Fatima

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ANIOŁ

ANIOŁ PORTUGALII

ANIOŁ POKOJU

ANIOŁ STRÓŻ

■ To cecha szczególna objawień w Fatimie: w ich centrum znajdują się słowa Matki Najświętszej, ale trójka portugalskich pastuszków została do nich przygotowana przez Niebo za pomocą kilku wcześniejszych ingerencji nadprzyrodzoności w ich świat doczesny1. W latach 1915–1916 w okolicach Fatimy – tam, gdzie dzieci pasły owce – ukazał się kilkakrotnie Anioł. Z początku daleki i milczący, jakby przygotowując do spotkania twarzą w twarz, potem już bliski: rozmawia, poucza, tłumaczy.

Te objawienia mają inny charakter aniżeli późniejsze Matki Bożej. Inaczej też były odbierane przez małych wizjonerów.

PIERWSZE OBJAWIENIE – 1915 ROK

Pierwsze spotkanie z Aniołem miało miejsce dwa lata przed objawieniami Matki Bożej Fatimskiej. Było niewyraźne, nie w pełni czytelne i milczące. Stanowiło pierwszy akt pedagogii Bożej, w której Niebo przygotowywało wybrane przez siebie narzędzia.

Kilka lat przed śmiercią Siostra Łucja wspomina tamto wydarzenie. Jej późne refleksje cechuje głęboka zaduma nad znaczeniem tego wszystkiego, co Bóg wpisał w jej życie. Skoro z woli Bożej jej udziałem stały się takie doświadczenia, to mają one szczególne, ukryte w Boskich zamysłach znaczenia. Jakie? W Przesłaniu z Fatimy spotykamy się z tym, co rektor sanktuarium fatimskiego Virgilio do Nascimento Antunes nazywał „interioryzacją objawień”2 – próbą odczytania pełni znaczeń w głębi swojego serca.

Taką właśnie „interioryzacyjną” refleksję proponuje nam Siostra Łucja, kiedy wspomina pierwsze, niewyraźne jeszcze, objawienie Anioła. Dla podeszłej już wiekiem wizjonerki ów Anioł wciąż wydawał się jej przede wszystkim Aniołem Stróżem!

Bóg rozpoczął przygotowania swoich instrumentów, które wybrał, kiedy one, beztroskie, modliły się i bawiły. Sprawił, że przesuwał się przed nimi obłok, łagodnie i powoli, jak gdyby to był obłoczek biały jak śnieg, bardziej błyszczący niż słońce, z postacią ludzką, która zeszła uwalniając się z firmamentu, przyciągając ich spojrzenie i uwagę. «Co to jest?» – pytały się nawzajem biedne dzieci. «Nie wiem».

I do końca nawet dziś nie wiem. Ale wydarzenia, które potem nastąpiły, sprawiają, że wierzę, że był to nasz Anioł Stróż, który, bez swego wyraźnego ujawnienia się, przygotowywał nas do realizowania planów Bożych3.

„Nasz Anioł Stróż”? Może należałoby mówić nie tyle o Aniele Stróżu osoby, ale o „Aniele Stróżu Orędzia”?

Takie rozumienie „Anioła Stróża” pozwala rozwikłać jedno z trudnych pytań związanych z wydarzeniami w Fatimie. Wielu ludzi pyta: Jak połączyć słowa liczącej 83 lata Siostry Łucji o „Aniele Stróżu” z innymi wspomnieniami, które wcześniej wyszły spod jej pióra? Jak je rozumieć w kontekście przytaczanych przez nią słów samego wysłannika z Nieba, który przedstawił się dzieciom jako „Anioł Portugalii” i „Anioł Pokoju”? Na to pytanie spróbujemy pełniej odpowiedzieć pod koniec prowadzonych z Siostrą Łucją refleksji nad anielskim preludium z Fatimy.

Teraz przywołajmy tekst opisujący pierwsze zjawienie się Anioła, tekst również późny, pisany ponad osiemdziesiąt lat po tych wydarzeniach, ale bardzo obszerny.

Było to w latach 1914–1915, wkrótce potem, jak zaczęłam pasać niewielkie stado należące do moich rodziców; zajmowałam się wówczas zwyczajnym życiem pasterskim, przebywając w towarzystwie innych dziewcząt z okolicy. Zaskoczyło nas wtedy zjawienie się czegoś, czego nie umiałyśmy określić. Znajdowałyśmy się wówczas na zboczu góry Cabeço4 i ujrzałyśmy nagle coś w rodzaju białej chmurki mającej ludzką postać, która zstąpiła z firmamentu i powoli przesuwała się przed nami ponad drzewami lasu rozciągającego się u naszych stóp, jakby chcąc zwrócić naszą uwagę i zafascynować nasze oczy.

Niektóre z dziewcząt, które widziały to wraz ze mną, opowiedziały potem o tym niezwykłym wydarzeniu swoim rodzicom w domu; ja sama zachowałam milczenie, ograniczając się jedynie, kiedy mnie o to pytano, do potwierdzenia faktu. Wiele pytań kierowano do mnie odnośnie tego widzenia, które powtarzało się wielokrotnie, i to w różnych miejscach. Również dzisiaj odpowiadam tak, jak wtedy: Nie wiem, co to było i co oznaczało. Rodziło się jednak we mnie głębokie przeświadczenie, którego nie mam zamiaru zataić: uważałam, że jest to Anioł Stróż. Właśnie w taki sposób, nie mówiąc ani słowa, starał się on dać odczuć swoją obecność i w ten sposób przygotować nasze dusze na realizację Bożych planów.

Również obecnie staram się nie mówić o tych objawieniach więcej poza tym, co jest nieodzowne do odpowiedzenia na zadawane mi pytania. Czynię to jednak nie po to, aby was upewnić co do tego, czy był to faktycznie Anioł Stróż, czy nie, lecz by wam powiedzieć, że istnienie Aniołów Stróżów jest rzeczą pewną, że zostali oni stworzeni przez Boga, aby służyć, wielbić, adorować, miłować. Jest to tak pewne, jak fakt, że Bóg w szczególnej swej dobroci i miłosierdziu dał każdemu z nas Anioła, który nam towarzyszy, wspiera nas i strzeże5.

Ciekawe, że refleksja Siostry Łucji kończy się znowu wzmianką o Aniele Stróżu! Jednak tym razem wizjonerka posuwa się jeszcze o krok dalej. Uważa, że tamto objawienie miało na celu przypomnienie nam, współczesnym, o prawdzie coraz bardziej zapomnianej: o istnieniu Aniołów Stróżów. Siostra Łucja pragnie nas przekonać o prawdzie dla niej zupełnie oczywistej – o tym, że u boku każdego z nas stoi nasz własny Anioł Stróż, o tym, że Bóg tak bardzo się o nas troszczy, iż każdemu z nas przypisał niebieskiego opiekuna. Czy trzeba dodawać: w jakiś sposób bezradnego, jeśli w jego istnienie i obecność nie wierzymy? W każdym razie ten, kto nie wierzy w obecność przy sobie Anioła, kto nie nastawia ucha na jego pouczenia i ostrzeżenia, kto z nim nie współpracuje, pozbawia go wielu możliwości niebiańskiej pomocy i staje się bezradny wobec innego „stróża”, który czuwa przy każdym z nas: wobec działania i pokus złego ducha.

Siostra Łucja zdaje się pytać: nie chcecie wierzyć mym słowom? Objawienia fatimskie nie są dla was wiarygodne? To nic. Nie musicie mi wierzyć. Jest coś potężniejszego niż moje świadectwo. Macie Pismo Święte. A w nim tak wiele jest o Aniołach! „Możecie – tłumaczy – nie wierzyć temu, co mówię, nie możecie jednak wątpić w słowo Boże zawarte w Piśmie Świętym”6.

We Wspomnieniach Siostry Łucji znajduje się inny niż przytoczony przed chwilą opis pierwszej interwencji z Nieba. Mniej tu „interioryzacji”, więcej dbałości o wszystkie szczegóły. Mamy tu próbę określenia czasu pierwszego pojawienia się Anioła, a także podane nazwiska i imiona trzech niedoszłych wizjonerek. To kolejny, bardzo znaczący, ale nie w pełni chyba wciąż dla nas zrozumiały, element Boskiej pedagogii. Oto bowiem Bóg jakby zmieniał swe odwieczne plany i zrezygnował z dziewcząt, które dwa lata później miały, razem z Łucją, stać się powiernicami tajemnic Nieba.

A może to wszystko było częścią wielkiej pedagogii Boga? Z pewnością tak, ale oznacza to, że tym bardziej trzeba zadawać pytanie o znaczenie tego dziwnego epizodu. Dlaczego Bóg wycofał się ze swego jakby–wyboru trzech młodych dziewcząt z Casa Vehla?

W 1941 roku Siostra Łucja tak wspominała pierwsze objawienie Anioła:

Według mego obliczenia zdaje się, że pierwsze zjawienie Anioła było w roku 1915. Zjawił się wprawdzie Anioł, który jeszcze wtedy nie odważył się całkowicie ukazać. Sądząc według pory roku wydaje się, że musiało to być między kwietniem a październikiem 1915 roku. Na zboczu Cabeço, które jest zwrócone na południe, w chwili odmawiania różańca w towarzystwie trzech dziewcząt: Teresy Matias, Marii Rosy Matias – jej siostry i Marii Justiny z wioski zwanej Casa Vehla zobaczyłam, że ponad drzewami doliny, która rozciągała się u naszych stóp, unosi się jakiś obłok bielszy od śniegu, przezroczysty, w kształcie ludzkiej postaci. Moje towarzyszki pytały mnie, co by to mogło być. Odpowiedziałam, że nie wiem7.

W innym miejscu Siostra Łucja pisze podobnie, podaje jednak nowe szczegóły. Teraz wiemy już nie tylko, kto i kiedy widział Anioła, ale również gdzie miało miejsce to tajemnicze objawienie:

Skierowałyśmy się na zbocze góry [Cabeço] zwrócone na północ. Na południowym zboczu znajduje się Valinhos (…). A na wschodnim zboczu znajduje się skała [Loca de Cabeço]8. Weszłyśmy z naszą trzodą prawie na szczyt góry. U naszych stóp był rozległy gaj, który się rozciągał aż do równiny na dole. Oliwki, dęby, sosny rosły w całej okolicy. Około południa zjadłyśmy posiłek, a potem namówiłam moje towarzyszki do odmówienia różańca, na co one chętnie przystały. Ledwośmy rozpoczęły, zobaczyłyśmy nad drzewami, jakby w powietrzu, wiszącą figurę ze śniegu, błyszczącą w promieniach słonecznych. «Co to takiego?» – zapytały moje towarzyszki zatrwożone. «Nie wiem». Odmawiałyśmy w dalszym ciągu nasz pacierz z oczami utkwionymi w postać, która znikła, jak tylko skończyłyśmy się modlić. Według mego zwyczaju nie chciałam w ogóle o tym mówić, ale moje towarzyszki, jak tylko wróciły do domu, zaraz zaczęły opowiadać, co widziały. Wiadomość się rozeszła i któregoś dnia, gdy wróciłam do domu, moja matka mnie zapytała: «Słuchaj, mówią, żeś ty tam nie wiem co widziała. Coś takiego widziała?». «Nie wiem». A ponieważ nie umiałam się wysłowić, dodałam: «Wyglądało to, jak jakaś osoba owinięta w prześcieradło». I chcąc powiedzieć, że nie mogłam zobaczyć jej twarzy, dodałam: «Nie wiem, czy miała oczy i ręce». Moja matka zakończyła pogardliwym gestem, mówiąc: «Dziecinne głupstwa»9.

Zakończenie opowiadania przynosi nam dwie ważne informacje.

Po pierwsze, mamy podaną sugestię, dlaczego Bóg „zrezygnował” z Teresy Matias, Marii Rosy Matias i Marii Justiny Matias. Powodem jest ich gadulstwo, ich nieumiejętność „zachowywania tego wszystkiego w swoim sercu” (Łk 2,19), ich ześlizgiwanie się po powierzchni barwnych zdarzeń, zamiast wejść w głąb nadprzyrodzonej tajemnicy. Siostra Łucja sugeruje, że Bóg oczekuje od człowieka tej samej postawy, jaką podziwiał w Maryi, swojej Matce, która umiała strzec swoich skarbów i nie „rzucała pereł przed wieprze”10. Bóg – zdaje się tłumaczyć Łucja – oczekuje od nas współpracy, i to współpracy szczególnej: na Jego, nie naszych warunkach. Jeżeli więc daje znak, ale nie poleca go ujawniać, należy odczytywać go w swoim sercu, skryć w swojej duszy i… czekać. Teresa, Maria Rosa i Maria Justina tego nie umiały.

 

Druga informacja przekazana nam przez Siostrę Łucję wskazuje na nieostrość wizji. Dziecko, nagabywane przez matkę, nie umiało nawet określić, czy ów „ktoś” przesuwający się po niebie miał w ogóle ręce i nogi. To rzeczywiście musiało być bardzo niewyraźne objawienie. Czy było ono czymś w rodzaju niezobowiązującej próby? Jeśli tak, to próby tej nie zdał nikt poza ośmioletnią wówczas Łucją.

DRUGIE I TRZECIE OBJAWIENIE – 1915 ROK

Niewyraźne objawienie, które cztery dziewczynki z fatimskiej parafii oglądały nad drzewami u stóp góry Cabeço, powtórzyło się jeszcze dwukrotnie. W materiałach z procesu beatyfikacyjnego Hiacynty znajduje się fragment przesłuchania Łucji przez ks. Manuela Formigão w 1922 roku:

– Zobaczyłam tę postać w Cabeço, w Estrumeiras i niedaleko Cova da Iria…

– Ile razy ją widziałaś?

– Nie pamiętam, ile razy.

– Kiedy ją zobaczyłaś, znajdowała się na ziemi czy może na drzewie?

– Widziałam ją na skalnym dębie.

– Jak ta postać wyglądała?

– Wyglądała jak ktoś owinięty w koc.

– Czy zwróciła się do Ciebie?

– Nic do mnie nie powiedziała.

– Byłaś sama, czy był z tobą ktoś jeszcze?

– Pierwszy raz byłam z Teresą do Jose Matias z Casa Vehla i Manuelą do Justino Pereira.

– Czy one także widziały?

– Mówiły, że tak.

– Czy były obecne przy drugim razie?

– Były Manuela Jose das Neves z Aljustrel i Manuela da Maria de Jesus z Casa Vehla.

– A za trzecim razem?

– Za trzecim razem był tylko ze mną João Marto, który powiedział, że nic nie widzi.

– Czy postać była zawsze na tym samym drzewie?

– Ukazywała się za każdym razem na innym drzewie.

– Jak była ubrana?

– Była ubrana na biało. Nie widziałam jej rąk ani stóp.

– Kto pierwszy ujrzał tę postać?

– Inni widzieli pierwsi i mi mówili.

– Jak długo pozostawała?

– Pozostawała krótki czas.

– Czy coś mówiła?

– Nie, nie mówiła.

– Kim według ciebie była ta postać?

– Nie wiem, kto to był.

– Czy to była Matka Boża?

– Nie wydaje mi się, by była to Matka Boża11.

W swych Wspomnieniach Siostra Łucja pisze:

Dwa razy powtórzyło się to zjawisko [pierwsze, niewyraźne objawienie Anioła] w różnych dniach.

Po jakimś czasie wróciłyśmy z naszą trzodą na to samo miejsce i powtórzyło się to samo w takiej samej formie. Moje towarzyszki znowu opowiadały o tym wydarzeniu.

Po pewnym czasie jeszcze raz to samo. To był już trzeci raz, jak moja matka słyszała we wsi, podczas gdy ja słowem o tym nie wspomniałam.

To zjawisko pozostawiło mi w duszy pewne wrażenie, którego nie umiem określić. Powoli zacierało się to wrażenie i sądzę, że gdyby nie następne fakty, byłabym o tym zupełnie zapomniała12.

Kolejny raz Siostra Łucja wzbogaca swoje wspomnienia o ważną refleksję. Twierdzi, że pamięć o tych niewyraźnych, jakby nie w pełni naszkicowanych, objawieniach, „objawieniach na próbę”, była ulotna. Gdyby nie to, że Boskie działanie miało swój dalszy ciąg, wizjonerka z upływem czasu zapomniałaby o tym, czego była świadkiem. Zauważmy: zapomniałaby o pierwszych objawieniach Anioła, mimo że zostały one wzmocnione trzykrotnym powtórzeniem tego sygnału z Nieba.

Przytaczana uwaga wizjonerki potwierdza stawianą przez teologów tezę, że objawienia Anioła (zarówno te niewyraźne, jak i późniejsze – z bezpośrednim przekazem) stanowiły zaledwie preludium do czegoś większego – do spotkań z Matką Najświętszą. Gdyby plan przekazania światu wielkiego orędzia o roli Niepokalanego Serca Maryi w ocaleniu świata i zbawieniu ludzi został z jakichś powodów zarzucony, wówczas wspomnienie o objawieniach Anioła odeszłoby całkowicie w niepamięć.

(Kto wie, czy nie było w historii takich przypadków.)

Na szczęście jedna z czterech potencjalnych wizjonerek zdała egzamin z „zachowywania tego wszystkiego w swoim sercu”13 i nie minął rok, a Anioł przyniósł do Fatimy swoje pierwsze przesłanie.

CZWARTE OBJAWIENIE – 1916 ROK

(We Wspomnieniach Siostry Łucji pierwsze, bo podczas niego Anioł przyniósł pierwsze przesłanie)

„Aż pewnego dnia Pan wysłał swojego Anioła z przesłaniem pokoju i modlitwy, wprowadzając nas w klimat świata nadprzyrodzonego, w klimat wiary, nadziei i miłości” – pisze Siostra Łucja14. Ów „pewien dzień” wizjonerka uważa za początek objawień fatimskich. Teraz będzie już dokładniej opisywała ruszającą w dół historii lawinę wydarzeń.

Nie ma przy Łucji dawnych towarzyszek. U jej boku pojawili się Franciszek i Hiacynta Marto, jej kuzyni z tej samej wioski, z Aljustrel.

W tym samym czasie Hiacynta i Franciszek prosili i uzyskali od swych rodziców (…) zgodę, że będą mogli paść swą trzodę. Opuściłam więc moje towarzyszki i zamieniłam je na moich kuzynów Franciszka i Hiacyntę. Zdecydowaliśmy się wtedy paść naszą trzodę na polach należących do wujostwa i do moich rodziców, aby się nie spotykać w górach z innymi pastuszkami15.

Przytoczmy kilka opisów tego, co wydarzyło się na wiosnę 1916 roku, kiedy dzieci znów wyprowadziły swe owce na okoliczne pastwiska. W 1941 roku Siostra Łucja wspomina:

Daty nie mogę określić dokładnie. Dlatego, że w owym czasie nie umiałam jeszcze liczyć lat ani miesięcy, ani nawet dni tygodnia. Wydaje mi się jednak, że musiało to być wiosną 1916 roku, kiedy Anioł pokazał się nam po raz pierwszy w Loca de Cabeço16.

W innym miejscu Siostra Łucja opisuje okoliczności objawienia jeszcze dokładniej:

Pewnego dnia poszliśmy z naszymi owieczkami na pole moich rodziców, które się znajduje u podnóża wspomnianej góry, zwrócone w kierunku wschodnim. Ta posiadłość nazywa się «Casa Vehla». Przed południem zaczął padać drobniutki deszcz, trochę większy od rosy. Weszliśmy po stoku góry, a nasze owieczki w ślad za nami, aby znaleźć schronienie w skalnej grocie17.

Co działo się później?

Wtedy po raz pierwszy weszliśmy do tej błogosławionej groty. (…) Tam spędziliśmy dzień, mimo że deszcz przestał padać, a słońce pokazało się w pełnym blasku, czyste i jasne. Zjedliśmy nasz posiłek, zmówiliśmy różaniec i nie wiem, czy nie był on jednym z tych, jak już mówiłam, że kiedy nam pilno było do zabawy, przesuwaliśmy tylko paciorki i mówiliśmy jedynie słowa «Zdrowaś Maryjo» i «Ojcze nasz»18. Skończywszy pacierz, zaczynaliśmy bawić się w kamyki. Bawiliśmy się już jakiś czas, gdy zerwał się silny wiatr, potrząsał drzewami, a my patrzyliśmy, co się dzieje, bo dzień był pogodny. Widzimy wtedy, że nad gajem oliwkowym kieruje się w naszą stronę ta postać, o której już mówiłam. Hiacynta i Franciszek nigdy jej jeszcze nie widzieli, a i ja im nic o niej nie mówiłam19.

Dla Łucji było to kolejne objawienie Anioła, zjawisko już jej nieobce, podobne do trzech poprzednich. Dla Franciszka i Hiacynty z kolei było to pierwsze spotkanie z nadprzyrodzoną interwencją. Tym bardziej zaskakującą, że ich kuzynka nigdy nic im nie powiedziała o swych dziwnych widzeniach. A to, że rodzeństwo nic o tym nie wiedziało, oznacza, że wspominane przez Łucję rozmowy o wcześniejszych objawieniach Anioła były nikomu nieznane, a u samej wizjonerki stały się zaledwie mglistym wspomnieniem. Zainteresowanie dziwnymi widzeniami, o których opowiadały trzy dziewczynki z Casa Vehla, nie karmione nowymi sensacjami, szybko wygasło. Stąd dla Franciszka i Hiacynty spotkanie z Aniołem było czymś absolutnie nieoczekiwanym – zdarzeniem, które nie pozwalało odwołać się do jakiegokolwiek wcześniejszego doświadczenia.

Siostra Łucja pisze dalej:

Wchodziliśmy na zbocze, szukając schronienia (…) po spożyciu podwieczorku i modlitwie zobaczyliśmy w pewnym oddaleniu, ponad drzewami w kierunku wschodnim, światło bielsze od śniegu w kształcie młodzieńca przejrzystego, bardziej lśniącego niż kryształ w blasku słonecznym. W miarę, jak się zbliżał, mogliśmy rozeznać jego rysy. Byliśmy bardzo zaskoczeni i przejęci i nie mogliśmy wypowiedzieć ani słowa. Zbliżywszy się do nas, Anioł powiedział:

«Nie bójcie się, jestem Aniołem Pokoju, módlcie się ze mną». I uklęknąwszy, pochylił głowę aż do ziemi. Porwani siłą nadprzyrodzoną, uczyniliśmy to samo, powtarzając słowa wymawiane przez niego: «O mój Boże, wierzę w Ciebie, uwielbiam Ciebie, ufam Tobie, kocham Ciebie. Proszę, byś wybaczył tym, którzy nie wierzą, którzy Cię nie uwielbiają, którzy Cię nie kochają, którzy Ci nie ufają»20.

Również w spisanych wiele lat później Apelach orędzia fatimskiego pojawia się opis pierwszego wyraźnego objawienia Anioła. Przedstawia się on bardzo podobnie. To ostatnie sprawozdanie o tamtym wydarzeniu, jakie wyszło spod pióra wizjonerki, potwierdza to, co sugerują inne teksty: podczas objawienia dzieci znajdowały się we wnętrzu groty.

Jest wiosna 1916 roku… Zakładam to, albowiem wówczas, jako dziecko, nie zajmowałam się datami, a prawdopodobnie nie wiedziałam także, o jaki miesiąc chodzi. Na wspomnianym wyżej wzgórzu znajdują się mali i bardzo prości pastuszkowie fatimscy, na zboczu góry zwanej Cabeço, i dostrzegają w jaskini skalnej nazywanej Loca, w pewnym oddaleniu, młodzieńca podobnego do światła…21

Czy wiemy coś więcej o tej postaci? Siostra Łucja wspomina:

W miarę jak się przybliżała, mogliśmy rozeznać jej rysy: młodzieniec czternasto- czy piętnastoletni, bielszy od śniegu, prześwietlony promieniami słonecznymi, był przezroczysty jak kryształ. A był bardzo piękny22.

Możemy pytać: dlaczego Anioł ukazał się właśnie w takiej postaci? Pytanie to kryje w sobie potrójne „dlaczego”.

1) Dlaczego ukazał się pod postacią młodzieńca?

2) Dlaczego przybrał kolor doskonałej bieli?

3) Dlaczego był przezroczysty jak kryształ?

Pierwsze dwa pytania posiadają proste odpowiedzi. Anioł ukazał się dzieciom jako kilkunastoletni młodzieniec, by podkreślić to, co ludzie wiążą z wiekiem młodzieńczym – siłę, świeżość, piękno. Poza tym wiele objawień, w których pojawia się Matka Najświętsza, podobnie ukazuje Maryję – jako młodą kobietę, nawet dziewczynę (znów kilkunastoletnią)23. To znak, że w Niebie osoby posiadają pełnię życia. W Bożym kalendarzu, jaki Stwórca przygotował dla ludzi i aniołów, nie ma starości. Kiedy człowiek osiąga pełnię życia – życie wieczne – jest to wiek, który nazywamy młodością24.

Z kolei biel jest symbolem czystości, niewinności, obcości najmniejszemu grzechowi25. Anioł jest duchem czystym26 od moralnego zepsucia, nic więc dziwnego, że objawia się zawsze w bieli27. Fatima nie jest tu wyjątkiem.

Również pytanie o kryształową przezroczystość teologicznie jest oczywiste. Anioł jest „przezroczysty jak kryształ”, ponieważ jest bytem duchowym. Zwykle jest bytem niewidzialnym, tylko czasem widocznym i to zazwyczaj nieostro (jak w pierwszych objawieniach Anioła w Fatimie). Jeśli jego postać jest widoczna, często jest przezroczysta, by nadal podkreślać jego duchowy charakter. Dodajmy, że w odróżnieniu od Najświętszej Maryi Panny i innych świętych, Anioł nie tyle „ujawnia się”, ukazując swą historyczną lub przebóstwioną postać, ile „przybiera postać” obcą jego naturze. Przecież jako byt duchowy nie posiada ciała.

Ta postać przybliża się do trójki dzieci coraz bardziej i bardziej:

[Anioł] przybliża się do nich coraz bardziej i mówi: «Nie lękajcie się, jestem Aniołem Pokoju. Módlcie się razem ze mną». I klękając na ziemi, dotyka je czołem, powtarzając trzykrotnie następujące słowa: «Mój Boże, wierzę, wielbię, ufam i kocham Ciebie. Proszę Cię o przebaczenie tym, którzy nie wierzą, nie wielbią, nie ufają i nie miłują Ciebie». Następnie podniósł się i zakończył słowami: «Tak się módlcie: Serca Jezusa i Maryi słuchają pilnie głosu waszych próśb»28.

 

Podobny opis objawienia znajdujemy w ostatniej refleksji Siostry Łucji nad objawieniami – w Przesłaniu z Fatimy:

Mówił: «Nie bójcie się, jestem Aniołem Pokoju. Módlcie się ze mną». Klękając na ziemi, pochylał czoło ku ziemi. Prowadzeni przez siłę nadprzyrodzoną naśladowaliśmy go, powtarzając słowa, które słyszeliśmy, jak wypowiadał:

«O mój Boże, wierzę w Ciebie, uwielbiam Ciebie, ufam Tobie, kocham Ciebie. Proszę, byś wybaczył tym, którzy nie wierzą, którzy Cię nie uwielbiają, którzy Cię nie kochają, którzy Ci nie ufają»29.

Siostra Łucja podkreśla, że Anioł powtórzył modlitwę trzy razy. Nie wydaje się, by uczynił tak, aby dzieci lepiej zapamiętały jej treść, czytamy bowiem, że dzieci, prowadzone nieodpartą siłą łaski, mówiły te słowa naśladując Anioła, który z pewnością odmawiał tę modlitwę powoli. Anioł powtarza ją z dziećmi trzykrotnie, by wskazać, że modlitwa ta tak właśnie winna być odmawiana.

Trzy razy, by słowa nie były wypowiadane bez należytej uwagi, by mówiło serce.

Trzy razy, by zaznaczyć podstawową prawdę o Bogu, który jest w trzech Osobach. Później zauważymy, że Siostra Łucja dopatrywała się podobnego znaczenia teologicznego w wyborze daty objawień Matki Najświętszej…30.

Konkluzja zamykająca przesłanie zawarte w tym objawieniu jest zawsze ta sama:

Po powtórzeniu tego trzy razy, Anioł powstał i powiedział: «Tak macie się modlić. Serca Jezusa i Maryi słuchają z uwagą waszych próśb». I zniknął31.

Po tym, jak powtórzył tę modlitwę trzy razy, podniósł się i powiedział: «Tak macie się modlić. Serca Jezusa i Maryi słuchają z uwagą waszych próśb»32.

Zbliżywszy się do nas, powiedział: «Nie bójcie się, jestem Aniołem Pokoju, módlcie się razem ze mną» i uklęknąwszy pochylił głowę aż do ziemi i kazał nam powtórzyć trzy razy te słowa:

«O Boże mój, wierzę w Ciebie,

uwielbiam Ciebie, ufam Tobie i miłuję Ciebie.

Proszę Cię o przebaczenie dla tych,

którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają,

Tobie nie ufają i Ciebie nie miłują».

Potem, wstając, rzekł: «Módlcie się tak! Serca Jezusa i Maryi słuchają uważnie waszych słów i próśb». Te słowa wyryły się w naszej pamięci tak, że nigdy ich nie zapomnieliśmy. Odtąd padaliśmy często na ziemię i modliliśmy się słowami Anioła aż do znużenia33.

W tym momencie zaczynają się wspomnienia wizjonerki mówiące o tym, co stało się potem.

Atmosfera nadprzyrodzona, która nas otaczała, była tak silna, że przez długi czas prawie nie zdawaliśmy sobie sprawy z naszego istnienia, pozostając w tej samej pozycji, w której nas Anioł zostawił, i powtarzając ciągle tę samą modlitwę. Obecność Boga odczuwaliśmy tak silnie i głęboko, że nawet nie odważyliśmy się rozmawiać ze sobą. Jeszcze w dniu następnym odczuwaliśmy, że nasze dusze nadal są ogarnięte tą atmosferą, która tylko bardzo powoli zanikała. Żadne z nas nie myślało mówić o tym objawieniu, ale postanowiło zachować je w tajemnicy. Taka postawa sama się nam narzucała. To było coś tak osobistego, że nie było łatwo o tym powiedzieć chociażby słówko. Objawienie to zrobiło na nas tym większe wrażenie, że było ono pierwsze34.

Co zrobiły dzieci zaraz po odejściu Anioła? Długi czas pozostały tak, jak zostawił ich Wysłannik z Nieba – pogrążonych w kontemplacji, na kolanach, twarzą do ziemi, z tą samą modlitwą na ustach. A potem przez długi czas mieszkało w nich doświadczenie tego spotkania i jakiś dziwny stan, jakby umieszczenie ich serc w wymiarze nadprzyrodzonym, czyniącym sprawy doczesne bardziej odległymi, obcymi, nieważnymi.

Wiemy też, że żadne z dzieci nie uważało za słuszne opowiadać innym o tym, co się stało. Z jednej strony nikt z wizjonerów nie czuł takiej potrzeby (jak inaczej będzie wyglądała reakcja Hiacynty na pierwsze spotkanie z Matką Najświętszą!)35, z drugiej – najstarsza Łucja kategorycznie zakazała wspominać o tym wydarzeniu nawet jednym słowem. We Wspomnieniach zanotowała: „Zaraz nakazałam o tym objawieniu milczeć, co tym razem, dzięki Bogu, uczynili”36.

Kilka lat przed odejściem do Pana Siostra Łucja zaczęła ujawniać swoje osobiste refleksje związane z tym objawieniem. Jej „interioryzacja” pierwszego bezpośredniego spotkania z Aniołem obraca się przede wszystkim wokół tematu wiary. Wizjonerka tłumaczy, czym jest wiara, jakie jest jej znaczenie w naszym życiu i na co powinna się ona przekładać w naszej codzienności. Dla Łucji prawdziwa wiara to „wierzenie tylko Bogu”, „oddawanie czci tylko Bogu”, „kochanie tylko Boga”. Kiedy Bóg prosi nas o wiarę, domaga się od nas „wyłączności”. On ma być dla nas wszystkim.

Musimy przyznać, że już w fazie objawień Anioła poprzeczka zostaje umieszczona bardzo wysoko. Ale czy rzeczywiście?

Czy to raczej nie my przestaliśmy traktować naszą wiarę tak, jak powinniśmy?

Czy nie tego domaga się Jezus w Ewangelii?

Czy nie to ma na myśli, kiedy nakazuje nam „mieć w nienawiści” nawet ludzi najbardziej przez nas kochanych (zob. Mt 10,37)?

Czy nasza miłość do Boga nie ma być tak wielka, że nawet największa miłość ziemska jest bliżej nienawiści niż tej prawdziwej miłości?

Zadumajmy się nad refleksją liczącej dziewięćdziesiąt kilka lat fatimskiej wizjonerki.

Pierwszym wezwaniem, jakie Bóg do nas tutaj kieruje za pośrednictwem swego wysłannika, jest wezwanie do wiary: Mój Boże, wierzę!37

Wiara nie polega jednak tylko na wierzeniu w istnienie Boga, w Jego moc i mądrość; ma ona wiele innych gałęzi, dzięki którym rozciąga się i rozszerza na to, do czego powinno zmierzać nasze pełne przylgnięcie38.

W tym przesłaniu widzę Boga w moim Aniele, który zaczyna wprowadzać nas na drogę wiary: «Mój Boże, wierzę». Ponieważ wiara jest fundamentem całego naszego życia duchowego, stanowi podwaliny, gdzie moc zakorzenia się i znajduje swój początek, umacniając nas i dając nam życie. To poprzez wiarę widzimy Boga i spotykamy się z Nim, jak mówił Eliasz: «Żyje Pan Bóg, w którego obecności jestem». Jeśli żyjemy świadomi tej prawdy, tej rzeczywistości, nasza wiara wzrasta, ożywia i sprawia, iż zagłębiamy się w Ogrom Jestestwa najwyższego Boga39.

To przesłanie wiary: «Wierzę w mego Boga. Wierzę, że jesteś jedynym Bogiem prawdziwym, Stworzycielem wszystkiego, co istnieje, jedynym Panem niebios i ziemi, jedynym godnym, by Mu służono, by Go uwielbiano i kochano. Ponieważ wierzę, dlatego uwielbiam Cię i pokładam w Tobie nadzieję, że wszystkie Twoje dobra nadejdą. Rzucam się w Twoje ojcowskie ramiona i pokładam ufność w Twoją miłość, ponieważ Ty jesteś moim Zbawicielem. Kocham Cię, ponieważ jesteś jedynym godnym mej miłości i pragnę Ci odpłacić tą samą miłością, którą Ty mnie kochasz»40.

Orędzie zwraca naszą uwagę na pierwsze przykazanie Bożego Prawa: «Ja jestem Pan, twój Bóg (…). Nie będziesz miał cudzych bogów obok mnie! (…)» (Wj 20,2–5). Na innym miejscu mówi: «Będziecie oddawać cześć Panu, Bogu waszemu, gdyż pobłogosławi twój chleb i twoją wodę. Oddalę od ciebie wszelką chorobę» (Wj 23,25).

Poprzez to Prawo Bóg każe nam czcić wyłącznie Siebie, albowiem tylko On jest godny uwielbienia przez swe stworzenie. Zakazuje nam tworzyć bóstwa z rzeczy, które zostały stworzone przez Niego i traktować je jako ważniejsze: niczego one nie mogą i nic nie znaczą; dlatego zakazuje nam oddawania im czci i uwielbienia41.

Siostra Łucja tłumaczy, że prawdziwej wierze towarzyszy miłość i pragnienie uwielbiania Boga: „Uwielbienie zlewa się z miłością, uznaniem i wdzięcznością, albowiem nikomu nie zawdzięczamy tak wiele, jak Bogu”42.

Wspomina też o osobistych owocach przyjęcia postawy ukazanej przez Anioła: stajemy się błogosławieni, naszym udziałem staje się nadprzyrodzone (a więc prawdziwe) szczęście, dotyka nas łaska, która będzie zmieniać nasze serca. Wizjonerka zapewnia: „Wielbienie Boga jest obowiązkiem i nakazem, jaki Pan nakłada na nas z miłości, aby dać nam okazję do tego, byśmy byli przez Niego błogosławieni”43.

Siostra Łucja uważa, że modlitwa pozostawiona przez Anioła w Loca de Cabeço to nasza pieśń uwielbienia codziennie zanoszona Bogu.

Jest to pieśń naszego uwielbienia Boga. Wielbimy Go z wiarą, bo wierzymy w Niego. Błogosławimy Go z nadzieją, pewni tego, że da nam oglądać wszelkie dobro. Dziękujemy Mu z miłością, albowiem wiemy, że z miłości nas stworzył, z miłości zachowuje nas przy życiu i z miłości przeznaczył nas do udziału we własnym życiu. Dlatego nasza adoracja powinna być kantykiem doskonałego uwielbienia, gdyż On nas umiłował, zanim jeszcze zaistnieliśmy, i poruszony tą właśnie miłością, dał nam życie44.