, porzucił wspaniałą karierę i udał się na pustynię. Z kolei św. Ewagriusz z Pontu († 399), asceta, który zasłużył sobie na tytuł „ojca pustyni”, twierdził, że modlitwa to obowiązek, którego nie wolno zaniedbać

Jan Chryzostom, który mając trzydzieści lat, porzucił wspaniałą karierę i udał się na pustynię (powrócił z niej po sześciu latach, by zostać pasterzem mieszkańców Antiochii), uczył ludzi, którzy nie znali pustyni, żyli w sercu miasta, ale szukali Boga: „Można modlić się często i gorąco. Nawet na targu czy w czasie samotnej przechadzki, siedząc w swoim sklepiku czy też kupując lub sprzedając, a nawet przy gotowaniu”.

Z kolei Ewagriusz z Pontu († 399), asceta, który zasłużył sobie na tytuł „ojca pustyni” (należy się on kilku największym świętym mistykom i znawcom Boga mieszkającym na pustyniach), twierdził, że modlitwa to obowiązek, którego nie wolno zaniedbać: „Nie zostało nam nakazane nieustannie pracować, czuwać, prosić, natomiast prawem jest dla nas modlitwa nieustanna”.

Kolejny Ojciec pustyni, legendarny abba Pojmen, dodawał, że każdy człowiek „powinien oddychać nieustannie atmosferą pokory i bojaźni Bożej niczym powietrzem, które wciąż wdycha i wydycha”.

„W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” – konkluduje św. Paweł w rozmowie z poganami w Atenach (Dz 17,28).


„Modlitwa jest nieustanna, gdy utrzymujemy umysł w wielkiej bojaźni Bożej – pisał w VII wieku św. Maksym Wyznawca.


Św. Jan Kasjan pisał: „Bardzo mało modli się ten, co tylko przywykł modlić się wtedy, gdy klęczy”

Najlepiej problem realizacji nakazu nieustannej modlitwy ilustruje pewne zdarzenie z życia wielkiego mistrza pustyni, abby Lucjusza: „Do Abby Lucjusza do Enaton przyszli kiedyś mnisi zwani euchitami, a starzec ich zapytał: «Jaką ręczną pracą wy się zajmujecie?». Odrzekli: «My pracy ręcznej nie tykamy, ale według słów apostoła modlimy się nieustannie». I spytał starzec: «Czy nie jadacie?». Odpowiedzieli: «Owszem». On rzekł: «Kiedy więc jecie, któż modli się za was?». I pytał dalej: «Czy nie sypiacie?». Odpowiedzieli: «Owszem». A starzec na to: «Kiedy więc śpicie, któż modli się za was?». I nie mieli na to odpowiedzi. A on powiedział: «Wybaczcie mi, ale nie tak żyjecie, jak mówicie. A ja pokażę wam, że wykonując pracę ręczną, modlę się nieustannie. Bo trwając w obecności Bożej, zwilżam sobie włókna palmowe; a siedząc i skręcając linę, mówię: «Zmiłuj się nade mną, Boże, w miłosierdziu swoim: w ogromie swej litości zgładź nieprawość moją». I zapytał ich: «Czyż to nie modlitwa?». Odpowiedzieli: «Owszem»”.