Pięknie się różnić, mądrze być podobnymTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Przyjaciołom

Nieprzyjaciołom też

Podziękowania

Adresatem pierwszych podziękowań jest mój wieloletni przyjaciel, profesor Jan Strelau, wielki orędownik i wielki badacz różnic indywidualnych. Od lat jesteśmy w niekończącym się sporze, niekiedy nawet dość gwałtownym, a to z powodu odmiennych przekonań na temat wagi różnic i podobieństw między ludźmi. Dziękuję Ci, Janku, za te spory. Rzecz w tym, że choć różnimy się zasadniczo, to jednak (prawdopodobnie) obaj mamy rację. I w tym jesteśmy podobni.

Dziękuję Małgorzacie Jaworskiej, tym razem nie tylko za wyjątkową (jak zawsze) redakcję tekstu, ale przede wszystkim za podsunięcie mi (ot tak, mimochodem) znakomitego pomysłu.

Justynie Dąbrowskiej, dziennikarce i terapeutce, dziękuję za rozmowy, które skłoniły mnie do pomyślenia o sprawach, które wcześniej wolałem zachować w bezpiecznej bezmyślności.

Dziękuję sąsiedzkiej społeczności z Dolnego Sopotu (oraz naszym gościom z różnych stron Polski) za tyle wspaniałych spotkań i niekończących się debat o niezmierzonej nędzy życia i o szczególnych, choć rzadkich, uśmiechach losu.

Szczególną wdzięczność kieruję do Wydawnictwa Smak Słowa, które za sprawą Anny i Szymona Świtajskich nie tylko wydaje znakomite książki, lecz także traktuje autorów z szacunkiem i – co tu kryć – z miłością. Anna i Szymon to wyjątkowi ludzie, a Smak Słowa to wyjątkowe wydawnictwo.

Krzysztofowi, mojemu bratu, dziękuję za kaszubskie dni, za to wspólne milczenie i za rozmowy – z pozoru błahe, a tak przecież ważne.

Wstęp

Książka (no, może raczej książeczka), którą masz w ręku, powstała w ramach protestu przeciw dysproporcji, jaka istnieje w psychologii pomiędzy tym, co dotyczy różnic (indywidualnych, kulturowych) między ludźmi, i tym, co dotyczy podobieństwa między nimi.

Od zarania psychologii jako dyscypliny naukowej, a było to mniej niż półtora wieku temu, uwaga większości psychologów skupiona była na różnicach – głównie indywidualnych. W ciągu tych niespełna 150 lat tylko nieliczni obrócili uwagę na podobieństwa między ludźmi. Z czasem koncentracja na różnicach indywidualnych, a potem kulturowych, nabrała znamion obsesji. Dzięki temu dziś wiemy naprawdę dużo o charakterze tych różnic, o ich genezie czy konsekwencjach. Tę wiedzę trudno przecenić, a na pewno w żadnym razie nie można jej lekceważyć.

Różnice są bowiem przesłanką różnorodności, a bez niej trudno oczekiwać powstawania nowych jakości.

Wiedzy na temat różnic między ludźmi nie towarzyszy równie obfita wiedza na temat podobieństw między nimi – sposobów przejawiania się podobieństwa czy konsekwencji z tego wynikających. Tymczasem, jak zobaczymy, konsekwencje te są niezmiernie doniosłe i – co najważniejsze – nadzwyczaj pożyteczne z perspektywy życia społecznego.

Książka jest zbiorem refleksji na ten właśnie temat, napisanych możliwie przystępnie bez zbędnego rozwodzenia się. Ważne jest i to, że przedstawione w niej poglądy i stanowiska mają solidne zaplecze w postaci badań naukowych. O autorach tych badań wspominam, z oczywistych względów, dość lakonicznie. Zainteresowanym podsuwam odwołania do literatury naukowej.

Książeczka niniejsza jest także w jakimś stopniu odpowiedzią na doświadczany obecnie klimat społeczny – pełen odwołań do przeciwstawień. My kontra Wy, My kontra Oni, Oni Nas czy My Ich? Kto kogo? to najpowszechniej dziś stosowane sposoby interpretacji i rozwiązywania problemów społecznych. Jedni – wedle tego scenariusza – nie mają nic wspólnego z drugimi, a jeszcze częściej jedni są przeciwieństwem drugich. Za tym idą rozliczne manifestacje wrogości, nienawiści i jeszcze powszechniejsze przejawy pogardy wobec Was, wobec Onych, wobec innych niż My (z kogokolwiek by się ono składało).

Książeczkę adresuję przede wszystkim do studentów psychologii i innych nauk społecznych, do mądrych nauczycieli i ich uczniów (bezwstydnie pomyślałem nawet, że mogłaby to być całkiem pożyteczna lektura szkolna). Chciałbym, żeby sięgnęli po nią politycy, ale nie wierzę, że to zrobią (bo przecież – czego w każdym razie dowodzą swoim zachowaniem – oni wszystko wiedzą najlepiej). Pragnąłbym, aby przeczytali ją ci, którzy myślą, że inni to nie są ludzie w pełnym tego słowa znaczeniu, oraz ci, którzy wiedzą, że tak nie jest. Bo i ci podobni do nas, i ci odmienni to też ludzie. Tacy sami jak my.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Pięknie się różnić

Dwaj wielcy poeci romantyczni Cyprian Kamil Norwid i Zygmunt Krasiński przez lata pozostawali w przyjaźni, choć – zwłaszcza pod koniec życia Krasińskiego – nie brakowało sporów między nimi. Pod wieloma względami różnili się od siebie, potrafili się jednak cenić i szanować. Po śmierci Zygmunta Krasińskiego w swoich Listach o emigracji Norwid pisał: „Wielki to jest szwank postradać szlachetnie różniącego się przyjaciela, w tej epoce zwłaszcza, w której łatwiej może napotkać ludzi zapamiętale się kochających, niż umiejących szlachetnie i z miłością różnić się”. W innym liście wyrażał to jeszcze dosadniej: „najrzadszą albowiem dziś straciłem rzecz: to jest szlachetnie różniącego się ze mną przyjaciela. Cóż bo dziś, a mianowicie u nas, rzadszego jest? – którzy zawsze o niezgodę bywamy pomawiani, a w gruncie rzeczy zupełnie że co innego zbywa nam – to jest: umiemy się tylko kłócić albo kochać, ale nie umiemy się różnić pięknie i mocno”[1].

No właśnie, umiemy się kochać albo nienawidzić, a więc tworzymy czarno-białe związki odwołujące się do emocji. Jeśli lubię, to akceptuję, jeśli nienawidzę, to odrzucam, wykluczam, skreślam. Albo – albo.

Tymczasem „nie umiemy się różnić pięknie i mocno” – napisał Norwid. Ta część jego listu weszła do kultury masowej, stała się wręcz sloganem powtarzanym przy różnych okazjach.

Niestety, w miarę powtarzania zdanie to coraz bardziej zmieniało sens i w końcu stało się alegorią różnic. W obiegowej wersji bowiem, wbrew intencjom Norwida, nabrało nieoczekiwanego znaczenia: jest rzeczą piękną różnić się od innych, a najlepiej różnić się od nich mocno.

To prawda, że niekiedy rzeczą wartościową i piękną jest różnić się od innych. Jest rzeczą chwalebną różnić się od Adolfa Eichmanna, niezmordowanego planisty „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Jest rzeczą chwalebną różnić się od pewnego arcybiskupa, który nie ogląda byle czego. Ale nie o to przecież chodziło Norwidowi.

Różnić się pięknie to nie tylko dawać świadectwo przekonaniu, że drugi człowiek ma prawo być inny niż ja, a nawet mieć inne niż ja przekonania, to nie tylko akceptacja tej odmienności, lecz także dopuszczenie myśli, że on może mieć rację, a zarazem odrzucenie myśli, że przez swoją odmienność staje się a priori gorszy. Pod jednym wszakże warunkiem, że jego odmienność nie obraca się przeciwko innym ludziom. Myśl tę Norwid wyrażał niejednokrotnie na swój nieco manieryczny i bardzo zawiły sposób. Różnić się pięknie i mocno to zdolność do szacunku. A więc nie kochać i nienawidzić, ale szanować innych i zasługiwać na ich szacunek.

Różnić się pięknie to nie tylko dawać świadectwo przekonaniu, że drugi człowiek ma prawo być inny niż ja, a nawet mieć inne niż ja przekonania, to nie tylko akceptacja tej odmienności, lecz także dopuszczenie myśli, że on może mieć rację, a zarazem odrzucenie myśli, że przez swoją odmienność staje się a priori gorszy.

Myślę jednak, że to jedynie połowa prawdy. Druga połowa to wrażliwość na podobieństwo, na to, co ludzi łączy, a nie tylko na to, co ich dzieli. Rzecz w tym, żeby nie była to wrażliwość bezkrytyczna. Żeby nie był to zachwyt nad podobieństwem biorący się z tego tylko, że ktoś jest właśnie do nas podobny, a my... z natury rzeczy jesteśmy przecież wspaniali. To także myśl, że pod wieloma względami to właśnie my jesteśmy podobni do innych, bo Ja, nawet to najwspanialsze, bynajmniej nie musi być w tych porównaniach standardem i punktem odniesienia.

Tak więc różnijmy się pięknie, ale nie zapominajmy, że mądrze jest też poszukiwać podobieństw. Bo jedno łączy się z drugim. Bo jedno bez drugiego nie istnieje.

[1] C. Norwid, Listy o emigracji. W: Pisma polityczne i filozoficzne. Zebrał i ułożył Z. Przesmycki. Wydał i przedmową poprzedził Z. Zaniewicki. Londyn 1957.

Widok z mojego okna na domy i ludzi

Miejsce do pracy mam przy oknie. Co rusz podnoszę głowę znad książki czy komputera, aby wyjrzeć na zewnątrz i dać strudzonym oczom odpocząć.

Za oknem najbliżej mi do trzech sopockich domów stojących po drugiej stronie ulicy. Dwa z nich są stare, pochodzą z początku XX wieku, jeden jest nowy, zbudowany przed dwoma laty. Dwa z nich (jeden stary i jeden nowy) łączą w sobie funkcje mieszkań właścicieli oraz funkcje pensjonatów, trzeci jest wielorodzinną kamienicą. Wszystkie trzy mają czarne dachy, ale dwa – jeden stary i jeden nowy – mają dachy pokryte blachą, a jeden pokryty jest papą. Dwa z nich (oba stare) niedawno remontowano i podniesiono im dach o jedną kondygnację, nie mają za to piwnicy, trzeci – nowy – jest podpiwniczony. Wszystkie, co oczywiste, mają okna i drzwi. Dwa z nich (jeden stary i jeden nowy) mają je w nieco odmiennych kolorach zieleni, trzeci zaś ma okna białe. Wszystkie domy są murowane, ale każdy z nich ma fasadę w innym kolorze. Wszystkie one, sopockim zwyczajem, mają werandy i wszystkie ogrodzone są kutymi płotami. W dwóch domach są okna dachowe, w trzecim ich nie ma, ale ten, w odróżnieniu od pozostałych, ma balkony. Przy dwóch z nich rosną wiekowe drzewa, przy trzecim jest tylko żywopłot odgradzający posesje. Dwa domy (moim zdaniem) są piękne, a jeden – nic na to nie poradzę – szkaradny.

 

Można by tak długo. Tu się różnią, tu są podobne. Raz są podobne, a raz są różne, ale wszystkie służą temu samemu – są domami mieszkalnymi. Gdyby mój sąsiad z przeciwka miał taki kaprys i zamieszkał w igloo, a sąsiadka zamieszkała w skórzanej jurcie, to i igloo, i jurta pod większością względów różniłyby się od opisanych domów, ale pod najważniejszym względem byłyby podobne. To też są domy. Rzecz w tym, na co skierujemy uwagę. Czy na różnice i odmienność, czy też na podobieństwa? A może na jedno i drugie?

Chodnikiem, który widzę z mojego okna, chodzą setki ludzi. Przeróżnych. To kobiety i mężczyźni, starzy i młodzi, blondwłosi lub ciemnowłosi, no i oczywiście łysi. Ubrani kolorowo lub szaroburo. Chodzący samotnie lub w grupkach mniejszych czy większych, obładowani tobołami lub z rękami w kieszeniach. Większość jest biała, ale z roku na rok widzę coraz więcej czarnoskórych. Przybywa też Azjatów – Chińczyków, Wietnamczyków, Nepalczyków, Pakistańczyków, Hindusów, Tajów. W lecie pełno jest turystów i słychać mieszaninę języków – oprócz polskiego, angielski, szwedzki, rosyjski, ukraiński, włoski, hebrajski, ale też języki arabskie i wschodnioazjatyckie. Można zobaczyć Szkotów w ich tradycyjnych spódniczkach i muzułmańskie kobiety w chustach zakrywających włosy. Ulicą raz maszerują mocno pobudzeni kibice tutejszych drużyn piłkarskich, a innym razem wielcy pisarze. Lekarze i ich pacjenci. Można zobaczyć pary gejów i pary tulących się do siebie lesbijek, choć najczęściej widzimy pary mieszane czy rodziny. Jedni są trzeźwi, inni – niestety – pijani. Jedni spokojni i liczący się z innymi, inni wrzeszczący i awanturujący się.

Znajdziemy między tymi wszystkimi ludźmi ogromną liczbę różnic, ale znajdziemy też wiele podobieństw między nimi. Najważniejsze z nich sprowadza się do tego, że to są ludzie. Niektórzy powiedzieliby: to też są ludzie. Dodajmy: to są ludzie tacy sami, jak ja. Kimkolwiek jestem ja i kimkolwiek są oni.

Jedni wielką wagę przywiązują do różnorodności, bo w niej dostrzegają potencjał rozwoju, inni wolą jednorodność, bo w różnorodności widzą zagrożenie – dla swoich przekonań, swoich wartości, swoich interesów.

Zauważmy i to, że nie wszyscy są skłonni podzielać to zdanie. Znajdą się tacy, którzy sądzą, że niektóre domy są bardziej domami niż inne. Że niektórzy ludzie są bardziej ludźmi niż inni. Spotkamy takich, którzy myślą, że podobieństwa – czy to między domami, czy między ludźmi – są bez znaczenia. Znaczenie mają dla nich różnice, bo to one dają podstawy do oceniania.

Jedni wielką wagę przywiązują do różnorodności, bo w niej dostrzegają potencjał rozwoju, inni wolą jednorodność, bo w różnorodności widzą zagrożenie – dla swoich przekonań, swoich wartości, swoich interesów.

Sam upieram się jednak przy podobieństwach. Przy tym, jak ważne jest ich dostrzeganie i docenienie.

Ramy podobieństwa

Chodzi jak kaczka. Pływa jak ryba. Leży jak kloc. Blada jak ściana. Punktualny jak zegarek. Trzęsie się jak galareta. Pije jak Polak.

Albo:

Niepodobne to do niczego. Nie daje się z niczym porównać. Inna niż wszystkie. Bardziej papieski niż sam papież. Prawdziwy oryginał.

Albo:

Ktoś ma takie same piegi jak ja. Ktoś tak samo jak ja lubi nalewki z berberysu. Ktoś, tak jak ja, uwielbia czytać książki Agaty Christie. On jest bardzo kobiecy, a ona bardzo męska. Ona niczym nie wyróżnia się z tła. Paweł, podobnie jak ja, czytuje Herodota i Flawiusza.

Albo:

Ja lubię ciszę, a ona wieczny szum wokół siebie. Anna i jej przyjaciółki, w odróżnieniu ode mnie, uwielbiają powieści Eleny Ferrante. Justyna zachwyca się różami, których ja nie znoszę. Paweł, w odróżnieniu ode mnie, nie przepada ani za Józefem Rothem, ani za Philipem Rothem.

I tak dalej.

***

Wszelkie podobieństwa (i różnice) ustala się przez porównanie ze sobą co najmniej dwóch obiektów: ludzi, rzeczy, zdarzeń czy stanów. Nie jest to jednak zabieg prosty, bo ustalenie podobieństwa bynajmniej nie musi oznaczać braku różnic, a zidentyfikowanie różnic wcale nie musi oznaczać braku podobieństwa.

Zacznijmy od drugiego. Dostrzeganie różnic nie musi oznaczać braku podobieństwa, lecz jedynie brak identyczności. Tak samo jak różnice, tak i podobieństwa są bowiem zazwyczaj stopniowalne. Identyczność dwóch obiektów jest tylko skrajnym przykładem (wariantem, przejawem) podobieństwa. Poza stanem identyczności oraz poza stanem całkowitej odmienności, czyli niepowtarzalności (pod każdym względem, a jest to prawie niemożliwe!), podobieństwo ma charakter relacyjny i specyficzny. Relacyjny, bo możemy powiedzieć, że coś jest bardziej do czegoś podobne niż różne, na przykład osika i brzoza, albo że jest bardziej podobne do jednego niż do drugiego, na przykład dziecko jest bardziej podobne do matki niż do ojca. Tak więc mowa jest o proporcjach między tym, co podobne lub takie samo, i tym, co odmienne. Podobieństwo ma charakter specyficzny, bo ustala się je (a także różnice) najczęściej pod jakimś wyróżnionym względem, na przykład Stefan i Zenek mają zamiłowanie do czeskiego piwa i do dziewczyn w minispódniczkach. Podobni są w czymś, pod jakimś względem, a nie w ogóle, bo na przykład Stefan uwielbia książki, a Zenek z ledwością czyta ze zrozumieniem.

Warto tu jeszcze zwrócić uwagę, że podobne jest DO, a różne jest OD. Podobne – to dążenie, zbliżanie się do, różne – to oddalanie się, unikanie, uciekanie od. Zbyt rzadko jesteśmy skłonni to dostrzegać.

Stwierdzenie, że ktoś (coś) jest podobny do kogoś (czegoś) innego, bynajmniej więc nie wyklucza wielu istotnych różnic między nimi. Chodzi nie tylko o wspomniane różnice specyficzne. Ustalenie podobieństwa pod jakimś względem, czy też podobieństwa globalnego (o ile jest to możliwe), jest bowiem przesądzone również przez pewne właściwości podmiotu spostrzegającego, a więc (uwaga!) przez pewne różnice indywidualne. Mowa, po pierwsze, o indywidualnej wrażliwości na istnienie różnic między porównywanymi obiektami, a ta zależy od pojemności (niektórzy nazywają to szerokością) kategorii poznawczych. Jeśli u Piotra kategoria „ptak” sprowadza się do tylko jednego przedstawiciela, na przykład gołębia pocztowego, to łatwo uzna on, że wszystko, co nie jest gołębiem pocztowym, nie jest też ptakiem. Jeżeli jednak kategoria „ptak” jest pojemna i zawiera wielką różnorodność przedstawicieli (choć niekoniecznie wszystkich przedstawionych w Wielkim atlasie ptaków), to okazuje się, że niektóre ptaki są bardziej ptasie niż inne, są bardziej niż inne typowe, a to dlatego, że są częściej oglądane[2]. U nas jest to wróbel, który dla wielu jest najbardziej ptakiem, znacznie bardziej niż na przykład czapla siwa, o zimorodku nie wspominając. W obrębie danej kategorii ptaki mogą być bardziej lub mniej ptasie, aż wreszcie przestają się w tej kategorii mieścić. Jedne ptaki są bardziej podobne do innych ptaków, inne są bardziej odmienne. Decyduje o tym statystyka doświadczenia, częstość powtarzających się kontaktów.

Pojemność kategorii odpowiada także za drugą cechę człowieka decydującą o spostrzeganiu różnic i podobieństw. To tolerancja wielkości różnicy. To oczywiście też są sprawy indywidualne. Jedni – ci o pojemnych kategoriach – są bardziej tolerancyjni niż inni – ci o kategoriach wąskich i mało pojemnych. Dla tych drugich już stosunkowo niewielka różnica staje się źródłem niepewności lub innego dyskomfortu, ci pierwsi zaś dobrze sobie radzą z nawet sporymi różnicami. Tak więc to, co jedni uznają za nader podobne do siebie, inni mogą uznać za odmienne w bardzo dużym stopniu.

Należy tu jednak przypomnieć, że wrażliwość na różnice oraz tolerancja różnic zależy także od tego, co nazywa się kolektywnym systemem znaczeń[3], a zatem od pewnych powszechnie podzielanych przekonań na temat kryteriów ustalania podobieństw i różnic czy na temat dopuszczalnego zakresu tolerancji różnic.

Jak widać, wiele rzeczy decyduje o tym, czy coś wydaje nam się podobne do czegoś innego, czy też wydaje się różne od czegoś innego. Warto tu jeszcze zwrócić uwagę, że podobne jest DO, a różne jest OD. Podobne – to dążenie, zbliżanie się do, różne – to oddalanie się, unikanie, uciekanie od. Zbyt rzadko jesteśmy skłonni to dostrzegać.

Warto też rozpatrzeć kilka innych podstawowych kwestii. Jedna z nich dotyczy pytania o wymiary czy aspekty, które stanowią podstawę identyfikowania podobieństwa lub różnicy. Krótko mówiąc, dotyczy to kwestii, ze względu na co, na jakie kategorie zjawisk, można rozpatrywać podobieństwa i różnice. Wydaje się, że należy brać pod uwagę kilka płaszczyzn.

Pierwsza nich to cechy dające się wyodrębnić, w dodatku na trzy sposoby. Na początku idą cechy dotyczące wyglądu fizycznego – tego wszystkiego, co jest bezpośrednio obserwowalne: wzrostu, wagi, koloru skóry, oczu czy włosów. Potem idą cechy zachowania, a szczególnie cechy zachowań typowych, powtarzalnych, codziennych, spostrzeganych jako charakterystyczne dla danej osoby czy osób, ale też takie, jak barwa głosu, sposób mówienia czy gestykulacji. W dalszej kolejności są cechy osobowości: neurotyczność, ekstrawersja, empatyczność, kooperatywność – lista tych cech może być długa.

Kolejna płaszczyzna to podobieństwa i różnice co do cenionych wartości i wyznawanych przekonań. Czy w stosunku do takich na przykład wartości, jak sprawiedliwość, wolność lub rodzina, ludzie są do siebie podobni, czy różni? Czy wierzą, na przykład, w sprawiedliwe urządzenie świata, czy raczej są przekonani, że świat jest urządzony niesprawiedliwie? Czy akceptują niesprawiedliwość, czy walczą z nią? W takim samym stopniu dotyczy to przekonań religijnych – ich podzielania, ich akceptacji lub nietolerancji wobec nich. W grę wchodzą także przekonania polityczne, obyczajowe i wiele innych.

Następna płaszczyzna ma charakter tożsamościowy. Chodzi przede wszystkim o te aspekty tożsamości, które są niezbywalne albo w ograniczonym stopniu zbywalne, takie jak płeć, narodowość czy pochodzenie etniczne, rasa, wyznanie religijne.

Tak więc różnice i podobieństwa ustalamy na podstawie:

■ zachowań – ich struktury, cech formalnych i funkcji, jakie pełnią

■ cech (właściwości) charakteryzujących jednostki lub grupy

■ cenionych wartości

■ wyznawanych przekonań

■ tożsamości społecznej

[2] Rosch, 1977.

[3] Reykowski, 1995.