Sen nocy letniej

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

William Shakespeare

Sen nocy letniej

Wydane w formacie ePUB przez Imprint Sp. z o.o. – 2011 rok.

SEN NOCY LETNIEJ. PRZEKŁAD STANISŁAWA KOŹMIANA.

OSOBY.

TEZEUSZ, KSIĄŻĘ Aten.

EGEUSZ, ojciec Hermii.

LYZANDER.

DEMETRYUSZ. Zakochani w Hermii.

FILOSTRAT, mistrz ceremonii na dworze Tezeusza.

PIGWA, cieśla.

SPÓJ, stolarz.

SPODEK, tkacz.

DUDKA, miechownik.

RYJEK, kotlarz.

GŁODNIAK, krawiec.

HIPOLITA, Królowa Amazonek, zaręczona z Tezeuszem.

HERMIJA, córka Egeusza, zakochana w Lyzandrze.

HELENA, zakochana w Demetryuszu.

OBERON, Król elfów.

TYTANIJA, Królowa elfów.

PUK, albo Robin Dobry-druh, jeden z elfów.

GROSZEK.

PAJĘCZYNKA.

CIEMKA. Elfy.

GORCZYCZKA.

PYRAM.

TYZBE.ŚCIANA. Role w krotochwili odegranej przez prostaków.

KSIĘŻYC.

LEW.

Inne elfy w Orszaku Oberona i Tytanii.

Orszak Tezeusza i Hipolity.

Scena w Atenach, oraz w poblizkim gaju.

AKT PIERWSZY.

Scena I.

Ateny. Komnata w pałacu Tezeusza. Wchodzą: TEZEUSZ, HIPOLITA, FILOSTRAT i Orszak. TEZEUSZ. Już się nam zbliża, piękna Hipolito, Godzina ślubu. Nowy za dni cztery Zabłyśnie księżyc. O jakżeż ten stary Zwolna ubywa, spóźniając me szczęście Jako macocha, lub na dożywociu Wdowa, co ścieśnia dochód spadkobiercy. HIPOLITA. Cztery dnie szybko pogrążą się w nocach, Przez cztery noce rączo się czas prześni, A wtedy księżyc, nowym srebrnym łukiem Na niebie zgięty, ujrzy noc świąteczną Naszych zaślubin. TEZEUSZ. Idź, idź, Filostracie, Wezwij ateńską młodzież do zabawy, Obudź polotny i hoży duch uciech, A smutek odpędź do czarnych pogrzebów. Nie dla gód naszych ten blady towarzysz.

(Wychodzi Filostrat).. Miecz, Hipolito, był mym dziewosłębem. Pogromem wojny zdobyłem twe serce. Lecz ślub nasz inne uświetnią tu sprawy: Pompa, tryumfy i huczne igrzyska.

(Wchodzą: Egeusz, Hermija, Lyzander i Demetryusz). EGEUSZ. Szczęść, Tezeuszu, przesławny nasz Książę! TEZEUSZ. Dzięki ci, dzięki, – jakież niesiesz wieści? EGEUSZ. Pełen frasunku, przychodzę ze skargą Na własne dziecię, na mą córkę Hermję. Oto Demetrjusz. Temu to mężowi, Przezacny Panie, przyrzekłem jej rękę. Wystąp, Lyzandrze, – a ten oczarował, Łaskawy Książę, serce mego dziecka. Ty, ty, Lyzandrze, tyś dawał jej wiersze, Tyś z nią wymieniał miłości rękojmie, Tyś po księżycu pod jej oknem śpiewał Obłudnym głosem pieśń uczuć obłudnych; Tyś skradł darami pociąg jej fantazyi, Śląc jej pierścionki, manele z twych włosów, Błyskotki, cacka, bukiety, łakocie, – Posły przemożne nad płochą młodością. Tyś się chytrością wtulił w Hermji serce I ojcu winną uległość zmieniłeś W niezłomny upór. Miłościwy Książę, Jeźli nie zechce ona tu przed tobą Przyrzec, iż będzie żoną Demetrjusza, Wezwę ateńskich z dawna przywilejów; Moją jest, nią więc mam prawo rozrządzić: Albo ją, temu przekażę mężowi, Albo też śmierci, jak żąda ustawa, Wprost na wypadek taki przepisana. TEZEUSZ. Cóż Hermjo, mówisz ? Pomyśl, piękne dziewczę. Czcić ojca winnaś jak samego Boga. On twej urody twórcą. Tak, w istocie, Tyś w obec ojca jakby postać z wosku, On ci kształt nadał, w jego przeto mocy Również ocalić jak zgładzić swe dzieło. Wszakże Demetrjusz zacnym jest, młodzianem? HERMIJA. Alboż nim nie jest Lyzander? TEZEUSZ. Nie przeczę, Lecz że w tym razie brak mu ojca zgody, Tamtego trzeba uważać godniejszym. HERMIJA. O, gdyby ojciec chciał spojrzeć mem okiem. TEZEUSZ. Raczej twe oczy kieruj sądem ojca. HERMIJA. Błagam cię, Książę, błagam przebaczenia. Nie wiem, skąd siła, która mię ośmiela, Ani jak mojej skromności przystało Tu w obec wszystkich bronić życzeń moich. Lecz cię zaklinam, powiedz, jaka może Najcięższa dola spotkać mię w przypadku. Jeźli nie zechcę pójść za Demetrjusza? TEZEUSZ. Śmierć, śmierć okrutna, albo już na zawsze Musisz się wyrzec towarzystwa ludzi. Więc, piękna Hermjo, zbadaj twe pragnienia, Pomnij na młodość, twojej krwi się poradź, Czy jeźli wybór odrzucisz ojcowski, Zdołasz znieść lichą szatę pustelnicy, W ciemnym klasztorze zamknąć się na wieki, Bezdzietną siostrą spędzić żywot cały, Nucąc mdłe hymny bezpłodnej Dyanie. Trzykroć te szczęsne, które krew uśmierzą, By odbyć taką panieńską pielgrzymkę. Lecz ziemsko szczęśniej róży, co zerwana, Niż tej, co więdnąc na cierniu dziewiczym, Wzrasta i żyje i mrze w samotności. HERMIJA. Tak pragnę wzrastać, tak żyć i umierać Raczej niżeli przywilej dziewictwa Zdać władzy męża, pod którego jarzmo Nigdy się ugiąć ma dusza nie zdoła. TEZEUSZ. Wstrzymaj się, namyśl, a z nowym księżycem, W dzień, co ma moim z ukochaną ślubom Przyłożyć pieczęć wieczystego stadła, W tym to dniu, mówię, bądź gotową umrzeć Za krnąbrność przeciw twego ojca woli; Lub Demetrjusza pojąć, jak chce ojciec, Lub na ołtarzu Dyany zaprzysiądz Czystość i życie samotne na wieki. DEMETRYUSZ. Wstrzymaj się, Hermjo! Ty Lyzandrze, cofnij Dzikie roszczenia przed mem wyższem prawem. LYZANDER. Tyś, Dometrjuszu, posiadł ojca miłość, Zostaw mi Hermję, a sam z nim się ożeń. EGEUSZ. On ma mą miłość, szyderczy Lyzandrze, I co jest mojem, ta miłość mu odda. Moją jest Hermja, więc me prawa do niej Na Demetrjusza przelewam w całości. LYZANDER. Jego rodowi mój ród nie ustąpi. Równiem bogaty, w miłości bogatszy. Mój zawód w życiu sięga tak wysoko, Jeźli nie wyżej, jak Demetrjuszowy. A co ważniejsze nad te wszystkie chluby, Mnie piękna Hermja miłość ślubowała. Czemuż więc praw mych nie miałbym dochodzić? Demetrjusz, śmiało zarzucam mu w oczy, Chodził w zaloty do córki Nedara, I tak jej serce podbił, że Helena Szaleje za nim aż do bałwochwalstwa, – Za, nim, splamionym, niestałym człowiekiem. TEZEUSZ. O tem, wyznaję, już słyszałem nieraz, I miałem zamiar mówić z Demetrjuszem, Ale mi z myśli wypadło w natłoku Własnych mych zajęć. Pójdźże, Demetrjuszu, Pójdź, Egeuszu, oba pójdźcie ze mną. Mam dać naukę wam obu sam na sam. Ty, piękna Hermjo, uzbrój się, byś mogła Zgodzić twe chęci z rodzicielską wolą. Inaczej, skaże cię ateńskie prawo. (W czem żadną miarą ulżyć ci nie zdołam), Skaże cię na śmierć lub życie samotne. Pójdź, Hipolito. Co dumasz, kochanie ? Chodź, Demetrjuszu, Egeuszu, śpiesz się. Chciałbym was użyć w sprawie mych zaślubin, Oraz pomówić osobno w przedmiocie, Który was samych najbliżej się tyczy. EGEUSZ. Chętnie, pokornie, idziemy za tobą.

(Wychodzą: Tezeusz, Hipolita, Egeusz, Demetryusz, i Orszak). LYZANDER. Cóż ci to luba? Twe lica pobladły! Czemże tak nagle zwiędły róże na nich ? HERMIJA. Snać brakiem deszczu, lubo je tak łacno Mogłabym zrosić burzą oczu moich. LYZANDER. Ah, biedne serce! gdyż o ilem słyszał, Lub czytał kiedy w powiastkach lub dziejach, Nigdy pogodnie prawdziwszej miłości Strumień nie płynął; lecz raz krwi różnica… HERMIJA. Wstyd, gdy dostojność sprzęga się z prostactwem ! LYZANDER. To struły związek źle dobrane lata. HERMIJA. Zgroza, gdy młodość w jarzmie u starości ! LYZANDER. To znów w wyborze chybiła rodzina. HERMIJA. Piekło, gdy miłość nie sama wybiera. LYZANDER. A jeźli związek miłość skojarzyła, Wnet go obiegły wojna, śmierć, choroba, I było szczęście jako dźwięk chwilowe, Jak cień przelotne, jak sen krótkotrwale, Nikłe jak w czarnej nocy błyskawica, Która gwałtownie rozsłoni świat cały, I zanim człowiek zdąży wyrzec: Patrzcie! Paszcze ciemności już onę pożarły. Niknie tak rączo wszystko, co się świeci. HERMIJA. Jeźli nie inny los wiernych kochanków, Widać, że taki wyrok przeznaczenia. Więc naszą troskę, uzbrójmy w cierpliwość, Pewni, że ona przygodą tak zwykłą W każdej miłości, jak smutki, westchnienia, Sny, łzy, tęsknoty, – tkliwych serc drużyna. LYZANDER. Wyborna rada. Więc słuchaj mię, Hermjo. Ma ciotka wdowa, dożywotnia pani Znacznych majątków, a przytem bezdzietna, Mieszka mil siedem od Aten. Poczciwa, Kocha mię jakby syna jedynaka. Tam, miła Hermjo, możem zawrzeć śluby. Tam nas ateńskie prawo nie doścignie Swym srogim mieczom. Więc jeźli mię kochasz, Jutrzejszej nocy opuść dom twój skrycie, A w gaju milkę od miasta odległym, Gdziem cię raz spotkał, kiedyście z Heleną Święciły gody majowego ranka, Będę cię czekał. HERMIJA. Przysięgam, mój drogi, Na łuk Kupida, gdy najdzielniej spięty, – Na jego złotą strzałę, – na niewinność Śnieżnych gołąbków w Wenery rydwanie, – Na to, co budzi i wzmaga kochanie, – Na gniew Dydony, gdy ujrzała nagle Jak nikły zwrotne Eneasza żagle, – Na wszystkie mężczyzn śluby wiarołomne, Bo o niewieścich, mniej licznych, nie wspomnę, – Przysięgam, jako na miejsce obrane Jutrzejszej nocy nieochybnie stanę. LYZANDER. Pomnij na słowo. Patrz, Helena idzie.

(Wchodzi Helena). HERMIJA. Piękna Heleno! Gdzież cię kroki wiodą? HELENA. Piękna? O, nie mów! Twoją to urodą Tknięty Demetrjusz, zwie twych ócz promienie Przewodnią gwiazdą, głos milszym niż pienie Skowronka, który pasterza zachwyca, Kiedy głóg w pączkach a w zielu pszenica. Gdyby się można wdziękiem jak chorobą Zarazić, jabym przejęła się tubą, Me ucho głos twój, me oczy twe oczy, Ustaby ustom skradły dźwięk uroczy. Ah! gdyby moją, była ziemia cała, Krom Demetrjusza Wszystkobym ci dała, Naucz mię, naucz, jaką sztuką wzrusza Twoja osoba serce Demetrjusza? HERMIJA. Kocha mię, choć sie nań marszczę i zrzędzę. HELENA. Każ wejść w; mój uśmiech twych zmarszczeń potędze. HERMIJA. W miarę mych przekleństw, w nim się miłość wzmaga. HELENA. Mniej możny hołd mój niż twoja zniewaga. HERMIJA. Im silniej gardzę, tem kocha mię bardziej. HELENA. Im silniej kocham, tem srożej mną gardzi. HERMIJA. Te jego szały nie z mej winy płyną. HELENA. Wina w twych wdziękach. Oblecz miętą winą. HERMIJA. Pociesz się. Już on nie ujrzy mię wcale. Jutro z Lyzandrem z tych stron się oddalę. Nimem Lyzandra pokochała wzajem, Ateny istnym były dla mnie rajem. Na cóż mi zda się cała wdzięków siła. Kiedy mi w piekło luby raj zmieniła ? LYZANDER. Oto, Heleno, nasza tajemnica: Jutrzejszej nocy, kiedy srebrne lica Febe odbije wśród przejrzystych toni, I perły rosy na smugi uroni, – Ujść z bram ateńskich, w tej przyjaznej dobie Zbiegom kochankom, przyrzekliśmy sobie. HERMIJA. I w gaju, gdzieśmy często spoczywały Na miękkiem łożu pierwiosnków, i cały Skarb serc z szczerością jawiły wzajemną, Luby Lyzander ma się spotkać ze mną. Tam na Ateny spojrzym raz ostatni. Pójdziem z obcymi zawrzeć związek bratni. Módl się, módl za nas. Drużko, bądź mi zdrowa. Niech Demetrjusza niebo ci uchowa. Do jutra, luby. Czekajmy cierpliwi Aż nas wzajemny uścisk znów pożywi. LYZANDER. Nie chybię, Hermjo.

 

(Wychodzi Hermija). Heleno, bądź zdrowa. Niech twej odpowie cześć Demetrjuszowa.

(Lyzander odchodzi). HELENA. O, jakąż szczęście dzieli nas przestrzenią!: Z urody również mię Ateny cenią Jak Hermję. Cóż ztąd? Demetrjusz inaczej. Na wdzięk wszem jawny on jeden nie baczy. On błądzi, wielbiąc Hermję tak szalenie, Ja, że w nim wszystko za wysoko cenię. Lecz co jest lichem, podłem, bez znaczenia, Miłość w dostojne i kształtne przemienia, Bo miłość sądzi sercem nie oczyma, Ztąd też w obrazach Kupid oczu nie ma. Miłość i wszelki za nic rozum waży,. Skrzydła bez oczu, to pośpiech bez straży. Toż ją w dziecięcej malują postaci, Bo nim wybierze, już rozwagę traci. Jak się na kłamstwo chłopiec w grze zaklina, Tak wiarołomcą jest miłość – chłopczyna. Wszak nim Demetrjnsz ujrzał Hermji postać, Siał gradem przysiąg, że moim chce zostać, Na zawsze moim. Pod Hermji obliczem I on sam stopniał, i grad stał się niczem. Wnet mu oznajmię, w jakiej się ustroni Hermja chce ukryć. On aa nią, pogoni. Cóż, choć otrzymam szczere dzięki za to, Zysk z jednej strony, będzie z drugiej stratą. Lecz tem przynajmniej mą boleść osłodzę, Że tak w powrocie ujrzę go jak w drodze.

(Wychodzi).

Scena II.

Ateny. Izba w chałupie, PIGWA, SPÓJ, SPODEK, DUDKA, RYJEK, i GŁODNIAK, PIGWA. A co, czy już się całe zebrało towarzystwo? SPODEK. Najlepiej ci będzie wezwać ich hurtem, jednego po drugim, według spisu. PIGWA. Oto lista imienna osób, którym całe Ateny przyznają zdatność do wystąpienia w naszej krotochwili, przed księciem i księżną, w dzień ich zaślubin, przepraszam, bo w nocy. SPODEK. Najprzód, dobry Piętrze Pigwo, powiedz, o co idzie w tej sztuce, następnie wymień nazwiska aktorów, i tak przystąp do rzeczy. PIGWA. Otóż, tytuł naszej sztuki jest: Najrzewniejsza komedya i najokropniejsza śmierć Pyrama i Tyzby. SPODEK. Wyborny, ręczę, kawałek, a przytem i śmieszny. Zaczem, dobry Pietrze Pigwo, wymień twych aktorów według listy. Uszykujcie się, mości panowie. PIGWA. Niech każdy odpowiada, jak zawołam. Mikołaj Spodek, tkacz. SPODEK. Jest. Powiedz, jaka moja rola, a potem dalej. PIGWA. Ty, Mikołaju Spodku, masz odegrać rolę Pyrama. SPODEK. Co to za Pyram? Czy to jaki kochanek czy tyran? PIGWA. Kochanek, który się z miłości zabija w najchlubniejszy sposób. SPODEK. Żeby dobrze tę rolę odegrać, widzę, że się bez łez nie obejdzie. Jeźli ja mam to sprawić, niechże słuchacze strzegą swoich oczu. Poruszę burze, będę utyskiwał co niemiara. Teraz dalej. Jednak do roli tyrana główny czuję pociąg. Wybornie odegrałbym Herkulesa, albo taką rolę, w którejby wypadło drzeć kota ze skóry i rozbijać wszystko w kawałki. "Podziemny szał Ryczących skał Roztrzaska wał Więziennych bram. Ty zdala świeć, Potargaj, zmieć Głupich park sieć, Ty Febie sam. " Oto mi wzniosłość! Teraz wymień resztę aktorów. To mi w Herkulesa wenie, w tyrana wenie. Kochanek byłby płaczliwszym. PIGWA. Franek Dudka, miechownik. DUDKA. Jestem, Pietrze Pigwo. PIGWA. Na ciebie rola Tyzby przypada. DUDKA. Co to za Tyzby, czy jaki błędny rycerz? PIGWA. Niewiasta, którą Pyram ma kochać. DUDKA. O nie, na uczciwość, nie chcę grać roli kobiecej. A przecież włos na brodzie już mi się sypać poczyna. PIGWA. Wszystko to jedno. Będziesz grał w masce i możesz deklamować najpiskliwszym głosem, jak ci się tylko podoba. SPODEK. Wszakżeż i ja skryć twarz potrafię, więc mi dajcie rolę Tyzby. Będę piszczał okropnie cienkim głosem: "Tysne, Tysne, – ah, Pyramie kochanku drogi, twoja Tyzby droga, twoja droga dziewica!" PIGWA. Nie, nie, ty musisz być Pyramem, a ty, Dudko, Tyzbą. SPODEK. Zgoda, więc dalej. PIGWA. Robert Głodniak, krawiec. GŁODNIAK. Tu, Pietrze Pigwo. PIGWA. Robercie Głodniaku, ty będziesz matką Tyzby. Tomasz Ryjek, kotlarz. RYJEK. Jestem, Pietrze Pigwo. PIGWA. Ty będziesz ojcem Pyrama, ja zaś ojcem Tyzby. Tobie, Spoju stolarzu, przypada rola Lwa. A tak zdaje się, że sztuka wyśmienicie obsadzona. SPÓJ. A czy masz rolę Lwa na piśmie. Jeżeli masz, proszę cię o nią, bo mi żmudno idzie nauka. PIGWA. Będziesz ją mógł improwizować, nie ma w niej nic prócz ryku. SPODEK. Pozwólcie mi, niech także i Lwa odegram, Będę tak ryczał, że aż serce urośnie każdemu, co mię posłyszy. Oj, będę ryczał, że aż sam książę zawoła: A zarycz raz jeszcze, jeszcze raz mi zarycz. PIGWA. Stój, jeźlibyś zbyt przeraźliwie zaryczał, mógłbyś tak księżnę i damy przestraszyć, że poczęłyby piszczeć z trwogi, a wtedy cóżby nasze szyje od powroza uchroniło ? WSZYSCY. Powieszonoby nas wszystkich co do nogi, syna każdziutkiej z naszych matek. SPODEK. Prawda, przyjaciele, gdyby się duszę z tych pań wystraszyło, nie stałoby im rozwagi chyba na to, iżby nas skazać na powieszenie. Lecz ja tak mój glos wzmogę, że zaryczę łagodnie kieby ssąca synogarlica. Jakby jaki słowik wam zaryczę. PIGWA. Musisz być Pyramem albo niczem. Pyram jest to człowiek miłego oblicza, przystojny mężczyzna, jakiego ledwie zdarzy się spotkać na długim dniu w lecie, najmiluchniejszy, najdostojniejszy kawaler. "Więc koniecznie musisz grać Pyrama. SPODEK. Zgoda, przyjmuję. Ale w jakiejże brodzie będzie mi najstosowniej wystąpić? PIGWA. W jakiej ci się podoba. SPODEK. Przywdzieję albo brodę słomianego koloru, albo brudno-pomaranczową, albo jaskrawopurpurową, albo doskonale żółtą jak złoto we francuzkich czaszach. PIGWA. Tylko że na francuzkich czaszkach często ani włoska nie widać. Musiałbyś przeto wystąpić z wytartem czołem. Ale panowie, oto wasze role. Błagam, obowiązuję was, wymagam, byście się ich nauczyli do jutrzejszej nocy. Macie się zejść ze mną w gaju za pałacem, o milkę od miasta, skoro księżyc zaświeci. Tam odprawimy próbę, bo gdybyśmy się zebrali w mieście, nie opędzilibyśmy się ciekawym, a tak poszłyby w świat nasze zamysły. Tymczasem przygotuję spis przyborów, jakich nasza sztuka wymaga. Proszę, nie zróbcie mi zawodu. SPODEK. Przyjdziemy, a będziem tam mogli jeszcze mężniej i rozwięźlej próbę odegrać. Nie żałujcie trudu, nauczyć się doskonale, a teraz bądźcie zdrowi. PIGWA. Miejscem spotkania będzie dąb książęcy. SPODEK. Dość. Przyjdziem, choćby pioruny trzaskały.

(Wychodzą).

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?