Niewidzialna wojna

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

A gdyby powiedzieć im, że wokół toczy się wojna? I że ów pokój i wojna, o którym tyle rozmawiają, są zaledwie manifestacją tego, co dzieje się w sferze niewidzialnej? Że w naszych czasach trwa niewidzialna wojna, wojna totalna, hybrydowa par excellence, która nie zakończy się żadnym pokojowym traktatem, bo ma wpisaną w swą naturę – co Benson podkreśla kategorycznie – klęskę jednej ze stron? Że jest to wojna, której celem jest podbój całego świata przez szatana? Gdyby przypomnieć im słowa Benedykta XVI:

Wrogiem nie jest ten czy tamten, nie jestem nim też ja sam, nie są ciało ani krew […]. Konflikt sięga tu głębiej. Jest to walka z niezliczoną ilością atakujących nas niestrudzenie przeciwników, których natury nie da się łatwo ogarnąć, którzy nie mają własnego imienia, lecz tylko zbiorowe określenia; którzy górują nad człowiekiem – przez swoją wyższą pozycję, przez swe miejsce w „niebiosach” egzystencji, także przez nieprzenikliwość swej pozycji i własną nieuchwytność – ich pozycję stanowi „atmosfera” egzystencji, którą sam na swój sposób roztaczają wokół siebie; wszyscy oni są wreszcie pełni radykalnej, śmiertelnej złości67. […] Któż by nie zauważył, że w tych słowach opisany jest także nasz świat, w którym chrześcijanin wyczuwa zagrożenia ze strony anonimowej atmosfery, czegoś „wiszącego w powietrzu”. […] Któż by nie zauważył owego zatrutego klimatu całego świata? […] Pojedynczy człowiek, więcej, nawet całe ludzkie społeczności zdają się wydane na pastwę owych potęg68.

Czyżby Felsenburgh był wśród nas?

1. NOWE ZNAKI

Spojrzał ze swojego okna i zobaczył, że szerokie pasmo

Londynu położyło się przed nim w ufnym spokoju.

Jego wyobraźnia przebiegała szybko przez Europę.

Wszędzie cieszył go widok utrwalonego już na dobre triumfu zdrowego rozsądku i faktów nad dzikimi bajaniami chrześcijaństwa… Wydawało mu się nie do zniesienia, że istnieje choćby

cień możliwości, iż wszystko to powróci ponownie

do barbarzyńskich zawirowań sekt i dogmatów.

ROBERT HUGH BENSON, Lord of the World

■ Joseph Ratzinger, kardynał-teolog, późniejszy papież Benedykt XVI, wypowiedział się w 1984 roku jako przewodniczący Kongregacji Doktryny Wiary: „Jednym ze znaków naszych czasów jest fakt, że z całego świata zgłasza się do Kongregacji coraz więcej informacji o «objawieniach Maryjnych»”. Warto zwrócić uwagę na datę jego wypowiedzi: przyszły papież mówi o podnoszącej się fali objawień tuż po 1981 roku – roku przełomu. Jego opinię potwierdzają również badacze fenomenu objawień. John Haffert (†2011) podkreśla, że od lat osiemdziesiątych XX wieku w wymiarze znaków „dzieje się coś niezwykłego” – mówi o lawinie, o objawieniach niosących ostrzeżenie69. Wtóruje mu dr Thomas W. Petrisko, nazywając to, co dzieje się wokół nas, „zjawiskiem bez precedensu w historii”70. Inni71 podkreślają coś jeszcze: mówią, że te „znaki czasu” – mnożące się objawienia, cuda, zjawiska pogodowe i fenomeny natury – zaczynają być „przedmiotem ogromnego zainteresowania ze strony ludzi świeckich”72.

Ale i obecnego papieża. 25 października 2015 roku w ramach homilii wygłoszonej podczas porannej mszy świętej odprawianej w Domu św. Marty Franciszek zalecił „spoglądanie na znaki czasu i czynienie tego, czego oczekuje Chrystus”73. W tym momencie rzeczywiście przypomina ks. Percy’ego z Lord of the World, późniejszego papieża Sylwestra…

CZAS ŚWIECKICH

Dlaczego ludzie świeccy interesują się dziś znakami czasów? Może dlatego, że czują się oni swobodniej w tym temacie, pozostają bowiem nie związani bezpośrednio powściągliwością urzędów kościelnych, zaś od półwiecza ze względu na uchylenie kanonu 1399 i 2318 dawnego Kodeksu Prawa Kanonicznego (uczynił to papież Paweł VI w 1966 roku ) nie ma już zakazu publikowania informacji o nowych objawieniach, treści wizji, proroctw, opisów cudów. Nie obowiązuje już też zakaz ich rozpowszechniania bez imprimatur Kościoła74. Zwykli katolicy mają więc prawo zajmować się fenomenem objawień, a interesują ich one może bardziej niż duchownych, należą oni bowiem do tej części Kościoła, którą w odróżnieniu od urzędu określa się mianem „charyzmatu” – Jan Paweł II określał go jako element współ-istotny w Kościele obok urzędu75. A że właśnie do tego wymiaru należy i Maryja – główna bohaterka objawień – osoby świeckie czują, że znaki współczesne są skierowane do nich (zwykle przez Maryję) i stanowią apel dedykowany nie reformie struktur kościelnych, ale zmianie ich osobistego życia. To przede wszystkim oni mówią dziś o znakach i nadają ton wewnątrzkościelnej dyskusji. Jak tłumaczył John Haffert, Kościół z konieczności pozostaje bardzo ostrożny i powolny w rozeznawaniu objawień; w konsekwencji mija wiele czasu, nim podejmie on decyzję o znaczeniu danego zjawiska (czasem nie podejmie jej nigdy)76. To z kolei może oznaczać, że ostrzeżenie czy łaska, jaką z sobą niósł „znak” rzeczywiście pochodzący z wysoka, zostaje przyjęty za późno…

Ksiądz Edward D. O’Connor ostrzega:

Niektórzy odmawiają jakiegokolwiek wzięcia pod uwagę objawień, o których słyszą, tłumacząc, że muszą się wstrzymać z oceną do czasu oficjalnego uznania ich przez Kościół. Nie o taką postawę prosi nas Kościół, a zachowanie takie może pozbawić nas wielu łask związanych z konkretnym objawieniem. Zwykle Kościół czeka długi czas, zanim wyda oświadczenie o danym objawieniu, a o większości nie mówi nic. Jeśli odmówimy jakiemuś objawieniu jakiejkolwiek uwagi, aż do czasu jego uznania, być może nigdy nie będziemy mieli możliwości skorzystania z ofiarowanego nam w nim światła77.

Apel najnowszych „znaków” jest skierowany do zwykłych ludzi. Nic dziwnego, w końcu to oni stanowią 99,99% Kościoła… A lud Boży od zawsze uznawał istnienie sieci nadprzyrodzonych powiązań, w których spotykają się modlitwa, kult i ich życie codzienne.

Poniższa tabela pokazuje liczbę kapłanów i świeckich w 2012 roku.

Tabela 1. Kościół katolicki na świecie w liczbach pod koniec 2012 roku


Liczba katolików Liczba biskupów Liczba kapłanów i diakonów stałych Świeccy
1 228 000 000 5133 456 417 122 338 4 50

Źródło: http://www.catholicherald.co.uk/news/2014/05/05/vatican-statistics-church-growth-remains-steady-worldwide/

OSTROŻNOŚĆ KOŚCIOŁA

Skąd ostrożność hierarchii kościelnej w stosunku do nadprzyrodzonych manifestacji? „Jeden z centralnych tematów debaty nad mistycznymi wizjami i proroctwami zasadza się na pytaniu, czy są one sposobem Bożego przekazu skierowanego do indywidualnej osoby wierzącej, bez pośrednictwa instytucjonalnego Kościoła – a jeśli tak, to dlaczego?”78 – pisze znawca watykańskich tematów, John Thavis. W konfrontacji ze światem objawień Kościół czuje się zagrożony w swej roli przewodnika i autorytetu, chciałby, aby całość Prawdy pozostawała w jego bezpośredniej kompetencji. Gdy przed 1830 rokiem większość objawień była udziałem osób z tego właśnie kręgu – biskupów, kapłanów, opatów, przeorysz zakonu – czyli ludzi ze sfery hierarchicznej, nie pojawiał się problem, czy słuchać Boga mówiącego przez Kościół czy Boga przemawiającego bezpośrednio do człowieka. Po objawieniach przy paryskiej rue du Bac, gdy wizjonerami zaczęły być niemal wyłącznie osoby świeckie, problem się zaognił. Kiedy po 1981 roku świeckich wizjonerów pojawiło się tysiące, a Kościół, podobnie jak inne instytucje, znalazł się w kryzysie autorytetu; gdy zaczęła dominować filozofia indywidualistyczna, problem objawień bardzo się wyostrzył i stał się rzeczywistym zagrożeniem dla misji Kościoła. Stąd dzisiejsza ostrożność biskupów, na których terenie pojawiają się „znaki”. Na 363 wymienianych w katalogach objawień z lat 1981–2011 aż 301 czyli 82% zostało opatrzone adnotacją „brak decyzji”79.

„Kościół – twierdzą pracownicy Watykanu – jest rozważną i krytyczną siłą kształtująca współczesną cywilizację i jest za to szanowany”80. Trudno się dziwić, że zżyma się, słysząc o objawieniach, nadprzyrodzonych fenomenach, płaczących Madonnach, a zamiast terminu „cud” proponuje szeroko rozumianą „cudowność”81. Od czasów Savonaroli (†1498) w Watykanie zamieszkał zrozumiały lęk przed prorokami, mają oni bowiem wpływ na masy i bywa, że ostro – a w dodatku publicznie – krytykują Kościół82.

Thavis dodaje, że pytanie o wyłączne prawo urzędowego Kościoła do przekazywania treści z Nieba podniósł już św. Ignacy Loyola (†1556). Kiedy jego udziałem stały się mistyczne doświadczenia, „Ignacy stanął zdecydowanie po stronie mistyków, twierdząc, że duchowe doświadczenia «pozwalają Stwórcy zajmować się bezpośrednio stworzeniem, a stworzeniu bezpośrednio jego Stwórcą i Panem»”83. Ważnym – a dla niektórych niebezpiecznym – terminem użytym przez założyciela jezuitów jest owo „bezpośrednio”; jakby Bóg nie potrzebował Kościoła – strażnika objawienia i przewodnika po drogach prowadzących do Nieba, z jego nieomylnością i Boskim autorytetem. Nie dziwi, że hiszpański święty został wezwany do stawienia się przed inkwizycją i wyjaśnienia swoich poglądów. „Inaczej niż inni, którzy spłonęli na stosach jako heretycy – dodaje Thavis – potrafił on wytłumaczyć, że osobista mistyczna relacja z Bogiem nie oznacza odrzucenia praktyk i kierownictwa Kościoła założonego [przez Boga]”84.

 

Takie jest rzeczywiste podejście Kościoła do tego tematu85. Nie wyklucza on Bożych interwencji, bo zdradziłby swoją tożsamość i najstarszą tradycję. Manifestacje nadprzyrodzone były zawsze podstawowym elementem chrześcijaństwa; zresztą właśnie w nich Kościół znajduje źródło swego powstania. Począwszy od starotestamentalnych plag egipskich, przemawiania Balaama w imieniu Boga, proroctw Daniela, przez życie Jezusa Chrystusa, o którym św. Jan pisał, że „ jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać” (por. J 21,25); przez nawrócenie Szawła i działalność apostołów (cień Piotra uzdrawiał ludzi!) Kościół jest naznaczony wymiarem znaków, cudów i objawień. Watykan opracował jednak serię instrukcji w celu kontrolowania i weryfikowania doświadczeń pobożnościowych oraz mistycznych, mogących zagrażać wierze i jedności Kościoła. Zaproponował filtr, którego zastosowanie winno zminimalizować wpływy tego, co uważa za nieortodoksyjne, przesadne lub po prostu podejrzane86. Jest to rzeczywiście konieczne, skoro wielu współczesnych ludzi fascynuje się cudami, objawieniami, spotkaniami z demonami, uzdrowieniami, proroctwami, a niekoniecznie posiada potrzebną mądrość i wiedzę, nie wspominając o darze rozeznawania duchów. Dodajmy, że wielu zwolenników objawień szuka w nich jedynie sensacji, cudowności, nawet informacji o przyszłych losach świata, a nie tego, co jest ich istotą: osobistego wezwania do nawrócenia. Poza tym istnieje również niebezpieczeństwo uznania objawień szatańskich za pochodzące od Boga i okazania posłuszeństwa poleceniom diabła (zwykle jego atak jest skierowany przeciwko jedności Kościoła). Ponadto świat stoi dziś na pograniczu schizmy między tym, co racjonalne i tym, co nadprzyrodzone. Te dwa podejścia odsuwają od siebie świat nauki i świat duchowych poszukiwań87.

Kościół próbuje tym problemom zaradzić.

DATA PRZEŁOMU

Co zauważyli teologowie? W roku 1981 można bez trudu dostrzec przełom objawieniowy (może lepiej mówić szerzej o „znakach”, nie o samych objawieniach). Co ciekawe, nie musimy nawet wychodzić w naszym rozumowaniu „poza ramy” – jak proponował ks. D. Longenecker – ani stosować specjalnej, a dla nas raczej niezrozumiałej „interpretacji hermeneutycznej”, o której mówił kardynał Francis George. Na istnienie przełomu wskazują nam dane naukowe, wykresy i statystyki.

Oto kilka przykładów:

Wykres 1. Objawienia na świecie wg Vincenta Detarle’a

[no image in epub file]

Źródło: http://vincent.detarle.perso.sfr.fr/catho/monde.htm

Na fenomen ostatnich dekad wskazują suche liczby objawień, zwanych przez autora artykułu z „National Geografic” (por. mapa 1) „cudami” (już to wskazuje na niekościelne pochodzenie badań). Zaciekawia wielka ich ilość w latach 50. To jeden z miniprzełomów, o których za chwilę będzie okazja opowiedzieć bliżej.

Skorzystajmy z najbardziej ostrożnych danych. Johann G. Roten, badacz fenomenu objawień z International Research Institute przy Uniwersytecie w Dayton, podaje, że od 1830 do 1981 roku miało miejsce około 8 tysięcy objawień88. Listę otwiera rue de Bac (1830), a figurują na niej tak znane objawienia jak La Salette (1846), Lourdes (1858), polski Gietrzwałd (1873), Fatima (1917), Akita (1973). Ciekawe, że ten uczony jako drugi termin graniczny wybrał rok 1981. On też wskazuje na to, że po tej dacie wszystko zaczyna wyglądać inaczej.

Nie jest to historycznie pierwszy przełom. Przed 1981 rokiem wymienia się podaną już za Rotenem datę 1830 jako początek „ery maryjnej”89. Czas ten został nasycony objawieniami Matki Bożej: statystycznie w latach 1830–1981 miało miejsce 49,6 objawień rocznie, czyli cztery w każdym miesiącu! Datę początku tej epoki wyznacza ukazanie się Matki Bożej św. Katarzynie Labouré i objawienie cudownego medalika. To było pierwsze „objawienie globalne” – do tej pory przekazy miały wymiar ogólny, lokalny i krótki czasowo, poza tym od tego roku praktycznie wszystkie objawienia mają wizjonerów świeckich. W rue du Bac pojawiają się po raz pierwszy zapowiedzi mówiące o przyszłości świata i to w sposób bardzo konkretny, można powiedzieć: historyczny. Św. Katarzyna wśród ogólnych sformułowań mówiących o „nieszczęściach” czy „krwi”, np. że „cały świat będzie nawiedzony przez wszelkiego rodzaju nieszczęścia” (to zdanie jest jeszcze typowym, znanym z poprzednich objawień sformułowaniem ogólnym), otrzymuje już informacje szczegółowe. Słyszy m.in. zapowiedź wojny francusko-pruskiej (1870) i opis kilku konkretnych wydarzeń: „Francji przytrafiają się różne troski – obalony będzie jej tron”. Otrzymujemy tu konkretną informację historyczną. „Będą ofiary – będą ofiary wśród duchowieństwa Paryża… Ksiądz arcybiskup…”. Słyszymy kolejną konkretną informację historyczną90.

Badacze są zgodni: największy historycznie i teologicznie przełom przypada na rok 1981. Głównym jego wyznacznikiem (ale nie jedynym) jest nagła zmiana dostrzeżona w fenomenie objawień. Sprowadza się ona do trzech punktów:

• Objawienia są treściowo inne.

• Objawienia mnożą się w bezprecedensowy sposób.

• Poza objawieniami Matki Bożej pojawiają się „objawienia łączone”: jednocześnie Maryi, Jezusa, czasem św. Józefa i „niemaryjne”: samego Zbawiciela, Michała Archanioła czy nawet Boga Ojca.

Przyjrzyjmy się bliżej dwóm pierwszym punktom; trzeci zostanie opisany szerzej w dalszej części książki.

Począwszy od roku 1981 objawienia różnią się swoją treścią od wcześniejszych tego typu fenomenów. Są w nich słowa skierowane do rozumu, a więc kończące logiczny wywód przynaglenia, ostrzeżenia, zapowiedzi bliskiej kary Bożej. Są w nich liczne zapowiedzi, które można zakwalifikować jako konkretne informacje historyczne. Są znaki przemawiające do sfery uczuciowej, jak np. łzy, pot i krew na wizerunkach, czy obrazowe przestrogi ukazujące przyszłość na płaszczyźnie emocjonalnej: obrazy piekła, ognia spadającego z nieba, rzek krwi. Wizje zaczynają też powtarzać, że ludzkość stawia stopę na progu zagłady.

Pojawia się jeszcze kilka nowych Bensonowskich wątków. Słyszymy o nadciągającym kryzysie Kościoła, o groźbie wojny atomowej, o karze, która dotknie świat za grzech aborcji i eutanazji. Pojawienie się pierwszego z tych tematów tłumaczy, dlaczego Kościół od strony swego urzędu nie był chętny propagować wiedzę o najnowszych objawieniach. Wolał próbować zażegnać nadciągający kryzys przez własne analizy, strategie i działania. Słusznie obawiał się, że pozytywna krytyka wypowiadana przez Niebo zamieni się u ludzi w krytykę negatywną i zamiast pomóc – zaszkodzi. Rzeczywiście, wielu sympatyków nieuznanych objawień (jak w Montichiari w 1947 czy w Garabandal w 1961 roku) ogranicza swą recepcję orędzia Maryi do powtarzania krytycznych opinii o Kościele, zupełnie ignorując fakt, że kiedy Matka Najświętsza mówiła o trudnościach Kościoła, wskazywała na nie jako na silny argument wzywający do wielkiej modlitwy za Kościół, który – ponieważ jako jedyny kryje w sobie moc ocalenia świata – stał się przedmiotem zmasowanych ataków szatana.

Im bliżej współczesności, tym więcej słów o groźbie apokalipsy. Nawet jeśli przepuścimy je wszystkie przez „filtr zmysłów”91, który polecał w analizach zjawisk nadprzyrodzonych stosować kardynał Ratzinger, późniejszy Benedykt XVI, to i tak główne przesłanie pozostanie niepokojące: Niebo przynosi poważne ostrzeżenie.

Dość spojrzeć w internetowe wyszukiwarki. Pod hasłami typu „proroctwa o końcu świata” pojawia się ponad osiem milionów adresów! Ciekawe, że zaledwie 600 tysięcy to proroctwa „katolickie”.

Nowe objawienia wyróżnia coś więcej aniżeli ich apokaliptyczna nuta. Zastanawiające, że z 1981 rokiem kończą się niebieskie zapowiedzi dotyczące nieokreślonej dalekiej przyszłości. Jeszcze w Fatimie (1917) Maryja kreśliła mapę wydarzeń rozpisaną na pokolenia. Mówiła o Rosji rządzonej przez ideologię wojującego ateizmu i o jej opanowywaniu świata, zapowiadała drugą wojnę światową i czasy prześladowania chrześcijan. Od 1981 roku takie mapy znikły. Jakby nie były już zasadne, bowiem w najbliższych pokoleniach świat miał albo zostać unicestwiony, albo stać się diametralnie inny niż dotychczas aż po konieczność rysowania nowych map – nie tylko tych bazujących na historycznej ciągłości czy tzw. map duchowych, ale nawet map geograficznych – i mówienia o „nowym świecie” innym językiem niż stosujemy dziś do opisu rzeczywistości.

OSWAJANIE NIEBEZPIECZEŃSTWA

Co do drugiego punktu, mówiącego o lawinowym wzroście liczby objawień, wiemy już na przykład, że w latach 1830–1981 statystycznie w ciągu jednego roku miało miejsce blisko 50 objawień. Liczba wydaje się szokująca, ale przestaje taką być, gdy słyszymy, że w pierwszych latach od ostatniego przełomu rocznie przypada ich z pewnością więcej niż 21 tysięcy, czyli w latach 80. i 90. XX wieku dziennie na świecie miało miejsce co najmniej pięć różnych objawień (należy pewnie ten termin rozumieć bardzo szeroko)! Dość powołać się w tym momencie na dane, które przytoczył lewicujący dziennik „Le Monde”. To właśnie on podał, że w samych latach 1976-1986 Matka Najświętsza objawiła się dwadzieścia jeden tysięcy razy!92 Z jego lektury można wyciągnąć dodatkowy wniosek: fenomen objawień był w tych latach tak powszechny i stawał się tak bardzo tematem codziennych rozmów, że wydawcy dziennika uznali, iż nie sposób się do niego nie odnieść, więcej – trzeba przejąć nad nim kontrolę, przedstawiając go w sposób „bezpieczny” i z pewnością „pomniejszony”. Jeżeli „Le Monde” podaje liczbę 21 tysięcy, to w rzeczywistości jest ona z pewnością wielokrotnie wyższa. Można raczej mówić o co najmniej 40 tysiącach.

Tabela 2. Liczba objawień w dwóch ostatnich fazach objawieniowych


1830-1981 1981-1991
Łączna liczba objawień 8000 40 000
Liczba objawień w ciągu roku 50 >1800
Liczba objawień w ciągu miesiąca 4 >150

Obliczenia własne autora.

Nie tylko francuski „Le Monde” oswajał w tych latach tematykę objawieniową. W 1996 roku amerykańskie wydanie „Life” na okładce grudniowego numeru umieściło wizerunek Matki Bożej i słowo „Maryja”, by w środku pisma powołać się na szczegółowe statystyki. Napisano tam na przykład, że „we Włoszech w ostatnich dwóch latach odnotowano 50 przypadków płaczącej Madonny”93.

Z kolei w 1997 roku „Newsweek” również podjął próbę oswojenia i pomniejszenia wagi tego tematu. Pisał: „Pod wieloma względami XX wiek należał do Maryi. Z niemal każdego kontynentu wizjonerzy zgłaszają ponad 400 «objawień» Dziewicy – więcej niż w poprzednich trzech stuleciach razem wziętych. Wzięte łącznie wizje te wskazują na fakt, że […] mamy «Erę Maryi»”94. Wszystko to prawda, ale liczba „400” ma pokazać, że objawień wcale nie ma tak wiele i nie można o nich mówić jako o wiodącym fenomenie naszej epoki…

Podobne, religijne tematy podejmował również „Time”. W numerze z 28 października 1996 umieścił na okładce słowa „I rzekł Bóg…”. „U.S. News” 15 grudnia 1997 roku tematem numeru uczynił proroctwa, a na okładce zamieścił wizerunek Michała Archanioła. Ostatni raz temat Matki Bożej pojawił się w roku 2015 w grudniowym numerze „National Geografic”, które ogłosiło Maryję „najbardziej wpływową kobietą w historii świata”95. W piśmie tym czytamy:

Nawet to, co objawienia prezentują w swej warstwie zewnętrznej, nie może nie intrygować: wizjonerzy mówią o oglądaniu dziwnego światła i wspaniałych wizji, które często towarzyszą objawieniom. Zostały zaobserwowane wizje aniołów, świecące kule, języki ognia, tajemnicze zjawiska słoneczne i osobliwe świecące chmury. Na całym świecie w miejscach objawień odnotowuje się liczne uzdrowienia i cuda96.

Ujawniają się działania Bożej strony walczącej z armią szatana na współczesnych frontach niewidocznej wojny. Jest ich bardzo wiele, a ma być jeszcze więcej. Objawienia Najświętszej Panny wielokrotnie powtarzają, że najbardziej znaczące znaki i cuda to jeszcze przyszłość! Maryja przyznaje, że jeszcze nie ujawniła swej pełnej chwały na świecie. Zapowiada niebiańskie znaki i wydarzenia, których cały świat będzie świadkiem w bardzo niedalekiej przyszłości97.

 

Przyznajmy, że takie opowiadanie o fenomenie objawień i innych niebieskich znaków przykuwa uwagę. Zwróciło nawet uwagę mediów…

CZY BÓG WIEDZIAŁ O FIASKU KOMUNIZMU?

Kiedy, szukając klucza do zrozumienia powieści Lord of the World Bensona, sięgamy do lektury książek Ralpha Martina, amerykańskiego znawcy spraw kościelnych graniczących z duchowością, jedno zaczyna nas zastanawiać. Dlaczego poza ostrzeżeniem w „godzinie zero” Bóg nigdy nie uczynił komunizmu bezpośrednio treścią objawień? Jeden raz, w lipcu 1917 roku, w ramach potrójnej tajemnicy objawionej w Fatimie Matka Najświętsza zapowiada wprost, że Rosja pójdzie drogą ukazaną przez szatana i że w konsekwencji kraj ten będzie miał ogromny wpływ na dzieje świata. Będzie to – jak wynika z kontekstu słów Maryi – wpływ demoniczny („Rosja rozszerzy swe błędy… wiele narodów zginie, dobrzy będą męczeni…”98).

Znamienne, że dla Roberta H. Bensona, jeszcze przed wybuchem rewolucji październikowej w Rosji, komunizm był w oczywisty sposób największym zagrożeniem dla świata, ale ostatecznie nie on okazał się finałowym narzędziem szatana. Brytyjski pisarz widział w komunizmie bramę, przez którą na ziemię wejdzie piekło, by władcą ludzkości, posiadającym również rząd dusz (Benson ukazuje to na przykładzie przemiany duchowej Mabel, żony polityka Branda), uczynić Antychrysta. Akcja Lord of the World toczy się w świecie, w którym spotkały się komunizm i humanizm (wsparte przez swoich ojców – masonerię), tworząc „nową jakość” – humanitaryzm, który stał się jedyną obowiązującą religią. Skutki tego mariażu były dla Kościoła i w konsekwencji dla całego świata przerażające. Poniekąd do pewnego momentu w dziejach Benson miał rację: jego wizja pokrywała się z proroctwami z Fatimy.

[no image in epub file]

Źródło: http://ngm.nationalgeographic.com/2015/12/virgin-mary-text

Tabela 3. Wspólne punkty objawień w Fatimie i powieści Lord of the World


Fatima Lord of the World
Organizacje i ich rola Zapowiedź pojawienia się komunizmu w Rosji i opanowania przez niego większości świata… Masoneria obala monarchię i przejmuje władzę w Portugalii, wszczynając prześladowania Kościoła… Komuniści przejmują władzę w większości krajów świata… Humanitaryzm wyznawany przez humanistów staje się obowiązującym programem reformy świata. Masoneria wspiera wprowadzenie Nowego Ładu.
Wydarzenia wpisane w historię Dobrzy będą męczeni… Ojciec Święty będzie wiele cierpiał… Wiele narodów zginie… Prześladowania katolików… Pogromy… Bezpośredni atak na papieża i kolegium kardynalskie… Unicestwienie Państwa Kościelnego…
Znaki poprzez naturę Dziwne zjawiska w powietrzu podczas sierpniowych objawień. Ostrzeżenie ludzkości za pomocą cudu słońca w październiku… Bardzo wysokie temperatury… Anomalie na niebie… Potężne trzęsienia ziemi… Tsunami…

Proroctwo Matki Najświętszej spełniło się co do joty, ale słowa z Fatimy wydają się być czymś odosobnionym: nie ma „objawień o Rosji”. Czyżby Bóg, który wiedział, że komunizm okaże się golemem na glinianych nogach i nie minie trzy czwarte stulecia, a potwór ten zakończy żywot, zignorował związany z nim epizod dziejowy jako nie mający wpływu na ostateczne losy świata? Czyżby dlatego w następnych latach Niebo uczyniło tematem swych przekazów coś zupełnie innego: „chorobę humanizmu”, kryzys Kościoła czy zagrożenie islamskie, a pierwszą próbę stworzenia „nowego, śmiałego świata”99 pozostawiło na uboczu? Niektórzy widzą w kilku objawieniach z lat 1946–1947 (Tre Fontane100, L’Ie Bouchard101) przesłanie antykomunistyczne, ale nawet taka interpretacja odwołuje się nie do samej treści objawień, ile do ich datowania: pojawiły się w czasie, gdy nastroje społeczne dawały komunistom realną możliwość przejęcia władzy; miałoby je zmienić zaistnienie nadprzyrodzonego objawienia.

Jeśli Niebo nie czyni z komunizmu tematu objawień, to może w ten sposób uchyla nam rąbka tajemnicy Bożego działania w świecie... Stwórca „nie ma w zwyczaju” ingerować w dzieje ludzkości. Bóg w swej wszechmocy stara się jedynie użyć zła dla dobra ludzi (wiecznego i doczesnego). Widocznie potrafił z komunistycznego terroru wyprowadzać dobro, a wiek XX, nazwany w komentarzach do trzeciej części tajemnicy fatimskiej „stuleciem męczenników” torturowanych i zabijanych przez reżimy komunistyczne, niósł w sobie zaczyn przemiany, bo „obfita krew męczenników może przebłagać sprawiedliwość Bożą”102, czyli pozwolić Niebu na bezpośrednią ingerencję w historię…

Tak właśnie stało się w dystopii Bensona, gdzie działania Antychrysta, który mógł się pojawić na świecie dzięki przygotowaniu mu miejsca przez masonerię, komunizm i humanizm, pozwalają Bogu na bezpośrednią interwencję w dzieje świata.

Czy dlatego nie ma objawień, których tematem jest komunizm? By Niebo zaczęło o nim mówić, musiałby stać się on „ostatecznym zagrożeniem”. Dopiero gdyby pojawiło się realne niebezpieczeństwo, że potwór komunizmu zaatakuje świat (nawet w swej agoni, by zginąć nie sam, ale z całą ludzkością) – wtedy Bóg przez objawienia i znaki będzie rozpaczliwie szukał ludzi, którzy do tego nie dopuszczą, którzy pozwolą Mu na kilka ruchów zmieniających bieg historii.

Tak właśnie stało się w 1981 roku.

Dodajmy uwagę Ralfa Martina: „Jak na ironię ogłoszony przez komunistów «nowy, śmiały świat» zniknął bez śladu”103. Pierwsza próba demonów, by zniszczyć wiarę i wyrugować z historii chrześcijaństwo, skończyła się fiaskiem. System, który chciał zniszczyć wiarę w Boga, sam został zniszczony. Dlatego dziś jesteśmy świadkami drugiego podejścia szatana.

PROROCTWO WOJTYŁY

Czy to samo czeka drugą próbę zbudowania „nowego, śmiałego świata” – tym razem próbę podjętą na Zachodzie? Ciekawe, że przed 1981 rokiem Niebo przed nią nie ostrzegało wprost; skupiało się nie na tym, co się kiedyś stanie, ale co teraz należy czynić. Do wspomnianej daty nie mieliśmy wyraźnych nadprzyrodzonych manifestacji o tej tematyce.

Ostrzeżenie przyszło skądinąd. Wypowiedział je Jan Paweł II i to jeszcze jako krakowski kardynał. (To podobno jedyny głos w tamtych czasach, który ostrzegał, iż prawdziwe niebezpieczeństwo mieszka nie na Wschodzie, ale na Zachodzie104).

W 1977 roku Karol Wojtyła przemawiał na Kongresie Eucharystycznym w Filadelfii:

Stoimy wobec największej historycznej konfrontacji, przez jaką przeszła ludzkość. Nie sądzę, aby szeroki krąg społeczeństwa amerykańskiego ani cały szeroki krąg społeczności chrześcijańskiej zdawał sobie w pełni z tego sprawę. Stoimy dziś wobec ostatecznej konfrontacji między Kościołem a antykościołem, pomiędzy Ewangelią a antyewangelią, między Chrystusem a Anty-Chrystusem. Konfrontacja leży w planach Boskiej Opatrzności. Jest więc w Bożym planie i musi być próbą, którą Kościół musi podjąć i z odwagą stanąć wobec niej twarzą w twarz105.

Słyszymy niemal to samo, co leży u podstaw dystopii Bensona: lustrzane odbicie Kościoła i antykościoła, Chrystusa i Anty-Chrystusa, papieża i antypapieża… Dodatkowo w prologu czytamy: „Miniony wiek był jak objawienie. Krok po kroku umierały stare uprzedzenia, wszędzie pojawiało się nowe światło. Podnosił się duch świata”106. Wyparł on tradycyjne przekonania, unieważnił dawne wartości, skusił ludzkość hasłami pokoju, dostatku i wolności…

Znamienne, że do słów Wojtyły odniósł się zupełnie współcześnie, bo w roku 2013, nuncjusz apostolski w Stanach Zjednoczonych, arcybiskup Carlo Maria Vigano, przytaczając je w przemówieniu do biskupów amerykańskich. Ralph Martin zwraca uwagę, że skoro „nuncjusze papiescy zazwyczaj nie odnoszą się do proroctw, arcybiskup Vigano z pewnością uznał słowa św. Jana Pawła II za bardzo ważne. Musimy zwrócić na nie pilnie uwagę”107.