Niewidzialna wojna

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Vigano powiedział do amerykańskich hierarchów: „W tym momencie chciałbym zwrócić waszą uwagę na słowa ówczesnego kardynała Wojtyły wygłoszone podczas przemówienia na Kongresie Eucharystycznym w Filadelfii w 1976 roku, zorganizowanym z okazji dwusetnej rocznicy ogłoszenia Deklaracji Niepodległości”. Arcybiskup przytoczył całą wypowiedź późniejszego papieża i dodał, że „te słowa, które ówczesny kardynał Wojtyła uczynił własnymi okazują się być inspirowane Dzienniczkiem św. Faustyny Kowalskiej, która bardzo głęboko wpłynęła na jego duchowość”108.

Wojtyła to ten sam człowiek, który kilka lat później nie dopuści do wybuchu trzeciej wojny światowej i doprowadzi do pokojowego demontażu komunizmu. Zastanawiające, że nie był on jednak w stanie – podobnie jak Bensonowski papież Jan XXIV – zatrzymać procesu „drugiego demontażu” prowadzonego konsekwentnie przez autorów Nowego Światowego Ładu; w Lord of the World walkę wypowiada Felsenburgh, w dzisiejszym świecie anonimowi słudzy szatana. Gdy będziemy przyglądać się objawieniom poprzedzającym rok 1981, zobaczymy w nich cień nadchodzącego nowego niebezpieczeństwa, wobec którego komunistyczne próby podboju świata były jak kropla wody u wiadra. Teraz nowy ruch będzie inteligentny… Odwoła się do najgłębszych ludzkich tęsknot. Do pokoju, braterstwa, dostatku, świata bez wyrzutów sumienia…

RÓWNOLEGŁY ZNAK: NATURA

Powróćmy do naszych rozważań o „nowych znakach”. Nie tylko nadprzyrodzoność przykuwa dziś ludzką uwagę i budzi w człowieku niepokojące pytania o najbliższą przyszłość. Podobne sygnały otrzymujemy również ze sfery przyrodzonej.

Dla ludzi wierzących to oczywiste, że zachowanie natury jest jednym z języków, jakimi przemawia do nas Bóg. Przecież to, co naturalne i nadprzyrodzone, współistnieje w kontinuum świata stworzonego przez Boga, Ten jest bowiem „Stworzycielem nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych” (Credo). Świat ducha i świat materii nie są dwiema odrębnymi rzeczywistościami rządzonymi za pomocą różnych praw. I te, i te są Boskie. Ich punkty styczne są nieskończone, zaś Biblia mocno akcentuje stałą zależność natury od Boga – i to nie tylko w kształcie, ale w istnieniu jako takim: gdy Pan odwraca swój wzrok, wszystko obraca się w pył, bowiem to Boskie spojrzenie podtrzymuje w istnieniu świat.

Gdy zakryjesz twarz swoją, trwożą się;

Gdy zabierasz im tchnienie, giną i w proch się obracają.

(Ps 104, 29)

W proch każesz powracać śmiertelnym,

i mówisz: «Synowie ludzcy, wracajcie!» [...]

Porywasz ich: stają się jak sen poranny,

jak trawa, co rośnie:

rankiem kwitnie i jest zielona,

wieczorem więdnie i usycha.

(Ps 90,3-6)

Ksiądz Franklin Percy przypomina tę prawdę czytelnikom Bensonowskiej dystopii, kiedy woła do Boga: „Jeśli Ty cofniesz rękę, wpadnę w otchłań nicości”109. Skoro człowiek krzyczy dziś w niebo: „Ręce precz od świata!”, to Bóg jest mu posłuszny… Świat rusza w drogą powrotną do pierwotnego chaosu i ludzie z Lord of the World poznają smak kataklizmów:

Dziwnej pogodzie towarzyszyły klęski. Zanotowano trzęsienia ziemi o zdumiewającej sile, tsunami zniszczyło co najmniej dwadzieścia pięć miast w Ameryce, zniknęły jedna czy dwie wyspy, a oszalały Wezuwiusz zachowywał się jakby był w konwulsjach agonii. Nikt nie znał wytłumaczenia tego, co się dzieje. Ktoś posunął się nawet do twierdzenia, że w środku ziemi nastąpiła jakaś wielka katastrofa110.

W innym miejscu powieści Mabel Brand zauważa:

Jedna rzecz była fizycznie nie do przyjęcia – ten nie do zniesienia gorąc podczas kolejnych dni i nocy. Naukowcy twierdzili, że niczym nieuzasadniona i nieoczekiwana fala upałów została spowodowana… Właśnie, było na ten temat kilkanaście teorii, z których większość wykluczała się wzajemnie. To upokarzające – pomyślała Mabel – że ludzie, którzy chełpili się tym, że ujęli całą ziemię w karby, są dziś kompletnie bezradni…111

I jeszcze spostrzeżenia Sylwestra III:

W porównaniu z tym, co działo się godzinę wcześniej, na niebie nie było żadnych zmian. Może z tym wyjątkiem, że zrobiło się trochę jaśniej, gdy słońce wspięło się wyżej na niebie opiętym nieprzeniknionym mrocznym całunem. I wzgórza, i trawa, i ludzkie twarze – wszystko miało nierzeczywisty wygląd; wyglądało jak rzeczy oglądane we śnie, jak senne obrazy, które toczą się pod ciężkimi jak ołów powiekami. Również dla innych zmysłów ta nierzeczywistość była czymś namacalnym…112

A dziś? Czy znaki dawane w obecnych czasach przez świat natury są Bensonowskimi ostrzeżeniami – ostatnimi ostrzeżeniami, jakie Bóg może jeszcze wysłać w naszą stronę z poziomu przyrody? Czy wszechobecne zapowiedzi katastrof są dowodem na to, że Bóg zgodnie z żądaniem ludzi, odwraca dziś od nas swój wzrok i w konsekwencji wszystko pogrąża się w chaosie, i stanie się „jak przed dniami stworzenia”, w których Bóg porządkował świat? Współczesne „znaki z Nieba” zdają się sugerować, że rzeczywiście zamieszkujemy w świecie Roberta Bensona…

Dziś możemy dostrzec Boże ślady zarówno w sferze nadnaturalnej, jak i naturalnej. Ktoś może powie, że tak było zawsze… Tyle że obecnie osiągnęło to wymiar globalny. Znaków z Nieba mamy współcześnie jak w rogu obfitości, podobnie mamy do czynienia z dramatycznym wzrostem ilości różnego typu znaków naturalnych w świecie. Przede wszystkim katastrof.

Nie będziemy wkraczać głęboko na to pole, zasygnalizujmy jedynie problem, w dystopii Bensona zachowanie natury stanowi bowiem oczywisty składnik „niewidocznej wojny”.

Sygnały wysyłane dziś przez świat przyrody są coraz bardziej wyraźne, głośne, niepokojące. Podobnie jak w Lord of the World pojawia się coraz więcej niepokojących anomalii w zachowaniu przyrody, tyle że w naszej rzeczywistości proces ten nie jest tak szybki i gwałtowny jak w powieści. W Lord of the World wszystko dzieje się szybciej, jakbyśmy czytali krótkie streszczenie długiej historii. Powolne zmiany sprawiają, że przyzwyczajamy się do tego, że anomalie stają się w naszych czasach nową „normą”. Wystarczy jednak porównać z sobą nie dni czy miesiące, ale dekady, by zauważyć, że naturę cechuje Bensonowski skok. Dość powiedzieć, że według dyrektora Center for Research on the Epidemiology of Disasters (CRED) w Genewie na przestrzeni ostatnich 20 lat ilość katastrof naturalnych zwiększyła się o 233%, z czego ponad połowę (60%) stanowi wzrost liczby katastroficznych trzęsień ziemi.

Przyjrzyjmy się przykładowo tym ostatnim. W samych latach 2000– 2009 na świecie zaszło 385 tego typu naturalnych silnych katastrof. Łatwo obliczyć, że ziemia trzęsła się w tym okresie co dziewięć dni.

Lista trzęsień ziemi o sile powyżej 8.0 w skali Richtera w ostatnich dwóch latach liczy pozycji 97!113

„Trzęsienia ziemi są w ostatnim dziesięcioleciu najniebezpieczniejszym dla człowieka naturalnym żywiołem i wciąż stanowią najpoważniejsze zagrożenie dla ludzkości, której większa część zamieszkuje tereny położone na złączeniach płyt kontynentalnych” – oświadczyła Margareta Wahlström, reprezentantka Sekretarza Generalnego ONZ ds. redukcji ryzyka wynikającego z naturalnych zagrożeń114.

Poniższy wykres pokazuje wzrost liczby naturalnych katastrof na ziemi na przestrzeni sześciu dekad – w latach 1952–2009. Jest on chyba wystarczająco wymowny i nie wymaga komentarza.

Wykres 2. Trzęsienia ziemi na świecie

[no image in epub file]

Źródło: http://prorocykatolik.pl/Wzrost-trzęsień-ziemi-na-świecie.php

Wykres 3. Najbardziej destruktywne trzęsienia ziemi w latach 1900–2008

[no image in epub file]

Źródło: http://earthquake.usgs.gov/regional/world/historical.php

Z naszą planetą dzieje się coś niezwykłego i dramatycznego. Roboczo nazywamy to „przebudzaniem się ziemi”. W tym kontekście ostatnie, wyżej wymienione wydarzenia, nabierają całkowicie nowego wymiaru.

Przyjrzyjmy się uważnie innej grafice, która przedstawia liczbę najbardziej destruktywnych trzęsień ziemi, o sile od 6 do 8 stopni w skali Richtera, w okresie ponad dziesięciu dekad, czyli licząc od roku 1900 do roku 2008:

W ciągu zaledwie pierwszych dwóch miesięcy 2016 roku mieliśmy do czynienia z dwoma gigantycznymi seriami trzęsień ziemi. Jedno z nich, na Haiti, pociągnęło za sobą ponad 200 tysięcy ofiar śmiertelnych i doprowadziło do zapaści całego kraju, a drugie okazało się tak silne, że wpłynęło na destabilizację płyty całego kontynentu południowo-amerykańskiego. Silne trzęsienia ziemi w tym rejonie nie ustają, a nowych, nie mniej silnych, wciąż przybywa.

Gdy wspomnimy, że niespokojna kaldera115 Yellowstone okazuje się być dwa i pół raza większa niż sądzono, a biegnący od Meksyku po północną Kalifornię uskok San Andreas na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych okazuje się przemieszczać już nie tylko horyzontalnie, ale i wertykalnie, to rzeczywiście mamy powody do obaw. Płyty tektoniczne nie odsuwają się od siebie kilka centymetrów w ciągu każdego roku, ale zaczynają podnosić się w górę…116.

Nie tylko jednak trzęsienia ziemi niepokoją zarówno naukowców, jak i zwykłych ludzi. Obawą napełniają ich także budzące się wulkany.

„Wulkany wybuchają wszędzie? Czy to znak?” – pod takim tytułem w marcu 2016 roku na portalu „Catholic Online” ukazał się artykuł117 przypominający, że „właśnie w tej chwili trwa wybuch 38 wulkanów”, a „trzęsienia ziemi są najważniejszymi wiadomościami w serwisach informacyjnych. Czy ma się wydarzyć «coś nadnaturalnego»?” – pytają dziennikarze118 i ostrzegają: „W tym momencie mamy wiele złych wiadomości. Dużo do opowiedzenia o trzęsieniach ziemi i wulkanach. Co sprawia, że cała planeta przeżywa konwulsje wstrząsów i erupcji?”119.

 

Niektórzy twierdzą, że żyjemy dziś w wiosce globalnej – w świecie szybkiego i masowego przepływu informacji do tego stopnia, że wydarzenia z antypodów są nam znane w tej samej minucie. Miałoby to być dowodem na to, że zjawiska, które nas dziś niepokoją były cechą każdej minionej epoki, tyle że nasi przodkowie o nich wówczas nie wiedzieli. Nieprawda, wystarczy bowiem sięgnąć do statystyk obejmujących ostatnie kilka dekad, by stwierdzić, że mamy do czynienia z krzywą wzrostu: znaków jest więcej i więcej, i dziś towarzyszą one ludzkości niemal z dnia na dzień. Ich ułożenie w kalendarzu nie wydaje się do końca naukowo krytycznie uzasadnione (ten sam problem mieli uczeni z powieści R. H. Bensona). A jednak mimo to ten nieostry i z lekka zafałszowany obraz sam staje się dla wielu znakiem samym w sobie.

Przykładem jest prezentowany w internecie materiał dokumentalny odwołujący się do pierwszych miesięcy roku 2012120 (co ciekawe, w tym kalendarium nie znalazły się odwołania do końca kalendarza Majów i związanym z nim przeświadczeniem wielu, że rok ten będzie czasem zagłady). Oparty na wiadomościach telewizyjnych materiał pokazuje, jak świat zalewają „znaki”. Być może większość z nich ma proste wyjaśnienie naturalne, jednak całość obrazu jest dla wielu co najmniej niepokojąca.

• 1 stycznia 2012: ponad pięć tysięcy ptaków (kosów) spada z nieba. Niektórzy uważają, że było to celowe zabijanie ptaków przez ludzi wystrzeliwujących sztuczne ognie witające Nowy Rok. Wyjaśnienie logiczne, a jednak mało prawdopodobne; czy można tak masowo zabić tak wiele istnień i to latających nocą w powietrzu? I czy kosy latają nocą? Inne wyjaśnienie biegnie np. w kierunku nieznanych wojskowych technologii…

• 2 stycznia 2012 roku dzieje się coś innego: w okolicy Kvaenes w Norwegii ma miejsce tajemnicza śmierć tysięcy śledzi. Martwych ryb jest 20 ton121. Prób wyjaśnienia tej masowej zagłady ryb było wiele, żadna nie okazała się w pełni wiarygodna. Niektórzy zaczynają mówić o tym, że ziemia umiera, a najwcześniej jej fauna i flora.

Oto dalsze dziwne zdarzenia:

• 8 stycznia 2012: 90% mulaków białoogonowych (jeleń wirgiński) ginie jednocześnie na obszarze 100 mil wokół Milk River w Montana, USA.

• 16 stycznia 2012: Floryda, dziesiątki martwych żółwi leży na brzegu rzeki Medley.

• 23 stycznia 2012: morze wyrzuca setki martwych waleni na brzegi Nowej Zelandii.

• 26 stycznia 2012: w Lagrange w stanie Kentucky następuje inwazja kilkunastu tysięcy kosów, których chmury zasłaniają niebo.

• 10 lutego 2012: na wybrzeżach Peru na odcinku 6 mil odnaleziono 260 martwych delfinów.

• 17 lutego 2012: w Laurel Maryland spadają z nieba setki martwych szpaków.

Wiadomości odnotowują też trzęsienia ziemi, pożary, dziwne zjawiska na niebie: tajemnicze obiekty (np. w Sanibel Beach, na Florydzie czy Górze Hebron w Izraelu), dziwne chmury, nie zarejestrowane przez sejsmografy trzęsienia ziemi (Szkocja, styczeń 2012) i asteroidy. Najbardziej misteryjnym zjawiskiem jest tzw. „The Hum”122, czyli niewyjaśnione przez naukę „buczenie” – dziwne dźwięki, które pojawiły się w 2008 roku, nasiliły się z początkiem 2012 roku i z przerwami są rejestrowane do dziś.

Od września 2008 roku na całym świecie zarejestrowano blisko dwieście tajemniczych dźwięków. Pierwszy zabrzmiał 9 września 2008 roku, ostatni (?) 7 maja 2016 roku we… Włocławku123.

Zjawisko nasiliło się w pierwszych dniach 2012 roku, kiedy apokaliptyczne dźwięki pojawiły się np. na Kostaryce. Słychać wycie, szczekanie, szczęk broni, tarcie metalu o metal, szum trąby, stąpanie ciężkich kroków olbrzyma, przypominający oddech wielki jednostajny szum, głęboki dźwięk cymbałów, wystrzały, wycie bestii. Ziemia wdycha i wydycha, ziemia umiera…

Apokaliptyczne dźwięki słychać w wielu miejscach. Na liście znajdują się:

• Kijów, Ukraina (VIII 2011),

• Minnesota, USA (X 2011),

• Isle of Wight, Wielka Brytania (XI 2011),

• Bukareszt, Rumunia (XII 2011),

• Budapeszt, Węgry (I 2012),

• Chile (I 2012),

• Meksyk (I 2012),

• Czechy (I 2012),

• Alberta, Kanada (I 2012),

• Kostaryka (I 2012).

Jest Tennesee w stanie Masachusetts, Finlandia i kolejne miejsca w USA…

Jakie jest źródło tych dźwięków?

Jako wyjaśnienie podaje się różne hipotezy. Mówi się o przesuwaniu się płyt tektonicznych i kosmicznych falach energetycznych. Niektórzy uważają, że są to odgłosy dobywające się z wydrążonych miejsc pod ziemią albo że dźwięki towarzyszą procesowi przebiegunowania ziemi. Są tacy, którzy oskarżają wojskowych o próby nowych technologii. Nie brakuje ludzi gotowych uwierzyć, że to aniołowie i ich trąby apokalipsy lub hałas wzniecany przez wychodzące z piekła demony. Hipoteza ostatnia wskazuje na przybycie obcych.

NASA wybrała wariant aktywności słonecznej. To dźwięki spowodowane przez aktywność Słońca w zetknięciu z polem magnetycznym Ziemi: „Możemy usłyszeć typowe dźwięki symfonii w odgłosach burzy pochodzącej z naszej planety, a nie od obcego statku kosmicznego”124. Naukowcy dodają, że dźwięki te „są niesłyszalne dla ludzkiego ucha, chyba że częstotliwość jest wysoka”. I taka właśnie obecnie jest. Pozostawmy na boku pytanie, dlaczego obecnie te dźwięki są słyszalne, a dawniej było inaczej, bo i tak odpowiedź NASA nie przekonuje większości.

Możemy przytoczyć inną, wprawdzie tylko „internetową”, ale przekonującą konkluzję:

Same dźwięki mogą nie przykuć uwagi, ale… już wraz z trzęsieniami ziemi w nietypowych dla nich miejscach, z tornadami w miejscach nieoczekiwanych, z burzami śnieżnymi na pustyni, tu powodziami, tam suszami, wszechobecnymi wybuchami wulkanów – i gdy na górze, nad tymi wszystkimi wydarzeniami słyszymy owe dźwięki, wówczas mamy zbyt wiele znaków docierających do nas w tym samym czasie…125

✴ ✴ ✴

W analizie „niewidocznej wojny” nie będziemy przytaczać i opisywać wszystkich naturalnych i nadnaturalnych znaków, jakie pojawiają się wokół. Z jednej strony jest to niemożliwe, bo nikt z nas nie zna wszystkich znaków; wiele z nich ma wymiar zaledwie lokalny i informacje o nich nie przekraczają nawet najbliższych granic. Z drugiej strony istnieje niebezpieczeństwo, że zgubimy się w natłoku podawanych informacji i stracimy z oczu ukryty duchowy mianownik, który jest tu najważniejszy. Oglądanie z bliska tysięcy szczegółów nie pozwoli zachować właściwego dystansu, by dostrzec cały obraz. Wystarczy więc wskazać na to, co najważniejsze, by – nie gubiąc się w drobiazgach – zrozumieć papieża Franciszka z jego odwoływaniem się do Roberta H. Bensona. A może nawet, by pojąć coś więcej…

Ograniczamy się więc do najważniejszych, najbardziej typowych przykładów.

2. WCZEŚNIEJSZE ZAPOWIEDZI

Wówczas, bez najmniejszego ostrzeżenia,

poza przenikliwym dźwiękiem wysoko w górze,

wydarzyło się kilka rzeczy …

ROBERT HUGH BENSON, Lord of the World

■ Objawienia oraz szerzej rozumiane znaki z Nieba (także naturalne jak „przebudzanie się ziemi”) pełnią funkcję pedagogiczną i ostrzegawczą. Tak jest również w Lord of the World… Nie służą one sensacji, zaspokojeniu ciekawości ani nawet pomnożeniu wiedzy o Bogu. Nie tłumaczą minionych zdarzeń ani nie mają na celu pchnąć ludzkości naprzód w cywilizacyjnym rozwoju, jak próbują to robić np. zwolennicy okultyzmu. Niebo po prostu wskazuje drogę, bywa, że uczula na obecność zagrożeń kryjących się we mgle jutra. Dla nas ta mgła jest zbyt gęsta, by cokolwiek dostrzec, dla Boga jest jasnym dniem. W świetle objawień i my zaczynamy co nieco widzieć.

Wspomnieliśmy już, że datą najważniejszego dla nas przełomu jest rok 1981 – to mniej więcej pod nią można też umieścić początek przemian opisywanych przez wizjonerskiego Roberta H. Bensona. Jednak ta data nie jest jak wybuch – nie dokonuje się wówczas, z dnia na dzień, radykalna zmiana. Jest ona raczej podobna do świtu albo do zachodu słońca, gdy dokonuje się proces przejścia od starego do nowego. Według tej interpretacji, znów popartej statystykami, zrozumiałe staje się zjawisko istnienia głosów z Nieba „jak po ’81 roku” już przed pojawieniem się tych cyfr w kalendarzach świata i Kościoła. Co ciekawe, są one zebrane w gromady, które nazywamy „miniporzełomami”, a które wskazują w swych orędziach na dwa, może trzy najbardziej nośne elementy nadchodzącego niebawem wielkiego przełomu; w chmurach objawień wątki te często występują razem, choć każdy miniprzełom ma swą wyraźną dominantę.

Jakie tematy podejmują ostatnie dwa miniprzełomy? To kolejno:

• kryzys Kościoła,

• widmo trzeciej wojny światowej,

• niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą islam.

Pierwsze objawienia „jak po ’81” pojawiły się wokół powojennego miniprzełomu w latach 1946–1947. Wówczas historia odnotowała wiele objawień, których wspólnym tematem był nadciągający atak na Kościół (także od wewnątrz). Drugi miniprzełom to lata 60. XX stulecia, gdzie głównym tematem objawień stała się niekontrolowana eskalacja zimnej wojny grożącej armagedonem konfliktu atomowego. Pod koniec tej dekady pojawił się także wątek islamski.

Odkrywamy kilka drogowskazów z Nieba cofniętych w czasie, tematów ogłoszonych na wiele lat przed epoką przełomu i oczywiście pytamy o ich celowość. W świetle pewnego objawienia z początków XVI wieku Boża taktyka wydaje nam się jasna: Niebo przynosi ostrzeżenie na tyle wcześnie, by ludzkość, korzystając z jego rad, zdołała uprzedzić nadciągające zło: by Kościół zdążył się wzmocnić duchowo i nawrócić (temat kryzysu Kościoła), świat zdążył wyhamować (temat trzeciej wojny światowej), islam stał się religią szukającą prawdy w Chrystusie. Przy tak dużej prędkości, z jaką w świecie i Kościele dokonywały się ostatnie zmiany czy jaką był nacechowany wyścig zbrojeń oraz rozwój wojskowej technologii, droga hamowania była niebezpiecznie długa… Stąd może te uprzedzające głosy z Nieba.

Są tacy, którzy proponują zupełnie inną hipotezę. Niektóre objawienia pojawiają się przedwcześnie po to, by Kościół miał czas na rozeznanie ich prawdziwości i uznanie ich znaczenia. Tak było np. z objawieniami w japońskiej Akicie przekazanymi z Nieba w 1973, a uznanymi przez Kościół w 1984 roku czy objawieniami w Lipa (Filipiny) z 1948 roku, gdzie Matka Najświętsza wzywała do „modlitwy i pokuty za kapłanów oraz papieża”, a objawienie zostało uznane przez Kościół dopiero we wrześniu 2015 roku. W ten sposób Akita i Lipa stały się dla Kościoła objawieniami z epoki „po ’81”.

Mówimy o miniprzełomach i wpisanych w nie objawieniach w zakresie czasowo niedalekim: czterdziestu, pięćdziesięciu lat. Istnieje jednak objawienie, którego tematem były wydarzenia mające pojawić się w historii za kilkaset lat. To objawienie w stolicy Ekwadoru, w Quito.

Od jego opisu zaczniemy.

PRZYKŁAD PIERWSZY OBJAWIENIE ZAPOWIADAJĄCE MROKI 1582, QUITO, EKWADOR, AMERYKA POŁUDNIOWA

Podajmy kilka podstawowych informacji126.

Najstarsze objawienia dotyczące współczesnych wydarzeń miały miejsce przed z górą czterystu laty w Quito, w klasztorze sióstr koncepcjonistek (to zakon Niepokalanego Poczęcia założony przez św. Beatrice da Silva dla czczenia tajemnicy Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny). Wizjonerką była – zgodnie z regułą objawieniową obowiązującą do 1830 roku – przełożona tamtejszego klasztoru. W tamtych latach funkcję tę pełniła siostra Marianna de Jesus Torres y Berriochoa.

Przeorysza była osobą wyjątkową i obdarzoną wieloma wizjami. Rozpoczęły się one w 1582 roku. Kiedy opatka modliła się w klasztornej kaplicy, ujrzała, jak otwierają się drzwiczki tabernakulum i pojawia się w nich Chrystus przybity do krzyża. U Jego stóp stała płacząca Matka Najświętsza. Kiedy zakonnica zapytała: „O Pani moja, czy to z mojej winy ten smutek?”, usłyszała w odpowiedzi: „Nie, nie z twego powodu, ale z powodu grzesznego świata”. To typowe, ogólne sformułowanie – znowu charakterystyczne dla pierwszego typu objawień – zaczyna nabierać konkretnych kształtów, kiedy bowiem w symbolicznej wizji oglądanej przez siostrę Mariannę nad głową Jezusa ukazują się trzy miecze, na każdym z nich zakonnica dostrzega napis: „Ukarzę herezję, ukarzę bluźnierstwo, ukarzę nieczystość”.

ŹRÓDŁA DRAMATU

U schyłku XVI wieku Maryja wskazuje na trzy źródła dramatu, jaki w przyszłości dotknie ludzkość, a przyszłość ta jest odległa, bo Matka Najświętsza mówi o „wieku XX”. (Tego rodzaju przekaz zupełnie nie pasuje do obowiązującego wówczas schematu, w którym objawienie dotyczy wąskiego zakresu czasowego i terytorialnego). Maryja wymienia grzechy, które będą kiedyś „grzechami strukturalnymi” – takimi, które staną się środowiskiem życia świata, gdzie ludziom łatwiej będzie grzeszyć niż żyć Ewangelią. Niebo ostrzega przed herezją, bluźnierstwem i zagubieniem moralności:

 

[no image in epub file]

Mapa 2. Monitor wielkich poruszeń sejsmicznych

Źródło: https://ds.iris.edu/seismon/bigmap/indexp.html [dostęp: 15.12.2016]

• Herezja – odejście od prawdziwej wiary na rzecz kłamstwa aż po oddawanie czci szatanowi. Kult demonów jest największą herezją, błędem par excellence. Matka Najświętsza mówi, że wiek XX może się okazać stuleciem herezji tak wielkiej i powszechnej, że będzie ona przywoływała Bożą karę.

• Bluźnierstwo – powszechne szydzenie sobie z Boga i wiary chrześcijańskiej aż po walkę z Bogiem i tymi, którzy wierzą w Niego. Znowu to ostatnie jest najgłębszym bluźnierstwem, najbardziej bowiem dotyka i obraża Boga oraz domaga się Bożej pomsty.

• Zagubienie moralności, szczególnie dotykającej wymiaru płci, aż po sodomię to ten grzech, który w Biblii został ukarany przez Boga zniszczeniem dwóch „miast wszeteczeństwa”.

Zdumiewa, ale te same tematy są motywem wiodącym Lord of the World i wyakcentowanymi w niej apokaliptycznymi znakami końca czasów. Jakby piszący swą dystopię w pierwszych latach XX wieku Benson wiedział to samo, co w XVI stuleciu wiedziała już siostra Marianna. Czemu mógł on zawdzięczać tak głębokie intuicje? Jeśli opis modlitwy kontemplacyjnej, jaki umieścił w książce, jest opisem jego własnych doświadczeń, to odpowiedź jest oczywista: ten człowiek był nie tylko niezwykle wykształcony. Autor Lord of the World posiadł głęboką wiedzę o Bogu i sposobach Jego działania. Był mistykiem i w odbiciu Bożego oka Opatrzności widział nadchodzącą przyszłość świata.

Przeczytajmy opis modlitwy ks. Franklina Percy’ego, ostatniego papieża w dziejach świata… Cytowane niżej słowa mogły wyjść jedynie spod pióra osoby, która sama miała tego rodzaju doświadczenia:

[…] Ukrył twarz w dłoniach, wciągnął kilka długich oddechów i zabrał się do pracy.

Zaczął, jak miał w zwyczaju, od modlitwy myślnej. Najpierw świadomy akt odcięcia się od świata zmysłów. Potem posłużenie się obrazem zanurzania się pod jego powierzchnię, zmuszenie się do zejścia w dół i do wewnątrz, aż zniknie dźwięk organów, szelest kroków, twardość oparcia krzesła – aż wszystko wyda się dalekie i zewnętrzne, i pozostanie sam. Był już sam jeden, z bijącym sercem, z intelektem, który tworzył obraz po obrazie i uczuciami zbyt ospałymi, by się budzić. Potem dokonał kolejnego zejścia, wyrzekając się wszystkiego, co posiadał i kim był. Poczuł, że nawet ciało pozostało daleko poza nim, a jego umysł i serce, onieśmielone Obecnością, w której znalazły się jedno po drugim, posłusznie zbliżyły się i przylgnęły do woli Tego, który był ich Panem i Opiekunem. Wziął jeszcze kolejny głęboki oddech i poczuł, że ta Obecność podniosła się wokół niego… Zdążył jeszcze powtórzyć kilka mechanicznych słów i zanurzył się w pokoju, który pojawia się, gdy pozostawisz daleko za sobą nawet własne myśli.

Tam chwilę odpoczął. Wysoko nad nim rozbrzmiewała muzyka, której dźwięk wypełniał człowieka uczuciem szczęścia; był w nich krzyk trąbek i przenikliwe piski fletów; ale były one tak bez znaczenia jak uliczne hałasy dla kogoś, kto zasypia. Znalazł się teraz poza zasłoną rzeczy, poza granicami zmysłów i refleksji, w tym sekretnym miejscu, do którego się nauczył dochodzić przez niekończące się wysiłki, w tym dziwnym regionie, w którym zaczyna być widoczna inna rzeczywistość, gdzie postrzeganie pojawia się tu i tam z szybkością światła; gdzie rozkołysana wola chwyta raz ten, innym razem tamten akt, nadaje mu kształt i biegnie dalej; gdzie poznaje się prawdę, bierze się ją i smakuje; gdzie Bóg immanentny jest jedno z Bogiem transcendentnym; gdzie sens zewnętrznego świata jest dostrzegalny poprzez jego stronę wewnętrzną, a Kościół i jego tajemnice są widoczne od wewnątrz we mgle chwały.

Pozostał tu przez kilka chwil, chłonąc wszystko i wypoczywając.

Wreszcie podniósł się na poziom świadomości i zaczął mówić.

– Panie, jestem tu i Ty tu jesteś. Znam Cię. Nie ma nic innego, jedynie Ty i ja... Wszystko składam w Twoich rękach – Twego kapłana, który dokonał apostazji, Twój lud, świat i samego siebie. Kładę to wszystko przed Tobą, kładę to wszystko przed Tobą.

Zamilkł, trwając w tym akcie oddania, aż stało się – wszystko, o czym myślał, leżało jak na rozległej równinie u stóp ginącego w górze szczytu.

– Ja sam, Panie, z pomocą Twej łaski powinienem iść dalej, w ciemność i nędzę. Ty Mnie podtrzymasz, zachowasz i dokończysz swego dzieła w mojej duszy. Pozwól mi nie wahać się ani przez chwilę. Jeśli Ty cofniesz rękę, wpadnę w otchłań nicości.

Jego dusza stała przez chwilę z wyciągniętymi rękami, bezradna i ufna. Wtedy wola zamigotała w jego samoświadomości, a on, aby ją uspokoić, ponowił akty wiary, nadziei i miłości. Potem zrobił kolejny głęboki oddech. Poczuł, jak Obecność dotyka go i nim potrząsa. Ponownie zaczął mówić:

– Panie, spójrz na Twój lud. Wielu odchodzi od Ciebie. Ne in aeternum irascaris nobis127... Ne in aeternum irascaris nobis… Łączę się ze wszystkimi świętymi i aniołami, i z Maryją, Królową Nieba… Spójrz na nich i na mnie, i wysłuchaj. Emitte lucem tuam et veritatem Tuam128. Ześlij Twe światło i Twoją prawdę! Nie nakładaj na nas większych ciężarów niż to, co możemy znieść. Panie, dlaczego nie mówisz?!

Nachylił się do przodu pełen oczekującego pragnienia, słysząc, jak jego mięśnie pękają z wysiłku. Raz jeszcze się odprężył; i zaczęły podnosić się w nim szybkie bezsłowne akty, o których wiedział, że są sercem modlitwy. Spojrzenie jego duszy pobiegło tam i z powrotem, z Kalwarii ku niebu i znowu ku umęczonej ziemi. Ujrzał Chrystusa, jak umierał opuszczony, gdy ziemia kołysała się i jęczała; Chrystusa królującego jako kapłan, zasiadającego na tronie w szatach tkanych ze światła; Chrystusa cierpliwego i trwającego w wiecznym milczeniu w sakramentalnych postaciach – a na obie z nich skierowane były oczy Ojca Przedwiecznego…

Czekał na przekazy, a one nadeszły, tak miękkie i delikatne, przepływające jak cienie. Jego wola z wysiłku płakała i pociła się krwią, by je pochwycić, uporządkować i wpisać w swoje życie…

Widział Mistyczne Ciało pogrążone w agonii, rozciągnięte na świecie jak na krzyżu, milczące w bólu. Widział, jak jeden czy drugi nerw drgnął i skręcił się, aż ból ukazał mu się w kaskadach barw. Widział, jak życiodajna Krew spływa kropla po kropli w dół, po Jego głowie, dłoniach i stopach.

Świat zebrał się przy Nim, szydząc i chichocząc. „Innych wybawiał: sam nie może się wybawić! Niech Chrystus zstąpi z krzyża, a uwierzymy…” Z daleka, skryci za krzakami i w zagłębieniach ziemi, patrzyli na to przyjaciele Jezusa i szlochali. Maryja była cicha, serce miała przebite siedmioma mieczami. Uczeń, którego On umiłował, nie znalazł jednego słowa pociechy.

Widział też, że ani jedno słowo nie zostało wypowiedziane przez Niebo. Aniołowie zostali zmuszeni, by schować swe miecze do pochwy i czekać w wiecznej cierpliwości Boga, bowiem agonia dopiero się rozpoczęła; musiał jeszcze nadejść czas tysiąca okropności, musiała wypełnić się ostateczna miara ukrzyżowania… Musiał czekać i patrzeć, zadowolić się tym, że stoi tam i nie może nic zrobić. Zmartwychwstanie musiało stać się dla niego zaledwie nadzieją, o której mógł marzyć. Miał jeszcze przyjść szabat, w którym Mistyczne Ciało musiało leżeć w grobie zupełnie odcięte od światła; a nawet godność krzyża musi zostać odebrana i wiedza, że Jezus żył. Ten świat wewnętrzny, do którego przez długi wysiłek znalazł drogę, był cały nasączony agonią. Był gorzki jak piołun. Był nasycony bladym światłem, które jest ostatnim wytworem bólu. Słyszał w uszach szum, który z wolna narastał, aż zmienił się w krzyk… napierał na niego, wciskał się weń, przenikał i rozciągnął go jak na kole tortur… Poczuł, jak jego woli zaczyna się zbierać na wymioty, że omdlewa.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?