BurzaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

William Shakespeare

Burza

Tłumaczenie: Leon Ulrich

Warszawa 2016

Spis treści

Akt pierwszy

Scena I

Scena II

Akt drugi

Scena I

Scena II

Akt trzeci

Scena I

Scena II

Scena III

Akt czwarty

Scena I

Akt piąty

Scena I

Epilog

Akt pierwszy

Osoby

ALONSO – król neapolitański

SEBASTIAN – brat jego

PROSPERO – prawy książę Mediolanu

ANTONIO – brat jego, przywłaszczyciel księstwa

FERDYNAND – syn króla neapolitańskiego

GONZALO – poczciwy stary radca króla Neapolu

ADRIAN, FRANCISKO – panowie

KALIBAN – dziki i potworny niewolnik

TRYNKULO – trefniś

STEFANO – piwniczy, pijak

KAPITAN

BOSMAN

MAJTKOWIE

MIRANDA – córka Prospera

ARIEL – duch powietrzny.

IRIS, CERES, JUNO, NIMFY, ŻNIWIARZE – duchy

Inne Duchy posłuszne Prosperowi

Scena I

Scena: morze i okręt, później wyspa.

Okręt na morzu. Burza, pioruny i błyskawice. Wchodzą: KAPITAN i BOSMAN .

KAPITAN

Bosman!

BOSMAN

Jestem, kapitanie. Co robić?

KAPITAN

Przemów do majtków, a manewruj żwawo; inaczej wpadniemy na skały. Żwawo, tylko żwawo!

Wychodzi.

Wchodzi kilku MAJTKÓW .

BOSMAN

Dalej, moje dzieci! Śmiało i żwawo, moje serduszka! Zwinąć masztowy żagiel! Baczność na kapitańską świstawkę! – Dmijże, aż pękniesz!

Wchodzą: ALONSO, SEBASTIAN, ANTONIO, FERDYNARD, GONZALO i inni.

ALONSO

Dobry Bosmanie, daj baczność! Gdzie kapitan? Pokażcie się ludźmi odważnego serca.

BOSMAN

Błagam was, zejdźcie na dół!

ANTONIO

Gdzie kapitan, bosmanie?

BOSMAN

Czy go nie słyszysz? Zawadzacie nam tylko. Do kajuty! Pomagacie burzy.

GONZALO

Trochę cierpliwości, mój poczciwcze!

BOSMAN

Gdy ją mieć będzie morze. Precz stąd! Co dbają ryczące bałwany o imię królewskie? Do kajuty! Cicho! Nie przeszkadzajcie nam!

GONZALO

Bardzo dobrze; pamiętaj jednak, kogo masz na pokładzie.

BOSMAN

Nikogo, którego bym więcej kochał od siebie. Jesteś panem rajcą; jeżeli możesz nakazać milczenie żywiołom i ciszę sprowadzić, nie dotkniemy się więcej liny; użyj twojej powagi. Jeśli nie możesz, dziękuj, żeś żył tak długo, a przygotuj się w kajucie do wszystkiego, co nas za chwilę spotkać może. – Żwawo, moje chłopcy! Precz nam z drogi, powtarzam!

Wychodzi.

GONZALO

Zuch ten dodaje mi serca, bo nie widzę na nim piętna topielca; jemu szubienica patrzy z oczu. Dotrzymaj nam obietnicy, dobry losie! Zrób postronek jego przeznaczeń naszą kotwiczną liną, bo własna nasza nie na wiele się przyda. Jeśli się on do szubienicy nie urodził, smutna nasza dola.

Wychodzą.

Wchodzi BOSMAN .

BOSMAN

Spuścić maszt wierzchowy! Żwawo, żwawo! Niżej, niżej! Spróbujmy raz jeszcze koronnego żagla! (słychać krzyki na dole) Bodaj zaraza padła na te wycia głośniejsze od burzy i naszej roboty! (wchodzą: SEBASTIAN, ANTONIO i GONZALO) Znowu? Co tu po was? Mamyż opuścić ręce i utonąć? Czy gwałtem szukacie mokrej śmierci?

SEBASTIAN

Bodaj ci przegniło gardło, ty psie warczący, bluźniący, nielitościwy!

BOSMAN

To weź się za nas do roboty!

ANTONIO

Na szubienicę, ty kundlu! Na szubienicę, ty bękarcie! Zuchwały krzykaczu, mniej od ciebie boimy się utonąć.

GONZALO

Powtarzam, on nie utonie, choćby okręt nie był mocniejszy od łupiny orzecha, a był dziurawszy od cnoty niewstrzemięźliwej dziewki.

BOSMAN

Zmieńmy kierunek! Rozwinąć oba wielkie żagle! Idźmy pod wiatr!

MAJTKOWIE

Wbiegają zmoczeni.

Wszystko przepadło! Do modlitwy! Do modlitwy! Wszystko przepadło!

Wychodzą.

BOSMAN

Jak to? Mająż usta nasze na zawsze zastygnąć?

GONZALO

Król z księciem klęczą! I my uklęknijmy,

Bo los nasz wspólny.

SEBASTIAN

Straciłem cierpliwość.

ANTONIO

Wydrwili od nas życie ci pijacy.

Ten łotr dziurawy! Jakbym chciał go widzieć,

Mytego falą dziesięciu przypływów.

GONZALO

On będzie wisiał, choć przeciw mym słowom,

Zda się, że każda wód kropla przysięga,

Paszczę rozdziawia, ażeby go połknąć.

Pomieszane krzyki na dole: „Boże, zmiłuj się nad nami! Okręt się rozpada! Okręt się rozpada! Żegnam was, żono i dzieci! Żegnam cię, bracie! Okręt się rozpada! Rozpada! Rozpada!”.

ANTONIO

Tońmy wszyscy z królem!

Wychodzi.

SEBASTIAN

Pożegnajmy się z nim!

Wychodzi.

GONZALO

Dałbym teraz tysiąc łanów morza za jedno staje nieurodzajnego gruntu, długiego wrzosu, szarej paproci bądź czego. Niech się stanie wola boża! Wolałbym jednak umrzeć suchą śmiercią.

Wychodzi.

Scena II

Wyspa. Przed celą PROSPERA. Wchodzą: PROSPERO i MIRANDA.

MIRANDA

Jeśliś twą sztuką tak fale te wzburzył,

Drogi mój ojcze, ukołysz je teraz!

Smołę śmierdzącą, zda się, lać chce niebo,

Tylko że morze, lic jego sięgając,

Ognie te gasi. Razem z cierpiącymi

I ja cierpiałam! Piękny, śmiały okręt,

Szlachetne pewno niosący istoty,

Przepadł w otchłaniach, a tonących krzyki

Znalazły echo w głębinach mej duszy.

Wszystkich zapewne pochłonęły fale.

O, gdybym bóstwa mogła mieć potęgę,

Przódy bym morze pogrążyła w ziemi,

Zanim by okręt tak piękny pożarło

I te, którymi ładowny był, dusze!

PROSPERO

Ukój się, powiedz litosnemu sercu:

Nic się nie stało złego.

MIRANDA

Ach!

PROSPERO

Nic złego.

Wszystko zrobiłem dla ciebie jedynie,

Dla ciebie, droga, dla ciebie, ma córko!

Ty nie wiesz jeszcze, kim jesteś; ty nie wiesz,

Skąd ja pochodzę; nie wiesz, żem jest więcej

Niźli Prospero, pan ubogiej celi

I nie bogatszy twój ojciec.

MIRANDA

Znać więcej

Nigdy w mej duszy nie postała żądza.

PROSPERO

Czas teraz, żebym powiedział ci więcej.

Dopomóż zdjąć mi odzież czarnoksięską.

Składa płaszcz.

Spocznij, ma sztuko. – Pociesz się, łzy otrzyj!

Straszne rozbicie, które w twoim sercu

Wszystkie potęgi litości zbudziło,

Tak mądrze moją sztuką urządziłem,

Że ani jedna nie zginęła dusza,

Nie, że nie zginął włosek nawet jeden

Z istot na statku, których pośród burzy

Krzyki słyszałaś, widziałaś tonięcie.

Siądź przy mnie; czas już, byś poznała więcej.

MIRANDA

 

Kto jestem, nieraz rozpoczętą powieść

Urwałeś nagle, a wszystkie pytania

Zbywałeś słowem: czekaj, nie czas jeszcze.

PROSPERO

Przyszła na koniec stanowcza godzina;

Otwórz więc uszy i słuchaj mnie pilnie.

Czy pomnisz czasy, które poprzedziły

Dzień, w którym cicha przyjęła nas cela?

Wątpię, bo wtedy i lat trzech nie miałaś.

MIRANDA

Pamiętam, ojcze.

PROSPERO

Ale co pamiętasz?

Czyli dom inny, czy inne osoby?

Powiedz mi obraz, który w twej pamięci

Przetrwał aż dotąd.

MIRANDA

Wszystko to dalekie

I jak sen raczej niźli rzeczywistość,

Za którą pamięć moja by ręczyła.

Miałamli kiedy pięć lub sześć służebnic?

PROSPERO

Miałaś i więcej. Lecz jakże w twej duszy

Obraz ten przetrwał? Mów, co widzisz więcej

Na tle zamglonym, na przepaściach czasu?

Gdy pomnisz rzeczy przed twym tu przybyciem,

Więc i przybycie nasze tu pamiętasz.

MIRANDA

Nie.

PROSPERO

Lat dwanaście, lat temu dwanaście

Ojciec twój księciem był Mediolanu,

Możnym był panem.

MIRANDA

Nie jestżeś mym ojcem?

PROSPERO

Wszystkich cnót obraz, święta matka twoja

Mówiła, żeś jest mą córką; twój ojciec

W Mediolanie potężnym był księciem;

A córka księcia, jedyna dziedziczka,

Z gorszego domu nie wywodzi rodu.

MIRANDA

O, Boże! Jakaż wygnała nas zbrodnia,

Albo czy było to błogosławieństwem?

PROSPERO

Jedno i drugie. Wygnała nas zbrodnia,

Błogosławieństwo przywiodło nas tutaj.

MIRANDA

Serce się krwawi na myśl o boleściach,

Których przyczyną byłam, choć ich pamięć

Już się zatarła. Proszę cię, mów dalej.

PROSPERO

Mój brat a stryj twój, nazwiskiem Antonio

(Patrz na występne brata wiarołomstwo),

Któregom kochał nad wszystko po tobie,

Brat ten z mej woli moim rządził księstwem,

Pierwszym godnością pomiędzy księstwami,

Jak pośród książąt pierwszym był Prospero;

Nikt w wyzwolonych sztukach mi nie sprostał,

Bo ku nim całą obróciłem pilność,

Rządzenia ciężar zwaliłem na brata

I byłem obcy dzielnic moich sprawom,

Tajemnych nauk odurzony szałem.

Twój stryj fałszywy – czy słuchasz?

MIRANDA

Najbaczniej.

PROSPERO

Gdy poznał sztukę, jak prośby przyjmować,

Jak je odrzucać, kogo wznieść nad drugich,

A kogo w zbytnim hamować zapędzie,

Lub nowych dworzan otoczył się kołem,

Lub zmienił dawnych sług moich uczucia,

Bo kluczem władzy wszystkie w kraju serca

Po woli ucha swojego nastroił,

Był bluszczem, który skrył pień mój książęcy,

Jego zieloność wyssał. – Ty nie słuchasz.

MIRANDA

O, słucham, ojcze!

PROSPERO

Proszę cię, uważaj.

Gdym ja, niepomny świata interesów,

Cały się oddał ulepszeniu myśli,

Sztuce, co gdyby mniej była tajemną,

Nad wszystkie tłumu wyższa jest poklaski,

W fałszywym bracie zła myśl się ocknęła

I ufność moja jak poczciwy ojciec

Spłodziła sobie fałsz, wyrodne dziecię,

Fałsz tak niezmierny, jak ma była ufność,

To jest, wyznaję, bez kresu i granic.

On, będąc panem nie tylko dochodów,

Ale i wszystkich praw moich książęcych,

Podobny kłamcy, który sam się zwodzi,

W końcu i pamięć swą do grzechu wciąga,

I własnym kłamstwom wierzy – on uwierzył,

Że był książęciem, nie mym namiestnikiem,

Nie wykonawcą praw i przywilejów,

Zewnętrznych znamion mojego wszechwładztwa.

Z dniem każdym chciwszy – lecz ty mnie nie słuchasz.

MIRANDA

Powieść twa zdolna głuchego wyleczyć.

PROSPERO

By znieść przegrodę między swoją rolą,

A tym, co w moim przedstawiał imieniu,

Zamierzył władzę i tytuł przywłaszczyć.

Dość wielkim państwem książki były dla mnie;

Nie byłem zdolny, dworakom powtarzał,

Nie byłem zdolny do światowych rządów.

Spragniony władzy, z królem Neapolu

Traktat zawiera, lenność mu przysięga,

Przyrzeka haracz, swą książęcą mitrę

Królewskiej jego poddaje koronie;

Niezgięty dotąd biedny Mediolan

Do podłej służby dumne ugiął czoło.

MIRANDA

Boże!

PROSPERO

Warunków posłuchaj i skutków,

I powiedz potem, czy mógł być mi bratem.

MIRANDA

Byłoby grzechem źle sądzić o babce:

Szlachetne łona złych rodziły synów.

PROSPERO

Słuchaj warunków. Wróg mój zastarzały,

Król Neapolu, przyjmuje ofiarę,

Za roczny haracz i za lenną służbę

Przyrzeka z księstwa mnie i moich wygnać,

Wszystkie honory, piękny Mediolan

Na brata przenieść. Zdrajców zebrał wojsko,

A pewnej nocy do czynu wybranej

Antonio bramy miasta mu otworzył

I śród ciemności grobowej siepacze

I mnie, i ciebie płaczącą unieśli.

MIRANDA

Co za niedola! Łez tamtych niepomna,

Zapłaczę teraz; na samo wspomnienie

Łzy mi się kręcą.

PROSPERO

Słuchaj jeszcze chwilę,

A wnet przyjdziemy do sprawy obecnej,

Bez której cała byłaby ta powieść

Gadką bez celu.

MIRANDA

Dlaczegoż siepacze

W złej nas godzinie nie zamordowali?

PROSPERO

Powieść nasuwa słuszne to pytanie.

Droga, nie śmieli (lud mnie nazbyt kochał)

Krwawej pieczęci na czynach swych wybić;

Złe cele farbą nawiedli piękniejszą.

By skończyć, śpiesznie wiedli nas do łodzi,

A o mil kilka czekał na nas statek

Bez lin, bez masztów, spróchniały, przegniły,

Szczury go nawet opuściły z trwogi.

Tam bez litości rzucili nas dwoje,

Abyśmy z morzem, co groźnie ryczało,

Wspólnie jęczeli, wzdychali z wiatrami,

Które westchnieniem nam odpowiadały,

Współczucia pełne na zgubę nas niosły.

MIRANDA

Iluż ci smutków byłam wtedy źródłem!

PROSPERO

O, cherubinie, ty mnie ocaliłaś!

Gdy mi z ócz słone krople w morze ciekły,

Kiedym rozpaczał, tyś się uśmiechała

Natchniona siłą z wysokiego nieba,

Tyś we mnie męstwo wskrzesiła mdlejące

Że mogłem śmiało z przeciwnością walczyć.

MIRANDA

Jakże do lądu zdołaliśmy dobić?

PROSPERO

O, tylko cudem bożej opatrzności.

Gonzalo, szlachcic neapolitański,

Do wykonania zleceń tych wybrany,

Dał nam przez litość trochę świeżej wody,

Trochę żywności, bielizny, odzieży

I sprzętów wielkiej później dla nas ceny.

Wiedząc, jak książki kochałem, uprzejmie

Dorzucił tomy z mej biblioteki,

Co mi są droższe nad stracone księstwo.

MIRANDA

O, gdybym mogła zobaczyć go kiedy!

PROSPERO

A teraz słuchaj utrapień mych końca.

Tu, na tej wyspie dobiliśmy lądu.

Tu z mej nauki zbierałaś, Mirando,

Lepsze owoce od innych księżniczek,

Którym czas zbiega na pustej nauce,

Pod okiem mistrzów mniej ode mnie bacznych.

MIRANDA

Boże ci zapłać za twoje starania!

Lecz teraz, ojcze, powiedz mi przyczynę

(Bo myśl ta ciągle duszę moją dręczy),

Dla której straszną burzę wywołałeś.

PROSPERO

Dziwnym zrządzeniem, opatrzna Fortuna,

Orędowniczka moja dziś łaskawa,

Wszystkich mych wrogów przygnała do wyspy.

Jam sztuką moją zbadał, że mój zenit

Stoi pod wpływem gwiazdy pomyślności;

Jeśli dziś chybię pomyślnego wpływu,

Nadzieje nasze zmarnieją na wieki.

Lecz dosyć pytań. Widzę, sen cię zmorzył,

Sen dobroczynny – poddaj mu się chętnie.

( MIRANDA zasypia )

Przybywaj sługo! Jestem już gotowy.

Przyjdź, Arielu!

ARIEL

(wchodząc)

Witaj, wielki mistrzu!

Witaj! Przybiegam wolę twoją spełnić,

Latać lub pływać, lub w ogniu się nurzać,

Lub po strzępionych chmurach jeździć; rozkaż,

Wykona Ariel.

PROSPERO

Czyś ostatnią burzę

Wedle rozkazu do słowa wykonał?

ARIEL

Co do litery. Na okręt królewski

Wpadłem i zaraz to z sztaby, to z boków,

To na pokładzie, po wszystkich kajutach

Ciskałem płomień; czasem się rozpadłem

Na wiele drobnych i chwiejnych płomyków,

Na żaglach, masztach gorzałem złowieszczo,

Tom w jedno znowu zbiegał się ognisko:

Błyski Jowisza, straszne poprzedniki

Grzmotów, nie chybsze są ni polotniejsze.

Zda się, że ogień i siarczane trzaski

Tron oblegają potężny Neptuna,

Że od nich jego drżą potężne fale

I sam się trójząb w ręku jego chwieje.

PROSPERO

Dobry mój duchu, kto miał dosyć serca,

By w tym zamęcie rozumu nie stracił?

ARIEL

Febrę szaleństwa każda czuła dusza,

Rozpacz do dziwnych prowadziła czynów.

Wszyscy prócz majtków skoczyli do fali

Ze statku moim ogniem płonącego.

Z włosem jak gdyby trzcina najeżonym

Pierwszy się rzucił syn króla, Ferdynand;

«Piekło – zawołał – próżne jest na teraz,

A wszystkie diabły zbiegły na nasz okręt».

PROSPERO

Kochany duchu, czy brzeg był daleki?

ARIEL

O kroków kilka.

PROSPERO

Czyś wszystkich ocalił?

ARIEL

I włosek jeden śród burzy nie przepadł.

Odzienie, co ich niosło pośród fali,

Nie ma i plamki, świeższe jest niż przódy.

Jak chciałeś, błądzą kupkami po wyspie;

Tylkom Fernanda samotnie zostawił.

Powietrze teraz studzi westchnieniami,

A siedząc w dzikim wyspy tej zakątku,

W bolesnych myślach ręce tak załamał.

PROSPERO

Coś z żeglarzami i okrętem zrobił?

Co z resztą floty?

ARIEL

Króla okręt stoi

W bezpiecznym porcie, w głębokiej przystani,

Gdzie o północy raz mnie wywołałeś,

Bym do Bermudów wiecznie kołatanych

Bieżał po rosę: tam okręt ukryłem.

Wszystkich zebranych pod pokładem majtków,

Potęgą czarów i poprzednią pracą,

W śnie pogrążyłem. Wszystkie inne statki

Rozsiane wiatrem zebrały się znowu

I po bałwanach Śródziemnego Morza

Płyną z boleścią ku Neapolowi,

Pewne, że okręt widziały rozbity

I śmierć dostojnej królewskiej osoby.

 

PROSPERO

Spełniłeś rozkaz; lecz nie na tym koniec.

Która godzina?

ARIEL

Południe minęło.

PROSPERO

Już blisko drugiej. Odtąd aż do szóstej

Czas dla nas obu droższy jest nad wszystko.

ARIEL

Nowa znów praca? Kiedy mnie tak dręczysz,

Pamiętaj także na twe obietnice

Niedotrzymane.

PROSPERO

Co fochy te znaczą?

Czegóż się możesz domagać?

ARIEL

Wolności.

PROSPERO

Nim czas się spełni? Dość tego!

ARIEL

Pamiętaj,

Żem mnogie, ważne oddał ci usługi;

Żem ci nie kłamał, nigdy cię nie zawiódł,

Służył bez szemrań, bez gniewu; przyrzekłeś

Rok jeden ująć.

PROSPERO

Czy więc zapomniałeś,

Z jakich męczarni cię wyswobodziłem?

ARIEL

Nie.

PROSPERO

Zapomniałeś. Myślisz, że rzecz wielka

Po szlamie słonych głębin się przechodzić,

Na ostrym wietrze północnym żeglować

Albo pracować dla mnie w żyłach ziemi,

Gdy mróz je zetnie.

ARIEL

Nie, panie, nie myślę.

PROSPERO

Kłamiesz, złośliwcze! Czy więc zapomniałeś

Szpetnej Sykoraks, groźnej czarownicy,

Z lat i zazdrości na obręcz wygiętej?

Czy zapomniałeś?

ARIEL

Nie, nie!

PROSPERO

Zapomniałeś.

Gdzie się rodziła? Odpowiedz.

ARIEL

W Algierze.

PROSPERO

A, czy tak? Dobrze. Skoro zapominasz,

Czym byłeś dawniej, ja ci raz na miesiąc

Przypomnieć muszę. Przeklęta Sykoraks

Za mnogie zbrodnie, za okrutne czary,

O których słyszeć nie można bez zgrozy,

Była wygnaną; sąd jednak łaskawy

Za czyn jedyny darował jej życie.

Czy prawda?

ARIEL

Prawda.

PROSPERO

Ta więc czarownica

Niebieskooka, w ciąży pod tę porę,

Tutaj przez majtków była porzucona.

Ty, sam wyznajesz, byłeś na jej służbie,

Lecz jak duch wyższych, szlachetniejszych uczuć

Nie chciałeś pełnić obrzydłych rozkazów,

Za co w wściekłości nieznającej granic,

Z pomocą innych sług swoich silniejszych

Wszczepiła ciebie w rozłupaną sosnę,

Gdzie uwięziony żyłeś śród boleści

Przez lat dwanaście; gdy potem umarła,

Zostałeś więźniem, a twoje westchnienia

Wciąż było słychać jak młyńskich kół łoskot.

Podówczas żadna jeszcze ludzka postać

Samotnej wyspy nie rozpromieniła

Prócz dziecka, które wylęgło się tutaj,

Płód czarownicy, piegowate szczenię.

ARIEL

Syn jej, Kaliban.

PROSPERO

On sam, ciasna głowo,

Syn jej, Kaliban, dzisiaj mój niewolnik.

Wiesz, w jak okrutnej znalazłem cię doli,

Jęki twe litość budziły w niedźwiedziach

I wilki wyły na krzyk twej boleści.

Były to męki potępieńca godne;

Wybawić z nich cię nie mogła Sykoraks.

Lecz gdy przybyłem, kiedym cię usłyszał,

Rozdarłem sosnę, wróciłem ci wolność

Przez moją sztukę.

ARIEL

Dziękuję ci, panie.

PROSPERO

Jeśli raz jeszcze szemrać się odważysz,

W dębu sękate wbiję cię wnętrzności,

Żebyś w nich znowu przeżył zim dwanaście.

ARIEL

Przebacz mi; chętnie na twoje rozkazy

Wypełnię służbę posłusznego ducha.

PROSPERO

Zrób to, a wolność za dwa dni ci wrócę.

ARIEL

Co więc mam robić? Powiedz, co mam robić?

PROSPERO

Idź, nimfy morskiej weź na siebie postać,

Bądź niewidzialny dla każdej źrenicy,

Prócz mej i twojej. Idź, przybierz tę postać

I wracaj do mnie; idź, a spiesz się tylko!

( ARIEL wychodzi )

Obudź się, droga! Obudź! Dosyć spałaś.

Obudź się, droga!

MIRANDA

Dziwy twej powieści

Sen ciężki na me sprowadziły oczy.

PROSPERO

Obudź się teraz, a pójdziemy razem

Do Kalibana, co na słowa nasze

Nigdy nam wdzięcznej nie dał odpowiedzi.

MIRANDA

Nie mogę patrzeć na niego bez grozy.

PROSPERO

Ale potrzebna dla nas jego służba.

On ogień pali, on przynosi drzewo,

Pełni rozkazy. Hej tam! Kalibanie!

Hej, niewolniku!

KALIBAN

(za sceną)

Nie brak w domu drzewa.

PROSPERO

Wyjdź tu, powtarzam; jest inna robota.

Wyjdź, ciężki żółwiu! Wyjdź mi tu natychmiast!

( wchodzi ARIEL w postaci nimfy wodnej )

Piękne zjawisko! Lotny Arielu,

Słuchaj, coć powiem (mówi mu do ucha).

ARIEL

Stanie się, jak pragniesz.

Wychodzi.

PROSPERO

Ty niewolniku, przez samego diabła

Na twej złej maci poczęty, wyjdź prędzej!

KALIBAN

(wchodząc)

Rosa trująca jak ta, co ją matka

Z gnijących bagien kruczym miotła piórem,

Niech spadnie na was! Złe wiatry wrzodami

Niech was owieją!

PROSPERO

Na słów tych zapłatę

Tej nocy pewnych spodziewaj się kurczów,

Tej nocy kolka oddech ci zatrzyma

I jeże całą noc pracować będą,

A od ich kolców tak będziesz pokłuty,

Jak dzienie plastru, a każde ukłucie

Sroższe od pszczoły, co je ulepiła.

KALIBAN

Jeść przecie muszę. Wyspa ta jest moją

Po mojej matce; ty mi ją wydarłeś.

Kiedyś tu przybył, jak żeś mi pochlebiał,

Szanował, dawał wodę z jagodami,

Ty mnie uczyłeś, jak trzeba nazywać

I wielkie światło, i małe światełko,

Które się palą we dnie lub śród nocy.

A jam cię kochał; ja ci pokazałem

Źródła wód świeżych, bagna, grunt jałowy,

Grunt urodzajny; niech przepadnę za to!

Czary mej matki, żaby, nietoperze,

Wszelkie robactwo niechaj was obsiądzie!

Jestem jedynym waszym niewolnikiem,

Ja, co przód byłem własnym moim królem.

Na chlew tę twardą daliście mi skałę,

A resztę wyspy na własność zabrali.

PROSPERO

Nikczemny kłamco, podły niewolniku.

Głuchy na dobroć, a na chłostę czuły,

Z ludzką dobrocią mimo twej szkarady

Naprzód do mojej groty cię przyjąłem,

Pókiś zuchwale targnąć się nie ważył

Na czysty honor mojego dziecięcia.

KALIBAN

Ha, co za szkoda, że się to nie stało!

Bez twoich przeszkód zaludniłbym wyspę

Kalibanami.

PROSPERO

Obrzydły nędzniku,

Na którym dobroć piętna nie zostawia,

Lecz w którym każda przyjmuje się zbrodnia,

Ja cię przez litość mówić nauczyłem,

Co dzień zwiększałem wiedzy twojej skarby,

Gdy przód wyrazić uczuć twych niezdolny

Paplałeś niby nierozumne bydlę;

Jam ci dał słowa, żebyś mógł objawić

Myśli przeze mnie w duszy twej zbudzone.

Lecz ród twój podły, mimo nauk moich,

Zawsze coś w sobie takiego zachował,

Czego nie mogą lepsze znieść natury;

Więc sprawiedliwie zamknąłem cię w skale,

Boś cięższej kary niż więzienie godny.

KALIBAN

Mowę mi dałeś; cała z tego korzyść,

Że kląć dziś mogę; niech za to na ciebie

Zaraza padnie, że mi dałeś mowę!

PROSPERO

Precz, czarownicy nasienie, po drzewo!

A radzę, spiesz się, nie brak dziś roboty.

Wzruszasz ramiona? Jeśli me rozkazy

Niechętnie albo niedbale wykonasz,

Tak kości twoje kurczami połamię,

Że na twe ryki bólem wywołane

Dzikie zwierzęta zadrżą.

KALIBAN

O, nie, błagam!

(na stronie) Muszę go słuchać. Jego sztuk potęga

Boga mej matki nawet, Setebosa,

Podbić jest w stanie.

PROSPERO

Więc precz niewolniku!

Wychodzi KALIBAN Wchodzi ARIEL niewidzialny, gra i śpiewa, za nim FERDYNAND .

ARIEL

(śpiewa)

Za mną, za mną, na żwir złoty!

Posplatajcie wasze dłonie!

Gdy całunki, gdy pieszczoty

Ukołyszą morskie tonie,

Suńcie po nich krok wesoły,

I zanućcie ze mną społy.

Chór

(w różnych stronach)

Cicho, cicho! Wau, wau!

Słychać czujnych psów szczekanie!

Wau, wau!

ARIEL

Wiatr do uszu mych przywiewa

Pieśń, co butny kogut śpiewa,

Hymn poranny: kukuryku!

FERDYNAND

Skąd ta muzyka? Z ziemi czy z powietrza?

Wszystko ucichło. O, pewno te pieśni

Jakiemu bogu wyspy towarzyszą.

Gdym opłakiwał śmierć ojca na brzegu,

Pieśń ta na wodach łagodnie zabrzmiała,

Ukołysała me łzy i wód wściekłość.

Szedłem, gdzie słodkie ciągnęły mnie tony,

Lecz pieśń przebrzmiała. Nie, znów się poczyna.

ARIEL

(śpiewa)

Ojca morskie tulą fale;

Z kości jego są korale,

Perła lśni, gdzie oko było;

Każda cząstka jego ciała

W drogi klejnot się przebrała

Oceanu dziwną siłą.

Nimf pogrzebny słyszysz dzwon?

CHÓR

Dyn, don!

ARIEL

Ha, czy słyszysz, don, dyn, don!

FERDYNAND

Pieśń przypomina bolesną śmierć ojca.

Nie z ludzkich piersi, ni z ziemi wyrosły

Pieśni te czyste; brzmią teraz nade mną.

PROSPERO

(do MIRANDY)

Podnieś strzępioną twoich ócz zasłonę,

Powiedz, co widzisz?

MIRANDA

Co widzę? Duch jakiś.

Boże, jak wodzi dokoła oczami!

Jak piękna postać! Ach, to duch być musi!

PROSPERO

Nie, moja córko; on je, śpi, ma zmysły

Naszym podobne. Młodzian ten przed chwilą

Był na okręcie, a gdyby mu twarzy

Ten rak piękności, smutek nie oszpecił,

Mogłabyś piękną nazwać go istotą.

Teraz zgubionych szuka towarzyszy.

MIRANDA

To bóstwo jakieś zstąpiło na ziemię:

Nic piękniejszego nie widziałam jeszcze.

PROSPERO

(na stronie)

Wszystko, jak widzę, po mej idzie myśli.

Za dwa dni, duchu, wolność ci powrócę.

FERDYNAND

( spostrzegając MIRANDĘ )

Ach, to bogini, której pieśń nucono!

O, powiedz, jestżeś wyspy tej mieszkanką?

O, daj mi, proszę, daj mi dobrą radę,

Jak na tej wyspie postępować trzeba.

Ale ze wszystkich prośba ma najpierwsza,

Chociaż ostatnia w słowach, jest: o cudzie,

Jestżeś dziewicą?

MIRANDA

Nie, cudem nie jestem,

Jestem dziewicą.

FERDYNAND

O, potężny Boże!

Mój język! Z ludzi, co się nim tłumaczą,

Byłbym najpierwszy, gdybym był w mej ziemi.

PROSPERO

Jak to najpierwszy? A czym byłbyś, proszę,

Gdyby cię słyszał władca Neapolu?

FERDYNAND

Biednym śmiertelnym, jak nim jestem teraz,

Gdy z zadziwieniem pytań twoich słucham.

Król Neapolu słyszy moje słowa,

Dlatego płaczę: ja tym królem jestem,

Ja, którym łzami zalaną źrenicą

Widział rozbicie króla, mego ojca.

MIRANDA

Ach!

FERDYNAND

On, dwór jego i z dostojnym synem

Mediolanu książę, zatonęli.

PROSPERO

(na stronie)

Książę ten, z swoją dostojniejszą córką,

Łatwo by mogli słowom twym zaprzeczyć,

Gdyby czas nadszedł. Przy pierwszym spotkaniu

Wzrok się ich zmierzył. Piękny Arielu,

Będziesz mi wolny. – Słowo, dobry panie,

Bo mi się zdaje, że sam sobie szkodzisz.

MIRANDA

Skąd ta surowość w słowach mego ojca?

To trzeci człowiek, którego spostrzegam,

Pierwszy, za którym wzdycham. O, litości,

Na moją stronę nakłoń myśli ojca!

FERDYNAND

Jeśliś dziewicą, a twe serce wolne,

Ja cię królową zrobię Neapolu.

PROSPERO

Powoli, panie; jeszcze tylko słowo.

(na stronie) Jedno już, widzę, w drugiego moc wpadło.

Ale utrudnić muszę łatwą sprawę:

Tanie zwycięstwo tanią robi zdobycz.

(głośno) Słowo; idź za mną, słuchaj mych rozkazów.

Przywłaszczasz tytuł, który nie jest twoim,

Jak szpieg przybyłeś, by mi wydrzeć wyspę,

Mnie, dziś jej panu.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?