Duchowa misja Polski

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Duchowa misja Polski
Duchowa misja Polski
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 57,98  46,38 
Duchowa misja Polski
Duchowa misja Polski
Audiobook
Czyta Ku Bogu
32,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

HISTORIA SACRA I JEJ OPATRZNOŚĆ

Mówi, że dziś stoimy na rozdrożu. Jest – jak naucza Kościół – „providentia humana” i jest „providentia divina”, że istnieje opatrzność ludzka i Opatrzność Boska. I słyszymy pytanie: W którą stronę zwrócić wzrok, dokąd skierować kroki? Na szczęście wzruszamy ramionami, odczytując pierwszy napis. Nadzieję pokładamy w opiece z wysoka. Tylko ona nas nie zawiedzie.

W tym duchu zaczynamy naszą opowieść: pełną wspaniałych obietnic, ale też trudnych miejsc; bywa, że skropionych krwią.

Każdy naród ma swoją historię. Ma ją również Polska.

Część naszych narodowych dziejów znamy. To wydarzenia, które już się dokonały: wpisały się w historię świata, dotykając pokoleń naszych przodków. Ta część polskich dziejów jest dumna i tragiczna, pełna chwały i pełna krwi.

Nieprzypadkowo jest to nasza historia. Przecież nic nie jest tu przypadkiem. Mogliśmy się narodzić w Szwajcarii, Norwegii, Jemenie, na Zakaukaziu czy w Syrii, ale z odwiecznego postanowienia woli Stwórcy przyszliśmy na świat właśnie tutaj – w Polsce. Bóg chciał mieć nas Polakami.

Chciał, byśmy byli członkami niezwykłego narodu. Chciał, byśmy nosili w sobie – jak mówił św. Jan Paweł II – „całe dziedzictwo jego kultury, jego historii, dziedzictwo zwycięstw, […] ale także dziedzictwo klęsk”. Ojciec Święty był przekonany, że Boska Opatrzność zapragnęła, byśmy nosili w sobie

świadomość jego zaniedbań, grzechów i win, ale także świadomość dziejowych krzywd, jakich doznawał, zwłaszcza w ciągu ostatnich dwu stuleci. […] Byśmy odczuwali głęboko wszystkie jego szlachetne dążenia, pragnienie życia w prawdzie, wolności, sprawiedliwości, solidarności społecznej – pragnienie życia swym własnym życiem.

W planach Bożych względem każdego z nas „polskość” stanowi jeden z fundamentów naszego celowego życia. Ma ona zasadniczy sens i biada nam, jeśli się jej wyrzekamy. Bo Polakami jesteśmy nieprzypadkowo. Bóg postawił przed nami zadanie. Mamy – właśnie jako Polacy – swoją rolę w wykuwaniu kształtu przyszłości świata. To nie jest rzeźbienie w miękkiej glinie. W rękach mamy kamień.

Umiejętność wydobywania kształtu z twardej bryły wymaga zaś wiele. Także wiedzy, o której mówił papież Wojtyła. Wiedzy o przeszłości. I świadomości tego, w którą stronę mamy iść: dziś, jutro, aż do osiągnięcia celu.

To ostatnie Jan Paweł II nazywał „szlachetnymi dążeniami” i „pragnieniem życia w prawdzie, wolności, sprawiedliwości, solidarności społecznej”.

Owe dążenia i pragnienia sprawiają, że historia naszego narodu to nie tylko przeszłość. Biegnie ona w następne lata – w czasy zupełnie nam niewiadome. Dopiero dla przyszłych pokoleń stanie się ona historią dokonaną, poznaną, opisaną. Jest ona dla nas wielkim, intrygującym znakiem zapytania.

Nie chcemy się zgodzić na to „nieznane”, bo mieszka w nas pragnienie poznania naszych przyszłych losów. I nie jest to wcale zwykła ludzka ciekawość; to raczej zatroskanie o przyszłość nas samych i naszych dzieci, o to, czy przyjdzie nam żyć w czasach dobrych, czy złych, czy nasze życie przypadnie na lata pokoju, czy też będą nim wstrząsać tragiczne i bolesne wydarzenia. Czy nasze „szlachetne dążenia, pragnienie życia w prawdzie, wolności, sprawiedliwości, solidarności społecznej” staną się wreszcie rzeczywistością.

Kiedy myślimy o dniu jutrzejszym, myślimy najpierw o sobie, ale – jakby na marginesie. Okazuje się, że wcale nie jesteśmy dla siebie samych najważniejsi. Bardziej myślimy o przyszłości, w której przyjdzie żyć nie tyle nam, ile naszym dzieciom i wnukom. Ich los wydaje się nam ważniejszy aniżeli nasze życie. To jeden ze znaków, który daje człowiekowi nadzieję, że przed nami, za horyzontem, kryje się lepszy świat. Oto nie jesteśmy zapatrzonymi w siebie, krótkowzrocznymi egoistami. Dziecko jest naszą troską, nie my. Martwimy się o jutro z powodu naszych dzieci i jesteśmy gotowi wiele dla nich poświęcić.

Są wśród nas i tacy, którzy umieją myśleć z troską o czymś jeszcze większym. Nie o samych sobie, nawet nie o swoich rodzinach, ale o Polsce. Co z nią będzie? – pytają z niepokojem. Obecność tych patriotów wśród nas oznacza, że przyszłość, która ściele się przed nami, ma barwy Nieba i jest obca piekłu.

Stawiamy pytanie: Co nas czeka? Ale pytamy jeszcze głośniej: Co czeka nasze dzieci? I pełną piersią: Co się stanie z naszą Ojczyzną? Pytania te są na tyle ważne, że ludzie szukają wskazówek pozwalających opisać przyszłość. Szukają wszędzie. Słuchają wywodów uczonych wyprowadzających poważne wnioski z naukowych danych. Udają się do różnej maści wróżbitów, tasujących karty, czytających układy gwiazd i ułożenie fusów w filiżance. Poddają ucha jasnowidzom, którzy uważają się za ludzi obdarzonych szczególnymi zdolnościami paranormalnymi, umiejących spoglądać w przyszłość, jakby była już zapisanymi stronicami historii.

Tymczasem jest tylko jeden głos mówiący o przyszłości, który należałoby potraktować najbardziej poważnie. To głos przychodzący z Nieba. Próbujemy go rozpoznać i zrozumieć, przekonani, że jeżeli uzyskalibyśmy dostęp do wiedzy ze świata nadprzyrodzonego, to – skoro ten pozaczasowy świat rzeczywiście istnieje i komunikuje się z nami – zdobylibyśmy nieomylne poznanie naszych przyszłych dziejów.

Teologowie i filozofowie, którzy lata poświęcili badaniu głosów z Nieba, twierdzą jednak coś zgoła innego. Wcale nie uważają, że poznanie wypowiedzi o naszej przyszłości pozwala ją jasno rozpoznać. Wprawdzie wszystko, co nas czeka, jest już określone, ale – i to właśnie zamazuje nam obraz przyszłości – wszystko to pozostaje jeszcze warunkowe. Istnieje jakieś napięcie między Bożą Opatrznością, która maluje naszą przyszłość, a ludzką samoopatrznością zatroskaną o jutro. One współtworzą nadchodzący czas.

SAMOOPATRZNOŚĆ

Zatrzymajmy się na chwilę.

Czym jest to, co teologia nazywa Bożą Opatrznością? Są nią przepełnione miłością, ale w pełni realistyczne, plany Boga dotyczące dalszych losów każdego człowieka i całego świata. Opatrzność nie jest myśleniem Boga o naszym „teraz”, choć tradycyjnie przedstawia się ją jako oko (obraz pełnego troski, uważnego czuwania) wpisane w trójkąt (symbol Trójcy Świętej) – oko spoglądające na nasze „dziś”. To przyglądanie się naszym losom w perspektywie przyszłości. Jakby Bóg patrzył na ludzką historię „od tyłu”, z odległości umieszczającej Go w naszym wczoraj, by spoglądać na naszą przyszłość przez pryzmat naszej teraźniejszości. Bo Bóg wie, że nasze „teraz” w wielkim stopniu decyduje o naszym „potem”.

Ów pryzmat może być najróżniejszy, bo tworzymy go my. To my nim jesteśmy: nasze serca, nasze myśli, nasze marzenia, postanowienia, gotowość do ofiary albo zamknięcie się w kręgu egoistycznego „liczę się tylko ja”. Skierowane na nas oko Bożej Opatrzności jest spojrzeniem pytającym. Bóg szuka w nas odpowiedzi na pytanie, kim chcemy być i co chcemy budować. Pyta o naszą samoopatrzność. Najpiękniej, gdy Jego Opatrzność i nasza samoopatrzność są do siebie podobne, gdy jak Bóg patrzymy przez „dziś” w nasze „jutro” – aż po wieczność. Bóg chce dostrzec w nas odpowiedzialność za przyszłość. Patrzy, czy nasze „dziś” jest pracą na rzecz jutra – czy nasze „teraz” jest jak wypalanie gliny na cegły, z których powstanie przyszły świat.

To działanie ludzkie, którego pragnie i potrzebuje Bóg. Chce, by Jego Opatrzność spotkała się z naszym zatroskaniem, dlatego oczekuje, że będziemy spoglądać w przyszłość podobnie jak On. A wtedy jest gotów pokazać drogę, dać wskazówki, wyciągnąć pomocną dłoń.

Krótkowzroczne spojrzenie, które zwykle jest myśleniem o własnej, doraźnej korzyści, nie pozwala Bogu stać się współautorem naszej przyszłości.

A tak niestety myśli rzesza polityków, którym się wydaje, że są władcami tego świata. Naiwni. Jeśli spoglądają na „dziś” jako na najważniejszy punkt dziejów, na „dziś” ważniejsze od „jutra”, są na usługach tego, którego Jezus nazywał „władcą tego świata”.

Pomoże im nie Opatrzność z Nieba, ale mroczna opatrzność księcia ciemności. Jego imię zna każdy z nas. Każdy powinien się lękać jego władzy. I jego zatroskania o naszą przyszłość.

Samoopatrzność, której szuka w nas Bóg, to nasza ludzka zapobiegliwość, nasze działania, by na minionej historii zbudować nowe, lepsze dzieje świata. To nasze działanie „według Boga” i „wbrew szatanowi”. Często pod prąd. Trudniejsze niż krótkowzroczność, ale jakże potrzebne.

Gdy zrozumiemy zależność przyszłości od obu czynników – Opatrzności Bożej i opatrzności ludzkiej – zrozumiemy też, że głosy z Nieba rozpościerają przed nami dwie skrajności: wariant najlepszy i wariant najgorszy.

Gdy Opatrzność z Nieba spotyka się z naszą samoopatrznością, czeka nas czas najlepszy z możliwych, jakiś „złoty wiek”, „królestwo sprawiedliwości”, „nowy, lepszy świat”. Co więcej, nadejdzie on niebawem, gdyż pracuje z nami wszechmocny Bóg.

Gdy wola Boga i wola człowieka stają w opozycji do siebie, czeka nas czas grozy. Równie szybko, bo mamy do czynienia z zaangażowaniem piekła.

INNOŚĆ PROROCTW O POLSCE

Głosów z Nieba jest dziś tyle, ile gwiazd nad naszymi głowami w mroku nocy. Samych mówiących o przyszłości, na której progu stoi nasze pokolenie, są dziesiątki tysięcy. Nie będziemy ich przywoływać ani szczegółowo analizować, interesuje nas bowiem coś zupełnie innego. Chcemy się przyjrzeć małemu wycinkowi zapowiedzi, wycinkowi zupełnie wyjątkowego rodzaju.

 

Są to proroctwa mówiące o Polsce. One zaś – co może nam od razu zaprzeć dech w piersiach ze zdumienia – okazują się inne niż pozostałe.

Nie zmienia się to od lat. Co więcej, owa prawidłowość jest nacechowana stałą wzrostu. Z upływem lat zagęszczenie proroctw dedykowanych naszej Ojczyźnie jest coraz większe i coraz bardziej inne od „niepolskich”. Choć w pewnym momencie polskie zapowiedzi się urywają. Dziś Niebo jakby zamilkło nad Polską. Czy to powód do niepokoju? Wcale nie. Zamiast proroków mówiących słowa od Boga Niebo daje nam charyzmatyków zanurzonych w mądrość Ducha Świętego. Daje ludzi „pierwszego kontaktu”, ludzi „sprzątających”, ludzi „budzących”, ludzi „popędzających nas naprzód”.

Samo Niebo zamilkło. Czy powiedziało już wszystko? A może – pytają niektórzy z obawą i lękiem – zrezygnowało z prowadzenia nas w przyszłość, bo Opatrzność Boża ma się nijak do ludzkiej opatrzności na polskiej ziemi? Nie, mamy powody, by twierdzić, że ostatnia sugerowana odpowiedź jest z gruntu fałszywa.

Nie byłoby wówczas wśród nas owych ludzi zanurzonych w Ducha.

Przyjrzyjmy się głosom z Nieba. Wyjątkowość proroctw opowiadających o przyszłości naszej Ojczyzny jest podwójna. Z jednej strony zapowiedzi związane z Polską są ważne nie tylko dla nas, Polaków, lecz dotyczą także innych narodów, a nawet całego świata. Z drugiej strony wyjątkowość proroctw związanych z Polską polega na tym, że nie ma w nich jasno zarysowanej warunkowości. Podczas gdy ta cechuje właściwie wszystkie zapowiedzi dotyczące przyszłości świata, kiedy proroctwa zaczynają mówić o Polsce, wydają się nieodwołalne, jakby równoległe do wielkiej i bezwarunkowej obietnicy z Fatimy – zapowiedzi triumfu, który na pewno nadejdzie. Warunkowość dotyczy nie tyle samych Bożych faktów, ile tego, kiedy owe fakty staną się częścią historii. Mogą bowiem zostać odłożone w czasie na wiele pokoleń…

Dlaczego i skąd taki zdumiewający wyjątek? Na chwilę obecną jest to dla nas pytanie drugoplanowe. Możemy zasugerować jedną (choć niejedyną), najbardziej logiczną odpowiedź: Niebo wie, że w Polsce obudzi się narodowa samoopatrzność. Może jej nie dostrzegamy, ale Bóg już ją widzi…

A może my też już coś przeczuwamy? Otoczyło nas tyle znaków czasu, dotknęły nas wydarzenia o historycznym i głębokim symbolicznym znaczeniu. Może w ich świetle wszystko staje się coraz bardziej zrozumiałe?

Być może najważniejszym kluczem do zrozumienia naszej przyszłości i naszych dróg wiodących w przyszłość jest oddalająca się z wolna w czasie smoleńska tragedia z 10 kwietnia 2010 r. i to wszystko, co pociągnęła ona za sobą? Łańcuch zaczynających się tam znaków jest długi; nawet mija naszą teraźniejszość i biegnie w nieznaną jeszcze przyszłość. To sekwencja znaków, które miały budzić niepokój – czarnych znaków, czyli pochodzących z czeluści piekła.

Na nasze szczęście Bóg potrafi wykorzystać ciemne machinacje złego ducha do swoich zbawczych celów. I na naszych oczach znaki zła zamieniają się w znaki niebieskie, budząc w nas pragnienie odnalezienia dobra.

Nie mamy wątpliwości: Bóg próbuje powiedzieć nam dziś coś bardzo ważnego. Może próbuje nas ochronić przed czarnym scenariuszem grożącym Polsce? Może chce pchnąć nasz naród na drogę, która wprawdzie musi być naznaczona kroplami krwi, ale nigdy nie zostanie zamieniona w ich rzekę? A może Niebo chce obudzić w nas pragnienie cofnięcia się w czas wielkiej narodowej samoopatrzności? Wówczas droga prowadząca do wypełnienia się wspaniałych proroctw o Polsce stanie się drogą pokoju. I drogą jednego pokolenia.

To odpowiedź jedna z wielu prawdziwych, ale dla nas w sposób oczywisty najważniejsza.

ET DIXIT DEUS VERBUM SUUM BÓG POWIEDZIAŁ: „NA PEWNO”

I wypowiedział Bóg słowo swoje

Jak wyglądają Boże zapowiedzi, których przedmiotem jest przyszłość naszej Ojczyzny? Jaka jest ich treść? Czy proroctwa o Polsce są spójne, czy raczej cechuje je różnorodność – aż po wewnętrzne sprzeczności, a może aż po doskonałe uzupełnienie się?

Czy proroctwa o Polsce są symboliczne, czy też mówią językiem konkretów? Budzą lęk czy nadzieję? Skąd przychodzą? Z dalekich czasów czy ze współczesności? Z naszych ziem czy z obcych krajów? Czy to słowa Jezusa, Maryi, może świętych patronów? Jak je rozumieć? I wreszcie – czy mamy prawo w nie wierzyć?

Jeśli głosy z Nieba mówiące o Polsce są prawdziwe, to znak, że jesteśmy narodem, któremu Bóg przeznaczył w przyszłości ważną rolę. Coś niezwykłego majaczy na horyzoncie naszych dziejów. Prorocy dawni i zupełnie współcześni jednym głosem opowiadają o wspaniałej przyszłości Polski i jej wybraństwie. Od razu zauważmy, że ta „wspaniałość” to ocena Boga, nie nasza, a to może oznaczać, że czeka nas zupełnie inny los, niż się spodziewamy.

Co ciekawe, nie mówią tego tylko głosy z Nieba rozlegające się na naszych ojczystych ziemiach. Wzmacniają je także wypowiedzi proroków innych narodowości: Bóg wspomina o przyszłej Polsce we Włoszech, w Niemczech, w Portugalii, w Australii.

Zastanawiające, że kiedy mówi On o naszym kraju, przemawia innym językiem niż wtedy, kiedy opowiada o dziejach świata. Nie grozi, nie mówi o wojnach, o ogniu, nie zapowiada dni ciemności ani buntu sił natury. Orędzie o Polsce pozostaje orędziem pokoju.

Więcej, kiedy głos z Nieba mówi o przyszłości naszego narodu, inaczej niż w swych naukach o losie świata, nie posługuje się trybem warunkowym. Gdy chodzi o Polskę, wszystko zdaje się już postanowione. Proroctwa zamienią się w rzeczywistość.

Czy mamy więc prawo odetchnąć z ulgą? Kto stawia takie pytanie, nie rozumie jeszcze przesłania z Nieba. Proroctwo o Polsce zapowiada naszą wielką rolę w przyszłych dziejach świata: rolę ważną, ale i trudną, budzącą w nas uczucie dumy, lecz również świadomość ciążącej na nas odpowiedzialności. Ale „wielkość” naszej Ojczyzny będzie „wielkością” w kategoriach Bożych, nie ludzkich. Oznacza to na przykład, że wcale nie czeka nas czas królowania, ale wielkiej służby. Według rozlegających się wokół zapowiedzi, w mrokach, które ogarną świat, u nas będzie świecić latarnia niosąca światło. Gdy wokół zapanują trwoga i przerażenie, u nas będą panować pokój i bezpieczeństwo. Gdy świat będzie tonął we krwi, my nie doświadczymy wojen ani kataklizmów. Dlaczego? To nie tyle będzie nagroda, ile zadanie. Z Polski ma wyjść iskra odrodzenia innych narodów.

Czy to możliwe? Jeśli Bóg istnieje, jeśli do nas przemawia, a proroctwa o Polsce rzeczywiście pochodzą od Niego, to tak: jest to możliwe. Więcej, to wszystko jest nam zadane.

A że jest jeden Bóg, Ojciec Wszechmogący, Stworzyciel Nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, to Jego słowo mówiące o naszej Ojczyźnie jest prawdą. Tylko – musimy o tym pamiętać – każde Jego słowo to nie informacja, ale polecenie.

NAKRĘCAMY SPRĘŻYNĘ ZEGARA

Mamy więc zlecone zadanie…

Jeśli zostanie ono podjęte, wybije oczekiwana godzina. Od nas zależy, kiedy to się stanie. Bo choć obietnice dane naszemu narodowi wydają się bezwarunkowe, to jednak nie są zdeterminowane czasowo. Nie musimy stawiać pytania o „czy”: Czy to się stanie? Trzeba nam pytać o „kiedy”. Bóg bowiem powiedział „na pewno”, ale nie powiedział, że „już jutro”.

Chociaż Jego marzeniem jest, by stało się to jak najszybciej. Zbudował już zegar. My musimy go nakręcić i uruchomić jego wskazówki.

Jesteśmy specyficznym narodem. Umęczonym, tragicznym w swych dziejach, w których więcej było klęsk niż zwycięstw. Jesteśmy narodem bolesnej historii, naznaczonym stygmatem cierpienia i ofiary. Czasem też – po ludzku zmarnowanymi triumfami. Jak pod Grunwaldem w 1410 r. czy w 1683 pod Wiedniem. Ale właśnie te wydarzenia w oczach Bożych miały wielką wartość. Może takie „polskie niemądre (w kategoriach tego świata) myślenie” zrodziło w Boskim Sercu proroctwa, które brzmią tak pięknie?

Czy nie wzbudził w Bogu zachwytu „bezsensowny” gest króla Jagiełły, który organizatorom napaści na klasztor jasnogórski – tym, którzy dokonali sacrilegium świętego Wizerunku Maryi Królowej – darował winę i wypuścił ich na wolność? Takich wydarzeń w polskiej historii jest wiele.

Chwil, w których Polacy naśladują w sposób doskonały Boga…

W tym kontekście warto się przyjrzeć interpretacji wiktorii wiedeńskiej przedstawionej przez papieża Polaka. To może nas dziwić, ale Jan Paweł II nie odczytywał znaczenia odsieczy wiedeńskiej w kategoriach zwycięstwa militarnego. Jego interpretacja pokazuje, że punktem odniesienia dla wszelkiego typu zwycięstw – wojskowych, politycznych czy ekonomicznych – zawsze jest porządek moralny, ład Boży. W interpretacji papieża nie ma akcentów nacjonalistycznych, nawet konflikty religijne i cywilizacyjne z muzułmańską Turcją schodzą na dalszy plan. Ojciec Święty wydobył moment przemiany wroga w życzliwego przyjaciela.

17 czerwca 1983 r. Jan Paweł II wołał:

Ta walka, to zwycięstwo nie wykopało przepaści pomiędzy narodem polskim a tureckim. Wręcz przeciwnie, wzbudziło szacunek i uznanie. Wiemy, że – gdy Polska z końcem XVIII w. zniknęła z mapy politycznej Europy – faktu dokonanego rozbiorów nie uznał nigdy rząd turecki. Na dworze otomańskim – jak mówi tradycja – przy uroczystych przyjęciach posłów zagranicznych pytano wytrwale: «Czy poseł z Lechistanu jest obecny?. Odpowiedź: «Jeszcze nie» padała tak długo, aż nadszedł rok 1918 i poseł niepodległej Polski znów zawitał do stolicy Turcji.

[…] Trzeba było przypomnieć ten charakterystyczny szczegół, aby w pełni ocenić walor odsieczy Wiednia w 1683 r. i zwycięstwo króla Jana III Sobieskiego.

O jeszcze innym znaczeniu „niewykorzystanej wiktorii” będziemy niebawem wspominać.

Niech nasze dzieje przypominają nam historycy. Niech przywołują przed nasze oczy bolesne narodowe powstania i wielkie bitwy, w których ważyły się losy Polski. Niechaj opowiadają nam o rodakach, którzy oddali życie za Ojczyznę. Ich długi pochód maszeruje przez historię, dociera do współczesnych dat, pewnie minie nas i ruszy w najbliższą przyszłość. Niech znawcy dziejów Polski uczą nas widzieć więcej, niż ukazuje „historia świecka”. Niech wskazują na to, co potrafił dostrzec papież, który był z naszego ciała i naszej krwi. Przede wszystkim – z naszego ducha.

Kiedy spoglądamy na naszą historię, mówimy, że Polska jest inna niż ojczyzny Niemców, Włochów, Francuzów czy Hiszpanów. Ale jest inna nie tylko w wymiarze historycznym. Gdy pochylamy się nad nadprzyrodzonym wyznacznikiem dziejów naszego narodu i pytamy: Czy tego samego nie należy wypowiedzieć, kiedy patrzymy na Niebo? – odpowiedź brzmi twierdząco.

Jesteśmy krajem, do którego zaadresowano zdumiewająco wiele słów ze świata nadprzyrodzoności. I to tak dużo, że nie sposób ich ignorować. Jest w nich coś tajemniczo prawdziwego, a obecny w nich wspólny mianownik nie może nie zastanawiać. Nie wiemy wprawdzie, które pokolenie będzie właściwym adresatem skierowanych do nas proroctw, ale zazwyczaj – jako krótkowzroczni – nie spoglądamy w daleką przyszłość. Wierzymy, że wspaniałe zapowiedzi, mówiące o chwale i potędze naszego kraju, spełnią się już niebawem – jeszcze za naszego życia.

Choć wciąż są uzależnione od naszego zaangażowania, to jednak coś nas przekonuje, że wszystko stanie się w czasie tego pokolenia. Mamy uzasadnione prawo zastanawiać się nad tym, czy obecnie rzeczywiście nie weszliśmy w krąg wypełniania się proroctw o Polsce. W końcu współczesne objawienia skierowane do świata, w którym dziś żyjemy, a przychodzące z Nieba, mówią, że żyjemy na krawędzi czasu, że coś czeka nas za widocznym już zakrętem historii.

Ludzkość niekoniecznie oczekuje tego z radością i nadzieją.