HamletTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Hamlet
Hamlet
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 68,93  55,14 
Hamlet
Audio
Hamlet
Audiobook
Czyta Mark Bowen
5,22 
Szczegóły
Hamlet
Audiobook
Czyta Cast Full, Jamie Parker
31,09 
Szczegóły
Hamlet
Audiobook
63,73 
Szczegóły
Hamlet
Audiobook
Czyta William Szekspir
63,94 
Szczegóły
Hamlet
Audiobook
Czyta a full cast, Imogen Stubbs, Simon Russell Beale
79,72 
Szczegóły
Hamlet
Audiobook
90,60 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

William Shakespeare

Hamlet

Wydane w formacie ePUB przez Imprint Sp. z o.o. – 2010 rok.

Spis treści:

  AKT PIERWSZY

  AKT DRUGI

  AKT TRZECI

  AKT CZWARTY

  AKT PIĄTY



William Shakespeare


HAMLET


Tłum. Józef Paszkowski



OSOBY:

Klaudiusz – król duński

Hamlet – syn poprzedniego, a synowiec teraźniejszego króla

Poloniusz – szambelan

Horacy – przyjaciel Hamleta

Laertes – syn Poloniusza

Ksiądz

DWORZANIE:

Woltymand

Korneliusz

Rozenkranc

Gildenstern

Ozryk

OFICEROWIE:

Marcellus

Bernardo

Francisko – żołnierz

Rajnold – sługa Poloniusza

Rotmistrz

Poseł

Duch ojca Hamleta

Fortynbras – książę norweski

Gertruda – królowa duńska, matka Hamleta

Ofelia – córka Poloniusza

Panowie, damy, oficerowie, żołnierze, aktorowie, grabarze, majtkowie, posłowie i inne osoby.

Rzecz odbywa się Elzynorze

AKT PIERWSZY

AKT PIERWSZY

Scena pierwsza

Taras przed zamkiem.

Francisko na warcie. Bernardo zbliża się ku niemu.

BERNARDO

Kto tu?

FRANCISKO

Nie, pierwej ty sam mi odpowiedz;

Stój, wymień hasło!

BERNARDO

"Niech Bóg chroni króla."

FRANCISKO

Bernardo?

BERNARDO

Ten sam.

FRANCISKO

Bardzo akuratnie

Stawiacie się na czas, panie Bernardo.

BERNARDO

Tylko co biła dwunasta. Idź, spocznij,

Francisko.

FRANCISKO

Wdzięcznym wam za zluzowanie,

Bom zziąbł i głupio mi na sercu.

BERNARDO

Miałżeś

Spokojną wartę?

FRANCISKO

Ani mysz nie przeszła.

BERNARDO

Dobranoc. Jeśli napotkasz Marcella

I Horacego, z którymi tej nocy

Straż mam odbywać, powiedz, niech się śpieszą.

Horacy i Marcellus wchodzą

FRANCISKO

Zda mi się, że ich słyszę. – Stój! kto idzie?

MARCELLUS

"Lennicy króla."

HORACY

"Przyjaciele kraju."

FRANCISKO

A zatem dobrej nocy.

MARCELLUS

Bądź zdrów, stary.

Kto cię zluzował?

FRANCISKO

Bernardo. Dobranoc.

Odchodzi.

MARCELLUS

Hola! Bernardo!

BERNARDO

Ho! czy to Horacy

Z tobą, Marcellu?

HORACY

Niby on.

BERNARDO

Witajcie.

HORACY

I cóż? Czy owa postać i tej nocy

Dała się widzieć?

BERNARDO

Ja nic nie widziałem.

MARCELLUS

Horacy mówi, że to przywidzenie.

I nie chce wierzyć wieści o tym strasznym

Dwa razy przez nas widzianym zjawisku;

Uprosiłem go przeto, aby z nami

Przepędził część tej nocy dla sprawdzenia

Świadectwa naszych oczu i zbadania

Tego widziadła, jeżeli znów przyjdzie.

HORACY

Nic z tego, ręczę, że nie przyjdzie.

BERNARDO

Usiądź

I ścierp, że jeszcze raz zaszturmujemy

Do twego ucha, które tak jest mocno

Obdarowane przeciw opisowi

Tego, czegośmy przez dwie noce byli

Świadkami.

HORACY

Dobrze, usiądźmy; Bernardo!

Opowiedz, jak to było.

BERNARDO

Przeszłej nocy,

Gdy owa jasna gwiazda na zachodzie

Tę samą stronę nieba oświecała,

Gdzie teraz błyszczy, i zamkowy zegar

Bił pierwszą, Marcel i ja ujrzeliśmy…

MARCELLUS

Przestań; spojrzyjcie tam: nadchodzi znowu.

Duch się ukazuje.

BERNARDO

Zupełnie postać nieboszczyka króla.

MARCELLUS

Horacy, przemów doń, uczony jesteś.

BERNARDO

Możeż być większe podobieństwo? powiedz.

HORACY

Prawda; słupieję z trwogi i zdumienia.

BERNARDO

Zdawałoby się, że chce, aby który

Z nas doń przemówił.

MARCELLUS

Przemów doń, Horacy.

HORACY

Ktoś ty, co nocnej pory nadużywasz

I śmiesz przywłaszczać sobie tę wspaniałą

Wojenną postać, którą pogrzebiony

Duński monarcha za życia przybierał?

Zaklinam cię na Boga: odpowiadaj.

MARCELLUS

To mu się nie podoba.

BERNARDO

Patrz, odchodzi.

HORACY

Stój! mów; zaklinam cię: mów.

Duch znika

MARCELLUS

Już go nie ma.

BERNARDO

I cóż, Horacy? Pobladłeś, drżysz cały.

Powieszże jeszcze, że to urojenie?

Co myślisz o tym?

HORACY

Bóg świadkiem, że nigdy

Nie byłbym temu wierzył, gdyby nie to

Tak jawne, dotykalne przeświadczenie

Własnych mych oczu.

MARCELLUS

Nie jestże to widmo

Podobne, powiedz, do zmarłego króla?

HORACY

Jak ty do siebie. Taką właśnie zbroję

Miał wtedy, kiedy Norweżczyka pobił:

Tak samo, pomnę, marszczył czoło wtedy,

Kiedy po bitwie zaciętej na lodach

Rozbił tabory Polaków. Rzecz dziwna!

MARCELLUS

Tak to dwa razy punkt o tejże samej

Godzinie przeszło marsowymi kroki

To widmo mimo naszych posterunków.

HORACY

Co by to w gruncie mogło znaczyć, nie wiem;

Atoli wedle kalibru i skali

Mojego sądu, jest to prognostykiem

Jakichś szczególnych wstrząśnień w naszym kraju.

MARCELLUS

Siądźcie i niech mi powie, kto świadomy,

Na co te ciągłe i tak ścisłe warty

Poddanych w kraju noc w noc niepokoją?

Na co te lanie dział i skupywanie

Po obcych targach narzędzi wojennych?

Ten ruch w warsztatach okrętowych, kędy

Trud robotnika nie zna odróżnienia

Między niedzielą a resztą tygodnia?

Co powoduje ten gwałtowny pośpiech,

Dający dniowi noc za towarzyszkę?

Objaśniż mi to kto?

HORACY

Ja ci objaśnię.

Przynajmniej wieści chodzą w taki sposób:

Ostatni duński monarcha, którego

Obraz dopiero co nam się ukazał,

Był, jak wiadomo, zmuszony do boju

Przez norweskiego króla, Fortynbrasa,

Zazdroszczącego mu jego potęgi.

Mężny nasz Hamlet (jako taki bowiem

Słynie w tej stronie znajomego świata)

Położył trupem tego Fortynbrasa,

Który na mocy aktu, pieczęciami

Zatwierdzonego i uświęconego

Wojennym prawem, był obowiązany

Części swych krajów ustąpić zwycięzcy,

Tak jak nawzajem nasz król, na zasadzie

Klauzuli tegoż samego układu,

Byłby był musiał odpowiednią porcję

Swych dzierżaw oddać na wieczne dziedzictwo

Fortynbrasowi, gdyby ten był przemógł.

Owóż syn tego, panie, Fortynbrasa,

Awanturniczym pobudzony szałem,

Zgromadził teraz zebraną po różnych

Kątach Norwegii, za strawę i jurgielt,

Tłuszczę bezdomnych wagabundów w celu,

Który bynajmniej nie trąci tchórzostwem,

A który, jak to nasz rząd odgaduje,

Nie na czym innym się zasadza, jeno

Na odebraniu nam siłą oręża

W drodze przemocy wyż rzeczonych krain,

Które utracił był jego poprzednik;

I to, jak mi się zdaje, jest przyczyną

Owych uzbrojeń, powodem czat naszych

I źródłem tego wrzenia w całym kraju.

BERNARDO

I ja tak samo sądzę; tym ci bardziej,

Że to zjawisko w wojennym przyborze

Odwiedza nasze czaty i przybiera

Na siebie postać nieboszczyka króla,

Który tych wojen był i jest sprężyną.

HORACY

Znak to dla oczu ducha płodny w groźbę.

Gdy Rzym na szczycie stał swojej potęgi,

Krótko przed śmiercią wielkiego Juliusza,

Otworzyły się groby i umarli

Błądzili jęcząc po ulicach Rzymu;

Widziane były różne dziwowiska:

Jako to gwiazdy z ogonem, deszcz krwawy,

Plamy na słońcu i owa wilgotna

Gwiazda rządząca państwami Neptuna,

Zmierzchła, jak gdyby na sąd ostateczny.

I otóż takie same poprzedniki

Smutnych wypadków, które jako gońce

Biegną przed losem albo są prologiem

Wróżb przyjść mających, nieba i podziemia

Zsyłają teraz i naszemu państwu.

Duch powraca.

Patrzcie! znów idzie. Zastąpię mu drogę,

Choćbym miał zdrowiem przypłacić. Stój, maro!

Możeszli wydać głos albo przynajmniej

Dźwięk jakikolwiek przystępny dla ucha:

To mów!

Jestli czyn jaki do spełnienia, zdolny

Dopomóc tobie, a mnie przynieść zaszczyt:

To mów!

Maszli świadomość losów tego kraju,

Które, wprzód znając, można by odwrócić:

To, mów!

Alboli może za życia pogrzebałeś

W nieprawy sposób zgromadzone skarby,

Za co wy, duchy, bywacie, jak mówią,

Skazane nieraz tułać się po śmierci.

Kur pieje.

Mów! Stój! Mów! – zabież mu drogę, Marcellu.

MARCELLUS

Mamże nań natrzeć halabardą?

HORACY

Natrzyj.

Jeśli nie stanie.

BERNARDO

Tu jest!

HORACY

Tu jest!

Duch znika.

MARCELLUS

Zniknął

Krzywdzim tę postać tak majestatyczną,

Chcąc ją przemocą zatrzymać; powietrze

 

Tylko chwytamy i czcza nasza groźba

Złośliwym tylko jest urągowiskiem.

BERNARDO

Chciał coś podobno mówić, gdy kur zapiał.

HORACY

Wtem nagle wzdrygnął się jak winowajca

Na głos strasznego apelu. Słyszałem,

Że kur, ten trębacz zwiastujący ranek,

Swoim donośnym, przeraźliwym głosem

Przebudza bóstwo dnia, i na to hasło

Wszelki duch, czy to błądzący na ziemi,

Czy w wodzie, w ogniu czy w powietrzu, spiesznie

Wraca, skąd wyszedł; a że to jest prawdą,

Dowodem właśnie to, cośmy widzieli.

MARCELLUS

Zadrżał i rozwiał się, skoro kur zapiał,

Mówią, że ranny ten ptak, w owej porze,

Kiedy święcimy narodzenie Pana,

Po całych nocach zwykł śpiewać i wtedy

Żaden duch nie śmie wyjść z swego siedliska:

Noce są zdrowe, gwiazdy nieszkodliwe,

Złe śpi, ustają czarodziejskie wpływy,

Tak święty jest ten czas i dobroczynny.

HORACY

Słyszałem i ja o tym i po części

Sam daję temu wiarę. Ale patrzcie,

Już dzień w różanym płaszczu strząsa rosę

Na owym wzgórku wschodnim. Zejdźmy z warty.

Moja zaś rada, abyśmy niezwłocznie

O tym, czegośmy tu świadkami byli,

Uwiadomili młodego Hamleta;

Bo prawie pewien jestem, że to widmo,

Milczące dla nas, przemówi do niego.

Czy się zgadzacie na to, co nam zrobić

Zarówno serce, jak powinność każe?

MARCELLUS

Jak najzupełniej, i wiem nawet, gdzie go

Na osobności zdybiemy dziś z rana.

Wychodzą.

Scena druga

Sala audiencjonalna w zamku.

Król, Królowa, Hamlet, Poloniusz, Laertes, Woltymand, Korneliusz, panowie i orszak.

KRÓL

Jakkolwiek świeżo tkwi w naszej pamięci

Zgon kochanego, drogiego naszego

Brata Hamleta, jakkolwiek by przeto

Sercu naszemu godziło się w ciężkim

Żalu pogrążać, a całemu państwu

Zawrzeć się w jeden fałd kiru, o tyle

Jednak rozwaga czyni gwałt naturze,

Że pomnąc o nim nie zapominamy

O sobie samych. Dlatego – z zatrutą,

Że tak powiemy, od smutku radością,

Z pogodą w jednym, a łzą w drugim oku,

Z bukietem w ręku, a jękiem na ustach,

Na równi ważąc wesele i boleść —

Połączyliśmy się małżeńskim węzłem

Z tą niegdyś siostrą naszą, a następnie

Dziedziczką tego wojennego państwa.

Co wszakże czyniąc, nie postąpiliśmy

Wbrew światlejszemu waszemu uznaniu,

Które swobodnie objawione dało

Temu krokowi sankcje. Dzięki za to. —

A teraz wiedzcie, że młody Fortynbras,

Czyli to naszą lekceważąc wartość,

Czyli to sądząc, że z śmiercią drogiego

Brata naszego w królestwie tym znajdzie

Nieład i bezrząd, i na tym jedynie

Budując płonną nadzieję korzyści,

Nie zaniedbując naglić nas przez posłów

O zwrot tych krain, które prawomocnie,

Za sprawą świętej pamięci Hamleta,

Brata naszego, z rąk jego rodzica

Przeszły na własność Danii. Tyle o nim.

Terazże o nas i o celu, w jakim

Tu się zeszliśmy. Wzywamy tym pismem

Stryja młodego Fortynbrasa, dzisiaj

Króla Norwegii, który, z sił opadły,

Obłożnie chory, może i nie słyszał

O tych zabiegach swojego synowca,

Aby powstrzymał go od dalszych kroków

W tej sprawie, aby mu wzbronił zbierania

Wojsk i zaciągów złożonych wszak z jego

Wiernych poddanych. Wam zaś, Korneliuszu

I Woltymandzie, poruczamy zanieść

To pismo, łącznie z pozdrowieniem naszym,

Władcy Norwegii, nie upoważniając

Was do wchodzenia z nim w nic więcej nad to,

Co treść powyższych słów naszych zakreśla.

Bywajcie nam więc zdrowi i niech pośpiech

Chwali gorliwość waszą.

KORNELIUSZ I WOLTYMAND

Jak we wszystkim,

Tak i w tym starać się będziem jej dowieść.

KRÓL

Nie wątpię o tym. Bywajcież nam zdrowi.

Korneliusz i Woltymand wychodzą.

Miałeś nas o coś prosić, Laertesie;

Jakiż jest przedmiot tej prośby? Mów śmiało.

Nie traci próżno słów, kto się udaje

Z słusznym żądaniem do monarchy Danii.

Czegóż byś pragnął, czego bym nie gotów

Spełnić wprzód jeszcze, niżeliś zapragnął?

Głowa nie bliżej jest pokrewna sercu,

Ręka nie skorsza ku przysłudze ustom

Jak tron nasz ojcu twemu, Laertesie,

Czegóż więc żądasz?

LAERTES

Pozwolenia waszej

Królewskiej mości na powrót do Francji,

Skąd chętnie wprawdzie tu przybyłem, aby

Złożyć powinny hołd przy koronacji

Waszej królewskiej mości, ale teraz,

Gdym już dopełnił tego obowiązku,

Życzenia moje i myśli, wyznaję,

Ciągną mię znowu do Francji; ku czemu

O przychylenie się i przebaczenie

Kornie śmiem waszą królewską mość błagać.

KRÓL

Cóż na to ojciec waszmości? Przystajeż

Na to Poloniusz?

POLONIUSZ

Usilnymi prośby

Poty kołatał do mojego serca,

Ażem do życzeń jego mimochętnie

Przyłożył pieczęć zezwolenia. Racz mu

Wasza królewska mość nie bronić jechać.

KRÓL

Jedź więc, rozrządzaj według woli czasem

I łaską naszą. Do ciebie się teraz

Zwracam, kochany synowcze Hamlecie,

Synu mój.

HAMLET

na stronie

Trochę więcej niż synowcze,

A mniej niż synu.

KRÓL

Jakiż tego powód,

Że czarne chmury wciąż cię otaczają?

HAMLET

I owszem, panie, jestem wystawiony

Bardzo na słońce.

KRÓLOWA

Kochany Hamlecie,

Zrzuć tę ponurą barwę i przyjaźnie

Wypogodzonym okiem spójrz na Danię;

Przestań powieki ustawicznie spuszczać

W ziemię, o drogim ojcu rozmyślając.

Co żyje, musi umrzeć; dziś tu gości,

A jutro w progi przechodzi wieczności;

To pospolita rzecz.

HAMLET

W istocie, pani,

Zbyt pospolita.

KRÓLOWA

Gdy wszystkim jest wspólna,

Czemuż się tobie zdaje tak szczególna?

HAMLET

Zdaje się, pani! bynajmniej, jest raczej;

U mnie nic żadne "zdaje się" nie znaczy,

Niczym sam przez się ten oczom widzialny

Czarnej żałoby strój konwencjonalny;

Wietrzne z trudnością wydawane tchnienie,

Obficie z oczu ciekące strumienie,

Żałość na widok stawiana obliczem,

Miną, gestami – to wszystko jest niczem.

To tylko zdaje się, bo potajemnie

Można być obcym temu; ale we mnie

Jest coś, co w ramę oznak się nie mieści,

W tę larwę żalu, liberię boleści.

KRÓL

Godzien pochwały, Hamlecie, ten smutek,

Którym oddajesz cześć pamięci ojca;

Lecz wiedz, że ojciec twój miał także ojca

I że go także utracił tak samo

Jak tamten swego. Dobry syn powinien

Jakiś czas boleć po śmierci rodzica;

Lecz uporczywie trwać w utyskiwaniach

Jest to bezbożny okazywać upór,

Sprzeciwiający się wyrokom niebios;

Jest to niemęskie okazywać serce,

Niesforny umysł i płochą rozwagę.

Bo skoro wiemy, że coś jest zwyczajnym,

Jak każda inna rzecz najpowszedniejsza,

Na cóż, stawiając opór konieczności,

Brać to do serca? Wstydź się, jest to grzechem

Przeciw naturze, przeciw niebu, przeciw

Zmarłemu nawet; jest to na ostatek

Wbrew rozumowi, który od skonania

Pierwszego z ludzi aż do śmierci tego,

Którego świeżą opłakujem stratę,

Ciągle i ciągle woła: Tak być musi!

Rzuć więc, prosimy cię, te płonne żale

I pomnij, że masz w nas drugiego ojca,

Niechaj się dowie świat, żeś ty najbliższym

Naszego tronu i naszego serca;

Co się zaś tyczy twojego zamiaru

Wrócenia nazad do szkół wittenberskich,

Jest on życzeniom naszym wręcz przeciwny;

Przeto wzywamy cię, abyś się zgodził

Na pozostanie tu pod czułą pieczą

Naszego oka, jako nasz najmilszy

Dworzanin, krewny i syn.

KRÓLOWA

O, Hamlecie,

Nie daj się matce prosić nadaremnie;

Pozostań z nami, porzuć myśl jechania

Do Wittenbergi.

HAMLET

Ze wszystkich sił moich

Będęć posłusznym, pani.

KRÓL

To mi piękna,

Co się nazywa, synowska odpowiedź!

Pójdź, ukochana żono, ta uprzejma,

Nieprzymuszona powolność Hamleta

Rozpromieniła mi serce; dlatego

Każdy wzniesiony dziś na zamku toast

Moździerze wzbiją w obłoki i niebo,

Wtórząc radosnym królewskim wiwatom,

Odpowie ziemi równym grzmotem. Idźmy.

Król, Królowa i wszyscy prócz Hamleta wychodzą.

HAMLET

Bogdaj to trwałe, zbyt wytrwałe ciało

Stopniało, w lotną parę się rozwiało!

Lub bodaj Ten, tam w niebie, nie był karą

Zagroził samobójcy! Boże! Boże!

Jak nudnym, nędznym, lichym i jałowym

Zda mi się cały obrót tego świata!

To nie pielony ogród, samym tylko

Bujnie krzewiącym się chwastem porosły.

O wstydzie! że też mogło przyjść do tego!

Parę miesięcy dopiero, jak umarł!

Nie, nie, i tego nie ma – taki dobry,

Taki anielski król, naprzeciw tego

Istny Hyperion naprzeciw satyra;

A tak do matki mojej przywiązany,

Że nie mógł ścierpieć nawet, aby lada

Przyostry powiew dotknął się jej twarzy.

Ona zaś – trzebaż, abym to pamiętał! —

Wieszała mu się u szyi tak chciwie,

Jakby w niej rosła żądza pieszczot w miarę

Zaspokajania jej. I w miesiąc potem…

O, precz z tą myślą!… Słabości, nazwisko

Twoje: kobieta. – W jeden marny miesiąc,

Nim jeszcze zdarła te trzewiki, w których

Szła za biednego mego ojca ciałem,

Zalana łzami jako Niobe – patrzcie! —

Boże mój! zwierzę, bezrozumne zwierzę

Dłużej by czuło żal – zostaje żoną

Mojego stryja, brata mego ojca,

Lecz który tak jest do brata podobny

Jak ja do Herkulesa. W jeden miesiąc,

Nim jeszcze słony osad łez nieszczerych

Z zaczerwienionych powiek jej ustąpił,

Została żoną innego! Tak prędko,

Tak lekko, skoczyć w kazirodne łoże!

Nie jest to dobrym ani wyjść nie może

Na dobre. Ale pękaj, serce moje,

Bo usta milczeć muszą.

Horacy, Bernardo i Marcellus wchodzą.

HORACY

Przyjm pozdrowienie nasze, drogi książę.

HAMLET

Miło mi widzieć panów w dobrym zdrowiu.

Wszak to Horacy! albo zapomniałem,

Jak się sam zowie.

HORACY

Ten sam i jak zawsze

Królewiczowskiej mości biedny sługa.

HAMLET

Dobry przyjaciel raczej; weź to miano,

A mnie daj tamto. Cóż cię z Wittenbergi

Sprowadza? – Wszak to Marcellus?

MARCELLUS

Tak, panie.

HAMLET

Bardzom rad widzieć pana. Dobry wieczór.

Ale na serio, powiedz mi, Horacy,

Co cię przywiodło z Wittenbergi?

HORACY

Skłonność

Do próżniackiego życia, mości książę.

HAMLET

Tego by nie śmiał mi powiedzieć nawet

Twój nieprzyjaciel i sam też źle czynisz,

Chcąc ucho moje przymusić do wiary

W własne zeznanie twoje przeciw tobie.

Wiem, żeś nie próżniak; jakiż więc być może

Cel przebywania twego w Elzynorze?

Nauczysz się tu pić tęgo.

HORACY

Przybyłem

Na pogrzeb ojca twego, mości książę.

HAMLET

Nie żartuj ze mnie, szkolny towarzyszu;

Przybyłeś raczej na ślub matki mojej.

HORACY

W istocie, prędko nastąpił po tamtym.

HAMLET

Oszczędność, bracie, oszczędność! Przygrzane

Resztki przysmaków z pogrzebowej stypy

Dały traktament na ucztę weselną.

O mój Horacy, wolałbym był ujrzeć

Najzawziętszego mego wroga w niebie

Niż dożyć tego dnia. Mój biedny ojciec!…

Zda mi się, że go widzę.

HORACY

Gdzie?!

HAMLET

Przed duszy

Mojej oczyma.

HORACY

Widziałem go niegdyś;

Był to król, jakich mało.

HAMLET

Człowiek, powiedz;

Chociażby wszystko w tym fałszywym świecie

Było tym, czym się na pozór wydaje,

Jeszcze by drugi taki się nie znalazł.

HORACY

Zda mi się, że go widziałem tej nocy.

HAMLET

Widziałeś? kogo?

HORACY

Króla, ojca waszej

Książęcej mości.

HAMLET

Króla? mego ojca?!

HORACY

Zawieś na chwilę zdumienie, o panie,

I bacznym uchem racz wysłuchać tego

Nadzwyczajnego doniesienia, które,

 

Zgodnie z świadectwem tych dwóch zacnych ludzi,

Mam ci uczynić.

HAMLET

Mów, na miłość boską!

HORACY

Przez dwie już noce po sobie idące,

Wśród głuchej ciszy północnej, ciż sami

Oficerowie, Marcel i Bernardo,

Straż odbywając przy zamku, miewają

Następujące widzenie:

Postać podobna do świętej pamięci

Ojca twojego, panie, uzbrojona

Jak najkompletniej od stóp aż do głów

Staje przed nimi, uroczystym krokiem

Przechodzi mimo, z wolna i poważnie;

Trzykroć przeciąga przed ich zdumiałymi

I struchlałymi oczyma tak blisko,

Że ich nieledwie buławą dotyka;

Oni zaś stoją jak wryci i, jakby

Zgalareceni przerażeniem, nie śmią

Przemówić do niej ani słowa. Mając

Wieść o tym sobie przez nich udzieloną

Jak najtajemniej, udałem się z nimi

Następnej nocy samotrzeć na wartę;

I rzeczywiście o tym samym czasie,

W taki sam sposób, co do joty zgodnie

Z przywiedzionymi szczegółami, przyszło

Widziadło. Znałem ojca twego, panie:

Te ręce mniej są do siebie podobne.

HAMLET

Gdzie się to działo?

HORACY

Na tarasie, panie.

HAMLET

Nie przemówiłżeś do tego zjawiska?

HORACY

I owszem, ale żadnej odpowiedzi

Nie otrzymałem. Raz tylko podniosło

Głowę i zdało się chcieć coś powiedzieć;

Ale w tej chwili zapiał kur poranny,

Na głos którego zerwało się nagle

I znikło nam sprzed oczu.

HAMLET

Osobliwe!

HORACY

Jak żyw tu stoję, mości książę, jest to

Rzetelna prawda i mieliśmy sobie

Za obowiązek donieść o tym waszej

Książęcej mości.

HAMLET

Zaprawdę, to widmo

Niespokojności mię nabawia. Macież

Tej nocy wartę?

WSZYSCY TRZEJ

Mamy, mości książę.

HAMLET

Było więc uzbrojone?

WSZYSCY TRZEJ

Tak jest, panie.

HAMLET

Od stóp do głowy?

WSZYSCY TRZEJ

Od czaszki do kostek.

HAMLET

Nie widzieliście więc jego oblicza?

HORACY

I owszem: miało przyłbicę wzniesioną.

HAMLET

Groźnież na twarzy wyglądało?

HORACY

Smutno

Bardziej niż gniewnie.

HAMLET

Blado czy rumiano?

HORACY

O, bardzo blado.

HAMLET

I wzrok w was wlepiało?

HORACY

Nieporuszenie.

HAMLET

Szkoda, żem tam nie był.

HORACY

Byłbyś był, panie, osłupiał.

HAMLET

Być może,

Być może. Długoż bawiło?

HORACY

Tak długo,

Jak długo by ktoś przy średnim pośpiechu

Sto musiał liczyć.

MARCELLUS I BERNARDO

O, dłużej.

HORACY

Nie wtedy,

Kiedy ja byłem.

HAMLET

Siwąż miało brodę?

HORACY

Zupełnie taką, jaką u zmarłego

Króla widziałem: czarną, posrebrzoną.

HAMLET

Będę dziś z wami na warcie: być może,

Iż przyjdzie znowu.

HORACY

Przyjdzie niezawodnie.

HAMLET

Skoro przybiera postać mego ojca,

Muszę z nim mówić, choćby całe piekło,

Rozwarłszy paszczę, milczeć mi kazało.

Co do was, moi panowie, jeśliście

Tę okoliczność dotąd zataili,

Trzymajcież ją i nadal pod zamknięciem,

I co bądź zdarzy się tej nocy, bierzcie

Wszystko na rozum, ale nie na język;

Nagrodzę wam tę dobroć. Bądźcie zdrowi.

Pomiędzy jedenastą a dwunastą

Zejdziem się na tarasie.

WSZYSCY TRZEJ

Słudzy waszej

Książęcej mości.

HAMLET

Bądźcie przyjaciółmi,

Tak jak ja jestem waszym. Do widzenia.

Horacy, Marcellus, Bernardo wychodzą.

Duch mego ojca! uzbrojony! Coś tu

Złego się święci, coś tu krzywo idzie,

Oby już była noc! tymczasem jednak

Milcz, serce moje! Zbrodnie i spod ziemi

Wychodzą, aby stać się widomemi.

Wychodzi.

Scena trzecia

Pokój w domu Poloniusza.

Laertes i Ofelia.

LAERTES

Już rzeczy moje zniesione na pokład;

Bądź zdrowa, siostro; a gdy wiatr przyjaźnie

Zadmie od brzegu i który z okrętów

Zdejmie kotwicę, nie zasypiaj wtedy,

Lecz donoś mi o sobie.

OFELIA

Wątpisz o tym?

LAERTES

Co się zaś tyczy Hamleta i pustych

Jego zalotów, uważaj je jako

Mamiący pozór, kaprys krwi gorącej;

Jako fiołek młodocianej wiosny,

Wczesny, lecz wątły, luby, lecz nietrwały,

Woń, kilka tylko chwil upajającą,

Nic więcej.

OFELIA

Więcej nic?

LAERTES

Nie myśl inaczej.

Natura ludzka, kiedy się rozwija,

Nie tylko rośnie co do form zewnętrznych;

Jak w budującej się świątyni – służba

Duszy i ducha zwiększa się w niej także.

Być może, iż on ciebie teraz kocha,

Że czystość jego chęci jest bez plamy;

Ale zważywszy jego stopień, pomnij,

Że jego wola nie jest jego własną.

On sam jest rodu swego niewolnikiem;

Nie może, jako podrzędni, wybierać

Dla siebie tylko, od jego wyboru

Zależy bowiem bezpieczeństwo, dobro

Całego państwa, przeto też i jego

Wybór koniecznie musi być zależny

Od życzeń i od przyzwolenia tego

Wielkiego ciała, którego jest głową.

Jeżeli zatem mówi, że cię kocha,

Rozwadze twojej przystoi mu wierzyć

O tyle tylko, o ile on zgodnie

Ze stanowiskiem przez się zajmowanym

Będzie mógł słowa swojego dotrzymać,

To jest, o ile powszechny głos Danii

Przystanie na to. Uważ, jaka hańba

Grozi twej sławie, jeśli łatwowiernie

Poszeptom jego podasz ucho, serce

Sobie uwięzisz i skarb niewinności

Otworzysz jego zapędom bez wodzy.

Strzeż się, Ofelio, strzeż się, luba siostro;

I stój w odwadze twej skłonności, z dala

Od niebezpieczeństw i napaści pokus.

Wstydliwe dziewczę za wiele już waży,

Gdy przed księżycem wdzięki swe odsłania;

Na samą cnotę pada rdza obmowy;

Robak zbyt często toczy dzieci wiosny,

Nim jeszcze pączki zdążyły otworzyć;

I kiedy rosa wilży młodość hożą,

Wpływy złośliwych miazm najbardziej grożą.

Strzeż się więc; tarczą najlepszą w tej próbie

Niedowierzanie, nawet samej sobie.

OFELIA

Treść tej nauki postawię na straży

Mojego serca. Nie idź jednak, bracie,

Za śladem owych fałszywych doradców,

Którzy nam stromą i ciernistą ścieżkę

Cnoty wskazują, a sami tymczasem

Kroczą kwiecistym szlakiem błędów, własnych

Rad niepamiętni.

LAERTES

Bądź o mnie spokojna

I bądź mi zdrowa. Lecz oto nasz ojciec.

Poloniusz wchodzi.

Podwójne błogosławieństwo, podwójne

Szczęście przynosi: szczęśliwe spotkanie,

Które mi zdarza sposobność ku temu.

POLONIUSZ

Laertes jeszcze tu? Dalej na okręt!

Wiatr wzdyma żagle, czekają na ciebie,

Raz jeszcze daję ci błogosławieństwo

Na drogę.

kładzie rękę na głowę synowi

Weź je i wraź sobie w pamięć

Tych kilka przestróg: Nie bądź skorym myśli

Wprowadzać w słowa, a zamiarów w czyny.

Bądź popularnym, ale nigdy gminnym.

Przyjaciół, których doświadczysz, a których

Wybór okaże się być ciebie godnym,

Przykuj do siebie żelaznymi klamry;

Ale nie plugaw sobie rąk uściskiem

Dłoni pierwszego lepszego socjusza.

Strzeż się zatargów, jeśli zaś w nie zajdziesz,

Tak się w nich znajduj, aby twój przeciwnik

Nadal się ciebie strzec musiał. Miej zawżdy

Ucho otworem, ale rzadko kiedy

Otwieraj usta. Chwytaj zdania drugich,

Ale sąd własny zatrzymuj przy sobie.

Noś się kosztownie, o ile ci na to

Mieszek pozwoli, ale bez przesady;

Wytwornie, ale niewybrednie; często

Bowiem ubranie zdradza grunt człowieka

I pod tym względem Francuzi szczególniej

Są pełni taktu. Nie pożyczaj drugim

Ani od drugich; bo pożyczkę daną

Tracim najczęściej razem z przyjacielem,

A braną psujem rząd potrzebny w domu.

Słowem, rzetelnym bądź sam względem siebie,

A jako po dniu noc z porządku idzie,

Tak za tym pójdzie, że i względem drugich

Będziesz rzetelnym. Bądź zdrów, niech cię moje

Błogosławieństwo utwierdzi w tej mierze.

LAERTES

Z pokorą żegnam cię, ojcze i panie.

POLONIUSZ

Idź już; czas nagli, wszystko w pogotowiu.

LAERTES

Bądź zdrowa, siostro, i pamiętaj na to,

Com ci powiedział.

OFELIA

Zamknęłam to w sercu,

A ty masz klucz od niego.

LAERTES

Bądź mi zdrowa.

Wychodzi.

POLONIUSZ

Cóż to on tobie powiedział, Ofelio?

OFELIA

Coś, co tyczyło się księcia Hamleta.

POLONIUSZ

W porę mi o tym wspominasz. Słyszałem,

Że on cię często nawiedzał w tych czasach

I że znajdował z twojej strony przystęp

Łatwy i chętny. Jeżeli tak było

(A udzielono mi o tym wiadomość

Jako przestrogę), muszę ci powiedzieć,

Że się nie cenisz tak, jakby przystało

Dbałej o sławę córce Poloniusza.

Jakież wy macie stosunki? Mów prawdę.

OFELIA

Oświadczył mi się, ojcze, z swą skłonnością.

POLONIUSZ

Z skłonnością? Hm, hm! Mówisz jak dzierlatka

Niedoświadczona w rzeczach niebezpiecznych.

Wierzyszli tym tak zwanym oświadczeniom?

OFELIA

Nie wiem, co myśleć mam, mój ojcze.

POLONIUSZ

Nie wiesz?

To ja ci powiem: Masz myśleć, żeś dziecko,

Gdy oświadczenia te bez poświadczenia

Rozsądku bierzesz za dobrą monetę.

Nie radzę ci się z nim świadczyć, inaczej

(Że tej igraszki słów jeszcze użyję)

Doświadczysz następstw niedobrych.

OFELIA

Wynurzał

Mi swoją miłość bardzo obyczajnie.

POLONIUSZ

Tak, tak, bo czynić to jest obyczajem.

OFELIA

I słowa swoje stwierdził najświętszymi,

Jak być mogą, przysięgami.

POLONIUSZ

Plewy

Na młode wróble! Wiem ja, gdy krew kipi,

Jak wtedy dusza hojną jest w kładzeniu

Przysiąg na usta. Nie bierz tych wybuchów

Za ogień, więcej z nich światła niż ciepła,

A i to światło gaśnie w oka mgnieniu.

Bądź odtąd trochę skąpsza w przystępności

I więcej sobie waż rozmowę swoją

Niż wyzywanie drugich do rozmowy.

Co się zaś księcia Hamleta dotyczy,

Bacz na to, że on jeszcze młodzieniaszek

I że mu więcej jest wolno, niż tobie

Może być wolno kiedykolwiek. Słowem,

Nie ufaj jego przysięgom, bo one

Są jak kuglarze, czym innym, niż szaty

Ich pokazują: orędownicami

Bezbożnych chuci, biorącymi pozór

Świętości, aby tym łacniej usidlić

Naiwne serca. Krótko mówiąc, nie chcę,

Abyś od dziś dnia czas swój marnowała

Na zadawanie się z księciem Hamletem.

Pamiętaj, nie chcę tego. Możesz odejść.

OFELIA

Będęć posłuszną, panie.

Wychodzą.

Scena czwarta

Taras zamkowy. Wchodzą Hamlet, Horacy i Marcellus.

HAMLET

Ostry wiatr wieje; przejmujące zimno.

HORACY

W istocie: bardzo szczypiące powietrze.

HAMLET

Która godzina?

HORACY

Dwunasta dochodzi.

MARCELLUS

Dwunasta biła już.

HORACY

Już? Nie słyszałem.

Zbliża się zatem czas, o którym widmo

Zwykło się jawić.

Odgłos trąb i wystrzałów za sceną.

Co to znaczy, panie?

HAMLET

To znaczy, że król czuwa z czarą w ręku,

Zgraje opilców dworskich przepijając;

Każdy zaś taki sygnał trąb i kotłów

Jest triumfalnym hasłem nowej miary

Przezeń spełnionej.

HORACY

Czy to taki zwyczaj?

HAMLET

Zwyczaj zaiste; moim jednak zdaniem,

Lubom tu zrodzon i z tym oswojony,

Chlubniej byłoby taki zwyczaj łamać

Niż zachowywać. Te biby na zabój

W pośmiech i wzgardę tylko nas podają

U innych ludów: beczkami nas mienią

I trzodzie chlewnej właściwy przydomek

Hańbi nazwisko nasze. W rzeczy samej,

Choćbyśmy zresztą byli bez zarzutu,

To jedno już by starło z naszych czynów

Zaszczytną cechę ich wnętrznej wartości.

I pojedynczym ludziom się to zdarza:

Niejeden skutkiem naturalnych przywar —

Czyli to rodu (czemu nic nie winien

Bo któż obiera sobie pochodzenie),

Czy to jakiegoś krwi usposobienia,

Które częstokroć rwie tamy rozumu,

Czy to nałogu przeciwnego formom

Przyzwoitości – niejeden, powiadam,

Upośledzony w taki sposób jaką

Szczególną wadą, bądź to organicznie,

Bądź przypadkowo – choćby jego cnoty

Były skądinąd jako kryształ czyste

I mnogie, jako być mogą w człowieku —

Tą jedną skazą zarażony będzie

W opinii ludzi. Jedna drachma złego

Niweczy wszelkie szlachetne pierwiastki.

Duch wchodzi.

HORACY

Widzisz go, panie.

HAMLET

Aniołowie Pana

Zastępów, miejcie mię w swojej opiece!

Błogosławionyś ty czy potępiony,

Tchnieszli tchem niebios czy wyziewem piekieł.

Maszli zamiary zgubne czy przyjazne,

Przychodzisz w takiej postaci, że muszę

Wydobyć z ciebie głos. Hamlecie, królu,

Ojcze mój, władco Danii, odpowiadaj!

Nie pozostawiaj mię w nieświadomości;

Powiedz, dlaczego święte kości twoje,

Na wieki w trumnie złożone, przebiły

Śmiertelny całun; dlaczego grobowiec,

W którym widzielim cię zstępującego,

Podniósł swe ciężkie marmurowe wieko,

Żeby cię zwrócić ziemi? Co to znaczy?

Że ty, trup, znowu w kompletnym rynsztunku

Podksiężycowy ten padół odwiedzasz,

Czyniąc noc straszną i nas, niedołężnych

Synów tej ziemi, wstrząsając myślami,

Przechodzącymi metę naszych pojęć?

O, powiedz, co to jest! Co za cel tego?

Czego chcesz od nas?

HORACY

Daje ci znak, panie,

Abyś z nim poszedł, jakby chciał sam na sam

Pomówić z tobą.

MARCELLUS

Jak uprzejmym gestem

Wzywa cię, panie, w ustronniejsze miejsce.

Nie idź z nim jednak.

HORACY

Nie chodź, mości książę.

HAMLET

Chce ze mną mówić: pójdę.

HORACY

Nie czyń tego,

Łaskawy panie.

HAMLET

Czegóż bym się lękał?

To życie szpilki złamanej niewarte,

A dusza moja, jak on, nieśmiertelna.

Patrz, znowu na mnie kiwa… Pójdę za nim.

HORACY

A gdyby on cię zaprowadził, panie,

Nad przepaść, na brzeg owej groźnej skały,

Która się stromo spuszcza w morską otchłań,

I tam przedzierzgnął się w inne postacie,

Jeszcze straszniejsze, które by ci mogły

Odjąć, o panie, przytomność umysłu

I w obłąkanie cię wprawić? Zważ tylko!

Już samo tamto miejsce bez żadnego

Innego wpływu budzi rozpaczliwe

Usposobienie w każdym, kto spostrzeże

Morze na tyle sążni tuż pod sobą

I słyszy jego huk.

HAMLET

Wciąż na mnie kiwa.

Idź już, idź; pójdę z tobą.

MARCELLUS

Zostań, panie.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?