SeksoholicyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Następnego dnia wstałam rano i obiecałam sobie, że taki weekend już się nigdy nie powtórzy. Pozbyłam się ponownie wszystkich aplikacji randkowych. Skasowałam numery wszystkich kochanków, wcześniej blokując ich numery w telefonie.

Moja trzeźwość seksualna trwała góra trzy dni, bo już po krótkiej abstynencji poczułam, że dłużej nie wytrzymam, że jest we mnie tyle złości, że rzucę się na kogoś z rękami. Masturbacja nie pomagała, byłam tylko bardziej rozdrażniona. Dobrze znany schemat się powtórzył. Ponownie ściągnęłam aplikację na telefon, wypełniłam swój profil danymi, zamieściłam zdjęcie. Towarzyszyła temu ogromna ekscytacja, bo już wyobrażałam sobie, że kogoś poznaję i za parę chwil uprawiamy dziki seks. No i poznałam. Mężczyznę, który miał niespożyty apetyt na seks.

Opowiesz o nim coś więcej?

Był umysłem ścisłym o zacięciu sportowym. Pracownik wielkiej korporacji farmaceutycznej, który swoje frustracje wyładowywał na siłowni. Gdy napisałam do niego, bez zbędnych ceregieli zgodził się na spotkanie i już za dwie godziny odwiedził mnie w domu. Niewiele rozmawialiśmy. Nasz seks był bardzo udany i trwał długo. Kiedy wyszedł, napisałam mu wiadomość, czy ma ochotę na powtórkę następnego dnia. Od razu otrzymałam odpowiedź, że będzie u mnie przed pracą. I był. Specjalnie wzięłam dzień wolny, bo liczyłam, że zabawimy się dłużej. Miałam rację, że tak zrobiłam, bo po spotkaniach z nim dochodziłam do siebie przez cały dzień.

Nasze poranne spotkania stały się codziennością, byliśmy umówieni na sztywno każdego dnia o dziewiątej rano. Zazwyczaj nasz seks trwał do trzynastej, czasem dłużej. Miał dom, żonę i dwóch synów. Opowiadał mi, że nie układa mu się w małżeństwie. Podniecał mnie fakt, że ma rodzinę, którą dla mnie zostawia. Wiem, jestem świnią. To był mężczyzna, który miał w sobie ten sam głód, co ja. Mógł uprawiać seks zawsze i wszędzie.

W nocy wsiadał do samochodu i jechał „poszwendać” się po mieście. Zawsze używał tego słowa: „poszwendać”. Gdy tak jeździł bez celu po mieście, zatrzymywał się w różnych częściach Warszawy, włączał aplikację i umawiał się z pierwszą lepszą laską, która go zaczepiła. Wygląd nie miał dla niego większego znaczenia, liczyła się gotowość na seks. Tak właśnie trafił na mnie. Byłam pierwszą lepszą w gotowości…

Bardzo pasował mi nasz układ, bo nie wymagaliśmy od siebie niczego i już od chwili, gdy wchodził do mieszkania, zaczynaliśmy zabawę. Nie zdążył zamknąć drzwi, a ja już przed nim klęczałam. Uprawialiśmy seks przez pięć godzin non stop każdego dnia. Robiliśmy przerwy tylko, żeby napić się wody. Próbowaliśmy różnych pozycji. On najbardziej lubił brać mnie od tyłu i trzymać za włosy. Gdy dochodził, krzyczał na całe gardło. Po jednym z naszych spotkań sąsiadka, którą spotkałam na klatce schodowej, rzuciła mi tylko pogardliwe spojrzenie. Nie dziwię jej się. Krzyki dochodziły z mojego mieszkania każdego dnia.

Pomału czułam, że choć spędzamy ze sobą długie godziny na intensywnym seksie, zaczyna nas dopadać rutyna. To znaczy mnie zaczynało brakować większych doznań. Po tygodniu nie było pomieszczenia i mebla w moim domu, na którym nie uprawialiśmy seksu. Obmyślałam plan, co powinnam zrobić, żeby mój znajomy z niespożytą seksualną energią dalej chciał do mnie wpadać. Wymyślałam przebieranki, kupowałam specjalną bieliznę. On też wychodził z inicjatywą i przynosił przeróżne gadżety, które jeszcze miały dodać pikanterii. Używał ich wcześniej z żoną. Ona też ponoć lubiła podkręcać ich łóżkowe zabawy.

Ustawiłam duże lustro naprzeciwko łóżka, żeby widzieć, co robimy. Same doznania z ciała już nie były wystarczające, chciałam to widzieć. Uwielbiałam, gdy spotykaliśmy się wzrokiem w lustrze. Co ciekawe, on nigdy się nie uśmiechał, nie miał na twarzy żadnej pozytywnej emocji. Czasami odnosiłam wrażenie, że w trakcie rytmicznego poruszania biodrami się rozpłacze, bo orgazm i tak nie sprawi, że poczuje się lepiej. Mnie orgazmy też nie rozweselały.

Po kilku tygodniach mój kochanek stwierdził, że musimy jeszcze bardziej urozmaicić nasze życie seksualne, i zabierał mnie do różnych mieszkań, które specjalnie wynajmował, bo jak zaznaczył, choć idealnie dopasowaliśmy się w łóżku, trzeba zmieniać otoczenie, bo on nie lubi uprawiać seksu cały czas w jednym miejscu. Pokazał mi ciekawe miejsce na Muranowie. W zwykłym bloku na parterze jest mieszkanie, które służy do erotycznych zabaw. Możesz wynająć je sobie na dzień albo na godzinę. Coś na zasadzie erotycznego Airbnb. Nie potrzebujesz klucza, bo przy drzwiach wejściowych zamontowane jest urządzenie, na którym wpisujesz szyfr. Okna są okratowane i zasłonięte. Mieszkanie przypomina twierdzę, do której mogą się dostać tylko wtajemniczeni. Jeden pokój ma wielkie łoże, wannę i lustro na suficie. W telewizorze można za opłatą włączyć film erotyczny. Drugi pokój ma wystrój rodem z berlińskich klubów dla fetyszystów: łańcuchy, kajdany, uprzęże. Na ścianach i suficie zamontowany jest stelaż z krat. Można się do niego przypinać, o ile lubi się taki klimat.

Ty lubisz?

Wszystko jest dla ludzi. Mieszkanie jest w pewien sposób mroczne, ale nie jest obskurne. Spędziliśmy tam cały dzień na upojnych chwilach. W sumie nie wiedzieliśmy o sobie nic. Poza podstawowymi wiadomościami. Pomału zawalałam swoją pracę, bo nie byłam w stanie jej wykonywać. Dzień w dzień uprawiałam seks w godzinach, gdy powinnam siedzieć przy komputerze i telefonie. Zawsze jednak zmyśliłam powód, dla którego nie mogłam odpowiedzieć na maila czy odebrać komórki. Dochodziło już do tego, że gdy po naszym porannym spotkaniu rozchodziliśmy się do naszych zajęć, spotykaliśmy się wieczorem, żeby dalej kontynuować to, co przerwaliśmy w południe. On był niezmordowany, a mnie było mało. Policzyłam kiedyś, że jednego dnia szczytował we mnie piętnaście razy. Zapytałam go wtedy, czy zdarza się, że nie jestem jedyna, z którą uprawia seks danego dnia. Nie ukrywał, że ma kilka takich znajomości jak nasza. „Nie potrafię się oprzeć nikomu”, wyznał. Ja przemilczałam fakt, że często po naszych spotkaniach się masturbowałam, a na wieczór umawiałam się z kolejnym gośćmi na seks.

Poprosiłam, żeby pokazał mi swoje inne kochanki. Zdziwiłam się, bo pośród bardzo atrakcyjnych kobiet była cała masa zwykłych czy wręcz brzydkich. Zauważył moje zdziwienie i wytłumaczył mi, że dla niego fizyczność nie jest ważna, liczy się, co mogą razem zrobić. Zaskoczyło mnie, że przystojny facet śpi z maszkaronami, ale po chwili zażenowałam się swoim tokiem myślenia, bo przecież ja zachowywałam się podobnie.

Nasza znajomość urwała się, gdy jego żona wniosła pozew o rozwód, bo odkryła jego zdrady. Zdradzał ją również z mężczyznami. Ostatnio wpadliśmy na siebie przez przypadek na ulicy. Chwalił się, że ponownie się ożenił. Jeszcze tego samego dnia napisałam do niego wiadomość i zaprosiłam na kawę. Zaproponował, żebyśmy spotkali się za kilka dni gdzieś na mieście. Ja od razu chciałam, żeby przyszedł do mnie, ale mi odmówił.

Dlaczego?

Odpisał mi, że się boi, bo wie, że ja nie potrafię się powstrzymać, a nie chciałby zdradzić swojej żony. Nie tym razem. Podjął leczenie.

Kiedy nachodzi cię ochota na seks, wygląd fizyczny naprawdę nie gra dla ciebie roli?

Przyjeżdżając do domu kogoś, kogo nie miałam szansy wcześniej zobaczyć na żywo, często trafiałam na mężczyznę, któremu daleko było do Brada Pitta. Wielokrotnie uprawiałam seks z kimś, kto był całkowitym zaprzeczeniem mojego ideału mężczyzny. Sam fakt, że miał wzwód i chęć na mnie, wystarczał, żebym się rozebrała. Gdy był we mnie, zapominałam o fakcie, że jest szkaradny. Wizja seksu sprawia, że staję się niewidoma. Dopiero po dochodzi do mnie, co przed chwilą zrobiłam.

Czasami prześladują mnie obrazy gigantycznego brzucha, niewydepilowanych pach, obleśnego uzębienia. Staram się usuwać z mojej świadomości te, które napawają mnie obrzydzeniem, ale mi się to nie udaje. Bo jak mogę wyciąć fragment swoich wspomnień? Wyprzeć całość? To nie ma sensu, bo okłamuję sama siebie. Może nie pamiętam imion, nazwisk, adresów, pod które jeździłam, żeby przespać się z facetem, jednak pamiętam urywki. Kiedy przejeżdżam obok hotelu w centrum, od razu mam wspomnienie, jak klęczę i robię facetowi laskę w pokoju. Gdy jestem już blisko końca, niespodziewanie otwierają się drzwi. Do pomieszczenia wchodzi jego kolega i widząc, co się dzieje w środku, nie wycofuje się, tylko siada w fotelu i się nam przygląda. Mężczyzna dochodzi mi w ustach, a gdy kończy, rzuca swojemu znajomemu propozycję: „Chcesz? Też ci weźmie do ryja”.

Jak na to zareagowałaś?

Liczyłam, że tamten rozsunie rozporek i pozwoli mi zrobić sobie dobrze. Facet odmówił, bo jak sam przyznał, wczoraj na imprezie wypił za dużo i chyba nie jest w stanie, a poza tym zabawiał się z kimś w klubie w łazience. Byłam rozczarowana i tak napalona, że zniżyłam się do tego, by poprosić go, żeby jednak dał zrobić sobie dobrze. Już rozpinałam mu spodnie, kiedy odepchnął moje ręce. Kategorycznie odmówił, ale na jego twarzy zobaczyłam satysfakcję, że klęcząca naga kobieta prawie błaga go, żeby móc wziąć mu do ust. Nie zapomnę, że facet, który zabawiał się ze mną, powiedział: „Takie suki są tylko w stolicy. Szkoda, że u nas takich nie ma”.

Nie wiem nawet, skąd oni byli, kim byli, jak się nazywali. Nigdy wcześniej ich nie spotkałam i pewnie nie spotkam. Odmowa tego drugiego ogromnie mnie rozczarowała. Gdy wyszłam już z hotelowego pokoju i zjeżdżałam windą, ponownie włączyłam aplikację, licząc, że może uda mi się znaleźć jeszcze kogoś na seks w tym hotelu. Wyświetliło mi się wiele profili facetów, którzy szukali laski. Była idealna pora. Weekend o poranku. Wódka i inne substancje trzymały jeszcze po wczorajszej imprezie, więc istniała szansa na złowienie kogoś. Usiadłam w lobby i czekałam, aż kilku gości odpisze na moje wiadomości. Nikt nie wyraził chęci na seks ze mną, więc pojechałam do domu, bo bez sensu tak czekać w nieskończoność.

 

Nie ma chyba w Warszawie hotelu, w którym nie spotkałabym się z jakimś facetem. W Bristolu miałam całonocną schadzkę ze Szwedem, w Ibisie z chłopakiem ze Śląska, w Atosie spotkałam się z jakimś starszym przypakowanym biznesmenem, który prosił mnie, żebym wylizała mu odbyt, w hotelu przy lotnisku z Niemcem. Mogę tak wymieniać bez końca…

Czasami, gdy ktoś podchodzi do mnie na ulicy, a ja w pierwszym odruchu nie mogę rozpoznać jego twarzy, od razu pojawia mi się w głowie myśl, że z pewnością ze sobą spaliśmy. Czasami tak jest, czasami okazuje się, że poznaliśmy się na imprezie i tyle. Sama kręcę na siebie bat, ale nie potrafię wcisnąć guzika „STOP”. Cały czas zachowuję się w ten sposób. Nieważne gdzie. Nieważne z kim. Ważne, żeby się nasycić. A przynajmniej spróbować.

Raz tylko, gdy umówiłam się z dwoma starszymi od siebie mężczyznami, doszło do sytuacji, że powiedziałam „nie”. Już zabierali się do dzieła. Stałam między nimi bez ubrania, a oni dotykali mnie po całym ciele. Nie wiem, co spowodowało, że powiedziałam, że jednak nie chcę z nimi nic robić. Że jednak rezygnuję. Ubrałam się w pośpiechu i wyszłam. Widziałam, że ich wkurwiłam, więc chciałam jak najszybciej stamtąd uciec, bo bałam się, że coś mi zrobią. Biegłam ulicą i gdy się zatrzymałam, poczułam rozpierającą mnie dumę. Taka sytuacja była raz. Zawsze godziłam się na wszystko.

Bardzo się męczysz sama ze sobą?

Noszę w sobie nienasycenie, które doprowadza do szaleństwa. Łatwy przykład. Wyobraź sobie, że jesteś spragniony, więc sięgasz po wodę, ale każdy łyk powoduje, że jeszcze bardziej chce ci się pić. Obłęd. Żeby zgasić to pragnienie, jesteś gotów uklęknąć na ulicy i wypić wodę z kałuży. I tak nigdy nie poczujesz się dobrze, bo satysfakcja nie jest możliwa. Spełnienie jest tylko pozorne, za chwilę znika, bo znowu pojawia się pożądanie. Kiedyś moja koleżanka zażartowała, że dla mnie idealnym partnerem byłby chłopak, który wiele lat spędził za kratkami, bo byłby wygłodniały seksualnie. Zaśmiałam się, że dobrze mi życzy i żeby uważała, bo wezmę sobie jej uwagę do serca. Taka była pierwsza reakcja.

A jaka była druga?

Już za chwilę pojawiły się u mnie fantazje o mężczyźnie, który nie uprawiał seksu przez wiele lat, więc z pewnością jest gotowym na wiele długodystansowcem. Oczywiście, początkowo wizja byłego skazanego w moim domu wydawała mi się chorym obrazem, wynikającym z braku satysfakcji seksualnej. Ale jednocześnie pojawiła się myśl, że taki wygłodniały buhaj jest kimś, kogo mi trzeba. Zaspokoiłby mnie na jakiś czas, a ja nie musiałabym się uganiać za facetami, którzy okazują się sprinterami. Bo wielu mężczyzn jest w stanie uprawiać seks, ale krótko. Dla mnie piętnastominutowy stosunek nie ma sensu. To nie jest seks, tylko jakiś żart.

Postanowiłam zrealizować fantazję i za pomocą portalu randkowego znalazłam byłego więźnia. To znaczy nie był to typowy portal randkowy, tylko serwis z seks­ogłoszeniami. Dość szybko odpisał na moje wiadomości. Pamiętam, jak byłam owładnięta wizją, że dzień i noc pierdolimy się do utraty tchu.

Spotkaliśmy się i już od pierwszych chwil pojawiło się napięcie seksualne. Ja zrobiłam mu loda, on mi palcówkę. Na parkingu przed hipermarketem. Umówiliśmy się, że przyjdzie do mnie wieczorem, bo nie miał swojego mieszkania i zatrzymał się u znajomej. Przyszedł punktualnie. Wyglądał jak dresiarz, rasowy kibol, przed którym na ulicy każdy zrobiłby w tył zwrot. Porozglądał się po mieszkaniu i zapytał, czy mam mefedron, bo inaczej szybko skończy. Przez całe swoje życie nie miałam styczności z narkotykami. OK, styczność miałam, ale nigdy nie kupowałam i nigdy nie było ich w moim domu.

Wkurzył się, że nie przygotowałam się na jego wizytę. Trochę brzmiał jak szaleniec, bo umówił się ze mną, a raczej wiedział, że nie jestem dilerem. Kazał włączyć sobie film porno i z piwem w dłoni usiadł na kanapie. Chciał, żebym zdjęła wszystko poza bielizną. Ja wtedy byłam już gotowa na wszystko. Jak powiedział, tak zrobiłam. Starałam się zrobić mu dobrze ustami, ale nie mógł dostać wzwodu. Zaśmiał się, że za karę będzie mnie „ruchać butelką po browarze, aż iskry pójdą mi z pizdy”. Ta zabawa bardzo mnie bolała, bo wpychał we mnie butelkę na siłę, i przeszło mi przez głowę, że za chwilę zrobi mi krzywdę, ale nie potrafiłam powiedzieć „nie”, tak byłam napalona. Doszłam, bo pomógł mi palcami.

Następnego dnia dostałam wiadomość, że może do mnie wpaść ze swoim kolegą, pod warunkiem że będę mieć towar. Jestem skończoną idiotką, bo w nadziei, że mnie przelecą, kupiłam to, czego chciał. Przez całą noc ćpali u mnie, pili i się mną wymieniali. Wiesz, co jest straszne? W tamtej chwili może nie tyle czułam się szczęśliwa, ile pomyślałam, że tak mogłoby wyglądać moje życie. Ruchanie się dwadzieścia cztery godziny na dobę. Gdy skończył im się towar, stwierdzili, że idą w miasto. Wyszli. Były więzień później pisał do mnie, że może powtórzymy całą akcję, pod warunkiem że będę miała to i owo. Ale ja już wtedy znowu miałam fazę, że będę normalna, i poblokowałam go wszędzie, gdzie się tylko dało.

Przyszedł w moim życiu taki moment, że zwykły seks czy nawet seks grupowy przestał mi się podobać. Może nie przestał – chciałam kolejnych wrażeń. Chodzi o BDSM. Marzyłam o tym, żeby poznać gościa, który będzie dla mnie ostry. Ale tak naprawdę ostry. Klapsy czy drobne gadżety sadomasochistyczne już znałam, chciałam, żeby mnie wiązano, bito, poniżano.

Udało mi się trafić na mężczyznę, który sam o sobie mówił, że jest „masterem”. Umówiliśmy się u mnie. Nasza gra zaczęła się już w przedpokoju. Uderzył mnie tak mocno w twarz, że z jednego oka wypadło mi szkło kontaktowe. Nie było to miłe, ale chciałam zobaczyć, co wydarzy się dalej. A działo się! Spędziliśmy w łóżku bite dwa dni. Co chwila robił mi zdjęcia i nagrywał filmy komórką: gdy robiłam mu loda, gdy brał mnie od tyłu, gdy bawił się moją łechtaczką. Nie zastanawiałam się, czy gdzieś je wykorzysta. Chciałam, żeby traktował mnie jak przedmiot. Jak kobietę, która nie ma za grosz godności.

W rozmowie był normalnym wykształconym facetem. Architektem. Potrafiło wstąpić w niego coś, czego nie potrafię nazwać. W jego oczach pojawiało się szaleństwo. Zapowiedział, że jeżeli mamy się spotykać regularnie, w domu mam być bezwzględnie uległa. Mam chodzić nago z korkiem analnym imitującym ogon. Pozwolił mi samej wybrać rodzaj. Na resztę jego decyzji nie miałam mieć wpływu. Spotykaliśmy się tylko u mnie, a on nie chciał powiedzieć mi, gdzie mieszka. Wszystko podobało mi się do momentu, aż kazał mi przypinać dziwne spinacze na sutki. Gdy się zbuntowałam, że nie będę tego robić, wyszedł i na szczęście nie mieliśmy już ze sobą kontaktu. Kiedyś spotkałam go w restauracji. Był ubrany jak intelektualista, ciemny golf, eleganckie buty. Specjalnie próbowałam złapać go wzrokiem, bo chętnie spotkałabym go w łazience. Udawał, że mnie nie widzi. Ale wiem, że widział, bo wyglądał na spiętego.

Jak byś oceniła swoje relacje z mężczyznami?

Intensywne, ale krótkie. Nic nie jest na poważnie, ale nie powinno mnie to dziwić, bo sam seks nie może być podstawą związku. Kolejny facet, którego poznałam, też był dziwny. Przed naszym spotkaniem poprosił, żebym się nie depilowała, bo on bardzo chciałby ogolić mnie na dole. Gdy przyszedł do mnie, miał ze sobą sportową torbę, a w niej wszystko, co potrzeba. Rozebraliśmy się, a on zaproponował, że ogoli mnie pod prysznicem. Był niezwykle skupiony i mocno się podniecił. Dla mnie też było w tym coś kręcącego, jednak seks nie zaspokoił mnie w żaden sposób – było nudno.

Zaczęłam zauważać, że moje życie to jedna wielka pogoń za bodźcami. Po przypadkowych stosunkach z nieznajomymi przyszła kolej na seks grupowy. Po nim pojawiły się fetysze i perwersje. Dwa lata temu w czerwcu wybrałam się sama na wakacje. Nigdy wcześniej nie wyjeżdżałam w samotne podróże, ale nie chciałam być uzależniona od żadnej swojej koleżanki, bo wiedziałam, że będziemy musiały spędzać razem czas, a to ograniczałoby mi możliwości poznawania mężczyzn i zapraszania ich do siebie. Na wyjazd do Los Angeles, które zawsze chciałam zobaczyć, oszczędzałam cały rok. Oczywiście obiecałam sobie, że nie będę robić głupot.

Dotrzymałaś obietnicy?

Gdy wysiadłam z samolotu, od razu włączyłam aplikację, żeby zobaczyć, jacy faceci są tam zalogowani. To, co zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Mogłam wybierać do woli: od muskularnych typów po chudych dziwaków. Zanim dotarłam do hotelu, wymieniłam wiadomości z paroma mieszkańcami LA i już nie byłam w stanie skupić się na podziwianiu widoków zza okna taksówki. Bo w głowie miałam tylko to, że za chwilę przerżnie mnie ciemnoskóry Amerykanin.

Zdjęcia, które dostałam w pierwszej wiadomości, doprowadziły mnie do tego, że gotowa byłam wysiąść z taksówki i pobiec, żeby tylko być już jak najszybciej w hotelu. Tam mieliśmy się spotkać. Umówiliśmy się, że ja podam mu numer pokoju, a on po prostu przyjdzie do mnie i gdy będzie już przed drzwiami, zapuka. I tak się stało. Rzeczywiście przed drzwiami stał duży czarny gość. Wyglądał ciut inaczej niż na zdjęciach, ale było mi już wszystko jedno i się nie czepiałam. Miał całą masę toreb foliowych i dziwnych pakunków. Wyglądał, jakby nosił ze sobą dorobek życia. Bo chyba nosił. Później dotarło do mnie, że był bezdomny. Piękny, ale zaniedbany bezdomny. Nie miał też kilku zębów, ale wtedy nie stanowiło to dla mnie problemu. Nie całowaliśmy się, choć bardzo lubię, ale on nie chciał. Uprawialiśmy bardzo dobry seks, który co jakiś czas przerywał, żeby zapalić coś dziwnego. Zapytałam go, co to, a on odparł, że to haszysz, i mnie poczęstował. Gość nie ma zębów, ma za to na sobie brudne ubranie, nie zdejmuje do seksu skarpetek i bierze narkotyki.

Kiedy skończyliśmy, zapytał mnie, czy może się umyć i czy nie miałabym pięciu dolców, bo chciałby kupić sobie coś do jedzenia, a nie wziął ze sobą drobnych. Normalnie od progu powinnam go wywalić. A ja nie potrafiłam, bo miałam w sobie to poczucie, że muszę pieprzyć się z nim tu i teraz.

Miałam naszykowane prezerwatywy, założył, ale niezbyt chętnie. Po chwili stwierdził, że jest mu niewygodnie, bo rozmiar jest za mały i za chwilę mu opadnie, więc chce kontynuować bez zabezpieczenia. Pojawiła się we mnie mieszanka strachu i chęci, żeby iść na całość. Oczywiście, gdy mnie posuwał, a robił to mocno, agresywnie, co jakiś czas pojawiała mi się w głowie myśl, że mogę później ponieść poważne konsekwencje, ale opcja, że miałabym to przerwać, nie wchodziła w rachubę. Seks zawsze przysłania mi zdrowy rozsądek.

Po wszystkim wziął prysznic. Siedział w łazience bardzo długo, a gdy wyszedł, poprosił mnie o parę czystych skarpetek, bo swoje przeprał, korzystając z okazji, że ma do dyspozycji bieżącą wodę. Poczułam do siebie obrzydzenie, a gdy zabrał swoje rzeczy i wyszedł – ulgę. Już nigdy się nie widzieliśmy. Wieczorem przyszedł ktoś inny, równie napalony. Mój wyjazd głównie opierał się na tym, że szukałam sobie kolejnego partnera i w sumie w Los Angeles nic nie zobaczyłam, żadnych kultowych miejsc, które były pod ręką. Jak debilka przeglądałam w hotelu aplikację i łowiłam w necie potencjalnych dawców przyjemności. A może powinnam ich nazwać dilerami przyjemności, skoro jestem osobą uzależnioną?

Wiem, że to wszystko, sposób, w jaki żyję, to równia pochyła, po której staczam się na dno. I nawet jeżeli wdrapuję się ku górze, to przychodzi moment, kiedy spadam jeszcze niżej. W seksie można się zatracić. Ja zatraciłam się całkowicie, zgubiłam swoją ludzką twarz, naturalne odruchy, trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość.

Najgorsza jest świadomość, że w uzależnieniu będę żyć zawsze. Uświadomił mi to mój terapeuta. Bo, choć może tak nie wygląda, ja próbuję się zmienić. Walczę ze swoim prawdziwym „ja”. To nic innego jak wróg, który mnie atakuje, gdy stracę czujność. Nigdy nie mogę założyć z góry, że wszystko będzie dobrze, bo wiem, że wcale nie musi tak być. Przekonuję samą siebie, że gdy kolejny raz najdzie mnie ochota na seks, nie zachowam się, jakbym postradała zmysły, ale je tracę. Nie jestem z siebie dumna, jestem sobą zażenowana. Ilekroć staję przed lustrem i widzę swoje odbicie, staram się odnaleźć odpowiedź, czemu tak się zachowuję, co chcę tym osiągnąć. Patrzę sobie w oczy i próbuję siebie zrozumieć. Lubię otaczać się pięknymi rzeczami, wkładać markowe ubrania, chodzić w drogich szpilkach i jadać w modnych restauracjach, ale jestem gotowa uprawiać seks w jakiejś melinie, z partnerem, który puszcza sobie film, na którym kopulują zwierzęta, bo to sprawia, że ma wzwód. Nie ja. Rozumiesz to? Gość ogląda filmy z końmi, bo podnieca go zoofilia, a mnie… to nie przeszkadza. Wiem, że godząc się na to, nie będę czuła się szczęśliwsza mimo orgazmu i tylko kwestią czasu będzie, kiedy znowu poczuję, że muszę się upodlić. Wiecznie mam apetyt na seks, a przy tym świadomość, że nie znajdę w nim spełnienia. Zdaję sobie sprawę, że moje zachowania są autodestrukcyjne, i mnie to boli, bo mam się za osobę myślącą, wykształconą i wrażliwą.

 

Wspomniałaś wcześniej, że szukałaś pomocy u psychologa. Znalazłaś ją?

Był w moim życiu taki czas, kiedy na prawie trzy lata udało mi się pohamować żądze i stłumić uzależnienie. Byłam przed trzydziestką i udało mi się wyjść z tego bagna. Właśnie wtedy poszłam na terapię. Nie chodziłam na nią zbyt długo, ale bardzo intensywnie. Spotkania z psychologiem zadziałały, a ja starałam się za wszelką cenę tłumić w sobie chęć pójścia do łóżka z każdym. Udawało mi się to, bo to główne uzależnienie zastąpiłam innym. Rzuciłam się w wir pracy i poświęcałam jej cały swój czas. Głód seksu pomału wygasał, a ja miałam poczucie, że zapanowałam nad sytuacją.

Coś cię wytrąciło z tego stanu?

Zniszczyłam wszystko na własne życzenie. Przyszedł weekend, nie miałam żadnych planów i jakoś tak odruchowo, z ciekawości, zalogowałam się na swoim starym profilu. Przeglądałam liczne wiadomości, które w czasie mojej nieobecności pisali do mnie mężczyźni. Jeden z nich bardzo mi się spodobał i zaczęłam czuć, że ogarnia mnie napięcie seksualne. Już po dwóch godzinach byłam u niego. Dla seksoholika seks jest jak słodycze dla innych ludzi. Niby nie jesz, bo nie masz na nie ochoty, ale gdy skusisz się na jeden kawałek czekolady, tak niby od niechcenia, to nagle masz ochotę na kolejny i kolejny, aż zjadasz całą tabliczkę. Od tamtego czasu nie potrafię się pozbierać i znowu wejść na właściwy tor.

Może bliscy pomogliby ci wyjść z nałogu? Psychologowie mówią, że w walce z uzależnieniem wsparcie otoczenia odgrywa nieraz kluczową rolę.

Jak już mówiłam, nie widzę sensu, żeby mieszać w to moich bliskich. Poza tym specjaliści uważają też, że trzeba sięgnąć dna, żeby się podnieść. To jest tylko takie gadanie. Ja na dnie jestem co chwilę i jakoś mi to nie pomaga.

Nigdy nie zapomnę, jak zwierzyłam się przyjaciółce, z czym borykam się na co dzień. Jaka była jej reakcja? Najpierw wybuchnęła śmiechem, a gdy potwierdziłam, że to nie żart, popatrzyła na mnie z obrazą, jakbym puściła jej pedofilskie porno. Po chwili trzasnęła drzwiami. Próbowałam do niej zadzwonić, bo jej zachowanie wydało mi się bardzo nie fair. Nie odebrała telefonu, ale po kilku dniach napisała mi wiadomość, że się mną brzydzi, że jestem toksyczna, a wszystko dokoła mnie jest skażone, brudne. Na zakończenie dodała, że boi się, że się czymś ode mnie zarazi, i poprosiła, żebym więcej się z nią nie kontaktowała.

Poczułam się porzucona, zdradzona, ukarana za szczerość. Moje życie seksualne nie jest wynikiem mojego wyboru. Ja jestem chora, poważnie chora. I choć walczę ze swoim nałogiem, to przegrywam. Szczerze? Wolałabym być pijaczką z popuchniętą gębą lub oderwaną od rzeczywistości heroinistką. Oczywiście, dotknąłby mnie ostracyzm, ale miałby inne podłoże. Nie widziałabym kpiących spojrzeń, tylko zrozumienie, że pewnie mam swoje powody, dla których piję czy tam ćpam. Może matka nie okazywała czułości albo kolega taty dobierał się do niej, gdy była nastolatką? Może gdzieś się pogubiła, a pogubić się jest rzeczą ludzką, więc proszę, oto pomocna dłoń.

Wszystkie inne nałogi spotykają się z empatią i zrozumieniem, ale nie seksoholizm. Ludzie myślą, że to fanaberia, wymysły. A tak nie jest. Gdyby ci wszyscy ludzie wiedzieli, jakie czuję do siebie obrzydzenie, że moje poczucie wartości nie istnieje, ile opcji na szczęś­liwe życie zaprzepaściłam, to inaczej by na mnie patrzyli. Mało kto ma tyle siły, żeby powiedzieć otwarcie: „Mam problem. Jestem uzależniona od seksu”. A i tak mężczyźni chyba szybciej znaleźliby zrozumienie. Kobieta dostałaby łatkę puszczalskiej. Czy nie jest tak, że w ogóle jest większe przyzwolenie na uzależnienia mężczyzn? Moim zdaniem jest.

Próbowałam żyć normalnie i stworzyć stały związek, ale za każdym razem kończyło się to porażką. Postanowiłam kiedyś powiedzieć o swoim problemie chłopakowi. Nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Zadawał pytania i próbował zrozumieć. Nigdy wcześniej nie byłam aż tak szczera, mówiąc o swoim problemie. Łudziłam się, że ta otwartość sprawi tylko, że znajdę kogoś, kto mi pomoże. Kto w chwili, gdy ponownie będę stawać do walki z uzależnieniem, będzie po mojej stronie.

Z naszego związku jednak z każdym dniem zaczęło coraz bardziej ubywać ciepła i czułości. Przestał się do mnie przytulać, dotykać mnie, całować… W końcu zdobyłam się na odwagę i przy kolacji zapytałam, co się dzieje. Bo czułam, że coś się dzieje. Doznałam szoku, bo nie spodziewałam się, że będzie aż tak brutalny. „Twoje wyznanie było niepotrzebne”, „Brzydzę się tobą”, „Nie chcę być z kobietą, która na drugie ma wenera”. Mówił długo. Chyba na zawsze zapamiętam tamte słowa. I tamten ból również. Wierzyłam, że gra w otwarte karty przyniesie zrozumienie, a ja nie będę miała poczucia, że go oszukuję, nie przyznając się do swoich słabości.

Jeszcze tego samego dnia spakował swoje rzeczy i się wyprowadził. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Nie miałam też nawet do kogo zadzwonić. To jest w tym wszystkim najstraszniejsze, że…

Dokończ, proszę.

Że jestem w tym kompletnie sama. Oczywiście, psycholog powie, że moje uzależnienie odbija się na ludziach związanych ze mną, że oni również mają wynikające z tego problemy. Ale mnie w tym momencie nie interesują inni, bo problem tkwi we mnie, a ja sama nie potrafię się z nim uporać. Gdy pomyślę o tych wszystkich seksimprezach, o mężczyznach, z którymi spałam, o własnych myślach, mam ochotę na siebie zwymiotować. Zawiązać sobie sznur na szyi. Strasznie się ze sobą męczę. Nienawidzę siebie. Nie jestem w stanie wytrzymać swoich myśli, ale nie umiem nad nimi zapanować. W głowie mam tylko seks. Pozbawiony przyjemności seks. Chodzę co chwilę na badania, żeby sprawdzić, czy nie złapałam jakiejś choroby. Umieram ze strachu, gdy znowu idę odebrać wyniki. Gdy okazuje się, że nic mi nie jest, czuję ulgę i oczywiście tłumaczę sobie, że to był ostatni raz, że już nigdy nie zafunduję sobie takiego stresu.

Ale fundujesz…

I czuję, że już tak będzie. Do końca mojego życia. Wiem, że to uzależnienie i że należy nauczyć się z nim żyć, tłamsić je w sobie cały czas, walczyć bez ustanku. Pokłady siły fizycznej i psychicznej są ogromne. Tylko… dziś nie wiem, czy to mi się opłaci. Straszne, prawda?

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?